Papież pisze, media manipulują

„Nie posiadamy absolutnej prawdy” – tak media tytułowały doniesienie o bezprecedensowym liście Papieża do niewierzących, wypaczając go tym samym już w punkcie wyjścia. Wyjęte z kontekstu zdanie, w gruncie rzeczy wprowadzało w błąd czytelnika. Tak samo zresztą jak i sama bezprecedensowość napisania listu do gazety.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Ale, że większość z nas swoją lekturę zakończyła tylko na tytułach lub krótkich prasowych omówieniach, nie wgłębiając się w tekst, z takim wykrzywionym pojęciem „prawdy papieża” pozostało.

Papież pisze, media manipulują

List Papieża, jak to z listami przeważnie bywa, nie miał tytułu, tylko zaczynał się od słów:

„Wielce Szanowny Doktorze Scalfari! Z wielką serdecznością, chociaż tylko w bardzo ogólnym zarysie, chciałbym tym listem próbować odpowiedzieć na Pański, jaki zechciał Pan do mnie skierować z łam dziennika "La Repubblica"…”.

Tym samym Franciszek odniósł się do pytań, jakie Eugenio Scalfari, założyciel tej lewicowej gazety (nieodrodnej siostry „Gazety Wyborczej”), zadał mu na jej łamach w reakcji na ogłoszenie encykliki Lumen Fidei (pisząc, że nie wierzy i nie szuka wiary, choć od lat zafascynowany jest nauczaniem Jezusa z Nazaretu).  

Zacznijmy od samej włoskiej gazety i jej sposobu przekazu.

Franciszek w liście niczego nie zaakcentował, wybranie na tytuł i śródtytuły, tych a nie innych słów Papieża (w tym „Prawda nigdy nie jest absolutna”) jest więc dziełem redakcji, o której wiele można powiedzieć, ale na pewno nie to, że kieruje się standardami prawdy, obiektywizmu i dziennikarskiej rzetelności.

Za ciosem poszły inne światowe media, których pismacy skupili się na komentowaniu wyrwanych z kontekstu zdań (tak szybciej i prościej), tworząc z nich newsy świadczące o rewolucyjności myśli Franciszka i jego nowym otwarciu.

Takie oto doniesienia pojawiły się w Polsce między innymi na stronach Newsweeka:  «W bezprecedensowym liście do dziennika "La Republica" papież Franciszek stwierdził, że dla wierzącego prawda nie jest „absolutna”. „My jej nie posiadamy” – dodał papież. „Dla tego, kto żyje wiarą chrześcijańską, nie oznacza to ucieczki od świata ani poszukiwania jakiejkolwiek hegemonii, ale służbę człowiekowi, każdemu z osobna i wszystkim ludziom” – stwierdził papież».

Tak oto szerząc głupie przeklejki, szerzy się miernotę. Niestety, co gorsze także nierzetelne informacje. Jestem jednak dziwnie spokojna, że nawet mając świadomość tego co się wydarzy, Franciszek i tak odpowiedziałby Scalfariemu, i że co więcej, ten dialog będzie kontynuowany. Papież od początku mówi o konieczności tworzenia „kultury spotkania” i wychodzenia Kościoła na egzystencjalne peryferie, gdzie mieszka też człowiek z całą swą biedą niewiary.

Franciszek w jakiś sposób oberwał, ale raczej wliczył to w koszty dialogu. Powiedział kiedyś, że dużym niebezpieczeństwem dla ludzi Kościoła jest skupianie się wyłącznie na skuteczności. „Podstawą jest głoszenie, dawanie świadectwa” – mówił Papież, wskazując, że Kościół musi być otwarty, musi wychodzić na najróżniejsze peryferie egzystencjalne. „Chrystus mówi: idźcie i głoście! Kiedy Kościół się zamyka staje się chory. Wolę Kościół doświadczony i poturbowany, bo idzie w świat, niż zamknięty w sobie” – wyznał Papież.

Papież pisze, media manipulują

Podejmując dialog o „Świetle wiary” z niewierzącym dziennikarzem Franciszek przypomina, że dokument ten przejął w dziedzictwie od Benedykta XVI, który zaczął go pisać i zredagował w znacznej mierze.

Papież zwraca uwagę na paradoks, że wiarę chrześcijańską, której nowość i wpływ na ludzkie życie od początku wyrażano symbolem światła, w ostatnich stuleciach nieraz napiętnowano jako „mrok przesądu sprzeczny ze światłem rozumu”.

Przytaczając słowa swej pierwszej encykliki, Franciszek wskazuje, iż prawda, którą poświadcza wiara, jest prawdą miłości, a stąd „wynika jasno, że wiara nie jest bezwzględna, lecz wzrasta we współżyciu w poszanowaniu drugiego człowieka. Wierzący nie jest arogancki; przeciwnie, prawda daje mu pokorę, bo wie on, że to nie my ją posiadamy, ale to ona nas bierze w posiadanie. Nie powodując bynajmniej usztywnienia postaw, pewność wiary nakazuje nam wyruszyć w drogę i umożliwia dawanie świadectwa i dialog ze wszystkimi” – czytamy w Lumen Fidei.

W liście do włoskiego dziennikarza Papież stwierdza dalej:

Nie mówiłbym, nawet gdy chodzi o wierzących, o prawdzie «absolutnej» w tym znaczeniu, że absolutne jest to, co nie jest związane, co nie ma żadnych relacji. Prawda zgodnie z wiarą chrześcijańską to miłość Boga do nas w Jezusie Chrystusie. A więc prawda to relacja! Co nie znaczy, że prawda jest zmienna i subiektywna, wręcz przeciwnie. Znaczy, że przedstawia się nam ona zawsze jako droga i życie” – dodaje Ojciec Święty, przypominając słowa Chrystusa: Ja jestem drogą, prawdą i życiem (J 14,6).

Dla mnie osobiście bardzo poruszający jest autobiograficzny wątek papieskiego listu, pokazujący zarazem skąd bierze on odwagę do rozpoczęcia debaty o wierze, z lewicowej trybuny.

„Wiara, moim zdaniem, rodzi się ze spotkania z Jezusem. Jest to spotkanie osobiste, które poruszyło moje serce oraz nadało nowy kierunek i nowy sens memu życiu – pisze Franciszek. Ale jednocześnie jest to spotkanie, które umożliwiła mi wspólnota wiary, w której żyję i dzięki której znalazłem dostęp do zrozumienia Pisma Świętego, do nowego życia, które niczym tryskająca woda wypływa z Jezusa przez sakramenty, do braterstwa ze wszystkimi i posługi ubogim, będąca prawdziwym obrazem Pana. Bez Kościoła – proszę mi wierzyć – nie mógłbym spotkać Jezusa, choć mając świadomość, że ten wielki dar, jakim jest wiara, jest przechowywany w kruchych glinianych naczyniach naszego człowieczeństwa.

To właśnie wychodząc stąd, z tego osobistego doświadczenia wiary przeżywanej w Kościele, mogę swobodnie wysłuchać Pańskich pytań i wraz z Panem poszukiwać dróg, które być może pozwolą nam rozpocząć wspólnie przemierzanie jakiegoś etapu drogi” – pisze Papież.

Papież pisze, media manipulują

Kościół od dawna prowadzi dialog z niewierzącymi, a ostatnim wyrazem tego jest niezwykle popularny Dziedziniec Pogan organizowany dzięki intuicji Benedykta XVI przez Papieską Radę Kultury. Kierujący nią kard. Gianfranco Ravasi podkreśla, że papieski list do niewierzącego jest wspaniałą kontynuacją tej inicjatywy, stając się wręcz „manifestem” Dziedzińca Pogan. Od samego początku powtarzana jest na nim prawda zawarta w papieskim liście:

„Wierzący nie jest arogancki, ale pokorny” i „Dialog z niewierzącymi dla kogoś, kto wierzy, nie jest drugorzędnym dodatkiem”.

O swej wierze w Chrystusa, choć w nieco innym tonie pisał w grudniu 2012 r. na łamach angielskiego dziennika Benedykt XVI.

List był odpowiedzią na zaproszenie gazety. „Narodziny Chrystusa są okazją do przemyślenia naszych priorytetów, wartości, naszego sposobu życia. To czas wielkiej radości, ale i rachunku sumienia” – pisał Benedykt XVI rozpoczynając swą refleksję od słynnego polecenia Jezusa: „Oddajcie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co należy do Boga”. Wyjaśniał, że Jezus przestrzega w ten sposób przed upolitycznieniem religii oraz absolutyzacją władzy świeckiej i pieniądza. Jezus owszem jest królem, ale Jego królestwo nie jest z tego świata, nie opiera się na sile, lecz na miłości. Benedykt XVI podkreślał, że postawa Jezusa jest inspiracją dla chrześcijan w ich codziennych warunkach życia, parlamentu i giełdy nie wyłączając. Przypomniał zarazem, że chrześcijanie odmawiają kultu bożków nie dlatego, że są zacofani, ale dzięki temu, że są wolni od wszelkiej ideologii.

Zarówno w stojącej w centrum debaty encyklice Lumen Fidei jak i listach obu Papieży harmonia między rozumem, a wiarą jest nicią przewodnią. Mimo swych grzechów i sprzeczności Kościół pozostaje narzędziem przekazywania obecności  Jezusa. A on jest jedyną Prawdą jaką może posiąść chrześcijanin.

Mimo zakusów mediów prawda nie jest bynajmniej zmienna ani subiektywna. Jest nią Chrystus ze swą miłością. I to jest kropka nad „i”, a zarazem punkt wyjścia każdej debaty, także tej z niewierzącymi.

Wesprzyj nas

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Papież rekordzista

Jan Paweł II zapraszał zawsze gości na poranne msze, które odprawiał w swej prywatnej kaplicy. Treść wygłaszanych wówczas kazań przepadła jednak bezpowrotnie. Franciszek jest pierwszym papieżem w historii, który pozwolił na nagrywanie i upublicznianie porannych rozważań. Jego improwizowane homilie biją rekordy popularności.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Przysłowie mawia, że do dobrego łatwo się przyzwyczajamy. Dwa wakacyjne miesiące, lipiec i sierpień, kiedy to Franciszek zaprzestał tego zwyczaju i odprawiał poranne msze święte wyłącznie w gronie najbliższych współpracowników, stanowiły prawdziwą pustynię. Wokół tyle teologiczno-biblijnych mądrości, a mnie naprawdę brakowało tych krótkich, prostych papieskich rozważań zachęcających do medytacji i nadających kierunek na cały dzień. Na szczęście wakacje się skończyły i Papież wrócił do normalnego rytmu zajęć.

Moja rumuńska przyjaciółka (stojąca raczej dalej niż bliżej Kościoła) wyznała, że każdego ranka z niecierpliwością czeka na moment, w którym Radio Watykańskie upubliczni papieską homilię. Zapytana, dlaczego, odpowiedziała: „Na to co mówi Franciszek, nie mogę pozostać obojętna”. Podobne sygnały papieska rozgłośnia dostaje z całego świata. Dominuje ta sama prośba powtarzana w różnych językach: chcemy jak najwięcej słuchać Franciszka.

Papież rekordzista

Podczas gdy spece od teologii i prawa kanonicznego dyskutują, czy te improwizowane homilie są oficjalnym papieskim nauczaniem, proste słowa trafiają do serc i je przemieniają.

Włoscy księża nazywają to efektem Franciszka: ludzie mniejszym łukiem omijają parafialny kościół, po latach wracają do konfesjonału i odkrywają na nowo Eucharystię, zaczynają się modlić, czuć odpowiedzialnymi za własną parafialną czy wspólnot. I to nie tylko w Italii! Gwałtownie wzrosła liczba osób przystępujących do spowiedzi choćby w Anglii czy Walii. Do konfesjonałów przychodzą zarówno ludzie młodzi, jak i starsi, którzy nie korzystali z sakramentu pojednania nawet przez kilkadziesiąt lat. Tamtejsi kapłani szacują, że wiernych przystępujących do spowiedzi może być nawet o dwie trzecie więcej, niż w poprzednich latach. Z Franciszkiem odkrywamy Jezusa i odkurzamy swe wyobrażenia o Kościele, jakby na nowo odnajdując w nim swe miejsce.

Msze w kaplicy Domu św. Marty, gdzie Papież mieszka, rozpoczynają się o godz. 7:00 rano. Franciszek jest już wówczas po kilkugodzinnej medytacji, porannej modlitwie brewiarzowej i przynajmniej jednej tajemnicy różańca, biorąc pod uwagę fakt, że codziennie – jak sam wyznał – odmawia wszystkie tajemnice.

Papież, tak jak to miał w zwyczaju w Buenos Aires, także i teraz, wstaje o świcie i dzień zaczyna na kolanach. Najpierw sam na sam z Bogiem, a potem we wspólnocie Kościoła.

Po każdej liturgii wykonuje ten sam gest, który tak bardzo nas zaskoczył i zachwycił podczas pierwszej mszy odprawionej przez niego w parafialnym kościele św. Anny w Watykanie. Latynoskim zwyczajem wychodzi przed kaplicę i rozmawia osobiście z każdym uczestnikiem liturgii, podaje rękę, przytula, wysłuchuje. Nie okazuje zniecierpliwienia.

Papież rekordzista

Potem czas na śniadanie. Papież posiłki jada na wspólnej jadalni, z wszystkimi mieszkańcami Domu św. Marty, który stanowi mieszkanie dla ponad stu księży pracujących w watykańskim sekretariacie stanu.

Papież wpisał się w ten dom. Jego obecność nic nie zmieniła z naszego codziennego trybu życia i nie wprowadziła dla nas żadnych utrudnień – mówi mi jeden z mieszkających tam kapłanów.

Nieraz schodząc do kaplicy spotykają zatopionego na modlitwie Franciszka. Starają się nie przeszkadzać. Papież jednak nie robi problemu, gdy ktoś podejdzie i poprosi o modlitwę, czy choćby o pobłogosławienie różańców dla parafian. Pamięta o polecanych mu intencjach i czasem dopytuje, jak czuje się osoba, za którą proszono, by się pomodlił.

W swoim dwupokojowym apartamencie numer 201, który znajduje się na drugim piętrze watykańskiego hotelu, Papież codziennie pracuje. Po śniadaniu robi obowiązkowy przegląd prasy i często spotyka się z gośćmi częstując ich popularnym w Ameryce Łacińskiej napojem yerba mate.

Obok przygotowano salę, w której odbywają się prywatne audiencje i wybrane spotkania. Ważniejsze audiencje (i te bardziej liczne) wciąż mają miejsce w salach Pałacu Apostolskiego. Z jego okien Franciszek odmawia też tradycyjnie niedzielną modlitwę Anioł Pański. 

Do normalnego funkcjonowania potrzebuję kontaktu z ludźmi, przeciwko mojej naturze jest życie w odizolowaniu i samotności – wyznał Papież pytany, dlaczego zamienił Pałac Apostolski na Dom św. Marty.

Tę potrzebę kontaktu widać przy stole. Franciszek jada z najbliższymi współpracownikami, ale często też z gośćmi. Pyta, rozmawia, słucha – jak mówią jego współpracownicy, uczy się Kościoła i bycia Papieżem, nie boi się stawiać pytań i mówić, że czegoś nie wie.

Wczesna pobudka i napięty plan dnia sprawiają, że Franciszek ceni sobie poobiednią sjestę. Po niej popołudnia są zarezerwowane na pracę indywidualną i spotkania z najbliższymi współpracownikami. Franciszek nie lubi spacerów, tak jak jego poprzednicy po ogrodach watykańskich. W wolnych chwilach chwyta za słuchawkę i dzwoni do przyjaciół, ludzi z którymi pracuje i tych, którzy w listach czy e-mailach powierzyli mu swoje troski.

Papież rekordzista

Papież ewangelię przekłada na język gestów – język bliskości i prostoty. Na swe poranne Msze w pierwszych tygodniach pontyfikatu zaprosił wszystkich współpracowników w Watykanie.

Na pierwszą z nich przyszli watykańscy śmieciarzy i ogrodnicy oraz personel Domu św. Marty. Wymowne. A emocje nietrudno sobie wyobrazić.

Brakuje mu jednego. Sam się do tego przyznał – codziennej posługi w konfesjonale. W Buenos Aires systematycznie spowiadał w katedrze oraz w fawelach. Nawet jako kardynał często jeździł do sanktuarium Matki Bożej w Lujan, patronki Argentyny i całymi nocami spowiadał pielgrzymów. Bez mitry i kardynalskich szat. Z żelaznym krzyżem na piersi. Tym samym który wciąż nosi.

W tym kontekście nie dziwią czarne spodnie i czarne buty tak bardzo widoczne spod białej papieskiej sutanny. Myślę, że pozostał przy nich nie po to, by coś udowodnić, czy też zaoszczędzić na krawcu, on po prostu taki jest. Sam wniósł swoją skórzaną teczkę do samolotu lecącego do Rio de Janeiro. Dziennikarze przeżyli szok. Kiedy zapytali papieża, dlaczego to zrobił, odpowiedział po prostu: „Musimy być normalni”. 

Gdy spotkał się na audiencji z włoską młodzieżą bez problemu pozwolił, by kilkoro z nich zrobiło sobie z nim zdjęcie telefonem komórkowym. Umieszczone na portalach społecznościowych, od razu obiegło świat.

Przyjmując na audiencji prezydenta Trynidadu i Tobago wypróbował ofiarowany mu prezent. Chwycił pałeczkę i zaczął grać na karaibskiej perkusji.

I najważniejsza rzecz. Franciszek ma czas dla zwykłych ludzi. Spotkania z pielgrzymami po audiencji środowej trwają dłużej niż zasadnicza część audiencji z modlitwą i katechezą włącznie.

Trudno się więc dziwić, że Plac św. Piotra dosłownie pęka w szwach. Prefektura Domu Papieskiego zaznacza, iż w pierwszych 14 audiencjach bł. Jana Pawła II wzięło udział 285 tys. wiernych, Benedykta XVI – 284 tys. wiernych, zaś Franciszka – 825 tys. osób. Ponad 9 milionów osób śledzi wpisy papieża Franciszka na Twitterze.

Ten papież bez wątpienia jest już rekordzistą… przede wszystkim w swej normalności. Niczego nie wymyśla. On po prostu jest sobą.

Wesprzyj nas

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >