Nasze projekty
Tomasz Adamski

Celebryci w służbie prawdy

Pamiętacie Dariusza Michalczewskiego, boksera, który jakiś czas temu zabłysnął tolerancją dla ruchów LGBT? A aktora Arkadiusza Jakubika i jego radykalną ocenę pontyfikatu papieża z Wadowic? A może przychodzą Wam na myśl najnowsze przebłyski antychrześcijańskiego gnostycyzmu w wykonaniu Krzysztofa Pieczyńskiego?

Reklama

Tak się składa, że gdy o naszej epoce będzie już można uczyć się z podręczników do historii, to poza ważniejszymi wydarzeniami będzie można w nich poczytać o signum temporis, o znakach czasu, które charakteryzują konkretny moment dziejów i obrazują, jakie myślenie nim rządzi. Jestem przekonany, że jednym ze znaków rozpoznawczych początku naszego tysiąclecia będzie graniczące z aksjomatem emocjonalne przekonanie, że jeśli ktoś, kogo lubię, szanuję, podziwiam (niepotrzebne skreślić) wypowiada się w ważnym dla mnie temacie, jestem zobowiązany brać to za dobrą monetę. Nic głupszego.

 

A że taki syndrom stwierdzono już dawno, nikt w mediach z tą głupotą nie walczy, ale raczej ten prosty mechanizm "lubię = popieram" próbuje zaprząc do swoich interesów. Gazety, telewizje i wszelkie redakcje powoli zaczynają się w tym specjalizować. Problem pojawia się wtedy, gdy druga strona barykady analogicznie zyskuje swojego wieszcza. Wtedy propagandowy algorytm nakazuje pokazać go w kompletnie innym świetle.

Reklama
Reklama

 

Fenomenalnie to widać na przykładzie ostatnich miesięcy. Wspomniany we wstępie Krzysztof Pieczyński ze śmiertelną powagą opowiada w mediach o mistycznym narzędziu kontroli umysłów, jakim jest Kościół i o tym, jak za pomocą czarnej magii w postaci dymu z trybularza ksiądz może kontrolować parafian. Niczego w tym zdaniu nie przeinaczyłem. Ten pogląd jest autentyczny, a idzie jeszcze głębiej bo aż po cząstki światła, które miałyby stworzyć zapowiedzianego przez Jezusa (?) nowego człowieka, ale Kościół hochsztaplerów tę ewolucję blokuje. I co ciekawe, po rozmowie w telewizji, aktor zaczyna udzielać wywiadów dla gazet i portali. Pojawia się popyt na jego ekspertyzę, choć jest ona – i trzeba to uczciwie przyznać – po pierwsze komiczna, po drugie nie poparta dosłownie niczym poza prywatnymi refleksjami. Do których oczywiście ma prawo.

 

Reklama
Reklama

Celebryci w służbie prawdy

Gdy broniąc edukacji seksualnej i adopcji dzieci przez pary homoseksualne w antykościelną światopoglądową przepychankę zaangażował się Dariusz Michalczewski, dostawał okładki w gazetach i najlepszy czas antenowy (pisałem o tym tutaj). Nikogo nie obchodziła ilość ciosów jakie przyjął na głowę pnąc się na szczyt pięściarskich rankingów, co jest z kolei głównym akcentem deprecjonowania Tomasza Adamka – również boksera, ale o poglądach skrajnie odmiennych. Tego typu podwójnych standardów można wymieniać na pęczki.

 

Reklama

Gdy jakiś czas temu red. Babiarz, sportowy komentator, został wywołany do tablicy w temacie nadużyć seksualnych w Kościele i przedstawił pogląd o ich marginalności, rechotom nie było końca. Komentator sportowy ekspertem od Kościoła? – pytano retorycznie w tytułach i płodzono kolejne artykuły w tonacji mieszającej gniew z rozbawieniem. Ale co do swoich aktorów, bokserów (ogólnie: celebrytów) pytajników się nie stosuje. Granicą są tylko prezentowane poglądy.

 

Nie chcę niczego demonizować, ale media mają swoje interesy – to prawda, o której zdążyliśmy dawno zapomnieć. Być może również ta amnezja leżała w jej interesie. Dlatego warto poprawić na nosie krzywe okulary rozsądku i mrużyć oczy, gdy masowy przekaz znów zamajaczy nam przed oczami obrazem o światłym celebryckim ekspercie i postawi go w kontraście do głupiutkiego aktorzyny. Bo że mają równie znikome kompetencje dziwnym trafem nikt się nie zająknie.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite