Nie mógłbym ich zostawić. Rozmowa z kapelanem szpitala zakaźnego

Choć księdzem jestem dopiero 3 lata, obecna posługa to najpiękniejszy czas mojego kapłańskiego życia! - mówi redemptorysta o. Łukasz Baran, kapelan Szpitala Zakaźnego w Warszawie. To on był świadkiem choroby ks. Pawła, o którym pisaliśmy w ubiegłym tygodniu.

o. Łukasz Baran
o. Łukasz
Baran
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

 

🔹 PRZECZYTAJ: “Umierałem razem z Chrystusem”. Historia ks. Pawła wyleczonego z COVID-19

 

Pamięta ojciec ks. Pawła?

No pewnie, to było dla mnie niesamowite doświadczenie, prawdziwe kapłańskie rekolekcje, jakie otrzymałem od Pana Boga. Nie mam wątpliwości że to Boża interwencja sprawiła że wszystko dobrze się skończyło.

 

Jak to wyglądało od strony Kapelana?

Gdy go przywieźli do szpitala była Wielka Środa. Największy dramat rozpoczął się w Wielki Czwartek, gdy jego stan gwałtownie się pogorszył. Pamiętam, że zanim się o tym dowiedziałem to był taki normalny Wielki Czwartek: Dzień modlitwy za kapłanów, wspólnego uroczystego obiadu w klasztorze, pięknej, podniosłej atmosfery, dobrych humorów. I nagle w tym wszystkim dzwoni telefon ze szpitala: Z ks. Pawłem, przywiezionym wczoraj jest naprawdę źle! Pobiegłem od razu do szpitala, nasz klasztor znajduje się niedaleko. Chciałem udzielić mu sakramentu namaszczenia chorych. Jednak było to niemożliwe, bo był nieprzytomny, podłączony do respiratora. Rokowania lekarzy były bardzo złe. Ale udało mi się dostać naprawdę blisko niego, dzieliło nas może pół metra. Znajdowałem się za szybą jego izolatki i tak jak stałem udzieliłem mu absolucji generalnej na wypadek śmierci. To była dramatyczna chwila modlitwy pełnej mojego buntu przeciwko Panu Bogu.

 

Buntu?

Ks. Paweł jest święceniami zaledwie rok młodszy ode mnie, ma 27 lat! Młody kapłan, młody chłopak! Nie rozumiałem dlaczego umiera młody ksiądz, który ma całe kapłańskie życie przed sobą, tylu ludzi mógłby jeszcze wyspowiadać, tyle Mszy św. odprawić. I do tego umiera w Wielki Czwartek? Wtedy gdy składa się księżom życzenia, modli za nich, ja musiałem udzielać absolucji generalnej na wypadek śmierci mojego rówieśnika. Ale oczywiście modliłem się w tej swojej rozpaczy, niezrozumieniu. Zadzwoniłem do sióstr sakramentek na Nowym Mieście, poinformowane zostały karmelitanki na Wolskiej z tą jedna prośbą: Módlcie się, żeby ks. Paweł ocalał. 

 

Wiele osób się wtedy za niego modliło, kard. Nycz odprawił nawet Mszę Krzyżma w intencji ks. Pawła…

To był wielki szturm do nieba. Każdy modlił się przez wstawiennictwo swojego ulubionego świętego. Ja przez pochowanego u nas w kościele na ul. Karolkowej, Sługi Bożego o. Bernarda Łubieńskiego. Ale minął Wielki Piątek, Wielka Sobota – żadnej poprawy. Niedziela Zmartwychwstania tak samo. I nagle w Poniedziałek Wielkanocny dzwoni do mnie podekscytowana pielęgniarka krzycząc do słuchawki: “Proszę księdza, cud! Ks. Paweł się wybudził, jest przeniesiony z intensywnej terapii na zwykłą salę”. Od razu udałem się do kaplicy szpitalnej. Z tebarnakulum wziąłem Najświętszy Sakrament i udałem się na oddział. Zastałem ks. Pawła przytomnego na łóżku, na tyle świadomego, że mogłem mu udzielić Komunii Świętej. Następnego dnia poprosił mnie o paramenty liturgiczne do odprawiania Mszy. Patrzyłem jak odprawia codziennie Msze św. W Oktawie Wielkanocy, ołtarzem było jego własne łóżko w sali, bo do kaplicy nie mógł wychodzić. 

 

 

I to były te ojca rekolekcje…

Przez to doświadczenie ks. Pawła Pan Bóg mi pokazał, że z każdego zła On jest w stanie wyprowadzić dobro. Że jest Panem wszystkiego, co się dzieje, Panem nad tą pandemią, nad każdą chorobą, nad naszą słabością i niezrozumieniem. My nie musimy na początku wszystkiego rozumieć, ale powinniśmy oprzeć się na Nim, nie na swoim planie i wyobrażeniach, całkowicie zaufać Bogu jak Maryja.

 

Historia ks. Pawła była pierwszym tak mocnym doświadczeniem w posłudze ojca jako kapelana?

Równie mocno pamiętam jedną pacjentkę, także z COVID-19, Była takim moim pierwszym trudnym “przypadkiem” w posłudze kapelana. Przy niej pierwszy raz założyłem ten specjalny kombinezon, przyłbicę i gogle. Do szpitala trafiła na początku kwietnia. Skontaktował się ze mną jej syn z prośbą, bym udzielił jego mamie sakramentu namaszczenia chorych. Poszedłem, niestety nie było już z nią kontaktu, ale udzieliłem sakramentu namaszczenia chorych, absolucji generalnej, modliłem się. Tydzień później dostałem informację, że zmarła. I choć przeżyłem to mocno, to jednak czułem, że się przydałem, że ona mogła odejść do Pana pogodzona, że otrzymała odpust zupełny na wypadek śmierci. Pocieszałem też jej rodzinę. 

 

Rodziny zmarłych na COVID mają szczególnie ciężko, prawda?

Na pewno, nie dość bowiem, że nie mogą towarzyszyć swoim bliskim w odchodzeniu, to jeszcze nawet nie mogą ich zobaczyć po śmierci, pożegnać się. Zmarli z koronawirusem są od razu zapakowywani w foliowy worek i umieszczani w trumnie, której nie można otworzyć. Trumna także nie może być obecna na Mszy pogrzebowej. Zakład pogrzebowy przekazuje zmarłego dopiero na odprowadzenie do grobu. To jest wyjątkowo trudna sytuacja dla osób w żałobie. Na pewno jednak pomaga rozmowa z kapłanem oraz świadomość, że ich ukochana zmarła Mama czy babcia pojednała się przed śmiercią z Panem Bogiem, że był przy niej kapłan. 

 

Jest ojciec takim łącznikiem między rodziną a chorymi. Jak wygląda na co dzień ta posługa w czasie koronawirusa?

Rzeczywiście, w czasie epidemii wygląda inaczej niż wyglądała wcześniej, gdy mogłem osobiście chodzić po wszystkich salach, przedstawiać się i pytać, czy ktoś chciałby poprosić o moją pomoc jako księdza. Teraz moimi pomocnikami są pielęgniarki i lekarze, którzy zaraz po przyjęciu pacjenta na oddział informują że w szpitalu jest kapelan i można się w razie potrzeby do niego zwrócić. 

 

Jak często korzystają z tej pomocy? Jak w ogóle wygląda życie duchowe na oddziale zakaźnym z pacjentami zarażonymi koronawirusem?

Moim habitem jest teraz specjalny kombinezon, rękawice, przyłbica i maska (śmiech). Do tego wszystko, co wnoszę ze sobą do chorych musi już u nich zostać. Jeśli idę z Panem Jezusem to Hostii niosę tylko tyle, ilu rzeczywiście będę miał przyjmujących Komunię św. Cyborium, gdzie przenoszę Najświętszy Sakrament po powrocie z oddziału jest dezynfekowane. Tak samo z olejami świętymi, których używam do sakramentu Namaszczenia Chorych: przed wejściem do sali biorę na kciuk tyle, ile będę potrzebował dla danego pacjenta. Nie zabieram tez drukowanego obrzędu sakramentu chorych, a teksty modlitw odbijam wielokrotnie na ksero, by je już u chorego po Sakramencie zostawić. 

 

Skoro to nie ksiądz chodzi po salach chorych, tylko oni sami muszą się przez lekarza zgłosić, pewnie jest ich mniej teraz niż przed epidemią?

Rzeczywiście jest trochę mniej chętnych do skorzystania z posługi, ale na brak pracy nie narzekam. Pacjenci traktują mnie rzeczywiście jako ich łącznik ze światem, zwłaszcza ci, którzy są już starsi i nie umieją korzystać ze smartfonów czy telefonów. 

 

Akcesoria kapelana? Stuła i budujące maseczki na twarz (FOT. archiwum prywatne o. Łukasza)

 

Co im najbardziej dokucza, poza samotnością?

Rzeczywiście, samotność dokucza im szczególnie, martwią się co tam słychać w ich rodzinach. Do tego monotonia życia szpitalnego. Pamiętajmy, że nawet nam – zdrowym, w domach jest ciężko przetrwać w tym zamknięciu, a co dopiero chorzy w izolatkach, bez kontaktu z innymi chorymi. Dla nich jedynym światem jest personel medyczny no i ja, kapelan. Pewnie dlatego tak wielką popularnością cieszą się wśród nich różne książki, które są w szpitalu rozdawane. Najmocniej te o ks. Kaczkowskim oraz o Spowiedzi świętej. Dostaję od zaprzyjaźnionych osób lub kilku wydawnictw egzemplarze książek i wszystko rozchodzi się na pniu. Także wśród personelu medycznego. 

 

Pacjenci przychodzą na Mszę ś. do kaplicy szpitalnej?

Obecnie wszyscy pacjenci ze względu że przebywają w izolatkach nie mogą przyjść do kaplicy, która znajduje się w strefie „czystej”. Jednak łączą się z transmisjami Mszy św. i nabożeństw. Często na korytarzu słyszę charakterystyczny dżingiel Radia Maryja. Jak leżał jeszcze u nas ks. Paweł, o którym wcześniej mówiliśmy, on nawet prowadził ze swojego łóżka modlitwy brewiarzowe przez media społecznościowe ze swoją młodzieżą ze wspólnoty, którą się opiekował. Oczywiście gdy już był przytomny i dochodził do zdrowia po tym najcięższym okresie. 

 

Kto zatem najczęściej korzysta ze Mszy św. w kaplicy?

Pielęgniarki, salowe, opiekunki medyczne, lekarze, i służby techniczne. W skrócie cały przekrój personelu medycznego. Oni są szczególnie spragnieni pokrzepienia duchowego, Eucharystii. Dla nich także jestem kapelanem. Wcześniej Msza św. była tu w niedzielę tylko raz, teraz są dwie: jedna o 7 rano, dla wszystkich kończących zmianę nocną, druga o 18:30 – dla kończących zmianę dzienną lub zaczynających “nockę”. Sami o to prosili. Zwłaszcza, że przez obecne obostrzenia nie są w stanie zawsze “wbić” się do swoich kościołów parafialnych. Ich głód Pana Boga jest dla mnie bardzo budujący. Lekarze, pielęgniarki, salowe, cały personel – często widzę, jak wpadają na kilka chwil do kaplicy na cichą modlitwę albo chociaż robią znak krzyża przechodząc obok kaplicy. A kaplicę mamy w centrum szpitala, nie gdzieś w piwnicy czy na obrzeżach. Oni wszyscy są w szczególnie trudnej sytuacji. Ja mam łatwo, idę do tej posługi na parę godzin, zaglądam tylko do sal. Oni są z pacjentami non stop, 12 godzin na dobę, w tych kombinezonach, całym trudzie. Musimy o nich pamiętać stale.

 

Jest ojciec kapelanem w tym szpitalu zaledwie od września ubiegłego roku. Jak z perspektywy tych kilku miesięcy, zwłaszcza teraz patrzy ojciec na tę posługę. 

Rzeczywiście, jestem tu krótko, księdzem też jestem zaledwie 3 lata, ale nawet z takiej perspektywy mogę powiedzieć, że jest to najpiękniejszy moment w całym moim kapłaństwie. Najtrudniejszy, pełen największych wyzwań, ale i najpiękniejszy. Mogę sam na własne oczy widzieć, jak działa Pan Bóg, jak troszczy się o nas, w jaki sposób wysłuchuje modlitw. Przypomina mi się utwór, Alberta Camusa “Miasto oblężenia”. Albert Camus w swym utworze przedstawia sytuację panującą w mieście nawiedzonym przez epidemię. Uciekają z niego najpierw najbogatsi ludzie. Na widok ich ludzie zachowują spokój, milczą. Opuszczają ich potem artyści, wojskowi, medycy – lecz lud ciągle milczy. Dopiero, kiedy w końcu miasto opuszcza ksiądz ktoś przeraźliwie krzyczy: “Teraz, ludu chrześcijański, jesteś sam”. I ja nie chcę do czegoś takiego dopuścić. Widzę, że póki wśród pacjentów, ale też i pielęgniarek, salowych, lekarzy jest ksiądz – morale duchowe nie upada. Nie mógłbym zostawić ich wszystkich samych. 

 

🔹 PRZECZYTAJ: “Umierałem razem z Chrystusem”. Historia ks. Pawła wyleczonego z COVID-19

 

Rozmawiała Anna Druś

 

o. Łukasz Baran

o. Łukasz Baran

Zobacz inne artykuły tego autora >

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w “Pulsie Biznesu”, “Newsweeku” i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



o. Łukasz Baran
o. Łukasz
Baran
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Ikona. Formuje charakter i uczy życia w Bożym świetle

Praca nad ikoną otwiera na Bożą obecność, „temperuje” choleryka, uczy pokory. O sztuce tworzenia ikon rozmawiamy z Krzysztofem Pado z Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Twórców Sztuki Sakralnej w Krakowie.

Krzysztof
Pado
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Stacja7: Od dwunastu lat zajmuje się Pan ikonopisaniem. Czy można odkrywać Maryję poprzez ten rodzaj sztuki?

Krzysztof Pado: Ikonopisanie to forma modlitwy i dobry sposób na rozwinięcie relacji z Maryją. Przygotowując ikonę – szkic, nakładając kolejne warstwy kolorów, wpatrując się we wzór, według którego malujemy, nawiązujemy coraz ściślejszy kontakt z Pierwowzorem, w tym przypadku z Maryją. Widzimy jak stopniowo, coraz wyraźniej, pojawiają się święte oblicza na naszej desce i w wyobraźni. Zaczynamy żyć w obecności malowanej postaci. Przy malowaniu można odmawiać różaniec, słuchać Akatystu do Matki Bożej czy innych pieśni maryjnych. Na pewno to wszystko pogłębia relację z Matką Bożą, ale wydaje mi się, że najważniejsza jest nasza częsta modlitwa, po prostu rozmowa z Maryją. I tu pomaga gotowa ikona, przed którą można usiąść czy uklęknąć i wypowiedzieć wszystkie bolączki i troski serca. Moją ulubioną ikoną „modlitewną” jest ikona Matki Bożej Włodzimierskiej, jej powierzam swoje sprawy, ufając, że przedstawi je Swojemu Synowi. 

 

Tej lekcji zaufania potrzeba nam dziś bardziej, niż kiedykolwiek…

Modlitwa z wiarą, choć trudna – jest możliwa i może być lekarstwem na wszystko. Modlitwa taka łagodzi i usuwa strach, którym od wielu już tygodni karmią nas media. Zamykamy się w domach i boimy powrotu do normalności. Powinniśmy przestrzegać zalecanych zasad bezpieczeństwa, ale jednocześnie mieć na uwadze, że nasz los jest zapisany w Księdze Życia. Nie musimy się lękać niczego, czy to pandemii, czy końca świata. Pamiętajmy o zapewnieniu Jezusa Chrystusa, Pana Panów i Króla Królów – „To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat» (J 16,33).

 

Ikona Matki Bożej Rychwałdzkiej w wykonaniu Krzysztofa Pado

Skąd u Pana zamiłowanie do sztuki sakralnej?

Nigdy nie sądziłem, że będę zajmował się sztuką, a tym bardziej sztuką sakralną. Z wykształcenia jestem biologiem, w dzieciństwie lubiłem rysować. Zainteresowanie sztuką ikony przyszło nagle, „z Góry”, kilkanaście lat temu. Pewnego dnia, tak po prostu (tak mi się wtedy wydawało) zapragnąłem namalować ikonę. Początkowo były to nieudolne samodzielne próby z wykorzystaniem temper w tubkach. Narastało jednak we mnie pragnienie, by namalować/napisać „prawdziwą” ikonę, zgodną z kanonem sztuki. Znalazłem wtedy w Internecie ogłoszenie o warsztatach ikonopisania odbywających się w Chrześcijańskim Stowarzyszeniu Twórców Sztuki Sakralnej Ecclesia w Krakowie, prowadzonych przez jezuitę, ojca Zygfryda Kota. I tak zaczęła się fascynacja ikoną i trwa nadal, a nawet poszerzyła się o zainteresowania sakralnym malarstwem gotyckim i mozaiką. Sztuka sakralna wciągnęła mnie już tak bardzo, że o innych rodzajach sztuki nawet nie myślę, na inne nie miałbym już sił i czasu. Wydaje mi się, że dzisiejszy zlaicyzowany człowiek coraz bardziej potrzebuje sztuki sakralnej, choć się do tego nie przyznaje.

 

Kto może tworzyć ikony?

Ikonopisanie to nie tylko czas spędzony przy sztaludze. To także zgłębianie tajników starej techniki tempery jajecznej, formowanie charakteru przez naukę cierpliwości i wytrwałości. To przede wszystkim przebywanie z pojawiającym się na desce Pierwowzorem świętej postaci, którą malujemy

Tę formę pogłębienia wiary mogę polecić każdemu i zachęcić do malowania nawet te osoby, które uważają, że nie posiadają talentu artystycznego. Ikonopisanie to nie tylko czas spędzony przy sztaludze. To także zgłębianie tajników starej techniki tempery jajecznej, formowanie charakteru przez naukę cierpliwości i wytrwałości. To przede wszystkim przebywanie z pojawiającym się na desce Pierwowzorem świętej postaci, którą malujemy – trwanie w obecności Jezusa Chrystusa, Matki Bożej, aniołów czy świętych. Malując ikonę lubię znać imię osoby, dla której ta ikona jest przeznaczona, pracując otaczam tę osobę modlitwą. W moim przypadku pisanie ikon, a przy tym uczestnictwo w warsztatach prowadzonych przez Stowarzyszenie Ecclesia oraz członkostwo w Grupie Lumen, zaprowadziło mnie do zainteresowania się duchowością ignacjańską i przyczyniło się do odprawienia rekolekcji ignacjańskich.

 

Czy sztuka pisania ikon zarezerwowana jest więc tylko dla osób wierzących?

Ikony może pisać każdy, kto ma szczere pragnienie by to robić. Myślę jednak, że osobie niewierzącej może być trudno namalować ikonę. Jest ryzyko, że będzie ona raczej kolejnym świeckim portretem osoby, z którą artysta nie czuje emocjonalnej więzi, a tym bardziej nie darzy jej czcią. Ikona taka może będzie poprawna technicznie i nawet namalowana zgodnie z kanonem, ale nie będzie dla tej osoby oknem na rzeczywistość duchową, otwarciem się na Boga. Ale.. może być też inny scenariusz – niewykluczone, że niewierzący artysta właśnie poprzez pracę nad ikoną odkryje Boga. Każdy ma swoją niepowtarzalną drogę prowadzącą do Boga.

 

Co radzi Pan osobom, które chciałyby rozpocząć przygodę z ikonopisaniem?

Na początkowym etapie, łatwiej jest pisać ikony osobom cierpliwym i spokojnym. Ikona nie lubi zamieszania i niepokoju, ona nauczy pokory, dokładności i niejednego choleryka „utemperuje”.

Jest wiele kursów, na których można nauczyć się zasad tej trudnej i wymagającej techniki, a doświadczenie i efekty, jak we wszystkich dziedzinach, przychodzą z czasem. Wydaje mi się, że przynajmniej na początkowym etapie, łatwiej jest pisać ikony osobom cierpliwym i spokojnym. Ikona nie lubi zamieszania i niepokoju, ona nauczy pokory, dokładności i niejednego choleryka „utemperuje”.

Do pracowni na kursy ikonopisania przychodzą osoby z różnymi intencjami i motywacjami. Myślę, że przy pisaniu ikony chyba najważniejsza jest chęć, wynikająca z potrzeby serca. Nie jest potrzebny specjalny talent i wybitne umiejętności. Tej sztuki można się nauczyć przy samozaparciu i licznych ćwiczeniach – da się! Dla jednych osób będzie to dość łatwe, dla innych trudniejsze, ale naprawdę warto podjąć ten wysiłek. Efektem są nie tylko gotowe ikony, ale ubogacające życie w Bożym świetle. Ikona zachęca do modlitwy i modlitwę ułatwia. Ta forma sztuki uczy nas dostrzegania dobra i piękna w codzienności. Ikonopisanie jest bowiem sztuką użytkową – ikony przede wszystkim mają służyć modlitwie i otwieraniu nas na Bożą obecność. Ikona, a szerzej sztuka sakralna, pokazuje, że oprócz otaczającej nas rzeczywistości materialnej, istnieje rzeczywistość ważniejsza, duchowa, o której tak wiele osób zapomina. W dzisiejszym świecie trwa walka o „rząd dusz”, a powołaniem każdego ochrzczonego jest opowiedzenie się po stronie Światłości. Ikona, w której nie ma miejsca na ciemność – do malowania nie używa się czarnego koloru – może nas prowadzić do Światłości, do Boga.

 

Czym zajmuje się Chrześcijańskie Stowarzyszenie Twórców Sztuki Sakralnej Ecclesia?

W ramach Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Twórców Sztuki Sakralnej Ecclesia w Krakowie działa Grupa Lumen, z którą jestem związany. Należy do niej około 40 osób – w różnym wieku i różnej profesji, w zdecydowanej większości bez wykształcenia artystycznego. Wszystkich nas łączy zamiłowanie do ikon i sztuki sakralnej. Dlatego uczestniczymy w warsztatach ikonopisania, organizujemy wystawy, plenery, prelekcje, rekolekcje, wyjazdy do muzeów krajowych i zagranicznych. Od kilku lat włączmy się też w Cracovia Sacra. Co miesiąc bierzemy udział w spotkaniu formacyjnym rozpoczynających się od Mszy św. i modlitwy brewiarzowej.

 

 

Wasze prace zdobią karty książki Anety Liberackiej „30 scen z życia Maryi”… 

Pierwotnie były one przygotowane na wystawę obrazów Madonn Papieskich „Mater Ecclesiae” – otwartą  z okazji 40. rocznicy wyboru św. Jana Pawła II na papieża. Na jednym ze spotkań Grupy zastanawialiśmy się, jak uczcić ten jubileusz. Pojawił się pomysł, aby zorganizować wystawę Madonn, w szczególny sposób związanych z Janem Pawłem II. W większości są to wizerunki Madonn, które koronował Jan Paweł II, jak również ukoronowane przez arcybiskupa Karola Wojtyłę, kiedy jeszcze nie był papieżem. Jest także obraz Matki Bożej z Niegowici, pierwszego probostwa Karola Wojtyły. Przy wyborze konkretnej ikony maryjnej twórcy kierowali się m.in. osobistym nabożeństwem do danego wizerunku lub względami emocjonalnymi, często decydowali się na te pochodzące z rodzinnych stron. Czasami jakiś wizerunek Matki Bożej po prostu szczególnie przykuł uwagę twórcy i dlatego został przez niego namalowany. Tak było w moim przypadku.

Ikony, które piszemy zazwyczaj powstają z potrzeby serca, są doskonałym prezentem dla bliskich i przyjaciół. Czasem malujemy na konkretne zamówienie. Jako Grupa realizujemy również projekt „Lumen dla Misji”. Swoim talentem wspieramy ubogie kościoły za granicą. I tak m.in. podarowaliśmy obraz św. Cecylii dla katolickiej szkoły muzycznej w Republice Środkowej Afryki (autorka: p. Maria Pilch), obraz św. Antoniego dla kościoła w Prohebyczu na Ukrainie  (autorka: p. Agata Białas), ikonę Trójcy Świętej dla kościoła w Niemirowie na Ukrainie (autorka: p. Ewa Kolarz) oraz obraz Jezusa Miłosiernego dla kościoła w Boryspolu na Ukrainie (autorka: p. Barbara Grabowska). Wśród najbliższych planów Grupy Lumen jest wykonanie ikony św. Jana Pawła II dla kościoła w Syrii.

 

Kim dla Pana osobiście jest Maryja?

Maryja, Matka Boga, to dla mnie przede wszystkim Pośredniczka łask, Przewodniczka (jak w typie ikonograficznym Hodegetrii – wskazującej drogę) i niezawodna droga do Jezusa Chrystusa – Jej Syna. Po ludzku bliska jak mama. Trudno wybrać kilka najważniejszych cech z tak wielu wspaniałych przymiotów Matki Bożej. Chyba na pierwszym miejscu postawiłbym pokorę. Jej Fiat ukazuje jak zgadzać się z wolą Bożą i jak ją pełnić. Maryja to też wzór ufności w moc Jej Syna, co widzimy m.in. podczas ewangelicznej sceny wesela w Kanie Galilejskiej. Dziś bardzo potrzebujemy zaufania Jezusowi, którego uczy nas Maryja. Rozczula mnie Jej opiekuńczość – Maryja zawsze jest gotowa okryć nas Swoim płaszczem. Do Niej możemy uciekać i chronić się w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji.

 

Szczegółowe informacje o działalności ChSTSS Ecclesia i Grupy Lumen można znaleźć na stronie: ecclesia.jezuici.pl

 

Krzysztof Pado

Zobacz inne artykuły tego autora >

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Krzysztof
Pado
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap