WIARA

Czy ktoś zdecydował o moim samobójstwie?

O tej „wędrówce ludów” XXI w. mówi się w tonie sentymentalnym. Uchodźców porównuje się do Świętej Rodziny, a ten, co nie chce ich przyjąć, to zły chrześcijanin, niesolidarny, odrzucający przesłanie papieża, który nie pamięta, że Polacy też pukali i wciąż pukają do obcych drzwi.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Wioska na granicy Bułgarii z Turcją, w której od lat spędzamy z mężem wakacje zamieniła się tego lata w garnizon. Pogranicznicy, żandarmeria, policja. Wysokie ogrodzenia, z ulgą demontowane po upadku reżimu w 1989 r., znów powstały.

W Sofii, moim mieście rodzinnym, odbywają się naloty policji i żandarmerii na hostele i dziuple w poszukiwaniu nielegalnych emigrantów. W telewizji każdy program zaczyna się od informacji, co dzieje się na granicy bułgarsko-tureckiej, ile nielegalnych emigrantów zatrzymano. Bogatym, udaje się przejechać ten najtrudniejszy odcinek, do pierwszego unijnego kraju, ubodzy wędrują pieszo przez zieloną granicę. Rynek zareagował błyskawicznie. Już powstała grupa, zwana w Bułgarii „kanalarzami”, którzy za duże pieniądze szmuglują migrantów. Powstaną nowe fortuny?

W drodze powrotnej przejechaliśmy szlak, którym idą i oni – od naszej wioski do Horgosz. W Bułgarii tylko raz widzieliśmy kilkuosobową grupę uchodźców, mężczyzn ubranych na czarno, za to towarzyszyli nam stale w Serbii poczynając od Pirot i Niszu, do węgierskiej granicy. Nasza Europa zmieniła się bardzo i to zaledwie w ciągu roku. Co będzie dalej? Zastanawialiśmy się, czy za rok wrócimy do naszej ulubionej, nadgranicznej wioski?

20643264303_2eb040a793_k

fot. FreedomHouse / flickr.com

Siedzieli na poboczach drogi, rozmawiali przez telefon. Nie zauważyliśmy napięcia, niepewności, przerażenia. Luz i dobre samopoczucie. Czy tak wyglądają ludzie, którzy uciekając przed wojną, zabierają w panice zaledwie kilka najbardziej niezbędnych rzeczy? Przypominałam sobie filmy dokumentalne z II wojny światowej, pokazujące uchodźców oraz opowieści członków mojej rodziny. Błyskawicznie spakowana walizeczka mojej mamy, tobołki ciotek z Wołkowyska, przymuszonych przez enkawudzistów do opuszczenia domu w ciągu 30 minut, ale też całkiem świeże opowieści Ukraińców o objętych wojną wschodnich regionach kraju. Ich przerażenie i pytania, co będą jeść, gdzie przenocują, rozpacz i brud. I patrząc na ludzi na poboczu wciąż pytałam: Czy tak wyglądałaby moja mama, ciotki z Wołkowyska, czy tak wyglądają Ukraińcy, przerażeni wojną?

Dwa dni po przekroczeniu przez nas granicy w Horgosz wybuchły tam zamieszki. Kamienie i wszystko co się da, poszły w ruch w kierunku węgierskiego terytorium. Uchodźcy pokazali zupełnie inne oblicze.

O tej „wędrówce ludów” XXI w. mówi się w tonie sentymentalnym. Uchodźców porównuje się do Świętej Rodziny, a ten, co nie chce ich przyjąć to zły chrześcijanin, niesolidarny, odrzucający przesłanie papieża, który nie pamięta, że Polacy też pukali i wciąż pukają do obcych drzwi i byli i są przyjmowani…

GREECE-EUROPE-MIGRANTS

fot. FreedomHouse / flickr.com

I ten sentymentalizm w narracji o uchodźcach niepokoi najbardziej. Mogę zrezygnować z wielu rzeczy, żeby posunąć się, by zrobić miejsce dla ludzi, którzy są w dramatycznej sytuacji. Ale naprawdę mnie niepokoi całkowity chaos, brak analiz, pomysłu i ogólnej strategii naszych biurokratów z Unii Europejskiej. Czy ktoś zadał sobie trud, by naprawdę dowiedzieć się, ile osób podąża do Europy, ilu dotarło, czy i kiedy ta fala się skończy? Media wciąż informują, że nie są to tylko Syryjczycy, uciekający przed ISIS, a emigranci ekonomiczni – i takich chyba widzieliśmy na poboczach dróg w Serbii. Jest wśród nich bardzo wielu Kosowian, czyli mieszkańców Europy. A jeżeli ta fala nie ustanie, co wtedy zrobi Europa? A jeżeli ustanie, co dalej z uchodźcami? Co z budżetami państw przyjmujących? One przecież nie są bez dna. Czy muzułmanie integrują się ze społeczeństwami, do których przybywają, czy respektują ich prawa?

To wszystko pytania ludzi, płynących na wspólnej szalupie, którzy zastanawiają się, do jakiego stopnia może być obciążona, a w którym momencie zacznie tonąć wraz z nowymi przybyszami. Jeśli pomagać, to racjonalnie, planując i koordynując z innymi krajami Europy wspólne działania. Jeśli budżet w Polsce będzie przeznaczany na obcych, nie naszych ubogich i chorych, jeśli mamy się ograniczyć, musimy otrzymać szczegółowe informacje, jak decydenci widzą przyszłe losy naszej szalupy.

Jeżeli analitycy europejscy nie dadzą niebawem odpowiedzi na te elementarne pytania zamiast rzucać oskarżeniami o ksenofobię, szowinizm, brak serca, zacznę zastanawiać się nad spiskową teorią dziejów. Gdyż mam ponure poczucie, że dzieje się coś bardzo ważnego, ale bez wiedzy większości Europejczyków.

Syrian Refugees

fot. FreedomHouse / flickr.com

Zapytam, czemu tak się dzieje teraz właśnie, choć wojny i destabilizacja na Bliskim Wschodzie trwają od wielu lat, skąd bierze się ów sentymentalno-szantażujący ton dyskusji, który ma wyeliminować racjonalne argumenty, czemu zainteresowana jest w chaotycznym przyjmowaniu uchodźców europejska lewica? I zapytam, czy ktoś nie podjął, nie pytając nikogo o zdanie, decyzję o moim przymusowym samobójstwie, gdyż to co się dzieje to droga do chaosu i destabilizacji całej Europy? Ale jeśli taka decyzja zapadła, muszę stanowczo się sprzeciwić z bardzo wielu powodów, wśród których jest mniej ważny – wyjazd do mojej nadgranicznej wioski.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Uchodźcy i My. W imię Ojca!

Nie nasza to rzecz znać czasy i chwile, ale naszą rzeczą jest być świadkami Ojca. To ostatnie słowa, jakie skierował do nas Jezus, będąc jeszcze tu, na ziemi. To po to właśnie otrzymaliśmy od Niego moc, aby zawsze i w każdej sytuacji być Jego świadkami

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

W imię Ojca, więc papież Franciszek zaapelował, by każda parafia przyjęła jedną rodzinę uchodźców. W imię Ojca diecezje natychmiast podjęły wyzwanie i zaczęły organizować realną pomoc. W imię Ojca też Caritas, często poniewierany i niedoceniany, zakasał rękawy, by wykorzystać cały mechanizm wielkiego serca, który stworzył na ratunek człowiekowi. W imię Ojca ludzie, którzy mają taką możliwość, zgłaszają już swoje mieszkania, miejsca pracy, środki do życia w Caritasie i innych instytucjach kościelnych po to, by pomóc.

Bo w imię Ojca, każdy Chrześcijanin, nie patrząc na status osoby, widzi po prostu człowieka.

Kościół nie robi tego dla zbicia kapitału politycznego, dla podjęcia stanowiska w sprawie, nie po to by zostać docenionym i robić sobie dobry PR. Nie dla uznania i dla zasług tego świata. Robi to, bo tak trzeba.

W mediach od tygodni trwała zagorzała dyskusja, przerzucano się stanowiskami, płomiennie podejmowano „kwestię”, ach jak bardzo dobierano argumenty, powoływano się na autorytety, na przykłady z historii, na porównania z najbardziej czarnymi jej kartami.

Jednak konkret, jedyna realna odpowiedź i pomoc przyszła (jak zawsze) ze strony Kościoła. I gdy tylko temat został przez Kościół podjęty, natychmiast też stał się jego obowiązkiem i odpowiedzialnością.  Wszyscy, którzy wykrzykiwali, że Kościół należy oddzielić od państwa, że nie ma się mieszać do polityki, do światopoglądu, do wychowania dzieci, do wspierania rodzin, budowania systemu wartości… jakoś tak szybko orzekli, że to właśnie obowiązkiem Kościoła jest pomoc uchodźcom. Nagle okazało się, że właśnie ten system wartości sprawdza się w każdej sytuacji kryzysowej. Gdy przyszła trwoga, wielu zwolennikom oddzielenia Kościoła od państwa ciężko jest zabrać się za konkretną pomoc,  w tym przypadku wolą patrzeć w stronę Kościoła, (nomen omen) święcie wierząc, że to Jego obowiązek. Tygodnik Newsweek ma nawet pretensje, że w oświadczeniu biskupów na ten temat:  Nie znalazły się żadne konkretne deklaracje. I, że: Episkopat zwraca uwagę, że główna inicjatywa i odpowiedzialność spoczywa na barkach władzy świeckiej, że Strona kościelna nie wyobraża sobie działania w tej materii na własną rękę, bez współpracy z władzami świeckimi (tytuł w “Newsweeku”: Kościół pomoże uchodźcom. Ale jeszcze nie wie jak)

shutterstock_239387248

My wiemy, że naszym obowiązkiem jest wspierać braci w potrzebie. Właśnie dlatego jesteśmy gotowi przyjąć ich pod swój dach, bo my mamy takiego Boga i taki plan na życie, który kieruje się miłością do drugich, biorąc za nich odpowiedzialność bez względu na to, kim są.

Kościół jest gotowy. Parafie mają już miejsca dla uchodźców. My już czekamy!

Jednakże Kościół nie może wziąć odpowiedzialności za decyzję, jaką w tej sprawie podejmie Państwo Polskie, ponieważ tylko ono jest (powinno być) w stanie zapewnić bezpieczeństwo swoim obywatelom. To Państwo Polskie musi podjąć decyzję, czy – jeśli już Kościół zorganizuje miejsca –  jest w stanie zaangażować się w pomoc w asymilacji i wdrożeniu uchodźców do życia w naszym kraju (Komunikat Prezydium Episkopatu Polski ws. Uchodźców).

Prawda jest taka, że mamy wszyscy wielki problem i nie da się już od niego odwracać wzroku i czekać aż sam się rozwiąże. Czas na decyzje. Na mądre rozwiązania. Na wzięcie odpowiedzialności za losy tych ludzi. I za nasz los.

W Polsce jest wielu ludzi dobrej woli, którzy w odruchu serca przyjmą uchodźców. Nie naszą rzeczą jest znać czasy i chwile, naszą rzeczą jest być świadkami Ojca… a rzeczą państwa jest zapewnienie jednej i drugiej stronie bezpieczeństwa.

My w imię Ojca przyjmiemy uchodźców, naszych braci, choć wyznających inną religię. W imię Ojca damy im schronienie, dach nad głową, przyszłość. W imię Ojca ugościmy ich u siebie…

Pytanie tylko, czy – jeśli to rozpocznie masową migrację, jeśli naszych braci będzie w Polsce więcej niż nas, jeśli spełnią się scenariusze o tym, że Europa stanie się muzułmańska – będziemy mogli liczyć na to, że jesteśmy w swoim domu bezpieczni. Na to, że nasi bracia będą pamiętać, że przygarnęliśmy ich  do siebie w Imię Naszego Ojca.

Przeczytaj także:


“Niech każda parafia przyjmie uchodźców”

Apel Papieża Franciszka


“Potrzeba naszej modlitwy i zaangażowania”

Episkopat w sprawie uchodźców



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Rozmowy z Janem Pawłem II. Imigranci

Gdy dochodzi do napięć, wiarygodność Kościoła, głoszącego naukę o fundamentalnym szacunku należnym każdemu człowiekowi, uzależniona jest od moralnej odwagi duszpasterzy i wiernych, którzy potrafią wszystko postawić na miłość

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Jakie są przyczyny migracji? Jaką postawę wobec migrantów powinien zachować Kościół?

Migracja stała się we współczesnym świecie zjawiskiem szeroko rozpowszechnionym. Obejmuje wszystkie państwa – zarówno kraje pochodzenia migrantów, jak i kraje tranzytowe i docelowe. Dotyczy milionów ludzi i jest wyzwaniem, które Kościół pielgrzymujący, służący całej ludzkiej rodzinie, musi podjąć i sprostać mu w ewangelicznym duchu powszechnej miłości.

Szczególnie dotkliwie odczuwają ten problem obcokrajowcy najbardziej zagrożeni: migranci pozbawieni odpowiednich dokumentów, uchodźcy, osoby szukające azylu, zmuszone do migracji przez ostre konflikty utrzymujące się w wielu częściach świata, a także ofiary – głównie kobiety i dzieci – straszliwej zbrodni, jaką jest handel ludźmi. Nawet w niedawnej przeszłości byliśmy świadkami tragicznych doświadczeń ludności zmuszonej do migracji z powodów etnicznych lub nacjonalistycznych i skazanej na nieopisane cierpienia. U podstaw tych sytuacji leżą grzeszne zamiary i czyny, sprzeczne z nauką Ewangelii, które dla chrześcijan na całym świecie są wezwaniem, by zło dobrem zwyciężać.

Jednak bardzo obawiamy się migracji. Obawiamy się tego, że otwierając swoje serca i domy wpuścimy ludzi wyznających inną religię,  z czasem będzie ich coraz więcej i przestaną przestrzegać naszych praw i zasad, przestaną nas szanować a może nawet zagrożą nam kiedyś. Co mamy zrobić?

Mamy chrześcijański obowiązek przyjęcia każdego potrzebującego, który puka do naszych drzwi. Ta podstawowa forma ewangelicznej miłości jest też źródłem inspiracji dla niezliczonych programów solidarności dotyczących migrantów i uchodźców we wszystkich częściach świata. Aby uświadomić sobie bogactwo tej kościelnej tradycji konkretnej służby migrantom i wypędzonym, wystarczy przypomnieć dokonania i spuściznę takich postaci, jak św. Franciszka Ksawera Cabrini czy bp Jan Chrzciciel Scalabrini, czy też w naszych czasach rozległą działalność katolickiej organizacji humanitarnej «Caritas».

Często solidarność nie przychodzi łatwo. Wymaga odpowiedniego przygotowania i przezwyciężenia postawy zamknięcia się w sobie, która w wielu współczesnych społeczeństwach występuje w formach coraz bardziej subtelnych i rozpowszechnionych. Wzywam zatem rodziców i nauczycieli, aby zwalczali rasizm i ksenofobię, kształtując postawy pozytywne, oparte na katolickiej nauce społecznej.

Jest jeszcze ta druga strona…

Oczywiście, podobnie jak przynaglam katolików, aby wyróżniali się w okazywaniu solidarności nowym członkom swoich wspólnot, wzywam też imigrantów, aby uznali, że mają obowiązek odnosić się z szacunkiem do przyjmujących ich krajów i respektować prawa, kulturę i tradycje narodu, który ich gości. Tylko w ten sposób rozwijać się będzie harmonijne współżycie społeczne.

To dla nas bardzo trudne zadanie. Napatrzyliśmy się ostatnio na prześladowania naszych braci chrześcijan w krajach, gdzie są mniejszością i gdzie zabrania się wiary w Naszego Boga. Te obrazy otworzyły nam wielkie rany w sercu. Ciężko nam nie myśleć dziś, że może spotkać nas podobny los, gdyby Europa stała się muzułmańska. Jak się nie bać?

Droga do rzeczywistej akceptacji imigrantów z całą ich odmiennością kulturową jest w praktyce trudna, a w niektórych przypadkach staje się prawdziwą drogą krzyżową. Nie może nas to jednak odwodzić od realizacji woli Boga, który w Chrystusie pragnie przyciągnąć do siebie wszystkich ludzi, posługując się jako narzędziem swoim Kościołem – sakramentem jedności całego rodzaju ludzkiego.

Na tej drodze potrzebne jest czasem prorocze słowo, które wskazuje zło i zachęca do dobra. Gdy dochodzi do napięć, wiarygodność Kościoła, głoszącego naukę o fundamentalnym szacunku należnym każdemu człowiekowi, uzależniona jest od moralnej odwagi duszpasterzy i wiernych, którzy potrafią wszystko postawić na miłość.

Ciężko nam to wszystko zrozumieć. Gdzie mamy  szukać tych pokładów miłości? Jak przedłożyć ją przed obrazy z egzekucji chrześcijan, które tak strasznie nas bolą? Co mamy zrobić, żeby w ludziach, którzy mają stać się naszymi sąsiadami nie widzieć fundamentalistów, tylko naszych bliźnich potrzebujących pomocy?

Wierzymy w Boga, który jest Dobrocią i Doskonałością, wszystkie nasze działania muszą odzwierciedlać świętą i prawą naturę Tego, którego czcimy i któremu okazujemy posłuszeństwo. Zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie wezwani są do obrony nienaruszalnego prawa każdej jednostki do swobodnego wyznawania i praktykowania swojej religii.  Przywódcy religijni powinni szukać sposobów pokonania trudności w duchu sprawiedliwości, braterstwa i wzajemnego szacunku.

W deklaracji „Nostra aetate” czytamy: „Jeżeli więc w ciągu wieków wiele powstawało sporów i wrogości między chrześcijanami i mahometanami, święty Sobór wzywa wszystkich, aby wymazując z pamięci przeszłość szczerze pracowali nad zrozumieniem wzajemnym i w interesie całej ludzkości wspólnie strzegli i rozwijali sprawiedliwość społeczną, dobra moralne oraz pokój i wolność”.

Ale nie brak też bardzo konkretnych trudności. W krajach, gdzie prądy fundamentalistyczne dochodzą do władzy, prawa człowieka i zasada wolności religijnej bywają interpretowane, niestety, bardzo jednostronnie. Wolność religijna bywa rozumiana jako wolność narzucania „prawdziwej religii” wszystkim obywatelom. Sytuacja chrześcijan w takich krajach bywa nieraz wręcz dramatyczna. Tego typu postawy fundamentalistyczne bardzo utrudniają wzajemne kontakty. Jednak, pomimo to, ze strony Kościoła otwarcie na współpracę i dialog pozostaje.

W deklaracji soborowej „Nostra aetate” czytamy też: „Kościół spogląda z szacunkiem również na mahometan, oddających cześć jedynemu Bogu, żywemu i samoistnemu, miłosiernemu i wszechmocnemu, Stwórcy nieba i ziemi” . Przez swój monoteizm wyznawcy Allaha pozostają nam szczególnie bliscy.

Spotkanie Jana Pawła II z wiernymi / fot. Gianni Giansanti

Czym się różnimy?

Dla każdego, kto znając Stary i Nowy Testament, czyta z kolei Koran, staje się rzeczą jasną, że dokonał się w nim jakiś proces redukcji Bożego Objawienia. Nie można nie dostrzec odejścia od tego, co Bóg sam o sobie powiedział, naprzód w Starym Testamencie przez proroków, a ostatecznie w Nowym Testamencie przez swojego Syna. Całe to bogactwo samoobjawienia się Boga, które stanowi dziedzictwo Starego i Nowego Przymierza, zostało w jakiś sposób w islamie odsunięte na bok.

Bóg Koranu obdarzony zostaje najpiękniejszymi imionami, jakie zna ludzki język, ale ostatecznie jest to Bóg poza-światowy, Bóg, który pozostaje tylko Majestatem, a nie jest nigdy Emmanuelem, Bogiem-z-nami. Islam nie jest religią odkupienia. Nie ma w nim miejsca dla krzyża i zmartwychwstania, chociaż wspomniany jest Jezus, ale jedynie jako prorok przygotowujący na przyjście ostatecznego proroka Mahometa. Wspomniana jest Maryja, Jego dziewicza Matka. Ale tylko tyle. Nie ma całego dramatu odkupienia. Dlatego nie tylko teologia, ale także i antropologia islamu tak bardzo różni się od antropologii chrześcijańskiej.

Z całym szacunkiem trzeba się odnieść do religijności muzułmanów, nie można nie podziwiać na przykład ich wierności modlitwie. Obraz wyznawcy Allaha, który bez względu na czas i miejsce pada na kolana i pogrąża się w modlitwie, pozostaje wzorem dla wyznawców prawdziwego Boga, zwłaszcza dla tych chrześcijan, którzy mało się modlą lub nie modlą się wcale, opuszczając swe wspaniałe katedry.

Czy jest możliwa integracja ludzi wyznających inną religię?

Wielu posługuje się tym słowem, aby wskazać na konieczność rzeczywistego włączenia się imigrantów w życie krajów, które ich przyjmują, jednak niełatwo jest określić, co w rzeczywistości ono oznacza i czym ma być integracja w praktyce.

Integracja nie jest asymilacją, która prowadzi do zniszczenia albo wymazania z pamięci własnej tożsamości kulturowej. Kontakt z drugim człowiekiem pozwala raczej odkryć jego «sekret», otworzyć się na niego, aby przyjąć to, co jest w nim wartościowe, a w ten sposób przyczynić się do lepszego poznania każdego. Jest to proces długotrwały, którego celem jest takie kształtowanie społeczeństw i kultur, aby coraz bardziej stawały się odzwierciedleniem wielorakich darów, jakimi Bóg obdarza ludzi. W procesie tym migrant dokłada starań, aby włączyć się w życie społeczeństwa — np. podejmując naukę języka danego kraju, dostosowując się do obowiązujących praw i wymogów związanych z pracą — co pozwoli uniknąć powstania nazbyt głębokich różnic.

Czyli zrozumienie pojęcia integracji i właściwa jej realizacja, zmniejszają niebezpieczeństwo napięć i konfliktów?

Jeżeli stwarza się warunki sprzyjające stopniowej integracji wszystkich migrantów, respektując zarazem ich tożsamość i jednocześnie chroniąc kulturowe dziedzictwo społeczności, które ich przyjmują, zmniejsza się niebezpieczeństwo, że imigranci będą skupiać się we własnym środowisku, tworząc prawdziwe «getta», aby izolować się od otoczenia, co może czasem budzić w nich pragnienie stopniowego «podboju» terytorium.

Kiedy różne kultury spotykają się i integrują, możliwe staje się «współistnienie odmienności». Pozwala to odkryć wartości wspólne wszystkim kulturom, zdolne jednoczyć, a nie dzielić; wartości zakorzenione w tej samej ludzkiej «glebie». Dzięki temu łatwiej jest rozwijać owocny dialog, aby tworzyć klimat wzajemnej tolerancji, nacechowanej realizmem i poszanowaniem dla specyfiki każdego. W takich warunkach zjawisko migracji pomaga kultywować «marzenie» o pokojowej przyszłości dla całego rodzaju ludzkiego.

Syrian Refugees

Jako wspólnota mamy więc zaangażować się w pomoc i z wyrozumiałością, szacunkiem i miłością podejść do tego problemu? Mamy się nie bać?

Obecność niechrześcijańskich imigrantów w krajach o dawnej tradycji chrześcijańskiej jest wyzwaniem dla wspólnot kościelnych. Zjawisko to nieustannie wzbudza w Kościele dzieła miłosierdzia, którego wyrazem jest gościnność i pomoc okazywana braciom i siostrom poszukującym pracy i mieszkania. Jest to w pewien sposób działalność całkiem podobny do tej, jaką prowadzi wielu misjonarzy w krajach misyjnych, zajmując się chorymi, ubogimi, analfabetami. Taki właśnie jest styl działania ucznia Chrystusa: wychodzić naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom bliźnich cierpiących niedostatek. Podstawowym celem jego misji jest jednak głoszenie Chrystusa i Jego Ewangelii. Kościół wie, że głoszenie Jezusa jest pierwszym aktem miłosierdzia wobec człowieka, przewyższającym jakikolwiek gest wielkodusznej nawet solidarności. Nie istnieje bowiem prawdziwa ewangelizacja «bez głoszenia imienia i nauki, życia i obietnic, Królestwa i tajemnicy Jezusa Nazareńskiego, Syna Bożego»

To trochę zmienia nasze myślenie. Choć ono zawsze powinno być niezmienne. My chyba jednak zapędziliśmy się w strachu i zapomnieliśmy o naszym głównym zadaniu. Głoszeniu Ewangelii. Czyli mamy zjawisko migracji traktować też jako szansę na ewangelizację naszych braci?

Czasem, w środowisku zdominowanym przez coraz powszechniejszą obojętność i relatywizm religijny, duchowy wymiar posługi charytatywnej nie jest zbyt wyraźnie widoczny. U niektórych dochodzi też do głosu obawa, że związanie dzieł miłosierdzia z ewangelizacją może narazić na zarzut prozelityzmu. Głoszenie Ewangelii miłosierdzia i dawanie o niej świadectwa jest «tkanką łączną» misji prowadzonej wśród migrantów. Pragnę w tym miejscu oddać hołd licznym apostołom, którzy poświęcili swoje życie temu misyjnemu zadaniu.

Duch Święty nie jest ograniczony w swym działaniu przez podziały etniczne i kulturowe, lecz inspiruje i oświeca ludzi na wiele tajemniczych sposobów. Różnymi drogami przybliża wszystkich do zbawienia, do Jezusa, wcielonego Słowa, który jest «spełnieniem pragnień wszystkich religii świata i dlatego jest ich jedyną i ostateczną przystanią».

Niezwykle użyteczna może być współpraca Kościołów lokalnych i misjonarzy znających kulturę imigrantów. Należy tworzyć więzi między społecznościami migrantów a ich krajami rodzinnymi, szerząc zarazem w ich nowych społeczeństwach, do których przybywają, wiedzę o kulturach i religiach imigrantów oraz o motywach, które skłoniły ich do opuszczenia ojczyzny.

Głoszenie Ewangelii, tu i teraz, w tej konkretnej sytuacji migracyjnej, to nasze zadanie do odrobienia dzisiaj?

Ewangelia jest przeznaczona dla wszystkich: nikt nie jest wyłączony z możliwości udziału w radości Królestwa Bożego. Misja Kościoła polega dziś właśnie na tym, aby każdemu człowiekowi, bez względu na odmienność kultury i rasy, dać konkretną możliwość spotkania z Chrystusem. Pragnę z całego serca, aby taką możliwość dano wszystkim migrantom, i zapewniam o modlitwie w tej intencji.

Działalność i wielkoduszne zamierzenia tych, którzy opiekują się migrantami, zawierzam Maryi, Matce Jezusa, pokornej Służebnicy Pańskiej, która zaznała trudów migracji i wygnania. Niech Ona wiedzie migrantów nowego tysiąclecia ku Temu, który jest «światłością prawdziwą, co oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi»

Funeral of Pope John Paul II


Odpowiedzi na pytania są cytatami z: dokumentów, książek, homilii i przemówień, jakie zostawił nam po sobie Jan Paweł II. Podstawą do przygotowania tego materiału były przede wszystkim: Orędzia Jana Pawła II na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy z roku 2003 i 2004, Przemówienie do delegacji Światowego Stowarzyszenia Powołań Islamskich z roku 1990 oraz fragmenty książki “”Przekroczyć próg nadziei”.


 

Przeczytaj pozostałe Rozmowy z Janem Pawłem II

 


Jan Paweł II – „Jestem bardzo w rękach Bożych”. Notatki osobiste 1962-2003

„Notatki osobiste” to zapis niezwykłej duchowej drogi. Od pierwszego decydującego stwierdzenia „Jestem bardzo w rękach Bożych” po rozważanie „Czas się wypełnił” i ostatnie „Deo gratias” (Bogu niech będą dzięki) towarzyszymy Karolowi Wojtyle – Janowi Pawłowi II w kluczowych momentach jego życia i posługi.
W dwóch zeszytach znajdujemy najważniejsze, osobiste pytania, głębokie, poruszające medytacje i modlitwy wyznaczające rytm każdego dnia. Ale pojawiają się w nich również zapiski będące świadectwem troski o najbliższych – przyjaciół, współpracowników – oraz powierzony mu Kościół.

>>> Kup teraz <<<


Jan Paweł II – “Jak jest ze mną? Pomoc w rachunku sumienia”

Czy wszystko we mnie „żyje z wiary”? Jaką odpowiedź daję codziennie Bogu? Czy jestem świadkiem Chrystusa?
Książeczka zawiera rekolekcyjne rozważania Jana Pawła II oraz pytania dotyczące rozwoju duchowego, modlitewnej gorliwości, odniesienia do bliźniego i świata.
Układają się w niezwykły rachunek sumienia. Pozwalają każdemu wierzącemu człowiekowi uporządkować własne wnętrze i pogłębić osobistą relację z Bogiem.

Rozważania te wymienione zostały przez Ojca Świętego w notatkach osobistych.

>>> Kup teraz <<<



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >