Zbawienie to nie wellness

Jeżeli nie wyobrażacie sobie świąt bez choinki, prezentów i kilku emisji kolędy „Last Christmas” dziennie, proponujemy skuteczne antidotum: Benedykt XVI – „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo”

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Zbawienie to nie wellness

Czy dzieciństwo Jezusa rzeczywiście można zredukować do kilku zdań Pisma i paru świątecznych motywów, które wałkowane wraz z kolędami od pierwszych zimowych dni bardziej nas skłaniają do zakupów w supermarkecie, niż głębokiej medytacji? Można. Ale w swojej najnowszej książce Papież udowadnia, że Boże Narodzenia to raczej pełna szybkich zwrotów akcji sensacyjna opowieść o decyzjach kluczowych dla losu świata. Począwszy od sceny Zwiastowania, w której całe niebo wstrzymuje oddech, czekając aż Maria zgodzi się zostać Matką, poprzez pasjonujący wyścig z czasem, w którym Boże obietnice i starotestamentalne proroctwa krzyżują się z pędzącą kometą i skomplikowaną konfiguracją astralną całego wszechświata, aż wreszcie po wyczekiwany od zarania dziejów moment narodzin, w którym euforia istot niebieskich osiąga apogeum. Tak, tak: euforia!

Jeżeli wątpicie w radosną wymowę Ewangelii, Benedykt XVI odsyła do pozdrowienia anielskiego. Proste „Zdrowaś Mario” nie oznacza bowiem zwykłego hebrajskiego „cześć”, „shalom”, „pokój”, ale zgodnie z grecką formułą chaire: „RADUJ SIĘ! Wyśpiewuj, Córo Syjońska! Podnieś radosny okrzyk, Izraelu!” [Sof 3,14-17]. Skąd ta radość? Tylko z miłości, którą Papież odkrywa przed nami w tak znanych fragmentach Ewangelii.

Ale miłość – jak wyjaśnia dalej Benedykt XVI – nie jest romantycznym uczuciem błogości. Tak jak zbawienie nie jest wellness, zanurzeniem się w samozadowoleniu, lecz jest wyzwoleniem z zasklepienia we własnym ja. Ceną za to wyzwolenie jest cierpienie Krzyża.

Tym samym „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo” wkracza w wymiar głębokiej kontemplacji. Bożonarodzeniowa szopka przestaje być kiczowatą dekoracją kościoła, w której od czasu do czasu obok Trzech Mędrców pojawić się może skarbonka z kiwającą głową.

Betlejemska grota dopełnia tu obraz groty zmartwychwstania, niemowlę owinięte w pieluszki – ciała złożonego w całun, a żłób, jako miejsce, gdzie znajduje się pokarm, przybiera kształt ołtarza.

Jezus nie narodził się ani nie wystąpił publicznie w nieokreślonym mitycznym „kiedyś”. Żył w czasie, którego datę można dokładnie podać, i na dokładnie określonym obszarze geograficznym. Powszechność spotyka się tu z konkretną rzeczywistością. W Nim, w Logosie, stwórczy Sens wszystkich rzeczy, wszedł na świat – pisze papież.

Odkryj sens Świąt na nowo. Bo na początku był tylko SENS.


Wesprzyj nas
Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Daleko raj

Gdzie znaleźć choćby cząstkę prawdy o Raju, skoro wciąż poruszamy się w królestwie hipotez? Czy nie tracimy Raju także i przez to, że zbyt dużo się o nim teoretyzuje?

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

„ Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień, niech rzuci…” – śpiewał Stanisław Soyka. I zdawać by się mogło, że w tej miłej dla ucha nucie o ponadczasowej treści chodzi wyłącznie o tytułową tolerancję. „…daleko raj, gdy na człowieka się zamykam” –  dalsza część utworu nieoczekiwanie skręca na inny tor. I może słusznie, bo biednej tolerancji należy się chwila wytchnienia. Jest przecież tematem eksploatowanym na wszelkie możliwe sposoby. Nie to, co raj. On zalicza się już chyba do zagadnień wyeksploatowanych, które zasługują na wieczny odpoczynek. W końcu „daleko Raj”…

Niebo w lewym górnym rogu

Niebo to relikt przeszłości, który można odnaleźć w muzeach. Muzeum Narodowe w Gdańsku. Strome schody prowadzą na pierwsze piętro, gdzie znajduje się tryptyk niderlandzkiego malarza Hansa Memlinga. „Sąd Ostateczny”– taki jest tytuł dzieła, które przyciąga największą uwagę zwiedzających. Może ze względu na artystyczny kunszt, a może za sprawą jeszcze jednej z tych katastroficznych wizji, które inspirowały reżyserów z Hollywood w ostatnim dziesięcioleciu? Nie da się ukryć, że XV-wiecznemu artyście było nie po drodze z Los Angeles. W swoich apokaliptycznych fantazjach Memling pozostał tradycjonalistą. Z centralnej części dzieła spoglądają na widza dwie postacie: Chrystus – władca i sędzia o poważnym wyrazie twarzy oraz Archanioł Michał, który beznamiętnie oddziela sprawiedliwych od grzeszników. Potępieni spadają w ogień piekielnych czeluści, a po lewej  stronie ustawiła się już kolejka przed portykiem symbolizującym bramy Niebios. Goście odwiedzający muzeum w skupieniu podziwiają trzyczęściowy ołtarz. Czasami któremuś z obserwatorów uda się ukradkiem zrobić zdjęcie, bo zawsze miło mieć taką pamiątkę. Znawcy sztuki schyłku średniowiecza pewnie zanotują coś w swoich notesikach. Kierunek zwiedzania nakazuje opuścić salę „Sądu Ostatecznego” i przejść do kolejnych ekspozycji. A co z Niebem? Ono jest jednym z wielu motywów sztuki na dobre zadomowionym w historii. Popularnym obrazem zza szyby, który można podziwiać w starych galeriach. A od podziwu do posiadania daleka droga. Niebo pozostaje w lewym górnym rogu tryptyku Hansa Memlinga.

Daleko raj

Paradise lost

Innym, idealnym miejscem dla „dalekiego Raju” jest  biblioteka. Pierwsze strony starej Biblii informują, że człowiek już dawno temu pożegnał się z Rajem. Adam i Ewa pod drzewem w towarzystwie węża – kolejny, obok Sądu Ostatecznego, popularny motyw w sztuce. O jego popularności świadczą biblioteczne katalogi. M jak John Milton i jego „Raj utracony”. Angielski poemat jest cennym głosem w debacie na temat dobra i zła, a momentami bywa nawet próbą wczucia się w motywy działania Stwórcy, który stanął przed dramatyczną koniecznością wygnania swojego stworzenia z Ogrodu Eden. Dzieło życia Miltona wyraźnie pokazuje człowiekowi, gdzie jego miejsce. Poza Rajem. Widząc jego wschodnią granicę Adam i Ewa „kilka prostych łez wylali, lecz je otarli. Gdyż oto przed nimi świat cały leżał i mogli wybierać…”. Człowiek otarł „kilka prostych łez” z powodu utraconego Nieba i niepewnym krokiem ruszył w świat, jednak pytanie o możliwość powrotu nie dawało spokoju twórczym umysłom przyszłych pokoleń. Nie trzeba długo wertować katalogów, aby się o tym przekonać. Clive Staples Lewis i „Podział ostateczny”. Chrześcijański autor zaprasza swojego czytelnika na wycieczkę autobusem do Nieba przypominającego baśniową Narnię. W Raju Lewisa, do którego można powrócić po śmierci, człowiek staje się kimś zupełnie nowym. Nawet jego stopy muszą w odpowiedni sposób przystosować się do twardej powierzchni „nowej ziemi”. Cóż, pofantazjować zawsze można, ale skoro autor chrześcijański, to pewnie i jego baśnie mają mocne oparcie w teologii. W jednym z opasłych tomów pewnego słownika można odnaleźć enigmatycznie brzmiący termin: „eschatologia”. Nauka o rzeczach ostatecznych, których nikt nigdy nie widział i tym bardziej nie potrafi empirycznie udowodnić… Niebo znajduje się więc także w bibliotecznych katalogach. Mówi się o nim hermetycznym językiem teologii, a czasem językiem fantazji. Jednak znaki zapytania nie znikają. Gdzie znaleźć choćby cząstkę prawdy o Raju, skoro wciąż poruszamy się w królestwie hipotez? Czy nie tracimy Raju także i przez to, że zbyt dużo się o nim teoretyzuje?

Daleko raj

Raj pełen ludzkich twarzy

Zostawmy bibliotekę i muzeum. My ludzie nowocześni częściej odwiedzamy galerie handlowe i kina. Pełno nas w zatłoczonych centrach miast, w oknach biurowców, w kolejkach do sklepowych kas. Te miejsca pozornie nie sprzyjają refleksjom na temat Nieba. A jednak właśnie tam roi się od ludzi i ich twarzy. Każda twarz to oddzielna historia, czasem utrzymana w konwencji dramatu, czasem bardziej przypominająca romantyczną komedię. Raj na zawsze pozostanie daleko – na drugich planach malarskich dzieł i w ogniu żarliwych intelektualnych debat – jeśli przestaniemy zauważać człowieka. „Daleko raj” – śpiewa Stanisław Soyka. „Daleko Raj, gdy zamykam się na człowieka, dla którego ów Raj został przed wiekami stworzony.” Nie tak do końca wyrwane z kontekstu.


Wesprzyj nas
Marta Arbatowska

Marta Arbatowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >