video-jav.net

Jak chronić dzieci? Informatyczny poradnik

Internet to cudowne i ogromne źródło informacji, z którego wszyscy możemy czerpać wiedzę o otaczającym na świecie Ale właśnie w związku z tym, że w internecie można znaleźć praktycznie wszystko, my rodzice w trosce o bezpieczny rozwój naszych dzieci powinniśmy wiedzieć, w jaki sposób nasze dzieci spędzają czas przed komputerami, telefonami czy tabletami i w razie potrzeby czas ten ograniczać. Jak chronić je przed niepożądanymi treściami? Radzi ojciec informatyk.

Maciej
Hanak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Warto na początku sprecyzować jedno: nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania, które sprawdzi się na wszystkich możliwych platformach i urządzeniach, na których dzieci mogą korzystać z Internetu. Polecam zapoznać się z tematem bezpieczeństwa dzieci w Internecie na dzieckowsieci.pl – strona zawiera zarówno opis problemu jak i przykładowe aplikacje do ochrony dzieci.

Kwestię ograniczania dzieciom dostępu do Internetu można podzielić na kilka kategorii:

  • ograniczanie dostępu do tzw. treści niepożądanych jak pornografia czy przemoc
  • ograniczanie czasowe, np. 1 godzina dziennie na aplikację YouTube w telefonie
  • limity w określonych godzinach, np. wyłączenie gier i YouTube’a w telefonie w godzinach lekcji czy powrotu do domu.

Uwzględniając ilość urządzeń, na których nasze dzieci mogą korzystać z Internetu, wszystko komplikuje się jeszcze bardziej. Warto jeszcze wspomnieć, że ograniczenia można również nałożyć za pomocą tzw. routera (z wi-fi lub nie), ale taka funkcjonalność jest dostępna tylko w wąskiej grupie modeli i można to ominąć nie korzystając z domowego wi-fi a z Internetu mobilnego w telefonie czy tablecie. Ale wychodząc z założenia, że lepiej ograniczyć cokolwiek zachowując przynajmniej pozorną kontrolę niż nie robić nic, przeanalizujmy dostępne rozwiązania.

Większość przedstawionych poniżej aplikacji są to aplikacje płatne. Dlaczego? Rozwiązania darmowe albo są trudne w konfiguracji albo nie działają zgodnie z oczekiwaniami. Niestety za rozsądny produkt często trzeba zapłacić.

 

Komputer

Kreatywne dziecko znające hasło administratora może na komputerze zrobić praktycznie wszystko. Tak więc pierwszym krokiem rodzica, który stwierdził, że jednak nie ufa swojemu dziecku w 100% i chce ograniczyć dostęp do Internetu, jest upewnienie się, że konto na komputerze, którego używa dziecko nie ma praw administratora oraz że dziecko nie zna hasła administratora.

Oczywiście hasło administratora jest potrzebne do zainstalowania na komputerze większości programów, więc ograniczając dziecku dostęp do komputera w taki sposób, będziemy musieli osobiście wpisywać hasło za każdym razem, kiedy dziecko będzie chciało coś zainstalować. Ale chyba nie jest to takie straszne, prawda?

Taka sama zasada obowiązuje zarówno w przypadku korzystania z systemu Windows (np 10 czy 7) oraz Linux (np. popularny i darmowy Ubuntu Linux).

Jak to zrobić? Wyszukanie w YouTube: “Jak zmienić hasło administratora w Windows” wyświetli nam mnóstwo filmów instruktażowych.

Dodatkowo zarówno system Windows 7 jak i 10 umożliwiają przy tworzeniu nowego konta dla dziecka (bez uprawnień administratora!) dodać tzw. kontrolę rodzicielską.

Kontrola ta umożliwia filtrowanie tak treści internetowych, gier jak i czasu spędzanego przed komputerem. Rozwiązanie to nie działa idealnie, ale jest darmowe i jest dostępne dla większości użytkowników.

W zasobach Internetu można znaleźć sporo informacji jak włączyć taką kontrolę rodzicielską w systemie Windows. Jeśli chodzi o system Linux (np. Ubuntu, Fedora czy Linux Mint) sytuacja wymaga ciut większej wiedzy technicznej, ale za to umożliwia dość dokładne filtrowanie działań danego użytkownika w Internecie. Dla osób, które chcą zgłębić temat kontroli rodzicielskiej w środowiskach Linux polecam pakiet dansguardian2. Jest to proste proxy, które po wstępnej konfiguracji umożliwia dokładne definiowanie filtrów.

Warto wspomnieć też o kontroli rodzicielskiej wbudowanej w przeglądarkę Google Chrome. Zainteresowanych odsyłam do poradnika: Co do samego oprogramowania, skupię się na kilku rozwiązaniach, które miałem okazję przetestować lub wstępnie poznać.

 

Smartfon/Tablet

W związku z tym, że dużo zależy od wieku dziecka, nie ma jednego uniwersalnego sposobu na zabezpieczenie urządzenia dla wszystkich grup wiekowych. To co będzie odpowiednie dla pięciolatka (nie wchodząc w polemikę, czy pięcioletnie dziecko powinno dotykać smartfona), nie będzie działało dla dziecka w wieku szkolnym. Niektóre tablety czy telefony umożliwiają przełączenie urządzenia w tryb “dla dzieci” i jest to odpowiednie dla dzieci młodszych. Dzieciaki w wieku szkolnym korzystają z Internetu w celach edukacyjnych i rozrywkowych, nie chcemy więc całkowicie blokować im dostępu, a tylko ograniczyć.

 

 

Dostępne pakiety programów

F-Secure Safe/Toya bezpieczny Internet 

Film z opisem instalacji oraz konfiguracji można znaleźć tutaj. Licencja jest ważna rok i zależy od ilości urządzeń na których potrzebujemy zabezpieczenia (np. dla 3 urządzeń kosztuje 139 zł). F-Secure zapewnia bezpieczne przeglądanie Internetu oraz ochronę antywirusową.

Na telefonach komórkowych z Androidem oprócz ochrony antywirusowej zapewnia kontrolę rodzicielską:

  • blokady treści np. pornograficznych czy agresywnych
  • blokady aplikacji
  • blokady każdej nowo zainstalowanej aplikacji
  • ustawienia limitu czasowego używania aplikacji.

Aplikacja na smartfonie czy tablecie instaluje dodatkową przeglądarkę, która na podstawie ustawień programu filtruje ustawione treści. Dodatkowo sama aplikacja po nadaniu odpowiednich uprawnień kontroluje czas używania wybranych aplikacji.

 

Beniamin

Polski program do ochrony zarówno komputera jak i smartfonów. Umożliwia blokowanie dostępu do niedozwolonych treści, ustalanie limitów korzystania z Internetu i aplikacji (w przypadku smartfonów). Można zainstalować i przetestować pełną wersję przez 14 dni. Licencja na komputer i jeden telefon kosztuje 65 PLN za rok.

 

Norton Family

Aplikacja-kobyła, która wspiera zarówno telefony z systemem Windows Mobile, iOS i Android jak i komputery. Wspiera bezpieczne wyszukiwanie w Internecie, nadzorowanie i ograniczanie czasu spędzanego z komputerem jak i np. śledzenie lokalizacji dziecka. Bardzo bogate i kompleksowe rozwiązanie. Posiada też wersję darmową o ograniczonej funkcjonalności. Roczna licencja kosztuje 124 zł.

 

Limitly

Darmowa aplikacja na telefony z Androidem, umożliwiająca ustawianie bardzo precyzyjnych limitów na poszczególne aplikacje, np. można wyłączać większość aplikacji w trakcie lekcji, powrotu dziecka do domu czy też czasu odrabiania lekcji. Można tworzyć grupy aplikacji i dla nich też ustawiać limity.

 

Na zakończenie

Nawet najlepsze programy nie zastąpią rozmowy z dzieckiem i tłumaczenia, jakie zagrożenie dla psychiki mogą stanowić niektóre treści dostępne w Internecie. Dodatkowo należy zaznaczyć, że większość programów ograniczających dostęp do komputera, aplikacji czy w ogóle Internetu prędzej czy później będzie się dało jakoś obejść. Młodsze dzieci z pierwszych klas szkoły podstawowej raczej nie poradzą sobie z tym zadaniem, ale nastolatki na pewno znajdą jakiś sposób.

Zalecam więc traktować wszelkiej maści programy zapewniające bezpieczne korzystanie z  Internetu jako dodatek do rozmów z dzieckiem, kierując zabezpieczenia raczej w kierunku młodszych dzieci, które nieświadomie i przypadkowo mogą dotrzeć do groźnych dla nich treści.

Maciej Hanak

Ojciec dwójki dzieci, programista.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej
Hanak
zobacz artykuly tego autora >

Uwolnijmy dzieci z sieci

Uwielbiamy, jako rodzice majstrować przy naszych dzieciach. Tłumaczyć, rozmawiać, zachęcać, wspierać, strofować, ciągać po psychologach, czytać poradniki, pytać na forach blogerów. A czasem zapominamy, że to wszystko będzie psu na budę, jeśli my robimy dokładnie odwrotnie.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Internet jest jak owczarek kaukaski. Wielki, tajemniczy i fascynujący, a równocześnie w każdej chwili zdolny odgryźć nam rękę. Co jest lepsze? Wsadzić go do klatki i nigdy nie pokazać dziecku, czy jednak nauczyć się z nim obchodzić mając świadomość, że zawsze pozostanie psem, w którego naturę wpisana jest nieprzewidywalność i agresja?

Gdyby mnie ktoś zapytał o to, jakie jest moje zdanie na temat spędzania przez dzieci czasu w Internecie, chciałabym móc odpowiedzieć: „Uwolnić dzieci z sieci! Dać im kalosze, otworzyć drzwi i nauczyć je świata!” Że pachnie, że świeci, że jest pełen małych i wielkich cudów, z których największym jest drugi człowiek. Naprawdę, gdybym mogła zabrałabym dzieci do naszych młodych lat, kiedy nie istniała żadna sieć, a tylko trzepaki, resoraki i bazy na drzewach. I wiem, że część rodziców właśnie tak robi. Tablety mieszkają w tabletowie, domowy komputer nie jest podłączony do sieci, a telewizor dzieciaki widzą raz w miesiącu, podczas wizyty u babci. Można w ten sposób chronić dzieci. Na pewnym etapie rozwoju, nawet trudno znaleźć jakikolwiek minus takiego podejścia. Ale w którymś momencie te dzieciaki zetkną się z nową technologią. Świat, w którym żyją jest jej pełen. I co wtedy?

Na drugim biegunie są rodzice, których dzieci potrafią być przyklejone do smartfonów nawet 10 godzin na dobę. Dzieci, które dosłownie żyją wirtualnie. Rozdrażnione, nieumiejące rozmawiać, słuchać. Nie zainteresowane niczym poza mediami społecznościowymi. Ich idolami są internetowi celebryci, mający tysiące lajków i miliony śmiesznych odpowiedzi na Asku. Chciałabym obok tych prawie już garbatych nastolatków usiąść i zapytać jak ich zdaniem wygląda życie tego idola? Przecież, żeby stworzyć te wszystkie odpowiedzi, żeby wybudować te światy w Minecrafcie, on musi dosłownie żyć tylko w swoim pokoju. Ma tysiące fanów, ale czy zna smak dotyku ludzkiej ręki? Chciałabym usiąść i o to zapytać, ale boję się, że czas spędzony (zmarnowany) w Internecie stępił już za mocno ich percepcję.

Gdzie ja jestem? Nie z własnej woli, ale z rozsądku – pośrodku. Czy moje dzieci znają sieć? Tak. Przede wszystkim jako źródło wiedzy. Fascynujące i nieporównywalne z niczym. (No może poza obserwacją kijanek w stawie i szalonym rozwojem pędów w naszej pestce awokado). Staramy się im pokazywać Internet jako niesamowitą, tworzoną przez miliony ludzi na całej ziemi, kopalnię wiedzy. To wirtualny świat, w którym nie ma granic i który potrafi dosłownie zwalić z nóg, ale który zawsze pozostanie sztuczny, wtórny do tego, co naokoło. Ale czy jest samym złem? Jeśli ktoś zobaczy choć raz błysk fascynacji w oczach dziecka podczas przeglądania stron NASA, ten nie będzie mógł już tak powiedzieć. Moje młodsze dzieci znają także sieć, jako miejsce ciekawych portali z grami. Jest kilka naprawdę wartościowych adresów, idealnych nawet dla 3-latków. Szczególnie niezawodnych zimą, kiedy dwoje z gorączką, trzecie omarudzone, a czwarte – jedyne zdrowe – musi sobie radzić samo.

 

 

Mogłabym jeszcze długo pisać o tym, jak reglamentujemy dzieciom czas w sieci, jak tłumaczymy, że urządzenia dotykowe uzależniają i dlatego jeżeli już Internet to tylko w komputerze, i to ustawionym w centralnym miejscu domu. Można, a nawet trzeba pisać o tym, że jeżeli nasze dzieci mają w swoich pokojach tablety, albo telefony podpięte do sieci, to na pewno zetknęły się już z pornografią. Nawet nie ma co udawać, albo liczyć, że jest inaczej. W tym fascynującym, ale niepewnym i naprawdę niebezpiecznym świecie, jest jednak coś o wiele ważniejszego, niż stworzenie najlepszego systemu zabezpieczającego dzieci w sieci.

Jeżeli chcę, żeby moje dzieciaki znały właściwe proporcje i nie zagubiły się w wirtualnym świecie, muszę sama zapanować nas sobą. Nic lepszego nie mogę dla nich zrobić, jak wyłączyć Internet w swoim telefonie. A sam telefon najlepiej notorycznie gubić. Kilka miesięcy temu, robiłam ze starszymi dziewczynkami drzewo genealogiczne naszej rodzinny. Przy każdej babci, cioci, wujku dziewczyny rysowały jakiś wyróżniający daną osobę atrybut. Mnie sportretowano przy piekarniku… z telefonem w ręku, mojego męża na rowerze…. z telefonem w ręku. To przeważyło nad naszą radykalną decyzją o odkładaniu telefonów po przekroczeniu progu domu. Kiedy piję herbatę i mam niepohamowaną ochotę zrobić internetową prasówkę, chwytam książkę. Chociażbym zrobiła dzieciom tysiące pogadanek, pokazała „Salę samobójców” i odbyła miliony spacerów w deszczu z obowiązkowym odwiedzeniem każdej kałuży, to i tak moje dzieci będą przypięte do sieci, jeżeli ja nie zawalczę o moją niezależność od niej i nie pokażę im jaka jest właściwa hierarchia.

Kiedy zaczyna się małżeństwo? Zwykle po kilku trudnych latach, kiedy wykończeni walką zaczynamy zdawać sobie sprawę, że nie jesteśmy w stanie zmienić naszego współmałżonka. Nawet o milimetr. Jedyną osobę, którą mogę zmienić, jestem ja sama. I to jest moment, w którym zwykle zaczynają dziać się cuda. Ta sama zasada działa w stosunku do naszych dzieci. Uwielbiamy, jako rodzice majstrować przy tych stworach. Tłumaczyć, rozmawiać, zachęcać, wspierać, strofować, ciągać po psychologach, czytać poradniki, pytać na forach blogerów. A czasem zapominamy, że to wszystko psu na budę, jeśli my robimy dokładnie odwrotnie. Dlatego zawalczmy o nasze dzieci i to my pierwsi odepnijmy się od sieci.

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki - prawnik, z naprawionego błędu - dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa i autorka bloga budujemymosty.pl

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >