Franciszek i modlitewne kolana Benedykta

Papież Franciszek zaprasza nas do „wspólnej modlitwy za Benedykta XVI, człowieka wielkiej odwagi i pokory”. Dokładnie rok temu ogłosił on światu decyzję o swej rezygnacji z urzędu.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

To miał być zwyczajny świąteczny dzień. Urzędy watykańskie pozamykane były na cztery spusty, ponieważ 11 lutego, czyli rocznica podpisania Traktatów Laterańskich, jest w Watykanie dniem wolnym od pracy. Zwołany konsystorz zwyczajny nie budził wielkiego zainteresowania. Wiadomo było, że Benedykt XVI wraz z kardynałami podejmie decyzję w sprawie kolejnych kanonizacji. O tym, że 800 męczenników z Otranto zostanie zaliczonych w poczet świętych wiadomo było od dawna,  konsystorz miał więc być tylko rutynową „kropką nad i”. Stał się jednak „gromem z jasnego nieba”!

Zaskoczenie, niedowierzanie i totalne osłupienie malowało się na twarzach kardynałów słuchających kolejnych słów Benedykta XVI. Wielu patrzyło na swych sąsiadów, jakby szukając u nich potwierdzenia, że dobrze zrozumieli wypowiadane po łacinie słowa Benedykta XVI.

Franciszek i modlitewne kolana Benedykta

Najdrożsi Bracia,

zawezwałem was na ten Konsystorz nie tylko z powodu trzech kanonizacji, ale także, aby zakomunikować wam decyzję o wielkiej wadze dla życia Kościoła. Rozważywszy po wielokroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową. Jestem w pełni świadom, że ta posługa, w jej duchowej istocie powinna być spełniana nie tylko przez czyny i słowa, ale w nie mniejszym stopniu także przez cierpienie i modlitwę. Tym niemniej, aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi. Dlatego, w pełni świadom powagi tego aktu, z pełną wolnością, oświadczam, że rezygnuję z posługi Biskupa Rzymu, Następcy Piotra, powierzonej mi przez Kardynałów 19 kwietnia 2005 roku, tak, że od 28 lutego 2013 roku, od godziny 20.00, rzymska stolica, Stolica św. Piotra, będzie zwolniona (sede vacante) i będzie konieczne, aby ci, którzy do tego posiadają kompetencje, zwołali Konklawe dla wyboru nowego Papieża.

Najdrożsi Bracia, dziękuję wam ze szczerego serca za całą miłość i pracę, przez którą nieśliście ze mną ciężar mojej posługi, i proszę o wybaczenie wszelkich moich niedoskonałości. Teraz zawierzamy Kościół święty opiece Najwyższego Pasterza, naszego Pana Jezusa Chrystusa, i błagamy Jego najświętszą Matkę Maryję, aby wspomagała swoją matczyną dobrocią Ojców Kardynałów w wyborze nowego Papieża. Jeśli o mnie chodzi, również w przyszłości będę chciał służyć całym sercem, całym oddanym modlitwie życiem, świętemu Kościołowi Bożemu.

Franciszek i modlitewne kolana Benedykta

Po roku warto wrócić do tych słów Benedykta XVI, by spojrzeć na jego decyzję z Bożej perspektywy, a nie tylko z tej ludzkiej. Miniony rok pokazał, jak bardzo mylili się ci, którzy wraz z odejściem Benedykta obwieścili zmierzch Kościoła i papiestwa, i ukazywali decyzję Papieża jako ucieczkę przed problemami nękającymi Stolicę Apostolską.

Przede wszystkim Papież dał nam świadectwo niesamowitej wiary i wolności. Myślę, że wielu zirytował fakt, iż do tego, by podjąć tę decyzję nie potrzebował nawet zwoływać kolegium kardynalskiego i się go radzić. Nie potrzebował, bo w tej kwestii rozmówił się z Panem Bogiem. W czasie wielkiego niedowiarstwa, powątpiewania w to, czy w ogóle Bóg jest, działa i czy słucha, pokazał nam wyraźnie, że Bóg jest, słucha i odpowiada; daje wyraźnie do zrozumienia, co jest Jego wolą, bez najmniejszych wątpliwości.

To jest mocne przesłanie Benedykta XVI: wy tylko wierzcie, mówcie z Bogiem, a On wam podpowie którędy iść i jak żyć. – Rozważywszy po wielokroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność – to nie są puste słowa, to jest doświadczenie wiary. – Podjęta przez niego decyzja dojrzała w nim po długiej refleksji, modlitwie. Nic nie można już było zrobić. Najważniejsze jest to, by dobrze zrozumieć, że był to akt odwagi, że to nie była ucieczka, lecz decyzja podjęta z wielką odpowiedzialnością – podkreśla jego osobisty sekretarz Abp Georg Gaenswein.

Z tego doświadczenia wiary wypływa ogromna wolność Papieża, która ukazuje zarazem heroizm jego decyzji. Śmiem wątpić, czy w ogóle zastanawiał się nad tym, co o nim napiszą w kronikach, jak go osądzą.  On kompletnie nie myślał o sobie, nie kalkulował. To był heroiczny krok z pragnieniem, by Boga nie zawieść, z troską o to, co będzie najlepsze dla Kościoła, dla ludu Bożego, a nie dywagacje, co teraz pomyślą o nim i co powiedzą. To był naprawdę heroiczny krok pełnej wolności i decyzji, która wypłynęła z głęboko przeżywanej wiary, więzi z Bogiem. – Aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi.

Franciszek i modlitewne kolana Benedykta

Benedykt w swym przemówieniu wskazuje nam perspektywę Bożej Opatrzności. – Zawierzamy Kościół święty opiece Najwyższego Pasterza, naszego Pana Jezusa Chrystusa, i błagamy Jego najświętszą Matkę Maryję, aby wspomagała swoją matczyną dobrocią Ojców Kardynałów w wyborze nowego Papieża. Zanim jeszcze zwołane zostało konklawe, rozpoczęła się giełda nazwisk. Licytowano potencjalnych papieży ze względu na ich umiejętności, pochodzenie, koneksje i doświadczenie. Sprawy Kościoła oglądano i oceniano przez pryzmat świeckości, zapominając zupełnie o tym, że to Bóg daje światu takiego papieża, jaki jest nam potrzebny na dzisiejsze czasy. Z uśmieszkiem komentowano wypowiedź kard. Waltera Kaspera, który odciął się od medialnego typowania następcy pełnymi wiary słowami: – Nowy papież jest już wybrany. W momencie, kiedy Pan Bóg rozmówił się z poprzednim Papieżem, nowy jest już wybrany. Pan już go wybrał i naszym zadaniem jest nie tyle mędrkować, kto nim będzie, tylko po prostu wsłuchać się w Bożego Ducha i zakomunikować tego, kogo Bóg wybrał! Odpowiedzią na to wsłuchanie się w Bożego Ducha jest Franciszek.

– Również w przyszłości będę chciał służyć całym sercem, całym oddanym modlitwie życiem, świętemu Kościołowi Bożemu. To trwanie Papieża emeryta na kolanach w intencjach swego następcy jest naprawdę niesamowitym wymiarem współistnienia dwóch papieży. Jest to wspaniały dar dla Franciszka. Nigdy wcześniej żaden papież nie miał takiego wsparcia. Na pewno Franciszek to odczuwa i owocuje w jego posługiwaniu to, co jego poprzednik codziennie na kolanach mu uprasza.

W patrzeniu na to, co się dzieje w Kościele, warto pamiętać o hermeneutyce ciągłości. Nie można inaczej patrzeć na wcześniejsze pontyfikaty. To wszystko są ludzie tego samego Boga, tego samego Bożego Ducha. Oni tylko nasłuchują, a potem realizują. Jan Paweł II, Benedykt XVI i Papież Franciszek to są audytorzy Ducha Świętego. To co słyszą, że z Bożego Ducha pochodzi, przekazują nam. I w tym tkwi ich wielkość. Nie silą się, by coś pokazywać i udowadniać. Oni po prostu są sobą. Oni są tymi, których Bóg dał Kościołowi odpowiadając na konkretne potrzeby danego czasu. Był świadek Jan Paweł II, był prorok Benedykt XVI i jest prosty a mocny charyzmatyk Franciszek. Nie przejmuje się ustalonymi konwenansami, w dniu codziennym przez Słowo Boże podpowiada nam, jaka jest optyka Boga na to, co my dziś przeżywamy i czym powinniśmy się kierować. Każdy jest sobą, każdy ma swój język, ale głosi jedną prawdę: otwórzcie drzwi Chrystusowi, otwórzcie drzwi człowiekowi.

Benedykt XVI mawiał: „Boga brać, Bogiem żyć i Bogiem się dzielić”. Innymi słowy, ale to samo mówi i naucza Franciszek.


Wesprzyj nas

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Zakochani w Rzymie

Papież Franciszek zaprasza na audiencję wszystkich narzeczonych! Kiedy? Jakżeby inaczej, w Walentynki. Na Jego zaproszenie odpowiedziało ponad 17 tysięcy par z całego świata, co zmusiło organizatorów do przeniesienia spotkania z Auli Pawła VI (12 tys. miejsc) na Plac Św. Piotra. Dzięki temu można się jeszcze zgłaszać, do 12 lutego.

Andrzej
Grupa
zobacz artykuly tego autora >

Do mnie zaproszenie dotarło w czasie gorączki świątecznych przygotowań (z przejęcia przypaliłem pierniki). Co by to było, gdybym nie zdążył się wcześniej oświadczyć? Od czerwca zbierałem się w sobie. Na samą myśl o zaręczynach – które jak nie na Wieży Eiffla, to lepiej wcale… – byłem sparaliżowany. Potrafię organizować różne spotkania i wydarzenia, ale najczęściej błysku nadaje im Zosia. Teraz chciałem po prostu zapytać Ją, czy też TEGO chce, i nagle całe zawodowe, organizacyjne doświadczenie brało w łeb.

Zakochani w Rzymie

Kilka przeciwności, przesuwane terminy, wakacje, wreszcie 26 listopada w obecności księdza, rodziców i świadków zaręczyliśmy się. Wprosiliśmy się na tę okoliczność do św. Józefa, do bocznej kaplicy Jego poznańskiego sanktuarium. Chcemy, by On czuwał nad tym, jak się sprawy mają. Same zaręczyny, choć wyczekiwane i przemyślane, były bardziej niż spontaniczne. Ksiądz Marek zapytany, czy może nam towarzyszyć i błogosławić, bez wahania odpowiedział, że tak. Mało tego, miał przygotowany piękny ceremoniał, w którym brali udział także nieco zaskoczeni rodzice. Potem okazało się, że tak jak my, uczestniczył w takim wydarzeniu pierwszy raz. Wszyscy bardzo poruszeni i szczęśliwi (sukces!).

Obserwując miłosne zmagania naszych rówieśników, którzy jeszcze przed ślubem postanowili zamieszkać razem, mam wrażenie, że jako wspólnocie brakuje nam dziś dobrych wzorców. Kościół z jednej strony piętnuje życie w niesakramentalnych związkach, z drugiej duszpasterzom brak pomysłu i charyzmy, by przebić się z pozytywnymi wskazówkami (Pomarańczarniajest jak głos wołającego na pustyni). Niewielu próbuje wyprowadzić młodych z błędnego myślenia, że zanim pomyśli się o ślubie, trzeba najpierw zadbać o karierę czy stabilizację materialną. Kursy przedmałżeńskie czy nauki brzmią jak komunikat z innej epoki, zupełnie obok sytuacji dużej części młodych ludzi. Papież, tak wyczulony na biedę w różnych wymiarach człowieczeństwa, swoim zaproszeniem udowadnia, że jest bardzo blisko nas, młodych. Instytucja za Nim nie nadąża, czego przykładem może być fakt, że duszpasterstwa rodzin, które miały to zaproszenie przekazać, w większości w ogóle nie podjęły tematu.

Zakochani w Rzymie

Zarządzanie projektem pt. „Ślub Zosi i Andrzeja” to stąpanie po cienkim lodzie. Z organizacyjnego punktu widzenia, przy tak wielu interesariuszach (patrz wilki: Interesariusz) nie czas i nie miejsce, by za wszelką cenę forsować swoją wizję. Równocześnie ważnych decyzji do podjęcia bardzo dużo. Zrozumiałe, dlaczego w ojczystym języku Papieża Franciszka zaręczyny to el compromiso. Nauka tej sztuki teraz, zaprocentuje później, gdy (daj Bóg!) rodzina się poszerzy, przybędzie codziennych trosk i szukać będziemy wspólnego, a nie własnego dobra.

Zaręczyny, wydarzenie, które odmienia życie? Które odmienia relacje? Nie, a z całą pewnością nie tak raz-dwa. Zaręczyliśmy się, ale nie pozbyliśmy się przywar czy słabości. Przekonujemy się o tym codziennie. Obrączki zaręczynowe (tak, mamy je oboje, zgodnie z sugestią Episkopatu z 1989 roku, pkt 32.) nie dały nam super mocy, podobnie pewnie będzie z tymi na całe życie. Są jednak zewnętrznym wyrazem tego, co dokonuje się wewnątrz. Zaręczyny są zobowiązaniem (drugie znaczenie compromiso) zarówno wobec siebie nawzajem, naszych bliskich, jak i otoczenia. Są naszą małą manifestacją zaufania do Kościoła i Jego mądrości.

Zakochani w Rzymie

Wielu pyta: Jak przygotowania? Wszystko gotowe? Suknia? Zaproszenia? Odpowiedź mamy wspólną: tak, gotowe: bilety są, lecimy spotkać się z Franciszkiem. Cała reszta w rękach Boga! Skoro Papież zaprasza, warto z zaproszenia skorzystać. Napisz do 12 lutego na [email protected] i znajdź środek transportu. Lepszego święta Walentego sobie nie wyobrażam…


Wesprzyj nas

Andrzej Grupa

Zobacz inne artykuły tego autora >
Andrzej
Grupa
zobacz artykuly tego autora >