Lednica. W imię Ojca

Tegoroczne spotkanie nad Lednicą jest już siedemnastym. Postanowiliśmy odbyć je pod hasłem: „W imię Ojca”. Dlaczego?

Jan W.
Góra OP
zobacz artykuly tego autora >

Najpierw dlatego, że za 3 lata będzie jubileusz 1050-lecia chrztu Polski. Chcemy się przygotować. Takich rocznic nie puszcza się mimo. Dlatego tegoroczne Spotkanie będzie „W imię Ojca”, w roku przyszłym w imię Syna, za dwa lata w imię Ducha Świętego, po to, by w roku 2016 wyśpiewać uroczyste Amen.

Istnieje również drugi powód. W związku z kryzysem męskości i związanym z nim kryzysem ojcostwa pragniemy podnieść rangę ojcostwa i ojcowskiego autorytetu. Powszechnie powtarza się, że ostatnim, który będzie wysłuchany jest ojciec. Tymczasem wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi pochodzi od Ojca, który jest w Niebie. To Jezus wskazał nam na Ojca, nauczył nas modlitwy do Ojca i jasnej świadomości, że Bóg jest Ojcem. Podczas Spotkania chcemy to przypomnieć.

Pragniemy przypomnieć to w trzech etapach. Najpierw, że Bóg jest Ojcem, jako teza podstawowa. Następnie, że każdy z nas ma ojca oraz, że każdy kiedyś zostanie ojcem. Nie bądźmy jednowymiarowi. Ojcostwo bowiem rozumiemy na wielu poziomach. Najpierw ojcostwo fizyczne, po prostu ktoś jest czyimś ojcem, głową rodziny i odpowiedzialnym za dziecko. Ale istnieje inny poziom przeżywania i sprawowania ojcostwa, jakim jest ojcostwo duchowe. Tutaj też ma miejsce zrodzenie. Pięknym przykładem upominania się o tego typu ojcostwo jest św. Paweł, który w liście do Koryntian przypomina mieszkańcom tego miasta, że chociaż nauczycieli mają wielu, to właśnie on jest ich ojcem, bo zrodził ich dla Chrystusa.

Lednica. W imię Ojca

Można być ojcem w służbie wartościom. Można być ojcem prawdy, dobra, piękna i świętości. Można być ojcem czyjejś wrażliwości. Istnieje ojcostwo w stosunku do dobra, moralności. Tutaj można też kogoś zrodzić do bohaterstwa. Ojcostwo w stosunku do świętości jest szkołą świętych. Bywają takie środowiska. Wreszcie ojcostwo w stosunku do wieczności. Dla wieczności trzeba się narodzić.

Drugi wielki temat, który pragniemy podjąć, to przypomnienie prawdy, że każdy z nas ma ojca. Wszelkie ojcostwo na ziemi bierze siłę i autorytet od Boga, który jest Ojcem. Stąd przykazanie „czcij rodziców” znajduje się zaraz po przykazaniu „czcij Boga”. Ta prawda uświadomiona pozwala naprawiać, korygować nasze relacje z naszymi ojcami. Relacje te powinny zostać naprawione, ponieważ ojcostwo jest punktem odbicia się naszego życia, a błogosławieństwo ojca jest zadatkiem szczęśliwej przyszłości. Kto nie jest w porządku z ojcem, nie może być w porządku ze sobą. Dlatego tegoroczne Spotkanie pragnie wprowadzić korektę w te relacje i uzdrowić młodzieńczą buńczuczność i otrzeć łzy niejednego z ojców oraz skrócić jego czekanie na powrót syna do domu.

Wreszcie trzeci poziom – to ty będziesz kiedyś ojcem. Wielkie zadanie, wielkie wyzwanie, trzeba się przygotować. Trzeba mieć wyobraźnię, wiarę, nadzieję i miłość, ażeby chcieć się podzielić sobą i swoim szczęściem z innymi. Aby pewnego dnia przestać żyć dla siebie, a zacząć żyć dla drugich, to znaczy swoich dzieci. To wielkie wyzwanie. Wyzwanie w kierunku dojrzałości, ludzkiej i chrześcijańskiej.

Lednica. W imię Ojca

Wspaniałym przykładem ojcostwa w stosunku do świata i ludzi był i nadal pozostaje nasz kochany Ojciec Święty Jan Paweł II. Był Punktem odniesienia, nauczycielem wartości, a przede wszystkim wskazywał na Chrystusa. Kochał nas bardzo, ale się nie podlizywał i nie zmniejszał wymagań. Karmił nas swoim słowem, pokazywał właściwą drogę i miał dla nas czas.

Tegoroczne Spotkanie Lednickie oprócz doniosłych treści wskaże, jak co roku, na autorytety świętych takich jak bł. Jan Paweł II, św. Andrzej Bobola, św. Stanisław, bł. Edmund Bojanowski czy św. Józef. Ojcowie w różnych aspektach i tonacjach. Ponadto, dokonamy wyboru Chrystusa, będziemy adorować Najświętszy Sakrament, pójdziemy do spowiedzi, przyjmiemy komunię świętą i przejdziemy przez Bramę III Tysiąclecia. Do zobaczenia 1 czerwca na Polach Lednickich!

Lednica. W imię Ojca

1. Bóg jest Ojcem

Ukażemy to na przykładzie przypowieści o synu marnotrawnym. Mała inscenizacja ukaże upadek i powrót syna do domu. Zwróćcie uwagę na pięć gestów ojcowskich: gdy syn był jeszcze daleko 1/ ujrzał go jego ojciec, 2/ wzruszył się głęboko,  3/ wybiegł mu naprzeciw, 4/ rzucił mu się na szyję, i 5/ ucałował go.   

Błogosławiony Edmund Bojanowski jest wybitnym przykładem ojcostwa duchowego i zaangażowania świeckich w sprawy Boże. Symbolem jego postawy są bułki rozdawane przez siostry i kolorowe parasolki jako ochronki dla dzieci i młodzieży.

Lednica. W imię Ojca

2. Ty masz ojca

Twoją ojcowizną jest Ojczyzna, której patronem jest święty Stanisław ze Szczepanowa. Są tutaj z nami relikwie św. Stanisława, i delegacja wraz z proboszczem ze Szczepanowa. Stanisław to ojciec naszej ojczyzny.

Każdy z nas ma ojca ziemskiego. Za niego trzeba się modlić i być w dobrych relacjach. Dzisiejsze spotkanie to szansa, aby to sobie uświadomić a po powrocie do domu naprawić relacje. Uściskaj ojca, ucałuj.

Modlimy się za ojczyznę, modlimy się za naszych ojców…

Lednica. W imię Ojca

3. Ty będziesz ojcem

Wzorem ojcostwa ziemskiego jest święty Józef. Jego ikona z Kalisza jest z nami przywieziona przez ks. biskupa Janiaka. W Kaliszu bowiem jest sanktuarium św. Józefa. To Jemu Bóg powierzył największy swój skarb Syna Bożego Jezusa Chrystusa.

Do ojcostwa trzeba się przygotować. To bardzo trudne. Jest to zawsze rezygnacja z siebie na rzecz dziecka. Jest to zawsze przejście z bycia dla siebie w kierunku bycia dla drugiego. Tego nie można dokonać o własnych siłach. Do tego potrzeba łaski Bożej.

Ojcem dla świata i przykładem dla ludzi jest Jan Paweł II, który patronuje Lednicy.

Lednica. W imię Ojca

Jan W. Góra OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jan W.
Góra OP
zobacz artykuly tego autora >

Nowenna do św. Michała Archanioła. Dzień 7.

Święty Michale Archaniele, wstaw się za mną u Pana

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Modlitwa 7. dnia nowenny

Najświetniejszy archaniele, św. Michale, który z troskliwością większą od rodzicielskiej zstępujesz do Królestwa Czyśćcowego, pełnego udręki, by uwalniać dusze wybranych i przenosić je w wieczną szczęśliwość, wyjednaj dla mnie to, bym poprzez świątobliwy i ofiarny żywot zasłużył na uniknięcie tych strasznych męczarni; a jeżeli ze względu na jakiekolwiek przewiny lub na niedostatek pokuty w tym życiu skazany zostanę na znoszenie ich przez jakiś czas, wstaw się za mną u Pana i nakłoń wszystkich moich przyjaciół, by poparli mnie, umożliwiając jak najrychlejsze przeniesienie do nieba, gdzie opromieni mnie najświętsza światłość, obiecana Abrahamowi i wszystkim jego potomkom.

 

Ojcze Nasz…

Zdrowaś Mario…

Chwała Ojcu…

 

Litania do św. Michała Archanioła

Kyrie eleison, Chryste eleison, Kyrie eleison.
Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami!
Synu odkupicielu świata, Boże,
Duchy Święty, Boże,
Święta Trójco, Jedyny Boże

Święta Maryjo, Królowo Aniołów, módl się za nami!
Święty Michale Archaniele,
Święty Michale Książę przesławny,
Święty Michale dzielny w walce,
Święty Michale pogromco szatana,
Święty Michale postrachu złych duchów,
Święty Michale wodzu wojska niebieskiego,
Święty Michale zwiastunie Bożej chwały,
Święty Michale radości Aniołów,
Święty Michale zaszczycie nieba,
Święty Michale przedstawiający Najwyższemu prośby nasze,
Święty Michale obrońco dusz sprawiedliwych,
Święty Michale posłanniku Boga,
Święty Michale przewodniku nasz w modlitwie,
Święty Michale nasza tarczo w pokusach,
Święty Michale warownio ludu Bożego,
Święty Michale stróżu i patronie Kościoła,
Święty Michale dobroczyńco sławiących Cię narodów,
Święty Michale chorąży zbawienia,
Święty Michale aniele pokoju,
Święty Michale prowadzący dusze do wiecznej światłości,
Święty Michale zwierzchniku w niebie,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
przepuść nam, Panie!
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
wysłuchaj nas, Panie!
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami!

P. Módl się za nami, święty Michale Archaniele,
W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

Módlmy się. Wszechmogący wieczny Boże, który św. Michała Archanioła ustanowiłeś obrońcą Kościoła i zwierzchnikiem raju, udziel za jego wstawiennictwem Kościołowi pomyślności i pokoju, a nam łaski w tym życiu i chwały w wieczności. Przez Chrystusa Pana na­szego. Amen.

 

Modlitwa Papieża Leona XIII do św. Michała Archanioła

Święty Michale Archaniele! Wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Odnaleziono autentyczny chlebak św. Franciszka

Chlebak, którego fragmenty przechowywane są od siedmiu stuleci w klasztorze franciszkanów w miejscowości Folloni di Montella koło Avellino w Kampanii, faktycznie należał do Biedaczyny z Asyżu. Ustalili to naukowcy włoscy, pracujący pod kierunkiem Duńczyka Kaare Lund Rasmussena.

Według legendy chlebak, wysłany w cudowny sposób przez nie ruszającego się z miejsca świętego Franciszka, miał się pojawić na progu klasztoru zimą 1224 roku.

Analizy przeprowadzone z użyciem m.in. promieniotwórczego izotopu węgla 14, wykazały, że tkanina, z której uszyty był worek na chleb, pochodzi z lat 1220-1295, a badania chemiczne – że rzeczywiście przechowywano w nim chleb, którego cząsteczki w niewyjaśniony sposób zachowały się na włóknach tkaniny.


sal (KAI Rzym) / Folloni di Montella

 

Narodowy różaniec ponad podziałami – 7 października

Do wzięcia udziału 7 października w akcji modlitewnej "Różaniec do Granic" zachęcił w specjalnej odezwie abp Sławoj Leszek Głódź. - Pragnę zaprosić każdego z Was do stanięcia ponad wszelkimi podziałami. Zjednoczmy się we wspólnej modlitwie za nasze rodziny, nasz naród i za cały świat - napisał metropolita gdański. Modlitwa obejmie 7 października 319 kościołów stacyjnych i cztery tysiące stref modlitwy na terenie 22 diecezji wzdłuż granic Polski.

„Różaniec do granic” ma być wielkim wydarzeniem religijnym, które będzie przeżywane w sobotę 7 października, w święto Matki Bożej Różańcowej. Przebiegnie w dwóch etapach. W pierwszej części wierni o godz. 10.30 zgromadzą się w kościołach stacyjnych, położonych wzdłuż całej granicy Polski – od wybrzeża, przez tereny wschodnie i południe aż po granicę zachodnią. Tam wysłuchają konferencji, będą uczestniczyć w Eucharystii i przeżyją adorację Najświętszego Sakramentu.

Następnie przejdą lub przejadą na wyznaczone miejsce, nazwane „strefą modlitwy”. We wszystkich tych miejscach odbędzie się o godz. 14.00 modlitwa różańcowa za Polskę i za świat – o polskie rodziny oraz pokój w naszym kraju i na całym świecie. Stref modlitwy ma być nawet ok. czterech tysięcy. Mogą to być zarówno nadmorskie plaże, jak i przygraniczne tereny leśne. Obecnie trwa ich wyznaczanie.

Do udziału w inicjatywie modlitewnej zaprosił wiernych archidiecezji gdańskiej abp Sławoj Leszek Głódź. W specjalnym zaproszeniu metropolita gdański przypomina, że w tym roku dobiegają końca obchody 100. rocznicy objawień Maryi w Fatimie oraz 140. rocznicy objawień w Gietrzwałdzie. Daty te powinny skłonić każdego wiernego do gorliwej modlitwy różańcowej.

“Pragnę zaprosić każdego z Was do stanięcia ponad wszelkimi podziałami. Zjednoczmy się we wspólnej modlitwie za nasze rodziny, nasz naród i za cały świat” – napisał abp Głódź. Zachęcił też szczególnie kapłanów, siostry zakonne oraz wszystkich świeckich, “abyśmy jak jedna rodzina stanęli z różańcem w dłoniach wzdłuż zatoki i naszej morskiej granicy”.

Na terenie archidiecezji gdańskiej główne uroczystości związane z akcją “Różaniec do Granic” odbędą się w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Różańca Świętego na gdańskim Przymorzu o godz. 11.00. Archidiecezja zorganizuje też “Różaniec Do Granic” dla dzieci. Najmłodsi z różańcami w dłoniach staną do modlitwy wzdłuż granicy na Westerplatte. Wcześnie zostanie odprawiona Msza św. i nabożeństwo różańcowe w parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus (ul. Powstańców Warszawskich 52).

– To bardzo symboliczne, że właśnie dzieci odmówią różaniec w miejscu, gdzie rozpętało się chyba największe piekło XX wieku, to właśnie na Westerplatte rozpoczęła się II wojna światowa. To będzie znak – modlitwa niewinnych dzieci jest jak światło, które rozświetla mrok – mówi Maciej Bodasiński, jeden z organizatorów ogólnopolskiej akcji. – Zachęcamy też inne diecezje, by podjęły ten pomysł i również na swoich terenach umożliwiły rodzinom z dziećmi udział w modlitwie różańcowej na granicach Polski – dodał Bodasiński.

W archidiecezji krakowskiej modlitwa różańcowa zaplanowana jest w 24 kościołach stacyjnych i 60 strefach modlitwy. Ten szlak modlitewny, długi na 160 km, rozpocznie się w Sromowcach Wyżnych, które sąsiadują z diecezją tarnowską, a kończy w Lachowicach, które sąsiadują z diecezją bielsko-żywiecką. Różaniec będzie odmawiany w małych grupach.

W diecezji bielsko-żywieckiej modlitwy odbędą się w 26 kościołach stacyjnych. Wierni diecezji graniczącej na terenie Beskidu Żywieckiego i Śląskiego ze Słowacją i Czechami, dziękować będą za opiekę Maryi oraz modlić się m.in. o nawrócenie, pokój i za rodziny.

Diecezja legnicka zaprasza na różaniec do 17 kościołów stacyjnych: od Chełmska Śląskiego na granicy z Czechami do Zgorzelca i Pieńska sąsiadujących z Niemcami.

W archidiecezji przemyskiej zostało ustanowionych 26 kościołów stacyjnych, m.in. w Ustrzykach Dolnych-Jasieni, Kalwarii Pacławskiej, Komańczy i Krościenku k. Ustrzyk.

Przygotowania do wydarzenia trwają także w innych diecezjach wzdłuż wszystkich polskich granic. Aby dołączyć do “Różańca do Granic” nie trzeba jednak udać się na granicę. Modlitwę można zorganizować także w kościołach w centralnych częściach Polski, o co proszą organizatorzy inicjatywy.

“Różaniec do Granic” odbędzie się w kaplicach na terenie czterech portów lotniczych: Lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie, w Porcie Lotniczym Poznań-Ławica, Międzynarodowym Porcie Lotniczym Katowice w Pyrzowicach i w Porcie Lotniczym Gdańsk im. Lecha Wałęsy.

Organizatorami „Różańca do granic” są Maciej Bodasiński i Lech Dokowicz z Fundacji „Solo Dios Basta”. Rok temu przygotowali także Wielką Pokutę, czyli całodniową modlitwę i nabożeństwo przebłagalne za grzechy i prośbę o miłosierdzie dla naszego narodu, która zgromadziła 150 tys. Polaków.

Więcej informacji o inicjatywie “Różaniec do Granic” można znaleźć na stronie internetowej: www.rozaniecdogranic.pl.


lk (KAI) / Warszawa

 

“Chcemy obudzić sumienia Rosjan!” (WYWIAD)

- O drodze do kapłaństwa w ZSRR, rosyjskim prawosławiu oraz Akcji Narodowej Pokuty z okazji 100-lecia rewolucji październikowej - opowiada KAI o. Gieorgij Koczetkow, duszpasterz moskiewskiej inteligencji, rektor Prawosławno-Chrześcijańskiego Instytutu im. Św. Filareta i duchowy opiekun Bractwa Przemienienia Pańskiego

KAI: Jak wyglądała droga Ojca do Boga i Cerkwi? W czasach komunistycznych wymagało to olbrzymich osobistych ofiar.

Ojciec Gieorgij Koczetkow: Pierwsze osobiste spotkanie z Bogiem miało miejsce jeszcze w latach 60. XX wieku, kiedy kończyłem szkołę średnią. Po prostu nie dawało się normalnie żyć w atmosferze, jaką stworzył Związek Radziecki. Zawsze czułem, że system komunistyczny narzuca drastyczne ograniczenie wolności, a wręcz tworzy współczesną formę niewolnictwa. Tak naprawdę to niewiele wtedy wiedziałem o otaczającej mnie rzeczywistości, co zmusiło mnie do poszukiwań. Począwszy od ósmej klasy szkoły średniej, aż do klasy dziesiątej chodziłem do cerkwi. Chociaż byłem wtedy komsomolcem to idee komunizmu były mi obce. Moją pasją była kultura i sztuka, w szczególności sztuka epoki Odrodzenia. Interesowało mnie również Średniowiecze. Byłem zafascynowany rosyjskimi ikonami.

Gdzieś tak około 1967-68 roku zrozumiałem, że za sprawą jakiejś cudownej przemiany stałem się człowiekiem wiary. Nie było w tym czasie obok mnie nikogo z kim mógłbym o tym porozmawiać. Nie miałem książek o chrześcijaństwie, nie miałem przyjaciół i znajomych z kręgu ludzi biorących czynny udział w życiu cerkiewnym. Jednak Bóg mi cały czas pomagał.

Razem z kolegami z klasy, z rówieśnikami, którzy potem studiowali ze mną na Rosyjskim Ekonomicznym Uniwersytecie omawialiśmy często nurtujące nas problemy związane z religią i wiarą. Okazało się, że dla młodzieży rosyjskiej były to bardzo ciekawe tematy. W latach 60. i na początku lat 70. XX wieku prawie nikt nic na temat religii, prawosławia i innych wyznań nie wiedział. Jednak wielu młodych z wielką radością chodziło ze mną to do cerkwi prawosławnej, to do kościoła katolickiego, bywaliśmy nawet w synagodze.

 

KAI: Czyli stanął Ojciec przed wyborem religii, wyznania?

– Ostatecznie wybraliśmy prawosławie przy zachowaniu bardzo przyjacielskich stosunków z katolikami. Osobiście mam szczególnie braterski stosunek do Kościoła katolickiego. Dlatego, że głęboko odczuwałem i odczuwam do dziś dar Bożej Miłości zarówno w Kościele katolickim, jak i w naszej prawosławnej Cerkwi. Wtedy zrozumiałem, że Boża Miłość jest najważniejsza a dopiero w następnej kolejności znajdują się zawiłości dogmatów, czy obrządków.

W ten sposób zbliżyliśmy się do Boga, Chrystusa i Cerkwi. Od razu zaczęliśmy tworzyć krąg przyjaciół połączonych wiarą. Na samym początku spotykaliśmy się raz w tygodniu i czytaliśmy Ewangelię i od tego wszystko się zaczęło. Później uświadomiłem sobie, że Bóg mnie powołał bym został duchownym. Zrozumiałem, że chcę wstąpić do seminarium duchownego, chociaż to było niemożliwe, ponieważ moja mama pracowała w Radzie Ministrów ZSRR. Powiedziała mi od razu, że jeżeli ktoś się dowie, że chodzę do cerkwi to wyrzucą ją z pracy. I tak by się stało.

Dlatego musiałem najpierw ukończyć uniwersytet a potem rozpocząłem studia doktoranckie w Akademii Nauk. Po ich ukończeniu, w roku 1980, mogłem wstąpić do Akademii Duchownej. Miałem dużo czasu na przygotowanie się i nie był to czas stracony. Przyjaźń, obcowanie z bardzo różnymi ludźmi, otwarcie na ludzi, w tym i na niewierzących i na nieprawosławnych, było dla mnie ważnym doświadczeniem. Także spotkania z katolikami i protestantami były wielkim bogactwem.

 

KAI: Powołanie kapłańskie cały czas dojrzewało…

– Gdzieś w połowie lat 70. zrozumiałem, że ograniczając się wyłącznie do oficjalnej struktury cerkiewnej nie da się odnaleźć pełnego życia chrześcijańskiego, ponieważ życie wiernych i Cerkwi było całkowicie kontrolowane przez władze radzieckie. A przecież Kościół Chrystusa powinien być wolny.

Dlatego wstąpiłem w 1980 roku do Akademii Duchownej, której rektorem był ks. Władimir Michajłowicz Gundiajew czyli obecny patriarcha Moskwy i Całej Rusi – Cyryl. Nie był to łatwy okres w moim życiu. Na ostatnim roku studiów zostałem wydalony z Akademii, ponieważ moja działalność nie podobała się KGB.

Byłem już po święceniach kapłańskich. Wraz z kolegami prowadziliśmy działania misyjne i myśleliśmy o utworzeniu bractwa, wspólnoty. Wtedy pewien doświadczony i mądry człowiek powiedział mi: „Tam, gdzie są bracia – jest bractwo. Tam gdzie ludzie się spotykają – jest wspólnota”.

Pragnęliśmy więc nawiązać prawdziwie braterskie stosunki z których powstałaby wspólnota. Tak powstawał pierwotny Kościół i życie monastyczne. A w XX wieku po zwycięstwie bolszewików, patriarcha Tichon wezwał w 1918 roku całą Cerkiew do powoływania bractw i wspólnot.

Aby nikt nie musiał stanąć przed sądem i nikt nie został osadzony w więzieniu bardzo starannie przygotowywaliśmy się – od połowy lat 80. – do zawiązania struktur bractwa. Najpierw utworzyliśmy bibliotekę, a później, w 1988 roku powołaliśmy nielegalny prawosławny Instytut Chrześcijański – będący uniwersytetem, ale w podziemiu. Wiedzieliśmy, że w Związku Radzieckim nic nie może istnieć i działać oficjalnie bez kontroli władz. Nie może istnieć ani bractwo, ani wspólnota, a normalne kształcenie duchownych nie ma prawa bytu. Byliśmy przekonani, że jeżeli władze radzieckie aresztują wszystkich biskupów i duchownych, jeżeli zamkną seminaria duchowne, to coś musi pozostać. Byliśmy wspierani przez licznych wiernych a pomagali nam najznakomitsi duchowni i teolodzy. Mogliśmy się z nimi swobodnie konsultować i wspólnie pracować. Tak powstał i działa do dzisiaj Prawosławny Instytut imienia Świętego Filareta w Moskwie oraz liczne jego filie.

 

KAI: Kto w nich się uczy?

– Uczą się ludzie z różnych krajów i studenci z całej Rosji. Działa Bractwo Przemienienia Pańskiego, które skupia już tysiąc osób z całego kraju i zagranicy. Możemy się nareszcie cieszyć prawem do wolnego uczestnictwa w życiu duchowym, swobodą dyskusji, możliwością organizowaniem różnych spotkań w duchu chrześcijańskim. A także możliwością zorganizowania Akcji Narodowej Pokuty, w związku z setną rocznicą rewolucji październikowej 1917 roku.

Przygotowywaliśmy się do tego wydarzenia już pod koniec ubiegłego roku. Poza nami nikt nie chciał się tym tematem zająć. Dla wielu jest to nadal tragiczny rozdział historii, o którym wolą zapomnieć.

 

KAI: Co oznacza Akcja Narodowej Pokuty?

– Musimy być uczciwi, otwarcie stanąć przed Bogiem i w duchu chrześcijańskim poddać ocenie bolesne wydarzenia związane z 70 latami panowania systemu komunistycznego. W duchu miłości odnieść się do Boga i ludzi, pokonywać przeszkody i utrudnienia we wzajemnych relacjach. Zbyt dużo przestępstw popełniono w XX wieku, zbyt dużo krwi przelano, zbyt dużo było zdrad i wojen. Wszystkie te wydarzenia obciążają nas ponieważ są bezpośrednim następstwem tragicznej przeszłości. Razem musimy nieść ten bagaż spuścizny strasznych czasów.

Co prawda sami w tym nie uczestniczyliśmy, nikogo nie zabijaliśmy, nikogo nie zdradziliśmy ale bezwiednie, niejako automatycznie jesteśmy uwikłani, gdyż wszyscy ludzie są ze sobą powiązani. Dlatego trzeba wziąć się za ręce, żeby grzechy przeszłości, grzechy ojców, zostały odkupione i przebaczone przez Boga. Chcemy rozstać się raz na zawsze ze spuścizną czasów komunistycznych.

 

KAI: Jak Cerkiew prawosławna odnosi się do “Rosyjskiej Katastrofy”, której początkiem przed 100 laty była rewolucji październikowa?

– Nie możemy przejść obojętnie obok tej rocznicy. To co się stało sto lat temu było dla naszego kraju katastrofą narodową. Bolszewicy na potęgę niszczyli, unicestwiali naród rosyjski, tępili wiarę, eliminowali z życia Cerkiew i wypaczyli nasza historię. Musimy teraz zadbać o to, by wszystko powróciło na swoje miejsce.

Wielu ludzi nie rozumie powagi sprawy. Mówią o pojednaniu i miłosierdziu. Chcą zapomnieć o wszystkim co bolesne. Chcą tego byli bolszewicy, a także byli ich przeciwnicy – biali, wierzący i niewierzący. Mówią: “zostawmy to i zacznijmy wszystko od nowa”.

Jako Kościół jesteśmy za pokojem na świecie i pragniemy pojednania. Jednakże, żeby pojednanie stało się realne i trwałe konieczne jest zrozumienie przeszłości. Bo byli męczennicy, ale byli też ludzie, którzy współpracowali z komunistycznym reżimem, byli oprawcy, zdrajcy i siewcy strachu. Byli także ci, którzy prześladowali mieszkańców sąsiednich krajów i narzucali im komunistyczną ideologię.

To wszystko trzeba nazwać po imieniu. Należy modlić się również za wroga ale trzeba wiedzieć, że modlimy się za wroga, a nie za przyjaciela. Chrystus modlił się za wszystkich, także za wrogów. Wiedział jednak kto jest wrogiem a kto przyjacielem.

 

KAI: Po latach milczenia, obojętności wobec straszliwych zbrodni jak przekonać ludzi do pokuty i nawrócenia?

– Bardzo trudno przekazać gorzką prawdę. Ludzie są głęboko przekonani, że to ich nie dotyczy, ponieważ oni tych grzechów nie popełnili. Mówią: to wydarzyło się dawno a my w tym nie uczestniczyliśmy. Ale tak nie jest. Tylko niektórzy są winni, ale wszyscy są odpowiedzialni. Owszem, każdy z nas odpowiada za swoje grzechy ale jednocześnie jesteśmy ze sobą ściśle powiązani, a obok siebie były i ofiary i oprawcy. Aby pomóc to zrozumieć, organizujemy różnego rodzaju spotkania i zachęcamy do refleksji. Muzyka i malarstwo również pomagają w zrozumieniu prawdy. Dlatego tworzymy portrety ludzi, którzy zostali rozstrzelani, wspieramy akcje pod hasłem: “Pora się rozstać”, akcję obalania pomników Lenina i innych rewolucjonistów. Spuścizną rewolucji jest zło, a nie dobro i nie można tak sobie tego pozostawić. Nie wolno nam mieszać świętych z grzesznikami.

Dlatego sami sięgamy do naszych własnych korzeni, do swoich przodków, pytamy kim oni byli, nasi ojcowie, dziadkowie i pradziadkowie. Musimy przemyśleć, co było dobre a co złe. Ludzie nas słuchają, czasami dziwią się, ale zgadzają się z tym co robimy i rozumieją, że jest taka potrzeba i że to jest bardzo ważne.

 

KAI: Jakie inicjatywy jeszcze podejmujecie w ramach Akcji Pokuty?

– Mamy specjalne modlitwy osobiste i wspólne. Wydajemy książki i prowadzimy prezentacje, szczególnie tych książek, które najlepiej opisują nasze tragiczne czasy. Ludzie często albo nie mają podstawowej wiedzy na ich temat albo się boją i nie chcą wiedzieć. Rozumiemy ich i dlatego wychodzimy im naprzeciw. Chcemy obudzić w nich sumienie, pobudzić rozum i serce. Jeśli ludzie zrozumieją, że przestępstwo to przestępstwo i że nie wolno go więcej już nigdy popełnić, to wtedy właśnie możemy mówić o pokucie i nawróceniu.

 

KAI: Czy widać już jakieś pozytywne rezultaty Waszej pracy?

– Za wcześnie na to, aby mówić o pozytywnych rezultatach, ponieważ cały proces jest w toku i jeszcze się nie zakończył. Przed nami najważniejsze dni. Rocznica rewolucji roku 1917 w październiku i listopadzie. Będą odsłaniane pomniki i tablice pamiątkowe ku czci ofiar. Informujemy o wydarzeniach przez Internet. W różnych miastach organizujemy pokazy filmów o tamtych czasach. Nie zrobimy wszystkiego w ciągu roku. Nie zakończymy procesu pokuty i nawrócenia gdyż przebudzenie dopiero się zaczyna. Ludzie zaczynają otwierać oczy i myśleć. Obserwuję dwie skrajności. Jedni uważają, że jakiekolwiek działania nie mają żadnego sensu, ponieważ to i tak nic niczego nie zmieni i nie pomoże nikomu. Drudzy mówią, że to zamknięta przeszłość, więc zostawmy, zapomnijmy i zacznijmy wszystko od nowa. Najlepiej wyjedźmy stąd do innego kraju.

Uważam, że takie postawy są niewłaściwe. Nie wolno uciekać z pola bitwy. Nie wolno też, znajdując się na polu walki twierdzić, że zwycięstwo jest niemożliwe, że jakiekolwiek działanie jest bezcelowe.

 

KAI: Obchodzimy w tym roku 100-lecie objawień fatimskich, w których Matka Boża mówiła o nawróceniu Rosji….

– Uważamy, że Cud Fatimski był prawdziwym cudem. Byłem w Portugalii, widziałem ludzi, którzy przyjeżdżają z całego świata, aby pokłonić się Matce Boskiej Fatimskiej. Ostrzeżenie, przestroga, że wydarzenia w Rosji będą miały wpływ na wydarzenia na całym świecie miały 100 lat temu w Fatimie ogromną siłę profetyczną.

Większość Rosjan nic nie wie o Cudzie Fatimskim. Chciałbym, żeby to się zmieniło, żeby prawosławni Rosjanie zrozumieli, że Bóg spogląda na wszystkich bez względu na narodowość czy wyznanie, że to co się dzieje w danym konkretnym miejscu za Jego przyczyną czy pozwoleniem ma wpływ na to co dzieje się gdzie indziej.

Matka Boska w Fatimie, w Portugalii, daleko od naszego kraju, przepowiedziała, co się wydarzy w Rosji i te wydarzenia miały wpływ na losy całego świata.

 

KAI: Jakie największe wyzwanie stoi teraz przed Rosją?

– Pokonać największy błąd Rosji jakim było na początku XX wieku to, że ludzie zapomnieli o Bogu, wszyscy, począwszy od prostych chłopów, poprzez inteligencję i arystokrację, a skończywszy na rodzinie carskiej. Więcej było przesądów niż wiary. Ludzie zaczęli odchodzić od wiary, od Boga, od cerkwi a sama cerkiew nie potrafiła nauczyć prawdziwej wiary. Nie potrafiła przeciwstawić się naciskowi ateizmu. Te grzechy trwają nadal i musimy je pokonać.


Rozmawiali: Krzysztof Tomasik i Krzysztof Żurowski.
Krzysztof Tomasik i Krzysztof Żurowski / Moskwa

Katolicka Agencja Informacyjna

Abp Hoser: Tylko Bóg jest gwarantem trwałości małżeństwa

- Tylko Bóg jest gwarantem trwałości małżeństwa – podkreślił abp Henryk Hoser. Peregrynująca po diecezji warszawsko-praskiej kopia Jasnogórskiego Wizerunku zawitała wczoraj wieczorem do parafii Przemienienia Pańskiego w dekanacie Tłuszcza

W czasie Mszy św. bp warszawsko-praski zachęcał do zawierzenia swojego życia Bogu przez ręce Najświętszej Maryi Panny nazywając Ją źródłem światła i mądrości. – Jesteś stolicą mądrości – tej której tak często nam brakuje przez co nasze życie schodzi na manowce – zauważył duchowny – modlił się abp Hoser.

Podkreślił, że Maryja mimo swej cichości i pokory jest silniejsza od demona. – Jej światło i Boża moc rozświetlają wszelkie ciemności zła i grzechu, dlatego śpiewamy w godzinkach „Ogromna czartu jesteś – w szyku obóz silny. Do Ciebie się uciekamy – Święta Boża Rodzicielko ” – zauważył abp Hoser.

 

Ostrzegł, że bez Bożej łaski ludzi nie są w stanie samodzielnie przejść kryzysów, które stają na drodze ich życia. – W obliczu pokus i trudności jakże trudno jest zachować przysięgę małżeńskiej wierności i miłości. Trzeba nam zatem wzywać pomocy i opieki Maryi – Naszej Matki i Królowej. Dlatego niech wszystkie małżeństwa, nie tylko te które przeżywają jubileusze, odnowią w niedzielę przed wizerunkiem Maryi swoją przysięgę – zaapelował bp warszawsko-praski.

 

Przekonywał, że ten kto idzie z Bogiem nigdy nie jest osamotniony. – Jak możemy być smutni mówiąc ‘Jezu ufam Tobie, czy wołając po każdym wezwaniu litanii loretańskiej „Módl się za nami” . Jak możemy być nieszczęśliwi mając Matkę, która nigdy nas nie opuszcza śledząc swoim czułym, pełnym troski spojrzeniem? – pytał abp Hoser zachęcając wiernych do dostrzeżenia macierzyńskiej obecności Maryi w ich codziennym życiu.

 

Dziś wieczorem kopia Cudownego Wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej przejedzie do parafii Błogosławionych Męczenników Podlaskich. Liturgii będzie tam przewodniczył bp senior Kazimierz Romaniuk
Peregrynacja zakończy się 16 czerwca 2018 roku uroczystościami w Warszawie.


Magdalena Gronek / Warszawa

Katolicka Agencja Informacyjna

Warszawa ma sanktuarium św. Ojca Pio

Od dziś Warszawa ma sanktuarium św. Ojca Pio. Arcybiskup Henryk Hoser wyniósł do tej rangi usytuowany na stołecznym Gocławiu kościół pod wezwaniem włoskiego stygmatyka. W czasie uroczystości nazwał on kapucyna - Janem Vianney’em XX wieku, który poprzez modlitwę, pokutę i posługę konfesjonału wyrywał ludzi ze szponów szatana otwierając im drogę do życia w Bożej łasce

Biskup warszawsko-praski w homilii zwrócił uwagę, że drogę do Boga i człowieka Ojciec Pio okupił ogromnym cierpieniem swojego ciała i duszy. Umiłowanie Krzyża Chrystusa było centralną osią jego życia. Nosił w sobie wielką ranę duszy, do której doszły w wieku 18 lat stygmaty. – Jego życie było trudne, zaprawione goryczą, ponieważ mając dar widzenia ludzkiej duszy widział grzechy poszczególnych osób oraz zatwardziałość ich serc. Wobec penitentów którzy sami się usprawiedliwiali był bardzo surowy, natomiast wobec tych którzy okazywali skruchę był ciepły i serdeczny, jednym słowem ojcowski – mówił abp Hoser.

 

Zwrócił uwagę, że podobnie jak św. Jan Vianney, Ojciec Pio był on przedmiotem opresji szatańskich. – Demon nie mogąc znieść tego, że wyrywał mu ludzi idących na zatracenie atakował jego duszę i ciało. Stad zakonnik wielokrotnie był rzucany o podłogę w swojej celi, wleczony i bity przez złego. Mimo tych trudnych doświadczeń nie tracił ducha – zauważył kaznodzieja.

 

Podkreślił, że jednym z największych cierpień włoskiego kapucyna była zatwardziałość serca grzeszników, którzy nie chcieli skorzystać z Bożego Miłosierdzia, bo nie stać ich było na pokorę wobec Pana. – Niestety to się powtarza i w naszych czasach. W kiedyś chrześcijańskiej Europie ludzie przestali się spowiadać, a księża przestali udzielać sakramentów pokuty i pojednania. W pierwszej córze Kościoła jaką jest Francja praktyki religijne spadły wśród ochrzczonych do 2,8 proc. to jest chrześcijaństwo w zanikowe – ubolewał abp Hoser.

 

– Puste konfesjonały w których stoi dziś kubeł i szmata do sprzątania, a nie oczekujący na penitentów spowiednicy są symbolem upadku chrześcijaństwa ludzi, którzy nie chcą ukorzyć się przed Bogiem uznając że tylko On może ich uzdrowić i obdarzyć swoją miłością – stwierdził duchowny.

Rysując przyszłość sanktuarium biskup warszawsko-praski zaapelował o stworzenie w świątyni całodziennej spowiedzi. – Trzeba patrzeć na to miejsce w perspektywie pielgrzymkowej, a więc miejsca do którego zdążają pątnicy w poszukiwaniu Boga. Ważne więc, by mogli spotkać się tu z kochającym, miłosiernym i czekającym na nich Ojcem. By mieli szansę wyjść z tej świątyni przemienieni, duchowo odrodzeni i dumni z tego, że mogą nazywać się chrześcijanami – powiedział abp Hoser.

 

Parafia Św. Ojca Pio na warszawskim Gocławiu została erygowana 12 czerwca 2005 roku. We wrześniu 2008 roku odbyło się wmurowanie kamienia węgielnego w ściany kościoła, zaś w listopadzie 2011 roku abp Hoser pobłogosławił świątynię i wniósł do niej na stałe Najświętszy Sakrament. Cztery lata później 20 września 2015 roku biskup warszawsko-praski konsekrował kościół.

Mimo że parafia jest młoda to jednak od samego początku kult św. Ojca Pio był w niej żywy – podkreślił w rozmowie z KAI jej proboszcz ks. Andrzej Kuflikowski.

 

– Symboliczne znaczenie ma dla nas obraz św. Ojca Pio pobłogosławiony 25 lutego 2005 roku przez św. Jana Pawła II. Słysząc o planach stworzenia w przyszłości sanktuarium papież wyraził radość, że stolica Polski będzie miała takiego patrona. Obecnie wizerunek jest umieszczony po prawej stronie przy wejściu – powiedział ks. Kuflikowski.

Podkreślił, że największym cudem włoskiego kapucyna są ludzie przystępujący do sakramentu pokuty i pojednania. – Jeśli wierni do nas przychodzą i spowiadają się to możemy być pewni, że Bóg przemienia ich serca, a także ich rodziny i społeczności gdzie pracują – stwierdził proboszcz.

 

Od siedmiu lat w parafii organizowane są Adwentowe Dni Skupienia dla Grup Modlitwy Św. Ojca Pio z Warszawy i okolic, w czasie których są konferencje tematyczne, modlitwa różańcowa, koronka do Bożego Miłosierdzia oraz Msza św. pod przewodnictwem bp Marka Solarczyka, który rokrocznie przybywa na czuwanie.

W ciągu tygodnia we wtorki wieczorem w parafii odprawiana jest nowenna do św. Ojca Pio, zaś 23 dnia miesiąca o godz. 15.00 celebrowane jest Msza św. połączona z koronką do Bożego Miłosierdzia w intencji ofiarodawców i sponsorów. Kościół powstał bowiem z ofiar parafian, gości oraz czcicieli św. Ojca Pio z kraju i z zagranicy. Jednym z częstych gości jest prof. Wanda Półtawska, przyjaciółka św. Jana Pawła II uzdrowiona za przyczyną włoskiego kapucyna.

 

Mówiąc o planach na przyszłość ks. Kuflikowski zapowiedział stworzenie nieopodal kościoła hospicjum, gdzie pomoc mogłoby uzyskać ok. 50 osób chorych.- Wsłuchując się w potrzeby naszych czasów oraz nauczanie naszego patrona planujemy wybudować miejsce w jakieś mierze wzorowane na Domu Ulgi w Cierpieniu, które stworzył Ojciec Pio. Oczywiście wszystko będzie zależało, jakie będą plany Pana Boga – przyznał proboszcz.


mag / Warszawa

Katolicka Agencja Informacyjna

Watykan odpowiada na zarzuty byłego rewizora finansów

Za pośrednictwem biura prasowego Stolica Apostolska wyraziła w niedzielę „zaskoczenie i rozgoryczenie” z powodu wywiadu, jakiego kilku mediom światowym – w tym mediolańskiemu „Corriere della Sera” - udzielił Libero Milone, były generalny rewizor watykańskich finansów

Libero Milone powołany został na ten urząd przez papieża Franciszka zaraz po jego ustanowieniu – w lecie 2015 – w ramach szeroko zakrojonej reformy organów zajmujących się kontrolą i nadzorem oraz zarządzaniem dobrami Stolicy Apostolskiej.

 

Jak stwierdza rzecznik prasowy, udzielając wspomnianego wywiadu były generalny rewizor „naruszył umowę o zachowaniu w tajemnicy powodu swojej rezygnacji ze stanowiska”, co nastąpiło w czerwcu bieżącego roku i było zaskoczeniem dla opinii publicznej. W nocie informuje się również, że Libero Milone, „przekraczając swoje kompetencje, zaangażował nielegalnie zewnętrzną spółkę, która indagować miała sprawę prywatnego życia przedstawicieli Stolicy Apostolskiej”. Biuro prasowe przypomina, że ma to nie tylko charakter przestępstwa, „ale sprawiło, że nieodwołalnie przyczyniło się do utraty zaufania, jakim darzony był Milone, który w tej sytuacji dobrowolnie zgodził się złożyć dymisję”.

 

W wspomnianym wywiadzie były generalny rewizor zaprzecza jako ustąpił z własnej inicjatywy. Stwierdza, że został do tego zmuszony w obliczu fałszywych oskarżeń, jakie postawiła mu watykańska żandarmeria, w tym osobiście jej dowódca Domenico Giani. Mówi, że ma nadzieję, iż przedstawione mu wtedy sfabrykowane dokumenty ujrzą któreś dnia światło dzienne. „Kiedy i jeśli w ogóle prawda wyjdzie na jaw, będzie oczywiste, że jestem niewinny na tysiąc procent. Owszem, nie mówię nawet ‘niewinny’, ponieważ nie mam się czego tłumaczyć. Okaże się, że wykonywałem jedynie moje obowiązki” – powiedział.

 

Opowiada następnie, że 19 czerwca br. przyjął go substytut sekretariatu stanu, arcybiskup Angelo Becciu, który oznajmił mu, że papież Franciszek nie darzy go już dawnym zaufaniem: „Ojciec Święty domagał się mojej dymisji. Spytałem o powody, podał mi niektóre z nich, które wydały my się nie do wiary. Odpowiedziałem, że zarzuty były nieprawdziwe i skonstruowane tak, by oszukać jego, jak i Franciszka; i że chciałbym w każdym razie porozmawiać o nich z papieżem. W odpowiedzi usłyszałem, że to niemożliwe. Becciu odesłał mnie natomiast do żandarmerii”.

 

Libero Milone opowiedział o tej wizycie i rozmowie z dowódcą żandarmerii, który „wykrzyczał mi w twarz, że muszę się przyznać do wszystkiego. Ale do czego? Niczego nie zrobiłem”. Były generalny rewizor podpisał przedłożony mu list z własną rezygnacją – sporządzony, jak podkreśla – już w maju tego roku. Oskarżono go o defraudację poważnych sum, a także „o gromadzenie nielegalnie informacji o przedstawicielach Watykanu. Zobaczyłem, że śledztwo w mojej sprawie prowadzone było od ponad siedmiu miesięcy. Zajęto zaprotokołowane dokumenty objęte tajemnicą państwową”.

 

Były generalny rewizor zaskoczony jest milczeniem papieża w jego sprawie. Mówi: „Znając go osobiście i szanując niezwykle, jego kompletne milczenie mogę sobie wytłumaczyć albo tym, że uniemożliwiono mu rozmowę ze mną, albo inną przyczyną, której nie znam”. Podkreśla, że po jego rezygnacji „nic się nie wydarzyło, jak gdyby jedynym autentycznym celem było moje odejście”.

 

Na zakończenie wywiadu dla „Corriere della Sera” Libero Milone zauważa, że „że ktoś w Watykanie naruszył pakt o wzajemnej dyskrecji”. Ze swej strony zapewnia, że nie będzie mówić o swojej pracy na stanowisku rewizora: „Papież prosił mnie o promowanie transparencji i starałem się to robić z poszanowaniem woli wiernych i ofiarodawców”. Nie wyklucza, że domagać się będzie sprawiedliwości na drodze sądowej wyłącznie w sprawie naruszenia swego dobrego imienia przez środki przekazu.


sal (KAI Rzym) / Rzym

Katolicka Agencja Informacyjna

Nowenna do św. Michała Archanioła. Dzień 6.

Śięty Michale, wesprzyj mnie swą niepokonaną mocą

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Modlitwa 6. dnia nowenny

Najświetniejszy archaniele, św. Michale, który będąc postrachem diabłów, posłany zostałeś przez dobrego Boga, by nas bronić przed ich napaściami w tej ostatniej walce, proszę cię, w tych strasznych chwilach dodawaj mi otuchy swoją cudowną obecnością, wesprzyj swą niepokonaną mocą, bym pokonał wszystkich moich wrogów i dzięki tobie, ustrzegł się grzechu i piekła, a przez całą wieczność sławić będę twoją potęgę i łaskawość.

 

Ojcze Nasz…

Zdrowaś Mario…

Chwała Ojcu…

 

Litania do św. Michała Archanioła

Kyrie eleison, Chryste eleison, Kyrie eleison.
Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami!
Synu odkupicielu świata, Boże,
Duchy Święty, Boże,
Święta Trójco, Jedyny Boże

Święta Maryjo, Królowo Aniołów, módl się za nami!
Święty Michale Archaniele,
Święty Michale Książę przesławny,
Święty Michale dzielny w walce,
Święty Michale pogromco szatana,
Święty Michale postrachu złych duchów,
Święty Michale wodzu wojska niebieskiego,
Święty Michale zwiastunie Bożej chwały,
Święty Michale radości Aniołów,
Święty Michale zaszczycie nieba,
Święty Michale przedstawiający Najwyższemu prośby nasze,
Święty Michale obrońco dusz sprawiedliwych,
Święty Michale posłanniku Boga,
Święty Michale przewodniku nasz w modlitwie,
Święty Michale nasza tarczo w pokusach,
Święty Michale warownio ludu Bożego,
Święty Michale stróżu i patronie Kościoła,
Święty Michale dobroczyńco sławiących Cię narodów,
Święty Michale chorąży zbawienia,
Święty Michale aniele pokoju,
Święty Michale prowadzący dusze do wiecznej światłości,
Święty Michale zwierzchniku w niebie,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
przepuść nam, Panie!
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
wysłuchaj nas, Panie!
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami!

P. Módl się za nami, święty Michale Archaniele,
W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

Módlmy się. Wszechmogący wieczny Boże, który św. Michała Archanioła ustanowiłeś obrońcą Kościoła i zwierzchnikiem raju, udziel za jego wstawiennictwem Kościołowi pomyślności i pokoju, a nam łaski w tym życiu i chwały w wieczności. Przez Chrystusa Pana na­szego. Amen.

 

Modlitwa Papieża Leona XIII do św. Michała Archanioła

Święty Michale Archaniele! Wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

NA DOBRY START. Internetowe rekolekcje dla studentów

5 mocnych zdań od Jezusa oraz 5 spojrzeń Rektora PWTW na życie studenckie. Zapraszamy na rekolekcje

Krzysztof Pawlina
Ks. Krzysztof
Pawlina
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Już tylko tydzień został do rozpoczęcia nowego Roku Akademickiego. Z tej okazji razem z Księdzem Rektorem Krzysztofem Pawliną zapraszamy serdecznie wszystkich studentów na internetowe rekolekcje NA DOBRY START.

 

Od środy 27 września codziennie, przez 5 dni, będzie można obejrzeć jeden odcinek rekolekcji.

 

5 mocnych zdań od Jezusa oraz 5 spojrzeń Rektora na życie studenckie, rozwój, inwestowanie w siebie, karierę, ducha i osobowość na pewno pomoże dobrze zaplanować i przeżyć nie tylko najbliższe miesiące ale może w ogóle coś rozwiąże, zmieni na lepsze lub poprowadzi. Zapraszamy!

 

Wszystkim studentom życzymy pełnego wyzwań i inspiracji nowego roku akademickiego.

 

Krzysztof Pawlina

Ks. Krzysztof Pawlina

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof Pawlina
Ks. Krzysztof
Pawlina
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Ballady i romanse [#22]: Narada wojenna

Zanim się pobierzecie, powinniście się do tego przygotować, a te przygotowania najlepiej zacząć od narady wojennej.

Marcin
Jończyk
zobacz artykuly tego autora >
Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >

Marcin Jończyk

Zobacz inne artykuły tego autora >
Adam Szustak OP

Adam Szustak OP

Dominikanin, wędrowny kaznodzieja, były duszpasterz krakowskiej "Beczki". Jest autorem kilkunastu książek i audiobooków o tematyce religijnej, a także rekolekcji internetowych (Wilki Dwa, Plaster miodu, Jeszcze 5 Minutek). Prowadzi blog i kanał Langusta na Palmie, na którym można znaleźć wszystkie nagrania jego homilii i konferencji.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin
Jończyk
zobacz artykuly tego autora >
Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >

Nowenna do św. Michała Archanioła. Dzień 5.

Święty Michale, wejrzyj okiem łaskawym w moją marną duszę

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Modlitwa 5. dnia nowenny

Najświetniejszy archaniele, św. Michale, u którego stóp najwyższe godności tego świata chylą się w pokorze, wejrzyj okiem łaskawym w moją marną duszę, owładniętą tyloma żądzami i skalaną tyloma grzechami, i wyjednaj dla mnie łaskę przezwyciężenia pierwszych spośród nich oraz oparcia się tym drugim, bym, raz dostąpiwszy nowego życia, już nigdy nie powrócił do tego żałosnego stanu.

 

Ojcze Nasz…

Zdrowaś Mario…

Chwała Ojcu…

 

Litania do św. Michała Archanioła

Kyrie eleison, Chryste eleison, Kyrie eleison.
Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami!
Synu odkupicielu świata, Boże,
Duchy Święty, Boże,
Święta Trójco, Jedyny Boże

Święta Maryjo, Królowo Aniołów, módl się za nami!
Święty Michale Archaniele,
Święty Michale Książę przesławny,
Święty Michale dzielny w walce,
Święty Michale pogromco szatana,
Święty Michale postrachu złych duchów,
Święty Michale wodzu wojska niebieskiego,
Święty Michale zwiastunie Bożej chwały,
Święty Michale radości Aniołów,
Święty Michale zaszczycie nieba,
Święty Michale przedstawiający Najwyższemu prośby nasze,
Święty Michale obrońco dusz sprawiedliwych,
Święty Michale posłanniku Boga,
Święty Michale przewodniku nasz w modlitwie,
Święty Michale nasza tarczo w pokusach,
Święty Michale warownio ludu Bożego,
Święty Michale stróżu i patronie Kościoła,
Święty Michale dobroczyńco sławiących Cię narodów,
Święty Michale chorąży zbawienia,
Święty Michale aniele pokoju,
Święty Michale prowadzący dusze do wiecznej światłości,
Święty Michale zwierzchniku w niebie,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
przepuść nam, Panie!
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
wysłuchaj nas, Panie!
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami!

P. Módl się za nami, święty Michale Archaniele,
W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

Módlmy się. Wszechmogący wieczny Boże, który św. Michała Archanioła ustanowiłeś obrońcą Kościoła i zwierzchnikiem raju, udziel za jego wstawiennictwem Kościołowi pomyślności i pokoju, a nam łaski w tym życiu i chwały w wieczności. Przez Chrystusa Pana na­szego. Amen.

 

Modlitwa Papieża Leona XIII do św. Michała Archanioła

Święty Michale Archaniele! Wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Ojciec Pio. Człowiek, który stał się modlitwą

Ojciec Pio zadziwił cały świat swoim niezwykłym życiem i gorącą wiarą. Krzyż Zbawiciela stał się dla niego szkołą kapłaństwa i źródłem miłości wobec ludzi, których spowiadał, uzdrawiał i pocieszał. Kościół katolicki wspomina go 23 września.

Ojciec Pio zadziwił cały świat swoim niezwykłym życiem i gorącą wiarą. Przede wszystkim był – tak samo jak inny stygmatyk, święty Franciszek – żywym obrazem Chrystusa Ukrzyżowanego. Krzyż Zbawiciela stał się dla niego szkołą kapłaństwa i źródłem miłości wobec ludzi, których spowiadał, uzdrawiał i pocieszał. Był spowiednikiem, którego Bóg obdarzył łaską przenikania ludzkich sumień. Kiedy odprawiał Mszę świętą, wszyscy wiedzieli, że na ołtarzu rzeczywiście dokonuje się wielka tajemnica wiary. Otrzymał dar bilokacji i poznania języków obcych, których nigdy nie studiował. Przewidywał przyszłość, uzdrawiał słowem, dotykiem, a także na odległość. Był człowiekiem nieustannej modlitwy, czcicielem Matki Bożej. Nie wypuszczał z rąk różańca. Toczył zwycięskie boje z szatanem.

Urodził się 25 maja 1887 roku w Pietrelcinie koło Benewentu w południowych Włoszech. Na chrzcie otrzymał imię Franciszek. 6 stycznia 1903 roku zgłosił się do klasztoru kapucynów w Morcone. 22 stycznia tegoż roku Uważał, że apostolat modlitwy jest najwyższym apostolatem, jaki można wypełniać w Kościele. Dlatego, gdy w 1942 roku Pius XII wezwał cały Kościół do ożywienia chrześcijaństwa poprzez modlitwę, Ojciec Pio zaczotrzymał habit zakonny i nowe imię – brat Pio. W roku 1907 złożył śluby wieczyste. W sierpniu 1910 roku otrzymał święcenia kapłańskie.

Młody kapłan cieszył się opinią pobożnego mnicha, lecz w pierwszych latach życia zakonnego niczym się specjalnie nie wyróżniał. Przełożeni mieli z nim sporo kłopotu. Ciągle niedomagał, a lekarze nie umieli zdiagnozować jego choroby. W latach 1909–1916 musiał kilkakrotnie wyjeżdżać do rodzinnego domu, gdyż tylko w Pietrelcinie odzyskiwał siły. Dziś wiemy, że był to okres przygotowań do późniejszej misji.

 

Stygmatyk

W piątek, 20 września 1918 roku, Ojciec Pio udał się po Mszy świętej na chór, by tam odprawić dziękczynienie przed Krucyfiksem. Ponad godzinę siedział skulony na drewnianej ławce i kontemplował oblicze Ukrzyżowanego. Wtem zobaczył tajemniczą postać, której „ręce, nogi, klatka piersiowa, ociekały krwią”.

„Ogarnął mnie stan jakiegoś spoczynku, podobny do słodkiego snu – zapisał Ojciec Pio. – Wszystkie zmysły wewnętrzne i zewnętrzne, jak również same władze duszy pogrążyły się w odpoczynku nie do opisania. Przy tym wszystkim wokół mnie i we mnie panowała całkowita cisza, natychmiast nastąpił wielki pokój i zgoda na całkowite wyrzeczenie się wszystkiego oraz wytchnienie w nieszczęściu. Wszystko to wydarzyło się w okamgnieniu. A w czasie gdy to wszystko się działo, zobaczyłem przed sobą tajemniczą postać, podobną do tej, którą widziałem wieczorem 5 sierpnia, różniącą się tylko tym, że z jej dłoni, stóp i boku ściekała krew. Jej wzrok mnie poraził, tego co czułem w tym momencie w sobie, nie umiałbym opowiedzieć. Czułem, że umieram, i byłbym umarł, gdyby nie zainterweniował Pan, podtrzymując moje serce, które czułem, że wyskakuje z piersi. Obraz postaci zniknął, a ja zobaczyłem, że dłonie, stopy i bok były zranione i ściekała z nich krew. Proszę sobie wyobrazić, jakiej udręki doświadczyłem wtedy i jakiej doświadczam ciągle prawie każdego dnia. Rana serca broczy krwią, zwłaszcza od czwartku wieczorem aż do soboty. […] Umieram z bólu z powodu udręki i zamieszania, jakie potem nastąpiły, a których doświadczam w swej duszy. Boję się, że umrę z wykrwawienia, jeśli Pan nie wysłucha jęków mojego biednego serca”…

W roku 1918 Ojciec Pio przeżył jeszcze doświadczenie „włóczni w sercu”. Tak o tym napisał: „Od kilku dni odczuwam w sobie rzecz podobną do żelaznej włóczni, która od dolnej części serca przechodzi aż pod prawą łopatkę w kierunku poprzecznym. Powoduje ostry ból i nie pozwala mi na chwilę wytchnienia: cóż to może być? To nowe zjawisko zacząłem odczuwać po ponownym ukazaniu się tej samej tajemniczej postaci w dniach 5 i 6 sierpnia, i 20 września”.

Dla przełożonych cała sprawa stygmatów Ojca Pio była wielce kłopotliwa. Najpierw liczyli, że one znikną. Później wezwali lekarzy specjalistów. We wrześniu 1919 roku sprawą zajął się profesor Jerzy Festa, który stwierdził: „Ręce są przebite na wylot; otwór jest taki, że można przez niego zobaczyć to, co znajduje się na drugiej stronie. Dłoń można tylko przymknąć z wielkim wysiłkiem i nie całkowicie. Na stopach są okrągłe rany. Ciągle sączy się z nich krew, która moczy buty. Naciśnięcie tych ran palcem sprawia bardzo silny ból. Na lewym boku klatki piersiowej jest zranienie w formie odwróconego krzyża. Dłuższy odcinek ma siedem centymetrów, a krótszy pięć. Z tej rany sączy się więcej krwi aniżeli z innych. Ojciec ma ją zawsze zabandażowaną i co parę godzin zmienia opatrunek, który przemięka krwią”.

Znamienną cechą stygmatów było to, że nie podlegały fizjologicznym prawom zwykłych ran. Nie dały się zaleczyć, nie ropiały, nie przechodziły stanów zapalnych i zazwyczaj wydawały delikatny zapach kwiatów. Pozostały otwarte i krwawiące przez pół wieku. Zaczęły się zasklepiać i zanikać w roku 1966. Najpierw zagoiły się stopy i bok. Latem 1968 roku zanikły rany dłoni po zewnętrznej stronie. 22 września 1968 roku Ojciec Pio odprawił swoją ostatnią Mszę świętą. Wtedy był jeszcze widoczny stygmat na lewej dłoni. Następnego dnia stygmatyk z San Giovanni Rotondo zmarł. Ostatni strup odpadł w chwili śmierci. Po ranach nie pozostały najmniejsze blizny.

Sens stygmatów oddają słowa samego Ojca Pio: „Jezus tak bardzo zakochał się w moim sercu, że sprawia, iż cały płonę ogniem Jego miłości”.

Poprzez cierpienia pięciu ran Święty uczestniczył w sposób heroiczny w męce Zbawiciela. Przez pół wieku zanurzał w ranach Chrystusa całe swoje życie. W nich odnajdywał nadzieję na drogach swego wyczerpującego posługiwania kapłańskiego. Jego życie było na przemian cierpieniem i błogosławieństwem. Można powiedzieć, że odsłaniał niebo. Upodabniając się stale do Chrystusa Ukrzyżowanego, potwierdzał nieosiągalną dla nas prawdę, że maksymalne cierpienie może być maksymalną radością. Nie prosił Boga o widoczne stygmaty. Przeciwnie, próbował się targować z Panem Jezusem, aby zostały mu odebrane. Ten fakt jest znamienny, gdyż oznacza, że źródłem łaski stygmatów nie mogą być jakiekolwiek wysiłki ascetyczne – co najwyżej dobrym podglebiem – a jedynie decyzja samego Boga, z którym mistyk jest duchowo zjednoczony. Teologowie mówią: stygmatyk Ojciec Pio znalazł się na najwyższym poziomie łaski wlanej.

 

Msze Ojca Pio

Eucharystia była dla niego – jak przypomniał Jan Paweł II podczas swego pobytu w San Giovanni Rotondo w dniu 23 maja 1987 roku – źródłem i szczytem, punktem oparcia oraz ośrodkiem całego życia i działania. Święty we Mszy św. widział całą Kalwarię, przeżywał ją jako wstrząsającą tajemnicę Męki Pańskiej.

Przygotowanie do sprawowania codziennej Eucharystii rozpoczynał w nocy, o drugiej trzydzieści. Był święcie przekonany o konieczności ofiarowania Bogu pierwocin wszystkiego. Przed świtem, o czwartej trzydzieści rano przychodził do kościoła, gdzie już oczekiwały na niego rzesze wiernych. Wszystkich przywiodła do San Giovanni Rotondo jedna myśl: być jak najbliżej „ człowieka-tajemnicy” i „świętego”, jak najbliżej kapłana upodobnionego do Chrystusa-kapłana.

Ksiądz Nello Castello zanotował niezwykłe wyznanie Świętego: „W czasie Mszy przeżywam trzy godziny agonii na krzyżu”. Włoski mistyk rozpoczynając Eucharystię otrzymywał łaskę widzenia całej ziemi i nieba, a nie tylko przenikania sumień pojedynczych osób – co działo się przy kratkach konfesjonału. Gdy przystępował do ołtarza, jego każdy krok naznaczony był cierpieniem i wydawało się że wstępował na Kalwarię. Już w chwili wypowiadania „Spowiadam się”… skupiał na ołtarzu grzechy świata, brał na siebie przewinienia wszystkich. Jego twarz przyjmowała wyraz całkowitego wyniszczenia. – Wyrok na grzesznika spada na mnie – mówił.

 

 

Podczas Liturgii Słowa Święty często nie mógł powstrzymać łez. Nie tylko dlatego, że tak intensywnie przeżywał każde słowo, lecz również dlatego, że przepełniała go wdzięczność dla Boga, który zechciał przemówić do ludzi. Ofiarowanie było dla niego oczekiwaniem na przemienienie zwykłego chleba w „Chleb z nieba”. To było oczekiwanie „na wschód Słońca”. Podczas konsekracji dokonywało się – jak mawiał Ojciec Pio – „nowe cudowne zniszczenie i stworzenie”. Zniszczenie i stworzenie, czyli tajemnica ofiary Ukrzyżowanego, który ponosi haniebną śmierć „zaliczonego do złoczyńców”, aby stać się Eucharystią dla milionów. Gdy Ojciec Pio wymawiał słowa konsekracji: „To jest Ciało moje…, To jest kielich Krwi mojej”, a słowa te wypowiadał bardzo wolno, sylabizował je, to rzeczywiście uczestniczył w tragedii Golgoty. Chrystus wyciskał na nim to, co sam przeżywał: miłość, cierpienie, śmierć… Jego Msza święta była całą Męką Zbawiciela, a uczestniczący w niej wierni stawali się częścią grupy osób modlących się na Kalwarii. Wreszcie nadchodził czas zjednoczenia. Komunia święta! Na ten moment Ojciec Pio bardzo czekał. Kiedyś powiedział: „Gdybym któregoś dnia został pozbawiony Komunii świętej – umarłbym”.

Eucharystia rozbudzała w nim pasterskie oddanie i gotowość poświęcenia się dla dusz przez posługę konfesjonału.

 

Wielki spowiednik Kościoła

Tak nazwał Ojca Pio Jan Paweł II. Spalało go – jak sam to określił – pragnienie spowiadania braci, żeby wyrwać ich z szatańskich sideł. Tak więc w konfesjonale jednał ludzi z Bogiem i walczył z szatanem.

Styl, sposób spowiadania oraz odpowiedzialność Ojca Pio jako przewodnika dusz obrazują jego własne słowa: „Nie daję słodyczy temu, kto potrzebuje środka na przeczyszczenie”. Pouczenia, których udzielał penitentom, były bardzo zwięzłe. Przenikały do najmroczniejszych głębin duszy, zrywały nici złych przyzwyczajeń. Wyłapywał to, co najważniejsze, wypytywał, czekał. Na sprawy zasadnicze zawsze miał czas. Raczej nikomu nie współczuł, nie wypowiadał zbędnych słów. Podnosił na duchu, ale tak zwyczajnie, bez czułostkowości. Pocieszał, że kłopoty przeminą, ponieważ zależało mu na tym, aby penitent nie odszedł od „katedry miłosierdzia” przygnębiony. Dostrzegłszy zło, drążył w nim, pytał o przyczynę, by na koniec stanowczo domagać się poprawy penitenta. Działał zdecydowanie, bo przecież „prześwietlał” sumienia swoich rozmówców. Był lekarzem dusz, który nie wahał się, gdy miał użyć skalpela ostrych, a nawet raniących słów wobec niektórych penitentów: „Nieszczęsny, idziesz prosto do piekła! Podły, nie widzisz, jaki jesteś czarny? Idź, ustaw sprawy na swoim miejscu, zmień życie!” A wiele osób zdobyło się na dziwne wyznanie: „Wydawało mi się, że byłem tutaj na sądzie Bożym, z nagą duszą”.

Święty Ojciec Pio (1887-1968)Ojciec Pio uczestniczył w Boskim wymiarze Sakramentu Pojednania w stanie „całkowitej utraty własnej wolności”, włączając się w mękę, modlitwę i ofiarę Pana Jezusa. Jego stygmaty sprawiały, iż był kapłanem ukrzyżowanym z Chrystusem w trawiącej go miłości do każdego grzesznika. Podczas spowiedzi stygmaty włączały go w morze ludzkiego grzechu. Sprawowany przez niego Sakrament Pokuty był wielkim wołaniem o łaskę przebaczenia dla duszy może nawet zbrukanej, a jednak tęskniącej za dobrym Ojcem, stawał się jednoczącym pojednaniem. Ze świadectw o świętym spowiedniku przebija zdumienie z powodu jego przenikliwości (potrafił wymienić wszystkie grzechy penitenta) oraz poruszenie spowodowane widokiem jego cierpiącego oblicza w chwili udzielania rozgrzeszenia. Ojciec Pio wyznał: „Zanim zejdę , wiem, kogo tam spotkam, wiem, co im dolega, i wiem, co mam im powiedzieć. (…) Umiem dotykać strun serca każdego”. To znaczy, że mógł działać skutecznie.

Niektórym pielgrzymom odmawiał udzielenia Komunii świętej. Na próżno przyklękali po kilka razy. Ojciec „wszystko” wiedział; i przechodził obok. Pewien mężczyzna poszedł za nim aż do zakrystii. Chciał „wygarnąć” zakonnikowi, co o nim myśli, lecz usłyszał: „Idź, weź ślub z kobietą, z którą żyjesz, a potem wróć”.

Dlaczego nie zniechęcała pielgrzymów surowość i bezkompromisowość Ojca Pio? Dlaczego nie rezygnowali, nawet wówczas, gdy musieli czekać wiele dni, aby tylko przez krótką chwilę spowiadać się u Ojca Pio. Tym bardziej, że tuż po przybyciu otrzymywali kartkę z informacjami, które mogły zmrozić każdego: 1. Jeżeli masz ochotę rozmawiać z Ojcem Pio, lepiej zrezygnuj zawczasu, bo on jest od spowiadania, a nie od rozmówek. Jeżeli zamierzasz się u niego spowiadać, wiedz, że spowiada mężczyzn rano do godz. 9.00, a po południu tak długo, na ile mu pozwala czas. Kobiety spowiada z rana od 9.00 do 11.30; obowiązuje imienny bilet, który można otrzymać w biurze. Jeżeli nie możesz czekać na swoją kolej do spowiedzi, zwróć się do któregokolwiek z ojców, aby pojednał twoją duszę z Bogiem, itd…

Ojciec Pio wymagał rzeczywistego nawrócenia. Jeśli nie widział u penitenta autentycznego żalu za grzechy, „wyganiał” go. Właśnie dzięki tym radykalnym środkom wielu ludzi przeżywało głęboki wstrząs i… najpiękniejsze chwile w swoim życiu. Dla nich spowiedź u Ojca Pio stawała się impulsem do odrodzenia, którego się nawet nie spodziewali. Na nowo odkrywali modlitwę, Mszę świętą. Byli oszołomieni i wzruszeni łaską głębokiego nawrócenia, którą otrzymali. Święty był światłem dla nich, zwłaszcza wówczas gdy w ich sumieniach przywracał porządek Bożych przykazań. Jeden z jego penitentów opowiedział jak Ojciec Pio nauczył go systematycznego uczestnictwa w niedzielnej Mszy świętej. Gdy tylko Ojciec Pio usłyszał, że czasami opuszcza on niedzielną Mszę, powiedział krótko: „Idź sobie”. Na nic zdały się protesty. Wyspowiadał się więc u innego zakonnika. Po dwóch miesiącach wrócił, ale podróż odbył w niedzielę. Znowu pada pytanie: „Czy chodzisz na Mszę niedzielną?” Odpowiedział, że tak. A Ojciec Pio: „Czy wczoraj byłeś na Mszy świętej?” „Ależ Ojcze, wczoraj jechałem do ciebie”. „Idź sobie, a potem wróć. W niedzielę – najpierw Msza święta”. Ów człowiek został aktywnym członkiem Grupy Modlitewnej założonej przez Ojca Pio.

 

Modlitwa w życiu Ojca Pio

Stygmatyk z San Giovanni Rotondo był zakonnikiem, który nieustannie się modlił i dlatego niektórzy jego biografowie mówią, iż był człowiekiem, który stał się modlitwą. Modląc się, wyjednywał tysiące łask dla bliźnich. A czynił to nie tylko w ciągu dnia, ale i w nocy – zawsze odmawiając różaniec i liczne akty strzeliste, adorując Najświętszy Sakrament, zatapiając się w Bogu w niezliczonych momentach ekstazy i kontemplacji.

„Moja modlitwa – pisał Ojciec Pio – tak wygląda. Zaledwie rozpoczynam swoją rozmowę z Bogiem, od razu czuję trudny do wyrażenia spokój i ciszę w moim sercu. Zmysły ulegają zawieszeniu z wyjątkiem ducha, który czasem pozostaje czynny. Ale nawet wówczas nie stanowi on dla mnie przeszkody, co więcej, muszę wyznać, że gdyby wokół mnie panował niezwykły hałas i zgiełk, nie zdołałby naruszyć mojego skupienia. Zdarza się często, że opuszcza mnie ustawiczna myśl o Bogu i Jego obecności, a czuję zamiast niej niespodziewane dotknięcie Boże w samym centrum duszy, tak silne i słodkie, że płaczę z bólu z powodu mej niewierności i płaczę ze szczęścia z powodu posiadania tak dobrego i czułego Ojca, który pozwala mi przebywać w swojej obecności. Innym razem przeżywam wielką oschłość ducha. Ciało doznaje wielkiego ucisku z powodu licznych słabości. Modlitwa i skupienie stają się niemożliwe, choćbym nie wiem jak bardzo tego pragnął. Taki stan rzeczy pogłębia się stale; i jeśli w ogóle żyję, należy ten fakt nazwać cudem. Gdy spodoba się przerwać Niebieskiemu Oblubieńcowi to męczeństwo, daje mi nagle dar tak wielkiej pobożności ducha, że nie jestem w stanie oprzeć się jej. Natychmiast zostaję przemieniony i napełniony nadprzyrodzonymi łaskami oraz potężną mocą, która pozwala mi przeciwstawić się całemu królestwu szatana. (…) Podczas modlitwy moja dusza zanurza się i znika w Bogu i otrzymuje w takich momentach o wiele więcej niż mogłaby osiągnąć w ciągu wielu lat ćwiczeń przy użyciu wszystkich swoich sił”.

Tym wyznaniem Święty odkrywa najbardziej ukryte porywy swego serca. Chyba najważniejsze jest jego wyznanie, że właściwie o Bogu myśli bez przerwy, a „przestaje” o nim myśleć tylko wówczas, gdy przeżywa łaskę całkowitego „zanurzenia” w Bożej nieskończoności. Chwile oschłości ducha stają się dla niego czasem dojmującej tęsknoty, ale i chyba wewnętrznej pewności, że znów nadejdą dni uniesień duchowych.

Głęboko przeżywał prawdę, że Chrystus pragnie zbawić wszystkich ludzi. Dlatego wznosił swoje błagania do nieba nie tylko za tych, którzy polecali się jego modlitwom, lecz i za wszystkich ludzi, za cały świat. Skoro bowiem rdzeniem modlitwy jest odpowiedź Boga poprzez niezmierzone dzieła Jego Miłosierdzia, z których nawet możemy nie zdawać sobie sprawy, to czy można ograniczać Bożą wszechmoc tylko do tych, którzy teraz o coś proszą, do tych, którzy są „nasi”, którzy w ten czy w inny sposób uważają się za „wybranych”, choćby za naród wybrany. Tylko przyjmując pokorną postawę celnika stajemy się wszyscy braćmi przed Bogiem, a marnieją nasze modlitwy, gdy chcemy upodobnić się do faryzeusza zawłaszczającego Boga „dla siebie”. Miłosierdzie Boże zakorzenione w Krzyżu Zbawiciela nie ma granic, nie mogą mieć też granic nasze modlitwy. Ta prawda była sensem życia Ojca Pio. Kiedyś z jego serca wyrwało się wyznanie: „Zdaje mi się, że dźwigam ciężar za wszystkich. Tak bardzo pragnę, by wszystkie dusze dostąpiły usprawiedliwienia i łaski. Zadręcza mnie i wprost torturuje myśl o tych, którzy bezmyślnie pogardzają najwyższym dobrem… Pracowałem i chcę pracować; modliłem się i chcę się modlić; czuwałem i chcę czuwać; płakałem i chcę płakać za mych braci, którzy są na wygnaniu”…

Ojciec Pio przyznawał się, że jego pobożność wywodzi się z Maryjnej szkoły zawierzenia i modlitwy, i że pokory uczył się od świętego Franciszka. Mówił, że różaniec jest „potężną bronią, przed którą zmyka demon, która zwalcza pokusy, podbija serce Boga oraz wyjednuje łaski u Matki Bożej. Jest też cudownym darem Maryi dla ludzkości”.

 

Święty Ojciec Pio (1887-1968)

 

Kiedyś Ojciec Pio powiedział, że naraz wykonywał trzy rzeczy: Modlił się – głównie na różańcu, spowiadał i wędrował po świecie (w stanie bilokacji).

Uważał, że apostolat modlitwy jest najwyższym apostolatem, jaki można wypełniać w Kościele. Dlatego, gdy w 1942 roku Pius XII wezwał cały Kościół do ożywienia chrześcijaństwa poprzez modlitwę, Ojciec Pio zaczął tworzyć Grupy Modlitwy, które dziś istnieją na całym świecie i szerzą kult Świętego z Pietrelciny.

 

Kult św. Ojca Pio

Od roku 1968, roku śmierci Ojca Pio, do San Giovanni Rotondo, jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej zupełnie nieznanego miasteczka włoskiego, nieustannie płynie rzeka pielgrzymów. Bo Ojciec Pio przyciągał do siebie ludzi za swego życia i czyni to po śmierci. Był w XX wieku – obok św. Faustyny, bł. Matki Teresy z Kalkuty i sługi Bożego Jana Pawła II – najbardziej znanym i popularnym świadkiem (martyr) Chrystusa. Kiedy Jan Paweł II beatyfikował Ojca Pio 2 maja 1999 roku, Watykan przeżył istne oblężenie. Przed Bazyliką św. Piotra w Rzymie zebrało się kilkaset tysięcy ludzi, którzy przez ponad trzydzieści lat modlili się o jego wyniesienie na ołtarze.

Co sprawia, że św. Ojciec Pio jest postacią znaną na całym świecie, że jego kult szerzy kilkusettysięczna rzesza świeckich i duchownych członków wspomnianych wspólnot modlitewnych? Co więcej, od kwietnia tego roku, kiedy w centrum tego kultu, w sanktuarium w San Giovanni Rotondo, wystawiono w szklanej urnie doczesne szczątki Świętego, codziennie przez kryptę, w której znajduje się jego sarkofag, przewija się kilkanaście tysięcy pielgrzymów. Przybywają oni z Włoch i z innych krajów, zwłaszcza europejskich. Także z Polski. Przybywają całymi rodzinami – nie jako turyści, lecz jako wierni nie tylko dobrze znający postać, działalność i charyzmaty Ojca Pio, ale również jako ludzie stęsknieni za Miłosierdziem Bożym – z bagażem swoich cierpień, próśb i podziękowań za doznane łaski. Święty był bowiem tak bardzo wrażliwy na ludzkie potrzeby. Nawet te najbardziej prozaiczne. Tę dobrze znaną wszystkim prawdę celnie oddał Jan Paweł II, który mógł osobiście się o tym przekonać, gdy jeszcze jako biskup krakowski prosił Ojca Pio o uzdrowienie dr Wandy Półtawskiej. Papież powiedział: „Ojciec Pio potrafił rozpoznawać cierpiącego Chrystusa nie tylko w wewnętrznym dialogu modlitwy, lecz również w spotkaniu z osobami dotkniętymi chorobą, którym starał się nieść pocieszenie. Dzięki temu stał się przekonującym wzorem ludzkiej wrażliwości, łącząc w sobie dwie charakterystyczne cechy duchowości franciszkańskiej i kapucyńskiej: modlitwę kontemplacyjną i czynną miłość”.

16 czerwca 2002 roku, podczas uroczystości kanonizacyjnych Jan Paweł II mówił, że pokorny kapucyn z San Giovanni Rotondo żył i promieniował duchowością Krzyża, bo upodabniając się do Ukrzyżowanego, w sposób szczególny współpracował ze Zbawicielem w dziele Jego odkupienia, ukazując w ten sposób najbardziej właściwą drogę do ostatecznego celu.

Chrystus dał nam wszystkim św. Ojca Pio jako wzór swego świadka, który łączył gorliwą modlitwę z intensywną działalnością charytatywną (co m. in. sprawiło, że Święty powołał nie tylko wspomniane już Grupy Modlitwy, ale i Dom Ulgi w Cierpieniu). Dał też Kościołowi Ojca Pio jako wzór kapłana rozkochanego w Eucharystii i Sakramencie Pojednania, oraz jako wzór zakonnika, jakże przypominającego św. Biedaczynę z Asyżu.

 

Ojciec Pio mówił: „Nigdy nie wolno zakreślać granic miłosierdziu Boga. Proś Go zawsze o największą łaskę”. Słowa te – skądinąd tak bardzo bliskie orędziu św. Faustyny o Bożym Miłosierdziu – streszczają całe jego kapłańskie życie i jego działania, przede wszystkim gdy był „narzędziem” w Bożych rękach, a więc Bóg sprawiał i sprawia poprzez niego różne cuda.

Oto jeden z nich. W San Giovanni Rotondo mieszkał osobisty wróg Ojca Pio. Był to miejscowy lekarz Francesco Ricciardi, wojujący ateista, który przez wiele lat zwalczał kapucyna-stygmatyka. Klasztor kapucynów i kościół, w którym Ojciec Pio odprawiał Msze św. i spowiadał, to były dlań – jak mawiał – gniazda ciemnoty i szarlatanerii. Święty cierpiał, ale milczał. Pewnego dnia po mieście rozeszła się wieść, że dr Ricciardi umiera z powodu raka żołądka. Jeden z kapłanów postanowił zaryzykować. Przyszedł do chorego z ostatnią posługą. On jednak wygonił go, krzycząc: „Zostawcie mnie w spokoju. Nie chcę widzieć kleru. Tylko Ojciec Pio mógłby mnie wyspowiadać. Ale za bardzo go obrażałem przez tyle lat, żeby do mnie przyszedł. A zresztą nie wychodzi z klasztoru. Umrę, tak jak żyłem”.

Po chwili do pokoju doktora wszedł Ojciec Pio. Stanął przed chorym, otworzył ramiona w szerokim geście i uśmiechnął się. Lata wrogości zagorzałego ateisty prysły jak bańka mydlana. „Niech mi Ojciec przebaczy!” – wykrzyknął.

Chory wyspowiadał się, przyjął Komunię świętą. Nawrócił się! Ale Ojciec Pio nie byłby sobą, gdyby nie „odpłacił” mu za lata walki z nim na swój sposób. Doktor Ricciardi wyzdrowiał, nowotwór zniknął bez śladu.

Kult świętych wyrasta przede wszystkim z potrzeby serca wiernych, jest swoistą emanacją „zmysłu wiary” Ludu Bożego. Albowiem – jak mówi Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium Soboru Watykańskiego II – „dzięki owemu zmysłowi wiary, wzbudzanemu i podtrzymywanemu przez Ducha prawdy, Lud Boży pod przewodem świętego urzędu nauczycielskiego – za którym wiernie idąc, już nie ludzkie, lecz prawdziwie Boże przyjmuje słowo (por. 1 Tes 2,13) – niezachwianie trwa przy wierze raz podanej świętym (por Jud 3), wnika w nią głębiej z pomocą słusznego osądu i w sposób pełniejszy stosuje ją w życiu”.

Tak też jest i w tym przypadku. Ojciec Święty Jan Paweł II, biorąc pod uwagę rozwój kultu św. Ojca Pio w całym Kościele powszechnym i wynikającą z tego faktu potrzebę bliższej współpracy między sanktuarium w San Giovanni Rotondo i Stolicą Apostolską, mianował w 2004 roku swojego delegata do spraw tego sanktuarium i dzieł Ojca Pio. Został nim miejscowy arcybiskup Domenico Umberto d”Ambrosio. Miejscowy biskup został więc z woli papieża kustoszem dziedzictwa i miejsc, w których żył Ojciec Pio, zwłaszcza San Giovanni Rotondo. Spoczywa na nim również obowiązek zachowywania, wspierania i pomnażania wszelkich dzieł apostolskich, związanych z postacią Świętego oraz organizowania opieki duszpasterskiej nad pielgrzymami przybywającymi do sanktuarium św. Ojca Pio. W ten sposób kult świętego Stygmatyka z San Giowanni Rotondo uzyskał aprobatę samego papieża.


Andrzej Sujka / Warszawa

KAI