Ocalała z zagłady Auschwitz. “Chcę by moja historia była ostrzeżeniem”

„Chcę, aby moja historia bycia więźniarką w obozie koncentracyjnym w Auschwitz-Birkenau była ostrzeżeniem dla młodych ludzi, aby byli silni i umieli dokonywać dobrych wyborów. By uczyli się nie słuchać tych, którzy najgłośniej krzyczą, nawet jeżeli jest to łatwiejsze". To słowa ocalonej z zagłady więźniarki Auschwitz-Birkenau.

Polub nas na Facebooku!

Liliana Segre, włoska działaczka społeczna, pochodzenia żydowskiego, ma dziś 90 lat. Do obozu koncentracyjnego została wywieziona z Włoch w 1944 roku. W wywiadzie dla Radia Watykańskiego podkreśla, jak ważną rzeczą jest, aby nie zapominać o tamtych czasach i nie poddawać się, nawet w najtrudniejszych momentach.

– Od lat walczę, aby nic z cierpienia tak wielu ofiar, nie zostało utracone, aby nie zapomniano o tych okropnych i niewypowiedzianych historiach, które miały miejsce w Auschwitz i w innych obozach koncentracyjnych. Dlatego tak ważne jest, aby poznawać historię, która bierze się z pamięci, bo bez historii nie ma pamięci – podkreśla Liliana Segre.

 

fot. twitter.com/alberto080461

 

– Z pełnym szacunkiem więc czynię moimi słowa Papieża, że «jeśli utracimy pamięć, to zniszczymy przyszłość». Czynię te słowa moimi, ponieważ doskonale je rozumiem po tym wszystkim, co przeżyłam, a co jest dla mnie nie do zapomnienia i czego jestem świadkiem. Przez wiele, wiele lat spotykałam dziewczęta i chłopców opowiadając im moją historię, ale nigdy nie mówiłam im o odwecie i nienawiści. I dlatego trzeba przeorać ziemię, na której rośnie nienawiść – jak mówi Papież Franciszek – i zasiać tam pokój. Te słowa czynię także i moimi – mówiła.

– Chcę, aby moja historia bycia więźniarką w obozie koncentracyjnym w Auschwitz-Birkenau była ostrzeżeniem dla młodych ludzi, aby byli silni i umieli dokonywać dobrych wyborów. By uczyli się nie słuchać tych, którzy najgłośniej krzyczą, nawet jeżeli jest to łatwiejsze. Muszą uczyć się zaufania do siebie samych. Siłę można mieć nawet w najcięższych chwilach, iść do przodu, krok za krokiem, nie zatrzymując się. Nie nienawidzić, nie mścić się, ale także nie zapominać – dodała.

Paweł Pasierbek SJ/vaticannews.va / Rzym

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Helenka Kmieć wciąż inspiruje. Zginęła 3 lata temu

Postać Helenki Kmieć - młodej polskiej wolontariuszki zamordowanej w czasie misji w Boliwii inspiruje coraz więcej ludzi. Dziś mija trzecia rocznica jej śmierci.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O uczczenie rocznicy śmierci polskiej wolontariuszki zadbała Fundacja Jej imienia. Jej znajomi i przyjaciele, a także inne osoby, zainspirowane świadectwem Helenki przygotowały w Libiążu wydarzenie o nazwie „Misja: Niebo”. Spotkanie rozpocznie się adoracją Najświętszego Sakramentu o godz. 17:30, następnie Mszą św. o godz. 18:00 w kościele św. Barbary – parafii z której pochodziła Helenka. Później, w Libiąskim Centrum Kultury, będzie miało miejsce muzyczne wspomnienie oraz premiera płyty „Helena. Muzyczna biografia”. Jej przyjaciele oraz znajomi założyli zbiórkę funduszy na stworzenie i wydanie płyty.

– Wydając tę płytę, chcemy wspólnie napisać muzyczną historię życia Heleny Kmieć. W projekt nagrania płyty zaangażowaliśmy wszystkich, którym Helena jest bliska, szczególnie od strony muzyki. Chcemy, aby na płycie znajdowały się utwory, które opowiedzą Wam, słuchaczom, jej życie: od najmłodszych lat po to, co dzieje się po jej śmierci. Naszym marzeniem jest również oczyścić amatorsko nagrane utwory Heleny tak, aby móc usłyszeć jej piękny głos w jak najlepszej jakości – podkreślają przedstawiciele Fundacji. W wydarzeniu może wziąć udział każdy.

 

 

A osób, które fatygują się aż do Libiąża z powodu Helenki Kmieć nie brakuje. Jej grób jest stale nawiedzany nie tylko przez licznych przyjaciół, którzy za nią tęsknią, ale i grupy ludzi przybyłych tu specjalnie z innych części kraju. Wiele z nich to osoby, które osobiście doświadczyły jakiejś pomocy duchowej z jej strony, albo które jej posługa i życie zainspirowały do działania. 

Jedną z takich osób jest Mateusz, który swoje świadectwo przesłał Fundacji im. Heleny Kmieć. Fundacja zajmuje się zbieraniem i porządkowaniem materiałów dotyczących dziewczyny oraz kontynuacją jej dzieła. 

Mateusz opisuje, że Helena pomogła mu w zmaganiach z depresją po ciężkich przeżyciach osobistych oraz doświadczył jej pomocy w trakcie sesji na studiach, które kontynuuje mimo trudności zdrowotnych. “Poprosiłem Helenkę o pomoc. I nie zawiodłem się! Sesja została zdana! I to w przeciągu zaledwie 2 tygodni!!!” – pisze w wypowiedzi opublikowanej na stronach Fundacji>> 

Ja też poznałem Helenkę po jej śmierci i zaprzyjaźniłem się z nią. Proszę ją często o pomoc i zawsze przychodzi mi jakaś dobra jasna myśl, która pomaga mi iść do przodu. Helenka wspiera mnie w zmaganiach o czystość serca. Czuję to. Jest dla mnie Przyjaciółką w Niebie

napisał z kolei Przemysław.

– Takich głosów jest bardzo wiele, stale przychodzą na skrzynkę mailową Fundacji. Pamięć o Helenie i doświadczenie jej pomocy są stale żywe – mówi Marta Trawińska z Fundacji im. Heleny Kmieć. Wszystkie takie świadectwa i głosy są zbierane przez pracowników Fundacji. Przydadzą się do ewentualnego procesu beatyfikacyjnego, który mógłby się rozpocząć najwcześniej 5 lat po śmierci dziewczyny. 

 

Helenka Helena Kmieć pochodziła z małopolskiego Libiąża. Do Wolontariatu Misyjnego Salvator w Trzebini wstąpiła w 2012 r. Od początku mocno angażowała się w działalność wspólnoty. Posługiwała na placówkach misyjnych w Rumunii, na Węgrzech i w Zambii. Działała również w Duszpasterstwie Akademickim w Gliwicach, gdzie studiowała inżynierię chemiczną; śpiewała w Chórze Akademickim Politechniki Śląskiej. Angażowała się w pomoc dzieciom w nauce w świetlicy Caritas i działalność Katolickiego Związku Akademickiego w Gliwicach. W lipcu 2016 roku pełniła funkcję koordynatorki Światowych Dni Młodzieży w rodzinnej parafii.

8 stycznia 2017 r. rozpoczęła posługę z ramienia Wolontariatu Misyjnego Salvator jako wolontariuszka misyjna w Boliwii, z zamiarem półrocznej pomocy siostrom służebniczkom dębickim w prowadzonej przez nie ochronce dla dzieci w Cochabambie. To tam w nocy 24 stycznia 2017 r. rozegrał się dramatyczny finał jej życia. Do placówki włamało się kilku złodziei, aby ukraść znajdujące się tam butle z gazem. Helena, która wstała aby napić się wody, przypadkowo natknęła się na jednego z nich. Ten śmiertelnie ugodził ją nożem i mimo prób reanimacji dziewczyna zmarła. Złapany kilka dni później napastnik przyznał się do winy. W marcu 2018 r. został skazany na 30 lat więzienia. Zarówno siostry służebniczki, jak i rodzina Helenki wybaczyli mu i modlą się o jego nawrócenie. 

 

ad/Stacja7

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap