Kard. Parolin podczas wizyty w Sudanie Południowym | Fot. Br. Robert Wieczorek

Niespodziewana wizyta kard. Parolina w Sudanie Południowym. Przejmujące spotkanie relacjonuje brat Robert Wieczorek

"Po przywitaniu zbliżyły się kobiety z wodą, miską i ręcznikiem, i musiał pozwolić im na umycie mu nóg. Uśmiechałem się na ten widok pod wąsem, bo parę miesięcy temu sam się tłumaczyłem bezskutecznie, że myć nogi to ja mam ludziom w Wielki Czwartek" - prosto z Bentiu w Sudanie Południowym, relacjonuje br. Robert Wieczorek.

Reklama

Papież Franciszek wprawdzie nie mógł teraz przyjechać teraz do Sudanu Południowego, ale sprawił nam tu w Bentiu wielką niespodziankę. W tym samym czasie co przewidywana pierwotnie jego niedoszła wizyta, posłał swojego pierwszego współpracownika, Kardynała Pietro Parolina, by podążając tą samą trasą przepraszał gospodarzy za jego nieobecność i zapewniał o jego pragnieniu przyjazdu później, jak tylko warunki mu na to pozwolą. 

Niespodzianka polega na tym, że tydzień temu doszła do nas stawiająca do pionu wiadomość – Kardynał chce odwiedzić Bentiu. Tego w programie Papieża nie było. W Sudanie Południowym Franciszek planował w stolicy kraju, Juba, odprawić mszę świętą na placu przy mauzoleum Johna Garanga, Ojca Niepodległości RSS, ekumeniczne spotkanie z innymi chrześcijanami oraz odwiedziny w pobliskim obozie uchodźców, ale już nigdzie dalej.

Fot. Brat Robert Wieczorek ofmcap

Zrealizowana prośba

Tymczasem Watykański Sekretarz Stanu wygospodarował w swym grafiku czas i dał się namówić zaproszeniu do Bentiu. Osobiście słyszałem w czasie Wielkanocy, jak tutejsi katolicy apelowali do przebywającego z wizytą w obozie dla uchodźców Chargé d’affaires Nuncjatury w Juba, żeby Franciszek przyjechał też tutaj. Ks. Ianot Paul, Rumun z Bukowiny (z polskimi korzeniami i mówiący po polsku) przyjął na serio tę prośbę obiecując, że Papieżowi przekaże. Gdy mu dziś do ucha gratulowałem spełnienia tej obietnicy i przywiezienie tu Prawej Ręki Papieża, ten skromnie wyznał, że to sprawa Opatrzności Bożej. Zgoda, ale przecież ona ma swe przedłużenie w uważnych uszach, ochotnych sercach i zakasanych rękawach jego sług. I za to dzięki temu młodemu kapłanowi w dyplomatycznej służbie.

Reklama
Reklama

Kardynałowi Parolin towarzyszył naturalnie nasz biskup Stephen Nyodho Ador z Malakal oraz Nuncjusz Apostolski na Kenię i RSS Hubert van Megen. Wizyta była błyskawiczna: przylot na dziesiątą, wizyta u władz lokalnych i na parafii, przejazd do obozu z odwiedzinami po drodze w biurze ONZ i msza dla uchodźców, po czym powrót do stolicy jeszcze tego samego dnia.

Kilkunastoosobowa delegacja towarzysząca Kardynałowi ( w tym połowa to dziennikarze i ochrona) przyleciała małym samolotem wypożyczonym przez ONZ i po krótkim przywitaniu wsiadła do konwoju skompletowanego w większości też z ONZ-owskich samochodów. Tutejsza parafia dysponuje jednym autem, a drugie od proboszcza Josepha z obozu to rzęch, więc trzeba było iść „po prośbie” do życzliwych ludzi.

Fot. Brat Robert Wieczorek ofmcap

Kontrast

Z lotniska przejazd do siedziby Gubernatora Stanu Unity na kurtuazyjną rozmowę. Wszędzie wzdłuż drogi ze sfatygowanego asfaltu wiodącej przez Rubkona i Bentiu zgromadzeni są chrześcijanie z pobliskich kaplic powstałych w koczowiskach uciekinierów przed powodzią. Nie da się, ot tak, po prostu przejechać, ale konwój zatrzymuje się, by pozdrowić choć przez chwilę witających.

Reklama
Reklama

Od Gubernatora już tylko parę minut jazdy do naszej parafii św. Marcina de Porres w Bentiu. Przy kościele-baraku zbitym z blach zgromadzona masa ludzi (nieporównywalnie więcej, niż na niedzielnej mszy) i jak tylko potrafią manifestują tańcem i śpiewem ich radość z wizyty Gościa. Na pewno w sercach przyjezdnych rezonował kontrast między nędzą brudnego miasta w ruinach, mizerią mijanych po drodze szałasów przykrytych plandekami, a spontaniczną radością kolorowego tłumu zaludniających gęsto te prowizoryczne koczowiska.

Wzruszające obmycie nóg

W kościele na Kardynała czekało kolejne zaskoczenie. Po przywitaniu zbliżyły się kobiety z wodą, miską i ręcznikiem, i musiał pozwolić im na umycie mu nóg. Uśmiechałem się na ten widok pod wąsem, bo parę miesięcy temu sam się tłumaczyłem bezskutecznie, że myć nogi to ja mam ludziom w Wielki Czwartek, ale nie oni mnie! Ale na próżno – zwyciężyła lokalna tradycja i kobiety. Dziś Kardynał podobnie, też poddał się temu obrzędowi – z całą prostotą.

Fot. Brat Robert Wieczorek ofmcap

„Ojcze nasz” w siedzibie ONZ i organizacji humanitarnych

Konwój wraca tą samą drogą, by po przejechaniu koło pasa startowego udać się dalej na północ, w stronę obozu uchodźców, który choć jest na terytorium miasta Rubkona nosi też nazwę Bentiu (stąd często źródło konfuzji w nomenklaturze między miastem a obozem). Wypada oczywiście odwiedzić kierownictwo ONZ i innych organizacji humanitarnych. Mongolscy żołnierze w niebieskich beretach otwierają drogę. W sali konferencyjnej uderza najbardziej chłód klimatyzacji, ale i schludne wyposażenie. To inny świat, niż ta patelnia na zewnątrz. Większość personelu kierowniczego okazuje się być Afrykańczykami różnej proweniencji, wśród nich parę kobiet, a jedna nawet mówi biegle po włosku i mieszka z rodziną… w Asyżu. Gdy wypada zakończyć to sprawnie odbyte spotkanie, Kardynał proponuje modlitwę i okazuje się, że do zaintonowanego „Ojcze nasz” przyłącza się większość tam zasiadających. Miłe to…

Reklama
Fot. Brat Robert Wieczorek ofmcap

Msza Święta

Zanim przez rozległy obóz dotrze się do miejsca przygotowanego na celebrację trzeba pokonać prawie dwa kilometry. Niemal cała droga jest wytyczona wiankiem oczekujących na Watykańskiego Gościa ludzi. Każda kaplica (a jest ich dziesięć w obozie) chce się pokazać z jak najlepszej strony. Więc ludzie stoją poubierani w różnokolorowe uniformy ich ruchów (oni sami tylko wiedzą co każdy oznacza), grają na bębnach, a nad każdą grupą łopoce chorągiew z krzyżem.

Kardynał przesiada się na pakę pick-upa, który go wiezie. Asekurowany przez ochronę (towarzyszy mu czterech krewkich panów), pod biało-żółtym parasolem, może z tego podwyższenia lepiej widzieć ludzi i samemu być widzianym. Poprzedzając ten korowód na piechotę, zatrzymuję się na fotografowanie i muszę jeszcze czekać, bo tak wiele się dzieje po drodze. Ludzie dają pełen upust ich wylewnej radości. Z twarzy Prałatów uśmiech nie schodzi, bo inaczej się po prostu nie da – jest radość!

Fot. Brat Robert Wieczorek ofmcap

Msza jest „katolicka”, czyli mieści się w godzinie. Nie tylko dlatego, że samolot czeka, bo o 16 trzeba się zbierać do odlotu, żeby przed zmrokiem być z Juba, ale też litość bierze dla tych tysięcy ludzi wystawionych na palące słońce wczesno popołudniową porą. My w szatach liturgicznych, ale przynajmniej pod zadaszeniem. Któraś z naszych tancerek nawet mdleje, ale w strukturach obozu służby sanitarnej nie brakuje. Kapłanów koncelebrujących z trzema biskupami jest niewiele więcej, bo też tak liczne jest tutejsze prezbiterium… Za to ludzi tłumy.

Fot. Brat Robert Wieczorek ofmcap

W ciągu piętnastominutowej homilii z tłumaczeniem nie sposób się rozpędzać. Kardynał Pietro jeszcze raz podkreśla, że nie przyjechał tu za Papieża, ale Franciszek posłał go, by zapewnić ludzi w South Sudan o jego pamięci i szczerym pragnieniu przyjazdu, jak tylko się będzie dało. Nawiązując do czytań z dnia (Oz 10,12) „Posiejcie sprawiedliwość, a zbierzecie miłość. Nadszedł czas, by szukać Pana, aż przyjdzie by sprawiedliwości was nauczyć” przypomina prostą prawdę, jak należy próbować leczyć nagromadzone w kraju problemy: siać sprawiedliwość i szukać Pana. Autentycznie przeżyte chrześcijaństwo jest remedium dla tego dotkniętego tragiczną sytuacją kraju. Największe podziękowania padają pod adresem ludzi z tej wielkiej rzeszy otaczającej ołtarz. Kardynał słyszał o wielkiej gościnności i radosnym usposobieniu Południowych Sudańczyków, ale widziana na własne oczy rzeczywistość przekroczyła wszelkie jego oczekiwania.

Fot. Brat Robert Wieczorek ofmcap

„Male, male”

W ciągu krótkiego tygodnia od otrzymanej wieści o wizycie Kardynała Sekretarza Stanu ludzie na miejscu potrafili się pięknie zorganizować. Doprawdy, podziwiam. Jak na me oko obserwatora wszystko przebiegło ładnie i sprawnie. Wizyta była krótka, ale bardzo krzepiąca. Dłuższy pobyt zresztą byłby niewyobrażalny, bo z noclegiem w zrujnowanym walkami i powodzią mieście jest naprawdę problem. Na sfinansowanie niezbędnych wydatków zrzucili się chrześcijanie z obu parafii, ale też i władze lokalne – Sekretarz Stanu Stolicy Apostolskiej to przecież dyplomata państwowy, a więc wizyta jest nie tylko czysto religijna. Zresztą rządzący w Unity State, jak tutejsi Nuerowie, w większości mówią, że są katolikami.

Po odlocie samolotu ludzie rozchodzą się do siebie z uśmiechem na twarzy powtarzając sobie życzenia „male, male”, czyli „pokój, pokój” w języku nuer. I oby tak zostało. O, Panie, uczyń z nas narzędzia Twego pokoju…

Z Bentiu w Sudanie Południowym, 6.07.2022 – brat Robert Wieczorek ofmcap

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę