Siostry od dzieci ulicy

Dziewczynka z opuchlizną głodową, której groził los dziecka ulicy - takie spotkanie natchnęło polskie siostry misjonarki w Kamerunie do budowy Centrum Dziecka w tym kraju. O budowie domu i tamtejszej codzienności rozmawiamy z s. Kolbeną Frąckiewicz, pasjonistką, misjonarką.

Polub nas na Facebooku!

Siostry od dzieci ulicy
Dziewczynka z opuchlizną głodową, której groził los dziecka ulicy - takie spotkanie natchnęło polskie siostry misjonarki w Kamerunie do budowy Centrum Dziecka w tym kraju. O budowie domu i tamtejszej codzienności rozmawiamy z s. Kolbeną Frąckiewicz, pasjonistką, misjonarką.

Jak wygląda codzienność dzieci w Kamerunie?

S. Kolbena Frąckiewicz: Zależy czy jest to wioska czy miasto. W wiosce dzieci rano szukają wody, muszą przynieść wodę do domu, znaleźć drzewo na opał. Dzieci, które nie chodzą do szkoły, idą z mamą do pola, gdzie razem pracują. Te, które mają taką możliwość idą do szkoły i wracają z niej około godziny 17.00, a o 18.00 godzinie, gdy już jest ciemno, znów idą po wodę, jedzą wspólny posiłek. W wiosce, gdzie nie ma światła, często wspólnie bawią się na zewnątrz przy ognisku. W mieście są rodziny, które mają wszystko i mogą dać dzieciom wszystko co potrzeba – wykształcenie, rozrywkę. Ale są rodziny, gdzie dzieci bardzo cierpią, nie mogą się dobrze odżywiać, nie chodzą do szkoły, mają pragnienie zjedzenia cukierka, chleba. Cukierki są sprzedawane pojedynczo, kostka cukru pojedynczo, żywność można powiedzieć na sztuki, małe ilości, a mama przygotowuje cokolwiek, aby dziecko mogło coś włożyć do ust.

 

Jak zetknęłyście się z ich problemami?

We wrześniu 2012 roku zamieszkałyśmy w Yaounde, aby w Messasi pracować w szkołach. Zaczęłyśmy szukać stałego miejsca pod nową placówkę. Pan miał jednak inny plan. Znalazłyśmy nowe miejsce w dzielnicy położonej niedaleko od centrum miasta, ale bardzo się od niego różniącej. Gdy szukałyśmy tego terenu prosiłyśmy o znaki – czego Pan od nas chce. I wtedy przyprowadzono nam dziewczynkę, która miała opuchliznę głodową. Szukałyśmy dla niej miejsca pomocy i okazało się, że takiego nie ma. W tym samym czasie miało miejsce także inne zdarzenie, kiedy to chłopcy z ulicy wtargnęli do mojego samochodu i grożąc mi zabrali rzeczy. To był znak, że trzeba się zająć dziećmi, aby nie stały się dziećmi ulicy. By miały szkołę, okazję do znalezienia pracy. I stąd wzięła się myśl aby zbudować Centrum Dziecka.

 

Chcemy, aby była możliwość zbudowania szpitala z myślą o dzieciach, aby pomóc także matkom oczekującym na dzieci z różnymi trudnościami, chorobami.

Czym ono będzie się zajmować i jak będzie wyglądać?

Naszym pragnieniem jest najpierw zbudowanie zespołu szkół dla dzieci: przedszkola, szkoły podstawowej, średniej i wyższej, ale potrzeba nam do tego bardzo dużo środków finansowych. Jesteśmy w trakcie dokupienia terenu, bo obecny jest za mały. Chcemy, aby była możliwość zbudowania szpitala z myślą o dzieciach, aby pomóc także matkom oczekującym na dzieci z różnymi trudnościami, chorobami. Myślę, że uda nam się zrobić pomieszczenie na dole, gdzie miał być dyspenser dla młodych matek samotnie wychowujących dzieci, aby nauczyły się szycia, żeby również one znalazły środki do życia. Obecnie czekamy aż dotrą do nas zakupione w Polsce maszyny do szycia. Więc plany są duże, idzie to powoli w związku z brakiem finansów, ale myślę, że z czasem… nie można od razu stworzyć wszystkiego. To, co będzie możliwe, zaczniemy robić od razu.

 

Kto jest zaangażowany w budowę domu?

Bardzo dużo osób… (śmiech). Przede wszystkim siostry, nasze zgromadzenie i darczyńcy, których szukam wszędzie. Wiele osób nam pomaga, aby to dzieło powstało. Są zatrudnieni również Kameruńczycy. Za budowę odpowiedzialny jest inżynier z Kamerunu, który jest naprawdę oddany tej sprawie i daje z siebie wszystko, abyśmy mogły jak najszybciej tam zamieszkać. Otrzymałyśmy także fundusze na zrobienie studni głębinowej.

 

Nie możemy się przerażać sumami, po prostu każda złotówka jest ważna oraz modlitwa w tej intencji. Nie jesteśmy w stanie znaleźć funduszy, ale jeżeli się modlimy, to Pan Bóg znajduje ludzi, którzy mogą się podzielić swoim dobrem i to czynią.

Na jakim etapie jest budowa?

Dom jest w tej chwili w trakcie budowy, są fundamenty i dwa piętra, z tym, że parter nie jest jeszcze wykończony, nie mamy funduszy, abyśmy mogły tam już zamieszkać. Staramy się obecnie wykończyć pierwsze piętro. Następnie w planie jest dach i zorganizowanie właśnie na parterze miejsca dla dziewcząt albo małego dispenseru tymczasowego w oczekiwaniu na budowę szpitala.

 

Koszt zapewne nie jest mały…

Nie możemy się przerażać sumami, po prostu każda złotówka jest ważna oraz modlitwa w tej intencji. Nie jesteśmy w stanie znaleźć funduszy, ale jeżeli się modlimy, to Pan Bóg znajduje ludzi, którzy mogą się podzielić swoim dobrem i to czynią. Każda złożona ofiara, każda modlitwa, każde cierpienie złożone w tej intencji, w intencji misjonarzy jest bardzo ważne, i jest bardzo owocne. Bo to właściwie Pan Bóg znajduje fundusze, otwiera serca ludzkie przez naszą modlitwę.

 

W Kamerunie posługuje siostra już 34 lata. Jak znalazła się siostra na misji, jak wyglądały początki?

Moment przyjazdu do Kamerunu i same początki to było mocne bicie serca i dziękczynienie za to, że mogłam przybyć na misje, że spełnia się moje pragnienie serca. Szczęście, pomimo wszelkich trudności, które napotkałam. Były one związane szczególnie z nieznajomością języka francuskiego – znałam trochę język angielski. To była olbrzymia bariera braku możliwości porozmawiania z ludźmi, nie znałam ich tubylczego języka, ale mimo tego, że ludzie mówili “siostra tylko umie się uśmiechać a nie mówi”, nawiązywałam kontakty z ludźmi, prowadziłam katechezy, i zaczynałam moją pracę z dziećmi. To od nich nauczyłam się bardzo wiele, nawet mówić po francusku! To były początki – pragnienie aby poznać ludzi, aby im w jakiś sposób pomóc. To właśnie wtedy spędziłam pierwsze Boże Narodzenie na misjach.

 

Jak wyglądały pierwsze święta w Kamerunie?

To było w 1986 roku. Pierwsza Msza święta rano była odprawiana przez samego księdza biskupa pod drzewem mangowym. Później był wspólny obiad. Razem z siostrami przygotowałyśmy jasełka z dziećmi, zrobiłyśmy nawet skrzydełka dla aniołków. Ale chcę jeszcze opowiedzieć o Wigilii. Było tradycyjnie, po polsku – był opłatek, było wolne miejsce przy stole i kiedy zaczęłyśmy śpiewać kolędy po polsku, bo jeszcze po francusku dobrze nie potrafiłyśmy, wiele ludzi zaczęło pukać do drzwi, wchodzić i wszyscy siadali i cały dom był napełniony ludźmi, jak również innymi misjonarzami, którzy przyjechali razem z nami spędzić wigilię.

 

Ile sióstr posługuje na misji w Yaounde  i jakie są obszary waszej działalności?

W Yaounde w tej chwili nie mamy jako takiej pracy duszpasterskiej, dlatego, że trwa budowa. Wynajmujemy mieszkanie, w którym mieszkają siostry chodzące do szkoły, studiujące lub przygotowujące się do pracy. Więc wychodzą wcześnie rano na Mszę świętą, wracają gdzieś około godz. 17.00/18.00, uczestniczą we wspólnej modlitwie. Siostry mają kontakt z dziećmi w części anglofońskiej, gdzie włączają się w pracę duszpasterską. W tej chwili nasza praca to właśnie budowa Centrum Dziecka. Żeby je stworzyć, potrzeba środków. Gdy już będziemy na miejscu nowej placówki misyjnej, myślę, że jak najszybciej rozpoczniemy pracę z dziećmi, z młodzieżą, z kobietami, matkami samotnie wychowującymi dzieci.

 

Myślę, że dzięki temu Centrum ta dzielnica się zmieni nie tylko pod względem cywilizacji, ale również pod względem wiary, żeby zwiększyć wiarę w ludziach, i to ogromne zaufanie do Pana Boga.

Do jakich celów dąży wspólnota sióstr posługująca na misji? 

Do Kamerunu przybyłyśmy w 1986 roku, te 34 lata to dość duży okres czasu. Kamerun bardzo się zmienił. Yaounde, które było bardzo małym miastem, mimo, że było stolicą, obecnie jest to gigant, dosłownie gigant, gdzie jest trudno znaleźć teren pod budowę, gdzie prawie wszyscy ludzie z Kamerunu starają się mieć miejsce zamieszkania w stolicy. Samo nasze pierwsze miejsce, gdzie mieszkałyśmy to były sawanny, trawy. Obecnie niemożliwym jest znaleźć wolny teren. Sporo dzieci już chodzi do szkoły, szkolnictwo się zmieniło. Zaczynałam w przedszkolu w Bertoua z bardzo małą ilością dzieci, była ogromna walka o to, aby dzieci chodziły do przedszkola, szkoły podstawowej. Po latach widzę duże rezultaty. Przedszkole jest wciąż za małe, mimo, że przedszkoli jest coraz więcej, czyli świadomość rodziców zmienia się. Ci, którzy sami ukończyli już szkołę średnią, chcą żeby również ich dzieci kończyły, są to dobre znaki. Jeżeli chodzi o Yaounde, Kaélé ilość analfabetów jest bardzo duża, część dzieci chodzi do szkoły, jednak jest spora część dzieci, która nie chodzi. Trudności są bardzo złożone, myślę, że z powodu finansów, jak również potrzeby pracy z tymi ludźmi, przebywania i ciągłego uświadamiania potrzeby wszystkiego. Obecnie młodzież, która ukończyła studia nie znajduje pracy. Myślę, że za dziesięć lat naszej pracy, dzięki pomocy Bożej będziemy mieć już zespół szkół i to zmieni okolice. Bo nawet to, że rozpoczęłyśmy budowę naszego domu, że jest studnia, że jest woda już zmieniło nawet spojrzenie ludzi na nas. 

Najciężej zapracować na zaufanie…

Na początku ludzie nie chcieli, żebyśmy tam przybyły. Wiedzieli, że będą zmiany, jednak teraz już oczekują naszego przyjścia, i chcą żebyśmy przybyły. Myślę, że dzięki temu Centrum ta dzielnica się zmieni nie tylko pod względem cywilizacji, ale również pod względem wiary, żeby zwiększyć wiarę w ludziach, i to ogromne zaufanie do Pana Boga. Jest to miejsce gdzie były różne religie, sekty, myślę, że właśnie powstanie Centrum Dziecka sprawi, że ludzie nie tylko znajdą pracę, będą mogli odzyskać zdrowie i szkołę, wykształcenie, ale również pogłębią wiarę. Wiem, że po prostu to Centrum Dziecka jest to nasze wspólne dzieło, Polski razem z Kamerunem i z Włochami, z których również otrzymujemy dużą pomoc. Myślę, że wspólnie będzie możliwe zbudowanie tego Centrum Dziecka i zmiany jakości życia w tej dzielnicy.

 

 

Rozmowę przeprowadzili Krzysztof Piekarski oraz Oliwia Cechelt.
Opracowanie: Zofia Świerczyńska, Anna Druś/Stacja7


 

Działalność sióstr na misji w Kamerunie oraz budowę Centrum Dziecka można wspomóc finansowo poprzez wysłanie ofiary na konto: PKO BP S.A. 79 1020 1013 0000 0902 0112 1490

Zgromadzenie Sióstr Męki Pana naszego Jezusa Chrystusa,
ul. Husarii 55/57, 02-951 Warszawa

Z dopiskiem:
1. Budowa Centrum Dziecka
2. Odżywianie
3. Adopcja na odległość (prośbę o adopcję należy kierować na e-maila: [email protected])

Można też odliczyć 1% od podatku KRS 0000331212 z dopiskiem: „Na budowę Centrum Dziecka w Kamerunie – K11”

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



ROZMOWY

Bibliści jak chirurdzy. Rozmowa z autorami “Jutro Niedziela”

"Bibliści niczym chirurdzy, którzy otwierają wnętrze żywego organizmu, mają możliwość zobaczyć, jak działają tkanki żywego Słowa" - mówi ks. Przemysław Śliwiński jeden z autorów "Jutro Niedziela" - najnowszej książki od Stacji7.

Polub nas na Facebooku!

Bibliści jak chirurdzy. Rozmowa z autorami "Jutro Niedziela"
"Bibliści niczym chirurdzy, którzy otwierają wnętrze żywego organizmu, mają możliwość zobaczyć, jak działają tkanki żywego Słowa" - mówi ks. Przemysław Śliwiński jeden z autorów "Jutro Niedziela" - najnowszej książki od Stacji7.

Dawid Gospodarek (KAI): Ukazała się książka “Jutro Niedziela”. Skąd się wziął pomysł, by przygotowywać analizę czytań, a nie ich komentarz?

ks. Przemysław Śliwiński (P.Ś.): Czasem siedząc w konfesjonale, czekając na penitentów, widziałem, że na Eucharystii ludzie się po prostu nudzą, pomyślałem wtedy, że na taką nudę najlepsza jest wiedza…

Ks. Marcin Kowalski (M.K.): Ja pamiętam, że kiedy jeszcze uczyłem w szkole, w liceum w Chmielniku koło Kielc, jeden z moich uczniów, powiedział, że nudzi go niedziela. Jedyną rzeczą, która go interesuje, jest kazanie, bo zawsze jest inne. Nie zauważył, że zmieniają się np. czytania. Pisząc teksty do “Jutro Niedzieli”, miałem w uszach jego głos i mam nadzieję, że ta książka pozwoli bardziej zagłębić się w Liturgię Słowa, by potem lepiej, nawet krytycznie, słuchać kazania. To bardzo przyda się nam, kaznodziejom, którzy musimy szukać inspiracji i się rozwijać.

 

Jak więc powstawał taki właśnie projekt? Kiedy wszystko się zaczęło?

P.Ś. Siedem lat temu. Kiedy portal Stacja7 zaproponował niedzielny cykl z komentarzami, natychmiast pomyślałem, że może lepiej, żeby to był przewodnik po Słowie na daną niedzielę. Chodziło o to, aby nie powstał kolejny “ewangeliarz”, komentarz biblijny, jakich wiele, spisana w formie bloga homilia, ale możliwie obiektywna pomoc do przyjęcia i zrozumienia niedzielnego Słowa Bożego. Przygotować do słuchania Słowa podczas niedzielnej Eucharystii.

 

Czy nie wystarczy iść na Mszę i słuchać czytań, a potem homilii? Trzeba się przygotować?

M.K.: Kiedy jedziemy zwiedzać turystycznie jakiś kraj czy miasto, możemy oczywiście iść prosto przed siebie i podziwiać to, co napotkamy. Ale wiemy dobrze, o ile lepiej jest najpierw przeczytać o tym mieście, o najważniejszych zabytkach, dobrze zaplanować sobie pobyt, przygotować się do zwiedzania. Dokładnie to samo proponujemy w “Jutro Niedzieli”: znajdziemy tam, jak w przewodniku turystycznym, informacje, na co zwrócić uwagę podczas słuchania Słowa Bożego.

P.Ś.: Warto zauważyć konsekwencje językowe, jakie wynikają ze sformułowania „Jutro Niedziela”. W książce piszemy o Słowie zawsze w czasie przyszłym, np. “W Ewangelii usłyszymy to i to”. “Słuchając zwróćmy uwagę na”. W ten sposób chcemy przygotować do słuchania Słowa, nie zastępując homilii.

 

Wróćmy do początków…

P.Ś.: Przyjąłem zatem propozycję, Stacji7.pl, zacząłem opracowywać pierwsze odcinki ale dość szybko dostrzegłem, że potrzeba jeszcze fachowca-biblisty i wiedziałem, kogo zaprosić.

 

I tak w projekcie pojawił się ksiądz Marcin.

M.K.: Sam pomysł naszej współpracy pojawił się już wcześniej w Nowym Jorku. W tym samym czasie pracowaliśmy w wakacje w nowojorskich parafiach. Tak organizowaliśmy sobie rozkład pracy i zajęć, żeby wygospodarować w tygodniu jeden dzień wolny. A że obaj jesteśmy kibicami tenisa, więc w sierpniu i wrześniu chodziliśmy razem na rozgrywki. Grała wtedy Agnieszka Radwańska, to dodatkowy magnes, który przyciągał w to miejsce… Przemek chyba pracował wtedy na Staten Island, ja na Bronxie. Spotykaliśmy się na Manhattanie i stamtąd ok 1,5 godziny jechaliśmy na korty długie odcinki metrem, więc mieliśmy dużo czasu na rozmowy, często o niedzieli: jak przygotowujemy się do kazań, jakie słowo nas zainteresowało, nad czym pracowaliśmy…

P.Ś.: Przygotowywanie homilii dla naszych wspólnot, gdzie pracowaliśmy, było wyzwaniem. Dla Polaka to inny kontekst posługi, między innymi dlatego, że trzeba pamiętać o popularności różnych protestanckich interpretacji i tendencji, często wywodzonych wprost z Biblii i przez to brzmiących dość przekonująco, i wyjaśniać, na czym polega katolickie podejście… A Marcin świetnie opowiada o Biblii. Często mówi, że to „żywa tkanka”, „żywy organizm” – i że bibliści niczym chirurdzy, którzy otwierają wnętrze żywego organizmu, mają możliwość zobaczyć, jak te tkanki żywego Słowa działają. Bardzo ważne jest, że studiował na Biblicum, gdzie jest inny sposób badania Biblii, niż np. na teologii biblijnej.

M.K.: Poznajemy języki oryginalne. Podchodzimy do Biblii bardzo ostrożnie, ponieważ jak wspomniał Przemek, jest to żywy organizm myślący, czujący…

P.Ś.: Na tym polegała ta nasza “interdyscyplinarność”. Ja chciałem podczas tych rozmów znaleźć odpowiedź na pytanie, co zrobić, żeby to żywe Słowo i pasja biblisty jak najlepiej dotarły do tych ludzi, którzy są od tej rzeczywistości daleko.

M.K.: Zastanawialiśmy się, jak tę wiedzę przenieść w XXI wiek. Przemek jest dziennikarzem z wykształcenia i to po świetnej rzymskiej szkole, więc żeby to ważne przesłanie zostało dobrze przekazane, użył całego swojego warsztatu i zastanawiał się, co z naszych dociekań i pasji biblijnych jest zrozumiałe dla współczesnego człowieka albo co i w jakiej formie mogłoby go zaciekawić. To była działka Przemka i bardzo mocno widać ją w tej książce, bo jest odpowiedzialny właściwie za cały projekt, jego formę.

P.Ś.: Znakiem tego XXI wieku jest to, że w czasie pisania ani razu nie spotkaliśmy się na żywo, wszystko powstawało wirtualnie, na wspólnym dokumencie on-line.

 

Ks. dr hab Marcin Kowalski (FOT. Episkopat News)

 

Czyli dyskutujecie o tym jak wyjść do ludzi z Pismem Świętym, kilka lat później Stacja7.pl zgłasza się z propozycją…

M.K.: A po kilku tygodniach pojawiła się strona internetowa, na niej każde z czytań było przez nas analizowane. Na początku bardzo skromnie. Z czasem formuła się dopracowała i wykrystalizowała, nabierając – dzięki zespołowi portalu – nowatorskiego kształtu, a po siedmiu latach Stacja7.pl postanowiła wydać książkę.

 

Książka jest też graficznie świetnie przygotowana, w nowoczesnej estetyce, przejrzyście…

P.Ś.: Rok liturgiczny to 52 niedziele w roku, ale w książce “Jutro Niedziela” o dziwo rozdziałów jest więcej, niemal 60, bo okazuje się, że w zależności od roku liturgicznego kilka niedziel zawsze jest “nieobecnych”, które w książce musieliśmy zawrzeć. Dzięki temu będzie ona aktualna przez wiele, wiele lat.

 

Konkretnie – jaki materiał do sobotnich przygotowań dostaje czytelnik?

M.K.: Każda niedziela rozpoczyna się tytułem i lidem. Przemek po dziennikarsku był odpowiedzialny za tytuły, które mają być chwytliwe, oddawać treść, przyciągnąć uwagę, niekoniecznie muszą być takie, jak biblista by wymyślił, bo nasze mogą być zbyt nudne. Następnie jest “chmura słów”, która pokazuje nam słowa najczęściej występujące w liturgii. One w konsekwencji sugerują nam temat danej niedzieli.

Opracowanie poszczególnych czytań rozpoczyna “Punkt wyjścia”, czyli podstawowe informacje o niedzieli, okresie liturgicznym, kolorze szat itp., jak również, jaka jest kolekta na daną niedzielę. To jest też bardzo ważne, gdyż kolekta skrywa najważniejszą modlitwę, którą jako wspólnota liturgiczna kierujemy do Boga.

 

Co dalej znajdzie czytelnik?

P.Ś.: Potem następuje analiza poszczególnych czytań: Pierwszego czytania, psalmu, drugiego czytania oraz Ewangelii. Każda z tych części jest omówiona w trzech akapitach. W pierwszym piszemy o danej księdze, w drugim o kontekście, w którym pojawia się dane czytanie, w trzecim wprowadzamy do słuchania Słowa. Używamy zawsze czasu przyszłego.

M.K.: W tych trzech częściach opowiadamy o Księdze, o tym, kto i do kogo treść kieruje. Później wchodzimy w kontekst nieco dalszy, czyli w cały analizowany fragment i zaznaczamy na co zwrócić uwagę.

P.Ś.: Następnie do każdego z czytań, psalmu i Ewangelii szukamy najważniejszych cytatów, a potem czas na skarb, czyli “Translator” oraz „Biblijny Insider”, czyli odkrywanie treści żywego Słowa.

M.K.: W “Translatorze” wydobywamy ciekawe i ważne dla tekstu słowa. Jeśli jest to tekst grecki, będzie to greka. W końcu, „Biblijny Insider”, angielska nazwa sugerująca wejście w sam środek tematu. Tu wprowadzamy w głębię czytania. Patrzymy tu na jego przesłanie. To pewnie jest coś, z czego może skorzystać piszący homilię i ludzie, którzy szukają znaczenia tekstu. Po „Insiderze” przechodzimy do części, która zatytułowana jest „Zwróć uwagę”. Tam rozwijamy np. wątki historyczne, które pojawiały się w „Insiderze” np. cóż to za król jest wspomniany w tekście albo co to za wydarzenie historyczne, co znaczy „talent”. Pojawia się tu komentarz kulturowy do naszego tekstu.

P.Ś.: Czasem zamieszczamy też „Linki”, czyli sigla dla skrutacji Słowa. A wszystko spaja “Sto słów”.

M.K.: Księża współpracujący z nami z mojego seminarium nawet niedawno powiedzieli mi, że zwracają uwagę na te podsumowania, bo w “Stu słowach” dobitnie widać, jak niedziela zaczyna układać się w całość. “Sto słów” to końcowy wynik poszukiwań, które przeprowadzaliśmy.

 

Ks. Przemysław Śliwiński (FOT. Episkopat News)

 

A podzielicie się na zachętę jakąś ciekawostką z tego opracowania?

P.Ś.: Kuszenie Jezusa z I niedzieli Wielkiego Postu: gdzie miało miejsce? Z rozpędu powiemy, że miejsce kuszenia jest jedno – pustynia. Okazuje się, że są trzy. Jezus jest dosłownie przenoszony z pustyni na górę a potem na narożnik świątyni w Jerozolimie. Okazuje się, że to przenoszenie w przestrzeni jest też przenoszeniem w czasie i ma swoje głębokie uzasadnienie biblijne, ponieważ Jezus wchodzi w doświadczenie kuszenia innych bohaterów Biblii. Wyjaśniamy w książce, jakie to sytuacje, bardzo aktualne i dziś. Innymi słowy, Jezus bierze na siebie i moje kuszenie – i wygrywa.

 

Do kogo skierowana jest książka: do wiernych czy księży jako pomoc homiletyczna?

P.Ś.: Pierwszym odbiorcą byli wierni, precyzyjniej mówiąc: internauci, społeczność portalu. Cykl na Stacji7 był promowany hasłem “Przygotuj się do niedzieli”. Dlatego zadbaliśmy o prosty przekaz w tytułach, leadach, podkreślanych słowach, mając na myśli właśnie świeckich. Potem, gdy zorientowaliśmy się, że cykl czytają księża, spróbowaliśmy pogodzić, by treść była pomocna także dla nich…

M.K.: To był też obiekt naszych negocjacji. Księża, korzystający z tego cyklu, ciągle pytali, czy będzie więcej treści. Przemek miał z kolei wizję treści, której nie jest za dużo, żeby nie przytłoczyła świeckich. Jednym słowem spieraliśmy się o formę, ale to był spór bardzo twórczy dla obu stron.

P.Ś.: To dlatego formuła przewiduje pierwszą część, która w istocie jest podprowadzeniem dla wiernych, to znaczy pierwsze trzy akapity. A jeśli ktoś chce wiedzieć więcej, ma do dyspozycji kolejne części, z “Translatorem” i “Biblijnym insiderem” na czele.

 

Jak to czyta ksiądz przygotowujący homilię, a jak wierny przygotowujący się do niedzielnej Mszy św.?

M.K.: To jest bardzo ciekawe. O księżach możemy więcej powiedzieć. Ksiądz przede wszystkim patrzy na podsumowanie, czyli wyciąga myśl, która byłaby wiodąca, a później dodaje do niej myśli, które ewentualnie znajduje w komentarzu. Często trudno jest znaleźć temat przewodni niedzieli, a to on organizuje całą homilię. Jeśli wyciągnie się jedno zdanie, jeden obraz, który zaczyna wszystko rozświetlać, to jest bardzo dużo i to cały kręgosłup słowa.

P.Ś.: “Jutro niedziela” nie dostarczy księdzu gotowej homilii na zasadzie kopiuj-wklej, to znaczy ksiądz nie może wydrukować sobie i powiedzieć, że to już wszystko.

 

Czyli to nie jest bryk dla kaznodziei a inspirująca, twórcza pomoc.

M.K.: Słowo Boże opracowane w książce jest punktem wyjścia do dobrej homilii, daje pomysły, ale pewnie trudno byłoby to przełożyć na homilię – to musi być opracowane przez homiletę.

PŚ: Wielu księży znajdzie tu po prostu inspiracje do kazań. Każdy kapłan na pewno kilka razy przeżył syndrom pustej kartki, gdy długo nie wiadomo, o czym powiedzieć homilię.

 

A świeccy? Inaczej ją przeczytają?

M.K.: Kiedy ukazała się “Jutro Niedziela” i przekazywałem ją znajomym świeckim i pytałem o wrażenia, uprzedzałem, że to nie jest książka do czytania tak jak powieść. Mówiłem, “kiedy zbliża się niedziela, możecie to otworzyć i będzie to jak jeden opracowany odcinek powieści”.

Wyobrażam sobie, że jak ktoś kto weźmie książkę do ręki, skupi się na czytaniu, na szukaniu czegoś wartościowego, i to go pewnie zatrzyma, czyli pewnie bardziej punktowe niż całościowe czytanie. W przypadku księdza i świeckiego celem jest przygotowanie do liturgii, bo jutro niedziela, więc nie idźmy na nią zupełnie bez przygotowania.

 

(FOT. Episkopat News)

 

 Ile czasu zajmuje wiernemu takie przygotowanie się do niedzielnej Mszy z liturgią Słowa?

M.K.: Zależy, czy jest to czytanie stricte biblijne czy modlitewne. Można przeczytać teksty biblijne, potem przejść przez kolejne etapy analizy i wtedy zajmuje to ok. od 15 minut do pół godziny. Przynajmniej mnie tyle zajmuje.

 

Wspomnieliśmy o szacie graficznej. Jak ona pomaga w korzystaniu?

P.Ś.: Dzięki bardzo nowoczesnym rozwiązaniom graficznym nie mamy tutaj ciągłego, nużącego tekstu. Wszystko jest poukładane, co dla mnie – ścisłego umysłu – jest bardzo przydatne, bo od razu odnajduję strukturę i porządek. Kolor od razu odsyła do tematu danej niedzieli. Fiolet – pokutny, mocny czas Wielkiego Postu albo Adwentu. Biel, złoto oznacza radość świętowania, w Okresie Wielkanocnym albo Bożego Narodzenia. Zielony oznacza okres zwykły. W liturgii Słowa dominuje wówczas narracja jednego ewangelisty, w roku A jest to Mateusz, który opowiada życie Jezusa według swojej logiki i celów, dla których spisał Ewangelię.

M.K.: Jeśli chodzi o kolory, to mnie najbardziej uderzyło złoto, które od razu sugeruje mi, że to musi być coś niezwykłego. Wielkanoc i Boże Narodzenie na złoto, czyli te najmocniejsze i najbogatsze treściowo, najpiękniejsze okresy liturgiczne są tym kolorem zaznaczone i to już organizuje myślenie człowieka. Kolory pomagają mi odnaleźć się w kalendarzu liturgicznym, sygnalizują treść, ciekawią. Również słowa kluczowe w treści są wytłuszczone odpowiadającym okresowi liturgicznemu kolorem.

P.Ś.: Już od początku chcieliśmy, żeby jednym spojrzeniem można było wychwycić to, co najważniejsze. Dlatego dużo uwagi poświęciliśmy na dobre tytuły, leady, śródtytuły i wyróżniki w tekście wskazujące kluczowe słowa.

 

Są też małe ilustracje, głównie z dzieł sztuki…

M.K.: To są małe zdjęcia, na stronie internetowej są większe, można porównać. Na stronie internetowej często jest po kilka ilustrujących liturgię grafik czy obrazów, a tu niektóre wybrano i zostały zmniejszone. Myślę, że też przykuwają uwagę. Ciekawią.

 

Właśnie – po co sięgać po książkę, skoro jest opracowanie internetowe?

M.K.: Nie wszystko jest na stronie. W książce zebraliśmy w całość nasze doświadczenia pracy z tekstami biblijnymi, zostały one profesjonalnie ujednolicone, zredagowane i sprawdzone. Na stronie internetowej forma jest krótsza, taka była też pierwotna intencja cyklu. Książka pozwala na więcej. Strona internetowa może rozbudzić ciekawość, apetyt, zaprosić do lektury całości w książce. Ale znajdziemy też tam coś, czego siłą rzeczy w książce nie znajdziemy – multimedia. Dlatego czasem to książka odsyła do strony. Na przykład znajdziemy tam wiele dzieł sztuki nawiązujących do tematu liturgii Słowa. Są też odniesienia do muzyki, różnych form muzycznych. Strona uzupełnia książkę, a książka stronę.

P.Ś.: Inny przykład multimediów: przy omawianiu kuszenia Jezusa w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu zamieściliśmy link do klipu T.Love i piosenki „Lucy Phere”. Genialnie obrazuje strategię kuszenia, którą właśnie opisaliśmy na podstawie Księgi Rodzaju i Ewangelii.

 

Gdy na Stacji7 powstał projekt “Jutro Niedziela”, z zewnątrz przychodziły jakieś informacje zwrotne?

P.Ś.: Jako pierwsza pozytywnie zareagowała KAI. Drugą informacją były statystyki, które napływały z portalu, ale trzecia informacja była dla mnie szczególnie ważna, w pewnym sensie uratowała ten projekt. Uczestniczyliśmy w pogrzebie naszego rektora Papieskiego Kolegium Polskiego, który niespodziewanie zmarł. Spotkaliśmy się wtedy w gronie niemal wszystkich kolegiastów. To tam usłyszeliśmy, że nasi koledzy korzystają z “Jutro Niedzieli”. To była też ich radość, bo mimo że od dawna nie mieszkamy już w Rzymie, wzajemnie sobie kibicujemy i wspieramy w posłudze kapłańskiej w różnych częściach Polski. Jeśli słyszymy od kolegów, którzy naprawdę są dobrze wykształceni, że korzystają z “Jutro Niedzieli”, że to im pomaga w przygotowaniu się do Liturgii, to było to potężne potwierdzenie, że warto.

M.K.: Ja miałem sygnały od proboszczów, wikarych, którzy pytali o ten cykl. Gdy zakończyliśmy pierwsze trzy lata pytali, czy będzie rozwijany i upominali się, żeby był wcześniej niż w sobotę, żeby przygotować kazanie, ale musiałem tłumaczyć, że to jest „Jutro Niedziela”, więc byłby problem…

 

(FOT. Episkopat News)

 

Jaka jest różnica w czytaniu Biblii przez biblistę i przeciętnego parafianina?

M.K.: Właściwie nie powinno być wielkiej różnicy. Biblista jak każdy wierzący człowiek musi stosować hermeneutykę wiary. Podchodzimy do tekstu Pisma Świętego jako do przestrzeni, w której obecny jest Duch Święty, a nie tylko i wyłącznie jako obiektu badań. Jest też słowem badającym nas – odkrywamy tam siebie i nasze życie. Ale oczywiście oprócz tego mamy do czynienia z fenomenem językowym kultury starożytnej. Biblista, badając Pismo Święte, podchodzi do niego także jak do słowa, które wybrzmiało w kontekście starożytnym, i próbuje ten kontekst odtworzyć. Żeby dotrzeć do znaczenia słowa, Papieska Komisja Biblijna, a także nasza katolicka hermeneutyka, poleca przede wszystkim dotarcie do kontekstu literalnego, a tego nie da się oddzielić od historii, ludzi, którzy to tworzyli, kontekstu, kultury. Więc tę kulturę odtwarzamy, próbując dotrzeć do znaczenia właśnie w kontekście, a później przekładamy to słowo na dzisiejsze pytania i potrzeby człowieka, na własne pytania.

 

Kiedy kolejne tomy?

M.K.: Rusza lawina, rozkręcamy się, więc pod koniec roku czeka nas tom B. Trafi do nas kolejny, nowy, świetnie opracowany edycyjnie – to zasługa wydawnictwa – tom z ujawniającą się coraz bardziej twarzą Jezusa na okładce, którego oblicze tworzone jest przez Słowo. A potem rok C. Wszystko jest gotowe, wymaga jedynie przepracowania redakcyjnego. Planujemy również specjalny tom zatytułowany „Jutro Święto” bądź “Jutro Uroczystość”, bo bardzo brakuje takiego dodatku w osobnym tomie.

P.Ś.: Przygotowujemy się szczególnie do opracowania Triduum Paschalnego, zwłaszcza Wigilii Paschalnej, która jest przecież przebogata w Słowo Boże.

 

Czyli jakieś cztery lata…

M.K.: Na szczęście Episkopat zaplanował Rok Eucharystii na kilka lat.

PŚ: Komisja duszpasterska KEP objęła książkę swoim patronatem jako materiałem przygotowującym do przeżycia niedzieli. Taka też jest misja Stacji7 – “Jutro Niedziela” ma pomóc przeżywać niedzielę, odkryć Eucharystię, a w niej Słowo Boże. Czyli potraktować niedzielę wyjątkowo, a żeby tak potraktować, to trzeba się przygotować.

Bardzo dziękuję za rozmowę i tę książkę!

 

rozmawiał Dawid Gospodarek / Warszawa

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap