video-jav.net

Uchodźcy i Migranci. Dwie narracje

To nie strach przed obcymi, tych Polacy od wieków mieli u siebie – to lęk przed tłumami roszczeniowo nastawionych ludzi, którzy już na wstępie nie okazują szacunku gospodarzom, ich kulturze, religii

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Uchodźcy/migranci – wyzwanie, zadania, reakcje

Dwa lata temu napisałam dla Stacja7.pl felieton „Czy ktoś zadecydował o moim samobójstwie?” Była to reakcja na napływ migrantów do Europy, który częściowo obserwowałam wracając przez Węgry z bułgarskiego wybrzeża. Dziś wiemy coraz więcej o tym bezprecedensowym napływie migrantów na kontynent europejski. Unia Europejska domaga się od krajów członkowskich ich przyjęcia w ramach tzw. „relokacji”. Jak mamy na te żądania reagować mówią politycy, celebryci, papież Franciszek, biskupi. Co my, chrześcijanie, mamy robić, jak odczytać znaki czasu?

 

Uchodźcy/migranci – dwie narracje

Biedni zawsze będą szukać lepszego losu w krajach bogatych. Ludzie z obszarów, na których toczy się wojna, zawsze będą szukać bezpieczeństwa.

Ucieczki ludności z ogarniętą wojną domową Syrii trwają od sześciu lat. Szukający bezpieczeństwa cywile ruszyli do krajów ościennych, koczując w obozach w opłakanych warunkach, ale znamienne, że trzymają się regionu. Tylko niewielka część z nich poszła dalej, przedostając się do Europy.

Równocześnie od momentu destabilizacji w regionie z roku na rok nasila się – i jest to zjawisko bez precedensu – migracja osób z krajów, które, choć są bardzo biedne, nie są ogarnięte wojną. To Afgańczycy, Somalijczycy, Erytrejczycy. To emigranci ekonomiczni, nie uchodźcy. Tak więc do Europy podążają lub już dotarły dwie kategorie migrantów: uchodźcy i emigranci ekonomiczni.

Jaka jest proporcja między tymi grupami? Szacuje się, że uchodźców, przeważnie Syryjczyków, jest od 1-10 procent liczby ogólnej, a w ostatnich 2-3 latach do Europy przybyło ogółem od 1,5 do 2 milionów migrantów. I ta statystyka pokazuje gigantyczne semantyczne przekłamanie, jakie stosuje się wobec opinii publicznej w Unii Europejskiej. Gdyż politycy, media, organizacje pozarządowe nazywają wszystkich migrantów uchodźcami, choć są zdecydowaną mniejszością, jest ich około 150-200 tysięcy. Pozostali to ponad milion przeważnie młodych mężczyzn. Jednak ikoną wszystkich tych osób, także mężczyzn w wieku poborowym, stał się Alan Kurdi, chłopiec, który utonął u tureckich wybrzeży w drodze na kontynent.

 

Kamizelki ratunkowe porzucone na greckiej wyspie Kos | fot. Ann Wuyts / flickr.com

 

Spróbujmy teraz opisać tę wędrówkę, używając tych dwóch wyrazów – ‘uchodźca’, ‘emigrant ekonomiczny’, a co za tym idzie, ująć je w dwie odmienne ramy narracyjne. Jeśli użyjemy słowa ‘uchodźcy’ i zastosujemy ten klucz wobec wszystkich przybyszów z wielu krajów i przedstawimy ich jako ofiary wojny, zdobędziemy potężne narzędzie oddziaływania, kształtowania opinii społecznej, inspirowania do określonych zachowań, a także wywierania presji emocjonalnej. Przyjęcie ludzi, którzy przeżyli katastrofę, to oczywisty obowiązek moralny. I takiego właśnie języka używają instytucje europejskie, żądające od krajów członkowskich przymusowej relokacji emigrantów.

 

W związku z tym robi się rachunek sumienia Polakom, w czym celuje lewica, ale dyskutujemy też we własnym kościelnym gronie jak reagować oraz o jakości naszego chrześcijaństwa. Ludzie znani z wrogości do Kościoła cytują nam Ewangelię, wypominają egoizm i nieposłuszeństwo Ojcu Świętemu. Tak więc opis rzeczywistości, w którym używa się terminu „uchodźca”, ma skutkować szerokim otwarciem drzwi wszystkim, którzy zechcieli przybyć, a u bram Europy podobno czeka kolejne 6-6,5 milionów migrantów. I zawsze będzie pobrzmiewać pytanie, będące też oskarżeniem: Czy przejdziesz obojętnie, gdy dzieci toną podczas ucieczki?

 

Gdyby zaś ikoną tej wędrówki milionów byli butni i wyluzowani młodzi mężczyźni z i-Phonami w garści i niewielkimi plecakami na ramionach, te same fakty musiałyby być opisane inaczej. Obserwowałam ich dwa lata temu, to nie byli przerażeni, niepewni jutra ludzie, to były dobrze zorganizowane, poruszające się w określonym porządku grupy osób, które wiedziały, że mają zapewniony wikt i opierunek. Ich historia, opisana w ten sposób, brzmiałaby zgoła inaczej i prowokowała inne pytania: Czy jesteśmy w stanie przyjąć tylu emigrantów ekonomicznych, czy wchłonie ich gospodarka, czy będą zdolni do pokojowego współżycia z narodami gospodarzy, czy uszanują obce kultury, czy zdolni są do lojalności wobec nowych wspólnot?

Sądzę, że większość Polaków używa tego klucza do zrozumienia fali emigrantów, stąd ich lęk i „zatwardziałość” serc. To nie strach przed obcymi, tych Polacy od wieków mieli u siebie – to lęk przed tłumami roszczeniowo nastawionych ludzi, którzy już na wstępie nie okazują szacunku gospodarzom, ich kulturze, religii. Opinia publiczna w Polsce dostrzega, że ‘uchodźcy’ są przykrywką do bezprecedensowego najścia emigrantów ekonomicznych na kraje europejskie, a niemal codzienne informacje o zamachach terrorystycznych, w których giną także Polacy, utwierdza ją w ich przekonaniach.

 

Uchodźcy przy granicy Grecji z Macedonią | fot. Natalia Tsoukala / Caritas International, styczeń 2016

 

Pytania o plan

Ale w dyskusjach o przyjmowaniu migrantów najbardziej niepokoi, że pomija się podstawowe i konieczne ustalenia i nie zadaje najważniejszych pytań, bez których jakiekolwiek planowanie jest niemożliwe. Czy można przewidzieć kiedy ten strumień ludzi ustanie? Ile milionów mieszkańców może przyjąć nasz kontynent? Kto ich wyżywi, gdzie zamieszkają? Nawet jeśli wszyscy bardzo chcą podjąć pracę, to trzeba lat, by zaadaptowali się w nowym miejscu. Czy kraje – gospodarze mają dostateczną ilość kadr – orientalistów, lekarzy, pracowników socjalnych, czy ich budżety są w stanie udźwignąć koszty mieszkania, wyżywienia, edukacji, leczenia? Czy Unia wypracowała jakieś plany działania, czy po „rozlokowaniu” przestanie interesować się losem tych osób (choć wiadomo, że Polska ma otrzymać w najbliższych 7 latach 69 mln euro na integrację emigrantów, którzy z założenia euro instytucji mają tu być długoterminowo)? I czy „relokując” nie traktuje się emigrantów jak stare graty, przesuwane z miejsca na miejsce, bo zawadzają gospodarzom, ignorując ich podmiotowość. A jeśli oni nie chcą być w Polsce? Jak ich zatrzymać? Utworzyć zamknięte obozy bez prawa swobodnego poruszania się? Czy nie naruszy to wartości europejskich?

Tych pytań jest wiele, ale skoro europejscy decydenci nie mówią o tych problemach, obywatele nie mogą czuć się bezpieczni, bo czują, że coś dzieje się bez ich wiedzy. W krajach dochodzi do przemocy wobec kobiet, ale spod państwowej jurysdykcji wyłączane są całe terytoria, to strefy no-go… Obecni emigranci ekonomiczni są roszczeniowi i często łamią prawo, a praktyka pokazuje, że w takich krajach jak Szwecja czy Niemcy bardziej chronieni są emigranci niż rdzenni obywatele, o czym świadczą choćby wydarzenia w Kolonii.

 

I kolejne pytanie, które nie zostaje zadane. Czy muzułmanie, a migranci są niemal wyłącznie wyznawcami islamu, są zdolni do integracji? Po dekadach „eksperymentu”, w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, już wiadomo, że odpowiedź brzmi „nie”. Ponieważ są tak uformowani, mają taką koncepcję człowieka i Boga oraz wizję świata. Wystarczy pobieżnie zapoznać się z ich świętymi tekstami, żeby się zorientować, że nie ma na to szansy.

 

Francja – Strajk imigrantów domagających się swobody podróżowania pomimo braku posiadania dokumentów | fot. Philippe Leroyer / flickr.com

 

W islamie nie uznaje się bezwarunkowej wartości każdego człowieka, dziecka Boga. Wszyscy, którzy Proroka nie wyznają, to brudni ‘kafirzy’, świat dzieli się na pokojową część, będącą pod prawem islamu i resztę, będącą w stanie wojny. Na integrację nie ma więc szans, gdy zasadą jest wchłanianie lub podbój niewiernych. Społeczność muzułmańska jest jak walec, który albo idzie do przodu, albo cofa przed silniejszymi. Odnośne wersety świętych tekstów, nawet jeśli nie są „w użyciu” i są uśpione, mogą w każdej chwili eksplodować, inspirując świętą wojnę. I eksplodują. Teraz lub za dwa, trzy pokolenia. Rzecz jasna, są muzułmanie, którzy eksponują sury na temat pokoju, ale brak reakcji wyznawców Allaha na kolejne ataki terrorystyczne pokazuje, że są w mniejszości.

Jest jeszcze inna trudność: mówimy innymi językami. Nasza cywilizacja przeżywa głęboki kryzys i dziś Europejczycy nie mogą być wzorem dla kogokolwiek. Dzieciobójstwo, rozkład rodziny i hedonizm nie są zachęcającą wizytówką cywilizacji pogrążonej w kryzysie. Ale europejska koncepcja człowieka, jego wolności, muszą uchodzić w oczach przybyszów za słabość i kapitulację.

 

Czy oznacza to, że nie powinniśmy pomagać prawdziwym ofiarom wojny? Powinniśmy. I Polacy to robią. Ale roztropnie.

 

Miliony złotych idzie na pomoc na miejscu. Konieczne jest zakończenie wojny i przyjęcie planu Marschalla dla całego regionu. Niech kraje, które bezwzględnie wykorzystywały swoje kolonie, odpokutują swoją bezwzględność i egoizm przodków. Przyjmować najsłabszych? Pod ściśle określonymi warunkami, ustalając, że mają szanować gospodarzy i stosować się do reguł, które obowiązują wszystkich. Współżycie z naszymi Tatarami udało się dlatego, że warunki były jasno sprecyzowane, umowy przestrzegane, a gościom do głowy nawet nie przyszło żeby narzucać coś gospodarzom.

 

Milczenie o praprzyczynie

I ostatnie pytanie, które należy zadać – o praprzyczynę zjawiska. Europa się starzeje? Brakuje rąk do pracy? Czy ktoś pamięta, ile aborcji dokonywanych jest co roku w krajach UE? W Wielkiej Brytanii 200 tys., we Francji tyle samo. Europa umiera z powodu własnego hedonizmu, migranci ekonomiczni przychodzą, by wypełnić pustkę po Europejczykach, którym nie dano się narodzić. I o tym się nie mówi, albo są to głosy, pochodzące z marginesu, spoza głównego nurtu, gdzie dyskutuje się jedynie o relokacji „uchodźców”.

 

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >
UCHODŹCY

Bp Ryś o uchodźcach

"Wszyscy w Europie się obudzili nagle, że są chrześcijanami - to bardzo ciekawe" - mówi bp Grzegorz Ryś. Podczas konferencji zorganizowanej przez DA "U Brata" biskup wyjaśnił, jakiej pomocy oczekują od nas uchodźcy i czy wyłączną winę za kryzys migracyjny ponosi islam.

Polub nas na Facebooku!