Kościół na Kubie czeka na polskich misjonarzy

Kościół na Kubie czeka na polskich misjonarzy - powiedział abp Dionisio Guillermo García Ibáñez, ordynariusz archidiecezji di Santiago de Cuba w rozmowie z KAI. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Kuby, który jest gościem 375 zebrania plenarnego polskiego episkopatu w Warszawie mówi m. in. o sytuacji Kościoła w swoim kraju, przemianach społecznych, papieskich wizytach i św. Janie Pawle II, który głęboko naznaczył kubański Kościół i całe społeczeństwo i do dzisiaj jest kochany i podziwiany.

Krzysztof Tomasik (KAI): Jaki jest główny cel wizyty Księdza Arcybiskupa w Polsce?

Abp Dionisio Guillermo García Ibáñez: – Wraz z biskupem Marcelo Arturo González Amadorem, ordynariuszem diecezji Santa Clara i wiceprzewodniczącym episkopatu przyjechaliśmy na zaproszenie Konferencji Episkopatu Polski. Przybyliśmy by podziękować też za polskich misjonarzy pracujących na Kubie. W ostatnim czasie znacząco zwiększyła się liczba księży “fidei donum” czyli pracujących na misjach księży diecezjalnych ale o ile to możliwe chcielibyśmy zaprosić do nas kolejnych polskich misjonarzy.

 

Jak wygląda sytuacja Kościoła na Kubie?

Kuba przeżywa czas dynamicznych przemian i widać to najwyraźniej patrząc na sytuację ekonomiczną. Zmiany następują szybciej niż tego oczekiwaliśmy. Przemiany dotyczą także życia religijnego. Cieszymy się większą wolnością religijną, która dotyczy nie tylko Kościoła katolickiego ale także innych wyznań. Zmienia się też społeczeństwo pod wpływem coraz większego dostępu do środków masowego przekazu, przede wszystkim do internetu i tym samym informacji z całego świata, a to wpływa na zmianę mentalności ludzi. Przy większym dostępie do informacji płyną do nas także nowe idee i prądy myślowe, które chłoną przede wszystkim ludzie młodzi. Z racji wieku są bardziej dynamiczni i otwarci na świat.

 

Czy po śmierci “El comendate” Fidela Castro zmienia się także politycznie?

Kuba nadal trwa w systemie jednopartyjnym – rządzi partia komunistyczna. Praktycznie po śmierci Castro nic się nie zmieniło. Trzeba przy tym pamiętać, że gdy umierał nie był już przy władzy i nie miał wpływu na życie państwa. Nie zmieniła się konstytucja więc możemy powiedzieć, że nic się nie zmieniło.

 

Jaki wpływ na życie Kubańczyków ma zniesienie amerykańskiego embarga?

Nie odnotowujemy jakichś radykalnych zmian. Widzimy je jedynie w turystyce. Przyjeżdża do nas coraz więcej gości. Oczywiście trochę zwiększyła się wymiana handlowa, co przekłada się na niewielki wzrost gospodarczy. Dużo się u nas o tym mówi ale przeciętni obywatele specjalnie tego nie odczuwają.

 

Jakie największe wyzwania stoją w obecnej sytuacji przed Kościołem?

Przede wszystkim Kościół na Kubie, podobnie jak Kościół powszechny ma za zadanie głosić Jezusa Chrystusa. Zadanie to kubański Kościół realizował i robi to nadal bez względu na to na ile to było i jest to możliwe. W porównaniu z innymi jesteśmy nadal słabym Kościołem, biorąc pod uwagę choćby liczbę kapłanów i osób konsekrowanych.

Z drugiej strony większość Kubańczyków ma mniejsze lub większe związki z Kościołem. Pokazuje to dobrze kult Matki Bożej Miłosierdzia w El Cobre. To tam przede wszystkim pielgrzymują rzesze wiernych prosząc o chrzest dla dzieci i inne sakramenty. Nawet gdy to nie przekłada się na codzienne życie religijne to Kościół katolicki jest dla większości jakimś punktem odniesienia.

Realizujemy swoje powołanie wykorzystując dostępne nam środki. Niestety nie mamy dostępu do mediów publicznych ani swojej prasy czy radia. Tylko w diecezjach ukazują się lokalne periodyki w niskich nakładach. Po wizycie Jana Pawła II w niewielkim stopniu jesteśmy obecni w radiu z okazji świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy czy wspomnienia Matki Bożej z El Cobre, patronki Kuby. Oczywiście w mediach publicznych były transmitowane papieskie pielgrzymki do naszego kraju a nawet niektóre etapy wizyt papieży w Ameryce Łacińskiej.

W ramach pewnej normalizacji stosunków państwo-Kościół, jak na razie, nie zabiegamy o to co nie jest możliwe. Wykorzystujemy te możliwości, które możemy zrealizować. Nie zależy to od nas ale od władz. Staramy się nie przesypiać momentów korzystnych dla Kościoła. Na ile to możliwe jesteśmy maksymalnie dynamiczni i otwarci na realizację naszych zadań.

 

Czy są szanse na zmiany systemu politycznego, transformacji podobnej do tej jaka miała po 1989 r. w Polsce? Czy i na ile Kościoła wspiera środowiska opozycyjne, na przykład “Damy w bieli”?

Mówmy raczej o sprawach duszpasterskich. Ale i o ewentualne zmiany proszę się nie martwić one trwają (śmiech). Nawet w najtrudniejszych momentach swojej historii Kościół na Kubie trwał i realizował swoją misję ewangelizacyjną.

Zmiany rozpoczęte przed 20 laty wraz z przełomową wizytą Jana Pawła II trwają. Pielgrzymka papieża stale jest dla nas punktem odniesienia. Na przemiany wpływa także wiele czynników, w tym ogólnoświatowych. Odnotowujemy coraz większy wzrost świadomości społecznej Kubańczyków. Podkreślmy, że Kościół katolicki oraz inne wyznania chrześcijańskie nadal odgrywają dużą rolę w Ameryce Łacińskiej.

Także władze na Kubie zdały sobie sprawę, że muszą się liczyć z wierzącymi i dzięki temu poszerzyliśmy naszą obecność w przestrzeni publicznej. Staliśmy się coraz bardziej widzialni w obszarach edukacji i kultury. Podejmujemy coraz więcej inicjatyw związanych z tymi dziedzinami.

Odnośnie do misji Kościoła to podkreślmy raz jeszcze, że nie jest jego zadaniem zmiana systemu politycznego. Naszym głównym zadaniem jest głoszenie Jezusa Chrystusa każdemu człowiekowi a z tego wynikają inne podstawowe zasady jak szacunek dla godności każdego człowieka, kierowanie się prawdą, miłością i wolnością. Głosząc je spotykamy się i prowadzimy dialog także z tymi, którzy w Chrystusa nie wierzą. Oczywiście aby rozmawiać z ludźmi o innych poglądach musimy przede wszystkim wzajemnie się dobrze poznać.

W 2013 r., po wizycie Benedykta XVI, biskupi kubańscy wystosowali list pasterski pt. “Nadzieja nie zawodzi”. Poruszyliśmy w nim wiele aspektów życia społecznego, m.in. relacje państwo-Kościół i podkreśliliśmy, że wszyscy powinniśmy dążyć do tego aby ludziom żyło się coraz lepiej a godność każdego człowieka była respektowana. Na zakończenie wezwaliśmy Kubańczyków do podjęcia koniecznych reform politycznych, towarzyszących zmianom gospodarczym, które już otworzyły przestrzeń dla prywatnej inicjatywy.

 

Jak wygląda obraz kubańskiej rodziny?

W ostatnich latach kubańska rodzina przeżyła negatywną transformację, co zostało spowodowane panowaniem ideologii marksistowskiej ale także prądami ideowymi płynącymi z Zachodu. Widzą one często rodzinę w innym świetle niż Kościół, nie jako związek kobiety i mężczyzny obdarzony potomstwem. Na Kubie wiele dzieci rodzi się poza związkami sakramentalnymi ale i także poza związkami zawartymi cywilnie. Ponadto na kondycję kubańskiej rodziny ogromny wpływ ma emigracja. Wiele rodzin jest podzielonych.

Mimo tych negatywnych zjawisk jako Kościół cały czas pokazujemy i promujemy model rodziny chrześcijańskiej. W naszym nauczaniu nie koncentrujemy się tylko na małżeństwie sakramentalnym ale staramy się towarzyszyć związkom, które można nazwać naturalnymi. Podkreślamy jak ważna jest jedność w takich związkach, której tak bardzo często brakuje. Przypominamy stale o takich wartościach jak wierność, miłość, poświęcenie dla dzieci, gdyż to na nich budujemy przyszłość naszych rodzin i społeczeństwa.

W naszej pracy duszpasterskiej staramy się ukierunkowywać rodziny na Boga wiedząc, że to Jego siła i obecność może przekształcać małżeństwa i rodziny oraz nadawać im życiową pełnię do której są powołane. Aby realizować naszą misję wśród rodzin musimy stale mieć na uwadze wyzwania jakie stoją przed nimi.

 

“Kościół domowy” to jedna z charakterystycznych cech Kościoła kubańskiego…

Przez dziesiątki lat nie mogliśmy budować kościołów. Ale nawet gdybyśmy otrzymali stosowne pozwolenia to i tak nie mielibyśmy za co ich wznosić. Nie zapominając o wielkiej pracy księży, zakonników, zakonnic mamy olbrzymią rzeszę ludzi świeckich niezwykle zaangażowanych w ewangelizacyjną misję Kościoła. To dzięki nim udało się nam dotrzeć do środowisk, które nie miały pojęcia o chrześcijaństwie. To oni docierają tam, gdzie nigdy nas nie było, na przedmieścia dużych miast czy na wioski. Tam, nie mając świątyń, świeccy udostępniają swoje domy, gromadzą się w nich małe wspólnoty by odprawiać msze św., nabożeństwa i modlić się. Wspólnoty te są o tyle żywe o ile wychodzą na zewnątrz i ewangelizują.

 

Ilu Kubańczyków przyznaje się do Kościoła katolickiego?

Nie zwracamy tak dużej uwagi na liczby, ilu mamy wiernych. Nasze kościoły są otwarte dla wszystkich. Ponad połowa Kubańczyków jest ochrzczonych i tyle samo pragnie aby ich dzieci były w naszym Kościele.

Jeśli chodzi o praktyki religijne to dane nie są zachwycające gdyż regularnie uczęszcza do kościoła ok. 2, 3 proc. wiernych. To są ci, którzy świadomie przeżywają swoją wiarę. Ale z drugiej strony, gdy spojrzymy na sanktuarium Matki Bożej z El Cobre, oddalone o tysiąc kilometrów od Hawany, to co roku przybywa do niego ok. 900 tys. pielgrzymów. Przybywają tam nie tylko katolicy ale ludzie innych wyznań czy światopoglądów. Jest to dla nas też okazja do pokazania kim jesteśmy i zaproponowania naszej drogi do Boga. Ponadto w miejscach gdzie po raz pierwszy pojawiają się kapłani dla wielu ludzi jest to znak pokazujący inną drogę, inny system wartości od tego, który dominuje w życiu społecznym.

Jestem przekonany, że Kościół na Kubie i cały Kościół powszechny musi przejść duszpasterskie nawrócenie, o którym często mówi papież Franciszek. Akurat przeżywamy okres Wielkiego Postu, w którym dużo się mówi o nawróceniu i odnowieniu relacji z Chrystusem, dlatego czas ten przypomina nam, że nie możemy stać w miejscu będąc przekonanym, że zawsze tak było i nic nowego nie da się zrobić. Świat zmienia się dynamicznie i jako chrześcijanie musimy dostosowywać do niego nasze przesłanie. Musimy wychodzić naprzeciw potrzebom współczesnego człowieka. Dlatego bardzo cieszymy się z przybyłych do nas misjonarzy gdyż oni przynoszą nam nowy sposób myślenia i lepszej odpowiedzi na potrzeby wiernych.

 

Minęła czwarta rocznica pontyfikatu Franciszka kim jest pierwszy w historii papież z Ameryki Łacińskiej dla Kubańczyków?

W mojej diecezji było trzech papieży. Pierwszym był charyzmatyczny św. Jan Paweł II i dla ludzi sam fakt, że przybył na Kubę papież było czymś nadzwyczajnym. Przez pięć dni mogliśmy słuchać słów zupełnie innych od tych, których przez lata się słyszało i dla Kubańczyków były one całkowitą nowością. To on głęboko naznaczył kubański Kościół i całe społeczeństwo, czym żyjemy do dzisiaj. Do dzisiaj jest on kochany i podziwiany.

Drugim papieżem na Kubie był Benedykt XVI, inna osobowość od św. Jana Pawła II. Ale i on swoim charyzmatem i intelektem odcisnął swoje piętno na Kubańczykach. Był w sanktuarium w El Cobre z okazji jego 400-lecia i pamiętamy jak gorliwie modlił się przed cudowną figurą i złożył przed nią kwiaty tak jak to robią na co dzień Kubańczycy.

Ku naszemu zaskoczeniu przybył do nas także papież Franciszek, jeden z nas, mówiący naszym językiem. Mówił do nas po hiszpańsku i przekazał nowe treści. Jeśli z okazji pielgrzymek Jana Pawła II i Benedykta XVI nie mieliśmy czasu na jakieś wielkie przygotowania, to w przypadku Franciszka poświęciliśmy więcej czasu na przygotowania, także w mediach. Jego sposób bycia i wypowiadania się sprawił, że Kubańczycy zobaczyli we Franciszku kogoś bardzo bliskiego.

 

W czym Kościół w Polsce może pomóc Kościołowi kubańskiemu?

Prosimy, miejcie nas na uwadze a gdy tak będzie to jestem przekonany, że będziecie się za nas modlić, nami interesować i wpierać nas abyśmy trwali przy Chrystusie. Będziemy też wdzięczni za każdego polskiego misjonarza, który do nas przyjedzie. Czekamy także na siostry zakonne i misjonarzy świeckich aby pomagać nam w naszej pracy ewangelizacyjnej. Wiem, że ci którzy przyjadą do nas kiedyś wrócą do Polski i tym samym przywiozą ze sobą doświadczenia, które wzbogacą w jakiś sposób Kościół w waszym kraju.


rozmawiał Krzysztof Tomasik (KAI) / Warszawa

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments

Kard. Puljić: Medjugorie, to największy “konfesjonał” Europy (wywiad)

Medziugorie, to w pewnym sensie największy „konfesjonał” niemal w całej Europie. Wiele osób odprawia tam pokutę. I ta właśnie modlitwa, pokuta oraz spowiedź prowadzi do licznych nawróceń i łask w osobistym życiu wiary - mówi w rozmowie z KAI kard. Vinko Puljić, metropolita sarajewski, przewodniczący Konferencji Episkopatu Bośni i Hercegowiny oraz członek byłej Międzynarodowej Komisji ds. Medziugoria.

Jakub Kubica (KAI): Eminencjo, jak wygląda i funkcjonuje dzisiaj duszpasterstwo wiernych przybywających do Medziugoria?

Kard. Vinko Puljić: Parafia Medziugorie, w której obserwujemy ten fenomen, podlega tamtejszemu proboszczowi i jego współpracownikom, którzy powinni troszczyć się o duszpasterstwo: udzielanie sakramentów, modlitwę i pokutę – a w sposób szczególny o organizację spowiedzi. To leży w kompetencjach samej parafii. Jest ona oczywiście integralną częścią diecezji mostarsko-duvnijskiej, zatem to biskup odpowiada za funkcjonowanie tamtejszego duszpasterstwa.

Jednak fenomen domniemanych objawień jest wyłączony spod jurysdykcji nas, biskupów, i podlega osądowi Ojca Świętego i Kongregacji Nauki Wiary, zatem nie oceniamy tego zjawiska. Czekamy na decyzję papieża, który przysyła swojego delegata, by uzyskał wgląd w organizację duszpasterstwa w Medziugoriu i poinformował go o swoich ustaleniach.

 

Jakie są nadzieje Księdza Kardynała w związku z tą misją abp. Henryka Hosera i jakie jest jej znaczenie dla Kościoła w Bośni i Hercegowinie?

Po pierwsze, musimy przypomnieć – jak to ostatnio uczynił prefekt Kongregacji Nauki Wiary – że żadne objawienie prywatne nie jest istotnym elementem wiary. Istotą wiary jest Chrystus Zmartwychwstały, któremu towarzyszy Jego Matka. Ona zawsze prowadzi do Niego. To jest istota wiary, a wszystkie prywatne objawienia mogą być tylko pomocą dla wiernych.

Jednak kiedy mówimy o Medzugoriu jako miejscu, to ma ono swoją wartość: ludzie bardzo licznie tam przybywają, modlą się, spowiadają. Jest to w pewnym sensie największy „konfesjonał” niemal w całej Europie. Wiele osób odprawia tam pokutę. I ta właśnie modlitwa, pokuta oraz spowiedź prowadzi do licznych nawróceń i łask w osobistym życiu wiary. Mam nadzieję, że właśnie nad tym Kościół będzie czuwał. A sam proces badania objawień i ich przesłania potrwa dłużej.

 

Abp Henryk Hoser nigdy wcześniej nie był w Medziugoriu – czy właśnie to może być jego zaletą w tej misji?

Stolica Apostolska poprosiła mnie, nuncjusza w Bośni i Hercegowinie, abp. Luigiego Pezzuto, biskupa Mostaru oraz tamtejszych franciszkanów, żebyśmy byli do dyspozycji abp. Hosera i wyszli naprzeciw jego oczekiwaniom. Natychmiast napisałem do niego, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by odpowiedzieć na jego potrzeby i pomóc mu w spełnieniu misji, którą otrzymał od Ojca Świętego.

 

Według oficjalnego stanowiska Stolicy Apostolskiej, Medziugorie to dziś „miejsce modlitwy”. Jakie są, zdaniem Księdza Kardynała, najpilniejsze potrzeby duszpasterskie, które rodzi ruch pielgrzymkowy do tej parafii?

Nie znam szczegółów, nie byłem tam osobiście. Swoje informacje czerpię od tych, którzy Medziugorie odwiedzili. Na pewno cieszy mnie, że jest tam takie zainteresowanie modlitwą, taka gotowość do pokuty i chęć do spowiedzi. Najważniejsze, byśmy to obserwowali, wspierali i czuwali nad tym, bo to pomaga w nowej ewangelizacji i wzmacnianiu wiary.

W Bośni i Hercegowinie w szczególny sposób słychać wołanie o powrót tej nadziei i wiary, dzięki którym przeżyliśmy tyle wieków, a teraz mogą nam one pomóc w przetrwaniu trudności, których obecnie doświadczamy. Dzięki nim możemy przetrwać w miejscu, gdzie jesteśmy. Może wrócić wiara i chęć do życia – otwartość na potomstwo, wierność małżeńska i mocne więzi rodzinne. Dlatego właśnie uważam, że w naszym kraju ważne jest pobudzanie ludzi do modlitwy.

 

Czy dziś istnieje już jakaś strategia duszpasterska dotycząca ruchu pielgrzymkowego wokół Medziugoria?

Dopóki nie zapadnie decyzja Ojca Świętego jako biskupi spoza diecezji mostarsko-duvnijskiej nie mamy w tym zakresie kompetencji. To domena biskupa miejsca, Ratka Pericia. Czekamy też na wytyczne papieża. Ja, jako przewodniczący Konferencji Episkopatu, oraz pozostali biskupi skupiamy się raczej na wspomnianych już kwestiach egzystencjalnych dotyczących Chorwatów, katolików w Bośni i Hercegowinie.


rozmawiał Jakub Kubica / Sarajewo

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Show comments