Święta Rita: najskuteczniejsza w sprawach beznadziejnych

"Ludzie kochani, jeżeli macie jakiś wielki problem módlcie się do Świętej Rity. Ona zawsze pomoże, naprawdę!" Taki wpis pojawił się na blogu św. Rity, który czciciele aktywnie prowadzili w sieci od 2008 do 2011 roku.

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

czwartki_baner

Wysłuchuje wszystkich intencji

Rita z Cascia to najpopularniejsza święta od kilku stuleci! Urodziła się w średniowieczu, ale dorobiła się niedawno nawet profilu na Facebooku. Ludzie nie ograniczają się we wpisywaniu próśb i podziękowań. Nastolatek prosi, by rodzice znowu byli tacy jak dawniej; studentka, żeby udało jej się zdać egzamin z mikrobiologii; absolwenci wyższych uczelni modlą się do św. Rity o dobrą pracę; kobieta zdradzona prosi, żeby miała siłę wybaczyć i żyć dalej; jedna matka prosi o uzdrowienie córki z anoreksji, druga dziękuje, że św. Rita wyprosiła polepszenie stanu zdrowia dla chorego na autyzm syna. Są tacy, którzy proszą w sprawach finansowych, bo mają kłopot ze spłatą kredytu lub otrzymaniem go. Spora grupa młodych ludzi prosi też o dobrą żonę czy dobrego męża. Różnorodność jest wręcz zadziwiająca!

Podobnie, jak zadziwiające są tłumy, które od wielu lat gromadzą się regularnie w krakowskim kościele św. Katarzyny – jednym z największych w Krakowie. Każdego 22 dnia miesiąca odbywa się tutaj msza św. i nabożeństwo, w których zawsze uczestniczy około tysiąca osób. Kto wątpi, niech spróbuje przejść się obok tego kościoła w godzinach nabożeństw. Na całym świecie kult szerzy się za sprawą sióstr augustianek, które stale przyjmują prośby i podziękowania. W odczuciu krakowskich augistianek ostatnie lata najbardziej obfitują w modlitwy młodych małżonków, o dar rodzicielstwa oraz młodych rodziców, o uzdrowienie dla ich dziecka.



Święta Rita: najskuteczniejsza w sprawach beznadziejnych

Kim była św. Rita?

Była córką włoskich wieśniaków, niezbyt zamożnych, ale bardzo szanowanych. Ojciec był lokalnym negocjatorem, który między innymi pomagał rozwiązywać konflikty sąsiedzkie – w tamtych czasach nazywany „sędzią pokoju”. Mieszkali w gminie Cascia, położonej na górzystym terenie Umbrii (środkowe Włochy). Rodzice długo modlili się o dziecko i byli już w podeszłym wieku, kiedy św. Rita przyszła na świat. Jako młoda dziewczyna uwielbiała wspinać się na szczyty gór i tam się modlić. Kiedy skończyła 18 lat, chciała wstąpić do klasztoru, ale rodzice wybrali dla niej kandydata na męża. Miał przeszłość wojskową, był politykiem i… typem awanturnika. Małżeństwo z Ritą, która była dziewczyną o niezwykłych zdolnościach do rozwiązywania konfliktów, nie uspokoiło jego temperamentu.

Rita w pierwszych miesiącach próbowała konfrontować się z mężem, ale z czasem zaczęła ustępować i coraz więcej modlić się za niego. Po ludzku wydawać się mogło, że te modlitwy nie były skuteczne, bo mąż zaczął wdawać się w coraz poważniejsze konflikty polityczne i rodzinne. Narodziny dwóch synów przyniosły chwile spokoju do ich małżeństwa. Ale zanim osiągnęli pełnoletniość, mąż Rity wdał się w kolejne spory klanowe i polityczne. Zginął w zasadzce zastawionej na niego w pobliżu rodzinnego młyna (ruiny młyna znajdują się tam po dziś dzień). Jego śmierć chcieli pomścić dorastający synowie. Ich pragnienie wendety zaostrzyło miejscowe konflikty rodzinne i wydawało się, że jedynym wyjściem są kolejne ofiary. Jednak synowie nie zdążyli pomścić ojca, bo według opowieści lokalnych rodzin i podań wielu późniejszych hagiografów, zmarli na dżumę.

Rita po tych wszystkich trudnych wydarzeniach postanowiła wstąpić do klasztoru augustianek eremitek w Casci. Nie została jednak przyjęta, bo wśród zakonnic prawdopodobnie były krewne zabójców jej męża. Ale Rita była pewna powołania i po raz drugi poprosiła o przyjęcie do tego samego klasztoru. Postawiono jej więc warunek, że musi pogodzić zwaśnione rodziny w okolicy Casci. I tutaj zaczyna się jeszcze trudniejsza droga dla przyszłej świętej. By wykonać polecenie przełożonej, musiała odszukać zabójców męża, wybaczyć im i poprosić o wybaczenie.

Niewiele czasu potrzebowała, by spełnić wszystkie warunki. Dotarła do rodziny, która stała za spiskiem na jej męża, przebaczyła im i poprosiła o przebaczanie w imieniu swojej rodziny.  Po tym zdarzeniu stała się symbolem kobiety zdolnej do pojednania rodzin. I została przyjęta do klasztoru augustianek w Casci.

Patronka pokoju i mistyczka

Święta Rita jest w ikonografii przedstawiana jako sprawczyni cudów pokoju. Dzisiaj często w intencjach za jej wstawiennictwem spotyka się prośby o zgodę w rodzinie czy dobrą atmosferę w środowisku pracy.

Święta Rita jest też opisywana jako mistyczka. W czasie życia zakonnego otrzymała jeden stygmat cierpienia Jezusa – otwartą ranę na czole po cierniu z korony. Nosiła go przez piętnaście lat, a na tę pamiątkę powstała po jej śmierci tradycja odprawiania piętnastu czwartków św. Rity. Rana na czole zakonnicy wydawała okropny zapach i nie mogła opuszczać swojej celi. Ale podobno raz, kiedy Rita chciała udać się na pielgrzymkę do Rzymu, rana zaczęła wydawać zapach róż.

Róża stała się symbolem tej Świętej i tradycyjnie przed kościołami, w dniu kiedy odprawiane są nabożeństwa, sprzedaje się te kwiaty. A widok tysiąca osób z bukietami róż podniesionymi do góry i modlącymi się do św. Rity, złamał już wątpliwości niejednego sceptyka, który nie wierzy w cuda.

Ze świętą od spraw beznadziejnych kojarzona jest najczęściej opowieść o ogrodzie różanym, który Rita uprawiała zarówno jako młoda wiejska dziewczyna, jak i później za murami klasztoru. Kilka miesięcy przed śmiercią poprosiła jedną z sióstr, żeby przyniosła jej z ogrodu kwiat róży. Był styczeń 1457 (lub 1447 – data nie jest ustalona dokładnie). Można domyślać się z jaką niechęcią siostra poszła do ogrodu. Jednak ku zaskoczeniu zakonnic wróciła z różą.

Rita z Casci zmarła 22 maja w opinii świętości. W wielu miejscach na świecie właśnie tego dnia uroczyście obchodzi się jej wspomnienie. Kult św. Rity jest bogaty w przesłania i symbole, ale dwa są najbardziej wyraźne. Kolec z korony cierniowej symbolizuje ludzkie życie pełne cierpienia i bólu, zaś kwitnącą róża jest symbolem nadziei na przezwyciężenie trudności.

Modlitwa do św. Rity

Święta Rito, Patronko spraw trudnych, Orędowniczko w sytuacjach beznadziejnych, cudna gwiazdo świętego Kościoła naszego, zwierciadło cierpliwości, pogromicielko szatanów, lekarko chorych, pociecho strapionych, wzorze prawdziwej świętości, ukochana Oblubienico Chrystusa Pana, naznaczona cierniem z korony Ukrzyżowanego.

Z głębi serca czczę Ciebie i zarazem błagam, módl się za mną, o uległość woli Bożej we wszystkich przeciwnościach mojego życia. Przybądź mi z pomocą, o święta Rito i spraw, abym doznał/a skutków Twej opieki, by modlitwy moje u tronu Bożego stały się skuteczne.

Wyproś mi wzmocnienie wiary, nadziei i miłości, szczerego dziecięcego nabożeństwa do Matki Bożej oraz łaskę (proszę wymienić prośbę)

I spraw, abym zwyciężywszy wszelkie przeszkody i pokusy, mógł/mogła dojść kiedyś do nieba i tam Ci dziękować i wiecznie cieszyć się towarzystwem Ojca, Syna i Ducha świętego.

Amen.

ogrodgrupa_grafika

Wesprzyj nas
Judyta Syrek

Judyta Syrek

PR Manager i z-ca dyrektora portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Ma głowę pełną pomysłów i... anegdotek z zakonnikami w tle. Niekiedy mamy wrażenie, że za jej plecami widać cień śp. o. Joachima Badeniego OP, który nawet po śmierci wspiera ją w zmaganiach zawodowych i prywatnych.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Jutro Niedziela – XII zwykła A

Prawdziwa odwaga: wiedz, czego bać się trzeba. I zaufaj Panu

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Choć ani razu nie pojawia się ten wyraz, dzisiejsza Liturgia Słowa mówi o odwadze. Prawdziwa odwaga nie polega na tym, by nie bać się niczego. Przeciwnie, by wiedzieć, czego się bać: Bójcie się… Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.

To mocne zdanie wprowadza perspektywę, z poziomu której rzeczywiście nie trzeba bać się tych, którzy zabijają ciało, choć duszy zabić nie mogą. To wielkie pocieszenie Jezusa znajduje potwierdzenie w doświadczeniu Jeremiasza i psalmisty: choć znajdowali się w sytuacji beznadziejnej, choć byli prześladowani przez ludzi – nigdy nie zatracili nadziei, bo zaufali Panu.

Zaufać Panu to być nieustraszonym.

 

NALEŻY WIEDZIEĆ


Dwunasta niedziela zwykła • Rok A KOLEKTA: Modlimy się, aby Bóg obdarzył nas ustawiczną bojaźnią i miłością do Jego imienia • CZYTANIA: Księga Jeremiasza 20,10-13 Psalm 69,8-10.14.17.33-35List do Rzymian 5,12-15Ewangelia wg św. Mateusza 10,26-33

 

CHMURA SŁÓW

Najczęściej w dzisiejszym Słowie powtarza się uspokajające pocieszenie PANA (7): NIE BÓJCIE SIĘ (4). Liturgia Słowa zatem, mimo że mówi o sytuacji beznadziejnej – ŚMIERCI (4) jest optymistyczna, daje nadzieję, nadzieję ostateczną. Ta nadzieja wybrzmiewa przede wszystkim u św. Pawła: dzięki JEDNEMU (3) GRZECH (4) WSZYSTKICH (4) będzie pokonany.

Jutro Niedziela - XII zwykła A

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst I czytania

Czytanie z Księgi Jeremiasza

(Jr 20,10-13)

Słyszałem oszczerstwo wielu: Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego! Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: Może on da się zwieść, tak że go zwyciężymy i wywrzemy swą pomstę na nim! Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz sprawiedliwego, patrzysz na nerki i serce, dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę nad nimi. Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę. Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana! Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców.

Oto Słowo Boże

[01][02]

 

PIERWSZE CZYTANIE

Modlitwa Jeremiasza Jr 20,10-13

KSIĘGA: Jeremiasza • AUTOR: Jeremiasz CZAS POWSTANIA: ok. 626-587 r. przed Chr.

KATEGORIA: modlitwa • MIEJSCE: Jerozolima • CZAS: 609-605 r. przed Chr., czasy Jojakima  • BOHATER: Jeremiasz • WERSJE: brak


Pod względem liczby słów to najobszerniejsza księga Starego Testamentu. Zawiera aż 52 rozdziały. Podobnie jak Księga Izajasza i inne księgi prorockie, nosi nazwę jej głównego bohatera – Jeremiasza. Usłyszymy fragment, który jest modlitwą Jeremiasza. Jak dowiadujemy się z poprzedzających wersetów, na dziedzińcu domu Pańskiego Jeremiasz przepowiedział nieszczęście, które przyjdzie na miasto, gdyż jego mieszkańcy nie słuchają Boga. W efekcie kapłan Paszchur poddał chłoście i uwięził Jeremiasza.

Modlitwa Jeremiasza Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść (Jr 20,7-18) umieszczona jest właśnie w tym kontekście. To głęboka skarga proroka, który ciągle doświadcza trudności podczas swojej posługi: Słowo Pańskie stało się dla mnie codzienną zniewagą i pośmiewiskiem – skarży się. Jeremiasz narzeka Bogu na oszczerstwa i na zapowiedzi zemsty – a przecież ich powodem jest to, że głosi Jego słowo.

Modlitwa Jeremiasza to nie tylko lament. To wyznanie nadziei w sytuacji z pozoru beznadziejnej: prześladowcy ustaną i nie zwyciężą mówi Jeremiasz.

 

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst Psalmu

(Ps 69,8-10.14.17.33-35)

REFREN: W dobroci Twojej wysłuchaj mnie, Panie

Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie, hańba twarz mi okrywa. Dla braci moich stałem się obcym i cudzoziemcem dla synów mej matki.

Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie. Lecz ja, o Panie, modlę się do Ciebie w czas łaski, o Boże.

Wysłuchaj mnie, Panie, bo łaskawa jest Twoja miłość, spojrzyj na mnie w ogromie swego miłosierdzia. Patrzcie i cieszcie się, ubodzy, niech ożyje serce szukających Boga.

Bo Pan wysłuchuje biednych i swoimi więźniami nie gardzi. Niech Go chwalą niebiosa i ziemia, morza i wszystko, co w nich żyje.

[01][02]

 

PSALM

Skarga i pewność  Ps 69, 8-10.14.17.33-35

PSALM 69 • AUTOR: ?  • CZAS POWSTANIA: ?


Psalm 69 to w rzeczywistości synteza dwóch różnych lamentacji o podobnej strukturze: każda najpierw przedstawia skargę, która przeradza się w modlitwę. Skąd o tym wiemy? Znawcy języka oryginalnego poznają to po dwóch różnych rytmach ukrytych w psalmie. Ci, którzy nie znają hebrajskiego, też z łatwością wychwycą różnicę, gdyż każda lamentacja ma odrębną tematykę.

Pierwsza skarga dotyczy człowieka, który ugrzązł w mule topieli (wersety 2-7). Jego modlitwa rozpoczyna się w wersecie 14: Wyrwij mnie z bagna! To obraz przytłoczenia  sytuacją bez wyjścia. Co to za sytuacja? To tzw. wody piekielne, fale śmierci. Innymi słowy, bohatera lamentacji opanował grzech (czy tylko pokusa?) Druga skarga to lament zhańbionego (wersety 8-13). Modlitwa, która wypływa z tej skargi, rozpoczyna się w od wersetu 17: Ty znasz moją hańbę, mój wstyd i mą niesławę. Tu winna jest nie sytuacja, nie grzech, lecz ludzie. Bohater pozostaje bez winy.

Usłyszymy pojedyncze wersety pochodzące z obu lamentacji, raz ze skarg, raz z modlitw. Jednak ich dobór wskazuje raczej na drugą z sytuacji: lamentację człowieka hańbionego, słyszącego obelgi.

 

ZWRÓĆ UWAGĘ


Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera – te słowa psalmu 69 są proroctwem, które wypełniło się w świątyni jerozolimskiej, kiedy Jezus powyrzucał stamtąd bankierów oraz sprzedawców. Jak czytamy u Św. Jana: Uczniowie Jego przypomnieli sobie, ze napisano: “Gorliwość o dom Twój pochłonie mnie”. U synoptyków znajdujemy w tym opisie odniesienie do innego proroctwa, pochodzącego z księgi proroka Izajasza: Mój dom będzie domem modlitwy.

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst II czytania

Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian

(Rz 5,12-15)

Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli... Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa. A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. On to jest typem Tego, który miał przyjść. Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa.

Oto Słowo Boże

[01][02]

 

DRUGIE CZYTANIE

Pokonany grzech  Rz 5,12-15

KSIĘGA: List do Rzymian · NADAWCA: św. Paweł · SKĄD: Korynt · DATA: 57-58 · ADRESACI: mieszkańcy Rzymu


Paweł jeszcze nie znał Rzymu, kiedy pisał do jego mieszkańców. Przybył tam dwa lata po powstaniu tego listu. List ma charakter wykładu teologicznego, choć często jest polemiczny. Liczne pytania stawiane przez Apostoła Narodów, na które potem odpowiada, to prawdopodobnie prawdziwe wątpliwości i oskarżenia rzucane przez oponentów pod jego adresem.

Treścią listu jest usprawiedliwienie z wiary. Najczęściej Paweł przywołuje właśnie pojęcie usprawiedliwienia. Najpierw pisze o powodach osamotnienia, grzechu człowieka i o wybawieniu z niego przez Chrystusa. W końcowej części podejmuje temat ostatecznego zbawienia Izraela, wreszcie następują praktyczne upomnienia.

Fragment, który usłyszymy, to zakończenie pierwszej części, syntetycznie mówiącej o przyczynach grzechu i śmierci, słowa istotne dla zrozumienia grzechu pierworodnego: przez jednego, Adama, grzech stał się udziałem wszystkich. W analogiczny sposób, przez Jednego – na wszystkich, przychodzi jednak również zwycięstwo nad grzechem, obfitość łaski, usprawiedliwienie.

 

CZY WIESZ, ŻE…


Oto werset, który według Soboru Trydenckiego zawiera naukę o grzechu pierworodnym: Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli…

 

TRANSLATOR


 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst Ewangelii

Słowa Ewangelii według św. Mateusza

(Mt 10,26-33)

Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie bójcie się ludzi. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach! Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Oto Słowo Pańskie

[01][02]

 

EWANGELIA

Duszy zabić nie mogą • Mt 10,26-33

EWANGELISTA: św. Mateusz • CZAS POWSTANIA: po 70 r.

KATEGORIA: mowa • MIEJSCE: Galilea CZAS: ok. 33 r. BOHATER: Jezus • SŁUCHACZE: apostołowie • Wersje: Łk 12,2-9


Po okresach Wielkiego Postu i Wielkanocnym wracamy do okresu zwykłego. A to oznacza, że przed nami systematyczna lektura Ewangelii wg św. Mateusza. Oto rozdział 10. Po Kazaniu na Górze (rozdziały 5-7) Jezus rozpoczyna głoszenie Ewangelii. Rozdziały 8 i 9 obfitują przede wszystkim w opisy uzdrowień. Jezus powołuje też Mateusza pierwszych czterech apostołów powołał jeszcze przed wygłoszeniem Kazania na Górze. Rozdział 10 to mowa, którą Jezus rozsyła dwunastu apostołów.

Usłyszymy fragment tej właśnie mowy. Następuje on po ostrzeżeniu przed prześladowaniami: Będą was wydawać sądom… Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. To ostrzeżenie nie jest jednak straszeniem, przeciwnie, pełne jest nadziei: Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

W podobnym świetle, w świetle nadziei, warto odczytywać fragment, który usłyszymy. Jezus mówi o prawdziwej odwadze: objaśnia, czego nie warto się bać, ale jednocześnie oznajmia, czego bać się trzeba.

 

TRANSLATOR


Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć (Mt 10,26) • Dosłownie: Nic bowiem jest zasłonięte, co nie będzie odsłonięte, ukryte, co nie będzie poznane

Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10,28) • Dosłownie: w Gehennie

Jesteście ważniejsi niż wiele wróbli (Mt 10,31) • W oryginale: Od wielu wróbli różnicie się

 

LINKI


Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą (Mt 10,28)

Ap 2,10: Przestań się lękać tego, co będziesz cierpiał. Oto diabeł ma niektórych spośród was wtrącić do więzienia, abyście zostali poddani próbie… Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia

1P 3,14: Nie obawiajcie się zaś ich groźby i nie dajcie się zaniepokoić. Pana zaś Chrystusa uznajcie w sercach waszych za Świętego…

Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie (Mt 10,32-33)

2Tm2,13: Jeśli się będziemy Go zapierali, to i On nas się zaprze. Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć samego siebie

…przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie… (Mt 10,32)

Ap 3,5: Tak szaty białe przywdzieje zwycięzca i z księgi życia imienia jego nie wymażę. I wyznam imię jego przed moim Ojcem i Jego aniołami

 

WERSJE


W Ewangelii św. Łukasza mowa ta znajduje się w innym kontekście: już po powrocie uczniów z rozesłania. Jezus, zaproszony do jednego z faryzeuszów na obiad, wytknął obłudę im oraz uczonym w Piśmie. Zarzucił im hipokryzję i dbałość tylko o pozory. Ci starali się pochwycić Go na jakimś słowie. Po tej właśnie scysji z faryzeuszami Jezus ostrzega tłum przed kwasem, to znaczy obłudą faryzeuszów.

Różnica kontekstu jest więc podwójna: u Łukasza Jezus zwraca się do tłumów, a nie do wąskiego grona apostołów. Ostrzega przed faryzeuszami, a nie ogólnie przed ludźmi.

 

TRENDY


#TrwogaDokoła

Strażak boi się ognia, ale wchodzi do płonącego domu, by ratować ludzi. Zakochany boi się odrzucenia, ale drżąc, wyznaje miłość. Podwładny boi się przełożonego, ale narażając się na szykany, mówi mu jakąś trudną prawdę. Ileż takich sytuacji! Pamiętamy na pewno te chwile, w których udało się nam pokonać lęk i podjąć odważną, słuszną decyzję. Długo bolą porażki – kiedy strach nas sparaliżował, zamknął usta lub zmusił do ucieczki. (ks. Tomasz Jaklewicz)

 

 

Zapewne każdy człowiek doświadcza różnych rodzajów bojaźni. Zna dręczące go nieraz obawy. Odbierają one człowiekowi poczucie bezpieczeństwa, tworzą atmosferę zagrożeń i odbierają radość życia. Istnieją jednak i takie obawy, które człowieka napełniają respektem i szacunkiem wobec innych. Wzbudzają też poczucie odpowiedzialności i chronią przed destruktywnym „luzactwem”. W takim kontekście trzeba odczytać przesłanie Jezusa: „Bójcie się raczej tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle”. (ks. Jan Waliczek)

 

 

#NieBójcieSięLudzi

Jak się ktoś z ciebie śmieje zwłaszcza przy innych, jak ktoś obgaduje poza plecami, jak jest tak mściwy, że naprawdę nie można przewidzieć, co mu wpadnie do głowy, jak ma szerokie plecy i może załatwić coś nie po twojej myśli, jak ci wiecznie dokucza, narzekając i biadoląc, jak znajdzie się taki człowiek co jest przeciw tobie, to jesteś jak Jeremiasz albo jak psalmista. I nie tylko, że wtedy człowiek czuje się pokrzywdzony, ale i zaczyna się bać. A Jezus mówi: „Nie bójcie się ludzi”. (ks. Wojciech Węgrzyniak)

 

 

Wulgarni i agresywni kibice okazują się w indywidualnym spotkaniu przestraszonymi chłopcami, którym zabrakło oparcia w ojcu. Hałaśliwe zachowania pseudokibiców są rodzajem projekcji źródła lęku na świat zewnętrzny i sposobem pozbywania się tego lęku. Im mocniej ktoś podkreśla swą osobę, tym bardziej ma rozmyty obraz samego siebie. (Augustyn Pelanowski OSPPE)

 

 

#PoliczoneWłosy

Bóg jest najlepszym bilardzistą świata. (…) Pan Bóg ma sześć miliardów kulek bilardowych. I potrafi teraz tak pyknąć Krzyśka, żeby po rozmowie z tatą odbił się, wpadł na Ewę duchowo, Ewie znowu zmienił tor, potem Ewa tu na spowiedzi zareaguje jeszcze siłą kinetyczną rozmowy. (…) Mistrzowie uderzają nieraz kulkę w drugą stronę. (ks. Piotr Pawlukiewicz)

1/5
Jezu ufam Tobie, Eugeniusz Kazimirowski, 1934r., Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, Wilno
2/5
Wypędzenie przekupniów ze świątyni, El Greco, 1600r., National Gallery, Londyn
3/5
EcceHomo, o. Adam Chmielowski, 1881r., prezbiterium kaplicy sióstr Albertynek, Kraków
4/5
Dawid z głową Goliata, Caravaggio, 1607, Kunsthistorisches Museum, Wiedeń
5/5
Stacja X - Pan Jezus z szat obanażony, cykl Golgota Jasnogórska, Jerzy Duda-Gracz, 2000-2001r., klasztor o.o. Paulinów, Częstochowa
poprzednie
następne

 

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

Doktor nauk biblijnych, wykładowca KUL oraz WSD w Kielcach. Sekretarz czasopism biblijnych The Biblical Annals oraz Verbum Vitae. Uczestnik programów radiowych i telewizyjnych popularyzujących Biblię: W Namiocie Słowa, Szukając Słowa Bożego, Telewizyjny Uniwersytet Biblijny (Radio Maryja i Telewizja Trwam). Moderator Dzieła Biblijnego Diecezji Kieleckiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

Wy też możecie nam pomóc!

Modlę się, aby nikt na świecie nie musiał doświadczać tego, co my w Aleppo. Współczucie i solidarność są nam potrzebne - mówi o. Ibrahim Alsabagh, proboszcz parafii w Aleppo

Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >

Z o. Ibrahimem Alsabaghem, franciszkaninem, proboszczem rzymsko-katolickiej parafii św. Franciszka w Aleppo rozmawia Anna Wojtas

 

W Polsce toczy się dyskusja, także polityczna, jak pomagać uchodźcom. Przytaczane są w niej wypowiedzi księży z Aleppo jako argumenty za tym czy pomagać na miejscu, w Syrii, czy zapraszać uchodźców do siebie. Jakie jest Ojca zdanie? Co jest lepsze?

– Rzecz jest bardzo prosta, ale trzeba dokonać radykalnego wyboru związanego z naszą chrześcijańską wiarą. „Czyńcie to, co byście chcieli, żeby ludzie wam czynili”. Myślę, że ktoś, kto znajduje się w bardzo trudnym położeniu, myśli o pomocy, którą można mu przynieść. Zwłaszcza gdy jest to osoba, która ucieka od śmierci czy głodu, jest przestraszona, lęka się o swoje dzieci. Nie trzeba budować intelektualnej drabiny, trzeba stawiać szczeble działania. Nie należy mówić: to robimy, a tego nie; to jest lepsze, a tamto gorsze. Miłosierdzie jest radykalne. Polega na tym, że czynimy wszystko, co możemy zrobić.

O. Ibrahim Alsabagh | fot. Anna Wojtas

Dobry samarytanin opisany w Ewangelii św. Łukasza nie poświęcił się rozmyślaniom filozoficznym. Miał wolne serce. Pozwoliło mu to po prostu współczuć, zakasać rękawy, ubrudzić ręce i pomóc. Dwaj, którzy go poprzedzili patrzyli, przyglądali się, ale trzymali się z dala, pozostali obojętni. Samarytanin spojrzał, współczuł, zbliżył się, obmył rany – zaczął nieść pomoc.

Św. Łukasz potrzebuje trzynastu czasowników, by powiedzieć jak człowiek może pomóc drugiemu np. leżącemu na ulicy. Samarytanin nie oszczędzał ani czasu ani wysiłku, nie dbał o to, by się nie ubrudzić. Nie szczędził sił. Poświęcił się całkowicie człowiekowi okradzionemu, półnagiemu, na granicy życia i śmierci. Może powinniśmy tak samo postępować?

 

Jak przezwyciężyć lęk? Ojciec żyjąc w Aleppo ma chyba na to sposób? Co poradziłby tym, którzy chcieliby pomóc, ale boją się. Jak mogą pokonać własne bariery?

Nie pokonuję lęku, bo lęk istnieje, jest czymś nam przypisanym. Kiedy zdarzało się, że zasypiałem i właśnie wybuchała bomba – bałem się, rzucałem się w łóżku. I to we mnie tkwi. Lęk czujemy, ale nie możemy pozwolić, by nad nami zapanował.

Św. Piotr i Piłat – jeden bał się o swoje życie, drugi o swoją karierę. Jeden się zaparł Mistrza, drugi umył ręce i posłał Jezusa na śmierć. Jezus też się bał w Ogrodzie Oliwnym lecz zaczął się na klęczkach modlić i sprawił, że wola Boga wzięła górę nad jego ludzką wolą.

My nosimy nasze ludzkie lęki, ale zawierzamy je modlitwie. Prosimy Pana o łaskę i dzięki temu udaje się nam przekraczać nasze lęki. Doświadczamy tego, jak łaska Boża ciągle pozwala nam iść naprzód.

 

Ojciec dzieląc los swoich parafian w Aleppo okazuje im solidarność. Jak my katolicy w Polsce, możemy być solidarni z wami?

Dokonujemy wyboru Jezusa, który był bogaty ale dla nas stał się ubogim – jak mówi św. Paweł, żeby wzbogacić nas wszystkich swoim ubóstwem. My, idąc za przykładem Jezusa i zgodnie z duchowością św. Franciszka chcemy się wcielić w rzeczywistość cierpiących i współczuć z nimi w trudnych warunkach życia. Wszelkimi sposobami i środkami, które mamy staramy się służyć biednym – w wolności i szczerości serca.

Wy też możecie nam pomóc. Nade wszystko modlitwą! Modlę się co dzień, aby nikt tutaj w Polsce ani nigdzie indziej na świecie nie musiał doświadczać tego, co przeżywamy w Aleppo. Nie domagamy się od was, żebyście przeżywali to, co my przeżywamy ani żebyście znaleźli się w naszych warunkach ale współczucie – tak! Solidarność – tak! One są nam potrzebne, bo trzeba myśleć o biednych i o tym, jak naprawdę im pomóc. To jest coś, o co prosimy w imię człowieczeństwa, naszej ludzkiej natury i również w imię Jezusa.

 

Anna Wojtas

Anna Wojtas

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >

“Ślady stóp”. Niezwykły film dostępny on-line

Ponad 200 000 pielgrzymów ze wszystkich zakątków świata przemierza każdego roku drogę do Santiago de Compostela. Zobaczcie film, po którym sami będziecie mieli ochotę wyruszyć w drogę

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

W styczniu 2017 roku w polskich kinach mogliśmy obejrzeć znakomity film “Ślady stóp” w reżyserii Juana M. Cotelo – twórcy Mary’s Land. Projekt był  realizowany na Szlaku Camino. Dzisiaj możecie go obejrzeć, nie wychodząc z domu.

 

Bardzo serdecznie zapraszamy do obejrzenia filmu online wspólnie z portalem Kino pod Aniołem

 

 

Dziesięciu ochotników wyrusza na starożytny szlak i decyduje się przejść 800 km w 40 dni. Zobaczcie, jak wygląda ten szlak i jak wyglądała realizacja filmu:

 


"Ślady stóp" - kadry z filmu

 

“Ślady stóp” to film drogi, który wciąga w przeżycia bohaterów, w ich wysiłek, ból i radość. Ekipa hiszpańskich filmowców z Juanem M. Cotelo (twórcą “Mary’s Land”) towarzyszyła pielgrzymom w trakcie ich wędrówki. Dzięki temu powstał autentyczny obraz prawdziwie przebytej drogi.

 

Juan Manuel Cotelo o filmie:

Moje pragnienie, by pójść na Camino, wzbudziły historie ludzi, którzy już przeżyli tę przygodę, mimo że żaden nie był w stanie zaspokoić mojej ciekawości w tym temacie. Kiedyś usłyszałem: „Nie umiem tego wyjaśnić, musisz to przeżyć,  to osobiste, intymne doświadczenie. Nie ma dwóch takich samych pielgrzymów”.

Podejrzewam, że gdybym miał to zaplanować, to nigdy bym nie poszedł.  Okazja nadarzyła się niespodzianie, kiedy otrzymałem maila:  „Szukamy  firmy producenckiej, która zechciałaby zrobić film o  naszej pielgrzymce. Wyruszamy na trzy tygodnie z Arizony. Rozmawialiśmy już z firmami w Los Angeles i Nowym Jorku, ale powiedzieli „nie”…  bo  to czyste szaleństwo. Co sądzicie?”

Być może osoba pisząca tego maila zdawała sobie sprawę z atrakcyjności sformułowania „czyste szaleństwo”. Może to była przynęta?  W każdym razie połknęliśmy ją! Jesteśmy ofiarami naszej kompulsywnej natury.  Jedno jest pewne, coś jest nie tak z naszymi mózgami- ale to pokazuje, jak bardzo lubimy przygody!  Niemniej jednak wyłożenie pieniędzy na Camino  oznaczało pewny zakład. Jeżeli lubisz kontemplować naturę, wolisz ciszę od hałasu, kochasz kolorowe krajobrazy zachodniej Hiszpanii i świetną kuchnię, a do tego czerpiesz przyjemność ze spontanicznego przebywania z ludźmi i  nie satysfakcjonuje Cię zgłębianie historii poprzez samo czytanie o czymś…  Jeżeli szukasz doświadczenia, które pozwoli Ci poczuć się czymś więcej niż tylko kupą komórek, a do tego sprawi, że ożyjesz i będziesz w kontakcie ze swoją duszą… to Camino jest dla Ciebie! Jak mogliśmy powiedzieć „nie” tak wielkiemu wyzwaniu?

Nie mogę powiedzieć, że „szedłem”, bo  kręcąc ŚLADY STÓP dużo biegaliśmy. Najpierw, żeby to wszystko przygotować w 20 dni, a potem by nakręcić zdjęcia pielgrzymów, którzy wcale nie zwalniali dla nas w trakcie drogi.

To było 1000 szybko pokonanych kilometrów, które wywołało we mnie pragnienie jednego dnia przeżytego w atmosferze pielgrzymowania. Chciałbym wyruszyć jeszcze raz, ale tym razem bez kamery,  by skupić się na tym, co wewnątrz,  nie na zewnątrz”.

Juan Manuel Cotelo

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Zróbmy sobie przerwę, czyli wakacje za pasem

Dzieci z zespołu Arka Noego zachęcają do zrobienia sobie przerwy, a Bolek i Lolek do zwiedzania Polski

Robert Friedrich
Robert
Friedrich
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Czas błogiego nicnierobienia przed nami. Zróbmy sobie przerwę. W wakacje małe i większe przyjemnostki są dozwolone. Dzieci z Arki Noego mówią nawet , że można: zrobić sobie przerwę na ciastka i cukierki a może jeszcze torcik, lody, owocowe żelki, czekoladki bombonierki.

 

Hm marzenia…

 

W przerwie wakacyjnej, poza objadaniem się smakołykami warto też zadbać o przygodę o podróże a jeśli zwiedzać to najlepiej Polskę. Pomocna może być (zwłaszcza do zwiedzania z dziećmi) lektura książki “Bolek i Lolek zwiedzają Polskę”. Razem z kultowymi bohaterami można rodzinnie poznawać różne zakątki naszej pięknej Ojczyzny, oglądać, wzruszać się, cieszyć. Zaprowadzą nas nawet na Jasną Górę.

 

Posypując i ocierając pot z czoła, Bolek i Lolek wchodzili na Jasną Górę. Słońce prażyło, a chłopcy – bardzo nierozsądnie – zostawili czapki w Krakowie. Na szczęście w końcu mogli się schować w cieniu jednego z pomników. Wokół było mnóstwo ludzi: pielgrzymów, turystów, zakonników….

Wspólnie z Bolkiem i Lolkiem zapraszamy także do obejrzenia najnowszego teledysku Arki Noego “Na słodko”:

Co za dużo to niezdrowo, mądry ktoś powiedział

Nad trzecim deserem właśnie wtedy siedział

Ref: Chodź, zrobimy sobie przerwę na ciastka i cukierki, a może jeszcze torcik,

lody, owocowe żelki, czekoladki z bombonierki

 

 

Teledysk powstał dzięki Wydawnictwu Znak Emotikon, wydawcy książki “Bolek i Lolek zwiedzają Polskę”

Robert Friedrich

Robert Friedrich

Muzyk, kompozytor, wokalista, gitarzysta, obecnie związany z zespołem Luxtorpeda, członek Acid Drinkers i 2 Tm 2, 3. Ojciec siedmiorga dzieci i dziadek czwórki wnuków. Ze Stacją7 związany przez twórczość muzyczną Arki Noego, której przed 15 laty był pomysłodawcą.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Robert Friedrich
Robert
Friedrich
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

O bezmyślności i obłudzie w Kościele

Kościół jest święty i wspaniały, musi jednak ciągle walczyć ze złem w sobie. ks. Pawlukiewicz dzieli się refleksjami na temat problemów, które znamy z naszego podwórka

ks. Piotr
Pawlukiewicz
zobacz artykuly tego autora >

ks. Piotr Pawlukiewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Pawlukiewicz
zobacz artykuly tego autora >
WIARA

Leon Knabit: Tyle się kocha, ile się słucha

Pan Bóg to taki nasz tata, tylko nieskończenie lepszy!

Leon Knabit OSB
Leon
Knabit OSB
zobacz artykuly tego autora >

Jak się stać Dzieckiem Bożym?

 

Właściwie nie musimy się stać Dzieckiem Bożym, bo jesteśmy nim od momentu Chrztu. Ale jak to św. Benedykt mówił: “Nie chciej być zwanym świętym pierwej, niż byś takim był. Ale tak postępuj, by wprawdzie nosić imię świętego”.

 

Jestem Dzieckiem Bożym niezależnie od mojej woli, ale na miarę tego, jak przyjmuję Ojcostwo Boga w stosunku do ludzi i do mnie, rośnie we mnie pełne zaufanie i posłuszeństwo z miłości. Dziecięctwo rozumiane po ludzku polega na tym, że słucham ojca i matkę, i mam do nich pełne zaufanie. Dokładnie tak samo jest z Panem Bogiem: nie lękam się upadków i słabości, bo ufając Bogu Ojcu wiem, że zawsze mogę się do Niego zwrócić i nie zostanę odrzucony. Pan Bóg to taki nasz tata, tylko nieskończenie lepszy!

 

fot. Patrycja Szczerbińska / TVP1 / Sekrety mnichów

 

A jak postępować w stosunku do Boga Ojca?

 

Nasze postępowanie musi wypływać z miłości. Tyle się kocha, ile się słucha. Jeżeli mówię, że kocham – słowa moje są wspaniałe a serce daleko od Boga, to taka postawa nie jest dobra, nie zbliża mnie do świętości. Już Jezus odrzucił taką postawę. Trzeba kochać prawdziwie i żyć na obraz i podobieństwo Boga.

Leon Knabit OSB

Leon Knabit OSB

Zobacz inne artykuły tego autora >
Leon Knabit OSB
Leon
Knabit OSB
zobacz artykuly tego autora >

O Panu Bogu trzeba umieć mówić

Akademia Dziennikarstwa to nie wykład dla wykładu. To podanie narzędzi i wlanie pewnego stanu emocjonalnego, pasji odkrywania prawdy, dotykania rzeczy niewidzialnych i uchwycenia czegoś, co jest nieuchwytne

Krzysztof Pawlina
Ks. Krzysztof
Pawlina
zobacz artykuly tego autora >
Justyna Sobocka
Justyna
Sobocka
zobacz artykuly tego autora >

O dobrym dziennikarstwie, zakończonej akademii oraz planach na przyszłe edycje studiów organizowanych wspólnie ze stacja7.pl, z Ks. Krzysztofem Pawliną Rektorem Papieskiego Wydziału Teologicznego rozmawia Justyna Sobocka – absolwentka Akademii Dziennikarstwa

 

Jak Ksiądz Rektor ocenia poprzednią edycję Akademii Dziennikarstwa?

Byłem zaskoczony liczbą osób, które przyszły na pierwszy rok  i poziomem, jaki reprezentowały. Nie mogłem się nadziwić, że przyjeżdżali na te studia z tak daleka, pracowali już w jakimś zawodzie, mieli rodziny, ale chcieli wejść w świat mediów. Szukali takiej szkoły, która jest szkołą dziennikarstwa w wydaniu kościelnym. Widziałem ogromne poświęcenie tych ludzi. Niektórzy wstawali o godzinie 4 czy 3 po to, by z nowosądeckiego czy ze Szczecina przyjechać i cały dzień ofiarować nauce. To jest ogromnie wzruszające. Zauważyłem, że w jakiś sposób doświadczyli dziennikarstwa i chcieli poprawić swój warsztat, zdobyć nowe umiejętności i doświadczyć Kościoła. Byli wytrwali w odkrywaniu w mediach Boga niewidzialnego.

 

 

Niebawem kontynuacja Akademii Dziennikarstwa. Jak zachęcić tych młodych (choć patrząc na poprzednią edycję też niekoniecznie młodych) do udziału w projekcie?

Mówić o Bogu niewidzialnym to sztuka. Pisać o nim też jest bardzo trudno. Osobiście jestem zachwycony ukazywaniem Boga na wszystkich wydarzeniach liturgicznych. Fotoreporterzy klękają na Krakowskim Przedmieściu, gdy idzie procesja po to, by uchwycić coś, co jest nieuchwytne. To przepiękne, kiedy człowiek swoim umysłem i narzędziami chce dotknąć rzeczy niewidzialnych. Próbuje się odkryć prawdę i być w służbie prawdy. Myślę, że dla ludzi, którzy chcą studiować dziennikarstwo w takim wymiarze, przekazywać i doświadczać to fascynujące.

Akademia Dziennikarstwa to nie wykład dla wykładu. To podanie narzędzia i wlanie pewnego stanu emocjonalnego, pasji do tego, by tak robić. Ten projekt pokazał, jak wielu ludzi ucieszyło się, że są w środowisku kościelnym. Mają wyobrażenie świata, ale może mniejsze wyobrażenie Boga i szukają prawdy, a to ogromna sztuka. Zachęcam do artyzmu dziennikarskiego, a nie tylko pisania dla zarobienia pieniędzy czy zaskoczenia bezsensownym newsem. Tacy ludzie powinni tu przyjść. Nie jest to miejsce dla osób handlujących prawdą. Jeśli pasjonuje kogoś piękno, prawda, Bóg i Kościół, co więcej ma w sobie wiele talentów, jak było w przypadku uczestników poprzedniej edycji to właśnie odnalazł dla siebie miejsce. Atutem Akademii Dziennikarstwa jest budowanie świata wartości.

 

Przy tym projekcie spotykają się ludzie o takich samych wartościach. Mają w sobie pokłady wiary. Akademia Dziennikarstwa łączy ludzi i pomaga im iść naprzód?

Misją PWTW jest przygotowanie ludzi do pracy w Kościele. Kształcenie opiera się na relacjach personalnych, a uczelnia stara się wprowadzić w klimat rodzinny, wspólnotowy i tego nie da się wyreżyserować. To się po prostu dzieje, bo ludzie, którzy tu przychodzą mają pewien fundament wiary. Spotykanie się ludzi o tych samych poglądach i wartościach sprawia, że szybko rozumieją się i tworzą więzi. Myślę, że uczestnicy zakończonej edycji nie tylko zdobyli umiejętności, ale też umocnili się w więziach. To są bardzo ciekawi ludzie, którzy potrafią bronić prawdy, zabrać głos i przede wszystkim robią to pięknie, ciekawie.

Wszyscy wzrastamy w klimacie dobra, a patrząc na codzienność ten klimat obniża loty, chęci. A przecież to nie diabeł zwyciężył świat. To Bóg zwyciężył świat! Jeśli jesteśmy ludźmi wierzącymi, to współpracujemy z Bogiem, by przynieść dobro, które jest większe od zła. Dziennikarstwo w wydaniu eklezjalnym ma przyszłość, bo ludzie są zmęczeni złą informacją. Jeśli pojawia się dziennikarz, który ma osobowość, wartości i potrafi ich bronić, znajdzie dla siebie pracę.

 

Akademia Dziennikarstwa wychodzi naprzeciw potrzebom ludzi w każdym wieku. Można było spotkać osoby z różnym doświadczeniem, którzy często stawali się dla siebie wzajemnie inspiracją. Czy nie jest tak, że tworzycie w ten sposób historię?

Wszyscy się nawzajem umacniamy swoją wiarą, dobrem i pięknem. Akademia Dziennikarstwa to skrót. To nie są pięcioletnie studia. Te studia trwają rok i ten rok jest właściwie przeznaczony na warsztaty. Zdobywa się umiejętności po to, by ukazać i pomóc zrozumieć to, co niewidzialne. Przekrój ludzi od młodych do starszych z doświadczeniem życiowym, wiary ale też zawodowym- to wszystko sprawiło, że powstała niespotykana na innych uczelniach grupa ludzi. Uczestnicy mieli różne oczekiwania, różne pragnienia, ale jeden cel. Myślę, że ta propozycja na przyszły rok jest dla tych którzy już skończyli, jak i dla tych zainteresowanych tworzeniem piękna, odrywaniem dobra i służeniu prawdzie. Do tego właśnie zachęcam. Atutem tego projektu są także wykładowcy, którzy są profesjonalistami niewstydzącymi się swojej wiary. Potrafili osiągnąć sukces i podzielić się doświadczeniem.

 

 

Czy miał Ksiądz jakieś wątpliwości współtworząc Akademię Dziennikarstwa?

Jedyne, co mnie niepokoiło to mnogość szkół dziennikarskich. Wiele ośrodków przygotowuje ludzi do dziennikarstwa. Natomiast pomyślałem, że warto stworzyć coś, czego inni nie robią i mam wrażenie, że to się udaje. Nie jest to konkurencja dla kogokolwiek, ale dopełnienie. Zależy nam by ludzie przyszli się tu nauczyć służyć Bogu i Kościołowi poprzez media.

 

Czy w takim razie coś Księdza zaskoczyło?

Było wiele pozytywów. Zaskoczył mnie poziom prezentacji na egzaminie. Ludzie noszą w sobie tyle talentów, o których nikt by ich nie posądzał podczas zwykłej rozmowy. Mają tak wiele pomysłów i chcą je realizować.

 

Jakimi słowami Ksiądz zachęciłby potencjalnych kandydatów do udziału w Akademii Dziennikarstwa? Po co warto zgłosić się do tego projektu?

Każdy chce spełnić siebie. Młodzi ludzie szukają często środowiska, które ich doceni. Akademia Dziennikarstwa jest właśnie po to. Możesz nauczyć się posługiwania narzędziami i dotknąć środowiska, które wierzy w Boga. Potem możesz się tym podzielić.

 

Więcej informacji o Akademii Dziennikarstwa – kliknij!

 

Krzysztof Pawlina

Ks. Krzysztof Pawlina

Zobacz inne artykuły tego autora >
Justyna Sobocka

Justyna Sobocka

Wolontariusz Światowych Dni Młodzieży w Archidiecezji Warszawskiej

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof Pawlina
Ks. Krzysztof
Pawlina
zobacz artykuly tego autora >
Justyna Sobocka
Justyna
Sobocka
zobacz artykuly tego autora >

Ruszają zapisy na kolejną edycję Akademii Dziennikarstwa

Warsztat dziennikarski, praca z aparatem i kamerą, psychologia mediów, Kościół w sieci. Wokół tych tematów skupia się Akademia Dziennikarstwa - kurs prowadzony przez Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie oraz portal Stacja7.pl. Kolejna edycja Akademii ruszy w październiku. Zajęcia poprowadzą specjaliści świata mediów.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

W nowej edycji Akademii wystartują jednocześnie dwa kursy – podstawowy i zaawansowany.  Kurs podstawowy skierowany jest do osób, które chcą rozpocząć swoją przygodę z działaniami medialnymi. Na ten drugi zaproszone są osoby, które w minionym roku akademickim uczestniczyły w zajęciach oraz wszyscy, którzy zrobili już swoje pierwsze kroki ku medialnej przygodzie. W pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa wzięło udział ponad 70 osób.

 

Akademia Dziennikarstwa skierowana jest przede wszystkim do młodzieży, ale nie tylko. Organizatorzy szczególnie zapraszają na niego administratorów i współtwórców parafialnych i kościelnych stron internetowych oraz osoby, które chcą poszerzyć swoje kompetencje zawodowe i umiejętności praktyczne. Kurs trwa dwa semestry, kończy się egzaminem i uzyskaniem certyfikatu uczelni.

 

Zapraszamy na fanpage Akademii Dziennikarstwa!

 

Na kolejnych zjazdach Akademii uczestnicy będą poznawać kolejne aspekty pracy medialnej m.in. redagowanie tekstów prasowych, podstawy tworzenia grafiki, fotografii i montażu filmowego, działanie w mediach społecznościowych, zarządzanie stronami internetowymi. Pojawią się również zagadnienia z psychologii mediów i teologii. Wiele z tych zajęć odbywa się w podziale na grupy, co zwiększa efektywność pracy uczestników. Nowością na tegorocznym kursie podstawowym będzie konieczność założenia i prowadzenia internetowego bloga. Efekty całorocznej pracy każdego z uczestników Akademii będą podlegały ocenie.

 

Zajęcia poprowadzą znani redaktorzy – m.in. Krzysztof Ziemiec, Alina Petrowa-Wasilewicz, ks. Krzysztof Pawlina, o. Marek Kotyński, Aneta Liberacka, Szymon Hołownia, ks. Marek Dobrzeniecki, Krzysztof Skórzyński, dr Tomasz Rożek, Jakub Szymczuk, Patrycja Michońska, Małgorzata Ziętkiewicz, Marcin Jończyk, Mateusz Ochman. Kierownikiem studium jest ks. Przemysław Śliwiński, rzecznik prasowy Archidiecezji Warszawskiej.

 

Zapisy na kolejną edycję akademii potrwają do końca września. Formularz można znaleźć na stronie akademia.stacja7.pl . Tam też kursanci znajdą dokładne tematy zajęć oraz plan zjazdów.

 

Zapraszamy!

 

Zobacz wywiad z ks. Krzysztofem Pawliną, rektorem PWTW!

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Najpiękniejsze pieśni eucharystyczne

W oktawie Bożego Ciała większą uwagę skupiamy na darze Euchrystii i obecności Jezusa wśród nas.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

 

 

 

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

O Mistrzu, kurze i zbieraniu winogron

– Nie wiem – odpowiedział po dłuższym milczeniu staruszek – czy jest możliwe uchronienie dziecka przed złym wpływem. Wydaje mi się, że nie. Świat jest, jaki jest. Ale można próbować je uodpornić. Zaszczepić tak, jak szczepi się maluchy na odrę czy różyczkę.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Górska, kamienista droga stawała się z każdym metrem coraz bardziej stroma. Od godziny poruszali się już bez samochodu, który musieli zostawić na poboczu po tym jak ostry kamień przebił drugie koło. Nie sądzili, że będzie aż tak gorąco. Wachlowali się znalezionymi w samochodzie folderami z biura podróży i szli. Łysiejący mężczyzna w garniturze, kobieta w ogromnych okularach przeciwsłonecznych i młody, na oko 15-letni chłopak. Mistrz dostrzegł ich już u podnóża góry.

Kiedy wreszcie dotarli do jego pustelni – położonej na zalanym słońcem płaskowyżu – skończył podcinać winogrona i z szerokim uśmiechem wyszedł im na spotkanie. Był niewysoki, całkowicie łysy i bardzo stary. Miał na sobie roboczy fartuch w drobne niebieskie prążki. Wytarł w niego pośpiesznie ręce i szerokim gestem zaprosił gości do stołu. Byli zmęczeni, ale przede wszystkim speszeni. Tyle słyszeli o Mistrzu. O jego mądrości i przenikliwości. A teraz patrzą na uśmiechniętego staruszka, który zachowuje się tak, jakby czekał specjalnie na nich od wielu, wielu tygodni i teraz nie może posiąść się z radości, że wreszcie ma ich przy sobie.

 

Od dawna przygotowywali się na spotkanie z Nim. Bardzo chcieli dokładnie opowiedzieć Mu o wszystkim. Nie pominąć niczego, co byłoby w ich historii ważne. Tak bardzo potrzebowali pomocy. Ale oto siedzą ze ściśniętym gardłem przy stole i patrzą jak nalewa im do kieliszków wino i częstuje swoim ulubionym serem. A potem siada naprzeciwko nich i spokojnie się im przygląda.

– Mistrzu… – zaczął niewyraźnym głosem mężczyzna, ale staruszek nie pozwolił mu skończyć.

– Tam – wskazał ręką przed siebie – za winnicą jest druga pustelnia. Troszkę większa od mojej. Zostańcie ze mną 3 dni. Tylko proszę wybaczcie niedogodności. U mnie łatwiej o zieloną trawę niż o elektryczność – uśmiechnął się zakłopotany i odszedł.

Nie za bardzo wiedzieli co i jak mają robić. W swojej chatce na stole znaleźli tylko małą kartkę z ledwo widocznym napisem „Silentium”.

– To co? – powiedział zdenerwowany chłopak – wspinaliśmy się na to pustkowie, żeby teraz być cicho???

– Na to wygląda – odpowiedzieli zdumieni rodzice.

 

I tak rozpoczął się ich niecodzienny pobyt u Mistrza. Wbrew ich oczekiwaniom następnego dnia nie wydarzyło się nic szczególnego. Mistrz cały dzień spędził w swojej winnicy. Przycinał pędy, usuwał chwasty. Pod wieczór zauważyli, że idzie po wielkie wiadra i zamierza podlewać winorośl. Mężczyzna i kobieta podbiegli do niego, aby mu pomóc. Wzięli wiadra i przez kilka godzin aż do zachodu słońca ciężko pracowali. Kiedy skończyli Mistrz popatrzył na nich i zapytał:

– Dlaczego nie przyszedł z wami wasz syn?

– Ach, Mistrzu – odpowiedziała kobieta – jeszcze się w życiu napracuje.

Staruszek pokiwał głową i usiadł na dużym kamieniu. Kiedy małżonkowie już mieli odejść, zatrzymał ich i zapytał:

– Czy wasze życie jest proste?

Spojrzeli po sobie i jednogłośnie pokiwali przecząco głowami.

– To dlaczego okłamujecie własne dziecko? Przecież jego życie będzie też trudne – przerwał i popatrzył w stronę ich chatki. – Coś mi się wydaje, że już jest. Nie bójcie się. Dzieci są dużo dzielniejsze niż się wydaje. A każdy człowiek ma wpisaną w siebie chęć do podejmowania rzeczy trudnych. Mówcie mu i przyzwyczajajcie póki jeszcze jest czas, że dostanie w życiu po kościach.

 

Nastała noc, a w niej wydarzyło się to, co było nieuniknione. Padły baterie w komórkach. Poranek był przeto niezwykle nerwowy. Chłopak nie szanując reguły milczenia krzyczał na rodziców jak oszalały. Nie zauważył kiedy podszedł do niego Mistrz z małą kurką na ręku. Chłopak zdołał wykrzyczeć jeszcze coś o modelu zasilanym baterią słoneczną kiedy nagle poczuł, że w jego kieszeń od spodni ktoś wrzuca jakieś małe kamyki. Odwrócił się zdenerwowany i zobaczył Mistrza, który, jak gdyby nigdy nic, wsypywał mu do kieszeni ziarno. Skinął na chłopaka głową i powiedział:

– Chodź, proszę! Chcę ci coś pokazać.

Odeszli od rodziców na kilka kroków, a potem Mistrz postawił kurkę na ziemi i poprosił chłopaka, żeby wysypał jej kilka ziarenek. Kurka wydziobała je do ostatniego. Mistrz poprosił, aby chłopak wysypał jeszcze trochę ziarenek. Znowu zniknęły wszystkie.

– Rozumiesz? – zapytał chłopaka.

Nastolatek przewrócił tylko oczami.

– Wysyp proszę ostatni raz – powiedział łagodnie Mistrz.

Chłopak rzucił niedbale to, co zostało mu w kieszeni. Kurka rzuciła się na to ziarno tak samo łapczywie, jak na pierwszą porcję.

– Widzisz? – Mistrz wskazał zwierzątko. – Ta kura nie może sobie powiedzieć nie. Zwierzę tego nie potrafi.

Chłopak spojrzał na Mistrza z lekkim rozbawieniem.

– Dzisiaj – mówił dalej staruszek – wydaje się ludziom, że muszą mieć to, co mogą mieć. Muszę mieć to, co mogę mieć. Wydaje ci się, że jest to właściwe myślenie?

Chłopak wzruszył ramionami i burknął:

– Na pewno moim rodzicom tak się nie wydaje.

– Powściągliwość twoich rodziców to najlepsza odtrutka na tę filozofię. Nie chodzi o to, żebyś nie miał, ale, żebyś nie musiał mieć. A to zasadnicza różnica.

Rodzice wyraźnie się ożywili. Pojawił się nawet u nich uśmiech zadowolenia. Staruszek schylił się i wyzbierał szybkim ruchem wszystkie ziarenka, jakie jeszcze zostały małej kurce do zjedzenia.

– Ale nie wolno zabierać nie dając w zamian czegoś cenniejszego – powiedział w ich stronę, po czym wyjął z kieszeni fartucha kawałeczek czerstwego chleba i położył go przed kurką.

– Mistrzu! – zaoponował mężczyzna – dla tego pokolenia nie ma nic cenniejszego od rzeczy materialnych.

– Czyżby? – Mistrz popatrzył na chłopaka, który z lekko drwiącą miną chciał już, już przytaknąć, ale powstrzymał się bo dostrzegł w oczach staruszka głęboki smutek.

– Oto mężczyzna – powiedział do nastolatka wskazując mu jego ojca – który zostawił swoją firmę, gdzieś tam na dole drogi samochód i wspinał się tu w niewygodnym garniturze. Oto kobieta, która nie pamięta już, kiedy spała spokojnie i od kilku miesięcy uparcie szukała sposobności, żeby cię tu przywieść. Masz mamę i tatę. Masz Dom.

Rodzice spojrzeli wystraszeni na syna, bo bardzo bali się jego kolejnej opryskliwej odpowiedzi, ale chłopak stał spokojnie. Przypomniał sobie, jak niedawno przyszli do niego koledzy i zamiast grać w jego nową grę, przesiedzieli cały wieczór w kuchni rozmawiając z jego mamą.

 

Trzeci dzień zaczął się bardzo wcześnie. Jeszcze przed wschodem słońca, Mistrz rozpoczął przygotowania. Tego dnia miało się odbyć winobranie. Pracowali tym razem wszyscy. Nawet chłopak. Wczesnym popołudniem, kiedy byli już zmęczeni do granic możliwości, chłopak spojrzał ze złością na Mistrza i powiedział:

– Po co w ogóle Mistrzowi te winogrona? Nie lepiej zostać przy kurkach?

Mistrz roześmiał się tak głośno i serdecznie, że cała złość w jednej chwili opuściła chłopaka.

– Bo widzisz, mój drogi – ja to lubię. Nawet bardzo. Uprawianie winogron, ich nawożenie, podcinanie, podlewanie daje mi radość. A radość – inaczej niż przyjemność – trzeba sobie zrobić. Na radość trzeba zapracować.

 

Kiedy zbliżał się wieczór małżonkowie przyszli pożegnać się z Mistrzem.

– Nasz syn… – zaczął niepewnie ojciec – nasz syn czasem zachowuje się tak, jakbyśmy go wcale nie kochali.

Mistrz pokiwał głową ze zrozumieniem.

– Spójrzcie jakie dzieci go otaczają. Ilu ma wokół siebie rówieśników z rozbitych rodzin, albo z takich domów, gdzie najważniejsza jest praca. On chłonie frustracje i lęki tych dzieci.

– Czy można mu jakoś pomóc? Czy możemy jakoś uchronić go przed tym światem?

– Nie wiem – odpowiedział po dłuższym milczeniu staruszek – czy jest możliwe uchronienie dziecka przed złym wpływem. Wydaje mi się, że nie. Świat jest, jaki jest. Ale można próbować go uodpornić. Zaszczepić jak szczepi się maluchy na odrę czy różyczkę

– Zaszczepić przed światem? – kobieta popatrzyła na Mistrza zmieszana.

– Przed chorobą, która trawi dzisiaj całe społeczeństwa. Polega ona na tym, że ludzie nie wiedzą po co żyją.

– Mistrzu, jak? Jak to zrobić?

Staruszek wstał z ławeczki i podszedł do zbocza. Długo milczał patrząc w horyzont, a potem uśmiechnął się i wskazując w dal odpowiedział:

– Pokażcie mu przyszłość. Powiedzcie, że będzie żył długo 60, 70 lat. I zapytajcie jak chce ten czas przeżyć. I jeszcze jedno; powiedzcie mu już dzisiaj, że kiedyś będzie ojcem. I że nie spotka go w życiu nic wspanialszego.

 

Pamięci Ojca Karola Meissnera OSB, na podstawie konferencji o wychowaniu dzieci.

 

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Rzecznik papieży doktorem honoris causa

Współpracownik trzech a rzecznik dwóch papieży o. Federico Lombardi SJ zostanie w październiku uhonorowany doktoratem honoris causa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

– Będzie to wydarzenie szczególne, honor nie tylko dla tego, który tytuł otrzyma ale także nobilitacja dla UKSW – podkreślił kard. Kazimierz Nycz, który jest Wielkim Kanclerzem UKSW. Zwrócił też uwagę, iż włoski jezuita całe swoje życie związał z mediami. – To jest absolutnie stosowny kandydat – zarówno ze względu na jego osobę i zasługi dla Kościoła oraz papieży, którym służył przez 43 lata pracy w mediach i z mediami. Osobiście bardzo się cieszę z tego jako wielki kanclerz – dodał kard. Nycz.

Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego nada o. Lombardiemu tytuł doktora honoris causa -w zakresie teologii środków społecznego przekazu za wiarygodne zaangażowanie w komunikacji społecznej trzech papieży i Kościoła. Uroczystość planowana jest na 24 października 2017 r.

Rektor UKSW ks. prof. Stanisław Dziekoński wyraził radość, że odbędzie się ona w ramach obchodów 25-lecia Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa. Z kolei prof. Jerzy Olędzki – obecny dyrektor tego Instytutu powiedział, że nowy doktor honoris causa jest postacią, która skupia w sobie “to wszystko co, chcemy osiągnąć i czego uczymy studentów”. -Wpierw został dziennikarzem, 26 lat temu dyrektorem Radia Watykańskiego dzięki JP2, kilka lat później szefem Watykańskiego Ośrodka Telewizyjnego CTV a w 2006 r. papież Benedykt XVI mianował go dyrektorem Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej. To człowiek, który umie być dziennikarzem i służyć ważnej sprawie. Może być znakiem, celem dążeń dla naszej młodzieży – zaznaczył prof. Olędzki.

Dyrektor Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW będzie promotorem doktoratu o. Lombardiego i wygłosi podczas uroczystości laudację. Prof. Olędzki już teraz podzielił się spostrzeżeniem, że o. Lombardi SJ jest człowiekiem, “który zawsze mówił o papieżach a nie o sobie”. Poinformował też, że następnego dnia po uroczystości na UKSW odbędzie się konferencja naukowa, którą otworzy wykład nowego doktora honoris causa tej uczelni a będzie mówił o wartościach w komunikowaniu.

Włoski jezuita o. Federico Lombardi rzecznikiem Watykanu, a dokładnie dyrektorem Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej został mianowany 11 lipca 2006 r. przez papieża Benedykta XVI. Funkcję tę sprawował do końca sierpnia 2016 r. a ostatnią jego podróżą zagraniczną, w której towarzyszył papieżowi były Światowe Dni Młodzieży w Krakowie.

Jako rzecznik był partnerem dla mediów w różnych sprawach dotyczących papieża i Watykanu, organizował konferencje prasowe i towarzyszył dziennikarzom podczas zagranicznych podróży papieży Benedykta XVI i Franciszka.

Cieszył się sympatią mediów za spokój, przyjazny stosunek do wszystkich i wielką cierpliwość. Współpracownicy podkreślają, że cechuje go żelazna dyscyplina, która pomagała mu godzić liczne obowiązki.


archwwa.pl

 

ZE ŚWIATA

Wybrałem przebaczenie. Historia z Ugandy

“Bez przebaczenia ta wojna w ludziach się nie skończy” - mówi Steven Rafel Kilama, ksiądz. Jako nastolatek został uprowadzony przez Bożą Armię Oporu w czasie wojny na północy Ugandy. Jego historia jest wstrząsająca, przeżył piekło

Krzysztof
Błażyca
zobacz artykuly tego autora >

Świadectwo człowieka porwanego przez rebeliantów

 

Stephen miał szesnaście lat. To się zdarzyło jedenastego maja 2003 roku. Był wtedy uczniem Sacred Heart Secondary School.

– … Tej nocy przyszli rebelianci. Wybili szyby, zaczęli świecić latarkami po klasach. Krzyczeli w aczoli: „Yabo dogola! Yabo dogola!”, co znaczy „Otwierać drzwi, otwierać!”. Ale nikt się nie ruszał. Wszyscy byli w strachu. Ostrzelali nas od zewnątrz. Schowałem się pod łóżkiem. Weszli do pomieszczeń. Zobaczyłem wojskowe buty. Chwycili mnie za nogę i wyciągnęli. Usłyszałem przeładowanie broni. „Wychodź albo cię zastrzelę!” Świecił mi latarką w oczy. „Siadaj!” Zaczęli mnie wiązać. Wtedy zobaczyłem, jak zabijają kolegę. Uderzyli go kilka razy pangą. Związali nas i wyprowadzili na zewnątrz, poza ośrodek. Na pobliskim boisku zobaczyliśmy siedemnaście młodych dziewcząt. Przyszły do naszego seminarium, szukając schronienia. Zabrali je… Jedna z dziewcząt była chora. Prosiła, aby pozwolili jej zostać. Wtedy jeden z rebeliantów zapytał: „Która to ta, co narzeka?”. Tamta niewinnie podniosła rękę do góry. Kazał jej podejść do siebie i wtedy pięć razy uderzył ją w twarz. Powiedział, żeby nigdy nie mówiła tak głupich rzeczy, w przeciwnym razie ją zabije. (…)

 

Ruszyliśmy. Szliśmy całą noc, coraz głębiej w busz. Nie znałem okolicy. Marsz trwał aż do około południa. Wtedy zarządzili postój pod drzewami mango. Tam było wiele mango, cały las mango. Zebrali, abyśmy zjedli. I ruszyliśmy dalej. Aż do drogi… (…)

 

Przez cały ten czas myślałem, czy wojsko było powiadomione. Zobaczyliśmy śmigłowiec. Rebelianci kazali się nam schować do lasu, położyć na brzuchach. Jeden z kolegów spróbował wtedy uciec. Myślę, że właśnie wtedy, gdy leżał, po cichu udało mu się oswobodzić z więzów. Niestety rebeliant, ostatni w tej grupie, doszedł do niego, uderzył. „Próbujesz uciec? Zabiję cię!” Kazał mu się położyć na ziemi. Założył bagnet na AK i pchnął go trzy razy w plecy. Potem powiedział do nas: „Ten człowiek próbował uciec, teraz wy tu przyjdziecie i zadepczecie go na śmierć”. Kilku moich kolegów w strachu przed śmiercią poszło. I zadeptali go… (…)

 

fot. Krzysztof Błażyca

 

Było około osiemnastej, gdy dotarliśmy do obozu. To był obóz szkoleniowy dla porwanych. Wielu tam było. Komendantem tej dużej grupy był Onen Kamdun. Miał długie włosy, splecione w warkoczyki. Był w wojskowym mundurze. Gdy stanęliśmy przed nim, powiedział w aczoli: „Wajolowu awobe – welcome boys” (witajcie, chłopcy). Oczywiście nikt z nas nie odpowiedział.  Mówił dalej: „Słyszałem od moich żołnierzy, że niektórzy z was odmówili, stawiali opór. Którzy to?”. Ale my cały czas milczeliśmy. Osobiście nie widziałem nic takiego… Może to było w innej części naszego seminarium… Wtedy powiedział coś, co nas przeraziło: „Czy mam wybrać spośród was trzech, których zabiję, abyście się przekonali, do czego jesteśmy zdolni?”  Zaczął nas rozdzielać pomiędzy innych komendantów. Jeden z nich podszedł do mnie i mojego kolegi, który miał na imię Patrick. Powiedział: „Ty i ty”. Zabrał nas. Poszliśmy za nim. Dokoła słychać było strzały. Patrick był słaby i upadł. Ten zaczął go bić, aż Patrick stracił przytomność. Gdy dotarliśmy do obozu, zobaczyliśmy pięć dziewcząt. Też były zrekrutowane. Na miejscu ten, co nas prowadził, powiedział, że mamy usiąść i się zrelaksować. I że wszystko będzie dobrze, jeśli tylko będziemy robić, co nam każą. (…)

 

Następnie powiedział: „Teraz idziemy się modlić”. Musieliśmy ściągnąć ubrania. Wysmarowali nas olejem shea. Potem uczynili znak krzyża na naszych ciałach. Na klatce i na plecach. „Teraz jesteście jednymi z nas”, powiedzieli. I dodali, że jeśli podejmiemy głupie decyzje ucieczki, to nas zabiją. Bo jedyną karą jest śmierć. Nie wierzyłem, dopóki nie zobaczyłem na własne oczy. (…)

 

Kolejna grupa, do której się dostałem, była dowodzona przez Okota Odhiambo. On był potem na liście poszukiwanych przez Międzynarodowy Trybunał Karny. Jeden z najwyższych dowódców LRA.

 

Tekst jest fragmentem nowowydanej książki Krzysztofa Błażycy “Krew Aczoli. Dziesięć lat po zapomnianej wojnie na północy Ugandy”, która ukazała się pod patronatem Stacja7.pl

Kiedy zaprowadzili mnie do niego, siedział pod drzewem. Dokoła niego sześć kobiet. Zaczął zadawać mi pytania. Powiedział: „Nie próbuj uciekać, zostań z nami, wkrótce obalimy rząd. Wtedy wrócisz na studia, do swego seminarium”. Starał się zachęcić mnie do pozostania z nimi. Potem nakazał eskorcie odprowadzić mnie do innej grupy. Tamten dowódca nazywał się Opit. Był kimś w rodzaju sierżanta. Byli tam rekruci tacy jak ja. Powiedział, że zostanie z nimi. Cały czas byliśmy w drodze. Zatrzymywaliśmy się najwyżej na dwa dni. LRA napadała na wioski, aby uzupełnić zapasy żywności. Napadali nawet na IDP camps. Myślę, że mieli dobrze zorganizowaną siatkę wywiadowczą. Wiedzieli, którego dnia jest dystrybuowana żywność i gdzie. Atakowali natychmiast. Napadali wieśniaków, kradli jedzenie. W tym okresie uczyli nas, jak trzymać broń, używać jej, jak ją składać. Po takim przeszkoleniu wybierali jedną osobę, aby pokazała, że jest gotowa walczyć. Ja łapałem te rzeczy szybko. Mówili mi: „Będziesz dobrym dowódcą w przyszłości”. Pomiędzy nimi były też dziewczęta, które miały broń. I było wiele dzieci. Większość stanowiły dzieci…  Pamiętam dziewczynę, która próbowała uciec. Mogła mieć trzynaście lat. Oddawali ją różnym dowódcom, służyła w kuchni, musiała też walczyć. Tamtego dnia udała się nad rzekę z inną, która była żoną Odhiambo. Poszły prać. Po drodze powiedziała jej, że jest zmęczona takim życiem, przesycona tym szaleństwem i że ucieknie przy pierwszej okazji. Niestety tę rozmowę usłyszał jeden z ludzi Odhiambo. Gdy wróciły do obozu, wszystko toczyło się normalnym trybem, do czasu gdy Odhiambo wezwał je do siebie. Spytał o rozmowę nad rzeką. Dziewczyny zaprzeczyły. Wtedy Odhiambo posłał po tego, który podsłuchał rozmowę. Był wściekły. Swoją „żonę” kazał pobić, a tę, która chciała uciec, kazał zabić. Ja akurat gotowałem milet i kasawę. Powiedzieli mi: „Chodź, chodź, coś się dzieje”. Zobaczyliśmy dowódcę. Mówił: „Ta dziewczyna chciała uciec. Teraz wy macie ją zabić”. Ona milczała, cała w strachu. Nic nie mówiła. Krzyknął: „Na co czekacie, rekruci? Zabić ją!”. Chwycili kije, kamienie, zaczęli… Starałem się wycofać i wtedy on krzyknął: „Stać!”. Popatrzyli na mnie. Ponieważ byłem porwany z seminarium, mówili na mnie „ksiądz”. Odhiambo powiedział wtedy: „Ten ksiądz jeszcze nikogo nie zabił, od kiedy jest z nami. Teraz ma swoją szansę. Wykończ ją”. Tłum powtórzył: „To prawda, nie zabił nikogo, wykończ ją. Uderz w głowę”. „Nie, nie mogę, to szaleństwo…”, broniłem się. „Kwestionujesz nasze rozkazy?” Milczałem. Wtedy kazał im zabić mnie. Uderzyli mnie w plecy. Upadłem. Zaczęli mnie okładać. „Albo ją wykończysz, albo my wykończymy ciebie!” Leżałem skulony na ziemi. Uderzyli mnie w głowę, w kark. Potem w żołądek. Ból przeszył mi ciało. „Zabij, zabij albo zabijemy ciebie!” Bili mnie bez końca, aż z bólu krzyknąłem. „OK, zrobię co chcecie, tylko mnie już nie bijcie”. „Wstawaj! Get up! get up!

 

Gdy byłem na kolanach, powiedzieli: „Wciąż odmawiasz?”. I ponownie uderzyli mnie w plecy. „Wykończcie ich obu!”, usłyszałem. A ona patrzyła, jak mnie bili i jak w końcu zgodziłem się ją zabić. Nie miałem wyboru. W moim sercu myślałem: „To sprawa życia i śmierci. Jeśli odmówię, oboje zginiemy”. Nie miałem wyboru, jak tylko zabić tę niewinną, przestraszoną dziewczynę, która była tak samo porwana jak ja. Wiele myśli burzyło się we mnie. Tylko Bóg wie, co się we mnie działo. Ale aby żyć, musiałem zrobić to, czego ci ludzie chcieli ode mnie. Wziąłem pangę, a oni krzyczeli: „Yeah! Yeah! Bądźmy tego świadkami, bądźmy świadkami, jak ksiądz zabija człowieka!”. Stanąłem na nogi. „Uderz ją, uderz!!!”

 

Widziałem ją, niewinną. Boże, przebacz! Zamknąłem oczy i podniosłem pangę, aby ją uderzyć. Wtedy ktoś mnie chwycił z tyłu, wykręcił mi rękę i znowu upadłem. Usłyszałem śmiechy. Wszystkie siły mnie opuściły. Ktoś krzyknął: „On jest tchórzem! Zabijcie ją!”.

 

Rzucili się na nią. Widziałem. Leżałem na ziemi. Słyszałem, jak ją biją. Wstałem po wszystkim. Jej głowa była roztrzaskana. Nie można było jej rozpoznać. Mózg leżał rozlany, zmieszany z popękanymi kośćmi i krwią. Ci ludzie są obłąkani… These men are crazy people… (…)

 

– Przebaczyłeś…?

– Wybrałem przebaczenie. Trzeba zamknąć ten krąg nienawiści. Wiesz, po wojnie spotkałem mego pierwszego dowódcę. W ośrodku dla ofiar tej wojny. Wcześniej był tak samo porwany jak ja. Zawołałem go. Najpierw wydawał się przerażony. Ale podałem mu rękę. Potem nawet… zaprosiłem do domu. Przebaczyć to najlepsza rzecz. Bez tego ta wojna w ludziach się nie skończy. A wtedy w buszu… dużo się modliłem… na różańcu. Dla nich to były dekoracje Ale ja wiem, że gdyby nie Bóg, nie wróciłbym do domu. Dlatego opowiedz moją historię. Niech ludzie się dowiedzą, co się tutaj działo…

 

Steven Rafel Kilama, uprowadzony przez Bożą Armię Oporu (Lord’s Resistance Army) Josepha Kony’ego, w czasie wojny na północy Ugandy

 

Autor i ks. David Okullu, twórca Solidarity for Rural Development Organisation (SORUDEO)


 

Tekst jest fragmentem nowowydanej książki Krzysztofa Błażycy “Krew Aczoli. Dziesięć lat po zapomnianej wojnie na północy Ugandy”, która ukazała się pod patronatem Stacja7.pl

Strona książki: http://www.krewaczoli.pl

 


 

Książka promuje akcję budowy studni na północy Ugandy, we wsi Pabo. http://razemdlaafryki.org/sorudeo/  oraz https://www.facebook.com/RazemdlaAfryki/

 

Krzysztof Błażyca

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof
Błażyca
zobacz artykuly tego autora >