Nasze projekty
Reklama
fot. WAPM

Pielgrzymka. Czas i miejsce cudów

„Z każdym kilometrem, kiedy zbliżamy się do Częstochowy, w sercu rodzi się coraz większa radość, że jesteśmy już blisko, że udało nam się dojść, że pomimo zmęczenia i całego trudu, który nas kosztował, warto było iść” – mówi ksiądz Mateusz Gawarski, kierownik Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej.

Jakub Krzyżak: 1 lipca ruszyły zapisy na 44. Warszawską Akademicką Pielgrzymkę Metropolitalną (WAPM). Dla uczestników pielgrzymka to właściwie 10 dni w roku, a jak wygląda to od strony organizatora?

Ks. Mateusz Gawarski, rektor kościoła akademickiego św. Anny w Warszawie, kierownik WAPM: Pielgrzymka trwa dla nas tak naprawdę cały rok. To nie tylko te 10 dni marszu od 5-14 sierpnia. Przygotowania do pielgrzymki tak naprawdę zaczynają się z chwilą zakończenia poprzedniej. To są spotkania organizacyjne, szkolenia z kierowania ruchem, porządkowanie i przygotowanie rzeczy niezbędnych na szlaku.

Ostatnio byłem na objeździe trasy. Każda służba robi taki objazd, żeby skontrolować sytuację – mogą być remonty, więc być może trzeba będzie zmienić trasę, mogą być zmiany proboszczów w parafiach, przez które przechodzimy, czy też może zmienić się sytuacja gospodarzy, którzy przyjmowali nas przez wiele lat. To wszystko trzeba zweryfikować, gdzie możemy się zatrzymać czy przenocować.

Reklama

Miesiąc nie wystarczy?

Tych działań organizacyjnych, związanych z logistyką, z zaplanowaniem jest bardzo dużo. Wcześniejszego przygotowania, zaprojektowania, wydrukowania wymagają też na przykład teksty, rozważania, karty pielgrzyma czy gadżety pielgrzymkowe, plakaty, zaproszenia gości na szlak.

Reklama

Jest mnóstwo spraw, działań, które trzeba wcześniej przemyśleć, przygotować i w odpowiednim momencie załatwić, żeby 5 sierpnia wszystko było gotowe i żebyśmy mogli spokojnie wyjść.

fot. WAPM

Można powiedzieć, że pielgrzymka to jedno wielkie wyzwanie logistyczne.

Dokładnie. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak to wygląda od środka, nie tylko czas przygotowania i zaplanowania różnych rzeczy od strony logistycznej, ale też sama droga od 5 do 14 sierpnia. To wielkie wyzwanie organizacyjne.

Reklama

Tak jak rok temu na 44. WAPM wyruszy 15 grup. W sumie ok. 2500 osób. Jest cała masa rzeczy do zrobienia, żeby każda grupa mogła spokojnie, bezpiecznie przejść. W to zaangażowana jest ogromna liczba ludzi, którzy są w służbach centralnych. To jest około 120-150 osób, które dbają o wiele szczegółów, o wiele elementów takich, aby pielgrzymka mogła przejść spokojnie, bezpiecznie, po prostu prosto do celu.

Kto może iść na pielgrzymkę?

Każdy. W sposób szczególny nasza pielgrzymka jest skierowana do studentów, do młodzieży, ale nie ma ograniczeń wiekowych. Jeżeli ktoś czuje się na siłach, ma taką możliwość, jeżeli tylko chce, niech bierze urlop i niech idzie.

Przeważają u nas ludzie młodzi, w wieku studenckim i poststudenckim, 30, 40-latkowie, ale bywają i osoby dużo starsze, które czasami zawstydzają tę młodzież swoją kondycją, poczuciem humoru, pewnym dystansem do życia i takim naprawdę niesamowitym podejściem. Są to często wielcy świadkowie wiary i twardego życia. Nic ich nie przeraża, żadne warunki i żadne trudności po drodze, a wręcz innych ciągną jeszcze za sobą, dając niesamowity przykład i świadectwo.

Pielgrzymka jest dla każdego, kto tylko ma takie pragnienie, chęć i czas, ale trzeba też wziąć pod uwagę, że jest to spory wysiłek. Jeżeli ktoś ma jakieś poważne problemy zdrowotne czy na przykład wie, że nie ma takiej możliwości, aby iść z nami przez 10 dni, przygotowani jesteśmy i na to.

W jaki sposób?

Można dołączyć na kilka dni, nawet na dwa, jeden i to też będzie niezapomniane przeżycie. Zapisy są online od pierwszego lipca. Na stronie jest możliwość wyboru pakietu w zależności od liczby dni, w których możemy pielgrzymować.

A co jeśli nie mogę dołączyć nawet na jeden dzień?

Jeśli ktoś już w ogóle nie może ruszyć w trasę istnieje możliwość zapisu na Pielgrzymkę Duchową. Mamy już od wielu lat pielgrzymów duchowych, którzy modlą się w swoich domach, oglądając nas w Internecie przez transmisje Mszy Świętych i Apeli Jasnogórskich, które prowadzimy.

Każdy pielgrzym duchowy może zamówić program duchowy, gdzie są zawarte rozważania w tegorocznym temacie „Idę do Ojca”. Jeżeli ktoś mieszka w Warszawie lub w okolicy, może przyjechać do kościoła akademickiego św. Anny na 15.00, gdzie każdego dnia w trakcie pielgrzymki jest modlitwa Koronką do Bożego Miłosierdzia w intencji pielgrzymów. Bezpośrednio po koronce sprawowana jest Msza św., którą można ofiarować w intencji pielgrzymki. Staje się ona wtedy takim wielkim darem duchowym dla pielgrzymów i szczególnym znakiem łączności z całą pielgrzymką.

Czyli łączność przez Internet i w Kościele?

Tak, ale w tym roku planujemy też pewną nowość. Pielgrzymi duchowi będą mogli przyjechać wspólnie do pielgrzymki do Smardzewic, aby odwiedzić tych, którzy idą, którzy niosą intencje swoje i innych na własnych nogach, i wspólnie wziąć udział we Mszy Świętej u ojców Franciszkanów. Zachęcam i serdecznie zapraszam wszystkich duchowych pielgrzymów do dołączenia chociaż na chwilę na szlak.

Na Jasnej Górze pewnie nieraz ksiądz bywał. Ale jakie to uczucie dojść tam z Warszawy?

Z każdym kilometrem, kiedy zbliżamy się do Częstochowy, w sercu rodzi się coraz większa radość z tego faktu, że jesteśmy już blisko, że udało nam się dojść, że pomimo tego zmęczenia i całego trudu, który nas kosztował, warto było iść, warto było razem z innymi przeżyć ten czas.

Za każdym razem, gdy stawałem u stóp klasztoru, czułem wielką radość. Najbardziej szczególny był dla mnie moment, kiedy już każda z grup i każda osoba mogła wejść do Kaplicy Cudownego Obrazu.

Świadomość tego, jak wielką historię tworzy ta kaplica, sam obraz, i to jak bardzo wpisał się w polską kulturę i religijność wielu ludzi – na przykład tych, którzy tam przez tyle lat pielgrzymowali – w moim sercu zawsze budzi ogromne wzruszenie, że mogę tu być, w tym miejscu tak wyjątkowym, tak szczególnym i popatrzeć Maryi w oczy. Chwila, która jest często krótką chwilą po wejściu do kaplicy, po tych dziesięciu dniach, zawsze się dla mnie wiązała z radością połączoną z ogromnym, głębokim wzruszeniem.

Dlaczego?

Mamy taki dobrze rozumiany polski sentyment do Matki Bożej Królowej Polski. Jej oblicze pełne troski, pełne miłości, zatroskania, ale też cierpiące przez rysy na jej twarzy. To jest miłość, która też często dużo kosztuje, jest bardzo wrażliwa, ale też potrafiąca przyjąć wiele na siebie. Maryja, która w tym wizerunku patrzy wzrokiem pełnym miłości, trzyma na rękach Jezusa, swojego Syna, chce Go nam dać, wskazuje na Niego.

Dojście na Jasną Górę, spojrzenie w Jej oczy zawsze było dla mnie umocnieniem, siłą do tego, aby po powrocie żyć dalej, pamiętając o tym, że ktoś taki jest. To nie jest tylko jakiś symbol, to nie jest tylko jakiś obraz, ale rzeczywiście, to jest ktoś, kto może być naprawdę bardzo blisko w codzienności. To się dzieje każdego dnia, kiedy się modlę, kiedy wypowiadam Zdrowaś Maryjo. Wspomnienie tego obrazu, tej chwili pomaga łatwiej trwać w codzienności przy Maryi, i przy Jezusie, po prostu przy Panu Bogu.

fot. WAPM

Wiele osób od lat co roku chodzi na pielgrzymkę. Co takiego tu jest co przyciąga ludzi?

Są różne powody, dlaczego ktoś decyduje się na pielgrzymkę, na zostawienie wszystkiego i pójście na 10 dni z Warszawy do Częstochowy.

Czasem, jeżeli ktoś nigdy nie był, może to być ciekawość, jak to wygląda. Czasem jakiś tak zwany challenge, wyzwanie, które sobie ludzie stawiają – czy dam radę przejść tyle kilometrów przez kilka dni. Ale myślę, że przede wszystkim jest to szukanie czasu, w którym można coś dobrego razem z innymi przeżyć. Takie doświadczenie wspólnoty.

Kościół jest wspólnotą, wspólnotą ludzi. I dzisiaj – szczególnie w czasach, kiedy borykamy się z doświadczeniem samotności, chociaż media społecznościowe i cały ten świat wirtualny stwarza taką namiastkę wspólnoty – to jednak człowiek ma pragnienie realnego, żywego kontaktu z drugim człowiekiem.

Czyli chodzi o atmosferę?

Bardziej o doświadczenie wspólnoty żywego Kościoła. To jest szczególna atmosfera, szczególny czas wielkiej bliskości. Idziemy w tym samym kierunku, mamy ten sam cel, mamy też, okazuje się, podobne problemy – jednego boli noga i drugiego brata czy siostrę obok mnie też boli noga i możemy się jakoś razem wesprzeć. To też wzajemna pomoc, życzliwość, troska o siebie, okazja do służby, do miłości ewangelicznej, doświadczenia tego tak na żywo, tak po prostu w realu.

Pielgrzymka poza doświadczeniem wspólnoty, wyrywania z codzienności daje też czas na namysł, na doświadczenie duchowe. Pielgrzymkę nazywamy rekolekcjami w drodze, więc jest to też taki czas na przemyślenie sobie pewnych spraw osobistych, małżeńskich, rodzinnych, związanych też często z powołaniem, w którą drogę mam iść.

Pielgrzymka to dobre miejsce na takie rozważania?

Dużo osób rozeznaje swoje powołanie do małżeństwa, powołanie zakonne czy kapłańskie w czasie pielgrzymki. Jest czas na wydłużoną modlitwę, na codzienną Eucharystię, na posłuchanie ciekawych konferencji, medytację Słowa Bożego Jest to okazja do zbliżenia się do Pana Boga.

Ten wymiar duchowy to modlitwa, w niektórych grupach też troska o taki czas ciszy, żeby rzeczywiście usłyszeć Pana Boga, rozeznać dobrze swoje powołanie, dalszą drogę, czy pewne decyzje, które są w życiu do podjęcia.

fot. WAPM

Warto mieć taką czy inną intencję w drodze?

Bardzo często pielgrzymi, idąc na Jasną Górę, niosą ze sobą wiele intencji. I to też może niektórych bardzo mobilizować do tego, żeby pójść, bo mam coś ważnego w życiu, nie potrafię sobie może z tym poradzić, czy nie wiem co zrobić, a może ktoś mnie prosi o wsparcie, o pomoc, o modlitwę.

Mogę tę intencję, osobę, te sprawy zanieść, ofiarować trud, modlitwę na końcu drogi w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, prosić o jej wstawiennictwo przed Bogiem. Intencja omadalana w czasie drogi i złożona na końcu pielgrzymowania jest ważnym elementem. To często sprawia, że ludzie wybierają taką formę spędzenia wakacji.

Jakie są skutki duchowe pójścia na pielgrzymkę?

Każda pielgrzymka ma swój temat, hasło, wokół którego są ułożone rozważania duchowe, konferencje głoszone każdego dnia w grupach przez księży przewodników. To głoszone słowo, te konferencje, ale także Słowo Boże, którego słuchamy wspólnie podczas Eucharystii – ono już samo w sobie ma moc. Wierzymy, że Słowo Boże jest żywe i skuteczne.

Człowiek, który ma odrobinę otwartości na Słowo Boga doświadcza różnych wewnętrznych poruszeń, różnych wewnętrznych wezwań do zmiany życia, czasem do zatrzymania się albo pójścia odważniej do przodu, albo do uporządkowania jakiejś relacji, albo do powrotu do bardziej gorliwej modlitwy. Czasem dokonują się jakieś wewnętrzne uzdrowienia. Różne są te historie.

Był ksiądz kiedyś świadkiem takiej historii?

Jest taki zwyczaj, że ksiądz pielgrzymując w grupie jest do dyspozycji każdego pątnika, który chce się wyspowiadać czy porozmawiać. Wielokrotnie idąc w grupie spotykałem się z osobami, które poprosiły o rozmowę lub spowiedź i to czasami była spowiedź po wielu, wielu latach. Ten czas szczególnej łaski na pielgrzymce, to wszystko, co się tu dzieje, wielokrotnie sprawiał, że ludzie podejmowali decyzję – podejdę do księdza, powiem, co mi leży na sercu. Szczególnie pamiętam takie spowiedzi, które niesamowicie tych ludzi dotykały, przemieniały jakoś, myślę, że ich uzdrawiały, uwalniały od wielu rzeczy, z którymi się borykali i nie potrafili sobie po ludzku poradzić.

Przychodził taki moment, taka łaska, najczęściej już bliżej Częstochowy, że czuli, że to jest niepowtarzalna okazja, żeby skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania. Czasami widać to było namacalnie, jakby gołym okiem, że ktoś chodził jakiś taki smutny, przygnębiony, trochę spięty i nagle po tej spowiedzi odzyskiwał pogodę ducha, taką lekkość, czasem jeszcze kilkukrotnie podchodząc i dziękując za tę spowiedź, rozmowę, modlitwę.

Ale te zmiany są bardzo indywidualne, często niewidoczne dla oka, bo to, co najważniejsze dokonuje się gdzieś tam w duszy, w sercu, i to Bóg sam działa. Jako ksiądz mogę potwierdzić, że naprawdę wielokrotnie widziałem mniejsze lub większe cuda, które się dokonywały gdzieś na skutek takich spotkań, szczególnie w sakramencie spowiedzi.

fot. WAPM

Czyli można powiedzieć, że pielgrzymka to taki czas i miejsce cudów?

Oczywiście, że tak. Mógłbym się pod tym podpisać, że Pan Bóg czyni cuda i jeżeli człowiek ma wiarę i odrobinę otwartości na Jego obecność i działanie, to On naprawdę potrafi uczynić piękne i wielkie rzeczy.

Wielokrotnie te cuda się dzieją między ludźmi. Ktoś zauważa, że można żyć inaczej, rozmawiać z drugim człowiekiem w innym stylu. Ktoś, kto do tej pory ciągle chciał brać, a nagle otrzymuje wiele miłości, pomocy od innych, miłości, stwierdza –ja też chcę zacząć dawać, tak samo jak inni. Te cuda dzieją się też w takim wymiarze bardzo zwykłym – ktoś, kto wcześniej może czasem nie potrafił albo o tym zapominał, zaczyna służyć, zaczyna zwracać uwagę na drugiego, być bardziej wrażliwym.

Służba na pielgrzymce nie jest łatwa, bo czasami, kiedy dotyka nas zmęczenie, idziemy w jakimś ogromnym upale czy w strugach deszczu, wtedy łatwo o zdenerwowanie, o emocje, skupienie się na sobie. Z drugiej strony spotkałem wielokrotnie takich ludzi, którzy mimo to potrafili się tak wysoko wznieść, że zapominając o sobie, dawali siebie innym. Ktoś komuś dawał płaszcz przeciwdeszczowy, parasol, szklankę wody. Te rzeczy czysto ludzkie w relacjach dokonywały się i dokonują wielokrotnie, co jest piękne, bardzo wartościowe i jest pewnego rodzaju doświadczeniem cudu, czy wielu cudów.

fot. WAPM

Czy trzeba się jakoś szczególnie przygotować do pielgrzymki? Zarówno fizycznie i duchowo.

Bóg potrafi działać bez względu na nasze jakieś ludzkie przygotowanie czy myślenie o różnych sprawach wcześniej. Ale jak idziemy np. na Mszę Świętą – można przyjść na nią z marszu, z ulicy i przez to mieć przez dłuższy czas problem ze skupieniem, żeby w nią wejść i dobrze, owocnie przeżyć. Podobnie jest z pielgrzymką – jeśli ktoś pójdzie „z marszu” będzie potrzebował dłuższej chwil, żeby się przystosować.

Jeśli planujesz, ale nie wiesz, czy będziesz w stanie pójść, to warto tę sprawę oddać w ręce Pana Boga, za wstawiennictwem Maryi. On może pomóc nam w tym, żeby w ogóle pójść, żeby tak się sprawy potoczyły, aby to było realne, możliwe. Warto właśnie w tym przygotowaniu do pielgrzymki po prostu zacząć się modlić w tej intencji.

To musi być jakaś specjalna modlitwa?

Modlitwa może być dowolna, po prostu codziennie warto powierzać ten czas, powierzać tę drogę, powierzać każdy dzień. Zastanowić się wcześniej nad intencjami, które chciałbym w sposób szczególny zanieść do Częstochowy i nieść w tej pielgrzymce. To omodlenie, to takie przygotowanie duchowe również jakoś człowieka nastawia, aby był w stanie przyjąć to, co Bóg przygotował, aby to ziarno, które ma wpaść do serca na pielgrzymce, wpadło w dobrą, żyzną glebę, żeby rzeczywiście te owoce były jak najgłębsze, najbardziej trwałe i wielkie. Bóg zawsze ma dla nas łaski, ale my też musimy okazać pewną dyspozycyjność i stworzyć sobie pewne dobre warunki, zadbać o pewne rzeczy, które możemy zrobić przed pielgrzymką.

Modlitwa wystarczy do dobrego przeżycia pielgrzymki?

Jeżeli ktoś chce pełnymi garściami czerpać z całej pielgrzymki, to warto o nią zadbać. Ci, którzy mogą, nie mają żadnych trwałych przeszkód, aby w pełni przeżywać każdą Mszę Świętą, czyli przystąpić do Komunii Świętej, mogą po prostu wyspowiadać się wcześniej, żeby od samego początku, już od 5 sierpnia, od Mszy Świętej porannej o 5.30 w św. Annie w pełni przeżywać Eucharystię.

A co z przygotowaniem fizycznym?

Warto wyposażyć się w odpowiedni sprzęt. Wszystkie te poszczególne rzeczy konieczne do zabrania są wypunktowane na naszej stronie internetowej www.wapm.waw.pl, ale będą także w mailu, który pątnicy otrzymują po zapisie.

Co z tego sprzętu jest najważniejsze?

Fundamentalną sprawą są dobre buty. Kilometrów w nogach robimy codziennie sporo, po 30-35, czasem nawet i więcej. Zatem buty – dobrze, żeby były rozchodzone i na pewno nie jedna para, ale przynajmniej dwie, drugą trzeba mieć w zapasie, gdyby coś się wydarzyło. To jest ważna sprawa, dużo od tego zależy.

Dlaczego warto zapisać się i pójść na pielgrzymkę?

Po prostu nie ma wyjścia, trzeba się pakować i iść (śmiech). Trudno wyrazić dlaczego warto tak po prostu w słowach. Każda moja pielgrzymka była wyjątkowym przeżyciem, doświadczeniem. Każda była zupełnie inna i każdą inaczej wspominam. Na każdej działo się coś nieco innego, choć za każdym razem wyglądało to niby podobnie.

To też pokazuje mi, że warto iść na pielgrzymkę nawet nie raz, ale co roku. Są tacy pielgrzymi, którzy byli 10, 20, a nawet 30 razy, bo każda pielgrzymka ma swój urok i na każdej pielgrzymce Pan Bóg przygotował dla człowieka coś wyjątkowego, coś niepowtarzalnego.

Co na przykład?

Jeden z moich przyjaciół był kilka razy na pielgrzymce – zawsze z tą samą intencją. Modlił się o dobrą żonę. Modlił się o to, prosił Pana Boga, ta intencja zawsze mu towarzyszyła.

Pierwsza pielgrzymka nic, druga nic, trzecia, czwarta… trzeba było chyba pięć razy pójść, aby w końcu za tym piątym spotkać tę osobę. Dziś jest już szczęśliwym mężem i ojcem.

Niektórzy się śmieją, że pielgrzymka to takie jedno WIELKIE biuro matrymonialne. To prawda?

Niektórzy tak mówią, bo rzeczywiście poza tym najważniejszym aspektem wiary, duchowym przeżyciem i pogłębieniem relacji z Chrystusem, to przecież jesteśmy też ludźmi, którzy potrzebują wzajemnych relacji. Wielu młodych ludzi, studentów, w tym wieku poszukuje swojej drogi, swojego powołania i tej osoby, z którą mogliby przeżyć resztę życia. I rzeczywiście spotykają na pielgrzymce takie osoby, w których się zakochują, z którymi potem po pielgrzymce zaczynają się spotykać, utrzymują kontakt. Nierzadko właśnie z tych pielgrzymkowych przyjaźni czy pierwszych takich spotkań rodzą się potem małżeństwa piękne, sakramentalne, dla których pielgrzymka staje się fundamentem, na którym próbują budować swoje życie, zakładając rodzinę.

Niejednokrotnie mieliśmy okazję w przeszłości przeżywać nawet śluby podczas naszych Mszy pielgrzymkowych, potem chrzty. To jest niezwykłe święto całej pielgrzymki, niezwykła radość, że właśnie ludzie, którzy poznali się na pielgrzymce w czasie drogi na Jasną Górę mogą razem z tą rodziną pielgrzymkową przeżyć taką uroczystość. To są niesamowite chwile, niesamowite momenty, dla których warto żyć.

fot. WAPM

Nie da się tego chyba poczuć nigdzie indziej?

Dlatego, kto jeszcze nigdy nie był, to koniecznie musi to przynajmniej przemyśleć. Ale tak naprawdę nie ma nad czym myśleć, trzeba po prostu wziąć dobre buty, już rozchodzone, śpiwór, karimatę, namiot – i ruszać.

Ktoś pomyśli, że to jest trudne czy może nawet niemożliwe, ale właśnie w tym jest ta przygoda, to coś, co sprawia, że ten klimat jest wyjątkowy. Wieczorem możemy obserwować zachód słońca, siedząc sobie przed namiotem, czy wcześnie rano, zwijając go, oglądać wschód, pakując się w biegu i startować w dalszą drogę, śpiewając przy tym godzinki ku czci Najświętszej Maryi Panny.

Czytelnicy Stacji 7 o pielgrzymce wiedzą już chyba wszystko, więc nie pozostaje nam nic innego jak zaprosić ich do uczestnictwa.

Bardzo serdecznie, z całego serca zapraszam wszystkich, którzy pragną dołączyć do nas na 44. Warszawską Akademicką Pielgrzymkę Metropolitalną na Jasną Górę.

Idziemy pod hasłem „Idę do Ojca”. To chcemy rozważać w tym roku, aby zrozumieć na nowo i doświadczyć tego, że moje życie ma sens, ponieważ mam cel. Idę do Ojca, idę do Boga. To jest nasze wieczne przeznaczenie! Dlatego serdecznie zapraszam, żebyśmy wspólnie razem mogli to odkryć na Pielgrzymim Szlaku.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę