Nasze projekty
Reklama

Co jeszcze mogłem zrobić, żeby cię przekonać o Mojej miłości? S. Gaudia Skass

Największa walka w naszym życiu nie toczy się najpierw o nasze wybory, decyzje czy emocje. Toczy się o obraz Boga. Czy naprawdę wierzymy, że On chce naszego szczęścia? Mówiła Siostra Gaudia Skass podczas Festiwalu Życia.

Siostra Gaudia rozpoczęła konferencję od bardzo prostych obrazów. Kiedy wsiadamy do samochodu jako pasażerowie, zwykle ufamy kierowcy. Kiedy lekarz przepisuje nam lekarstwo, nie zmieniamy samowolnie dawkowania. Kiedy przewodnik wysokogórski mówi, by trzymać się szlaku, rozumiemy, że nie chce nas ograniczyć, ale bezpiecznie doprowadzić na szczyt.

Czy Bóg naprawdę chce mojego szczęścia?

Wobec Boga bardzo często reagujemy inaczej. Gdy On mówi: „tędy idź, tutaj będzie życie, tam nie idź, bo tam jest śmierć”, w człowieku budzi się podejrzenie: czy to nie jest ograniczenie mojej wolności? Ten mechanizm nieufności — jak tłumaczyła s. Gaudia — trzeba zrozumieć u początku. Właśnie tam, w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju, pojawia się pytanie, które do dziś wraca w ludzkim sercu: czy Bóg naprawdę chce mojego szczęścia?

Pierwsze kłamstwo: Bóg coś przed tobą ukrywa

W raju Bóg daje człowiekowi wszystko. Ogród, życie, relację, bliskość, obfitość. Mówi: ze wszystkich drzew możesz jeść, jest tylko jedno drzewo, z którego nie jedz, bo umrzesz. To nie był kaprys Boga ani zakaz wymierzony przeciwko człowiekowi. To było ostrzeżenie kochającego Ojca. Tak jak ktoś, kto zna się na grzybach, mówi: tego nie jedz, bo jest trujący. Nie po to, by odebrać radość, ale by ocalić życie. Wąż nie zaczyna od otwartego buntu. Nie mówi od razu: „zgrzesz”. Zadaje tylko pytanie. Sugeruje, że Bóg coś ukrywa, że nie jest hojny, że może nie chce szczęścia człowieka. Wystarczy mała wątpliwość, by obraz Boga zaczął się zmieniać. I to — mówiła siostra — jest początek każdego dramatu duchowego: nie sam czyn, nie samo złamanie przykazania, ale wcześniejsza zmiana obrazu Boga. Ten, który był ukochany i wyczekiwany, nagle zaczyna wydawać się surowy, podejrzany, ograniczający.

Reklama

Nie wchodź w dialog z pokusą

Siostra Gaudia, odwołując się do duchowości św. Faustyny, przypomniała bardzo prostą zasadę: z pokusą się nie dyskutuje.

Jezus powiedział Faustynie, by nie wchodziła w dialog z szatanem. Nie dlatego, że człowiek ma udawać, że pokusy nie istnieją. Ale dlatego, że zło jest przebiegłe. Potrafi jednym pytaniem „zrujnować katedrę życia”, w której człowiek czuje się szczęśliwy.

Z Jezusem trzeba rozmawiać. Z pokusą — nie.

Reklama

Kiedy w sercu pojawia się myśl: „Bóg mnie nie kocha”, „Bóg mnie ogranicza”, „Bóg na pewno coś przede mną ukrywa” — nie warto jej od razu przyjmować jak prawdy. Trzeba ją zbadać w świetle Ewangelii, nauczania Kościoła i prawdziwego obrazu Boga.

Największa walka toczy się o zaufanie

Każdy z nas nosi w sobie ranę nieufności. To konsekwencja grzechu pierworodnego: głęboko wpisane pytanie, czy Bogu naprawdę można zaufać i czy On naprawdę chce mojego dobra. Dlatego drogą uzdrowienia jest poznawanie Boga. Nie wyobrażonego, nie zniekształconego przez lęk, zranienia czy cudze opinie, ale Boga objawionego w Jezusie. Siostra przywołała słowa św. Faustyny:

Wiele dusz nie ma odwagi całkowicie zaufać Bogu, ponieważ zbyt mało zna Jego miłosierdzie i dobroć.

Reklama

Jezus Miłosierny pokazuje, jaki naprawdę jest Bóg

W drugiej części konferencji s. Gaudia prowadzi do obrazu Jezusa Miłosiernego. To nie jest tylko znany religijny wizerunek. To obraz, przez który Jezus chciał przypomnieć światu prawdę o sobie.

Najpierw spojrzenie. Jezus powiedział św. Faustynie, że Jego spojrzenie z tego obrazu jest takie jak spojrzenie z krzyża. A na krzyżu oddał życie za człowieka. „Jak można nie ufać komuś, kto za mnie oddał życie?” W centrum chrześcijaństwa nie stoi Bóg, który chce człowieka kontrolować. Stoi Bóg, który daje się przybić do krzyża. Bóg, który w chwili największego cierpienia nie myśli o sobie, ale modli się za grzeszników.

ZOBACZ TAKŻE >>> Co można wyczytać z obrazu Jezusa Miłosiernego?

„Jeżeli nie przekonała was o miłości Moja śmierć…”

Co jeszcze Jezus mógłby zrobić? Oddał życie. Otworzył swoje serce. Pozostał w Eucharystii. Przychodzi z błogosławieństwem. Nieustannie zaprasza do ufności. A jednak człowiek wciąż potrafi pytać: czy On naprawdę mnie kocha? Siostra Gaudia zachęca, by wejść z Jezusem w bardzo szczerą rozmowę. Nie udawać, że nie ma w nas wątpliwości. Nie przykrywać lęku pobożnymi zdaniami. Powiedzieć Mu wprost, co jeszcze musiałby zrobić, żebyśmy uwierzyli w Jego miłość.

Serce przebite, czyli serce otwarte

Na obrazie Jezusa Miłosiernego serca nie widać, ale promienie wychodzą właśnie z miejsca przebitego serca. Siostra Gaudia zatrzymała się przy tym obrazie: rana staje się otwarciem.

Przebite Serce Jezusa nie zamknęło się przed człowiekiem. Przeciwnie — otworzyło się całkowicie. „Cały Jezus, cała Jego miłość wypływa na nas, dla nas”. To bardzo mocny obraz miłości miłosiernej. Jezus nie przychodzi z wyrzutem: „zobacz, co Mi zrobiłeś”. Przychodzi z otwartym Sercem, z którego wypływa miłosierdzie. To Serce płonie miłością do ludzi, którzy „usychają z samotności”, z poczucia bezsensu, z niskiego myślenia o sobie. Jezus chce dawać im życie, ale często napotyka mur nieufności.

ZOBACZ TAKŻE >>> „Przez obraz ten udzielać będę wiele łask”. Jak powstawał obraz Jezusa Miłosiernego?

Jednym z najtrudniejszych miejsc w zaufaniu jest cierpienie

Często mamy w sobie własny scenariusz miłości Boga: gdyby Bóg mnie kochał, nie byłoby w moim życiu tego bólu, tej choroby, tej straty, tego doświadczenia. Nikt nie mówi, że cierpienie jest łatwe. Jednak, czasem to, co człowiek nazywa wyłącznie nieszczęściem, może stać się przestrzenią rozwoju, jedności i miłości. Siostra przywołała historię rodziny, w której urodziło się niepełnosprawne dziecko. Początkowo był lęk i rozpacz. Po czasie rodzice mówili jednak, że właśnie to dziecko stało się największym szczęściem ich rodziny, bo otworzyło w nich przestrzenie miłości, których wcześniej nie było. To nie znaczy, że Bóg chce cierpienia dla samego cierpienia. Ale znaczy, że Jego miłość potrafi działać głębiej, niż sięga nasze rozumienie.

Jezus błogosławi zawsze

Na obrazie Jezusa Miłosiernego prawa ręka Chrystusa jest uniesiona w geście błogosławieństwa. Obraz się nie zmienia. Ktokolwiek do niego podejdzie, Jezus nie zmienia gestu. Nie grozi palcem temu, kto „przeskrobał”. Nie cofa ręki przed kimś rozczarowanym sobą. Nie odwraca się od człowieka pobrudzonego grzechem. Błogosławi.

Niezależnie od tego, w jakim stanie ty jesteś, jak wybrudzony do Niego przyjdziesz, błogosławi

Błogosławieństwo Boga nie jest tylko dobrym życzeniem. Słowo Boga stwarza rzeczywistość. Skoro Bóg mówi dobro nad człowiekiem, to dobro naprawdę zaczyna się w jego życiu rodzić — czasem od razu, a czasem powoli, w procesie.

ZOBACZ TAKŻE >>> „Jezus idzie w naszą stronę”. Co mówi nam wizerunek Jezusa Miłosiernego?

Uwierz: jesteś błogosławiony

Na końcu konferencji s. Gaudia wróciła do pytania, które prowadziło całe spotkanie: czy Bóg chce mojego szczęścia? Odpowiedź Jezusa Miłosiernego brzmi: tak. Pokazuje to Jego spojrzenie z krzyża. Pokazuje to przebite Serce. Pokazują promienie miłosierdzia. Pokazuje błogosławiąca dłoń. „Jesteś błogosławiony, czyli jesteś szczęśliwy. Uwierz w to”.

Dlatego warto wracać do obrazu Jezusa Miłosiernego nie tylko po to, by na niego patrzeć, ale by pozwolić, żeby on prostował w nas fałszywy obraz Boga.

Jezus z tego obrazu pyta: co jeszcze mogłem zrobić, żeby cię przekonać o Mojej miłości?

ZOBACZ CAŁĄ KONFERENCJĘ!

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas