video-jav.net

Jak stać się królem życia

Jak dziękczynienie może na nas wpłynąć? Za co Bóg odradza dziękować? Czym się różni bycie prawdziwie wdzięcznym od bycia pochlebcą?

Augustyn Pelanowski OSPPE
Augustyn
Pelanowski OSPPE
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Augustyn Pelanowski OSPPE

Augustyn Pelanowski OSPPE

Zobacz inne artykuły tego autora >
Augustyn Pelanowski OSPPE
Augustyn
Pelanowski OSPPE
zobacz artykuly tego autora >
WIARA

Każdy jest powołany

Podczas prymicji dokonuje się przemienienie neoprezbitera w kapłana. Można pokusić się o porównanie do przemienienia Jezusa na Górze Tabor

Magdalena
Witek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Słowo “prymicja” pochodzi z języka łacińskiego i oznacza “prima missa”, czyli dosłownie: pierwsza msza.

Jest to najważniejsza Msza święta dla każdego neoprezbitera (czyli kapłana tuż po przyjęciu święceń kapłańskich, ale przed odprawieniem samodzielnej Mszy), ponieważ rozpoczyna ona okres właściwego kapłaństwa. To wyjątkowe wydarzenie również dla rodzimej wspólnoty neoprezbitera. Kościół wypełniony jest członkami rodziny, najbliższymi kapłana oraz wiernymi, którzy pragną wziąć udział w ofierze składanej przez wyświęconego księdza, który należał wcześniej do ich parafii jako świecka osoba. Jest to więc szczególna uroczystość: wyświęcony ksiądz odprawia mszę dla wiernych, wśród których przebywał i dorastał.

Warto zwrócić uwagę na wiele cech wspólnych prymicji z sakramentem małżeństwa. Tam kobieta poślubia mężczyznę, w efekcie czego staje się on jej mężem. Tutaj, w sakramencie kapłaństwa, dochodzi do zaślubin kapłana z Kościołem, Chrystusem. Odtąd staje się on Jego sługą i głosicielem Ewangelii.

 

Uroczystości prymicyjne mają swój początek w domu rodzinnym księdza. To właśnie tam błogosławią go rodzice. W ten sposób zawierzają oni swoje dziecko Panu Bogu i ufają w urzeczywistnienie się Jego woli. Tutaj również możemy zaobserwować podobieństwo do sakramentu małżeństwa.

Jak nakazuje zwyczaj, po błogosławieństwie rodziców neoprezbiter ubrany w białą szatę wyrusza z procesją w stronę kościoła, który biciem dzwonów zapowiada nadejście przybyłych. Nowo-wyświęcony otoczony jest wieńcem z liści, który niesiony jest przez kobiety lub dzieci ubrane w białe suknie. Wszechobecna biel ma symbolizować tutaj niewinność, czystość oraz całkowitą gotowość oddania się Panu Bogu przez prymicjanta.

 

prymicje1

fot. Marcin Brzózka

 

Przybyli goście wchodzą do wnętrza kościoła, ale otoczony wieńcem neoprezbiter pozostaje na zewnątrz świątyni. Przed rozpoczęciem Mszy świętej, proboszcz parafii wychodzi po niego do drzwi kościoła (dokładnie tak, jak wychodzi po narzeczonych przed ślubem). Kiedy procesja dotrze do ołtarza, młody kapłan opuszcza niesiony wokół niego wieniec. Proboszcz wita neoprezbitera, a w kazaniu często wspomina jego życie i ukazuje jego drogę dojścia do kapłaństwa.

 

Wielu neoprezbiterów przyznaje, że najbardziej wyjątkowy jest moment przeistoczenia. Coś, co zawsze słyszeli z oddali, bo z ławek kościoła, teraz za sprawą działania Ducha Świętego wychodzi z ich ust. Te słowa to: “To jest Ciało Moje, to jest Krew moja”. W tym zapewnieniu Chrystusa zawiera się początek i koniec wszechrzeczy.

 

Pod koniec Mszy ministranci, służba liturgiczna, rodzina i grupy religijne dziękują wyświęconemu księdzu, a potem przychodzi czas na podziękowania z drugiej strony. Ten moment z kolei księża określają jako najbardziej wzruszający. Prymicjant w szczególności składa podziękowania Bogu, swojej rodzinie oraz bliskim, którzy przyczynili się do jego wzrastania w wierze.

Na zakończenie uroczystości, prymicjant błogosławi zebranych przez nałożenie rąk na ich głowy, a ci całują jego dłonie, ukazując w ten sposób szacunek do Eucharystii, którą ksiądz trzymał w nich wcześniej.

 

Po uroczystej Mszy świętej ksiądz wraz z zaproszonymi gośćmi, rodziną i przyjaciółmi udaje się na przyjęcie, które na wzór wesela jest okazaniem radości z faktu zaślubin księdza z Kościołem. Przyjęcie to rozpoczynają życzenia składane prymicjantowi, odbywa się uroczysty obiad, a po nim orkiestra zaprasza przybyłych gości do wspólnej zabawy.

 

prymicje3

Fot. Marcin Brzózka

 

Do opowiedzenia o powołaniu oraz o wspomnieniach związanych z tą niezwykłą uroczystością udało mi się zachęcić księdza Marka Kalisza, który swoje prymicje przeżył w parafii na ulicy Wieczystej w Krakowie.

 

MW: Co oznacza dla księdza powołanie?

MK: Powołanie człowieka bardzo ściśle wiąże się z formą posłannictwa, którą daje nam Bóg. Każdy z nas otrzymuje swoje osobiste powołanie i misję. Powołanie do bycia mamą, dobrą żoną, wiernym mężem i tatą, ale także lekarzem, informatykiem, prawnikiem, radosnym księdzem czy miłą panią z kiosku. Do tego również trzeba mieć powołanie. I to jak wielkie!

Każde powołanie jest piękne! A twoje powołanie należy tylko do Ciebie. Każdy z nas ma swoją misję do spełnienia tu na ziemi. Nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że jesteśmy nikomu niepotrzebni, chorzy i zmęczeni życiem. Nieważne czym się zajmujesz i gdzie pracujesz. Jeśli jest to twoje powołanie i przez swą pracę czynisz dobro, jest to piękne!

 

Czym były dla księdza święcenia kapłańskie i czym jest kapłaństwo teraz?

Sam moment Święceń Kapłańskich był dla mnie wielkim przeżyciem. Choć nie jest to tak, że powie się jeden raz znamienne “TAK” na pytanie biskupa “czy chcesz wiernie pełnić urząd posługiwania kapłańskiego w stopniu prezbitera, jako gorliwy współpracownik biskupów w kierowaniu ludem Bożym pod przewodem Ducha Świętego?” i koniec…  Na powołanie odpowiada się codziennością. Codziennie wstając rano i patrząc w lustro musze sobie to uświadamiać! Bywa różnie… Czasem myślę: “Marek nie wygłupiaj się, przecież jesteś księdzem”, a innym razem “Boże dziękuje Ci za moje powołanie i za wszystko co robisz”. Kapłaństwo to nie tylko wzruszające chwile, dzieci w strojach krakowskich wręczające kwiaty, Msza Prymicyjna, uroczyste przyjęcie, choć oczywiście warto się tymi chwilami cieszyć. Prymicje to przecież święto całej parafii, a powołanie to dar Boga, ale też owoc pracy duszpasterskiej, świętości życia innych kapłanów, milionów godzin modlitw pobożnych i czcigodnych parafianek.

 

Jaka jest pierwsza odpowiedź, która przychodzi Księdzu do głowy, na pytanie: czym tak właściwie są prymicje?

Wydaje mi się, że święcenia i prymicje są naturalną kolejnością odpowiedzi na powołanie (w tym wypadku do kapłaństwa), które daje nam Bóg.

 

A jakie wspomnienie staje księdzu przed oczyma na myśl o swoich prymicjach?

Przed oczami mam moją ukochaną parafię na Wieczystej w Krakowie, rodzinę, znajomych, dzieci niosące wieniec, księży i drogich parafian.

 

Czy przed święceniami miał ksiądz potrzebę wyrwania się z codzienności, by zebrać myśli i wyciszyć się przed tym, jak sądzę, najważniejszym wydarzeniem w życiu?

Święcenia kapłańskie poprzedzają rekolekcje. Ja swoje spędziłem w Krzeszowicach. Jest to chwila duchowego oddechu, wyciszenia przed tym ważnym momentem, tydzień “bez komórki” i nowinek tego świata. Wszystkie formalności odnośnie gości, uroczystego obiadu i inne ustalenia z rodziną załatwiłem wcześniej i praktycznie do samych święceń pozostawałem sam – to znaczy nie sam, ale z Panem Bogiem. Bardzo mi to pomogło i bardzo dziękuje moim bliskim, że o wszystko zadbali. Czasem nawet jeden dzień małej izolacji od świata może zdziałać cuda. W Zgromadzeniu Księży Misjonarzy, do którego należę, jest zwyczaj, że dzień przed święceniami w seminaryjnej kaplicy w obecności całej wspólnoty kandydaci do święceń prezbiteratu i diakonatu publicznie wyznają Wiarę i chęć przyjęcia święceń”.

 

Miał ksiądz wątpliwości czy ta droga jest właściwa, czy to faktycznie jest powołanie, któremu ksiądz powinien się oddać?

Nie było jakichś fajerwerków – myśli “żeby uciec”, że to już “koniec”. Wydaje mi się że każdy musi w życiu podejmować ważne decyzje. Jeśli przez 6 lat nie uciekłem z Seminarium, czemu miałbym to robić dzień przed święceniami? Ufność… ufność w Boży plan i w to, że może Ktoś wie lepiej niż ja ratowała mi życie już kilka razy. Nigdy nie ma stuprocentowej pewności, że dobrze wybraliśmy, jednak ważnym jest, by nie upierać się tylko na swoich planach. Bóg ma wobec nas konkretne zamiary i jeśli tego nie uwzględnimy, to możemy przez całe życie czuć się troszkę rozczarowani, rozdarci…czasem raniąc innych i siebie.

 

Magdalena Witek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Magdalena
Witek
zobacz artykuly tego autora >