fot. Gage Skidmore from Peoria, AZ, United States of America/Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0/wikimedia
„Terminator”, który zachwycił się katedrą. Arnold Schwarzenegger jakiego nie znacie
Arnold Schwarzenegger — kulturysta, aktor, były gubernator Kalifornii i jeden z najbardziej rozpoznawalnych ludzi świata — 30 lipca obchodzi 79. urodziny.
Choć kojarzymy go głównie z Hollywood, „Terminatorem” i polityką, w jego historii powraca także wątek wiary, Wiednia, katedry św. Szczepana i pytania o to, co zostaje po człowieku naprawdę.
Od małej miejscowości w Austrii do Hollywood
Arnold Schwarzenegger urodził się 30 lipca 1947 roku w Thal, niedaleko Grazu w Austrii. Już jako młody człowiek zdominował świat kulturystyki, zdobywając tytuły Mr. Universe i Mr. Olympia, a później wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie zbudował karierę aktora, przedsiębiorcy i polityka. W latach 2003-2011 był 38. gubernatorem Kalifornii.
Dla wielu pozostał przede wszystkim filmowym „Terminatorem” — człowiekiem od siły, determinacji i słynnego „I’ll be back”. Pamiętamy jednak jak Schwarzenegger, zachwycił się katedrą św. Szczepana w Wiedniu, jak grał na organach, i o czym rozmawiał z tamtejszym proboszczem. Ale po kolei!
Katedra, która przyciąga Schwarzeneggera
Jak pisaliśmy już wcześniej, Schwarzenegger podczas wizyty w Wiedniu wyraził pragnienie, aby po śmierci jego uroczystości pogrzebowe odbyły się w katedrze św. Szczepana. Zwrócił się z taką prośbą do ks. Toniego Fabera, proboszcza wiedeńskiej katedry. Wielkie wrażenie zrobiło na nim liturgiczne pożegnanie Nikiego Laudy, które odbyło się właśnie w tej katedrze w 2019 roku.
Przeczytaj również
Człowiek, który przez dekady budował wizerunek twardziela, chce, aby ostatni etap jego ziemskiej drogi został wpisany nie w czerwony dywan, flesze i hollywoodzką legendę, ale w przestrzeń modlitwy. W katedrę. W liturgię. W miejsce, gdzie człowieka nie mierzy się sukcesem, popularnością ani siłą mięśni, ale tajemnicą życia, śmierci i nadziei.
Arnold przy organach
W czerwcu 2025 roku informowaliśmy też o innym nietypowym wydarzeniu: Schwarzenegger niespodziewanie odwiedził katedrę św. Szczepana i zagrał tam na gigantycznych organach. Został oprowadzony po świątyni przez ks. Fabera, zobaczył m.in. baptysterium i ołtarz główny, a później mógł usiąść przy największym instrumencie w Austrii.
Austriackie media katolickie podawały, że Schwarzenegger regularnie zagląda do katedry podczas wizyt w Wiedniu, a tamtejsze organy są dla niego szczególną atrakcją. Instrument ma 12 616 piszczałek i po długiej renowacji ponownie zabrzmiał w 2020 roku.
Wiara, która wraca w różnych momentach
W 2025 roku miał wystąpienie w Watykanie podczas spotkania poświęconego ekologii. Schwarzenegger, mówił wtedy: „Bóg postawił nas na tym świecie, żebyśmy zostawili go lepszym, niż go zastaliśmy”.
Po karierze sportowej, filmowej i politycznej Schwarzenegger mocno zaangażował się w działania na rzecz ochrony środowiska. Organizowany przez niego Austrian World Summit gromadzi polityków, ekspertów i liderów wokół tematu kryzysu klimatycznego. Także jego wizyty w Wiedniu, o których pisała Stacja7, były związane właśnie z działaniami na rzecz ochrony klimatu.
Nie tylko „Terminator”
Schwarzenegger przez lata stał się symbolem ambicji. Chłopak z austriackiej miejscowości Thal został mistrzem kulturystyki, gwiazdą Hollywood, a potem gubernatorem jednego z najważniejszych stanów USA. Jego oficjalna biografia podkreśla, że jest znany jako sportowiec, aktor, przedsiębiorca, filantrop, ekolog i polityk.
Siła, która nie jest tylko mięśniem
W popkulturze Schwarzenegger przez lata był twarzą siły. Ciała, dyscypliny, determinacji, światowej kariery. Ale pokazuje też, że istnieje dla niego jeszcze inny rodzaj siły: umieć uznać, że człowiek nie jest samowystarczalny. Może dlatego obraz Arnolda Schwarzeneggera w katedrze jest tak poruszający. Bo nawet aktor wyglądający jak „Terminator” nie jest tylko siłaczem, bohaterem kina akcji. Jest człowiekiem, który urodził się, dojrzewał, walczył o swoje marzenia, odnosił sukcesy, popełniał błędy, i starzeje się myśląc o swojej ostatniej drodze.
Stacja7










