Nasze projekty
Roman Zając

Dlaczego Bóg jest ojcem a nie matką?

Gdy patrzymy na sufit Kaplicy Sykstyńskiej, widzimy Stwórcę, jako siwobrodego starca o imponującej muskulaturze. W kręgu kultury europejskiej utrwalił się taki właśnie wizerunek Boga i taką postać przybiera On najczęściej w naszej wyobraźni, choć Amerykanie pewnie częściej wyobrażają sobie teraz Boga na podobieństwo Morgana Freemana.

Reklama

Oczywiście wiemy, że Bóg jest bezcielesnym Duchem, Absolutem oraz Bytem, którego istotą jest istnienie. Jednak terminologia filozoficzna jest bezsilna w przypadku Boga żywego, który objawia się i wchodzi z człowiekiem w relacje. Nie potrafimy myśleć o Bogu bez posługiwania się antropomorfizmami. Na ogół sięgamy przy tym po metaforykę pochodzącą ze świata męskiego, czego ukoronowaniem jest mówienie o Bogu jako Ojcu. I ma to swoje głębokie zakorzenienie w Biblii.

Wszystkie teistyczne religie wyrażają Boga w kategoriach męskich, w przeciwieństwie do religii pogańskich, naturalistycznych i panteistycznych. Mówimy o Nim jako o Królu, Stwórcy, Panu Zastępów, Dobrym Pasterzu, Tym, który Jest.

Dość powszechny jest pogląd, że to po prostu konsekwencja uwarunkowań naszego języka i patriarchalnej kultury, w jakiej powstawały księgi biblijne. Forma rodzaju męskiego najlepiej opisywała wtedy istotę Boga, którego wyobrażano sobie jako władcę, wojownika oraz ojca (na wzór głowy plemiennego klanu). Objawienie dokonało się w kulturze patriarchalnej, co zdeterminowało nasze myślenie o Bogu jako o Ojcu i mężczyźnie.

Reklama
Reklama

 

Sam Bóg nie jest oczywiście ani rodzaju męskiego ani żeńskiego, ale w świecie, w których Biblia została napisana, użycie rodzaju męskiego, było czymś nieuniknionym.

Nie sposób się z tym nie zgodzić. Jednakże ta męska metaforyka, zdaniem Petera Kreefta (jednego z najbardziej błyskotliwych współczesnych apologetów), wynika również z tego, kim jest Bóg i w jaki sposób działa. Chodzi o pewien czytelny symbol, o przekazanie pewnej prawdy o Bogu-Stwórcy, tworzącym wszechświat z nicości, a nie formującym go z poprzednio istniejącej materii.

Reklama
Reklama

 

Kreeft pisze, że tak, jak mężczyzna jest różny od kobiety i wchodzi w nią z zewnątrz, aby ją zapłodnić, tak Bóg jest różny od natury. Stwarza ją i wchodzi w nią „z zewnątrz”, zapładniając cudami. Według tego myśliciela religijnego to właśnie transcendencja Boga czyni męską metaforykę konieczną w myśleniu o Bogu. Taki Bóg może być tylko Ojcem, a nie Matką Ziemią i łonem stworzeń jak boginie w naturalistycznych religiach panteistycznych (por. Peter Kreeft, Aniołowie i Demony. Co tak naprawdę o Nich wiemy?, Kraków 2010 s. 68).

 

Reklama

Boski Logos (nazywany też Drugą Osobą Trójcy Świętej) poprzez wcielenie stał się człowiekiem i tym samym objawił się w określonej płci biologicznej. Jezus był (i jest!) mężczyzną. Boga nazywał zaś swoim Tatą (Abba), co jeszcze bardziej wzmocniło nasze „męskie” myślenie o Bogu, zwłaszcza, że Jezus ukazał nam także nowe rozumienie ojcostwa Boga – już nie tylko jako Stwórcy, ale jako wiecznego Ojca w relacji do wiecznego Syna.

Szczęśliwy, kto się do Matki uciecze

 

Od dzieciństwa słyszymy, że Bóg jest ojcem. Dlatego dziecko kształtuje swój obraz Boga często na przykładzie własnego ojca, a więc człowieka, który nigdy nie jest idealny (bywa zdenerwowany, niekiedy gniewny i karzący). Oczywiście surowy Bóg to nie tylko odblask niedojrzałego ojcostwa. Podstawę do takiego widzenia Boga znajdziemy w wielu tekstach biblijnych, zwłaszcza Starego Testamentu! Wszechmogący Bóg wywoływał w ludziach często uczucie lęku i drżenia. Wszak jest „Sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”.

 

Tymczasem w Kościele równolegle wzrastał kult Maryi, do której można było zwracać się bez takiego lęku i która mogła komunikować się z Bogiem w imieniu błagających. To spowodowało powstanie pewnej pobożnościowej deformacji, która kazała w Matce Boskiej szukać… schronienia przed siekącym gniewem Bożym. Ideę taką znajdziemy w popularnej i ukochanej przez lud (choć niepoprawnej teologicznie) pieśni „Serdeczna Matko”, w której pojawiają się słowa:

Do kogóż mamy wzdychać nędzne dziatki?

Tylko do Ciebie, ukochanej Matki (…)

Zasłużyliśmy, to prawda, przez złości

By nas Bóg karał rózgą surowości

Lecz kiedy Ojciec rozgniewany siecze

Szczęśliwy, kto się do Matki uciecze”.

 

Wybitny polski mariolog ojciec prof. Stanisław Celestyn Napiórkowski, franciszkanin, wielokrotnie poruszał ten temat, zwracając uwagę na niestosowność przedkładania miłosierdzia Maryi (a więc człowieka, jakby na to nie patrzeć) nad Miłosierdzie samego Boga.  Bo przecież przez macierzyństwo Maryi promieniuje właśnie ojcostwo Boże, przez miłość Maryi – bezmiar miłości Boga bogatego w miłosierdzie i niewyrażalna miłość naszego Odkupiciela. Przez Nią Bóg, nasz Ojciec, objawia nam macierzyńską twarz swej wielokształtnej miłości. I nikt nie jest w stanie nas kochać bardziej niż Bóg.

 

Dlaczego Bóg jest ojcem a nie matką?

Macierzyństwo Boga

 

Współcześnie wielu biblistów i teologów podkreśla, że istnieje także kobiecy i macierzyński wymiar miłości Boga, który znajdziemy już w Starym Testamencie. Obrazów tych nie jest wiele, ale są one bardzo znamienne.

 

W Księdze Liczb kobiece doświadczenie karmiącej matki staje się symbolem przywiązania Boga do swego narodu (por. Lb 11, 12 nn). Mojżesz użala się tam, że w zastępstwie Boga musi nakarmić i przytulić do piersi dziecię – Izrael, a przecież to Bóg ma wobec Izraela takie obowiązki, jaki spoczywają na matce względem niemowlęcia. Także według Ozeasza Bóg karmi swój naród na podobieństwo matki:

 

Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go”  (Oz 11, 4).

 

Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona. A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15).

 

Co prawda, tylko jeden raz słowo „matka” (hebr. em) towarzyszy działaniu Boga, ale pokazuje bardzo dobitnie Bożą miłość: „Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę” (Iz 66,13). Gdy dziecko potłucze się, matka nie sprawi, że w cudowny sposób przestanie boleć. A jednak pamiętamy z dzieciństwa, ile znaczy, gdy mama przytuli do siebie, lub gdy dmucha na ranę. Maluch zyskuje wówczas pewność, że istnieje takie dobro, którego nie straci pomimo wszelkich nieszczęść.

 

W Księdze Izajasza Bóg pragnie nosić swój naród tak, jak matka nosi ze sobą małe dziecko (por. Iz 46, 3-4).

 

Dla autora Psalmu 131 spokój niemowlęcia nasyconego mlekiem Matki służy natomiast jako obraz wewnętrznego spokoju człowieka ufającego Bogu (Ps 131,2-3).

Co ciekawe obecność Boga w świecie, pośród ludzi – wyrażona jest w Biblii żeńskim słowem Szekina; podobnie Duch Boży – Ruah Jahwe jest w języku hebrajskim rodzaju żeńskiego.

 

Jedno z najważniejszych starotestamentalnych słów na oznaczenie miłosierdzia Boga – rahamim wywodzi się od rehem, słowa oznaczającego „łono matczyne”. A zatem rahamim de facto wskazuje na miłość matczyną. W Bogu jest bowiem Pełnia i z tej Pełni wywodzi się zarówno ludzkie ojcostwo jak i macierzyństwo. O ile dawniej dominowało mówienie  o Bogu w kategoriach męskich, w najnowszym nauczaniu Magisterium Kościoła do Boga często odnoszona jest metaforyka kobieco-macierzyńska! Mówi się tu przede wszystkim o macierzyńskim obliczu Boga Ojca, które oznacza: ciepło, tkliwość, łagodność, dobroć, cierpliwość, wrażliwość, wyrozumiałość, niesienie pomocy, otaczanie troskliwym bezpieczeństwem, gotowość do przebaczania bez warunków wstępnych, podatność na zranienie bólem dziecka.

 

Papież Jan Paweł I w czasie przemówienia na Anioł Pański 10 września 1978 roku nie wahał się powiedzieć: „Bóg jest naszym Ojcem; więcej – jest dla nas także Matką” (zob. „Frauenbefreiung und Kirche”, red. W. Beinert, Regensburg 1987, s. 143). Jego następca – Jan Paweł II – bardzo dużo miejsca poświęcił kwestii dowartościowania języka o Bogu, o metaforykę kobieco-macierzyńską. Aby to zauważyć, wystarczy przeczytać „List apostolski o godności i powołaniu kobiety” oraz „Encyklikę o Bożym miłosierdziu” (nr 4).

 

Dlaczego Bóg jest ojcem a nie matką?

Bóg a seksizm

 

Niestety niektórzy w tym dowartościowaniu zdecydowanie przesadzają!

Niemiecka pani teolog Claudia Janssen, pomysłodawczyni i redaktorka protestanckiego tłumaczenia znanego pod tytułem „The Bible in Fair Language” („Biblia w sprawiedliwym języku”) wprowadziła do biblijnego tekstu ogromną ilość zmian dyktowanych polityczną poprawnością, uznała m.in., że Bóg nie powinien być rodzaju męskiego, bo to seksizm, czyli faworyzowanie mężczyzn kosztem kobiet na kartach Biblii. W konsekwencji na przykład początek Modlitwy Pańskiej „Ojcze nasz”, brzmi: „Boże, który jesteś naszym Ojcem i Matką w Niebie”.

 

Trudno zaakceptować poprawianie Biblii (i samego Jezusa). Czym innym jest bowiem wypowiedź w homilii, lub w encyklice, a czym innym jest zmienianie biblijnego tekstu! Bóg jest w Biblii Ojcem i niech takim pozostanie. Skoro Jezus uczył nas, jak się mamy modlić, to nie zmieniajmy tej modlitwy po to, aby poprawić samopoczucie feministek.

Powtórzę raz jeszcze – Bóg jest Ojcem nie tylko z powodu ówczesnych przestarzałych uwarunkowań kulturowych, ale również dlatego, że atrybut ten wyraża o Nim pewną istotną prawdę. Już Arka Noego śpiewała, że „mama to nie jest to samo, co tato”.  I nie stoi to w żadnej sprzeczności z macierzyńskim obliczem Boga, także obecnym na kartach Biblii, ponieważ:

Bóg jest źródłem wszelkiego ludzkiego ojcostwa i macierzyństwa. Bóg przekracza bowiem wszelkie ludzkie kategorie.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite