video-jav.net

Spowiadam się. Bogu i Wam

Grzech w naturalny sposób łączy się ze wstydem. A ten chce się schować, ukryć, by nikt się o tym nie dowiedział. Dlatego przyznanie się do grzechu jest symbolicznym zdjęciem z siebie maski idealnego.

Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Podczas mszy świętej w momencie „spowiedzi powszechnej” bardzo automatycznie wypowiadamy słowa: „Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu i wam bracia i siostry”. Następnie wymieniamy typy grzechów, które popełniliśmy: “że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”. Po co nam to?

Sakrament pokuty i pojednania przeżywa kryzys, choć precyzyjniej trzeba napisać, że to osoby wierzące przeżywają kryzys uczestniczenia w sakramentach. Na zachodzie Europy konfesjonały są puste, grzech to słowo tabu, do komunii podchodzą wszyscy. Znajomi księża, którzy wakacje spędzają za zachodnią granicą, czasem w szczerych rozmowach przyznają, że nie są tam już tak mile widziani, jak kiedyś. Na pytanie, dlaczego tak jest, odpowiadają ze smutkiem, że kiedy przyjeżdżają na parafię, słyszą, że w kazaniach mają nie straszyć wiernych piekłem ani grzechem. Przekaz ma być prosty, pozytywny, pełen miłosierdzia. Z polskiej perspektywy brzmi to nieprawdopodobnie. Jeśli jednak przyjmiemy, że są w Kościele miejsca, gdzie niemal nie sprawuje się sakramentu pokuty i pojednania, a cały ciężar odpuszczenia grzechów został przeniesiony na spowiedź powszechną, to tym bardziej warto rozróżnić akt pokuty od sakramentu pokuty.

 

Rodzaje grzechów

Kościół w swojej długiej historii w różny sposób dzielił grzechy. Wydaje się, że ostatni głośny spór w tym temacie miał miejsce w czasie, gdy Jan Paweł II pisał encyklikę Veritatis splendor. To w niej w wyraźny sposób rozprawia się z błędnymi koncepcjami grzechów (również autorstwa teologów). Rozróżniamy grzechy śmiertelne (ciężkie) i powszednie (lekkie).

Grzech jest śmiertelny jeśli spełnione są trzy warunki: popełniony czyn jest zły o poważnej materii, naruszający porządek moralny, dokonany w pełni świadomie i w sposób wolny. Z kolei grzech powszedni nie został dokonany w pełni świadomie, w pełnej wolności albo nie dotyczył poważnej materii. O ile grzech śmiertelny zrywa jedność z Bogiem i oddziela nas od komunii sakramentalnej, o tyle grzechy powszednie tego nie robią. Grzechy śmiertelne gładzi w sposób zwykły sakramentalna spowiedź uszna (w wypadku zagrożenia śmierci znane są inne sposoby na zgładzenie tych grzechów – przez osobisty akt żalu albo absolucję; grzechy śmiertelne gładzi też chrzest i męczeństwo).

Grzechy powszednie mogą być odpuszczone poprzez akt pokuty na początku mszy świętej, akty żalu, pobożne słuchanie Słowa Bożego, modlitwę, uczynki miłosierdzia, przyjęcie komunii. Zatem podczas Eucharystii wierni dostępują odpuszczenia grzechów powszednich. Nie jest to jednak możliwe, jeśli chodzi o grzechy śmiertelne.

 

 

Prawo i miłość

Jeśli na grzech spojrzeć z punktu widzenia zasad i prawa to za złamanie przepisu, należy się kara. W zależności od tego jak dużej wagi był to przepis i jak wielkie było wykroczenie, tak wielka musi być kara. Takie spojrzenie jednak sprawia, że robimy z Boga formalistę, którego głównym zadaniem jest sprawdzanie, czy już przekroczyliśmy jakieś Jego prawo czy jeszcze nie. Na siebie wkładamy wtedy jarzmo strachu, lęku i stresu, drżenia o każdy krok, który może zakończyć się duchowym upadkiem. Jakkolwiek to prawda, że grzech jest przekroczeniem przykazań, to jego skutki są daleko głębsze. Grzech zrywa harmonię, burzy relację z Bogiem, z drugim człowiekiem, ze sobą i ze światem – z naturą. Grzech jest rzeczywistością, której skutki są widoczne we wszystkich płaszczyznach życia. Nawet grzech dokonany w ukryciu. Dlatego nauka Kościoła dotycząca grzechu zawsze szła w parze z nauką o zbawieniu i o odkupieniu. “Tam, gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” powie św. Paweł w Liście do Rzymian. Bóg jest sprawiedliwy i miłosierny. Nie “tylko sprawiedliwy” i nie “tylko miłosierny”. W sposób doskonały łączy w sobie oba te przymioty. Kiedy grzech rozumie się jako odrzucenie Miłości, a nie jedynie przekroczenie prawa i normy, to pragnienie nawrócenia, powrotu i przebaczenia staje się naturalnym krokiem. Widać wtedy personalistyczny wymiar grzechu i jego konsekwencje dla wspólnoty ludzi.

 

To (nie tylko) moja sprawa

Grzech w naturalny sposób łączy się ze wstydem. A ten chce się schować, ukryć, by nikt się o tym nie dowiedział. Tymczasem Kościół jest świętą wspólnotą grzeszników. I to jakoś piękne, że kiedy Lud Boży gromadzi się na Eucharystii, to już na początku przyznaje przed Bogiem i braćmi, że bardzo zgrzeszył. To takie symboliczne zdjęcie z siebie maski idealnego. To pokorne (czyli adekwatne) zobaczenie własnej sytuacji i kondycji. Tak, zgrzeszyłem: myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Najchętniej bym to schował i udawał, że tego nie ma, ale na głos wyjawię, że to zrobiłem (wcześniej w ciszy uzmysławiając sobie może jakieś konkretne sytuacje czy zdarzenia). Mówiąc o tym głośno, przyznaję, że to nie tylko moja sprawa (choć bardzo chciałoby się tak myśleć). To sprawa całego Kościoła. Właśnie wtedy, kiedy szczerze przeżywa się akt pokuty, dokonuje się przemiana – to, co wychodzi na światło, staje się światłem. Ciemność, od której chce się uciekać, przestaje mieć władzę nad człowiekiem, bo przestaje być ciemnością. Zostaje oddana Bogu, w miłości i ze względu na miłość. Można zauważyć tendencje, by z religijności i grzechu robić sprawę czysto prywatną. Moje życie, moja sprawa. Tymczasem każdy czyn (dobry i zły) implikuje konsekwencje społeczne.

 

Szukać szans dla dobra

W Psalmie 51. Dawid śpiewa, że grzech ma zawsze przed sobą. Można w tym widzieć świadomość własnych czynów i wolność. Grzech, który jest przede mną, już mnie nie zniewala, już nie jest we mnie i nie jest czymś, czym można mnie straszyć. Grzech, który jest przede mną, może być powodem do wdzięczności Bogu – może być okazją do realizacji słów z Pisma Świętego, gdzie jest mowa o błogosławionej winie albo wspomniane już zapewnienie św. Pawła, że gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska. Nie jest to zaproszenie do grzechu, ale okazja do zanurzenia się w miłosierdzie Boga. Nie jestem wtedy zestresowanym katolikiem, lękającym się, że ktoś „złapie” mnie na czymś. Jestem wolny, jestem autentyczny, niczego nie ukrywam, mogę wszystko. Mogę zająć się czynieniem dobra, a nie uciekaniem przed złem. Mogę wtedy słyszeć o grzechu i o piekle, ale nie jest to forma straszenia ani nic, co zaprzeczałoby dobrej nowinie, ale prawda, która utwierdza mnie w dobru. Dzięki spowiedzi powszechnej może to być prawda głębiej uświadomiona, zachęcająca też do regularnej spowiedzi w konfesjonale.

 

Agata Rujner

Agata Rujner

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Wniebowzięta. Fakty i legendy

Jak ustosunkować się do różnych, często bardzo dziwacznych opowiadań o wniebowzięciu Maryi? Czy należy je uznać po prostu za piękne baśnie wyrażające ludową wiarę, czy też można odnaleźć w nich okruchy historycznej prawdy? Co daje nam, chrześcijanom, przekaz o Wniebowzięciu Maryi?

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Od 64 lat katolicy zobowiązani są do przyjęcia za prawdę, że „Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej” (Breviarium fidei VI, 105).

Papież Pius XII skorzystał z dogmatu o nieomylności papieskiej, aby uczynić dogmatem coś, co i tak do wieków było przedmiotem powszechnej wiary ludzi, bo Uroczystość Wniebowzięcia NMP zaliczana jest przecież do najstarszych świąt maryjnych w Kościele. Obchodzono ją już w V wieku. Kościół nie rozstrzygnął jednak nigdy, czy Maryja umarła i potem została wzięta do Nieba z ciałem i duszą, czy też przeszła do chwały Bożej, nie umierając lecz „zasypiając”. Niektórzy próbowali odpowiedzieć na te pytania i opisać szczegółowo, jak odbyło się wniebowzięcie Maryi pod względem – powiedzmy to, technicznym… I tu wyobraźnia ludzka podpowiadała różne rozwiązania.

Literatura apokryficzna, która zajęła się tematem wniebowzięcia Matki Bożej, ubarwiła go szeregiem legend i cudów.

Jan z Damaszku

Tajemnicze zniknięcie ciała

Pismo Święte po raz ostatni wspomina o Matce Jezusa, jako trwającej na modlitwie z Apostołami w Wieczerniku. Na temat dalszych dni Jej życia i okolicznościach śmierci nic w Biblii więcej nie zapisano. W 450 roku, gdy cesarzowa Pulcheria postanowiła sponsorować budowę kościoła ku czci Matki Bożej w Konstantynopolu, poprosiła listownie biskupa Jerozolimy Juwenalisa o jakieś relikwie Matki Bożej. Dowiedziała się wtedy, że żadne przedmioty, szaty ani kości Matki Bożej nie zostały zachowane, a Jej ciało zostało wzięte do Nieba „jak to wiemy ze starożytnego i bardzo pewnego podania” – pisał Biskup.

Jan Damasceński (zm. ok. 749) opisuje, że Apostołowie przybyli do grobu Maryi trzeciego dnia po Jej śmierci, ale nie znaleźli w nim ciała: …jedynie mogli pomyśleć, że Ten…, który zachował Jej nienaruszone dziewictwo nawet po swoim narodzeniu, uchronił Jej ciało od skażenia i przeniósł je do Nieba przed powszechnym ciał zmartwychwstaniem”. A zatem, wiara we wniebowzięcie Maryi była właśnie konsekwencją tajemniczego zniknięcia jej ciała.

Zioła w grobie Maryi

Idea Wniebowzięcia stała się głównym tematem cyklu około dwudziestu apokryfów, znanych pod ogólnym tytułem Transitus Mariae.

Transitus oznacza „przejście”, niejako paschę – co możemy rozumieć, jako przemianę życia obecnego w jego pełnię. Teksty apoktyficzne, zachowane w różnych językach (syryjskim, koptyjskim, etiopskim, greckim, ormiańskim), pochodzą z okresu między IV a VI w. i mimo, iż różnią się od siebie treścią, czasami wręcz sobie przecząc, zachowują pewien ogólny schemat.

Maryja, w cudowny sposób uprzedzona o swojej śmierci, umiera w Jerozolimie; zostaje złożona do grobu, jakiś czas później lub bezpośrednio po złożeniu do grobu jej ciało zostaje jednak wzięte do Nieba, toteż gdy (po przybyciu spóźnionego Tomasza) Apostołowie otwierają grób, znajdują w nim jedynie świeże kwiaty. Stąd właśnie w Polsce mówi się, że 15 sierpnia przypada Święto Matki Boskiej Zielnej.

Z objawień Katarzyny Emmerich

Cechą wspólną wszystkich apokryfów jest umiejscowienie końca ziemskiego życia Maryi w okolicach Jerozolimy, zazwyczaj w dolinie Jozafata, pod Górą Oliwną. Wbrew późniejszej tradycji, której propagatorką była zakonnica z Westfalii św. Katarzyna Emmerich, jakoby św. Jan Apostoł zabrał Maryję ze sobą do Efezu, gdzie miała ona doczekać kresu swojego ziemskiego życia, wszystko wskazuje na to, że Maryja umarła w Jerozolimie.

Zwolennikom wizji św. Katarzyny Emmerich trudno to zaakceptować. Przecież opisała ona dokładnie mały domek w górach, 7 km za Efezem, wzniesiony dla Matki Bożej przez św. Jana. W lipcu 1891 r. dwóm francuskim lazarystom, profesorom kolegium Najświętszego Serca Jezusowego w Izmirze, udało się odnaleźć nawet ruiny tego domku, które są w 100 procentach zgodne z opisem niemieckiej mistyczki. Co prawda Katarzyna Emmerich twierdzi, że to z Efezu Maryja została wniebowzięta, ale niektórzy, próbując ocalić wiarygodność efeskiego Domku Świętej Maryi, sugerują, że Maryja faktycznie wyemigrowała, a następnie powróciła do Jerozolimy, by jej śmierć mogła dokonać się w miejscu o wymiarze symbolicznym.

Decyzja Apostołów

W wielu apokryfach pojawia się motyw konsultowania się Chrystusa z Apostołami na temat tego, co powinno stać się z ciałem Maryi po śmierci. Wprost pyta o to Dwunastu, a oni decydują demokratycznie, że wypadałoby wziąć ciało Matki Boskiej do Nieba.

W utworze Św. Melitona z Sardes Księga o odejściu Dziewicy Maryi” (Transitus Melitona z Sardes) czytamy: Wtedy rzekł Piotr i inni apostołowie: Panie, wybrałeś tę oto służebnicę Twoją, by stała się dla Ciebie niepokalaną komnatą (…). Wydaje się nam, sługom Twoim, że jest rzeczą słuszną , tak jak to, iż przezwycieżywszy śmierć, królujesz w chwale, abyś również, po wskrzeszeniu ciała matki, doprowadził ją pełną radości do Nieba. Wtedy rzekł Zbawiciel: Niech się stanie według waszego zdania (TransMel XV, 3 – XVI, 1).

W ten oto sposób Maryja zostaje wniebowzięta na mocy decyzji Kościoła. Apokryfy wskazują także dość konsekwentnie, że dodatkowym argumentem za cudownym zabraniem ciała Maryi do Nieba były próby sprofanowania jej zwłok podejmowane rzekomo przez kapłanów żydowskich.

Zaśnięcie Marii Panny - ołtarz Wita Stwosza w Kościele Mariackim w Krakowie

Legendy a prawda wiary

Apokryf o nazwie Opowieść Jana Teologa o uśnięciu świętej Bogurodzicy (Transitus Jana Teologa) podaje rozwiązanie pośrednie. Czytamy w nim opis, jak Chrystus zstępuje z Nieba w asyście cherubinów i objaśnia Maryi, co stanie się z jej ciałem, a co z duszą: Oto od teraz zostanie twoje drogocenne ciało przeniesione do Raju, a święta Twoja dusza do Niebios, do skarbów Ojca Mojego, do nadprzyrodzonej światłości” (TransJTeol XXXIX).

Wtedy oblicze Matki Pana zabłysło bardziej niż słońce (…), Pan zaś wyciągnąwszy ręce przyjął jej świętą i przeczystą duszę, a w chwili wyjścia jej przeczystej duszy, napełniło się miejsce owo zapachem i niewypowiedzianym światłem” (TransJTeol XLIV-XLV).

Ciało Maryi zostaje złożone najpierw do grobu, po trzech dniach w tajemniczy sposób znika: I poprzez trzy dni słyszano głosy niewidzialnych aniołów, którzy chwalili Chrystusa, Boga naszego, który się z niej narodził. A gdy wypełnił się trzeci dzień, zmilkły głosy, z tego więc poznali wszyscy, że drogocenne jej ciało zostało przeniesione do Raju” (TransJTeol XLVIII).

Autor ma świadomość, że należy wyłączyć Maryję spod prawa rozkładu ciała w grobie (no bo nie wypada), z drugiej strony jednak uważa, że wystarczy uznać niezniszczalność jej ciała, przeniesionego do Raju, gdzie oczekuje na powszechne zmartwychwstanie. Mamy tu zatem właściwie teorię podwójnego wniebowzięcia: ciała złożonego w Raju i duszy przeniesionej do Siódmego Nieba.

Wniebowzięcie NMP, obraz El Greca

Raj to Ogród Eden (ten w którym żyli przed upadkiem Adam i Ewa). Według legend żydowskich został on tuż przed Potopem usunięty z ziemskiej rzeczywistości, przemieniony i umieszczony w Trzecim Niebie. O ile więc ciało Maryi nadal czeka na zmartwychwstanie ciał, tyle że w Trzecim Niebie, to jej dusza jest już przy Tronie Boga.

Te historie o wyjmowaniu duszy i wkładaniu jej z powrotem, czy też o rozdzielaniu miejsca pobytu duszy i ciała, wydawały się jednak pomysłami nazbyt fantastycznymi.

Za bardziej wiarygodne uznano, że Maryja zmartwychwstała i została wzięta do Nieba (z duszą i ciałem) bezpośrednio po śmierci, a nie trzy dni po niej. Tak wniebowzięcie przedstawia chociażby wzmiankowany już apokryf pod tytułem „Transitus Melitona z Sardes”. Taka też koncepcja wniebowzięcia Maryi najbardziej utrwaliła się w powszechnej świadomości wiernych.

Czasami nawet pomijano śmierć i wskrzeszenie Maryi przez Jezusa, sugerując jakoby została ona zabrana do Nieba jeszcze za życia, co rozumiano w ten sposób, że kresem jej ziemskiego życia było po prostu wniebowzięcie, a nie śmierć. Precedens już istniał, bo żywcem został porwany do Nieba prorok Eliasz (2 Krl 2, 11), a jeszcze wcześniej Henoch (Rdz 5,24; Syr 44,16; Hbr 11,5). Skoro oni mogli nie doświadczyć śmierci, mogła i Maryja.

Pamiątka z wniebowzięcia

Według apokryfu przypisywanego Józefowi z Arymatei, kiedy apostoł Tomasz (który nie był na pogrzebie) zbliżał się do Góry Oliwnej, ujrzał, jak aniołowie niosą ciało Maryi do Nieba. Zaczął więc wołać: O święta Matko, Matko błogosławiona, Matko niepokalana, jeśli już doznałem tej łaski, że cię teraz widzę, gdy dążysz do Nieba, uraduj sługę twego dzięki twemu wielkiemu miłosierdziu” (TransJózAr XVII).

Wówczas przepaska, którą apostołowie opasali wcześniej ciało Maryi, została zrzucona z Nieba, aby Tomasz mógł ją sobie zachować na pamiątkę. Po przybyciu do Wieczernika Tomasz wysłuchał opowieści pozostałych apostołów o śmierci i pogrzebie Matki Boskiej. Oświadczył wówczas, że Jej ciała już nie ma w grobie, bo zostało zabrane do Nieba. Zdenerwowani Apostołowie zaczęli mu wypominać grzech niewiary w zmartwychwstanie Jezusa, zarzucając, że teraz dla odmiany fantazjuje. Tomasz jednak domagał się, aby poszli do grobu i otwarli go celem sprawdzenia, czy nadal znajduje się w nim ciało Matki Boskiej. Oczywiście grób okazał się pusty. Gdy zaś Tomasz pokazał szarfę, która spadła, gdy aniołowie nieśli ciało Maryi w stronę Nieba, apostołom nie pozostało nic innego, jak uznać, że doszło do wniebowzięcia, którego świadkiem był Tomasz.

Tę właśnie przepaskę Maryi, jako relikwię i pamiątkę z wniebowzięcia przechowuje katedra pw. św. Szczepana w Prato w kaplicy o nazwie Del Sacro Cingolo. Jeśli więc ktoś nie dowierza, może udać się do Toskanii i naocznie przekonać, że Maryja wniebowstąpiła, czego widomym dowodem jest przepaska oprawiona w złoty relikwiarz i wystawiana kilka razy do roku na widok publiczny.

Jak ustosunkować się do tych różnych, często bardzo dziwacznych, apokryficznych opowiadań o wniebowzięciu Maryi? Należy je uznać po prostu za piękne baśnie wyrażające ludową wiarę. Już dekret papieża Gelazego z 495 r. wzywa do wstrzemięźliwości w czytaniu apokryfów o wniebowzięciu i postuluje zdrowy rozsądek. Być może nie wszystko jest tam legendą i apokryfy te zawierają jakieś okruchy prawdy historycznej, ale tego nie potrafimy rozstrzygnąć. Dają nam natomiast ciekawy wgląd w to, jak chrześcijanie kiedyś wyobrażali sobie wniebowzięcie Maryi.

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >