“Oczyszczenie musi się zmierzyć z bólem ofiar” Kard. Dziwisz o walce Jana Pawła II z pedofilią w Kościele

Jan Paweł II był pierwszym ze współczesnych papieży, który musiał się mierzyć ze skandalem wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych - mówi w długiej rozmowie z KAI kard. Stanisław Dziwisz.

Polub nas na Facebooku!

Wieloletni sekretarz papieża omawia kolejne kroki Jana Pawła II mające na celu zwalczanie przestępstw wykorzystywania seksualnego w Kościele oraz ochronę małoletnich. Zdecydowanie odrzuca oskarżenia jakie kierowane są wobec Wojtyły, wyjaśniając, że „w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że Jan Paweł II jakiekolwiek przypadki banalizował lub pomniejszał przestępstwo duchownych bądź krzywdę ofiar”.

 

Marcin Przeciszewski, KAI: Od pewnego czasu niektóre media stawiają zarzut św. Janowi Pawłowi II, że rzekomo banalizował przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. A tymczasem – jak wiemy – Jan Paweł II był pierwszym papieżem, który wypowiedział wręcz wojnę tym przestępstwom w Kościele. Czym można wytłumaczyć ten paradoks?

Kard. Stanisław Dziwisz: To prawda, że Jan Paweł II był pierwszym ze współczesnych papieży, który musiał się mierzyć ze skandalem wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Ale w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że jakiekolwiek przypadki banalizował lub pomniejszał przestępstwo i krzywdę. Fakt, że był pierwszym papieżem, który zaczął się mierzyć z tą mroczną rzeczywistością oznacza przede wszystkim, że On musiał się tego zjawiska po prostu uczyć. I uczył się wraz z Kurią Rzymską od Kościołów lokalnych. W miarę jak się uczył stawało się jasne, że w rozumieniu wagi problemu wyprzedził lokalne episkopaty i dał Kościołowi podstawowe instrumenty prawne ukierunkowujące odpowiedź całego Kościoła na kryzys.

W rozumieniu wagi problemu Jan Paweł II wyprzedził lokalne episkopaty i dał Kościołowi podstawowe instrumenty prawne

 

Przejdźmy do konkretnych kroków, jakie podjął św. Jan Paweł II. W 1993 r. skierował list do biskupów Stanów Zjednoczonych, w którym jednoznacznie wskazał na zgorszenie, jakim jest krzywdzenie najmłodszych. Proszę przybliżyć ten czas, w jaki sposób te wieści docierały do Jana Pawła II i jak on to przeżywał?

Wspomina Pan list z czerwca 1993 r. W nim Papież sam wskazuje na źródło informacji o skandalicznych czynach księży w USA. Powołuje się na rozmowy podczas wizyty biskupów amerykańskich ad limina, która miała miejsce kilka miesięcy wcześniej. Jak bardzo te wiadomości musiały boleć Jana Pawła II pokazują słowa z Ewangelii św. Mateusza (18, 7), jakimi poprzedza ten list: „Biada światu z powodu zgorszeń!” Słowo „biada” z powodu zgorszenia i krzywdy wyrządzonej najmłodszym nadaje ton temu listowi. Papież był pod wrażeniem rozmów z biskupami amerykańskimi, chociaż rozmowy z nimi nie były dla niego jedynym źródłem informacji. Wielu biskupów było przejętych cierpieniem ofiar. Równocześnie wiedział, że samo współczucie ani potępienie przestępstw nie wystarczą, że potrzebne są instrumenty prawne, aby biskupi mogli stawić czoło przestępstwom. Dlatego przypomniał, że została powołana komisja ekspertów w celu przestudiowania jak skuteczniej stosować normy prawa kanonicznego w sytuacji prawnej USA. Ponadto w liście do biskupów z USA jest obecne szczególne zmartwienie Jana Pawła II związane z „sensacjonalizmem” [pogonią za sensacją – przyp. red.], z jakim opinia publiczna była informowana o skandalicznych faktach. I nie chodziło Mu w pierwszym rzędzie o dobro instytucji, tylko o to, że „sensacjonalizm” z jakim podchodzi się do zła moralnego powoduje skutki przeciwne, bo upowszechnia skrzywiony obraz życia ludzkiego. Nietrudno w tej przestrodze odnaleźć ślad jego doświadczeń z życia pod dyktaturą, której nieobce było wykorzystywanie zła do tego, by manipulować sumieniami ludzi.

 

W kolejnym roku św. Jan Paweł II wydał indult dla Stanów Zjednoczonych, nakazujący podjęcie przez tamtejszych biskupów konkretnych kroków. Jakich?

Indult z 1994 r. miał na celu nie tyle nakazać biskupom amerykańskim jakieś szczególne działania, ile raczej zsynchronizować stosowanie norm ogólnych prawa kanonicznego z prawodawstwem USA i przez to uczynić bardziej skuteczną współpracę z organami państwa. Wydanie indultu było owocem pracy wspomnianej komisji ekspertów. Indult udzielony biskupom Stanów Zjednoczonych w 1994 r. podnosił wiek ochrony osób małoletnich z 16 do 18 lat i wydłużał okres przedawnienia przestępstw wykorzystania seksualnego małoletnich do 10 lat od ukończenia 18. roku życia przez osobę skrzywdzoną tym przestępstwem. Jeśli indult coś nakazywał, to nie było to coś nowego, lecz przede wszystkim, by biskupi zgodnie z prawem kanonicznym przeprowadzali procesy i stosowali przewidziane przez prawo kary aż do wydalenia ze stanu duchownego włącznie.

Zaniedbania w tym względzie były znane Janowi Pawłowi II. Te zmiany wychodziły naprzeciw oczekiwaniom biskupów i opinii publicznej, i uwzględniały fakt, że wiele przestępstw seksualnych na szkodę małoletnich było zgłaszanych już po ukończeniu 18. roku życia przez ofiary.

 

Czy już wówczas w sprawy te angażował się kard. Joseph Ratzinger wraz z Kongregacją Nauki Wiary? Na czym polegała współpraca Jana Pawła II i kard. Ratzingera na tym polu, jaka była rola tego drugiego?

Czy i w jakim stopniu w pracach wspomnianej komisji uczestniczyli eksperci Kongregacji Nauki Wiary, nie wiem. Natomiast kard. Joseph Ratzinger jako prefekt tej kongregacji należał do grona ścisłych współpracowników Jana Pawła II od czasu jego powołania w 1981 r.

 

Kolejny kryzys na tle wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych rozpoczyna się w Irlandii w połowie lat 90-tych. Jak Jan Paweł II reagował na kryzys w tym kraju?

Lata 90. w Irlandii, to przede wszystkim czas ujawniania w mediach pojedynczych, ciężkich przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Biskupi zareagowali powołując w 1994 r. Komitet Doradczy, by odpowiedź diecezji i zakonów na pojawiające się oskarżenia była spójna. W tym celu Komitet rozpoczął prace nad wspólnymi wytycznymi dla Kościoła w Irlandii, które zostały wydane na początku 1996 r. jako „Dokument ramowy”. Równolegle Jan Paweł II udzielił biskupom Irlandii w 1996 r. analogicznego indultu jak dwa lata wcześniej episkopatowi USA. Miał on na celu wprowadzenie większej ochrony dzieci i młodzieży przed przestępstwem wykorzystywania.

Jednak najintensywniejsze zaangażowanie papieża w kryzys irlandzki nie przypadło na pontyfikat Jana Pawła II, tylko Jego następcy – Benedykta XVI, który przeprowadził szereg wizytacji w diecezjach irlandzkich i bardzo intensywnie zajmował się sprawami Kościoła w tym kraju. To w latach pontyfikatu Benedykta w Irlandii zostały opublikowane główne oficjalne raporty dotyczące wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych, które uświadomiły skalę tego zjawiska i okryły wstydem nie tylko Kościół w Irlandii.

Dla Papieża przyczyną kryzysu był kryzys wiary i że odpowiedzi na te przestępstwa należy szukać w nawróceniu serc do Boga.

Powróćmy do Jana Pawła II. Wydaje się, że reakcja lokalnych Kościołów w USA bądź w Irlandii na przypadki pedofilii wśród duchownych nie była jednak wystarczająca i nie satysfakcjonowała Stolicy Apostolskiej ani samego Papieża?

Papież widział zmagania episkopatów, ale widział też, że z trudem przychodzi im budowanie wspólnej, skutecznej odpowiedzi na kryzys. Skuteczność podejmowanych wysiłków osłabiał brak jedności wśród biskupów. Widząc to Jan Paweł II przewidywał, że przestępstwa wykorzystywania seksualnego małoletnich nie są tylko problemem Kościoła w USA czy Irlandii, albo – szerzej – w świecie anglosaskim, lecz globalnym. Dlatego uznał, że zmiany regulacji kanonicznych w formie indultów dla Kościołów w poszczególnych krajach są niewystarczające. Coraz bardziej był przekonany, że odpowiedź musi być globalna z decydującym udziałem Stolicy Apostolskiej. I w tym kierunku pracował. Dlatego w 2001 r. wydaje przełomowy list apostolski motu proprio „Sacramentorum sanctitatis tutela” (O ochronie świętości sakramentów).

 

Na czym polegała nowość tego dokumentu?

– Wewnątrzkościelnie był to przełom, bez którego trudno sobie wyobrazić późniejszy rozwój działań w zakresie ochrony małoletnich, jaki nastąpił za pontyfikatu Benedykta XVI oraz jaki ma miejsce teraz za pontyfikatu papieża Franciszka.

Podstawowe znaczenie „Sacramentorum sanctitatis tutela” polegało na wprowadzeniu obowiązku zgłaszania do Stolicy Apostolskiej wszystkich oskarżeń wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży przez duchownych, uprawdopodobnionych przez dochodzenie wstępne. W ten sposób została wprowadzona skuteczna kontrola przez Kongregację Nauki Wiary stosowania istniejących przepisów karnych prawa kanonicznego przez przełożonych kościelnych. A przecież niestosowanie tych norm było jednym z bezpośrednich powodów kryzysu.

 

Dlaczego niezbędne było takie właśnie działanie?

Takie działanie było konieczne, bo Jan Paweł II miał świadomość, że jeśli tak dobrze zorganizowane episkopaty jak amerykański, albo o takim zakorzenieniu w historii swojego narodu jak episkopat irlandzki, nie radzą sobie z kryzysem, to Stolica Apostolska musi wyposażyć Kościół w narzędzia, które wykorzenią zgorszenia szkodzące misji powierzonej mu przez Jezusa. List apostolski „Sacramentorum sanctitatis tutela” z końca kwietnia 2001 r. wraz z normami „De gravioribus delictis” (O najcięższych przestępstwach w Kościele), ogłoszonymi 18 maja 2001, wydany został dla ochrony największych świętości powierzonych Kościołowi przez Zbawiciela, do których Jan Paweł II zaliczył sakramenty oraz dzieci i młodzież.

Jan Paweł II zwracał uwagę, że przestępstwa seksualne na szkodę dzieci i młodzieży są przestępstwami o podobnej wadze, jak przestępstwa przeciw świętości sakramentów

 

Jan Paweł II zrównał przestępstwa wykorzystywania seksualnego małoletnich z najcięższymi przestępstwami, jakich można się dopuścić w stosunku do sakramentów: Eucharystii i spowiedzi. Dlaczego, jaka była tego motywacja?

Wybór Kongregacji Nauki Wiary na trybunał apostolski osądzający ostatecznie przestępstwa wykorzystania seksualnego na szkodę osób małoletnich popełnione przez duchownych nie był przypadkowy. Nie był też podyktowany intensywną współpracą Jana Pawła II z kard. Ratzingerem, ówczesnym prefektem Kongregacji. Jego motywacja była inna. Chodziło o skierowanie jasnego przesłania do biskupów i wyższych przełożonych zakonnych oraz do całego duchowieństwa, że przestępstwa seksualne na szkodę dzieci i młodzieży są przestępstwami o podobnej wadze, jak przestępstwa przeciw świętości sakramentów.

Papież Franciszek w przemówieniu w dniu inauguracji pontyfikatu 19 marca 2013 r. wyraził tę intencję pozytywnie. Mówiąc o misji Kościoła powiedział, że z woli Jezusa należy do niej ochrona Bożych darów a szczególnie dzieci, ludzi starych oraz ubogich. To są – oprócz sakramentów – owe świętości powierzone Kościołowi.

I dlatego normy o najcięższych przestępstwach w Kościele wydane przez Jana Pawła II, krzywdę wyrządzoną dzieciom w sferze seksualnej stawiają w jednym szeregu z grzechami i przestępstwami takimi jak profanacja Eucharystii, czy wykorzystanie do gorszących celów sakramentu pokuty przez spowiedników. Jest to jasny sygnał “diagnostyczny”, że dla Papieża przyczyną kryzysu był kryzys wiary i że odpowiedzi na te przestępstwa należy szukać w nawróceniu serc do Boga.

Jednocześnie Papież nakłada na wszystkich biskupów, którzy wykryli takie przypadki, obowiązek informowania o tym Kongregacji Nauki Wiary oraz ustanawia Kongregację instytucją kontrolną wobec wszystkich postępowań przed kościelnymi trybunałami, jakie toczą się w poszczególnych diecezjach.

Warto dodać, że dokument ten nie został opublikowany pod bezpośrednią presją mediów, ale jeszcze przed ogromną falą ujawnień, jaką uruchomiła niecały rok później począwszy od lutego 2002 r., długa seria publikacji w „Boston Globe” znana powszechnie pod nazwą „Spotlight”. Był to owoc licznych konsultacji, które nie pozostawiały wątpliwości odnośnie do globalnego charakteru kryzysu.

 

 W początkach obecnego wieku – jak zaznacza Ksiądz Kardynał – wybucha w Stanach Zjednoczonych olbrzymi skandal. Nigdy Kościół nie przeżywał podobnego kryzysu na taką skalę. Jakie są działania św. Jana Pawła II wobec episkopatu USA? Jaki przynoszą one skutek?

Gdy w Stanach Zjednoczonych pod wpływem publikacji „Boston Globe” rozpoczęła się największa fala ujawnień i zgłoszeń, w kwietniu 2002 r. papież wezwał do Watykanu wszystkich kardynałów amerykańskich. Przemówienie, jakie do nich wygłosił zawierało kilka istotnych wniosków z dotychczasowej historii kryzysu.

Zawierało ono uznanie, że kryzys ma dwa elementy składowe. Pierwszym z nich jest wielkie zło uczynione dzieciom i młodzieży przez niektórych kapłanów i zakonników. Dlatego negacja lub wyparcie faktów nie są sposobem na mierzenie się z krytyką. Drugim są zaniedbania przełożonych kościelnych w odpowiedzi na to zło. Nieadekwatne działania przełożonych kościelnych sprawiły, że wielu ludzi czuło się zranionych tym, jak działali biskupi i przełożeni zakonni.

Ta diagnoza do dziś dnia wyznacza kierunek koniecznych działań. Po drugie, w przemówieniu do biskupów amerykańskich Jan Paweł II połączył zasadę przejrzystości z zasadą popularnie określaną jako “zero tolerancji”. Powiedział, że “ludzie muszą wiedzieć, że w kapłaństwie i w życiu zakonnym nie ma miejsca dla kogoś, kto mógłby krzywdzić młodych”. Przejrzystość i oczyszczenie bez względu na urzędy i osoby, to konieczne cechy odpowiedzi Kościoła na skandale.

Po trzecie podkreślił, że oczyszczenie, które ma doprowadzić “do kapłaństwa bardziej świętego, do episkopatu bardziej świętego, do Kościoła bardziej świętego” musi się zmierzyć z bólem ofiar.

I po czwarte, Papież przypomniał, że oczyszczenie ma związek i jest warunkiem skuteczności misji Kościoła w świecie. Kościół nie oczyszcza się, by błyszczeć swoim światłem, tylko blaskiem Ewangelii, która usuwając mroki grzechu w Kościele uzdalnia go do tego, by służyć społeczeństwom pomocą w rozumieniu i przeciwstawianiu się kryzysom istniejącym w ich wnętrzu.

Wyciągnięcie wniosków z diagnozy kryzysu i z zasad, którymi musi się kierować odpowiedź Kościoła – sformułowanych przez Jana Pawła II, okazało się bardzo mozolne. Właściwie do dziś trwa w Kościele recepcja tej diagnozy i tych zasad.

 

Na ile blisko Jan Paweł II współpracował na tym polu z kard. Ratzingerem? Jak wyglądała ich współpraca przy rozwiązywaniu tego problemu?

Od kwietnia 2001 r. Kongregacja Nauki Wiary, którą kierował kard. Ratzinger stała się w pewnym sensie centralą Stolicy Apostolskiej, do której spływały zgłoszenia o prawdopodobnych przestępstwach seksualnych duchownych na szkodę małoletnich z całego Kościoła. Siłą rzeczy ta kongregacja była dla Jana Pawła II podstawowym źródłem informacji o rozwoju kryzysu a jej prefekt jednym z jego głównych doradców.

 

Jan Paweł II oskarżany jest o brak reakcji na doniesienia o postępowaniu o. Marciala Maciela Degollado, założyciela Legionistów Chrystusa. Jak było naprawdę?

To są insynuacje! Jan Paweł II w swoich decyzjach kierował się wiedzą, jaką dzielili się z nim regularnie szefowie dykasterii odpowiedzialnych za poszczególne sektory. Założyciela Legionistów Papież poznał od pozytywnej strony jako bardzo sprawnego współorganizatora pierwszej swojej podróży zagranicznej. Była to podróż do Meksyku, ojczyzny Maciela Degollado. Wtedy jeszcze w tym kraju było zakazane pojawianie się w sutannie w miejscu publicznym, a władza wywodziła się z krwawej tradycji antykatolickiej. Ta podróż okazała się niebywałym sukcesem, w którym niemały udział miał właśnie Maciel Degollado.

Podobnie zresztą następne 3 podróże do Meksyku. Dopiero pod koniec lat 90. założyciel Legionistów zaczął być oskarżany publicznie w mediach o poważne przestępstwa, które trudno było sobie wyobrazić. Maciel Degollado był osobą o wielu twarzach.

Nie jest prawdą, że Jan Paweł II blokował dochodzenie. To właśnie on pod koniec 2004 r. autoryzował rozpoczęcie dochodzenia, które kard. Ratzinger zlecił ks. Charlesowi Sciclunie, ówczesnemu promotorowi sprawiedliwości w Kongregacji Nauki Wiary a aktualnemu arcybiskupowi Malty. Śmierć Jana Pawła II zastała mons. Sciclunę za Atlantykiem i kard. Ratzinger zezwolił na kontynuowanie dochodzenia w czasie poprzedzającym conclave. Dzięki temu kard. Ratzinger już jako papież Benedykt XVI mógł szybko ogłosić swoje decyzje i zadecydować o dalszych krokach wobec Legionistów Chrystusa.

 

Za pontyfikatu Jana Pawła II wybuchła także sprawa kard. Hansa Hermanna Groëra w Austrii, który nigdy nie został ukarany przez Kościół za swe nadużycia seksualne, za które w 1998 r. przeprosił jego następca kard. Christoph Schönborn. Kard. Groër po prostu przeszedł na emeryturę i to prawie rok po osiągnięciu wieku emerytalnego!

Kard. Groër też przeprosił w 1998 r., tylko że jego przeprosiny i w ogóle jego postawa wobec oskarżeń nie były przekonywujące, podczas gdy wewnętrzne rozpoznanie biskupów w Austrii w zasadzie potwierdzało ich prawdziwość.

Miesiąc po publikacji w marcu 1995 r. przez tygodnik “Profil” oskarżenia kardynała Groëra o to, że 20 lat wcześniej wykorzystywał seksualnie swoich wychowanków, Papież stworzył warunki do jego odejścia, mianując bp. Christopha Schönborna arcybiskupem koadiutorem z prawem następstwa w archidiecezji wiedeńskiej. Kardynał Groër skrył się za murem milczenia i ustąpił z urzędu dopiero we wrześniu 1995 r. a trzy lata później na prośbę Jana Pawła II opuścił Austrię. Skandale, o które był oskarżony były źródłem bólu dla Jana Pawła II, który był człowiekiem całkowicie przejrzystym i ufnym wobec ludzi.

Generalnie powiedziałbym, że wnioski ze skandali wokół kard. Groëra i Maciela Degollado oraz z ujawnień „Boston Globe” dotyczących archidiecezji bostońskiej z 2002 r., które zmusiły kard. Bernarda Law do rezygnacji – przypadających na ostatnie lata pontyfikatu Jana Pawła II – pomogły jego następcom Benedyktowi XVI i Franciszkowi jeszcze bardziej ulepszyć narzędzia konieczne do oczyszczenia Kościoła.

 

Rozmawiał: Marcin Przeciszewski – KAI/ad

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Grzegorz Kasjaniuk: Zło osobowe jest faktycznie obecne w muzyce popularnej

O zagrożeniach duchowych w popkulturze rozmawiamy z Grzegorzem Kasjaniukiem ewangelizatorem, nawróconym dziennikarzem muzycznym, przez lata prowadzącym audycje promujące muzykę metalową i rockową, autorem najnowszej książki „Zło w popkulturze”.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dlaczego zdecydował się Pan poświęcić tematyce zła w popkulturze swoją książkę? 

Grzegorz Kasjaniuk: Nie ma zbyt wiele rzetelnej informacji o zagrożeniach duchowych w popkulturze, stąd moje działanie. Decyzję podjąłem po pierwszym wykładzie na ten temat w 2012 roku – „Krok do przepaści. Dekadencja w muzyce rockowej – samotność i przekleństwo”. Byłem zaproszony do Biblioteki Uniwersyteckiej UWM w Olsztynie jako prelegent cyklu (pop) kultura Biblioteka Kulturalna. Pojawiły się podczas konferencji nazwiska muzyków: Ian Curtis, Syd Barett, Hank Williams, Layne Staley, Bon Scott, Alice Cooper, Jim Morrison, Kid Rock, Elvis Presley. W jednym szeregu i to o krok od przepaści. Jeden ze słuchaczy stwierdził, że nasunęło mu się mnóstwo pytań, jednak na ten moment chce poprzestać na jednym: „mówiłeś o satanizmie w muzyce metalowej. Co Twoim zdaniem przesądza o “satanistyczności” danego utworu? Tekst, budowa muzyczna, a może wizualna otoczka?”. To pytanie i cała dyskusja ze studentami oraz wykładowcami, która potem rozgorzała utwierdziła mnie w konieczności ukazywania zła w popkulturze i wskazywania na Jezusa Chrystusa, jako jedyny ratunek. Pisanie książek, to odpowiedź na pytania słuchaczy moich konferencji, audycji radiowych i czytelników książek oraz artykułów w internecie i prasie.

 

Do kogo skierowana jest książka? 

Obecnie wydana książka “Zło w popkulturze” skierowana jest przede wszystkim do ludzi wierzących: do katolików, do wszystkich chrześcijan. W wymiarze świadectw, skierowana jest również do osób negujących te treści. Należy ją odbierać także na płaszczyźnie ewangelizacyjnej. 

 

Istnieje ryzyko, że nie dotrze ona do fanów zespołów i wokalistów wymienianych w książce…

Książka zanim została wydana, już dotarła w to środowisko i jest na różne sposoby komentowana. Moim celem nie jest dotarcie do opisywanych przeze mnie muzyków, z którymi w większości osobiście się zetknąłem, ale wskazanie na zły owoc ich twórczości. Zachęcam do modlitwy w ich intencji, a nie do ich „hejtowania”. Obyśmy wszyscy spotkali się w Niebie. Daj Panie Boże!

 

W książce umieścił Pan także swoje świadectwo. Treści zamieszczone w książce nie wynikają z obserwacji, ale z własnego doświadczenia…

Nie jestem teoretykiem, doświadczyłem tego wszystkiego co opisuję, dlatego jest to też moje świadectwo. Z jednej strony jestem z pokolenia Jana Pawła II, a z drugiej tzw. dzieckiem popkultury. Od małego słuchałem muzyki rockowej dzięki starszemu bratu. Była to kontestacja przeciw PRL. W czasach technikum byłem we wspólnocie Ruchu Światło-Życie, ale jednocześnie identyfikowałem się jako metalowiec. Subkultura była moim żywiołem. Po krótkiej formacji oazowej (I stopień), zrezygnowałem z niej i zacząłem jeździć co rok na festiwal rockowy do Jarocina. Uczęszczać na koncerty. Tworzyć lokalne środowisko subkultury. Zacząłem grać na gitarze basowej i organizować koncerty. 

 

Skąd wzięła się taka fascynacja muzyką?

Wychowywałem się w czasach PRLu i muzyka była dla mnie kontestacją tamtej rzeczywistości. Zafascynował mnie bunt w muzyce i możliwość zamknięcia się z nią w swoim świecie. Odizolowania od wszechobecnej indoktrynacji komunistycznej. Nie widziałem przyszłości dla siebie, lekarstwem stała się muzyka. Poprzez nią chciałem pokazać zaciśniętą pięść komunistycznej władzy. W domu dobrze się słuchało muzyki rockowej czy bluesowej. Było to katalizatorem, ale jednak waleniem głową w mur. Ciężka muzyka rockowa dawała coś więcej. Hard rock i heavy metal potrzebowały przestrzeni. Stąd pojawiała się subkultura i koncerty. Hard rock miał dla mnie powalającą siłę sekcji rytmicznej, ale metal w każdej z odmian dawał mi pozór mega wewnętrznej mocy, którą mógłbym podbić świat – siła riffu i solówek gitarowych była nawet ponad związki ze znajomymi, czy sympatiami. Jeżeli ktoś nie lubił tej muzyki, to kontakt z taką osobą urywał mi się automatycznie. Dla mnie muzyka stała się ważniejsza, niż międzyludzkie relacje. Zostałem dziennikarzem muzycznym i konferansjerem. Starałem się być świadkiem najważniejszych wydarzeń muzycznych w Polsce. W świecie popkultury czułem się jak ryba w wodzie. To było moje życie.

 

Poświęcił Pan cały rozdział rozpoznawalnym na całym świecie wokalistkom takim jak Rihanna, Katy Perry, Madonna, Kesha czy Miley Cyrus – dlaczego?

Wielu fanów metalu, broni się przed Prawdą wskazując, że tylko tej stylistyce przypisuje się zagrożenia duchowe. Są one jednak wszędzie, w całej popkulturze. To dzieje się także w muzyce pop, disco, czy disco polo. Świat muzycznych celebrytów, to świat wypełniony pychą i brakiem pokory. Nie jest bezpieczną przystanią, ukojeniem serwowanym z anten radiowych i telewizyjnych. To ułuda. Wskazuję, że pod przykrywką pięknej i uroczej fasady, kryje się często zgnilizna, która kreowana jest na wartość. Przedstawiam fakty, co zrobi z tym czytelnik? To jest pytanie – jesteś wierzący, nie wiedziałeś do tej pory, a co z tym zrobisz, jak już wiesz, gdy już masz wiedzę, że kryją się tam treści zdrożne, a nawet bluźniercze? 

 

W jaki sposób więc rozpoznać te zagrożenia? Skąd wiemy, że treść danej piosenki może nam duchowo zagrażać?

Wiele osób mnie o to pyta. Czy jest jakaś granica, jakaś linia, do której można się zbliżyć, ale jej nie przekroczyć, żeby nie wpaść w sidła zastawiane przez szatana? Nie ma takiej granicy. Jeżeli czujesz w sercu, że coś Cię niepokoi, to już jest ten sygnał. To jest głos sumienia, chociaż byś kochał mocno tego idola i jego muzykę, musisz to zostawić.

Zło ma wymiar osobowy, a popkultura jest masową przestrzenią jego działania. Zło jest zniewalające pięknem, jak i odpychające brzydotą. Ma urzekające zapachy, a z drugiej strony przykry smród. Jest wysportowane, ale i niezgrabne. Mocne i chuderlawe. Zdrowe i chore na ciele. Pięknie się maluje i krwawo okalecza. Jest pozorną niewinnością i konkretnym zdeprawowaniem. Te opozycje w popkulturze spaja bezczelność, ordynarność, egoizm, egocentryzm, pycha i różnorodne uzależnienia. To są środki. Celem jest zniszczenie człowieka.

Zły wpływ zaczyna się od odciągnięcia młodego człowieka od rodziny, żeby zastąpić rodzinę innym modelem, antywartością. Dzieje się to bardzo szybko. Trzeba być roztropnym i nie chłonąć muzyki bezrefleksyjnie. Oglądać teledyski, czytać teksty piosenek, obserwować poczynania artystów w życiu codziennym. Przede wszystkim oddać w zawierzeniu swoje zainteresowania Jezusowi – On tym się zajmie.  

 

Czy Pana zdaniem brakuje w popkulturze wyraźnego głosu o zagrożeniach duchowych? Gdzie szukać odpowiedzi na pojawiające się wątpliwości?

Popkultura nie chce zajmować się zagrożeniami duchowymi. Jest antykulturą, narzędziem cywilizacji śmierci. Stąd brak takiego głosu. Ci, którzy decydują się na informowanie o zagrożeniach duchowych w muzyce, godzą się na wyalienowanie, na odrzucenie, na hejt, a nawet poważne groźby. Być może dlatego nie ma tu zbyt wielu publicystów – a mówię o całym świecie, nie tylko o Polsce – zajmujących się tym tematem. Są za to ewangelizatorzy, zazwyczaj po doświadczeniu nawrócenia. Dzielą się świadectwem i to jest cenne, gdyż teoretyzowanie w tej przestrzeni jest ryzykowne, trąci nieznajomością, a nawet ewangelizacyjnym faryzeizmem. Osobiście stawiam tylko kierunkowskaz do jedynego źródła Szczęścia i Miłości. Przez bezpośredni kontakt z fanami muzyki, daję świadectwo swojego życia. Wskazuję na zawierzenie siebie Sercu Jezusowemu przez Niepokalane Serce Maryi, błogosławienie w rodzinie, przebaczenie prześladowcom i prośbę o wybaczenie swoich przewinień względem bliźniego. Stałe korzystanie z sakramentów. Adorację Najświętszego Sakramentu. Odpowiedzi na wątpliwości? Codzienna lektura Pisma Świętego – to osobista, modlitewna relacja z Najwyższym.

 

Czy jako katolicy powinniśmy się skupiać na lęku przed Złym? Często ten lęk blokuje też dobre motywacje i działania i dobre projekty. Jak to wyważyć?

Katolik ma sakramenty. Jeżeli z nich korzysta, to szatan jest na uwięzi jak groźny pies. Nie należy do niego blisko podchodzić. Sakramenty chronią i nie należy się bać. Trzeba jednak żyć zgodnie z Dekalogiem. To podstawa. Delektowanie się muzyką, która obraża Boga, która stawia wierzącego fana w pozycji letniego chrześcijaństwa, skraca dystans ze złym i naraża nawet na pożarcie. Poprzez treści zawarte w książce „Zło w popkulturze” wskazuję, że szatan oddziałuje w widoczny sposób na nasze życie. Nie należy jednak skupiać się na lęku przed szatanem. Jako katolicy, chrześcijanie mamy skupić się na Jezusie Chrystusie. Bramą zbawienia jest Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały – to jest główne przesłanie tej książki.

 


 

Zło w popkulturze
Rynek muzyczny. Krok do przepaści

Grzegorz Kasjaniuk

Konsekwentna obecność patologii w mediach skutecznie przyzwyczaja odbiorców do „inności” z wolna podmieniając dawną normalność na nową i lepszą. Dawne definicje miłości, wiary i rodziny zostają podmienione przez nowe paradygmaty. Popkultura i lansowane przez nią wzorce; hedonizm, egoizm, akceptacja dla pornografii, nieskrępowanego seksu czy kaleczenia ciała – to nie element luzackiej mody, tylko taktyka salami, powolnego wciągania zachodniej cywilizacji na złą stronę mocy. Każdy z przytoczonych i udokumentowanych przykładów uzupełniony jest świadectwem nawróconego muzyka.

Kolejna książka Grzegorza Kasjaniuka, nawróconego dziennikarza muzycznego, który środowisko estradowe zna jak mało kto w Polsce. Przez lata prowadził audycje promujące muzykę thrash-metalową, zatem wie doskonale, jak toczą się losy muzyków dokonujących w życiu mrocznych wyborów. Bo wbrew deklaracjom Rolling Stonesów, muzyka to nie jest tylko rock’n’roll, tylko sposób na życie, dla wielu również sposób wyboru życia wiecznego.

KUP KSIĄŻKĘ>>>

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap