Nasze projekty

„Za 10 minut trzynasta”. Życie jak blues

Zawód: bluesman. Warunki pracy: głośno, rozrywkowo… ale czy alkoholowo? Jak grać bluesa na trzeźwo - z Irkiem Dudkiem – Shakin’em Dudi, muzykiem bluesowym, pomysłodawcą i organizatorem Rawa Blues Festiwal rozmawiała Patrycja Michońska.

Reklama

Jak minęły wakacje?

 

Wspaniale! Na wakacjach – jak zawsze – mam obowiązek pływania, więc dużo pływałem w pięknej zatoczce na wyspie Lanzarote. Było też dużo grania na harmonijce, ale przede wszystkim – odpoczynek oraz planowanie festiwalu Rawa Blues i mojego występu.

Reklama
Reklama
fot. Matylda Sęk

Wyjeżdżacie jeszcze całą rodziną?

 

Oczywiście – kiedyś wyjeżdżaliśmy z dwiema córkami, ale teraz – z jedną. Nasza ośmioletnia córeczka była nieuleczalnie chora i poszła do Nieba. Jesteśmy wierzącą rodziną i chociaż było nam bardzo ciężko, to nie dyskutujemy z Bogiem. A wracając do wakacji – byliśmy we trójkę – moja żona Iwona, nasza córka Agata i ja. Co roku jeździmy właśnie na Wyspy Kanaryjskie.

Reklama
Reklama

 

A jak to robicie, ze Wasza 18-letnia córka chce z Wami spędzać czas, szczególnie w czasie wakacji?

 

Reklama

Taka po prostu jest nasza rodzina – wszystkie ważne dni, święta, niedziele – obchodzimy zawsze razem. Razem jadamy obiady. Jako rodzice nic nie chcemy narzucać i cieszymy się, że córka chce z nami wyjeżdżać.

Rodzinnie odpoczywacie i rodzinnie pracujecie – wraz z żoną przygotowujecie Rawę?

 

Zgadza się. Na początku wszystko przygotowywałem sam, jednak od wielu lat pracujemy razem i doskonale się uzupełniamy. 5 października do katowickiego Spodka przyjeżdżają rewelacyjni muzycy. Gwiazdą będzie Keb’ Mo’ – trzykrotny zdobywca Grammy. Zależy nam na pokazywaniu zróżnicowanego bluesa, dlatego zaprosiliśmy również The Stone Foxes – młodych ludzi z Kalifornii, Ruthie Foster z Teksasu, Heritage Blues Orchestra i Otisa Taylora. Będzie też duet: James Blood Ulmer i Irek Dudek. Zagram na harmonijce. Bardzo lubię takie wyzwania, bo James gra nieprzewidywalnego bluesa. Chciałbym jeszcze podkreślić, że Rawa Blues to festiwal rodzinny nie tylko pod względem organizacyjnym. To jest po prostu festiwal dla całych rodzin – przyjeżdżają do nas rodzice z dziećmi, a nawet dziadkowie z wnukami. Klimat jest bardzo familijny, tym bardziej, że jest to jeden z nielicznych, tak wielkich festiwali, gdzie w ogóle nie ma alkoholu. To czyni go bezpiecznym i pokazuje, że muzyka sama w sobie może kręcić i dawać bardzo dużo zadowolenia.

 

Ale trudno chyba przekonać ludzi, że bez alkoholu można dobrze się bawić. Na pewno słyszałeś, ze jedno piwko nikomu nie zaszkodzi…

 

Tak mówią… (śmiech), ale czy będziesz przy każdym stać i sprawdzać, czy wypił tylko jedno? A gdyby  gdzieś na festiwalu leżeli pijani ludzie? Od razu dziennikarze byliby zainteresowali tymi, co leżą,  a nie tymi, co grają na scenie (śmiech)… Na wszelki wypadek nie ma alkoholu i muszę przyznać, że jest coraz mniej pytań o to.

A jak muzycy bluesowi traktują Twoje zasady?

 

Myślę, że tworzy się moda, żeby być trzeźwym na scenie, szczególnie wśród Amerykanów. Przyjeżdżają kawał drogi, żeby pochwalić się swoim talentem, a nie zniewoleniem przez kaca czy alkohol. Kiedy w Memphis odbierałem nagrodę Keeping the Blues Alive za najlepszy festiwal bluesowy na świecie w 2012 roku, także rozmawiałem na ten temat. I rzeczywiście – coraz więcej muzyków chce pokazywać na scenie, co mają najlepszego. Czas szaleństw już minął. Ja też kiedyś taki byłem – im głupiej i śmieszniej – tym było lepiej. Tamten okres jest już zamknięty.

 

Ale wciąż obowiązuje taki właśnie wizerunek muzyków – muszą poszaleć i przed koncertem i po, a nawet w trakcie.

 

To dlatego, że w dalszym ciągu nie zdają sobie sprawy, jakimi zagrożeniami są alkohol i narkotyki. Wciąż popełniają te same błędy. Ale widzowie zaczęli piętnować ludzi, którzy wychodzą na scenę pijani. To  dotyczy także polskiej sceny rockowej. Ludziom to się nie podoba i to jest sygnał dla artysty: nie wygłupiaj się, szanuj publiczność, szanuj siebie, pokazuj z jak najlepszej strony, pamiętaj, że granie nie jest wieczną idiotyczną zabawą, która zaczyna i kończy się w hotelu, a scena jest tylko pretekstem zabawy. Tego już nie ma – konkurencja robi z tym porządek.

 

Zawsze byłeś taki radykalny?

 

Od ślubu… Też popełniałem błędy, ale przyszedł taki moment, olśnienie – po wielkim koncercie siedziałem w pokoju hotelowym i rozmyślałem: przed chwilą oklaskiwało mnie 6 tysięcy osób, a teraz nagle jestem sam. I teraz co? Następnym krokiem będzie telefon po roomservice i whisky? Przecież to  idiotyzm. Pół roku później – w Opolu (myślę, że moja mama to wymodliła) poznałem moją przyszłą żonę – Iwonę. Piękna dziewczyna, super ubrana – modelka. Zakochałem się, a ona po 4 godzinach zaakceptowała moje oświadczyny (śmiech). A że jestem Ślązakiem i nie rzucam słów na wiatr – wzięliśmy ślub i przy ślubie kościelnym powiedziałem sobie, że moje dzieci nigdy nie zobaczą ojca pijanego. Minęło 30 lat i przy pomocy Boskiej udaje się to zrobić.

 

Było ultimatum?

 

Takie minimalne było… po ślubie cywilnym (śmiech). Najpierw był ślub cywilny, a zaraz potem mieliśmy wziąć ślub kościelny, ale pojechałem do Niemiec i przyjąłem trochę alkoholu (śmiech). Moja żona jest kategoryczną osobą, oburzyła się i stwierdziła "ślubu kościelnego nie będzie!”. A ja uznaję tylko kościelny! Poleciałem do księdza, odwołałem wszystko. Ludzie zaproszeni, prezenty kupione, sala wynajęta… Dochodziło do mnie, że powinienem sobie coś jeszcze w życiu przysiąc… Przysiągłem – przy ołtarzu. Czasami zamoczę usta, jak na ważnej imprezie podają szampana, ale w gruncie rzeczy – nigdy nie miałem dużego problemu z alkoholem. Dzięki pomocy Boskiej, jakoś mi się w życiu udaje. Myślę, że każdy ma swój krzyż, który powinien nosić i iść w kierunku Dobra.

Shakin' Dudi – Za 10 Minut 13-sta (Opole 86′)

 

 

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę