Nasze projekty
Weronika Kostrzewa

Kapelan od Wyklętych. Ks. Tomasz Trzaska

Uczestniczył w poszukiwaniach na Łączce. Dziś sprawuje Mszę Świętą w miejscu gdzie mordowano bohaterów, ale też głośno przypomina, ze bierność i bezczynność, może stać się powodem, że Polacy nigdy nie odzyskają swoich bliskich. O tym, co zachwyca go u Wyklętych, jak radzi sobie z nienawiścią wobec katów i czy broń można łączyć z różańcem opowiada kapelan Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL.

Reklama

Doskonale pamięta pierwszy dzień. Przyszedł, przestawiał się jako „nowy, który chce coś pomóc”. Zaprowadzono go „do sita”. Tam poznał ludzi, którzy wytłumaczyli mu jak odróżnić kość od patyka, jak nie pominąć żadnej kosteczki, która jest na terenie poszukiwań. I tego dnia ks. Tomasz znalazł ząb. To jeden z tych elementów ludzkiego szkieletu, z którego łatwo wyseparować DNA. Chociaż oczywiście każda znaleziona kosteczka to była radość w zespole. W tamtym czasie odnaleziono kilka tysięcy takich fragmentów. W ziemi „Łączki” nie pozostał już żaden.

Miał ponad 26 lat, gdy pierwszy raz usłyszał o Niezłomnych. A to za sprawą mamy-samorządowca, aktywnie działającej w społecznym komitecie budowy pomnika Żołnierzom Wyklętym w Wyszkowie. Sam należy do pokolenia, które o antykomunistycznym podziemiu powojennej Polski w szkole nie słyszało. Jak przyznaje, ta historia dopiero się wtedy przed Polakami odkrywała. To był szukanie informacji jakby po omacku.

W poszukiwaniu bohaterów

Przełomowy był rok 2016, gdy ruszyły prace poszukiwawcze na Łączce. Jako dziennikarz Radia Nadzieja w Łomży, spakował sprzęt do nagrywania i pojechał do Warszawy. Były rozmowy z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem i wolontariuszami. Od tego czasu śledził wszystkie doniesienia. Kiedy rozpoczął się ostatni etap prac, zadzwonił do Profesora. Poznali się wcześniej na pogrzebie Danuty Siedzikówny „Inki”. Zgłosił się jako wolontariusz. Czuł, że reportaż to za mało, że chce uczestniczyć w poszukiwaniu bohaterów. Tak zaczęła się jego historia z Niezłomnymi, która doprowadziła go do bycia „księdzem od Wyklętych”. A za tym określeniem kryje się zdecydowanie więcej, niż można przypuszczać.

Reklama
Reklama

Dziś, po latach, ogląda konferencje identyfikacyjne, na których nie był obecny. Pamięta też swoją pierwszą, gdy był już związany z pracami poszukiwawczymi IPN. Ogłoszono wtedy identyfikację Jana Kmiołka, ps. Wir. Gdy zobaczył, jak jego sąsiedzi odbierają notę identyfikacyjną Wira, człowieka który wraz z innymi partyzantami bywał u jego dziadków, wtedy rozumiał co to znaczy, że Polska upomina się o swoich bohaterów, wzywa ich po imieniu i oddaje ich bliskim. 

Różaniec można łączyć z pistoletem?

Jak wszyscy śledzący poszukiwania Wyklętych, on także czeka na szczątki rtm. Witolda Pileckiego, płk. Łukasza Cieplińskiego i gen. Augusta Fieldorfa Nila. Równocześnie jednak się tego obawia. Wszystko dlatego, że od pewnego czasu towarzyszy nam „tendencja spadkowa”. Ludzie coraz mniej interesują się odnalezieniem Niezłomnych i ich upamiętnieniem. Informacja, że „Są! Znaleźliśmy tych trzech najbardziej wyczekiwanych” najpierw Polskę poruszy, potem będzie potężny narodowy pogrzeb, a końcu zapadnie cisza. Nie będzie ani zainteresowania ze strony społeczeństwa, ani woli politycznej, by tę historię dokończyć. A wielu jeszcze spoczywa w bezimiennych dołach śmierci i wiele rodzin czeka, by grób ich bliskich był nie tylko symboliczny, ale by spoczęły w nim szczątki.

Na pytanie, co zachwyca go tak w Wyklętych, odpowiada bez zastanowienia, że modlitwa, ich przywiązanie do Boga, czego potwierdzenie znajdziemy w protokołach ich aresztowania: w inwentarzu książeczka do nabożeństwa, różaniec, krzyżyk, ryngraf, medalik. Tu przywołuje grypsy płk. Łukasza Cieplińskiego. Jak podkreśla, oni nie tracili wiary, to co przychodziło z zewnątrz nic nie zmieniło w ich duchu, on cały czas był niezłomny. Zło ich nie przenikało, w środku byli czyści. Tutaj jednak zastrzega, że nie można z Żołnierzy Wyklętych robić bohaterów o miękkich dłoniach. Byli wojowniczy w działaniu, bardzo zdecydowani i konkretni. Jego zdaniem, sami Niezłomni byliby czasem zaskoczeni, gdyby posłuchali jak bajkowo ich przedstawiamy. W realiach, w których funkcjonowali, w rzeczywistości – ich życie albo komunistycznych żołnierzy – nie było miejsca na filozoficzne rozmyślania czy dylematy. Czasy były trudne, a decyzje niekiedy musieli podejmować szybko, biorąc za nie całkowitą i wieczystą odpowiedzialność. Wieczorem pacierz, rano modlitwa, cały dzień w jednej ręce broń, potem w drugiej różaniec – tak to w uproszczeniu wyglądało. Czy ksiądz katolicki uważa, że różaniec można łączyć z pistoletem? Odpowiada, że to była wojna. A na wojnie siłę do radzenia sobie z konsekwencjami noszenia broni dawało im właśnie trzymanie różańca.

Reklama
Reklama

Msza św. w piwnicy

Dziś ks. Tomasz Trzaska posługuje w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Sprawuje Eucharystię w piwnicy, gdzie była szubienica. Wchodzi do pomieszczeń, gdzie wykonywano wyroki śmierci, gdzie Niezłomni dostawali kulę w tych głowy. Jak mówi, życia pozagrobowego się nie boi, a w miejscach gdzie zło było wręcz namacalne, odprawia Mszę świętą. Zarówno Muzeum jak i Łączka są już odbite z rąk oprawców, tam już nie ma cierpienia, choć wszystko jest z nim przesiąknięte. Tam bezlitośnie torturowano, mordowano. O samotności, grozie tych miejsc wiele mówią modlitwy na ścianach. To nigdy nie będzie przestrzeń duchowo neutralna. To miejsce, to nauka historii z rąk zła. Zarówno bohaterowie, jak i przestępcy – bo to było też zwykłe więzienie karne – często byli zabijani bez księdza. Za nich wszystkich się modli. Wspomina, że w czasie jednej z Mszy świętych odprawianych w Muzeum, stanął mu przed oczami obraz Jezusa, który przychodził do tych pobitych, konających, leżących w celach, skazanych na śmierć bez spowiedzi i namaszcza ich. Tylko On był w stanie przejść przez mury, być z nimi mimo zaryglowanych drzwi.  

Uchronić się od pogardy i nienawiści

Wyzwaniem, które okazało się procesem, było opanowanie uczucia nienawiści. Ksiądz nie stara się zrozumieć, dlaczego człowiek mógł człowiekowi taki los zgotować. Jedyna odpowiedź, jaka przychodzi mu do głowy, to „tajemnica nieprawości”, że człowiek korzystając z własnej woli może zadawać tak wielkie cierpienie. I ono wciąż trwa również dziś, tyle że w innych miejscach, w innych krajach czy na innych kontynentach. Świat – tak jak wtedy – nie chce go widzieć i milczy. Cierpieć z człowiekiem chce Jezus.

Uchronić się od pogardy i nienawiści dla oprawców pomaga mu świadomość, że Jezus umarł na krzyżu za wszystkich. Także za katów. W jednym z kazań wygłoszonych w murach muzeum apelował do oprawców o nawrócenie, bo – jak mówił – tu chodzi też o ich zbawienie. Wyrządzonego zła cofnąć się nie da, sprawiedliwość na ziemi już ich nie spotka, ale czeka nieuniknione – Sąd Boży. Mamy przykład Jezusa, który ulitował się nad Łotrem na Golgocie. I to jest jedyny ratunek dla tych ludzi. Modlitwa za kogoś takiego Jacek Różański, Adam Humer, Anatol Fejgin, pomagała mu przejść ten proces. Zadawał sobie też pytanie o nienawiść, która rodzi się w sercu do oprawców. Tekst z „Przesłania Pana Cogito”:

Reklama

„[…] A Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych […]”

przyniósł mu odpowiedź, że to nie jest chyba prawdziwa nienawiść. Bo my tych oprawców nigdy nie spotkaliśmy. Znamy tylko ich sylwetki z historii. Czujemy złość, obrzydzenie i właśnie ten bezsilny gniew. Warto sobie zadać pytanie, czy te same negatywne uczucia mamy do tych, którzy odmawiali aktu łaski. Czy tak samo chcielibyśmy wymierzyć sprawiedliwość prezydentowi Bierutowi i prokuratorowi Krzyżanowskiemu, żądającemu dla Inki kary śmierci. Zdaniem księdza to, co nam towarzyszy, to niemoc wobec zła, które się stało. Mamy chęć złapać oprawców i wykrzyczeć „coście narobili!”. Ten nasz gniew zostaje jednak bez odpowiedzi, chyba że zrozumiemy, że Jezus umarł także za nich. Inaczej będziemy kręcić się wokół nienawiści, a ona przecież kierowała oprawcami. Oczywiście modlenie się za zbrodniarzy to heroizm, droga do niego może być długa. Pierwszy krok, to przestać nienawidzić. Modlitwa zmówiona w ich intencji nas zmienia. Zło realnie usuwa się z tej sytuacji, bo tam gdzie jest Bóg, tam nie ma na nie miejsca. Jak zastrzega, to jest jego doświadczenie, dlatego mówi o krzyżu, a nigdy nie napomina „grzeszysz nienawidząc, nie rób tak”, bo takie morały do niczego nie prowadzą. Sam przeszedł drogę i wie, że potrzeba czasu.

Jak kochać Polskę?

Pytany, czy pamięć o Wyklętych została przywrócona, po długiej chwili milczenia odpowiada, że na razie spełniło się ich marzenie o wolnej Polsce. Cel został osiągnięty po tzw. „trzeciej konspiracji”, czyli Pokoleniu Solidarności. Mamy w naszej najnowszej historii wzór, jak kochać Polskę i w czasie zagrożenia i w czasie pokoju. A niepodległość trzeba utrzymać takimi metodami jakie dziś mamy i w takim kształcie jak dziś jest. Z pokolenia noszącego odzież z wizerunkami Niezłomnych, uczestniczącego z marszach, biegach, które stało się głosem sprzeciwu wobec zapomnienia, wyrośli ludzie przekazując swoim dzieciom prawdziwą historię powojennej Polski. Nie ma sensu jednak kolorować rzeczywistości, bo jeśli ktoś obwiesza się symbolami Powstania Warszawskiego, a nie wie kiedy ono miało miejsce, to mamy brak postępu intelektualnego. To często zdarza się w przypadku fascynacji, która eksploduje nagle i zostawia po sobie pustkę.

Obojętność?

Ksiądz Tomasz ma wrażenie, że praca u podstaw wciąż nie została wykonana i to na każdym szczeblu. Boi się, że mówienie o Wyklętych już nie podnosi słupków poparcia w sondażach, a zatem z tego powodu może brakuje  sił albo woli, również politycznej, by wspierać poszukiwania szczątków pomordowanych bohaterów, albo by wybudować muzea i godne miejsca pamięci. Pyta czy z takim podejściem i obojętnością, niedługo w miejscach kaźni, nie staną nowe osiedla wybudowane przez deweloperów? Czy będziemy mogli wtedy spojrzeć sobie w oczy? To nie jedyna gorzka refleksja jaka mu towarzyszy. Patrząc na to, co dzieje się z identyfikacjami i widząc na Mszy św. wśród wiernych twarze polityków i ludzi, którzy czekają na swoich bliskich, ma ochotę wprost powiedzieć „oby ta bierność i bezczynność nie stała się powodem, że ktoś nie odzyska nigdy swojego ojca, męża czy brata. Obyśmy nie musieli z tym piętnem żyć do końca naszych dni!”. Tomasz Trzaska jest nie tylko kapelanem Muzeum, ale i głosem sumienia. Dlatego wskazuje, że niedopuszczalna jest sytuacja, w której przy okazji uroczystości z ust polityków i nie tylko padają słowa o pamięci i konieczności przekazania tej wiedzy następnym pokoleniom, a nie idą za tym stanowcze decyzje. Woła i przypomina, że trzeba mieć w życiu sprawy, dla których niekiedy trzeba się będzie narazić wielu. Dodajmy, że muzeum wciąż jest w fazie tworzenia, a od prawie 3 lat nie ma kolejnych identyfikacji z Łączki. Kapelan dodaje, że to jest sprawa wagi państwowej.  

Buntownicza dusza

Ks. Tomasz szczerze przyznaje, że ma buntowniczą duszę i zdecydowanie bardziej woli mówić „ducha nie gaście”. Zresztą jego ciocie już zamawiają sobie u niego kazania na pogrzeb. Na co ze śmiechem odpowiada, że kalendarz wąski i czas powoli bukować termin. Nie ukrywa, że czasem go po prostu nosi, aby wołać i budzić uśpionych. Bo z jednej strony siły antypatriotyczne nie odpuszczają. O Wyklętych mówią czasem gorzej niż komunistyczna propaganda w PRL. Coraz więcej ludzie zaczyna wierzyć, że mjr Łupaszka miał w sobie coś z bandyty, w końcu „wszędzie tak piszą”. Z drugiej strony my coś przespaliśmy. Jesteśmy w momencie, którym albo bezkompromisowo zawalczymy o pamięć albo ona zgaśnie.

Pytany o zarzuty, czy katolicki ksiądz powinien tak angażować się w historię, odpowiada, że wiara jest rzeczywistością, która przenika różne sfery życia prywatnego i zawodowego. Oczywiście trzeba znać umiar, bo zadaniem Kościoła jest głoszenie Ewangelii. Ludzie czasami chcą Kościół wyrzucić z pewnych dziedzin, bo jego głos im nie odpowiada. Gdy papież pisze o ekologii, jest dobrze, Gdy ksiądz mówi o miłości do ojczyzny, to już przesadza. Tamto pokolenie modliło się wspólnie w oddziałach, były polowe Msze św., byli kapelani. Ewangelia rzutuje na całe nasze życie i tak trzeba ją głosić.

Kapelan Muzeum modli się, głosi, angażuje w identyfikację i nieustannie, jako wyrzut sumienia, przypomina, że Wyklęci idąc do lasu nie oglądali się na słupki poparcia. Jeśli dziś nie przywrócimy im pamięci, nie oddamy szczątków rodzinom i nie wywołamy po imieniu, będziemy musieli z tym żyć. A Polska będzie uboższa o niezwykle ważny fundament, co dla jej przyszłości może mieć ogromne znaczenie.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite