video-jav.net

Święta Rita: najskuteczniejsza w sprawach beznadziejnych

"Ludzie kochani, jeżeli macie jakiś wielki problem módlcie się do Świętej Rity. Ona zawsze pomoże, naprawdę!" Taki wpis pojawił się na blogu św. Rity, który czciciele aktywnie prowadzili w sieci od 2008 do 2011 roku.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wysłuchuje wszystkich intencji

Rita z Cascia to najpopularniejsza święta od kilku stuleci! Urodziła się w średniowieczu, ale dorobiła się niedawno nawet profilu na Facebooku. Ludzie nie ograniczają się we wpisywaniu próśb i podziękowań. Nastolatek prosi, by rodzice znowu byli tacy jak dawniej; studentka, żeby udało jej się zdać egzamin z mikrobiologii; absolwenci wyższych uczelni modlą się do św. Rity o dobrą pracę; kobieta zdradzona prosi, żeby miała siłę wybaczyć i żyć dalej; jedna matka prosi o uzdrowienie córki z anoreksji, druga dziękuje, że św. Rita wyprosiła polepszenie stanu zdrowia dla chorego na autyzm syna. Są tacy, którzy proszą w sprawach finansowych, bo mają kłopot ze spłatą kredytu lub otrzymaniem go. Spora grupa młodych ludzi prosi też o dobrą żonę czy dobrego męża. Różnorodność jest wręcz zadziwiająca!

Sw-Rita-modlitewnik

Podobnie, jak zadziwiające są tłumy, które od wielu lat gromadzą się regularnie w krakowskim kościele św. Katarzyny – jednym z największych w Krakowie. Każdego 22 dnia miesiąca odbywa się tutaj msza św. i nabożeństwo, w których zawsze uczestniczy około tysiąca osób. Kto wątpi, niech spróbuje przejść się obok tego kościoła w godzinach nabożeństw. Na całym świecie kult szerzy się za sprawą sióstr augustianek, które stale przyjmują prośby i podziękowania. W odczuciu krakowskich augistianek ostatnie lata najbardziej obfitują w modlitwy młodych małżonków, o dar rodzicielstwa oraz młodych rodziców, o uzdrowienie dla ich dziecka.



Święta Rita: najskuteczniejsza w sprawach beznadziejnych

Kim była św. Rita?

Była córką włoskich wieśniaków, niezbyt zamożnych, ale bardzo szanowanych. Ojciec był lokalnym negocjatorem, który między innymi pomagał rozwiązywać konflikty sąsiedzkie – w tamtych czasach nazywany „sędzią pokoju”. Mieszkali w gminie Cascia, położonej na górzystym terenie Umbrii (środkowe Włochy). Rodzice długo modlili się o dziecko i byli już w podeszłym wieku, kiedy św. Rita przyszła na świat. Jako młoda dziewczyna uwielbiała wspinać się na szczyty gór i tam się modlić. Kiedy skończyła 18 lat, chciała wstąpić do klasztoru, ale rodzice wybrali dla niej kandydata na męża. Miał przeszłość wojskową, był politykiem i… typem awanturnika. Małżeństwo z Ritą, która była dziewczyną o niezwykłych zdolnościach do rozwiązywania konfliktów, nie uspokoiło jego temperamentu.

Rita w pierwszych miesiącach próbowała konfrontować się z mężem, ale z czasem zaczęła ustępować i coraz więcej modlić się za niego. Po ludzku wydawać się mogło, że te modlitwy nie były skuteczne, bo mąż zaczął wdawać się w coraz poważniejsze konflikty polityczne i rodzinne. Narodziny dwóch synów przyniosły chwile spokoju do ich małżeństwa. Ale zanim osiągnęli pełnoletniość, mąż Rity wdał się w kolejne spory klanowe i polityczne. Zginął w zasadzce zastawionej na niego w pobliżu rodzinnego młyna (ruiny młyna znajdują się tam po dziś dzień). Jego śmierć chcieli pomścić dorastający synowie. Ich pragnienie wendety zaostrzyło miejscowe konflikty rodzinne i wydawało się, że jedynym wyjściem są kolejne ofiary. Jednak synowie nie zdążyli pomścić ojca, bo według opowieści lokalnych rodzin i podań wielu późniejszych hagiografów, zmarli na dżumę.

Rita po tych wszystkich trudnych wydarzeniach postanowiła wstąpić do klasztoru augustianek eremitek w Casci. Nie została jednak przyjęta, bo wśród zakonnic prawdopodobnie były krewne zabójców jej męża. Ale Rita była pewna powołania i po raz drugi poprosiła o przyjęcie do tego samego klasztoru. Postawiono jej więc warunek, że musi pogodzić zwaśnione rodziny w okolicy Casci. I tutaj zaczyna się jeszcze trudniejsza droga dla przyszłej świętej. By wykonać polecenie przełożonej, musiała odszukać zabójców męża, wybaczyć im i poprosić o wybaczenie.

Niewiele czasu potrzebowała, by spełnić wszystkie warunki. Dotarła do rodziny, która stała za spiskiem na jej męża, przebaczyła im i poprosiła o przebaczanie w imieniu swojej rodziny.  Po tym zdarzeniu stała się symbolem kobiety zdolnej do pojednania rodzin. I została przyjęta do klasztoru augustianek w Casci.

Patronka pokoju i mistyczka

Święta Rita jest w ikonografii przedstawiana jako sprawczyni cudów pokoju. Dzisiaj często w intencjach za jej wstawiennictwem spotyka się prośby o zgodę w rodzinie czy dobrą atmosferę w środowisku pracy.

Święta Rita jest też opisywana jako mistyczka. W czasie życia zakonnego otrzymała jeden stygmat cierpienia Jezusa – otwartą ranę na czole po cierniu z korony. Nosiła go przez piętnaście lat, a na tę pamiątkę powstała po jej śmierci tradycja odprawiania piętnastu czwartków św. Rity. Rana na czole wydawała okropny zapach i zakonnica nie mogła opuszczać swojej celi. Ale podobno raz, kiedy Rita chciała udać się na pielgrzymkę do Rzymu, rana zaczęła wydawać zapach róż.

Róża stała się symbolem tej Świętej i tradycyjnie przed kościołami, w dniu kiedy odprawiane są nabożeństwa, sprzedaje się te kwiaty. A widok tysiąca osób z bukietami róż podniesionymi do góry i modlącymi się do św. Rity, złamał już wątpliwości niejednego sceptyka, który nie wierzy w cuda.

Ze świętą od spraw beznadziejnych kojarzona jest najczęściej opowieść o ogrodzie różanym, który Rita uprawiała zarówno jako młoda wiejska dziewczyna, jak i później za murami klasztoru. Kilka miesięcy przed śmiercią poprosiła jedną z sióstr, żeby przyniosła jej z ogrodu kwiat róży. Był styczeń 1457 (lub 1447 – data nie jest ustalona dokładnie). Można domyślać się z jaką niechęcią siostra poszła do ogrodu. Jednak ku zaskoczeniu zakonnic wróciła z różą.

Rita z Casci zmarła 22 maja w opinii świętości. W wielu miejscach na świecie właśnie tego dnia uroczyście obchodzi się jej wspomnienie. Kult św. Rity jest bogaty w przesłania i symbole, ale dwa są najbardziej wyraźne. Kolec z korony cierniowej symbolizuje ludzkie życie pełne cierpienia i bólu, zaś kwitnącą róża jest symbolem nadziei na przezwyciężenie trudności.

Modlitwa do św. Rity

Święta Rito, Patronko spraw trudnych, Orędowniczko w sytuacjach beznadziejnych, cudna gwiazdo świętego Kościoła naszego, zwierciadło cierpliwości, pogromicielko szatanów, lekarko chorych, pociecho strapionych, wzorze prawdziwej świętości, ukochana Oblubienico Chrystusa Pana, naznaczona cierniem z korony Ukrzyżowanego.

Z głębi serca czczę Ciebie i zarazem błagam, módl się za mną, o uległość woli Bożej we wszystkich przeciwnościach mojego życia. Przybądź mi z pomocą, o święta Rito i spraw, abym doznał/a skutków Twej opieki, by modlitwy moje u tronu Bożego stały się skuteczne.

Wyproś mi wzmocnienie wiary, nadziei i miłości, szczerego dziecięcego nabożeństwa do Matki Bożej oraz łaskę (proszę wymienić prośbę)

I spraw, abym zwyciężywszy wszelkie przeszkody i pokusy, mógł/mogła dojść kiedyś do nieba i tam Ci dziękować i wiecznie cieszyć się towarzystwem Ojca, Syna i Ducha świętego.

Amen.

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Święci z ludzką twarzą

Może to jakieś kalectwo, ale ja takich obrazów potrzebuję. Rozumiem i kocham ikonę, prawdziwą, napisaną, „typiczną“, nieprzesłaniającą realistycznym detalem istoty duchowego kontaktu, ale by go utrwalić i stymulować, by o nim pamiętać potrzebuję też twarzy człowieka, nie anioła.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pisałem już kiedyś, jakie wrażenie zrobił na mnie wystrój nowej katedry w Los Angeles. Na ścianach wiszą tam olbrzymie płótna Johna Navy'ego z procesją świętych idących w stronę ołtarza. Banalny zabieg, ale wrażenie robi piorunujące. „Communion of Saints“, bo taki jest tytuł całej pracy staje się czymś rzeczywistym. Święci stroje mają z epoki, ale twarze współczesnych ludzi.

Zresztą – czy ludzie kiedyś mieli „inne“ twarze? Czy kłopot tkwi w tym, że docierają do naszych czasów setki razy przemalowani, „zikonizowani". Wydobywa się z nich znaki szczególne, po których później będzie można ich rozpoznać, niezależnie od tego, ile Bóg danemu twórcy dał talentu. Fakt, że na codzień, realnie, uczestniczymy w komunii świętych (czyli, że mamy więź z tymi, których już nie widać i oni z nami też więź mają) skutecznie przesłaniają nam niełatwe warsztaty z historii sztuki sakralnej. Ileż bym dał by móc kiedyś zobaczyć prawdziwą twarz mojego ukochanego świętego Mikołaja, który na części znanych mi wyobrażeń wygląda jakby cierpiał na wodogłowie. Na pozostałych mógłby robić za portret dowolnie wybranego wschodniego biskupa (ubrany we współczesne szaty). Jedna czy dwie znane mi ikony podpowiadają, że możemy jednak mieć do czynienia z żywym człowiekiem, ale marzę o tym, żeby pranie mojej wyobraźni urządził mi kiedyś w tej sprawie John Navy! A co jeśli po końcu czasów okaże się, że Mikołaj wyglądał jednak zupełnie inaczej, niż chciał belgijski artysta? Nie ma znaczenia. Gdy już będę wiedział, czuł, pamiętał, że jest człowiekiem a nie olejem na płótnie, resztę dogadamy, poznamy się, bo będziemy już w kontakcie.

Święci z ludzką twarzą

Może to jakieś kalectwo, ale ja takich obrazów potrzebuję. Rozumiem i kocham ikonę, prawdziwą, napisaną, „typiczną“, nieprzesłaniającą realistycznym detalem istoty duchowego kontaktu, ale by go utrwalić, stymulować, by o nim pamiętać potrzebuję też twarzy człowieka, nie anioła. Jasne, sytuację rozwiązywać się będzie teraz sama, w przypadku świętych XX. wieku malarstwo coraz częściej zastępują fotografie.

Ale jest jeszcze jedna rzecz, którą uświadomił mi Nava, poza tym moim pragnieniem cieszenia się twarzą bliskiej mi osoby. Wszyscy święci na jego obrazach to po prostu piękni ludzie. Wiadomo zaś przecież, że w przyrodzie wygląda to inaczej. Oni wszyscy są piękni (nam się piękni wydają), bo mają już na twarzach Światło Niestworzone. Widzimy ich takimi, jakimi widzi ich Bóg. Tam nie będzie brzydali, bo Światło z każdego wydobędzie to, co w nim najpiękniejsze.

Ale to będzie tam. Tu chciałbym chyba jednak by święci byli takimi, jakich pamięta ich ziemia. Kiedyś, chyba w Kanadzie czy w Stanach, ukradałem z kościoła obrazek błogosławionej Kateri ze szczepu Mohawków, pierwszej rdzennej Amerykanki wyniesionej na ołtarze, którą Benedykt XVI kanonizuje latem tego roku. Dziewczyna we wczesnej młodości (zmarła mając lat 24.) przechorowała ospę, która pozostawiła na jej twarzy trwałe znamiona. Podobno gdy zmarła wszystkie te oszpecające historie zniknęły. Na obrazku, który mam wygląda jak Miss Pocahontas. I po co?

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >