Czytamy ks. Tischnera

26 kwietnia czytamy ks. Tischnera w Krakowie na scenie PWST. Kto ma ochotę przyjść, niech przyjdzie przygotowany! Niżej, specjalnie dla użytkowników stacja7.pl, publikujemy fragment eseju, który będzie czytany w wykonaniu Anny Polony. Prowadzenie spotkania: Michał Bardel i Adam Workowski

Polub nas na Facebooku!

Czytamy ks. Tischnera
26 kwietnia czytamy ks. Tischnera w Krakowie na scenie PWST. Kto ma ochotę przyjść, niech przyjdzie przygotowany! Niżej, specjalnie dla użytkowników stacja7.pl, publikujemy fragment eseju, który będzie czytany w wykonaniu Anny Polony. Prowadzenie spotkania: Michał Bardel i Adam Workowski

 Ks. Józef Tischner

 

Esej „Wiązanie Nadziei”

 

Wydarzenie chrześcijaństwa było wydarzeniem we wnętrzu ludzkiej nadziei. Bardzo trudno odpowiedzieć dzisiaj na pytania, co dzięki Ewangelii dopełniło się, a co pozostało nie dopełnione w nadziejach, jakie żywił człowiek chylącej się ku upadkowi starożytności. Jakieś nadzieje zostały przekreślone. Ukrzyżowany Jezus był ofiarą zawiedzionych i przekreślonych nadziei. Inne nadzieje ożywiły się. Chrystus zmartwychwstały stał się symbolem nadziei nowo powstałych i na nowo ożywionych.

 

Chrześcijaństwo weszło w dzieje jako żywe i głębokie doświadczenie nadziei. Zaczęło ono tym samym dokonywać trudnego dzieła porządkowania innych nadziei człowieka. Porządkując, bądź ukazywało ich pozór, bądź odsłaniało, że zawierają się one w jego nadziejach. Obecność chrześcijaństwa w świecie była dialogiem na płaszczyźnie nadziei.

Nadzieja jest rzeczywistością niezmiernie bogatą. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak głęboko przenika nas i rządzi nami nasza nadzieja. Dopiero, gdy tracimy nadzieję, odkrywamy, czym dla nas była. Tematem niniejszych refleksji ma być, mówiąc ogólnie, ludzka nadzieja. Ponieważ jednak jej świat jest niezmiernie bogaty, nasze refleksje potrzebują jakiegoś punktu widzenia, zdolnego do nadania im kierunku i orientacji. Dostarczą nam go doświadczenia dwóch wartości osobowych, ściśle z nadzieją związanych: doświadczenie heroizmu i dojrzałości.

 

Zachodzi ścisły związek między nadzieją człowieka a heroizmem, do jakiego człowiek czuje się zdolnym. Polega to najpierw na tym, że nadzieja umożliwia heroizm. Kto stracił wszelką nadzieję, ten zagubił także podstawę dla heroizmu. Gdybyśmy chcieli w takim człowieku odbudować jego heroizm, musielibyśmy zacząć od odbudowania jakiejś nadziei. Ale można powiedzieć jeszcze coś więcej; jaka jest ludzka nadzieja, taki jest ludzki heroizm.

 

Nadzieja głodnych rodzi heroizm walki z głodem, nadzieja ciekawych rodzi heroizm walki z niewiedzą, nadzieja niewolników rodzi heroizm walki o wolność.

Nadzieja chrześcijańska zrodziła różne odmiany chrześcijańskiego heroizmu, począwszy od tych, których symbolem jest śmierć męczeńska, skończywszy na tych, których symbolem było ciche, prozaiczne życie najprostszym obowiązkiem. Ścisły związek nadziei i heroizmu ma także poznawcze znaczenie: jeżeli zdołamy zrozumieć swoisty styl właściwy heroizmowi jakiegoś człowieka, zrozumiemy tym samym istotny wymiar jego nadziei.

 

W ramach doświadczenia nadziei pojawia się także doświadczenie dojrzałości. Mówimy niekiedy: „ta nadzieja jest nadzieją dojrzałą, tamta nadzieja jest nadzieją niedojrzałą”. Nie widzimy na razie jasno, na czym polega i skąd się bierze dojrzałość nadziei, niemniej obydwie wypowiedzi wskazują, że między doświadczeniem dojrzałości a doświadczeniem nadziei zachodzi jakiś ścisły związek. Ale nie tylko. Dojrzewanie nadziei nie dokonuje się w oderwaniu od dojrzewania całego człowieka, w nadziei dojrzewa cały człowiek. Co znaczy, że człowiek „dojrzewa”?

 

Człowiek, jak wszystko w przyrodzie, dojrzewa wtedy, gdy zaczyna przynosić jakiś owoc. Nadzieja dojrzewająca jest nadzieją owocującą. Żadne drzewo nie może owocować w izolacji od gleby i atmosfery.

 

Czytamy ks. Tischnera

Nadzieja owocująca żyje, będąc głęboko wtopioną w świat, który ją otacza. Gdy czyjeś nadzieje pozostają oderwane od rzeczywistości, mówimy, że są to nadzieje niedojrzałe. Nadzieja niedojrzała, czekając na oblubieńca, zapomina o ciemnościach i nie zabiera oliwy do lamp. Niemniej nadzieja oznacza także, że człowiek wybiega poza rzeczywistość, która otacza go tu i teraz, ku jakimś światom możliwym, przyszłym. Owocujące drzewo niesie coś nowego. Owoc nadziei to nie tylko odbicie, lecz także protest.

 

Nadzieja proponuje nowy świat. Propozycję można odrzucić, a proponującego zabić.

 

Dojrzałość nadziei przejawiać się wtedy będzie przez heroizm, z jakim człowiek byłby w stanie bronić swego owocu.

 

Tematem niniejszych refleksji jest — jak powiedziałem — nadzieja. Spróbujemy najpierw dokonać opisu podstawowych i istotnych wymiarów doświadczenia nadziei i wyznaczonego przez to doświadczenie heroizmu. Potem przejdziemy do uchwycenia specyfiki nadziei chrześcijańskiej i wyrastającego z niej heroizmu, a także do uchwycenia fenomenu dojrzałości opartego o „ducha Ewangelii”.

WYMIAR NADZIEI

 

Każda nadzieja odznacza się jakimś wymiarem: jest nadzieją płytszą lub głębszą, widzi ciaśniej lub widzi szerzej, spodziewa się mniej lub więcej, jest gotowa ponieść większe lub mniejsze ofiary. Co decyduje o wymiarze nadziei? Odpowiedź, jaką proponuję tutaj, brzmi: o wymiarze nadziei decyduje doświadczenie wartości. W ramach nadziei rozwija się poznanie aksjologicznego aspektu rzeczywistości.

 

Św. Tomasz z Akwinu pisał: „Rozum przez wiarę poznaje to, czego się w nadziei spodziewa i co kocha”. Twierdzenie św. Tomasza jest tylko częściowo słuszne. Owszem, wiara, która jest aktem „rozumu”, dokonuje zazwyczaj jakiegoś mniej lub bardziej skończonego artykułowania nadziei, gdy odsłania przed człowiekiem konkretny wygląd jego przyszłości i kieruje nadzieję na tory ku niej wiodące. Ale nie znaczy to, by nadzieja była tym samym pozbawiona wszelkich zdolności poznawczych.

 

Prawdą jest, że nadzieja nie poznaje świata jako takiego ani nawet świata możliwego w jego czystych lub „realnych” możliwościach; poznawczy świat nadziei to świat wartości.

Rozum mówi o tym, jak wygląda ta lub inna prawda, co za nią lub przeciw niej przemawia. Nadzieja mówi, że jakąkolwiek byłaby prawda, zawsze jest ona wartością, ku której i dla której trzeba żyć. Poznanie, które niesie z sobą nadzieja, jest pierwsze. Rozum na tyle żyje, na ile ma jakieś uczestnictwo w nadziei. Gdzie nadzieja ślepnie na wartości, tam także rozum popada w bezruch i milczenie.

 

Nadzieja wtrąca człowieka w jakieś oczekiwanie. Nie jest to jednak zwyczajne oczekiwanie, którym czeka się na nadejście nocy, wschód księżyca, pierwsze gwiazdy.

 

A ty czekasz, ty czekasz na jedno,

co twe życie wzniesie nieskończenie,

na wielkie, niezwykłe zdarzenie…

 

W oczekiwaniu, jakie wzbudza nadzieja, obecna jest niepewność i jakieś wahanie, które niekiedy zdolne jest podciąć nadzieję u samych korzeni. Nadzieja wyrasta z doświadczenia zmienności świata i zmienności człowieka. Ale widzi ona tę zmienność w sposób szczególny. Nie chodzi o zmianę stanu lub miejsca, lecz o zmienność powiązań świata z wartościami, które urzeczywistniają się w świecie.

 

Czytamy ks. Tischnera

Wartości mogą się nie urzeczywistnić. Wielkie, niezwykłe zdarzenie może nie nadejść… Ludzkie tęsknoty i wysiłki mogą spełznąć na niczym, nic nie „wzniesie nieskończenie” istnienia człowieka. A wtedy przekreślony będzie los wartości. Przeciwko takiej perspektywie nadzieja podnosi swój protest.

 

Gabriel Marcel mówi, że nadzieja wyrasta z „sytuacji próby” i stanowi odpowiedź, za pomocą której człowiek przezwycięża tę sytuację. Możemy nawet powiedzieć, że w ostatecznym rozrachunku taką jest w swej głębi nadzieja człowieka, jaką jest odczuwana w niej „sytuacja próby”.

 

Próba może dotyczyć zdrowia, charakteru, może dotykać samej istoty człowieka. Gdy jestem zagrożony chorobą, ożywia mnie nadzieja wyzdrowienia. Gdy mój charakter jest poddany próbie, ożywia mnie nadzieja pomocy. Gdy sam rdzeń mojej istoty jest zagrożony, moja nadzieja szuka podstaw ufności w samym źródle mojego bytu.

 

Nadzieja niesie światło, ale światło nadziei jest rozpraszaniem jakichś uprzednio panujących ciemności.

 

Nadzieja niesie uspokojenie, ale uspokojenie to jest odpowiedzią na jakiś uprzedni niepokój.

 

Nadzieja przynosi radość, ale radość nadziei jest jak kolorowanie uprzedniego smutku.

Nadzieja jest odpowiedzią na coś, co leży głębiej, co jest związane z podstawową sytuacją człowieka w bycie. Sytuację tę oddaje adekwatnie słowo: tragiczność. U źródeł nadziei rozpościera się doznanie tragiczności. Ono jest raz takie, raz inne, ale zawsze — jak pisze Max Scheler — oznacza jakąś „efektywność działania i ulegania… Efektywność ta musi mieć jednak jakiś kierunek, by tragiczność mogła się pojawić, […] kierunek na unicestwienie jakiejś pozytywnej wartości o określonym stopniu wysokości”.

 

Poprzez doświadczenie nadziei i doświadczenie tragiczności odsłaniają się nie tylko te wartości, które mogą być urzeczywistnione w świecie, lecz także odsłaniam się ja sam jako  wartość.

 

Doświadczając nadziei, człowiek doświadcza siebie jako wartości.

W nadziei ludzkie Ja jest Ja aksjologicznym. W imię tej wartości nadzieja odpowiada na perspektywę zagrożenia swoim „nie”. Mówiąc zagrożeniu „nie”, nadzieja podnosi człowieka do poziomu wartości. W słowie nadziei opowiada o sobie godność człowieka.

 

Stąd płynie odczuwanie nadziei jako łaski. Bo właśnie od istoty łaski należy to, że ona mówi: „cenniejsi jesteście niż wróble”. Hölderlin zauważa, że nadzieja swym zjawieniem „razi serce”. Pobudzone przez nią serce szuka jakiejś wiary, która zdolna jest dać widzenie, a wiara szuka pewności. I tak powstaje spes quaerens intellectum — nadzieja szukająca zrozumienia. W poemacie Nadzieja pisze Hölderlin:

 

Ty, co nie gardzisz domem, gdzie płaczą w żałobie

i chętnie usługując, szlachetna pośredniczysz

między ludźmi i potęgami nieba.

Jeśli nie możesz przyjść jako Duch ziemi,

poraź innym zjawieniem moje serce.

 

Tak zatem podstawowy wymiar aksjologiczny nadziei jest zorientowany dwubiegunowo.

Nadzieja swą intencją zewnętrzną kieruje się w stronę świata i odsłania ruch tego świata ku wartościom i ruch wartości ku temu światu. Swą intencją wewnętrzną idzie w stronę człowieka i odsłania go jako szczególną wartość, znajdującą się w sytuacji pewnej tragiczności.

 

Odpowiadając na tragiczność, nadzieja dokonuje codziennie trudnego dzieła podnoszenia człowieka w kierunku jakiegoś wybawienia.

 

Ale na tym nie kończą się aksjologiczne doświadczenia nadziei. W rzeczywistości jest ich tak wiele i tak są rozmaite, że nie sposób prześledzić wszystkie. Pozostańmy zatem przy dwóch, które będą mieć znaczenie dla dalszych rozważań.

 

Nadzieja niesie z sobą swoiste doświadczenie czasu.

 

Św. Tomasz pisze, że jej przedmiotem jest dobro o tyle, o ile należy ono do przyszłości. Istotnie: doświadczenie czasu to w nadziei najpierw i przede wszystkim doświadczenie jakiejś przyszłości. Nie znaczy to jednak, by teraźniejszość i przeszłość zapadały w zapomnienie. Między teraźniejszością a przyszłością pojawia się kontrast. Przyszłość to miejsce ostatecznego wybawienia.

Czytamy ks. Tischnera

Ukrzyżowanie św. Piotra

Teraźniejszość to miejsce obecnej tragiczności. Ale nadzieja wiąże teraźniejszość i przyszłość więzią dialektyczną tezy z jej antytezą. Jeżeli teraz jest ciemność, to jutro zjawi się światłość w tej ciemności, jeśli tu jest ziemia zgryzoty, to tam jest ziemia rozkwitu, jeżeli tu panuje choroba i ból, to tam jest wieczna młodość. W nadziei jest obecny jakiś niepokój, który wyraża się pytaniem: ale czy naprawdę? Czy nie ma tu jakiegoś złudzenia? Z tego pytania wyrasta zwrot ku przeszłości: tam, w czasie minionym szuka się podstaw dla dalszej nadziei, argumentów, racji. W ten sposób nadzieja sięga do przeszłości, by budować swą wiarę.

 

Wiara to narastający z upływem czasu zespół doświadczeń naszej własnej nadziei i nadziei drugich.

 

W porządku istnienia nadzieja jest pierwsza. Zaś w obszarze czasowości nadziei pierwsze jest doświadczenie przyszłości w jej aksjologicznym horyzoncie.

 

Tak więc czas nadziei jest czasem syntezy dopełniającej się pod wpływem przyszłości. Oczekując z nadzieją nadejścia jakiegoś jutra, zarazem odcinamy się na pewnym poziomie od danych pamięci, by na innym poziomie zaakceptować inne jej dane.

Widać to szczególnie wyraźnie m.in. w fenomenie mistyki. Św. Jan od Krzyża pisze: „Żadna forma czy poznanie nadprzyrodzone podpadające pod pamięć nie jest Bogiem… Pamięć musi się oderwać od wszystkich form i wiadomości, by mogła złączyć się z Bogiem w nadziei”. Niemniej niektóre dane pamięci zostaną potwierdzone.

 

Pod wpływem nadziei dusza trwa w wierze, która mówi, że minione formy poznania związane z niedojrzałością człowieka Bogiem być nie mogą. Pewność tej płynącej z przeszłości wiary tym bardziej kieruje nadzieję ku jutrzejszym odkryciom. Szczególny związek nadziei z przyszłością i przeszłością odbija się na jej teraźniejszości. W teraźniejszości nadziei dopełnia się bezustannie jakiś mniej lub bardziej głośny wybór: człowiek wybiera swe życie i swe obumieranie. Coś trzeba porzucić, a coś kontynuować. Coś ożywić, coś zagłuszyć i zabić. Dlatego teraźniejszość nadziei nigdy nie jest wolna od jakiejś dozy cierpienia.

 

Drugie obok doświadczenia czasu to doświadczenie kruchości zła. Im żywsza nadzieja, im bardziej spontanicznie rozwija się jej skok ku jutru, tym słabsze jest w niej doświadczenie zła aktualnie gnębiącego człowieka.

W nadziei istnienie zła jest pozorem istnienia; zło jest przemijające, przypadkowe, całkiem kruche. Wystarczy trochę poczekać, by przeminęło. Przykładów takiego doświadczenia zła na terenie nadziei jest wiele. Sięgnijmy po jeden do nowożytnej „poetyki nadziei”, jaką są prace utopistów, w których autorzy malują wizję przyszłego lub co najmniej możliwego społeczeństwa ludzkiego. Tak niewiele trzeba, by wizje te się spełniły! „Gdy zastanawiam  się — pisał sam twórca Utopii Tomasz More — nad tymi wszystkimi państwami, które są dzisiaj w kwitnącym stanie, nasuwa mi się myśl — niech mi to Bóg miłościwy przebaczy — że istnieje po prostu jakieś sprzysiężenie bogaczy, dbających tylko o własne korzyści pod pozorem dobra publicznego”. Wystarczy przerwać to sprzysiężenie, by zmienić oblicze ziemi. Później diagnozy będą nieco inne: winna jest władza, instytucja prywatnej własności, akumulacja kapitału itp. Niemniej to wszystko jest kruche i przemijające. Naprawdę potrzeba niewiele, by to zmienić. Tak odbija się w nadziei świadomość przygodności świata zła. Korelatywna do tej świadomości jest świadomość tego, że dobro ma byt trwały, absolutny, niezaprzeczalny. Trzeba mu tylko umożliwić powstanie. Przeświadczenie o kruchości świata zła i o zasadniczej możliwości dobra jest źródłem optymizmu tak znamiennego dla nadziei. Radość, którą zawiera i niesie, łagodzi bóle wszystkich porzuceń.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Książkowe must have

Pewnie każdy z Was od czasu do czasu myśli sobie: „Kiedy mam przeczytać te wszystkie książki? I które z nich wybrać? Na co się zdecydować?” Poniżej kilka drobnych podpowiedzi czego nie można przegapić w kwietniu. Jak zawsze staram się, aby w zestawieniu dla każdego znalazło się coś atrakcyjnego.

Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Książkowe must have
Pewnie każdy z Was od czasu do czasu myśli sobie: „Kiedy mam przeczytać te wszystkie książki? I które z nich wybrać? Na co się zdecydować?” Poniżej kilka drobnych podpowiedzi czego nie można przegapić w kwietniu. Jak zawsze staram się, aby w zestawieniu dla każdego znalazło się coś atrakcyjnego.
Książkowe must have

Na pewno nie można w tym miesiącu ominąć nowej powieści Jerzego Pilcha. Tytuł sugeruje, że będzie groźnie i metafizycznie. Wszyscy, którzy czytali wydany rok temu "Dziennik" wiedzą, że odchodzenie, starość, choroba, śmierć to tematy, które Pilch z mniejszym lub większym dystansem podejmuje. "Wiele demonów" to powieść bardzo serio. Czytając ją miałam wrażenie wszechobecności śmierci. Niemal na każdej stronie pojawiają się słowa: trup, umieranie, trumna. Śmierć jest tu fizyczna i dotykalna. Metaforycznie istnieje również w języku, co Pilcha wielce fascynuje. Eschatologiczny temat podejmowany przez laureata Nike to oczywiście majstersztyk fabularny. Cała galeria wiślan, to znaczy… siglan jak zawsze jest fascynująca, a opowieść demonicznie wręcz sensacyjna. Jako wielka fanka Pilcha jestem pewnie nieobiektywna, ale mam nieodparte wrażenie, że właśnie do tej powieści będę wracała najczęściej.

Książkowe must have

Skoro jesteśmy przy tematach sensacyjnych to warto zwrócić uwagę na "Czarną wołgę". Niewyjaśnione tajemnice, porwania samolotów, morderstwa i napady z czasów PRL w książce Semczuka znalazły swoje rozwiązania. Dla wielbicieli historii kryminalnych jest tu sporo smakowitych kąsków. Kim był człowiek, który jako "psychopata ciemności" chciał zatruć źródła wody w Jeleniej Górze? Czy czarna wołga była miejską legendą czy naprawdę jeździli nią porywacze dzieci? Jak to naprawdę było z Jerzym Nasierowskim: został wrobiony czy rzeczywiście popełnił przestępstwo? Jeśli lubicie kryminały Marka Krajewskiego, wciągające opowieści w stylu retro, to ta książka na pewno Wam się spodoba. Szczególnie polecam opisy działań operacyjnych rodzimych milicjantów, którzy w niczym nie ustępują kolegom zza oceanu!

Książkowe must have

Dziewczyny, zwłaszcza te oglądające od czasu do czasu "Miasto kobiet" na TVN Style, z pewnością słyszały już o projekcie tandemu Wellman – Młynarska. "Kalendarzyk niemałżeński" to bardzo sympatyczna, lekka, ale przy tym refleksyjna książka o wszystkim, co dla dziewczyn istotne. Paulina jest w Kościelisku, Dorota w Warszawie, ale nie przeszkadza to obu Paniom wymieniać się soczystymi i zabawnymi listami, w których dają wyraz swoim poglądom i opowiadają o otaczającym je świecie. Rodzina, starość, miłość do jedzenia, bałagan w torebce, siła plotki to tylko pierwsze z brzegu tematy do omówienia. Obie panie mają za sobą (i przed sobą oczywiście) ciekawe życie, masę inteligentnych przemyśleń i… ciekawych przepisów kulinarnych , którymi chętnie się dzielą. Indyk bakaliowy palce lizać!

Książkowe must have

Żeby nie było wątpliwości: nie wierzę, że dzięki książkom stanę się nieomylnym i gotowym na każdą ekstremalną sytuację rodzicem. Mimo to, od czasu do czasu, lubię poczytać coś związanego z wychowaniem. Głównie po to, aby poprzeć swoją intuicję teorią lub poznać konkretne triki, z nadzieją, że a nuż zadziałają, gdy przyjdzie czas. Jeśli więc, tak jak ja, czasem sięgacie po książki w stylu "jak mówić, żeby dzieci nas słuchały" "Projekt mądre wychowanie" Hala Runkela może wam się spodobać. Autor, propagator metody "bez krzyku", głosi bezwzględną konieczność powściągania naszych zszarganych nerwów i buzujących emocji. Stara się wytłumaczyć sfrustrowanym rodzicom, że za wszelką cenę muszą nad nimi panować, bo zdenerwowany rodzic to przegrany rodzic. Niby proste, ale w praktyce niezwykle trudne. W książce znajdziecie konkretne porady, które "projekt mądre wychowanie" pozwalają wcielić w życie. Do mnie przemówiło np. takie zdanie: "ważniejsze jest, co mówimy o dzieciach niż to, co mówimy do nich".

Książkowe must have

"Życie co to takiego?" książka z serii "Dzieci filozofują" Wydawnictwa Zakamarki to prawdziwy quiz filozoficzny. Można się z niej dowiedzieć mnóstwa ciekawych rzeczy o naszym dziecku i o sposobie jego myślenia czy postrzegania świata. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła ją przeczytać z moim synkiem. Na razie jest jeszcze za mały, ale już wyobrażam sobie, jak będzie odpowiadał na pytania: "Czy można zgadzać się ze wszystkimi?", "Co to właściwie jest przeznaczenie?", "Czy można nauczyć się radości życia?" Ta pięknie wydana książka składa się właściwie z samych pytań pogrupowanych w kategorie: szczęście, ambicja, nieszczęście, istnienie, sens życia, śmierć. Dzięki temu można ją czytać wiele razy i za każdym podejściem będzie miała zupełnie inną treść. Uważam, że jest to znakomity, rozwijający pomysł na książkę. Wydawca rekomenduje ją dla dzieci powyżej siódmego roku życia, ale myślę, że przeczytanie jej z młodszymi czytelnikami może zaowocować wieloma ciekawymi odkryciami.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️

Monika Bartys

Monika Bartys

Monika Bartys – zaczęła czytać w wieku trzech lat. Czytała wszystko: od książeczek o Misiu Uszatku po instrukcje obsługi. Rodzice trochę się o nią martwili i w efekcie zapisali na naukę gry na akordeonie. Oczywiście czytanie nut przegrało z czytaniem liter. Kiedy ukończyła polonistykę przez jakiś czas uczyła małe dzieci. Obecnie namawia wszystkich do czytania i kupowania książek. Prywatnie jest szczęśliwą mamą. W wolnych chwilach śpi lub… czyta.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Monika Bartys
Monika
Bartys
zobacz artykuly tego autora >