Lednica. W imię Ojca

Tegoroczne spotkanie nad Lednicą jest już siedemnastym. Postanowiliśmy odbyć je pod hasłem: „W imię Ojca”. Dlaczego?

Jan W.
Góra OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Najpierw dlatego, że za 3 lata będzie jubileusz 1050-lecia chrztu Polski. Chcemy się przygotować. Takich rocznic nie puszcza się mimo. Dlatego tegoroczne Spotkanie będzie „W imię Ojca”, w roku przyszłym w imię Syna, za dwa lata w imię Ducha Świętego, po to, by w roku 2016 wyśpiewać uroczyste Amen.

Istnieje również drugi powód. W związku z kryzysem męskości i związanym z nim kryzysem ojcostwa pragniemy podnieść rangę ojcostwa i ojcowskiego autorytetu. Powszechnie powtarza się, że ostatnim, który będzie wysłuchany jest ojciec. Tymczasem wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi pochodzi od Ojca, który jest w Niebie. To Jezus wskazał nam na Ojca, nauczył nas modlitwy do Ojca i jasnej świadomości, że Bóg jest Ojcem. Podczas Spotkania chcemy to przypomnieć.

Pragniemy przypomnieć to w trzech etapach. Najpierw, że Bóg jest Ojcem, jako teza podstawowa. Następnie, że każdy z nas ma ojca oraz, że każdy kiedyś zostanie ojcem. Nie bądźmy jednowymiarowi. Ojcostwo bowiem rozumiemy na wielu poziomach. Najpierw ojcostwo fizyczne, po prostu ktoś jest czyimś ojcem, głową rodziny i odpowiedzialnym za dziecko. Ale istnieje inny poziom przeżywania i sprawowania ojcostwa, jakim jest ojcostwo duchowe. Tutaj też ma miejsce zrodzenie. Pięknym przykładem upominania się o tego typu ojcostwo jest św. Paweł, który w liście do Koryntian przypomina mieszkańcom tego miasta, że chociaż nauczycieli mają wielu, to właśnie on jest ich ojcem, bo zrodził ich dla Chrystusa.

Lednica. W imię Ojca

Można być ojcem w służbie wartościom. Można być ojcem prawdy, dobra, piękna i świętości. Można być ojcem czyjejś wrażliwości. Istnieje ojcostwo w stosunku do dobra, moralności. Tutaj można też kogoś zrodzić do bohaterstwa. Ojcostwo w stosunku do świętości jest szkołą świętych. Bywają takie środowiska. Wreszcie ojcostwo w stosunku do wieczności. Dla wieczności trzeba się narodzić.

Drugi wielki temat, który pragniemy podjąć, to przypomnienie prawdy, że każdy z nas ma ojca. Wszelkie ojcostwo na ziemi bierze siłę i autorytet od Boga, który jest Ojcem. Stąd przykazanie „czcij rodziców” znajduje się zaraz po przykazaniu „czcij Boga”. Ta prawda uświadomiona pozwala naprawiać, korygować nasze relacje z naszymi ojcami. Relacje te powinny zostać naprawione, ponieważ ojcostwo jest punktem odbicia się naszego życia, a błogosławieństwo ojca jest zadatkiem szczęśliwej przyszłości. Kto nie jest w porządku z ojcem, nie może być w porządku ze sobą. Dlatego tegoroczne Spotkanie pragnie wprowadzić korektę w te relacje i uzdrowić młodzieńczą buńczuczność i otrzeć łzy niejednego z ojców oraz skrócić jego czekanie na powrót syna do domu.

Wreszcie trzeci poziom – to ty będziesz kiedyś ojcem. Wielkie zadanie, wielkie wyzwanie, trzeba się przygotować. Trzeba mieć wyobraźnię, wiarę, nadzieję i miłość, ażeby chcieć się podzielić sobą i swoim szczęściem z innymi. Aby pewnego dnia przestać żyć dla siebie, a zacząć żyć dla drugich, to znaczy swoich dzieci. To wielkie wyzwanie. Wyzwanie w kierunku dojrzałości, ludzkiej i chrześcijańskiej.

Lednica. W imię Ojca

Wspaniałym przykładem ojcostwa w stosunku do świata i ludzi był i nadal pozostaje nasz kochany Ojciec Święty Jan Paweł II. Był Punktem odniesienia, nauczycielem wartości, a przede wszystkim wskazywał na Chrystusa. Kochał nas bardzo, ale się nie podlizywał i nie zmniejszał wymagań. Karmił nas swoim słowem, pokazywał właściwą drogę i miał dla nas czas.

Tegoroczne Spotkanie Lednickie oprócz doniosłych treści wskaże, jak co roku, na autorytety świętych takich jak bł. Jan Paweł II, św. Andrzej Bobola, św. Stanisław, bł. Edmund Bojanowski czy św. Józef. Ojcowie w różnych aspektach i tonacjach. Ponadto, dokonamy wyboru Chrystusa, będziemy adorować Najświętszy Sakrament, pójdziemy do spowiedzi, przyjmiemy komunię świętą i przejdziemy przez Bramę III Tysiąclecia. Do zobaczenia 1 czerwca na Polach Lednickich!

Lednica. W imię Ojca

1. Bóg jest Ojcem

Ukażemy to na przykładzie przypowieści o synu marnotrawnym. Mała inscenizacja ukaże upadek i powrót syna do domu. Zwróćcie uwagę na pięć gestów ojcowskich: gdy syn był jeszcze daleko 1/ ujrzał go jego ojciec, 2/ wzruszył się głęboko,  3/ wybiegł mu naprzeciw, 4/ rzucił mu się na szyję, i 5/ ucałował go.   

Błogosławiony Edmund Bojanowski jest wybitnym przykładem ojcostwa duchowego i zaangażowania świeckich w sprawy Boże. Symbolem jego postawy są bułki rozdawane przez siostry i kolorowe parasolki jako ochronki dla dzieci i młodzieży.

Lednica. W imię Ojca

2. Ty masz ojca

Twoją ojcowizną jest Ojczyzna, której patronem jest święty Stanisław ze Szczepanowa. Są tutaj z nami relikwie św. Stanisława, i delegacja wraz z proboszczem ze Szczepanowa. Stanisław to ojciec naszej ojczyzny.

Każdy z nas ma ojca ziemskiego. Za niego trzeba się modlić i być w dobrych relacjach. Dzisiejsze spotkanie to szansa, aby to sobie uświadomić a po powrocie do domu naprawić relacje. Uściskaj ojca, ucałuj.

Modlimy się za ojczyznę, modlimy się za naszych ojców…

Lednica. W imię Ojca

3. Ty będziesz ojcem

Wzorem ojcostwa ziemskiego jest święty Józef. Jego ikona z Kalisza jest z nami przywieziona przez ks. biskupa Janiaka. W Kaliszu bowiem jest sanktuarium św. Józefa. To Jemu Bóg powierzył największy swój skarb Syna Bożego Jezusa Chrystusa.

Do ojcostwa trzeba się przygotować. To bardzo trudne. Jest to zawsze rezygnacja z siebie na rzecz dziecka. Jest to zawsze przejście z bycia dla siebie w kierunku bycia dla drugiego. Tego nie można dokonać o własnych siłach. Do tego potrzeba łaski Bożej.

Ojcem dla świata i przykładem dla ludzi jest Jan Paweł II, który patronuje Lednicy.

Lednica. W imię Ojca


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Jan W. Góra OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jan W.
Góra OP
zobacz artykuly tego autora >

Chile oficjalnie powitało papieża Franciszka

Do ochrony pluralizmu etnicznego, kulturowego, historycznego i porzucenia wszelkich form stronniczości, dominacji i dogmatyzmów zachęcił Franciszek w przemówienie do chilijskich władz, korpusu dyplomatycznego i przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego 16 stycznia w Pałacu La Moneda w Santiago de Chile. Wezwał do korzystania z mądrości ludów tubylczych, ochrony ich kultury, aby nie utracić części tożsamości i 0bogactwa narodu. W ostrych słowach potępił też nadużycia seksualne, jakich w przeszłości dopuścili się niektórzy chilijscy duchowni.

Polub nas na Facebooku!

Papież przybył na plac przed rezydencją rządową niebieskim Hyundaiem. Tam powitała go prezydent kraju Michelle Bachelet i kilkuset wiwatujących na jego cześć Chilijczyków. Gwardia honorowa odegrała hymny Watykanu i Chile – ten ostat5ni odśpiewali wszyscy zebrani. Po wejściu na dziedziniec Los Naranjos pałacu prezydenckiego Franciszek krótko przywitał się z przedstawicielami władz, wśród których był prezydent elekt Sebastian Piñera Echenique.

Ojca Świętego powitała ustępująca prezydent M. Bachelet. Wyrażając radość z przybycia Ojca Świętego podkreśliła, że Chile jest pięknym krajem nie tylko ze względu na swój krajobraz i bogactwa naturalne, ale przede wszystkim dzięki zamieszkującym go ludom i narodom. Jest to kraj ceniący wartości ogólnoludzkie, pokojowe współżycie ludzi o różnych przekonaniach i pochodzeniu oraz dialog, o którym wiele mówi też Franciszek. Przypomniała wielowiekowe więzi łączące Chile i Stolicę Apostolską i w tym kontekście przywołała pośrednictwo papieskie w sporze granicznym między jej krajem a Argentyną sprzed ponad 30 laty. “Witaj, Ojcze Święty. Ten dom jest twój” – zakończyła swe przemówienia M. Bachelet.

Następnie zabrał głos W przemówieniu papież. Na wstępie przypomniał, że “umiłowana ziemia chilijska gościła go i uformowała w młodości, gdy odbywał tam swój nowicjat w Towarzystwie Jezusowym w latach 1959-1963. Pozdrowił następnie wszystkich zebranych, w tym W sposób szczególny prezydenta elekta Sebastiana Piñerę, który w grudniu ub.r. wygrał wybory. Zwrócił uwagę, że Chile w ostatnich dziesięcioleciach odznaczało się rozwojem demokracji, który umożliwił mu zrównoważony postęp i przypomniał, że w tym roku kraj obchodzi 200. rocznicę deklaracji niepodległości.

Z uznaniem przypomniał, że “w historii kraj ten był zmuszony do stawiania czoła różnym okresom pełnym wstrząsów, które jednak umiał, nie bez bólu, przezwyciężyć”. “Wychodząc od tej formy potrafiliście skonsolidować i umocnić marzenia waszych ojców założycieli” – zaznaczył. Zachęcił Chilijczyków, aby budowali swą ojczyznę szczodrą, gościnną, kochającą swą historię, ojczyznę, która pracuje nad swoją teraźniejszością i spogląda z nadzieją w przyszłość.

Przypomniał słowa św. Alberta Hurtado (1901-1951) jezuity, “apostoła Chile”, który przez całe życie walczył o godność i prawa ludzkie: „Naród, bardziej niż przez swoje granice, bardziej niż przez swoją ziemię, swe łańcuchy górskie, swe morza, bardziej niż przez swój język lub swe tradycje, jest misją, którą trzeba wypełnić”. “A przyszłość ta rozgrywa się w znacznym stopniu w zdolności słuchania tego, co mają do powiedzenia jego naród i jego władze” – zaznaczył Franciszek.

Zachęcił Chilijczyków, by strzegli pluralizmu etnicznego, kulturowego i historycznego od wszelkich zakusów stronniczości lub dominacji, a który wiąże się z kolei ze zdolnością do porzucenia wykluczających dogmatyzmów w zdrowym otwarciu na dobro wspólne.

Papież zachęcił do “słuchania” bezrobotnych, którzy nie mogą utrzymać swych rodzin obecnie a tym bardziej w przyszłości; ludów pierwotnych, często zapomnianych, a których prawom należy poświęcać uwagę i strzec ich kultury. Wezwał też do stworzenia młodym większych możliwości edukacyjnych, chronienia jej od plagi narkotyków.

Mówiąc o dzieciach, które pojawiają się na świecie ze wzrokiem pełnym zdumienia i niewinnością, mówca w ostrych słowach potępił nadużycia seksualne, jakich w przeszłości dopuścili się niektórzy chilijscy duchowni. “Nie mogę tutaj nie wyrazić bólu i wstydu, jakie odczuwam w obliczu nienaprawialnych szkód wyrządzonych dzieciom przez sługi Kościoła. Chcę dołączyć do moich braci w biskupstwie, gdyż słusznie jest prosić o wybaczenie i wspierać ze wszystkich sił ofiary, a zarazem musimy zobowiązać się do tego, aby to się nigdy nie powtórzyło” – powiedział papież.

Zachęcił do korzystania z mądrości ludów tubylczych i uczenia się od nich, że nie ma prawdziwego rozwoju w narodzie, który odwraca się od ziemi oraz tego wszystkiego i tych wszystkich, którzy ją otaczają.

Na zakończenie zapewnił o swojej modlitwie, aby “Maryja Panna z Góry Karmel, Matka i Królowa Chile, nadal towarzyszyła i spełniała marzenia tego błogosławionego narodu”.

Po oficjalnym powitaniu papież w towarzystwie prezydent Bachelet udali się do Salonu Błękitnego pałacu La Moneda na prywatną rozmowę.

Z pałacu papież pojechał do Parku O’Higgins, gdzie odprawi pierwszą Mszę św. na ziemi chilijskiej.


tom, kg (KAI) / Santiago de Chile

Weź udział w Synodzie Młodzieży przez WhatsApp

Sekretariat Synodu Biskupów zaprasza młodzież do udziału w konsultacjach prowadzonych za pośrednictwem komunikatora WhatsApp. Każdego miesiąca młodzi będą odpowiadać - w postaci komentarza lub zdjęcia - na jedno pytanie. Pierwsze z nich brzmi: co daje ci szczęście?

Polub nas na Facebooku!

Jak wyjaśnia w mediach społecznościowych Sekretariat Synodu Biskupów, interaktywne konsultacje mają pomóc w zebraniu jak największej liczby opinii młodych ludzi z całego świata. Z myślą o nich został uruchomiony specjalny kanał w komunikatorze WhatsApp, na którym każdego miesiąca, począwszy od stycznia, będzie pojawiało się jedno pytanie dedykowane młodzieży. Odpowiedzi będą natomiast publikowane na facebookowym fanpage’u Synod 2018.

Pytanie, na które młodzi mogą odpowiadać w styczniu, brzmi: co daje ci szczęście? Odpowiedzi można udzielać w postaci komentarza, zdjęcia lub materiału video. Kanał komunikacyjny Synodu Biskupów można wyszukać w komunikatorze WhatsApp, wpisując numer telefonu: +39 342 601 5596. Pytania zadawane są w językach: włoskim, hiszpańskim i angielskim.

XV Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów nt. “Młodzież, wiara i rozeznawanie powołania” odbędzie się w Rzymie w dniach 3-28 października z udziałem biskupów z całego świata.


abd (KAI) / Watykan

Ziemia Święta: biskupi katoliccy z wizytą u chrześcijan w Strefie Gazy. “Wierzymy, że pokój jest możliwy”

Z wizytą solidarności przebywa w Ziemi Świętej międzynarodowa grupa biskupów katolickich • "Przybywamy nie tylko dlatego, że pragniemy pokoju, ale dlatego, że wierzymy iż pokój jest możliwy” • To już 18 wizyta biskupów w Ziemi Świętej - wśród jej uczestników biskupi z krajów europejskich i Ameryki Północnej

Polub nas na Facebooku!

Biskupi rozpoczęli swój pięciodniowy pobyt od wizyty duszpasterskiej w katolickiej parafii w Strefie Gazy w niedzielę 15 stycznia. Tam uczestniczyli we wspólnej Eucharystii, a następnie spotkali się z młodymi chrześcijanami.

W ramach 18. wizyty biskupów w Ziemi Świętej aktualną sytuację omawiają przedstawiciele Konferencji Biskupów z 12 krajów europejskich i Ameryki Północnej, w tym m.in. z Kanady, Włoch, Niemiec, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii oraz z Afryki Południowej.

“Przybywamy nie tylko dlatego, że pragniemy pokoju, ale dlatego, że wierzymy iż pokój jest możliwy” – powiedział w kazaniu arcybiskup Kapsztadu, Stephen Brislin. Przypomniał, że wizyta biskupów stoi pod znakiem “solidarności ze wszystkimi cierpiącymi w Ziemi Świętej, tak ważnej dla trzech religii monoteistycznych”. “Biskupi pochodzą z różnych krajów, z których każdy w przeszłości cierpiał na skutek wojen, ucisku, prześladowań, nienawiści i dyskryminacji” – stwierdził abp Brislin.

Podczas spotkania z biskupami młodzi ludzie informowali o sytuacji w Strefie Gazy. Członek komitetu młodzieży chrześcijańskiej, Rami Tarazi powiedział, że wysoki stopień bezrobocia i brak perspektyw powodują, iż wielu – zwłaszcza młodych – wyjeżdża ze swoich stron ojczystych.

“Każdy młody chrześcijanin opuszczający Gazę, to stracona szansa na założenie młodej rodziny” – stwierdził Tarazi. Przestrzegł też, że bez młodzieży chrześcijańskiej również chrześcijaństwo w Gazie nie będzie miało przyszłości. Dlatego tak ważne jest wspieranie młodych ludzi “zanim nie będzie za późno”.

W programie pięciodniowego pobytu znalazły się m.in. spotkania z administratorem apostolskim Patriarchatu Łacińskiego w Jerozolimie, abp. Pierbattistą Pizzaballa, a także z innymi przedstawicielami Kościołów katolickich obrządku wschodniego oraz dyplomatami. Po jednostronnym uznaniu przez prezydenta USA Donalda Trumpa Jerozolimy jako stolicy Izraela biskupi są zaniepokojeni status quo miasta, w którym znajdują się miejsca święte dla judaizmu, chrześcijaństwa oraz islamu.

“Celem wizyty jest umocnienie chrześcijan i Kościołów w Ziemi Świętej w ich działaniach na rzecz sprawiedliwości, pokoju i porozumienia między narodami oraz wspólnotami religijnymi, a także związków Kościoła powszechnego z nimi” – głosi komunikat informujący o wizycie. Stałym elementem organizowanych już po raz 18. wizyt międzynarodowej grupy biskupów w Ziemi Świętej są spotkania z pielgrzymami oraz wspólne liturgie z miejscowymi chrześcijanami.

KAI

Bóg się raduje kiedy Żydzi i chrześcijanie są razem!

- W ciągu ostatnich 20 lat słyszę stopniowo coraz mniej pytań o polski antysemityzm – deklaruje w rozmowie z KAI rabin Michael Schudrich. Dodaje jednak, że "relacje te nie są jeszcze doskonałe", gdyż "antysemici – i rasiści w ogóle – czują się mocniejsi". Jutro 17 stycznia obchodzony jest XXI dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce.

Polub nas na Facebooku!

Oto pełny tekst wywiadu z rabinem Michaelem Schudrichem:

 

KAI: Co roku 17 stycznia Kościół katolicki w Polsce obchodzi Dzień Judaizmu. Wkrótce, w Warszawie, odbędzie się jego 21. edycja. Jakie znaczenie ma ten dzień dla społeczności żydowskiej?

Michael Schudrich: Dla nas, Żydów, jest to wydarzenie niezmiernie ważne. Przedstawiciele innej religii, chrześcijanie, chcą zgłębić naszą wiarę. Jeśli są ludzie chcący poznać moją wiarę, to ja mam obowiązek być na nich otwartym.

Jak Pan ocenia stan relacji katolicko-żydowskich w Polsce?

– O wiele lepiej niż 27 lat temu, kiedy przybyłem na stałe do Polski. Ale te relacje nie są jeszcze doskonałe. Zawsze trzeba pamiętać, że Sobór Watykański II, który w przełomowej deklaracji „Nostra aetate” odmienił sposób patrzenia katolików na Żydów i judaizm, wydarzył się zaledwie 50 lat temu. Czym jednak jest owe 50 lat w porównaniu z dwoma tysiącami lat chrześcijaństwa? Zmiana postaw wynikających z wiary jest nieraz bardzo długim procesem. Trzeba na to czasu.

Ale mimo to, kiedy patrzę na te 50 lat jakie upłynęły od Soboru, to widzę jak bardzo głęboko duch „Nostra aetate” zmienił relacje katolicko-żydowskie. Żydzi nie są już postrzegani negatywnie, ale traktowani w sposób neutralny. Nasz papież, bo tak mówię o Janie Pawle II, ukazywał Żydów w sposób pozytywny. Mówił o nich jako o „starszych braciach w wierze”. Do historii przeszły jego słowa, że „kto chce poznać Jezusa, musi poznać judaizm”, jak i wiele innych wypowiedzi i gestów. Potrzeba czasu, aby to zakorzeniło się w ludzkiej świadomości. Nie tylko w głowie, ale także w duszy i w sercu.

W ostatnich latach mamy wiele spotkań, którym towarzyszy dialog i dyskusja na wiele tematów. I nie jest już tak, że Żydzi są po jednej stronie, a katolicy po drugiej. Często jakiś ksiądz i jakiś rabin mają podobne stanowiska, a inny rabin z innym księdzem mogą się z nimi nie zgadzać. Jest to przykład merytorycznej rozmowy, a nie tylko występowania w „swojej drużynie”. Tego stopniowo się uczymy. Uczymy się, że można się nawet kłócić i mimo to pozostać dobrymi przyjaciółmi.

Podkreślam też, że relacje katolicko-żydowskie w Polsce nie są jeszcze doskonałe. Od 20 lat rozmawiają ze sobą wciąż ci sami ludzie. I choć ta rozmowa jest głęboka i poważna, to nieco żałuję, że nie toczy się jeszcze ona w szerszym gronie i na szerszym gruncie.

Chodzi o zbyt wąskie grono tych katolików i Żydów, którzy są na siebie otwarci?

– Może nie jest ono wąskie, ale powinniśmy do tej rozmowy zachęcić nowych ludzi. Oczywiście, ma to i swoje plusy. Bo skoro od lat rozmawiamy ze sobą w tym samym gronie, to może to być dialog bardzo głęboki. Ale warto, aby ta rozmowa przeniosła się na nieco szerszy grunt.

Żałuję też, że do części katolików jeszcze nie dotarł fakt, że był Sobór Watykański II ani to, co ogłosił on w stosunku do Żydów. Wiem, że Poczta Polska pracuje bardzo wolno, ale przez 50 lat taka informacja powinna już była dotrzeć do zwykłych ludzi, do szerokich rzesz wiernych.

Pół roku temu miałem takie przykre doświadczenie. Zauważyłem na kościelnym budynku niedaleko Warszawy baner, zawierający zresztą cytat z o. Kolbego, a mówiący, że „trzeba się modlić o nawrócenie grzeszników, Żydów i masonów”. Tak wypadło, że akurat w tym budynku zorganizowano ze mną spotkanie. Gdy zwróciłem uwagę na napis, jeden ksiądz powiedział, że skoro tak mówił o. Maksymilian a został świętym, to my będziemy tak mówić dalej. Wówczas ich zapytałem: ale jak sądzicie, co by powiedział o takim stanowisku Jan Paweł II? Wtedy ksiądz zmienił temat. To bolesne dla nas, Żydów, że są jeszcze ludzie, którzy tak myślą.

O. Maksymilian Kolbe został ogłoszony świętym ze względu na męczeństwo, na to, że ofiarował swe życie na współwięźnia, a nie ze względu na poglądy nt. Żydów jakie głosił w swojej prasie.

– Ogłoszenie człowieka świętym nie oznacza chyba, że jest on doskonałym. Tylko Bóg jest doskonały. A każdy człowiek, nawet święty, ma prawo do grzechu i słabości.

Być rabinem w takim kraju jak Polska, to chyba coś bardzo szczególnego. Czy Żydzi z zagranicy częściej niż kiedyś czy może już rzadziej pytają Pana o polski antysemityzm?

– W ciągu ostatnich 20 lat słyszę stopniowo coraz mniej takich pytań. A coraz częściej słyszę pytanie: co się stało, że Polacy nas tak lubią? Odpowiadam: kiedyś miałeś pretensję, że Polacy was nie lubią, a teraz masz pretensję, że was lubią? A później tłumaczę, że jest to cały proces, który dokonał się dzięki Janowi Pawłowi II, że nastąpiły wielkie zmiany, itp.

Można powiedzieć, że tak było do ubiegłego roku, bo teraz pytania o polski antysemityzm pojawiają się częściej. Szokiem było spaleniu kukły Żyda we Wrocławiu. Ale pozytywne było to, że od razu nastąpiła reakcja prezydenta Wrocławia oraz Episkopatu. Wszyscy zobaczyli, że chodziło tutaj tylko o jednego człowieka, który jest łobuzem, a nie o generalną postawę Polaków. Niedobrze jednak, że w tej sprawie milczał rząd.

Ale generalnie rzecz biorąc, wystąpień o charakterze antysemickim mamy dziś znacznie więcej w zachodniej Europie niż w Polsce?

– Na pewno tak, ale to nie może nas rozgrzeszać. Każdy przypadek antysemityzmu czy występowania przeciwko jakiemukolwiek innemu narodowi, jest tym jednym przypadkiem za dużo. To trochę podobnie jak ze skandalami pedofilskimi czy molestowania seksualnego. A skoro antysemickich ekscesów jest u nas znacznie mniej niż np. w USA, to nie znaczy, że wszystko jest w porządku. To, że gdzieś jest gorzej, nie jest żadnym usprawiedliwieniem.

Antysemityzm jest w Polsce problemem. Co ważniejsze, antysemici – i rasiści w ogóle – czują się mocniejsi. W tym roku było na Marszu Niepodległości trochę mniej uczestników niż w roku ubiegłym (według policji 60 tysięcy, rok temu 75 tysięcy) ale haseł rasistowskich było więcej, i były bardziej agresywne. Zupełnie jakby ci, którzy je głoszą, czuli się zachęceni – i pytanie brzmi: przez kogo?

Dla mnie jako Żyda bardzo ważne jest, że prezydent Andrzej Duda był przeciwny organizacji Marszu Niepodległości. Podobnie zresztą wicepremier Gliński. Niestety jednak słyszeliśmy inne głosy z rządu, takie np. że był to „bardzo piękny marsz”.

Oburza mnie, kiedy słyszę – a takie hasła padały na marszu – że dla kogoś nie ma miejsca w Polsce. To nie jest “piękne”, to jest straszne. Biblia nas zobowiązuje, by pomagać „obcym pośród nas”, dlatego mamy obowiązek znaleźć sposób na pomaganie uchodźcom. Bóg tego od nas wymaga. Co więcej, nie można mówić, że nie ma miejsca w Polsce dla Żydów, którzy są tu od tysiąca lat! Dla Żydów, którzy razem z Polakami walczyli i ginęli za Polskę. Każdy człowiek, który ma instynkt moralny jest zobowiązany sprzeciwić się takim słowom.

Bolesne jest, gdy ci, co mówią, że nie ma miejsca dla innych, jednocześnie deklarują: „My chcemy Boga!”. A czy ja, Żyd i rabin, nie chcę Boga?

Ludzie ci mówią o Bogu, ale nawet nie znają własnej wiary. Oni chcą Boga, ale nie chcą Żydów. A kim był Jezus? Żydem. Maryja też byłą Żydówką. Czy to znaczy, że oni nie chcą Jezusa? Ludzie ci występują przeciwko nauczaniu Kościoła, przeciwko Janowi Pawłowi II. Nie można wobec tego milczeć. Smutne jest, że zdecydowana większość ludzi milczy. Czyżby się bali tych kilkudziesięciu tysięcy uczestników Marszu Niepodległości?

Czy sądzi Pan, że 100-lecie niepodległości będzie dobrą okazją do przypomnienia wkładu Żydów w polską historię, kulturę, w niepodległość?

– Na pewno tak. Prezydent Duda zaszczycił mnie powołaniem w skład komitetu obchodów stulecia niepodległości. I wiem, że nie jest to przypadek lecz osobista decyzja prezydenta. Bo przecież Żydzi także zasłużyli się dla polskiej niepodległości. Brali m. in. udział w Legionach Piłsudskiego.

Nie będę tu dawać lekcji historii Polski. Ale mam wrażenie, że od co najmniej 150 lat, w Polsce były obecne dwa równoległe nurty myślenia w sprawach narodowych. Jeden pojmował Polskę jako kraj wielokulturowy i wielowyznaniowy: katolicki, prawosławny, greckokatolicki, protestancki, muzułmański i żydowski. Drugi natomiast twierdził, że Polska powinna być tylko dla katolików. Ja należę do tej pierwszej grupy.

Tę pierwszą, otwartą definicję polskości potwierdził polski Episkopat w swym niedawnym liście o patriotyzmie. Potwierdzał ją też wielokrotnie Jan Paweł II, nawiązując do tzw. koncepcji jagiellońskiej.

– Ale ta druga strona, głosząca, że „Polska jest tylko dla Polaków i katolików” jest dziś głośniejsza i to jest problem.

Czy obecnie tak właśnie jest?

– Tak. Co dalej będzie – nie wiem. Mam jedynie nadzieję, że głos dobrych ludzi będzie bardziej słyszalny.

Czyli – zdaniem Pana Rabina – mimo tych wszystkich trudności, świat idzie ku dobremu?

– Jest różnica pomiędzy tymi, którzy analizują otaczającą rzeczywistość a tymi, którzy działają społecznie, próbując ją zmienić. Analitycy analizują to co było wczoraj, a ci, co działają społecznie mówią o tym, co powinno być jutro. Nie jestem analitykiem, jestem działaczem społecznym. Uważam, że świata nie da się zmieniać bez nadziei na lepsze jutro. Dla mnie wynika ona z prostego faktu, że to Pan Bóg nas wszystkich stworzył na swój obraz i podobieństwo. W judaizmie relacja między człowiekiem a Bogiem jest analogiczna do relacji między dziećmi a rodzicami. Jako dziecko zawsze chciałem, i nadal chcę, aby moi rodzice byli ze mnie dumni. Tak samo pragnę, aby Bóg był dumny i radosny z mojego zachowania. Rodzice są szczęśliwi, kiedy wszystkie ich dzieci są razem. A jeśli chcemy, aby Pan Bóg był radosny, to my – Żydzi i chrześcijanie, ale także wyznawcy innych wyznań i niewierzący – mamy obowiązek być razem. Chodzi przecież o różne dzieci jednego Boga. Wtedy, kiedy jesteśmy razem, jest to wielka radość dla Boga.

Na jakim etapie odradzania się jest wspólnota żydowska w Polsce?

– Jest o wiele lepiej niż 20 lat temu, ale jeszcze daleko od doskonałości. Pamiętam, że kiedy zaczynałem tutaj pracować, to cała moja rodzina, rabini i przyjaciele, powtarzali, że w Polsce nie ma już Żydów. Okazało się jednak, że Żydzi tu są. Dzisiaj w synagodze na modlitwie porannej było jakieś 15 osób i tylko jeden człowiek był starszy ode mnie. I tak właśnie wygląda dziś społeczności żydowska w Polsce.

Jak liczna jest ta społeczność?

– Jak liczna konkretnie, tego nikt nie wie. Być może aż kilkadziesiąt tysięcy Polaków jest świadomych, że ma korzenie żydowskie. Część z nich stopniowo je odkrywa. Taki człowiek musi odpowiedzieć sobie na pytanie: czy fakt, że moja babka od strony mamy była żydówką oznacza, że i ja jestem Żydem? Formalnie tak, ale żyjemy w świecie, w którym każdy ma prawo do wyboru. Więc albo będzie kontynuować religię swych przodków, albo będzie ateistą, albo też wybierze chrześcijaństwo. Jest to jego osobisty wybór, do czego ma pełne prawo.

W takiej sytuacji wielkim wyzwaniem staje się edukacja tych, którzy chcieliby wrócić do wiary swych żydowskich przodków. Czy ten, kto chce poznać i zgłębić religię jego dziadków ma takie możliwości? Czy my jako gmina żydowska jesteśmy im wszystkim w stanie to zagwarantować? Na pewno jeszcze niestety nie!

Jak Pan Rabin tłumaczy to, że w społeczności żydowskiej w Polsce jest tak dużo ludzi młodych?

– To dlatego, że każdy człowiek ma potrzeby duchowe i szuka sensu w życiu. A skoro moja babcia była żydówką, to być może jest to także i moja droga. Kiedy człowiek dotyka swojej duszy, od razu uświadamia sobie jak ważny jest kontakt z Bogiem. Pojawia się tęsknota: dlaczego jestem tak daleko od Boga? Więc chcę być bliżej. Ale muszę wybrać, jaką drogą chcę podążać, dla przykładu: S-7 czy A-1? Wybieram chrześcijaństwo czy judaizm?

Każda religia jest drogą do Boga. Natomiast sprawą człowieka jest wybór jednej z nich. I nikt przy tym nie powinien uważać się za lepszego. To podobnie jak z lekarstwami. Na jednego dane lekarstwo będzie działać dobrze, a drugi od niego umrze. Każdy człowiek ma swoją drogę i jest ona dla niego najlepszą. Nic dziwnego, że wielu z tych, którzy odkrywają tradycję rodzinną związaną z judaizmem, chcą dziś iść tą właśnie drogą.

A jeśli chodzi o młodych Żydów, którzy przyjeżdżają do Polski z Izraela – czy ich interesuje Polskość, polska kultura? A może traktują nasz kraj wyłącznie jako cmentarz i miejsce Zagłady?

– Sama młodzież nie decyduje o programie ich przyjazdu do Polski. Programy układa izraelskie ministerstwo edukacji. Niemcy wybudowali tutaj wszystkie sześć obozów zagłady. Izraelczycy przyjeżdżają tu, żeby te miejsca zobaczyć. A widząc tylko obozy, ulokowane w polskim krajobrazie, w naturalny sposób nabierają przekonania o polskim antysemityzmie.

A więc warto, skoro ci młodzi tu przyjeżdżają, aby zobaczyli coś więcej, spotkali się z kimś. Jeszcze 25 lat temu, organizatorzy tych przyjazdów często nie dopuszczali ich do żadnych kontaktów z Polakami, a nawet z żyjącą tu społecznością żydowską. Ich opiekunowie mówili, że nie ma na to czasu. Ale przez 25 lat nastąpiły wielkie zmiany. Teraz ci młodzi Żydzi mają więcej kontaktów, częściej nawet z młodzieżą katolicką niż z żydowską. A kontakty z młodzieżą katolicką są bardzo pozytywne. Dziś słyszę znacznie mniej o polskim antysemityzmie, niż ćwierć wieku temu.

Ale są jeszcze takie grupy, które mówią, że nic nie będą kupować w Polsce, gdyż to Polacy zabili ich dziadków.

Co w tej sytuacji należałoby zrobić?

– Ktoś im to włożył do głowy. Obowiązkiem ich wychowawców jest wytłumaczyć im, że obozy postawili Niemcy, nie Polacy – choć nie wszyscy Żydzi zginęli w obozach i mogło też tak być, że czyiś dziadkowie zginęli z polskiej ręki. Ale o tym wszystkim powinni rozmawiać z Polakami, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać.

Czy powstanie Muzeum POLIN było ważną datą w Pańskiej ocenie, jeśli chodzi o relacje polsko-żydowskie?

– Na pewno tak. Mam nadzieję, że każdy Polak, który tam pójdzie, dowie się więcej o judaizmie, a każdy Żyd zrozumie lepiej polską kulturę i historię. Ale i Polak będzie lepiej rozumieć czym była kiedyś Polska, i czym w związku z tym powinna być.

A poza tym, to muzeum jest tak dobrze zrobione, że człowiek oglądając kolejne sale, chce oglądać następne i wcale nie czuje się znużony. To wielki sukces.

Co sądzi Pan o pomyśle prezydenta Trumpa przeniesienia ambasady USA do Jerozolimy?

– Fakt, że Jerozolima jest stolicą Izraela nie jest niczym nowym. Była nią od 3 tysięcy lat, od czasów króla Dawida. Natomiast dziś decyzja Trumpa jest decyzją polityczną. Ale ja nie jestem politykiem i trudno mi to komentować.

Nie możemy nie postawić pytania o Sprawiedliwych wśród narodów świata. Czy informacja o Polakach ratujących Żydów przedostała się już do świadomości żydowskiej?

– Bóg stworzył świat i stworzył też człowieka. A jeśli człowiek chce zrozumieć jakiego człowieka Bóg chciał stworzyć, to winien spotkać człowieka sprawiedliwego. Nie ma lepszych ludzi, niż ci, co ratują życie innych. Oni są najlepszymi ludźmi w świecie. Kiedy jednak zapytamy czy wystarczy, że zrobimy wystawy ku ich pamięci, to odpowiedź jest oczywista: nie wystarczy. Ale fakt, że ci sprawiedliwi byli także w Polsce, dla Żydów jest na ogół nowością. Przedostaje się to do ich świadomości bardzo powoli, od 20 – 25 lat.

Jest i druga strona medalu, bardzo trudna. Są ludzie, którzy chcą mówić tylko o sprawiedliwych. To też jest nieuczciwe. Nie jest to cała prawda.

Wzorem jak powinno się mówić na ten trudny temat, jest wypowiedź prezydenta Andrzeja Dudy sprzed dwóch lat, podczas otwarcia Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Ulmów w Markowej. Prezydent powiedział wiele pozytywnych słów o bohaterstwie rodziny Ulmów i ich niezwykłej postawie. Dodał, że zostali oni zamordowani przez Niemców, ale na skutek donosu złożonego przez Polaka. Pan Prezydent powiedział dosłownie: „To było w nocy… Jechali tutaj (…) niemieccy żandarmi i granatowi policjanci. A wśród nich ten, który prawdopodobnie, jak udało się ustalić, doniósł na rodzinę Ulmów i Goldmanów, którzy razem z nimi mieszkali”.

I tak właśnie, jak prezydent Duda, należy o tym mówić. Nie należy natomiast mówić ani tylko o jednej ani tylko o drugiej stronie. Ten, który mówi tylko o kolaborantach, szmalcownikach i donosicielach ze strony polskiej, fałszuje historię. Ale ten, który mówi tylko o sprawiedliwych, też rozmija się z prawdą.


Rozmawiali: Tomasz Królak i Marcin Przeciszewski / Warszawa

Dlaczego należy się modlić o dobrego męża / żonę?

Rafał Porzeziński opowiada o tym dlaczego należy się modlić o dobrego męża / żonę? Zarejestrowane spotkanie odbyło się w ramach rekolekcji Ruchu Czystych Serc w Gródku nad Dunajcem 10 sierpnia 2015 roku.

Polub nas na Facebooku!

Więźniowie wykonali 300 tys. różańców na wizytę papieża

Na wizytę papieża Franciszka w dniach 18-21 stycznia w Peru więźniowie z 12 zakładów karnych w Limie wykonali ponad 300 tys. różańców. Jak poinformował Krajowy Instytut Zakładów Karnych INPE w Peru, chęć udziału w tej pracy zgłosiło dobrowolnie ok. 1250 kobiet i mężczyzn. Akcja przeprowadzona została przez władze więzienne we współpracy z peruwiańskim „Bractwem na rzecz więźniów” oraz archidiecezją Limy.

Polub nas na Facebooku!

Przez wiele miesięcy więźniowie pracowali od rana do późnego wieczora w wielkich salach więziennych. „Różańce będą dobrą pamiątką z wizyty papieża Franciszka w Peru” – powiedział ks. Luis Gaspar, przewodniczący komitetu organizacyjnego papieskiej wizyty w archidiecezji Lima. Jak poinformował, część różańców zostanie rozdana wśród uczestników papieskiej Mszy św., a reszta sprzedana do różnych sklepów w Peru. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży przeznaczone zostaną na pokrycie kosztów obsługi tysięcy wolontariuszy, pracujących w czasie wizyty papieża.


ts (KAI) / Lima

Meksyk: krwawy zamach w kościele

Krwawy zamach, jakiego dokonano w jednym z kościołów katolickich w Meksyku, wstrząsnął całym krajem. Na uczestników nabożeństwa w Ecatepec rzucił się z nożem 33-letni mężczyzna. Zasztyletował jedną osobę - działającego we wspólnocie pomocnika duszpasterskiego i zranił kolejne cztery. Napastnik jest w rękach policji.

Polub nas na Facebooku!

Ecatepec, niemal dwumilionowe miasto na przedmieściach stolicy kraju, Mieście Meksyk, odwiedził w lutym 2016 roku papież Franciszek i sprawował tam Mszę św., na którą przybyło milion wiernych. Połowa mieszkańców miasta żyje w skrajnym ubóstwie, była to więc papieska wizyta na „peryferie” i związane z nimi problemy społeczne. W mieście nadal panuje przemoc. Ciągle pojawiają się doniesienia o porwaniach i morderstwach, w tym młodych kobiet.

Podczas niedzielnej Mszy św. w Mieście Meksyk kard. Norberto Rivera wezwał do modlitw nie tylko za ofiary ataku w kościele oraz za polityków. Podkreślił, że to przecież od nich zależy budowanie gospodarki w taki sposób, aby uboga ludność milionowych miast otrzymała szanse wyjścia z ich beznadziejnej sytuacji.


ts (KAI) / Meksyk Miasto

Franciszek przybył do Chile

Ze sporym wyprzedzeniem, o godz. 19. 20 (23.20 czasu polskiego) samolot włoskich linii lotniczych Alitalia Boeing 777-200 ER włoskich linii lotniczych Alitalia, noszący nazwę "Sestriere" z papieżem na pokładzie wylądował na lotnisku międzynarodowym “Comodoro Arturo Merino Benítez” lub “Pudahuel” w Santiago de Chile.

Polub nas na Facebooku!

Na pokład samolotu wszedł nuncjusz apostolski, abp Ivo Scapolo wraz z szefem protokołu dyplomatycznego chilijskiego MSZ.

Ojca Świętego powitała kończąca swoją kadencję prezydent Chile, pani Michelle Bachelet, a także arcybiskup stolicy kard. Ricardo Ezzati Andrello SDB i przewodniczący episkopatu, Santiago Jaime Silva Retamales. Kwiaty papieżowi wręczyły dwie dziewczynki w kolorach narodowych, białym i czerwonym. Obecni byli także przedstawiciele władz politycznych i samorządowych, biskupi i grupy wiernych. Ceremonia oficjalna nie przewidywała przemówień. Natomiast Franciszek kilkakrotnie odbieg od protokołu, i witał się z obecnymi, w tym wolontariuszami. Obecna była kompania honorowa. Przedstawiono delegacje. Nie zabrakło elementów muzycznych, wykonywanych przez orkiestrę młodzieżową. Z lotniska Ojciec Święty udał się samochodem zamkniętym do nuncjatury apostolskiej. Po drodze ma nawiedzić grób zmarłego w 1982 roku bpa Enrique Alvear Urrutia. Dopiero stamtąd- już w papamobilu – Franciszek uda się do nuncjatury apostolskiej.

st (KAI) / Santiago de Chile

Eutanazja wyjęta spod kontroli

38-letnia kobieta cierpiąca na autyzm została poddana eutanazji na życzenie, po tym jak nieszczęśliwie zakończył się jej romans. Stało się to bez wymaganej prawnie dokumentacji. Takie nadużycia w Belgii wydają się być na porządku dziennym. Mimo to, jak alarmuje belgijska agencja Cathobel, od 15 lat rządowa komisja zajmująca się kontrolą eutanazji nie postawiła zarzutów z tego tytułu żadnemu lekarzowi.

Polub nas na Facebooku!

Od 2002 r., kiedy wprowadzono eutanazyjne prawo, liczba jego ofiar wzrasta o 27 procent rocznie. Według ubiegłorocznych danych stowarzyszenia VITA, w Belgii zabija się „legalnie” 6 osób dziennie. Federalna Komisja ds. Kontroli i Ewaluacji Eutanazji, jest jednocześnie sędzią i katem we własnej sprawie – mówi raport Cathobel – nie wypełnia swojej roli, sama łamiąc prawo, które miała wprowadzać w życie.

 

Rośnie wyraźnie zaniepokojenie nie tylko między hierarchami Kościoła, ale także w gronie belgijskich lekarzy – mówi biskup pomocniczy archidiecezji mecheleńsko-brukselskiej. Bp Jean Kockerols nie ukrywa także zadowolenia z faktu, że prominentni Belgowie będą w końcu debatować nad eutanazją zamiast bezmyślnie się jej poddawać. Kościół belgijski oferuje w tym względzie pomoc na polu etycznym i duszpasterskim. Jednocześnie wspiera się głosy krytyczne i dyskutuje zaostrzenie zastosowania kościelnych sankcji wobec tych, którzy popierają eutanazję – dodaje hierarcha.

“Działania ekumeniczne są na najwyższym poziomie”

- Znajdujemy się w bardzo ciekawym momencie w dziejach ekumenizmu, bo dokumenty i relacje pomiędzy zwierzchnościami są na najwyższym poziomie - podkreślił bp Jerzy Samiec, Prezes Polskiej Rady Ekumenicznej. Biskup Kościoła ewangelicko-augsburskiego uczestniczył w konferencji prasowej w Warszawie, w zawiązku z rozpoczynającym się 18 stycznia Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan.

Polub nas na Facebooku!

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan połączy w jakiś sposób wszystkie Kościoły i wspólnoty chrześcijańskie w naszej Ojczyźnie – mówił bp Krzysztof Nitkiewicz, przewodniczący Rady KEP ds. Ekumenizmu. Podziękował również bp. Samcowi za zaproszenie nas do wspólnego świętowania 500. jubileuszu reformacji. Wyraził również nadzieję, że rytm ekumeniczny nabierze rozpędu.

 

Bp Nitkiewicz przytoczył również słowa z Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym “Gautium et spes”, które mówiąc o relacjach między kościołami stosują klucz “Jedność w tym, co konieczne, dowolność w tym, co wątpliwe i miłość we wszystkim”. – Trzeba tej miłości we wszystkim. Jedność nie jest celem sama w sobie. Ona jest darem Ducha Świętego, o który się modlimy, ale ta jedność w różnych formach powinna towarzyszyć naszej wspólnej wędrówce – podkreślił.

Nawiązując do tematu Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan “Prawica Twoja wsławiła się mocą”, bp Nitkiewicz zauważył, ze pomaga on nam dostrzec Bożą interwencję, która rozprasza mroki zła, która zrywa kajdany niewoli. – To wpisuje się w 100. rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. Mam nadzieję, że będziemy mogli świętować te niepodległość razem – powiedział bp Nitkiewicz.

“Dobrze by było, żeby centralne władze naszego państwa i Kościoła przewidziały jakieś formy ekumenicznego świętowania. Bo to stulecie dotyczy wszystkich bez względu na wyznanie i poglądy” – wskazał przewodniczący Rady KEP ds. Ekumenizmu. Poinformował również o planowanym wspólnym nabożeństwie ekumenicznym w Warszawie, które odbędzie się 10 listopada.

 

Z kolei biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP Jerzy Samiec podkreślił, że jubileusz reformacji był wydarzeniem, które sprawiło, że powstało kilka dokumentów dotyczących wzajemnych relacji między Kościołami luterańskim a rzymskokatolickim m.in. “Od konfliktu do komunii”. – To dokument bardzo istotny i ważny w naszych relacjach ekumenicznych dlatego, że w pewien sposób podsumowuje on wszystko to co, wydarzyło się w ciągu 50 lat od Soboru Watykańskiego II, który zwrócił uwagę że powinniśmy koncentrować się w ekumenizmie, w tym co nas łączy, a nie co nas dzieli – mówił.

Prezes Polskiej Rady Ekumenicznej zaznaczył, że dokument ten pozwoli także na rzetelne spojrzenie na historię czasów reformacji i zwrócenie uwagi na to, że zarówno jedna, jak i druga strona tworzyła wtedy bardzo wiele nieprzyjaznych dokumentów, które często były pomówieniami. – Zwrócono w nim uwagę, że przez wieki przeprowadzono bardzo rzetelne badania na temat wpływu reformacji na Kościół rzymskokatolicki, zwrócenie uwagi na to, że Luter nie chciał zakładać żadnego nowego Kościoła, ale też na obecny stan relacji między Kościołami – dodał.

– Można by powiedzieć, że dzisiaj znajdujemy się w bardzo ciekawym momencie w dziejach ekumenizmu, bo z jednej strony jeżeli patrzymy na dokumenty i relacje pomiędzy zwierzchnościami można mówić, że i dokumenty i relacje są na najwyższym poziomie, mówią już o bardzo wielu rzeczach, które są wspólne. Mówią też o wspólnym działaniu – podkreślił bp Samiec.

Zauważył również, że pojawiają się ruchy bardzo antyekumeniczne, które sięgają do wieku XVI, do fake newsów i wyciągają je na światło dzienne jako fakty historyczne. – Jest to niestety złe podejście do tematu – stwierdził zwierzchnik polskich luteran. Podkreślił, że wzajemne relacje muszą być zbudowane na miłości, jeżeli chcemy się nazywać uczniami Jezusa Chrystusa. – Jeżeli mówimy, że naśladujemy Jezusa, to on wzywa nas do tego, żebyśmy siebie nawzajem kochali – powiedział. Nawiązując do 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę zaznaczył, że włączali się w nią wszyscy Polacy, niezależnie od swojej wiary. – Wszyscy razem też chcemy świętować – dodał bp Samiec.

 

Z kolei ks. Doroteusz Sawicki z prawosławnej Warszawskiej Katedry Metropolitalnej pw. św. Marii Magdaleny wskazał, że ekumenizm to wyzwanie dla wszystkich chrześcijan i niezależnie od czasu, w którym żyją. – Każdy czas będzie przynosił nowe problemy, nowe zadania. Ekumenizm to jedność w różnorodności – podkreślił. Dodał, że Polska jest również jednością w różnorodności – narodowości, poglądów, przekonań politycznych i aspiracji społecznych.

Odwołując się do prawosławnego przysłowia “nie każda godzina ma 60 minut” podkreślił, że Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan nie zamyka się w 7 dniach. – Ten tydzień ma minimum 365 dni. (…) Rozpoczynając każdy rok zaczynamy go od modlitwy o ekumenizm. Bez Boga sobie nie poradzimy. Zrobimy bardzo wiele, ale nie będziemy w stanie przywrócić jedności – powiedział.

Ks. Sawicki zaprosił również w imieniu nieobecnego abp Abla na centralne nabożeństwo ekumeniczne, które odbędzie się 21 stycznia w Siedlcach. – Chcemy pokazać, że Polska i ekumenizm to nie tylko Warszawa. Chcemy pokazać, że każdy skrawek naszej zmieni zasługuje, by dwóch braci mogło się spotkać – podkreślił.

 

Ks. Grzegorz Gremza Dyrektor Polskiej Rady Ekumenicznej przypomniał, że w 2016 roku KEP i Prezydium Polskiej Rady Ekumenicznej wystosowali apel w sprawie uchodźców. Przypomniał, że w tym roku Kościół prawosławny w Polsce rozpoczął praktyczne działania związane z tym apelem, m.in. inicjując punkt konsultacyjny ds. migracji “Gościnny Kościół”. Jego celem jest zachęcenie parafian do zaangażowania w pomoc uchodźcom i migrantom. Chcemy też przygotować w Kościele osoby, które będą potrafiły rozmawiać z osobami pochodzącymi z innego regionu, władające innym językiem, bo osoby na obczyźnie potrzebują takich przyjaciół – dodał.

 

Ks. Sławomir Pawłowski, sekretarz Rady KEP ds. Ekumenizmu przypomniał, że Tydzień Modlitwy o Jedność Chrześcijan ma 110 lat, a od 50 lat materiały na niego są przygotowywane wspólnie przez Światową Radę Kościołów i Papieską Radę ds. Popierania Jedności Chrześcijan.

– Tegoroczny Tydzień Modlitw przygotowali chrześcijanie z Karaibów. Jego hasłem jest zdanie “Prawica Twoja wsławiła się mocą” z kantyku Mojżesza, pieśni, którą śpiewali Izraelici po wyjściu z niewoli egipskiej. Karaiby bardzo doświadczyły niewolnictwa i wyzysku ekonomicznego. Stąd idea wyzwolenia z różnego rodzaju ucisków leży w ich sercu – powiedział.

 

Na zakończenie bp Nitkiewicz, bp Samiec oraz ks. Sawicki zapalili wspólnie świece, które rozprowadzane są przed świętami Bożego Narodzenia. – Niech ten gest zapalenia świec będzie znakiem uzupełniania się i pełni w Chrystusie na wzór Trójcy Świętej – powiedział bp Nitkiewicz.

Tegorocznym hasłem Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan są słowa z Księgi Wyjścia “Prawica Twoja wsławiła się mocą”. Centralne nabożeństwo odbędzie w prawosławnej cerkwi Św. Trójcy w Siedlcach 21 stycznia, na którym homilię wygłosi bp Krzysztof Nitkiewicz.

Franciszek do dziennikarzy: boję się wojny nuklearnej

„Boję się wojny nuklearnej, jesteśmy na granicy” – powiedział papież Franciszek dziennikarzom podczas podróży do Santiago de Chile. Każdemu z nich dał wstrząsające zdjęcie, zrobione w Nagasaki po wybuchu bombie atomowej, na której ukazano dziecko stojące w kolejce do krematorium, niosące na ramionach martwego młodszego brata, który ma zostać spalony. Ojciec Święty napisał na odwrocie słowa komentarza: „Owoc wojny”.

Polub nas na Facebooku!

Franciszek wyznał, że był wzruszony, kiedy zobaczył to zdjęcie. Kazał je wydrukować i opatrzył osobistym komentarzem.

Następnie papież podszedł do każdego i każdej z towarzyszących mu dziennikarzy, przywitał się. Zapytany, czy boi się wojny nuklearnej wyznał: „Tak, naprawdę się boję. Jesteśmy na granicy, wystarczy wypadek. Nie możemy wywołać takiej sytuacji. Musimy wyeliminować broń jądrową”.


st (KAI) / Watykan

FILM

“Korona Królów”. Skąd Dominikanie na dworze króla Władysława?

Kłuje mnie w oczy sam fakt pokazania się dominikanów na dworze króla Władysława i Jadwigi. Para królewska wspierała franciszkanów, dla nich fundowała klasztory i oddawała w opiekę kościoły, im też pewnie polecała duszpasterstwo dworzan

o. Tomasz Grabowski OP
o. Tomasz
Grabowski OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Osobiście nie oglądam telenowel, również tych historycznych, ani produkcji tureckiej (Wspaniałe stulecie) ani polskich. Przełamałem się jednak, ponieważ internetowe polemiki dotyczyły również spraw liturgicznych, a skoro liturgia i średniowiecze pojawiają się na ekranie, czemużby nie zresetować umysłu i przyjrzeć się osiągnięciu polskiej kinematografii. Reset podziałał połowicznie, bo zamiast wprowadzić w stan intelektualnego letargu a przynajmniej błogiej tabula rasa — w końcu tego właśnie oczekuję od wieczornej posiadówki przed ekranem — ciśnienie nieznacznie mi podskoczyło, a szczęki się zacisnęły, jakby nazbyt kurczowo. Reakcja była spowodowana dwoma wątkami prezentowanymi w serialu.

Pierwszym z nich zajmę się poniżej, a drugim, gdy serial dotrze już do zapowiadanego Triduum Paschalnego. Zirytował mnie sposób prezentacji XIV-wiecznych dominikanów. Nie pomijam, ale wybaczam kwestię czupryn, z jakimi się pojawiają na planie. Co prawda, wypadało aktorów wystrzyc w przyzwoite, wąskie tonsury. Ale co tam, niech będzie. Pewnie zabrakło w budżecie pieniędzy, by chłopakom dopłacić za niewygodę i ziąb odczuwany na szczycie głowy.

Bez większego trudu wybaczam też sprawę habitów. Nie dość, że odwzorowują krój z epoki baroku, to do tego robią to błędnie. W ekranizowanym okresie bracia kaznodzieje używali habitów skromniejszych, bez szerokiego kołnierza, a czarny kaptur był połączony z kapą, biały natomiast ze szkaplerzem. Tutaj, nie wiem dlaczego, biały kaptur zszyto z czarnym. Przez to spowiednik Anny Aldony, ojciec Wojciech, żeby przyjść do księżnej bez kapy, musi paradować w czarnym kapturze, bo białego nie ma. Wystarczyło zgłosić się do nowicjatu. Bracia pewnie i za darmo pożyczyliby kilka habitów. Choć nie odpowiadałyby tym z czasów Łokietka, przynajmniej byłyby bliższe jakimkolw jakimkolwiek habitom dominikańskim.

 

 

Najbardziej jednak kłuje mnie w oczy sam fakt pokazania się kaznodziejów na dworze króla Władysława i Jadwigi. Para królewska wspierała franciszkanów, dla nich fundowała klasztory i oddawała w opiekę kościoły, im też pewnie polecała duszpasterstwo dworzan. Dominikanie mogli wydawać się władcom podejrzani, ponieważ współpracowali z krzyżakami. Owszem, wraz z nimi ruszyli na północ kraju, tam stawiali klasztory w miastach lokowanych lub rozbudowywanych przez krzyżaków, spowiadali Wielkiego Mistrza zakonu rycerskiego, a Krzyżacy na swój użytek skopiowali liturgię kaznodziejów.

Co prawda, jest pewien plus tej dziwacznej — z punktu widzenia historii — podmiany. W kilku odcinkach serialu można posłuchać Marcina Bornus Szczycińskiego, który intonuje i z zespołem śpiewa chorał dominikański. Panowie wykonują śpiewy według rytmicznej interpretacji opartej o trzynastowieczny traktat De musica Hieronima z Moraw, dominikanina. Nieczęsto się zdarza, by do telewizji przebił się chorał w tej interpretacji. Brakuje niestety nieco pogłosu i większej liczby gardeł, ale widok Marcina w habicie zakonu, którego tradycji liturgicznej poświęcił wiele lat pracy, cieszy i wynagradza wiele.

Skąd producenci zaczerpnęli pomysł na umieszczenie dominikanów na dworze królewskim w Krakowie?

Może chodziło o malowniczy element w dość ubogiej scenografii? Biało-czarny habit w tym czy innym kroju dobrze się prezentuje na ekranie. Myślę, że chodziło o coś więcej. W serialu kler diecezjalny, czy to biskupi czy archidiakon, są konsekwentnie przedstawiani w negatywnym świetle. Religia, nazwijmy ją „urzędowa”, wyznawana przez królową Jadwigę i narzucona dworzanom, jest zlepkiem rygorystycznych przepisów, obłudy i dewocji. W tym kontekście umieszczono kilku braci zakonnych, którzy niewiele mówią, a gdy się odzywają, wydają się być pobożni. Wykorzystywani są przede wszystkim do nabożnego śpiewania antyfon i responsoriów żałobnych. Czy nie jest to stereotyp z XXI wieku przeniesiony do czasów Kazimierza Wielkiego?

Wiele osób postrzega braci św. Dominika jako odrębny nurt w Kościele. Ma ich za „bardziej ludzkich” księży, którzy niekoniecznie jeżdżą drogimi samochodami, posługują się niezrozumiałym, nadętym, kościelnym językiem i nie zależy im wyłącznie na pieniądzach. Nie będę nikomu bronił mieć fałszywego wyobrażenia na nasz temat. Ale martwi mnie utwierdzanie negatywnego obrazu kleru diecezjalnego i sugerowanie, że wiara przeżywana przez ludzi w kręgach władzy musi być obłudna. Coraz więcej jest przykładów bardzo oddanych i życzliwych ludziom księży, pobożnych pasterzy od wikarych zaczynając a na biskupach kończąc, coraz więcej księży dobrze wykształconych. Od wielu braci w sutannach możemy uczyć się i wiary i poświęcenia, duchowości i uczciwości, pobożności i kaznodziejstwa. Sądzę, że wady u dominikanów rozdane są w podobnej ilości i mocy, jak u księży diecezjalnych.

 

Nie ma powodu, dla którego warto było wbrew faktom historycznym utwierdzać przeciwstawianie dominikanów klerowi diecezjalnemu. Również wiara przeżywana przez władców nie musi być obłudna i fanatyczna.

Wydaje się, że chociażby przykład byłej pani premier na to wskazuje. Czy wiele potrzeba wyobraźni, by stworzyć postać pozytywnie religijną? Czy dewocja musi przykrywać mordercze instynkty i niskie motywacje? Świat się zmienia, Kościół również. Mógłby też zmienić się w tych aspektach serial Korona królów.

o. Tomasz Grabowski OP

o. Tomasz Grabowski OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
o. Tomasz Grabowski OP
o. Tomasz
Grabowski OP
zobacz artykuly tego autora >