Szesnaście języków to za mało! Wywiad z nowym rzecznikiem KEP

Biblia jest moja ojczyzną – mówi KAI wybrany dziś na rzecznika Konferencji Episkopatu Polski ks. dr Paweł Rytel-Andrianik. Jego dziadek był więźniem obozu w Treblince, dlatego pasją księdza jest historia relacji polsko-żydowskich, zwłaszcza pomoc Żydom podczas II wojny światowej

Rozmowa Tomasza Królaka (KAI) z księdzem Pawłem Rytel-Andrianikiem, nowo wybranym Rzecznikiem Prasowym Konferencji Episkopatu Polski (Więcej o nowym rzeczniku tutaj)

Znajomość szesnastu języków – to robi wrażenie. Jako rzecznik Episkopatu będzie Ksiądz mówił jednak głównie po polsku…

Ale Kościół jest powszechny, katolicki właśnie, dlatego uważam, że szesnaście to nawet za mało! W dodatku na horyzoncie mamy Światowe Dni Młodzieży a więc przyjadą do nas goście z całego globu. Język angielski nie jest już językiem "obcym" lecz "drugim".

Druga sprawa: w świecie języków odbieramy i przekazujemy. Co zrobili apostołowie? Napisali ewangelie po grecku, dlatego że w tym właśnie języku mówiono w całym imperium.

Przekazywanie informacji w różnych językach jest zatem tym, co robili apostołowie. O ile to możliwe, powinniśmy więc starać się docierać do człowieka posługując się jego językiem.

Jakim chce Ksiądz być rzecznikiem?

Istotę mojego nowego zadania doskonale oddaje określenie “rzecznik" w języku włoskim: portavoce, co znaczy dosłownie – ten, który niesie (porta) głos (voce). Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski to jest ten, który niesie głos Episkopatu.

Ale to gremium, które jest jednością, tworzą jednak biskupi różnych pokoleń, doświadczeń, wrażliwości…

Dlatego bardzo podoba mi się wezwanie: "Shema Yisrael Adonai Eloheinu Adonai echad" – Słuchaj Izraelu, Pan jest naszym Bogiem, Bogiem jedynym. A więc: słuchać. Co więcej w tradycjach aramejskiej, łacińskiej i greckiej znana jest refleksja o tym, iż człowiek jest tak "skonstruowany", że ma dwoje uszu ale jedne usta. A więc jest zachęcony do tego, żeby dwa razy więcej słuchać niż mówić. Chodzi więc o to, żeby wsłuchiwać się w głos, żeby go przekazać.

Ale z tej uszno-ustnej "dysproporcji" nie wynika, mam nadzieję, że będzie Ksiądz bardzo dużo słuchał ale mało przekazywał?

Nie, ale kiedy się bardzo dużo słucha, to się odpowiednio wiele mówi.

Przed jakimi wyzwaniami staje dziś, Księdza zdaniem, Konferencja Episkopatu Polski?

Powiem szczerze: będę się dopiero starał pilnie słuchać głosu biskupów i wsłuchać w to, co mają do powiedzenia. Nie mam więc w tej chwili żadnych konkretnych planów działania.

Co dały Księdzu studia w Jerozolimie i Rzymie a zwłaszcza studia biblijne? Jak widać z zainteresowań i dokonań, Biblia jest Księdza żywiołem i "ojczyzną".

Tak, mogę powiedzieć, że Biblia jest moją ojczyzną, by przywołać piękną inwokację Romana Brandstaettera: "Biblio, ojczyzno moja". Biblia uczy mądrości życiowej. Kiedy człowiek się jej uczy, każde słowo w tym tekście jest ważne. Biblia uczy dostrzegania ale i budowania mostów między kulturami i ludźmi. Jest bowiem wspólnym terenem dla protestantów, katolików, prawosławnych ale i dla judaizmu. Mamy wspólną płaszczyznę, bo Biblia buduje mosty.

Ponadto jest słowem Pana Boga. Studia biblijne nakłoniły mnie niejako, by z jeszcze większą uwagą słuchać tego głosu.

Księdza domeną naukową ale i pasją życiową jest śledzenie pięknej ale i trudnej historii polsko-żydowskiej, w tym wydobywanie świadectw o Polakach ratujących Żydów. Fakt, że pochodzi Ksiądz z okolic Treblinki miał tu jakieś znaczenie?

Bardzo duże. Mój dziadek był więźniem obozu w Treblince. Przeżył osiem miesięcy dzięki pomocy współwięźnia. Był chory na tyfus a takich ludzi kierowano do lazaretu i mordowano. Na kilka dni przed pewną już śmiercią – zdołał uciec. Pamiętam zdanie mojej mamy: gdyby twój dziadek zginął w Treblince, to ciebie nie byłoby na świecie.

Po pierwsze więc odczuwam wdzięczność wobec tych, którzy pomogli ludziom więzionym podczas wojny w Treblince czy gdziekolwiek indziej albo też pomogli im uniknąć obozowego losu. Sam takie osoby spotkałem.

Po drugie natomiast czuję współczucie wobec rodzin, które straciły bliskich w wojennej gehennie. Wiem, co takie osoby przeżywają. Bywając w Izraelu bywałem niejednokrotnie zapraszany na szabat.

Uczestniczyłem w takim świętowaniu na przykład u Josefa Dawida i w rodzinie Gincburgów w Jerozolimie czy, w Tel-Awiwie, u Sary Sahar z Siemiatycz. Zawsze wcześniej czy później wychodzi temat Holokaustu, bo prawie w każdej z tych rodzin ktoś zginął. Dlatego właśnie uczę się także współczesnego hebrajskiego, żeby poznawać tę wspólną, polsko-żydowską historię i budować mosty. Od czasu do czasu zaglądam do Sefer Zikaron czyli księgi pamięci Żydów z Siemiatycz. Badam też historie Żydów z różnych części Polski: Sokołowa Podlaskiego, Węgrowa czy właśnie Siemiatycz i wygłaszam wykłady na ten temat.

A czy podczas rozmów w Izraelu często jest Ksiądz pytany o postawę Polaków wobec Żydów podczas ostatniej wojny? Pojawiają się zarzuty o antysemityzm?

Osoby, z którymi się spotykałem mówiły o trudnych sytuacjach ale podkreślali, że doskonale zdają sobie sprawę z tego, że za wszelka pomoc Żydom, groziła w Polsce śmierć. We wstępie do książki, jaką napisaliśmy wspólnie z kierownikiem muzeum w Treblince, dr. Edwarda Kopówką, prof. Antony Polonsky przypomniał, że ratując Żyda ktoś ryzykował życie.

Swego czasu Dvoyre Kosman, nauczycielka jidysz i jedna z najlepszych ekspertek tego języka w Izraelu, a prywatnie żona Rabina Josefa Kosmana z moich rodzinnych stron, z Żelechowa (oboje są ortodoksyjną rodziną chasydzką) zaprosiła mnie do jednej ze szkół w Jerozolimie. Jej mama została uratowana 4 kilometry od Treblinki, a ja znam dość dobrze rodzinę, która w tę pomoc się zaangażowała. Często wspominaliśmy ten czas Holokaustu. W innej szkole w Izraelu, gdzie miałem spotkanie sali szkolnej była ponad setka uczniów, którzy akurat wybierali się do Treblinki. Nauczycielka zapytała: czy ktoś z was ryzykowałby życie własne i swojej rodziny dla ratowania drugiego człowieka? I potem dalej mówi: “To jest pytanie, na które każdy z nas może sobie w sercu odpowiedzieć”.

W tych sprawach człowiek nie jest sędzią tylko tym, który bada, słucha, zgłębia, patrzy, stara się poznać wzajemne relacje i długą wspólną historię. Podobnie jak naszym wspólnym dziedzictwem jest Biblia.

A jak po dzisiejszej nominacji zamierza Ksiądz poukładać sobie plan zajęć? Wykłada Ksiądz w Rzymie, Toruniu i Drohiczynie – nie będzie to chyba daje możliwe, przynajmniej w dotychczasowym wymiarze?

Bardzo ważne jest to, co powiedział po moim wyborze biskup drohiczyński Tadeusz Pikus: odtąd pierwszym miejscem jest posługa rzecznika i od tego uzależnione są wszelkie inne ewentualne zobowiązania. Tego się trzymam.  

Kocha Ksiądz dziennikarzy?

Sam jestem dziennikarzem! Dziennikarzy bardzo kocham. Wiem jak trudna ale i szczególna to praca. Tak czy inaczej: nie wychodzę ze swojego żywiołu.


rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa

Kościół nie pomagający ubogim jest chory! Wywiad z abp Gądeckim

Gdyby Kościół – przyrównany przez św. Pawła do ciała - nie reagował na cierpienie i biedę, to znaczy że jest chory - mówi KAI abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w wywiadzie zapowiadającym rozpoczynające się jutro zebranie tego gremium, które będzie skoncentrowane wokół tematyki ubóstwa w Polsce

Z abp Stanisławem Gądeckim rozmawiają Marcin Przeciszewski i Krzysztof Tomasik

KAI: Wiodącym tematem obrad najbliższego zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski 9 i 10 czerwca br. będzie kwestia ubóstwa. Czy tematyka obrad stanowi rodzaj wprowadzenia do rozpoczynającego się w grudniu Roku Miłosierdzia?

Abp Stanisław Gądecki: Przy wyborze tematu najbliższego zebrania plenarnego KEP kierowaliśmy się wskazaniami Ojca Świętego Franciszka z ostatniej wizyty ad limina polskich biskupów w ubiegłym roku. Były to: młodzież, rodzina, powołania i ubodzy. Podczas marcowego zebrania KEP skupiliśmy się na temacie rodziny, teraz trzeba pochylić się nad kwestią ubóstwa. Rzeczywiście, będzie to stanowić stosowne przygotowanie do Roku Miłosierdzia.

Jakie będą najważniejsze punkty programu obrad?

– O przedstawienie rozmiarów ubóstwa w Polsce, jako istotnego problemu społecznego, poprosiliśmy stronę państwową. Temat ten przedstawi pani prof. Mirosława Grabowska, stojąca na czele CBOS-u. Następnie pan prof. Tadeusz Kamiński z UKSW zaprezentuje skalę pomocy ubogim w Polsce, a ks. prałat Marian Subocz, dyrektor Caritas Polska poinformuje o działaniach Kościoła w tym obszarze. Potem nastąpi dyskusja księży biskupów, ocena dotychczasowych działań Kościoła w tej sferze oraz wnioski na przyszłość.

Jaką konkretnie rolę ma do spełnienia Kościół wobec osób ubogich i na rzecz rozwiązywania ich problemów w skali społecznej?

– Jezus zapowiedział, że ubodzy będą pośród nas aż do skończenia świata: "Ubogich zawsze mieć będziecie". Z tego wynika, że opcja preferencyjna na rzecz ubogich zawsze będzie aktualna.

W czasach Nowego Testamentu obowiązek solidarności z ubogimi jeszcze bardziej uwypuklił nasz Zbawiciel, utożsamiając się z ubogimi: „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie"… "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,35-36.40).

Nakaz Pana Jezusa zrozumieli dobrze pierwsi chrześcijanie: „Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby (Dz 2,44-45). „Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze uzyskane ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby" (Dz 4,32.34-35). Sprzedając swój majątek i przekazując zysk wspólnocie, odpowiadali na wyzwanie Jezusowe: „Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem" (Łk 14,33).

Podobną drogę obrali potem Ojcowie Kościoła, ucząc: „Nasze wspólnotowe posiłki nazywamy słowem "agape", co u Greków znaczy solidarność. Tymi wydatkami wspomagamy biednych, a nie gromadzimy pasożytów. Traktujemy biednych jako ludzi uprzywilejowanych przez Boga (Tertulian, Apologetyk 39). „My, którzy przedtem kochaliśmy i szukaliśmy złota i własności, teraz nasze dobra składamy do wspólnoty, dzieląc je z każdym, kto ich potrzebuje” (Justyn).

Obecna mapa biedy w Polsce posiada charakterystykę terytorialną oraz społeczną. Bieda dotyka najbardziej mieszkańców wschodniej i północno zachodniej Polski. Są to obszary, na których wysoki poziom bezrobocia, spowodowany niskim uprzemysłowieniem oraz pozostałościami systemowymi po epoce komunizmu. W wymiarze społecznym bieda najdotkliwsza jest dla dużych rodzin, które nie są odpowiednio zabezpieczone socjalnie. Z badań wynika, że zagrożonych ubóstwem jest w Polsce 23% społeczności wiejskiej i 11% społeczności miejskiej. Zagrożonych ubóstwem jest 40% rodzin wielodzietnych i 25% rodziców samotnie wychowujących dzieci. Ubóstwo dotyka w Polsce szczególnie dzieci w podstawowych wymiarach ich potrzeb – wyżywienia, edukacji i wypoczynku.

Kolejnymi problemami na mapie polskiej biedy są bezrobocie, ubóstwo i bezdomność. Wielu osób nie stać na realizację podstawowych potrzeb, zakupu żywności, lekarstw, opłaceniu rachunków. Do tego dochodzą problemy osób chorych i starszych.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że pierwszym podmiotem zobowiązanym do opieki nad ubogimi jest państwo, które pobiera podatki na ten cel. Lecz wszystkim wiadomo, że niestety idealne państwo nie istnieje: „Nie ma takiego sprawiedliwego porządku państwowego, który mógłby sprawić, że posługa miłości byłaby zbędna. Kto usiłuje uwolnić się od miłości, będzie gotowy uwolnić się od człowieka jako człowieka. Zawsze będzie istniało cierpienie, które potrzebuje pocieszenia i pomocy. Zawsze będzie samotność. Zawsze będą sytuacje materialnej potrzeby, w których konieczna jest pomoc w duchu konkretnej miłości bliźniego. Państwo, które chce zapewnić wszystko, które wszystko przyjmuje na siebie, w końcu staje się instancją biurokratyczną, nie mogącą zapewnić najistotniejszych rzeczy, których człowiek cierpiący — każdy człowiek — potrzebuje: pełnego miłości osobistego oddania. Nie państwo, które ustala i panuje nad wszystkim, jest tym, którego potrzebujemy, ale państwo, które dostrzeże i wesprze, w duchu pomocniczości, inicjatywy podejmowane przez różnorakie siły społeczne, łączące w sobie spontaniczność i bliskość z ludźmi potrzebującymi pomocy (Deus Caritas est, 28).

Z tego wynika, że Kościół powinien występować w tej dziedzinie w roli pomocniczej, uzupełniając braki systemu państwowej opieki społecznej. W sposób systemowy w pomoc ubogim od lat włącza się kościelna Caritas. Lecz wszystkiego nie wolno spychać na Caritas.

Jak konkretnie realizowana jest działalność Kościoła w tym obszarze?

– Na potrzeby kilku milionów potrzebujących odpowiada ponad sto tysięcy wolontariuszy skupionych w ponad czterdziestu diecezjalnych Caritas w Polsce. W działania ogólnopolskie, diecezjalne i lokalne Caritas angażują się w sposób systematyczny, planowany i stały wolontariusze zrzeszeni w Parafialnych Zespołach Caritas, przedszkolnych, szkolnych i akademickich kołach Caritas oraz w diecezjalnych Centrach Wolontariatu. Parafialne Zespoły Caritas posługujące na terenie swojej parafii skupiają wokół idei miłosierdzia przede wszystkim osoby dorosłe. Pod przewodnictwem proboszcza inicjują dzieła charytatywne, szerzą ideę miłosierdzia chrześcijańskiego oraz podejmują działania na rzecz ubogich i potrzebujących wsparcia. Szkolne (przedszkolne, akademickie) Koła Caritas zrzeszają dzieci i młodzież w celu niesienia pomocy potrzebującym w środowisku szkolnym. Wychowują do czynnej miłości bliźniego, i kształtują wrażliwość dzieci i młodzieży na potrzeby innych poprzez wspólnotowe działanie

Jest ona realizowana tak w formach instytucjonalnych, jak i w formach nie-instytucjonalnych. Na te pierwsze składają się np. jadłodajnie, domy samotnej matki, domy starców, ośrodki dla bezdomnych, ośrodki służące leczeniu narkomanii, szpitale, itp.

Jeśli chodzi o formy nie-instytucjonalne, to dotyczą one każdego chrześcijanina bez wyjątku, każdą wspólnotę kościelną. Dobrym przykładem zrozumienia tego wyzwania są Parafialne Koła Caritas. Szkolne Koła Caritas. W Parafialnych kołach zaangażowanych jest ok. 100 tysięcy wolontariuszy.

Kościół, który nie byłby otwarty na biednych, nie byłby zdrowy. Według teologii św. Pawła o Kościele Ciele Mistycznym Chrystusa, wszyscy stanowimy jedność. „Tymczasem zaś wprawdzie liczne są członki, ale jedno ciało. […] Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki” (1 Kor 12,20.26). W tym ciele istnieją członki zdrowe, ale są też i słabsze. Te słabe winny być – jak przypomina Apostoł Narodów – otaczane większą troską.

Jezus mówi także o błogosławionych, którymi są ubodzy w duchu. Wskazuje pozytywny wymiar ubóstwa, nie tylko jako brak czegoś, ale swego rodzaju dar, który może wzbogacić całą wspólnotę…

– Tak, ale trzeba pamiętać, że Jezus mówi nam o „błogosławionych ubogich w duchu". Nie idzie tu o błogosławioną biedę. Gdyby tak było, wówczas zbawienie należałoby się za same ubóstwo. Wystarczyłoby wszystkich doprowadzić do nędzy, by wszyscy zostali zbawieni. A przecież wiadomo, że bieda posiada także swoje przywary. Bieda może wyzwalać w człowieku gorszą stronę jego natury. Jako pierwsza pojawia się skłonność do kradzieży, tłumaczona brakiem środków do życia, potem zazdrością lub zawiścią (inny ma, dlaczego ja mam nie mieć?). Dalej idzie kłamstwo i zachłanność (posiadać więcej za wszelką cenę). A wreszcie przekonanie, że wystarczy być bogatym, aby być szczęśliwym (za pieniądze można dostać wszystko).

W ewangelicznym rozumieniu ubóstwa nie chodzi więc tylko o stan materialny, ale o coś znacznie głębszego?

– Tak. "Ubogimi w duchu" są ci, którzy uważają się za małych w odniesieniu do Boga i drugiego człowieka. Ukazują nam stan uniżenia, którego wzorcem jest uniżenie się samego Chrystusa. Dopiero wtedy można mówić o człowieku "ubogim w duchu", który podobnie jak Chrystus przeszedł zbawcze uniżenie, przeszedł kenozę.

Aby realnie odpowiedzieć na potrzeby ubogich w Polsce nie wystarczy sukcesywnie dążyć do przezwyciężenia kryzysu ekonomicznego i usprawniać systemu świadczeń społecznych. Takie działanie jest obowiązkiem każdego rządu i systemu administracyjnego. Pierwszym krokiem w dziedzinie pomocy ubogim a zarazem przezwyciężania nierówności społecznych – powinno być dostrzeżenie człowieka w jego aktualnej kondycji i aktywne wyjście w jego kierunku. Tak, aby społeczeństwo oprócz bezpieczeństwa socjalnego, które często jest powodem alienacji – zyskiwało wartość prawdziwej, ludzkiej wspólnoty

O ile ubóstwo materialne dotyczy sfery posiadania, o tyle ubóstwo duchowe odnosi się do sfery określanej jako „być”. A zatem ktoś może być bogatym w sensie materialnym, a jednocześnie ubogim w sensie duchowym. Wchodzi tu w grę także ubóstwo kulturalne, społeczne, etyczne, ekologiczne. Duchowe ubóstwo jawi się częściej w regionach bogatych materialnie, aniżeli w biednych. Nie da się go zlikwidować za pomocą pieniędzy. Ono domaga się sprawiedliwości, współczucia, troski i dzielenia się.

Ubóstwa duchowe wiąże się zazwyczaj z marginalizacją. Najpierw tą, która jest związana ze środowiskiem zamieszkania (biedne dzielnice lub peryferie miast, ściana wschodnia).

Następnie – z marginalizacja wynikającą z kondycji społecznej (imigranci, niepełnosprawni fizycznie i psychicznie, więźniowie, analfabeci, uzależnieni, kręgi prostytucji).

Następną przyczyną ubóstwa duchowego są trudności rodzinne. Wymieńmy tutaj dla przykładu porzucenia, rozwody, separacje, konflikty domowe, samotne macierzyństwo, aborcję, sieroctwo, wdowieństwo, spełnianie roli rodzicielskiej nie przez rodziców a przez dalszych lub bliższych krewnych, osamotnienie w domach opieki i instytucjach wychowawczych itp.

Wreszcie – nie można też zapomnieć o marginalizacji pochodzenia „religijnego" (rozwiedzeni, chrześcijanie w sytuacjach nieregularnych z punktu widzenia kościelnego).

Duchowe ubóstwo obejmuje także problem niepełnosprawności. W badaniach statystycznych w Polsce 4% całej populacji stanowią osoby niepełnosprawne, przy czym niepełnosprawność określa się w trzech kategoriach: niepełnosprawni fizycznie, niepełnosprawni psychomentalnie, głuchoniemi i niewidomi.

Innym polem duchowego ubóstwa są choroby i starczy wiek. Osoby dotknięte różnymi starczymi schorzeniami przeżywają wyjątkowe dramaty. W tym obszarze jawi się potrzeba opieki paliatywnej i hospicyjnej.

Wracając jednak do definicji, stwierdzić można, iż ubogą w sensie duchowym jest ta osoba, której godność jest ograniczona w taki sposób, że nie może ona rozwinąć w pełni swoich możliwości duchowych.

A jak należy odczytywać słowa papieża Franciszka: "Kościół ubogi i dla ubogich"? Jest to jedno z haseł-kluczy w nauczaniu obecnego papieża.

– Kościół jest dla wszystkich, nie tylko dla ubogich. Kościół istnieje dla każdego, jego celem jest zbawienie wszystkich, a nie tylko jednej kategorii ludzi.

Jeśli papież mówi o "Kościele ubogim i dla ubogich", jest to zwrócenie uwagi na tych, którymi zazwyczaj nikt nie interesuje. Ojciec Święty bardzo często zwraca uwagę na olbrzymie przestrzenie ubóstwa charakteryzujące Amerykę Południową, Afrykę oraz kraje tzw. "trzeciego świata". Mówi też często o ubóstwie, które powoduje wykluczenie, a obecne jest ono w każdym kraju, także w Polsce. W moim przekonaniu papież Franciszek chce zwrócić uwagę na tych, którym należy się szczególna uwaga i zachęca do tego nas wszystkich. Kościół ubogi to taki, który jest w stanie zrezygnować z wielu rzeczy na rzecz ubogich.

Ksiądz Arcybiskup powiedział, że obszary ubóstwa występują w każdym kraju, także i u nas. W związku z tym pojawia się pytanie o model rozwoju gospodarczego przyjęty przed 25 laty w Polsce, którego fundamentem jest gospodarczy neoliberalizm, w którym "bogaci stają się coraz bogatsi, a ubodzy, coraz ubożsi". Czy dziś model ten nie wymaga jakichś istotnych korekt?

– Słabość rozwiązań neoliberalnych w Polsce obnaża chociażby wypchnięcie 2-3 milionów młodych ludzi za granicę, aby szukali chleba na emigracji. Jest to bolesna strata, bardzo niekorzystna dla przyszłości ojczyzny. Polskie dzieci, które urodzą się np. w Wielkiej Brytanii, prawdopodobnie do Polski już nie wrócą.

Olbrzymia rzesza ubogich, obecna w Polsce mimo przemian, winna stanowić wyrzut sumienia dla nas wszystkich. Model gospodarczy, który został przyjęty po 1989 roku nie jest do końca właściwy i wymaga socjalnych korekt. Owszem, trzeba popierać wolny rynek, gdyż inaczej nasz kraj się nie rozwinie. Ale z drugiej strony trzeba też pytać, jakim kosztem. To ważne pytanie dla ekonomistów i polityków.

A jakie działania podpowiada w tym zakresie nauczanie społeczne Kościoła?

– Nauczanie społeczne Kościoła nie ma gotowych rozwiązań w tej materii. Czasami mówi o trzeciej drodze między kapitalizmem a liberalizmem totalnym. W swoim nauczaniu przypomina przede wszystkim o godności człowieka, o godności pracownika, o potrzebie zrównoważonego rozwoju. Zbyt liberalny a zbyt mało socjalny model rozwoju społeczno-gospodarczego obiera wielu ludziom nadzieję. Trzeba te kwestie lepiej wyważyć.

Wysuwane są zarzuty, że Kościół w Polsce za mało angażuje się w sprawy społeczne, za mało angażuje się po stronie tych, którzy stracili na skutek ustrojowych przemian. Czy jest to prawidłowa diagnoza? Czy najbliższe zebranie plenarne KEP będzie otwarciem nowego rozdziału w tym zakresie?

– Abp Józef Kupny przygotował przed trzema laty ważny List Społeczny Episkopatu. Do tej tematyki trzeba nieustannie wracać, ponieważ z jednej strony istnieje zapotrzebowanie na katolicką naukę społeczną a z drugiej strony napotykamy na duży opór wobec niej.

Opór ten wynika z braku zrozumienia, w jaki sposób Kościół winien być obecny w sferze publicznej. Gdy mówię o konieczności pójścia na wybory, jest to traktowane jako ingerencja Kościoła w politykę. Gdy kaznodzieja mówi na czym polega zło zabiegów in vitro, niektórzy odbierają to znowu jako ingerencję Kościoła w politykę. To jakieś świadectwo kompletnego niezrozumienia misji Kościoła.


Marcin Przeciszewski / Warszawa