video-jav.net

Naborska Pani

16 lipca 1948 roku. Uroczysta, wielotysięczna procesja wyrusza z przygranicznych Tyszowic i przemierza polne drogi. Na jej czele kroczy rozpromieniony bp lubelski Stefan Wyszyński, późniejszy Prymas Polski. Tak do Nabroża wraca cudami słynący obraz Matki Boskiej Szkaplerznej.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Naborska Pani

Parafia w Nabrożu ufundowana została przez zwycięskiego rycerza spod Grunwaldu, Jana Sumnika, w 1411 roku, jednak nie wiemy dokładnie kiedy i spod czyjego pędzla wyszła Nabroska Pani. Pierwsza wzmianka o szczególnych łaskach, jakie Maryja uprasza u swojego Syna dla modlących się przed tym obrazem pochodzi z 1629 roku.

Niejaka Elżbieta Łysakowa doznała przed obliczem obrazu cudownego ozdrowienia z ciężkiej choroby. W ramach podziękowania za ten niezwykły dar, mąż uzdrowionej – Wacław – założył fundusz na świece do kościoła. Od tej historii obraz zyskał w opinii wiernych status słynącego łaskami, cudownego. Ludzie z coraz to dalszych okolic zaczęli pielgrzymować do tego miejsca z rozmaitymi prośbami i jeszcze liczniejszymi darami. Ich ilość była tak ogromna, że niespełna 100 lat później biskup sporządzając raport ze swojej wizytacji był zmuszony stworzyć osobną listę wot, jakie zostawili Matce Bożej pielgrzymi i miejscowi wierni! Do dziś w świątyni można podziwiać wiele z nich i poznać jak zmieniały się w ciągu wieków przynoszone dary. Około 60 wot pochodzi jeszcze z czasów wojen napoleońskich.

fot. fot. Dennis Brekke

Cuda nie ustawały i trwają do czasów współczesnych. Zachowały się przekazy, świadectwa o uzdrowieniach. Historia parafii zna przypadki dzieci uzdrowionych od szkarlatyny lub odzyskujących wzrok. Chora matka, której poród zagrażał utratą zdrowia i życia wymodliła przed obrazem łaskę szczęśliwego rozwiązania. Te i wiele innych spektakularnych przypadków sprowadzały następne rzesze pielgrzymów z kolejnymi prośbami i darami, którzy po otrzymaniu uproszonych łask wracali z dziękczynnymi prezentami do Nabroskiej Pani. Dziś skromna parafia ledwo może je pomieścić.

fot. Ada Be

Przez wieki wieś mogła służyć za wzór pokojowej koegzystencji wiar i kultur. Wśród polskiej, katolickiej większości żyły swobodnie rodziny ukraińskie i żydowskie. Wszystko zmieniła II wojna światowa. W tym czasie wschodnie tereny Polski były w szczególnym stopniu niebezpieczne. W 1943 roku ukraińscy narodowcy Z UPA napadli na plebanię i zamordowali miejscowego proboszcza rzekomo w zemście. Mieszkańcy nie pozostali dłużni. Rok później bratobójcze walki, spirala nienawiści pogłębiająca się z każdym kolejnym odwetem, samonapędzająca się przemoc doprowadziły w końcu do spalenia całej wsi i podpalenia miejscowej świątyni przez Ukraińców. Wtedy to na własne oczy wierni mieli okazję zobaczyć kolejny cud. Mimo, że w dwudniowym pożarze kościół spłonął doszczętnie, tak, że nie było czego odbudowywać, ołtarz i obraz Matki Bożej Szkaplerznej sprawiały wrażenie, jakby języki ognia przechodziły obok nich w bezpiecznej odległości. Pozostały nietknięte!

Miejscowi partyzanci pospiesznie wygrzebali je ze zgliszczy i przewieźli dalej od granicy, na Zachód do pobliskich Tyszowic, do kościoła pw. św. Leonarda. Tam bowiem uciekali mieszkańcy Nabroża, gdy wieś podpalono. W tamtejszej świątyni obraz czekał aż 4 lata, aby w święto Matki Boskiej Szkaplerznej procesyjnie w towarzystwie ponad dziesięciu tysięcy wiernych wrócić do Nabroża.

Niejako na potwierdzenie szczególnego kultu, jaki rozkwitł w tej małej, lubelskiej wsi, 13 lipca 2002 roku odbyła się uroczysta koronacja zrestaurowanego, odmalowanego obrazu. Co ciekawe, homilię na uroczystości wygłosił bp senior Jan Mazur, jeszcze jako diakon posługujący w nabroskiej świątyni w dniu jej podpalenia i późniejszy organizator procesyjnego przeniesienia Cudownego Wizerunku do Nabroża.

Dziś Nabroska Pani, przyprawiona o nowszą, złotą suknię, ukoronowana na świadectwo jej cudownego ocalenia z pożaru i w podzięce za dobro, które uprasza dla wiernych u swojego Syna roztacza aurę łask w zapomnianej, anonimowej, przygranicznej wsi na wschodzie Polski. Jej ręce – jak zaświadczają miejscowi – gotowe są przyjąć każdą uczciwą prośbę. Oni już nie wahają się ich składać.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Uwolnić Czarną Madonnę!

Prowincjał na hamaku, Szustak na boso, przeor za obiektywem – XXIII Piesza Pielgrzymka Dominikańska dotarła na Jasną Górę w iście hipisowskich nastrojach.

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

poprzednie
następne

„Kiedyś pielgrzymowałem na Jasną Górę z grupą hipisów i gdy dotarliśmy wreszcie pod klasztor paulinów, zamiast pieśni i wzruszających przemówień, pielgrzymi rozwinęli transparent z napisem UWOLNIĆ CZARNĄ MADONNĘ” – wspominał podczas uroczystej mszy na zakończenie XXIII Pieszej Pielgrzymki Dominikańskiej o. Maciej Chanaka OP. I rzeczywiście – coś w tym jest. Spośród miliona emocji, które rodzą się w sercach pątników po wielu dniach wędrówki na Jasną Górę to właśnie hasła wolnościowe i poczucie tryumfu wysuwają się na plan pierwszy.

poprzednie
następne

Chodźcie, a zobaczycie

Tylko w Ewangelii Mateusza znajdziemy blisko sto słów, które motywują do wyruszenia w trasę: „wstań”, „pójdź”, „przyjdź”, „chodźcie”, „idźcie”. Dlatego ojcowie dominikanie towarzyszący pątnikom nieustannie podkreślali, że pielgrzymka nie kończy się wraz z dotarciem pod cudowny obraz MB Częstochowskiej, ale że jest to raczej jazda próbna przed prawdziwą drogą życia, test, który weryfikuje nasze prawdziwe motywacje i pragnienia, a wreszcie sposób, by na nowo odkryć Tego, który był, który jest i który przychodzi. Takie też było tegoroczne hasło Pielgrzymki Dominikańskiej: „Chodźcie, a zobaczycie”.

Na trasę dominikańskiej pielgrzymki wyruszyli też śmiałkowie ze Stacji 7: wraz z grupą uwielbienia i ewangelizacji Janki oraz w grupie pokutnej o. Adama Szustaka OP, która tradycyjnie już do Częstochowy dotarła boso.

Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >