video-jav.net

Miłosierna 14. Supermoc#10. Obdarowujące spotkanie

Nasze kalendarze są wypełnione terminami spotkań, ważnych wydarzeń oraz zamierzeń ustalanymi nieraz z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Być może mamy już ustalony termin i kierunek wakacyjnego wyjazdu. Nie ma w tym rzecz jasna nic dziwnego. Istnieją jednak rzeczy, których nie wpisujemy w nasz grafik. Jedną z nich jest choroba.

Miłosierna Czternastka
Miłosierna
Czternastka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W naszych terminarzach nie ma informacji o tym, kiedy dowiemy się, że mamy nowotwór lub inną ciężką chorobę. Choroba jest jak intruz, który przychodzi niezapowiedziany, nigdy nie puka, a tym bardziej nie czeka na zaproszenie do środka. Nieważne, co sobie zaplanowałeś, co masz do zrobienia – choroba po prostu lubi przychodzić niezapowiedziana.

Dzisiaj rozważamy kolejny uczynek miłosierdzia „chorych nawiedzać”. Odwiedzając chorych dajemy im najcenniejszą rzecz, jaką posiadamy – czas. Odłożyć swoje plany lub nieco je zmienić tylko po to, aby odwiedzić chorego to przejaw miłosierdzia. Jak się do tego zmotywować? Wystarczy pomyśleć, że to mogło nas spotkać. Jednak spotkanie z chorymi nie jest rzeczą łatwą. Trwanie przy chorym jest bardzo często trudne, wymaga dużej empatii, cierpliwości, miłości, ale jednocześnie są to ważne momenty życia. Właśnie przy łóżku chorego można często zrobić rachunek sumienia i pomyśleć, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Patrząc na chorych zauważa się dopiero, jak błahe są nasze codzienne problemy.

Ja osobiście wiele uczę się od chorych. Pamiętam osoby ciężko chore, które spotkałam w moim życiu. Większość z nich miała ogromne poczucie humoru. Potrafiły żartować z siebie i ze swojej choroby. W ten sposób dawały radość tym, którzy ich odwiedzali. Celem odwiedzania chorych nie jest tylko podarowanie im radości, nadziei, pocieszenia, lecz także uczenie się cierpienia z godnością.

 

Trening #10

Zachęcam Cię dzisiaj nie tylko do odwiedzenia jakiejś chorej, bliskiej Ci osoby, lecz proszę Cię przede wszystkim, abyś pomodlił się w intencji wszystkich chorych i cierpiących.

Poświęć także kilka chwil na zastanowienie, co byś zrobił gdybyś dzisiaj dowiedział się o tym, że jesteś nieuleczalnie chory. Czy boisz się choroby? Czy jesteś tak bardzo zapracowany, że nie cenisz swojego zdrowia? Czy masz czas dla chorych z Twojej rodziny?


Katarzyna Pętlicka, doktorantka WT UMK

 

Miłosierna Czternastka

Miłosierna Czternastka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Miłosierna Czternastka
Miłosierna
Czternastka
zobacz artykuly tego autora >

Miłosierna 14. Supermoc #17. Pocieszenie

Są w życiu takie sytuacje, z których nie ma wyjścia, mimo dokuczliwego pragnienia zmiany. Czujemy się jak w więzieniu, skazani na pozostawanie w tym stanie, ograniczeni, bezwolni.

Polub nas na Facebooku!

Jest więzienie postępującej ciężkiej choroby, kalectwa, nałogu, więzienie namiętności, więzienie patologicznych relacji, więzienie grzechu („Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” – J 8, 34). Więzienie, które krępuje swobodę poruszania się, korzystania z rozmaitych przestrzeni ludzkiej wolności. Nawet jeśli niekiedy zdarzają się cudowne uwolnienia, jak te, o których czytamy w Dziejach Apostolskich (5, 17-25; 12, 5-11; 16, 25-26), czy te, których dokonywał Jezus, uwalniając od kalectwa, nieuleczalnej choroby („A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?” – Łk 13, 16), to są to zdarzenia nadzwyczajne. Zwykle pozostawanie w więzieniu związane jest z przymusem, od którego nie sposób uwolnić się o własnych siłach.

Kiedy podlegamy jakiemuś przymusowi losu, jak w przypadku kalectwa, lub może przymusowi zrodzonemu z własnych błędów z przeszłości, jak w przypadku nałogu, niezależnie, czy będzie to więzienie zawinione, czy nie, mierzymy się z faktem beznadziei sytuacji, mierzymy się z pokusą rozpaczy. Nigdy już nie wstanę z wózka, nigdy nie odzyskam wzroku, nigdy nie przestanę pić, nie uwolnię się już od niechcianej skłonności. Poza tymi nadzwyczajnymi przypadkami interwencji wszechmogącego Wyzwoliciela, gdy ktoś jednak wstaje z wózka, odzyskuje wzrok, gdy momentalnie znika uzależnienie czy odwraca się zła skłonność, gdy ktoś niespodziewanie opuszcza więzienie w następstwie królewskiego lub prezydenckiego prawa łaski, poza tymi przypadkami nie ma z niego wyjścia, co więcej drugi człowiek, o ile nie dysponuje królewską wszechwładzą, nie może mnie z więzienia wydostać. Czy pozostaje jeszcze jakieś lekarstwo?

Dla uwięzionych istnieje lekarstwo, które nie jest tylko prostym uśmierzeniem bólu, czasowym zapomnieniem o beznadziei sytuacji, lecz autentycznym wyzwoleniem. Taką supermocą jest pocieszenie. Pocieszenie, które nie polega na pustym słowie: „będzie dobrze”, „nie przejmuj się”. Pocieszenie polega na wejściu w relację, na darze osoby dla uwięzionego. Druga osoba, jej szczera uwaga, dobrowolna obecność, bezinteresowne trwanie przy więźniu jest dla niego rzeczywistym wyzwoleniem. Nie wychodząc z więzienia mogę być przez drugiego wyzwolony, mogąc je opuścić w drugim człowieku.

Znacząca jest odpowiedź na pytanie, które Jezus zadaje cierpiącemu od 38 lat na swą chorobę: „Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: Czy chcesz stać się zdrowym? Odpowiedział mu chory: Panie, nie mam człowieka, aby…” (J 5, 6-7). „Nie mam człowieka” – wyzwoleniem więzionego jest drugi człowiek. Dlatego w Liście do Hebrajczyków znajdujemy zachętę nie do szturmowania więzień, ale do pamięci o uwięzionych: „Pamiętajcie o uwięzionych, jakbyście byli sami uwięzieni, i o tych, co cierpią, bo i sami jesteście w ciele” (Hbr 13, 3). Pamięć ma inspirować do utrzymywania relacji, do pocieszania przez obecność i dar z siebie.

W ten sposób upodabniamy się do Chrystusa, który stał się dla nas pocieszeniem w beznadziei sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się jako ludzkość, w więzieniu grzechu oddzielającego nas na wieczność od Boga (1 P 3, 19). Święty Paweł mówi o Chrystusie jako o doznanej od Boga pociesze, o niekończącym się pocieszeniu, na którym i my winniśmy się wzorować:

„Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga. Jak bowiem obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy” (2 Kor 1, 3-5).

„Sam zaś Pan nasz Jezus Chrystus i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam nie kończącego się pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi we wszelkim czynie i dobrej mowie!” (2 Tes 2, 16-17)

 

Trening #17

Przypomnijmy sobie uwięzionych, których znamy, i niech ta pamięć pobudzi nas do odnowienia relacji z nimi.


Aleksander Sztramski, doktorant na Wydziale Teologicznym UMK

 

promocja10zlNAFEJS