Fot. VaticanMedia/Pixabay.com/sweetlouise
Błogosławienie osób to nie błogosławieństwo par. Watykan koryguje niemieckich biskupów
Ujawniony właśnie list kard. Víctora Manuela Fernándeza do biskupa Trewiru pokazuje, że znany dokument Fiducia supplicans przechodzi tę samą drogę sporu, co inne kościelne debaty. Parafrazując Benedykta XVI, można powiedzieć, że mamy do czynienia z “dokumentem realnym” i “dokumentem medialnym”.
Gdy w grudniu 2023 roku Dykasteria Nauki Wiary opublikowała deklarację Fiducia supplicans, wiele komentarzy sprowadziło ją do prostego hasła: Watykan pozwolił (“w końcu!” – dla jednych, “o zgrozo!” – dla drugich) na błogosławieństwo par tej samej płci. Błogosławieństwo – czyli akceptację, legalizację. Taki skrót szybko zaczął żyć własnym życiem. Tymczasem jednym z kluczowych zdań dokumentu był właśnie brak zgody na błogosławieństwo rozumiane jako obrzęd liturgiczny, a nawet paraliturgiczny, jako akceptację związku. Chodziło o “błogosławieństwo” jako prosty duszpasterski gest.
Sedno sprawy tkwiło i tkwi w rozróżnieniu zapisanym w Fiducia supplicans: czym innym jest krótka, spontaniczna modlitwa nad osobami proszącymi o Bożą pomoc (gest duszpasterski), a czym innym błogosławienie związku jako takiego. Deklaracja mówiła o możliwości błogosławieństw „par w sytuacjach nieregularnych i par tej samej płci” tylko w tym pierwszym znaczeniu, ale jednocześnie zastrzegała, że nie można „oficjalnie potwierdzać ich statusu” ani zmieniać nauczania Kościoła o małżeństwie. Przypominała też wcześniejsze stanowisko Stolicy Apostolskiej: Kościół nie ma władzy udzielania błogosławieństwa związkom osób tej samej płci. Nie ma też mowy o błogosławieństwie par, które małżeństwami nie są.
Słowo „błogosławieństwo” – dwa różne znaczenia
Chodziło więc o jedno słowo, które przybiera dwa różne znaczenia. „Błogosławieństwo” może oznaczać prosty gest duszpasterski wobec ludzi, którzy proszą Boga o pomoc. Może też zostać odczytane jako kościelne uznanie relacji. Kto czytał dokument uważnie, wie, że jego treść stanowi właśnie rozróżnienie między tymi znaczeniami.
Na tym tle niemieckie Vademecum stało się testem recepcji dokumentu przez Kościół lokalny, który od lat idzie najdalej w liberalnych postulatach. Dokument zatytułowany Segen gibt der Liebe Kraft został przyjęty przez Wspólną Konferencję złożoną z przedstawicieli Konferencji Episkopatu Niemiec i Centralnego Komitetu Katolików Niemieckich. Samo to zestawienie prowadzi do innego sporu między Stolicą Apostolską i Kościołem katolickim w Niemczech: o tzw. Drogę Synodalną, której nie należy mylić z Synodem o synodalności.
Przeczytaj również
Niemieckie Vademecum miało być pomocą dla duszpasterzy w sprawie błogosławieństw par nieżyjących w sakramentalnym małżeństwie. Tekst mówi o parach „związanych miłością”, w tym o parach rozwiedzionych żyjących w nowych związkach oraz parach „w całej różnorodności orientacji seksualnych i tożsamości płciowych”. Wprost stwierdza też, że wiele takich par prosi o błogosławieństwo dla swojej relacji.
ZOBACZ TAKŻE >>> Niemiecki biskup: „Nie wycofamy się z błogosławienia par jednopłciowych”
Błogosławienie „par, które się kochają” – nie do przyjęcia dla Watykanu
Innymi słowy, Fiducia supplicans stała się jednym z argumentów za tworzeniem praktycznych wytycznych dla „błogosławieństw par, które się kochają”. Najnowsze doniesienia z Rzymu pokazują, że właśnie taka interpretacja jest dla Watykanu nie do przyjęcia. Co istotne, list kard. Fernándeza pochodzi z listopada 2024 roku, a więc z czasu pontyfikatu papieża Franciszka.
Kard. Fernández dostrzegł przekroczenie granic detalicznie zakreślonych w Fiducia supplicans. W liście z 18 listopada 2024 roku prefekt Dykasterii Nauki Wiary napisał do biskupa Trewiru Stephana Ackermanna, że projekt niemieckiego Vademecum mówił o „oficjalnym uznaniu” ze strony duszpasterzy oraz o „aklamacji” par żyjących poza małżeństwem. Według Dykasterii prowadziło to de facto do legitymizacji statusu takich par, a więc do czegoś przeciwnego wobec Fiducia supplicans.
Błogosławieństwo, coraz bardziej podobne do liturgii
Drugie zastrzeżenie dotyczyło formy. Kard. Fernández przypomniał, że Fiducia supplicans nie dopuszcza żadnego obrzędu liturgicznego ani form błogosławieństwa podobnych do liturgii. Tymczasem niemiecki tekst, choć mówi o spontaniczności i wolności, opisuje elementy właściwe dla przygotowanej celebracji: miejsce, estetykę, muzykę, śpiew, słowa Pisma Świętego, modlitwę błogosławieństwa, aklamację, modlitwę i udział zgromadzonych. Taki układ zaczyna przypominać liturgię lub paraliturgię.
Odpowiedź kard. Fernándeza jest ważna także dla oceny samej Fiducia supplicans. Pokazuje, że dokument ten, również w Polsce, został przez wielu komentatorów odczytany zbyt szeroko: jakby naprawdę oznaczał zgodę na akceptację związków jednopłciowych. Niestety, to ta interpretacja zwyciężyła medialnie. Nie bez winy była sama komunikacja dokumentu przez Stolicę Apostolską. Ale nie bez winy byli też komentatorzy, którzy z watykańskiego dokumentu zrobili kościelną rewolucję.
Leon XIV jednoznacznie o „sformalizowaniu błogosławienia par”
Linię Fiducia supplicans potwierdził papież Leon XIV. Podczas konferencji prasowej w samolocie, wracając z podróży do Afryki, stwierdził, że Stolica Apostolska nie zgadza się na „sformalizowane błogosławienie par”, zarówno homoseksualnych, jak i żyjących w sytuacjach nieregularnych, ponad to, co w określony sposób dopuścił papież Franciszek. Leon XIV podkreślił, że wszyscy ludzie mogą otrzymać błogosławieństwo, ale czym innym jest błogosławieństwo osób, a czym innym formalizowanie obrzędu dla par.
Bo to prawda: każdy może otrzymać błogosławieństwo (i mógł) jako gest duszpasterski: na koniec Mszy św., podczas spotkania z kapłanem czy w czasie wizyty duszpasterskiej. Nie wolno jednak wyprowadzać z tego wniosku o kościelnym uznaniu dla związków pozamałżeńskich i jednopłciowych. List kard. Fernándeza do biskupa Ackermanna dowodzi, że Stolica Apostolska nie wycofuje Fiducia supplicans, bo nie ma powodu. Wyraźnie odcina ją natomiast od niemieckiego sposobu recepcji. Dokument Franciszka miał poszerzyć rozumienie błogosławieństwa duszpasterskiego, a nie stworzyć nową kategorię kościelnego uznania dla związków, których Kościół nie może uznać za małżeństwo.








