Czytamy ks. Tischnera

26 kwietnia czytamy ks. Tischnera w Krakowie na scenie PWST. Kto ma ochotę przyjść, niech przyjdzie przygotowany! Niżej, specjalnie dla użytkowników stacja7.pl, publikujemy fragment eseju, który będzie czytany w wykonaniu Anny Polony. Prowadzenie spotkania: Michał Bardel i Adam Workowski

 Ks. Józef Tischner

Esej „Wiązanie Nadziei”

Wydarzenie chrześcijaństwa było wydarzeniem we wnętrzu ludzkiej nadziei. Bardzo trudno odpowiedzieć dzisiaj na pytania, co dzięki Ewangelii dopełniło się, a co pozostało nie dopełnione w nadziejach, jakie żywił człowiek chylącej się ku upadkowi starożytności. Jakieś nadzieje zostały przekreślone. Ukrzyżowany Jezus był ofiarą zawiedzionych i przekreślonych nadziei. Inne nadzieje ożywiły się. Chrystus zmartwychwstały stał się symbolem nadziei nowo powstałych i na nowo ożywionych.

Chrześcijaństwo weszło w dzieje jako żywe i głębokie doświadczenie nadziei. Zaczęło ono tym samym dokonywać trudnego dzieła porządkowania innych nadziei człowieka. Porządkując, bądź ukazywało ich pozór, bądź odsłaniało, że zawierają się one w jego nadziejach. Obecność chrześcijaństwa w świecie była dialogiem na płaszczyźnie nadziei.

Nadzieja jest rzeczywistością niezmiernie bogatą. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak głęboko przenika nas i rządzi nami nasza nadzieja. Dopiero, gdy tracimy nadzieję, odkrywamy, czym dla nas była. Tematem niniejszych refleksji ma być, mówiąc ogólnie, ludzka nadzieja. Ponieważ jednak jej świat jest niezmiernie bogaty, nasze refleksje potrzebują jakiegoś punktu widzenia, zdolnego do nadania im kierunku i orientacji. Dostarczą nam go doświadczenia dwóch wartości osobowych, ściśle z nadzieją związanych: doświadczenie heroizmu i dojrzałości.

Zachodzi ścisły związek między nadzieją człowieka a heroizmem, do jakiego człowiek czuje się zdolnym. Polega to najpierw na tym, że nadzieja umożliwia heroizm. Kto stracił wszelką nadzieję, ten zagubił także podstawę dla heroizmu. Gdybyśmy chcieli w takim człowieku odbudować jego heroizm, musielibyśmy zacząć od odbudowania jakiejś nadziei. Ale można powiedzieć jeszcze coś więcej; jaka jest ludzka nadzieja, taki jest ludzki heroizm.

Nadzieja głodnych rodzi heroizm walki z głodem, nadzieja ciekawych rodzi heroizm walki z niewiedzą, nadzieja niewolników rodzi heroizm walki o wolność.

Nadzieja chrześcijańska zrodziła różne odmiany chrześcijańskiego heroizmu, począwszy od tych, których symbolem jest śmierć męczeńska, skończywszy na tych, których symbolem było ciche, prozaiczne życie najprostszym obowiązkiem. Ścisły związek nadziei i heroizmu ma także poznawcze znaczenie: jeżeli zdołamy zrozumieć swoisty styl właściwy heroizmowi jakiegoś człowieka, zrozumiemy tym samym istotny wymiar jego nadziei.

W ramach doświadczenia nadziei pojawia się także doświadczenie dojrzałości. Mówimy niekiedy: „ta nadzieja jest nadzieją dojrzałą, tamta nadzieja jest nadzieją niedojrzałą”. Nie widzimy na razie jasno, na czym polega i skąd się bierze dojrzałość nadziei, niemniej obydwie wypowiedzi wskazują, że między doświadczeniem dojrzałości a doświadczeniem nadziei zachodzi jakiś ścisły związek. Ale nie tylko. Dojrzewanie nadziei nie dokonuje się w oderwaniu od dojrzewania całego człowieka, w nadziei dojrzewa cały człowiek. Co znaczy, że człowiek „dojrzewa”?

Człowiek, jak wszystko w przyrodzie, dojrzewa wtedy, gdy zaczyna przynosić jakiś owoc. Nadzieja dojrzewająca jest nadzieją owocującą. Żadne drzewo nie może owocować w izolacji od gleby i atmosfery.

Czytamy ks. Tischnera

Nadzieja owocująca żyje, będąc głęboko wtopioną w świat, który ją otacza. Gdy czyjeś nadzieje pozostają oderwane od rzeczywistości, mówimy, że są to nadzieje niedojrzałe. Nadzieja niedojrzała, czekając na oblubieńca, zapomina o ciemnościach i nie zabiera oliwy do lamp. Niemniej nadzieja oznacza także, że człowiek wybiega poza rzeczywistość, która otacza go tu i teraz, ku jakimś światom możliwym, przyszłym. Owocujące drzewo niesie coś nowego. Owoc nadziei to nie tylko odbicie, lecz także protest.

Nadzieja proponuje nowy świat. Propozycję można odrzucić, a proponującego zabić.

Dojrzałość nadziei przejawiać się wtedy będzie przez heroizm, z jakim człowiek byłby w stanie bronić swego owocu.

Tematem niniejszych refleksji jest — jak powiedziałem — nadzieja. Spróbujemy najpierw dokonać opisu podstawowych i istotnych wymiarów doświadczenia nadziei i wyznaczonego przez to doświadczenie heroizmu. Potem przejdziemy do uchwycenia specyfiki nadziei chrześcijańskiej i wyrastającego z niej heroizmu, a także do uchwycenia fenomenu dojrzałości opartego o „ducha Ewangelii”.

WYMIAR NADZIEI

Każda nadzieja odznacza się jakimś wymiarem: jest nadzieją płytszą lub głębszą, widzi ciaśniej lub widzi szerzej, spodziewa się mniej lub więcej, jest gotowa ponieść większe lub mniejsze ofiary. Co decyduje o wymiarze nadziei? Odpowiedź, jaką proponuję tutaj, brzmi: o wymiarze nadziei decyduje doświadczenie wartości. W ramach nadziei rozwija się poznanie aksjologicznego aspektu rzeczywistości.

Św. Tomasz z Akwinu pisał: „Rozum przez wiarę poznaje to, czego się w nadziei spodziewa i co kocha”. Twierdzenie św. Tomasza jest tylko częściowo słuszne. Owszem, wiara, która jest aktem „rozumu”, dokonuje zazwyczaj jakiegoś mniej lub bardziej skończonego artykułowania nadziei, gdy odsłania przed człowiekiem konkretny wygląd jego przyszłości i kieruje nadzieję na tory ku niej wiodące. Ale nie znaczy to, by nadzieja była tym samym pozbawiona wszelkich zdolności poznawczych.

Prawdą jest, że nadzieja nie poznaje świata jako takiego ani nawet świata możliwego w jego czystych lub „realnych” możliwościach; poznawczy świat nadziei to świat wartości.

Rozum mówi o tym, jak wygląda ta lub inna prawda, co za nią lub przeciw niej przemawia. Nadzieja mówi, że jakąkolwiek byłaby prawda, zawsze jest ona wartością, ku której i dla której trzeba żyć. Poznanie, które niesie z sobą nadzieja, jest pierwsze. Rozum na tyle żyje, na ile ma jakieś uczestnictwo w nadziei. Gdzie nadzieja ślepnie na wartości, tam także rozum popada w bezruch i milczenie.

Nadzieja wtrąca człowieka w jakieś oczekiwanie. Nie jest to jednak zwyczajne oczekiwanie, którym czeka się na nadejście nocy, wschód księżyca, pierwsze gwiazdy.

A ty czekasz, ty czekasz na jedno,

co twe życie wzniesie nieskończenie,

na wielkie, niezwykłe zdarzenie…

W oczekiwaniu, jakie wzbudza nadzieja, obecna jest niepewność i jakieś wahanie, które niekiedy zdolne jest podciąć nadzieję u samych korzeni. Nadzieja wyrasta z doświadczenia zmienności świata i zmienności człowieka. Ale widzi ona tę zmienność w sposób szczególny. Nie chodzi o zmianę stanu lub miejsca, lecz o zmienność powiązań świata z wartościami, które urzeczywistniają się w świecie.

Czytamy ks. Tischnera

Wartości mogą się nie urzeczywistnić. Wielkie, niezwykłe zdarzenie może nie nadejść… Ludzkie tęsknoty i wysiłki mogą spełznąć na niczym, nic nie „wzniesie nieskończenie” istnienia człowieka. A wtedy przekreślony będzie los wartości. Przeciwko takiej perspektywie nadzieja podnosi swój protest.

Gabriel Marcel mówi, że nadzieja wyrasta z „sytuacji próby” i stanowi odpowiedź, za pomocą której człowiek przezwycięża tę sytuację. Możemy nawet powiedzieć, że w ostatecznym rozrachunku taką jest w swej głębi nadzieja człowieka, jaką jest odczuwana w niej „sytuacja próby”.

Próba może dotyczyć zdrowia, charakteru, może dotykać samej istoty człowieka. Gdy jestem zagrożony chorobą, ożywia mnie nadzieja wyzdrowienia. Gdy mój charakter jest poddany próbie, ożywia mnie nadzieja pomocy. Gdy sam rdzeń mojej istoty jest zagrożony, moja nadzieja szuka podstaw ufności w samym źródle mojego bytu.

Nadzieja niesie światło, ale światło nadziei jest rozpraszaniem jakichś uprzednio panujących ciemności.

Nadzieja niesie uspokojenie, ale uspokojenie to jest odpowiedzią na jakiś uprzedni niepokój.

Nadzieja przynosi radość, ale radość nadziei jest jak kolorowanie uprzedniego smutku.

Nadzieja jest odpowiedzią na coś, co leży głębiej, co jest związane z podstawową sytuacją człowieka w bycie. Sytuację tę oddaje adekwatnie słowo: tragiczność. U źródeł nadziei rozpościera się doznanie tragiczności. Ono jest raz takie, raz inne, ale zawsze — jak pisze Max Scheler — oznacza jakąś „efektywność działania i ulegania… Efektywność ta musi mieć jednak jakiś kierunek, by tragiczność mogła się pojawić, […] kierunek na unicestwienie jakiejś pozytywnej wartości o określonym stopniu wysokości”.

Poprzez doświadczenie nadziei i doświadczenie tragiczności odsłaniają się nie tylko te wartości, które mogą być urzeczywistnione w świecie, lecz także odsłaniam się ja sam jako  wartość.

Doświadczając nadziei, człowiek doświadcza siebie jako wartości.

W nadziei ludzkie Ja jest Ja aksjologicznym. W imię tej wartości nadzieja odpowiada na perspektywę zagrożenia swoim „nie”. Mówiąc zagrożeniu „nie”, nadzieja podnosi człowieka do poziomu wartości. W słowie nadziei opowiada o sobie godność człowieka.

Stąd płynie odczuwanie nadziei jako łaski. Bo właśnie od istoty łaski należy to, że ona mówi: „cenniejsi jesteście niż wróble”. Hölderlin zauważa, że nadzieja swym zjawieniem „razi serce”. Pobudzone przez nią serce szuka jakiejś wiary, która zdolna jest dać widzenie, a wiara szuka pewności. I tak powstaje spes quaerens intellectum — nadzieja szukająca zrozumienia. W poemacie Nadzieja pisze Hölderlin:

Ty, co nie gardzisz domem, gdzie płaczą w żałobie

i chętnie usługując, szlachetna pośredniczysz

między ludźmi i potęgami nieba.

Jeśli nie możesz przyjść jako Duch ziemi,

poraź innym zjawieniem moje serce.

Tak zatem podstawowy wymiar aksjologiczny nadziei jest zorientowany dwubiegunowo.

Nadzieja swą intencją zewnętrzną kieruje się w stronę świata i odsłania ruch tego świata ku wartościom i ruch wartości ku temu światu. Swą intencją wewnętrzną idzie w stronę człowieka i odsłania go jako szczególną wartość, znajdującą się w sytuacji pewnej tragiczności.

Odpowiadając na tragiczność, nadzieja dokonuje codziennie trudnego dzieła podnoszenia człowieka w kierunku jakiegoś wybawienia.

Ale na tym nie kończą się aksjologiczne doświadczenia nadziei. W rzeczywistości jest ich tak wiele i tak są rozmaite, że nie sposób prześledzić wszystkie. Pozostańmy zatem przy dwóch, które będą mieć znaczenie dla dalszych rozważań.

Nadzieja niesie z sobą swoiste doświadczenie czasu.

Św. Tomasz pisze, że jej przedmiotem jest dobro o tyle, o ile należy ono do przyszłości. Istotnie: doświadczenie czasu to w nadziei najpierw i przede wszystkim doświadczenie jakiejś przyszłości. Nie znaczy to jednak, by teraźniejszość i przeszłość zapadały w zapomnienie. Między teraźniejszością a przyszłością pojawia się kontrast. Przyszłość to miejsce ostatecznego wybawienia.

Czytamy ks. Tischnera

Ukrzyżowanie św. Piotra

Teraźniejszość to miejsce obecnej tragiczności. Ale nadzieja wiąże teraźniejszość i przyszłość więzią dialektyczną tezy z jej antytezą. Jeżeli teraz jest ciemność, to jutro zjawi się światłość w tej ciemności, jeśli tu jest ziemia zgryzoty, to tam jest ziemia rozkwitu, jeżeli tu panuje choroba i ból, to tam jest wieczna młodość. W nadziei jest obecny jakiś niepokój, który wyraża się pytaniem: ale czy naprawdę? Czy nie ma tu jakiegoś złudzenia? Z tego pytania wyrasta zwrot ku przeszłości: tam, w czasie minionym szuka się podstaw dla dalszej nadziei, argumentów, racji. W ten sposób nadzieja sięga do przeszłości, by budować swą wiarę.

Wiara to narastający z upływem czasu zespół doświadczeń naszej własnej nadziei i nadziei drugich.

W porządku istnienia nadzieja jest pierwsza. Zaś w obszarze czasowości nadziei pierwsze jest doświadczenie przyszłości w jej aksjologicznym horyzoncie.

Tak więc czas nadziei jest czasem syntezy dopełniającej się pod wpływem przyszłości. Oczekując z nadzieją nadejścia jakiegoś jutra, zarazem odcinamy się na pewnym poziomie od danych pamięci, by na innym poziomie zaakceptować inne jej dane.

Widać to szczególnie wyraźnie m.in. w fenomenie mistyki. Św. Jan od Krzyża pisze: „Żadna forma czy poznanie nadprzyrodzone podpadające pod pamięć nie jest Bogiem… Pamięć musi się oderwać od wszystkich form i wiadomości, by mogła złączyć się z Bogiem w nadziei”. Niemniej niektóre dane pamięci zostaną potwierdzone.

Pod wpływem nadziei dusza trwa w wierze, która mówi, że minione formy poznania związane z niedojrzałością człowieka Bogiem być nie mogą. Pewność tej płynącej z przeszłości wiary tym bardziej kieruje nadzieję ku jutrzejszym odkryciom. Szczególny związek nadziei z przyszłością i przeszłością odbija się na jej teraźniejszości. W teraźniejszości nadziei dopełnia się bezustannie jakiś mniej lub bardziej głośny wybór: człowiek wybiera swe życie i swe obumieranie. Coś trzeba porzucić, a coś kontynuować. Coś ożywić, coś zagłuszyć i zabić. Dlatego teraźniejszość nadziei nigdy nie jest wolna od jakiejś dozy cierpienia.

Drugie obok doświadczenia czasu to doświadczenie kruchości zła. Im żywsza nadzieja, im bardziej spontanicznie rozwija się jej skok ku jutru, tym słabsze jest w niej doświadczenie zła aktualnie gnębiącego człowieka.

W nadziei istnienie zła jest pozorem istnienia; zło jest przemijające, przypadkowe, całkiem kruche. Wystarczy trochę poczekać, by przeminęło. Przykładów takiego doświadczenia zła na terenie nadziei jest wiele. Sięgnijmy po jeden do nowożytnej „poetyki nadziei”, jaką są prace utopistów, w których autorzy malują wizję przyszłego lub co najmniej możliwego społeczeństwa ludzkiego. Tak niewiele trzeba, by wizje te się spełniły! „Gdy zastanawiam  się — pisał sam twórca Utopii Tomasz More — nad tymi wszystkimi państwami, które są dzisiaj w kwitnącym stanie, nasuwa mi się myśl — niech mi to Bóg miłościwy przebaczy — że istnieje po prostu jakieś sprzysiężenie bogaczy, dbających tylko o własne korzyści pod pozorem dobra publicznego”. Wystarczy przerwać to sprzysiężenie, by zmienić oblicze ziemi. Później diagnozy będą nieco inne: winna jest władza, instytucja prywatnej własności, akumulacja kapitału itp. Niemniej to wszystko jest kruche i przemijające. Naprawdę potrzeba niewiele, by to zmienić. Tak odbija się w nadziei świadomość przygodności świata zła. Korelatywna do tej świadomości jest świadomość tego, że dobro ma byt trwały, absolutny, niezaprzeczalny. Trzeba mu tylko umożliwić powstanie. Przeświadczenie o kruchości świata zła i o zasadniczej możliwości dobra jest źródłem optymizmu tak znamiennego dla nadziei. Radość, którą zawiera i niesie, łagodzi bóle wszystkich porzuceń.

Święty Marek: Najbogatszy Apostoł

Świętego Marka znamy przede wszystkim jako autora kanonicznej ewangelii. Nie należy on jednak do grona Dwunastu, ale pojawia się w Nowym Testamencie i można go śmiało nazwać apostołem Jezusa Chrystusa.

Judyta Pudełko PDDM
Judyta
Pudełko PDDM
zobacz artykuly tego autora >

Hipolit Rzymski (+235) identyfikuje Marka jako jednego z uczniów Pana, z grupy siedemdziesięciu (lub siedemdziesięciu dwóch, Łk 10,1). Słabo potwierdzona tradycja chce w nim widzieć nawet jednego ze sług, którzy gorliwie noszą wodę do sześciu stągwi kamiennych, przyczyniając się do pierwszego znaku Jezusa na weselu Kanie Galilejskiej.

Imiennie wymieniają go Dzieje Apostolskie nazywając Janem Markiem. Najpierw zostaje wymieniony jako syn Marii, której dom był miejscem spotkań jerozolimskich chrześcijan.

Być może dom Marka (jego matki) był identyczny z Wieczernikiem, gdyż Marek zachował najwięcej szczegółów o Wieczerniku (Mk 14,13-17). Wówczas „człowiekiem niosącym dzban wody” (Mk 14,13), mający wskazać miejsce wieczerzy Jezusa, byłby sam Marek. A „sala duża, usłana i gotowa” (Mk 14,15), aby przyjąć Jezusa i Jego uczniów, miałby świadczyć nie tylko o zamożności rodziny Marka, ale również o gościnności.

Mógłby on być także młodzieńcem, który w lnianym okryciu szedł za Jezusem po aresztowaniu Go w Getsemani (Mk 14,50-52).

To do jego domu kieruje swoje kroki cudownie uwolniony z więzienia święty Piotr, który – jak piszą Dzieje Apostolskie „poszedł do domu Marii, matki Jana, zwanego Markiem, gdzie zebrało się wielu na modlitwie” (Dz 12,12).

Święty Marek: Najbogatszy Apostoł

Można dzisiaj na podstawie zachowanych źródeł przypuszczać, kim była jego matka. Nic natomiast nie wiemy o ojcu Marka, ale posiadanie domu w Jerozolimie, na tyle przestronnego, aby stał się domowym Kościołem, miejscem przyjmującym wzrastającą grupę uczniów, znów wskazuje na znaczną zamożność jego rodziny, która potrafiła uczynić pożytek ze swoich zasobów.

Rodzina ta musiała też cieszyć się wielkim zaufaniem świętego Piotra, skoro apostoł właśnie tam kieruje się po wyjściu z więzienia. W Pierwszym Liście św. Piotra (5,12) Marek zostaje nazwany przez Apostoła synem, co mogłoby oznaczać, że właśnie z jego rąk przyjął chrzest.

Jednak to Barnaba, który był kuzynem Marka (Kol 4,10), wprowadza go w świat apostolskiej przygody głoszenia Ewangelii.

Marek pojawia się również jako współpracownik świętego Pawła, ale tylko podczas pierwszej podróży misyjnej, która rozpoczęła się w Antiochii Syryjskiej.

Te podróże nie były łatwe. Apostołowie doświadczali różnych trudności podczas głoszenia Ewangelii, a czasami też pojawiały się napięcia w sprawach dotyczących współpracy i posługiwania.

Z Dziejów Apostolskich dowiadujemy się, że Marek jest z Pawłem i Barnabą na Cyprze (Dz 13,5). Po dotarciu do Pafos, apostołowie udają się do Perge w Pamfilii, a Marek z niewiadomych powodów wraca do Jerozolimy (Dz 13,13).

Co zatrzymało niedoświadczonego jeszcze młodzieńca? Czyżby trudności we współpracy, a może tęsknota za domem? Nie wiadomo.

Święty Marek: Najbogatszy Apostoł

Widać, że Marek pomimo młodego wieku, potrafi samodzielnie decydować o swoim uczestnictwie w jakimś dziele.

Fakt ten boleśnie dotknął świętego Pawła. Gdy w kolejnej podróży Barnaba znów chciał zabrać ze sobą Marka, doszło do ostrego sporu i apostołowie rodzielili się: Paweł z Sylasem udają się do Azji Mniejszej, a Barnaba z Markiem na Cypr (Dz 15,37).

W tym momencie w narracji Dziejów Apostolskich ginie ślad o Marku. Jednak skąpe wzmianki w Listach apostoła Pawła wskazują na jego obecność przy uwięzionym w Rzymie (ok. 60 r. po Chr.) Apostole Narodów. Marek jest przy nim i pomaga mu w głoszeniu Królestwa Bożego. Potwierdzają to też pozdrowienia zawarte w pismach Pawła (Kol 4,10; Flm 1,24).

Gdy kilka lat później (ok. 63-64 po Chr.) Paweł Apostoł ponownie został uwięziony, w liście prosił Tymoteusza, aby zabrał ze sobą Marka i przyprowadził mu go; pisze: „jest mi bowiem przydatny do posługiwania” (2 Tm 4,11). Marek był zatem zaufanym sługą.

Marek towarzyszy również świętemu Piotrowi, który przebywa w Rzymie. Ewangelia, która wychodzi spod pióra świętego Marka stanowi owoc jego spotkań i przebywania ze świętym Piotrem. Potwierdza to bardzo wczesna tradycja.

Papiasz, biskup Hieropolis z II w. po Chr. (cytowany przez Euzebiusza z Cezarei, w Historii Kościelnej) pisze:

„To zaś powiedział prezbiter: Marek, który był tłumaczem Piotra, spisał dokładnie wszystko, co zachował w pamięci, ale nie według porządku tego, co mówił i czynił Pan. Ani bowiem Pana nie słyszał, ani nie należał do Jego grona i tylko później – jak już wspomniałem – był towarzyszem Piotra. Otóż Piotr stosował nauki do potrzeb słuchaczy, a nie dbał o związek słów Pańskich. Nie popełnił więc Marek żadnego błędu, jeśli w szczególności tak pisał, jak to się w jego pamięci przechowało. O jedno się bowiem tylko starał, by nic nie opuścić z tego, co słyszał, oraz by nie napisać jakiej nieprawdy”.

Święty Marek: Najbogatszy Apostoł

Marek był osobą drugoplanową. Spełniał funkcje skromne, drugorzędne, służebne. Ireneusz (+202 r.) nazwał go „uczniem i tłumaczem Piotra”. Jednak dzieło, które wykonał, okazało się niezwykle cenne.

Wspominamy historyk kościelny, Euzebiusz z Cezarei, odnotowuje, iż:

 „w sercach słuchaczy Piotrowych światło wiary płonęło takim blaskiem, że było im za mało, iż raz tylko słuchali opowiadania nauki Bożej. Usilnie przeto prosili Marka, towarzysza Piotrowego, by im na piśmie pozostawił pamiątkę ustnie podanej nauki; prosić zaś nie przestawali, póki nie spełnił ich życzenia. W ten sposób spowodowali napisanie Ewangelii według Marka.

Inni Ojcowie i pisarze kościelni: Ireneusz, Tertulian, Orygenes i Hieronim zaznaczają związek Ewangelii z katechezą Piotra, a Klemens Aleksandryjski wspomina, że Marek napisał Ewangelię według nauczania Piotra na życzenie chrześcijan przebywających na dworze cesarskim.

Były to trudne czasy. Prześladowania chrześcijan doprowadziły do pomniejszania się grona naocznych świadków życia i misji Jezusa. A ich świadectwa były skarbem, którego nie można było stracić. Dlatego Marek podjął to wyzwanie.

Święty Marek: Najbogatszy Apostoł

Ewangelia spisana według jego koncepcji stała się prostą i niezwykle głęboką katechezą dla chrześcijan oraz tych, którzy chcieli przyjąć chrzest.

Święty Marek udziela odpowiedzi na pytania: Kim jest Jezus Chrystus? Mesjaszem? Skoro tak, to jakim? Jego odpowiedzi zachęcają do wejścia na drogę stawania się uczniem cierpiącego i zwycięskiego Mesjasza.

Na temat dalszej działalności apostolskiej świętego Marka brak dokładnych danych. W tradycji często powtarza się zdanie (np. św. Hieronim), że Piotr wysłał go do Egiptu jako biskupa Aleksandrii, która po Rzymie była wtedy najsłynniejszym miastem, by tam głosił Ewangelię. Swoim życiem i nauczaniem miał on pociągnąć wielu pogan do Chrystusa.

W ciągu dwunastu lat miał tam założyć wiele chrześcijańskich wspólnot na terenie całego Egiptu. Tradycję tę znał, wspomniany już badacz dziejów Kościoła, Euzebiusz z Cezarei. Pisze on:

„Marek udał się, podobno jako pierwszy, do Egiptu, opowiadał tam Ewangelię, którą też napisał i założył Kościoły, a przede wszystkim w samej Aleksandrii”. W końcu miał ponieść śmierć męczeńską przez włóczenie go po ulicach Aleksandrii. Stara tradycja utrzymuje, że miało to miejsce 25 kwietnia.

Istnieją podania, według których Wenecjanie w IX wieku wykradli relikwie świętego Marka z Aleksandrii do swojego miasta, gdzie wzniesiono ku czci świętego Marka wspaniałą bazylikę. Mozaiki bazyliki przedstawiają marynarzy ukrywających relikwie pod warstwami kapusty i wieprzowiny, co skutecznie odstraszyło kontrolujących ładunek muzułman. Jednak koptyjscy chrześcijanie wierzą, że głowa świętego pozostała w Aleksandrii.

Ale nie tylko „cieleśnie” pozostaje święty Jan Marek swoistym łącznikiem Wschodu i Zachodu. Żydowskie korzenie łączą go z Jerozolimą, posługiwanie apostolskie i napisana Ewangelia zacieśniają więzy z rzymską kulturą, do której przenika Dobra Nowina, fundament tożsamości naszego „Starego Kontynentu”.


Więcej o świętych poczytaj w kategorii "Święci".


Judyta Pudełko PDDM

Judyta Pudełko PDDM

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Pudełko PDDM
Judyta
Pudełko PDDM
zobacz artykuly tego autora >