Wigilia Paschalna. Fot. stacja7/ai
Detale Triduum. Ogień
Wigilia Paschalna zaczyna się poza kościołem, przy ognisku. Trwa noc
Wigilia Paschalna musi rozpocząć się po zmroku. Celebrowanie tej wyjątkowej liturgii przed zachodem słońca jest nieporozumieniem i dlatego wywołuje coraz bardziej stanowcze reakcje biskupów. Noc ma tu znaczenie nie tylko praktyczne, ale głęboko symboliczne. Ma uwypuklić coś ważnego dla wzroku i dla duszy. Do tego potrzebna jest ciemność.
Wydarzenia przywoływane w liturgii czerpią jednocześnie z dwóch nocy paschalnych. Pierwsza to ta noc, podczas której Bóg pozwolił uciec Izraelowi z Egiptu. Słup ognia, który nocą prowadził naród wybrany, dał pierwszą – ale nie jedyną – symbolikę paschału.
Liturgia Wigilii Paschalnej nie zaczyna się w kościele, ale na zewnątrz. W nocy, w ciszy, która nie jest już ciszą żałoby, ale ciszą oczekiwania.
Tam rozpala się ognisko.
To nie jest przypadkowy element. To znak. Ogień, prawdziwe starannie przygotowane ognisko, zostaje pobłogosławiony. Nawet to, co najbardziej pierwotne, znane człowiekowi od początku świata, należące do żywiołów, zostaje teraz włączone w historię zbawienia.
Przeczytaj również
Z tego ognia zapala się paschał – wielką świecę, która będzie prowadzić przez całą noc i przez cały okres wielkanocny. Na niej kapłan wycina znak krzyża, litery Alfa i Omega oraz cyfry bieżącego roku. Potem paschał wnosi się do ciemnego kościoła. Paschał wchodzi pierwszy, za nim wszyscy pozostali.
Dla kogoś, kto czeka wewnątrz, dzieje się wtedy coś niezwykłego. Jest mrok. Ciemność rzeczywista – taka, do której wzrok nie potrafi się przyzwyczaić. I właśnie wtedy do kościoła wkracza płomień. Mały, a jednak silniejszy niż noc. Żadna ciemność nie potrafi go pokonać. Niewielkie światło unoszące się nad paschałem wystarcza, by przywrócić orientację, oświetlić przestrzeń, obudzić nadzieję.
„Światło Chrystusa” – śpiewa kapłan.
„Bogu niech będą dzięki” – odpowiada lud.
I nie zapala się jeszcze wszystkich żyrandoli i reflektorów w kościele. Światło rozchodzi się powoli. Od jednego płomienia paschału do kolejnych świec. Kilka minut później, podczas śpiewu Exsultetu, padną słowa o płomieniu: „Chociaż dzieli się, użyczając światła, nie doznaje jednak uszczerbku”.
Teraz każdy trzyma w ręku małe światło. I nagle okazuje się, że noc nie musi być pokonana równą siłą. Wystarczy, że zostanie wypełniona światłem. Wiele małych płomieni odbiera jej władzę, nawet jeden mały płomień paschału.
„Światło Chrystusa” to jedno z najprostszych wezwań liturgii, a zarazem jedno z najpełniejszych. Bo nie chodzi o światło w ogóle. Chodzi o Światłość, która ma imię.
Chrystus.
Jego symbolem, znakiem Jego obecności, jest właśnie paschał. Pozostaje nim także wtedy, gdy zapalają się już wszystkie światła w kościele: znak Chrystusa, znak Jego obecności, znak życia silniejszego niż śmierć. Szczególnie mocno widać to podczas pogrzebów: przy trumnie stoi zapalony paschał – przypomnienie, że tam, gdzie życie człowieka pogrąża się w nocy śmierci, jest już Chrystus, który zmartwychwstał.
Dlatego ogień tej nocy jest tak ważny. Nie tylko oświetla. On mówi. Mówi o Chrystusie. Przepięknie wyraża to Exsultet, który za chwilę zostanie wyśpiewany:
„Prosimy Cię przeto, Panie, niech ta świeca poświęcona na chwałę Twojego imienia nieustannie płonie, aby rozproszyć mrok tej nocy”.











