Zapach pomarańczy: Dominikanie z innej perspektywy

Warszawskiej prezentacji doczekała się wydana w roku Jubileuszu 800-lecia zakonu dominikanów książka pt. "Zapach pomarańczy". Jej autorzy: dwaj dominikanie o. Krzysztof Pałys OP i o. Szymon Popławski OP oraz rysownik Jarosław Kozłowski spotkali się wieczorem 29 stycznia z czytelnikami w klasztorze na Służewie

Modlitwa, życie wspólne, studium, głoszenie – to 4 filary Zakonu Kaznodziejskiego i taka jest też struktura opowieści autorów o zakonie, którą poprzetykali ulotnymi anegdotami, ilustrującymi ich życie.

 

Zdrową wspólnotę można poznać m.in. po tym, że jest w niej poczucie humoru – twierdzą autorzy książki, która zgodnie z ich zamysłem i podtytułem prezentuje “życie dominikańskie z innej perspektywy”.

 

Spośród 300 anegdot z życia dominikańskiego, jakie udało im się zebrać, wybrali sto najlepszych, które trafiły na karty książki. – Te historie są częścią tożsamości naszego życia – zauważa o. Pałys OP.

 

Autorzy podkreślają, że ich celem było nie tylko opowiedzenie o charyzmacie dominikańskim ale również podzielenie się radością, że mogą być w zakonie. Posłużyli się humorem, by opowiedzieć również o tym, co dla nich najważniejsze, m.in. o duchowości i historii zakonu.

 

Swoją książkę o. Pałys i o. Popławski adresowali zarówno do swoich współbraci jak i do stałych bywalców dominikańskich duszpasterstw. Zainteresowali się nią także czytelnicy, którzy nigdy dotąd nie spotkali dominikanów. – Są pozytywnie zaskoczeni, że można w taki sposób mówić i pisać o zakonie. Dzięki książce nas poznają – mówi o. Popławski OP. Jeszcze inną grupę czytelników stanowią ci, którzy nie lubią dominikanów.- Zdarza się, że książkę dostają w prezencie – jako prowokację – i dzięki temu mogą zweryfikować swoją opinię o nas – dodaje o. Popławski OP.

 

Książka pt. “Zapach pomarańczy” została wzbogacona o komiksowe ilustracje – żarty rysunkowe autorstwa Jarosława Kozłowskiego. Dominikański humor, jak zauważa rysownik, skonstruowany jest na szybkiej puencie lub szybkiej ripoście.

 

Tytuł nawiązuje do opowieści związanej ze św. Dominikiem. Woń pomarańczy miała się pojawić, gdy w XIII wieku otwarto grób świętego, by przenieść jego szczątki, w bardziej dostępne dla odwiedzających go pielgrzymów miejsce.

 

Książka ojców Pałysa i Popławskiego ukazała się nakładem poznańskiego wydawnictwa “W drodze” w serii jubileuszowej 800-lecia Zakonu Kaznodziejskiego.


awo / Warszawa

 

Wiater_Wierny-pies_500pcxPolecamy książkę “Wierny pies pański” – biografię pierwszego polskiego dominikanina, św. Jacka Odrowąża

Powołał do życia Zakon Kaznodziejski w Polsce, nigdy jednak nie był prowincjałem. Zakładał kolejne klasztory, ale nie osiadał w nich na stałe. Wybrał wędrowne kaznodziejstwo. Przemierzył wzdłuż i wszerz Polskę, Ruś i Prusy, głosząc Ewangelię poganom, schizmatykom, wszystkim potrzebującym.

Granice polityczne ani prawa fizyki nie stanowiły dla niego przeszkody. Uzdrawiał, wskrzeszał umarłych, uwalniał opętanych. Zmieniał oblicze Kościoła i całej Europy. Matka Boża obiecała mu, że zawsze go wysłucha, i wielokrotnie to udowadniała.

>>> Kup teraz <<<

Wesprzyj nas
Show comments
KULTURA

“Zostały mi chodaki, spódnica i wspomnienia”

Urzeczona teatrem od najmłodszego wieku, Katia Miran zaczęła grać, gdy była bardzo młoda, w ramach studiów. Potem występowała w serialu Zniknięcie (Disparitions, retour aux sources) France 3. Jakiś czas później poznała Jeana Sagolsa i po długich miesiącach oczekiwana wcieliła się w rolę Bernadetty Soubirous. Film "Bernadetta" wchodzi na ekrany polskich kin 29 stycznia.

ber2

Katia Miran, odtwórczyni tytułowej roli w filmie “Bernadetta”, fot. YouTube

Jak postrzegała Pani postać Bernadetty przed nagraniem filmu?

Mieszkam blisko Lourdes, więc znałam tę historię. Wiedziałam, kim była Bernadetta Soubirous, ale jej biografię znałam tylko pobieżnie. Nie próbowałam zbytnio się zbliżyć do Bernadetty przed nagrywaniem filmu, zwłaszcza że gdy Jean Saglos przyznał mi tę rolę, poprosił mnie, bym w żadnym razie nic nie czytała na temat jej historii.

Jako pilna uczennica robiłam dokładnie to, co polecił mi Jean. Żadnej lektury, filmu na ten temat, brak coacha. Jean poprosił mnie po prostu, abym chodziła w chodakach, by wejść w ciało Bernadetty, czuć jej ruchy. Zamówiłam więc drewniane chodaki na miarę i podczas letnich miesięcy chodziłam w nich i w przyciężkiej spódnicy, którą uszyła mi mama, aby mój krok stawał się coraz bardziej naturalny. Nauczyłam się też robić wiązki chrustu bez sznurka! To było bardziej przygotowanie fizyczne niż intelektualne.

Kilka dni przed rozpoczęciem nagrywania Jean dał mi książkę napisaną przez ojca Laurentina i pogrążyłam się w lekturze, jednocześnie próbując zachować dystans, pozostać obiektywną. Przede wszystkim musiałam pozostać otwarta na kreację, której szukał Jean, by mógł odnaleźć we mnie Bernadettę.

 

Jaka zatem miała być ta Bernadetta?

Prawdziwa. Jean w żadnym razie nie chciał pokazać miłej, cichej dziewczynki zajmującej się owcami. Widzimy dziecko lubiące się śmiać, widzimy młodą dziewczynę, która pozostaje normalna pomimo niezwykłych przeżyć, jakie ją dotknęły, widzimy wreszcie nastolatkę o energicznym charakterze. Reżyserowi najbardziej zależało na tym, by podkreślić determinację Bernadetty i wielkie cierpienie, które towarzyszyło jej przez całe życie. Równocześnie podkreślił miłość spajającą ją z jej rodziną. Rodzice Bernadetty zawsze ją wspierali i mimo skrajnego ubóstwa, w jakim przyszło im żyć, odmawiali przyjęcia wszelkich darów, które im oferowano, aby ich córka nie została zdyskredytowana.


Przeczytaj więcej o filmie “Bernadetta”


Czy ta historia przemówi do współczesnego widza?

Film wiernie przedstawia wydarzenia, wiele wypowiadanych kwestii i dialogów jest dosłownych. Odtworzyliśmy ówczesną atmosferę, ale znajdujemy również w nim swego rodzaju nowoczesność. Scenariusz był pełen dynamizmu, jego styl był bardzo aktualny i w niewielkim stopniu kontemplacyjny, co mnie zaskoczyło, gdyż myślałam, że będzie to opowieść dosyć powierzchowna i zimna – tak wyobrażałam sobie scenariusz na temat życia świętej. Natomiast historia Bernadetty niezwykle mnie poruszyła i na pewno poruszy widzów.

 

Czy to spotkanie z Bernadetty pozwoliło Pani na rozwój osobisty? Wpłynęło na Pani wybory życiowe?

Jak najbardziej. Jest to spotkanie, które mnie poruszyło i naznaczyło do głębi. Wcielenie się w taką postać nieodzownie sprawia również, że człowiek zaczyna stawiać pytania na temat religii i to spotkanie było dla mnie okazją, aby się zbliżyć do korzeni. Przez trzy dni przebywałam w zakonie, spędzałam tam całe dnie sama i zmienił się mój stosunek do czasu. Nauczyłam się tam, czym jest cierpliwość. Wybierając się do klasztoru, wiedziałam, że nie znajdę tam nic, co Bernadetta przeżyła w XVIII wieku, lecz mimo to chciałam podarować sobie ten czas w zakonie dla siebie samej, aby powrócić do najważniejszych wartości, zadać sobie pewne pytania, być może znaleźć pewne odpowiedzi. To był prawdziwy „przerywnik” w moim życiu.

 

ber1

Kadr z filmu “Bernadetta”

 

Praca z Jeanem również była dla Pani szansą na rozwój?

Wywarł na mnie wrażenie i bardzo doceniłam jego szczerość. Jest reżyserem, którego łatwo można zrozumieć, jest bardzo blisko aktorów, nie udziela żadnego zbędnego komplementu, prowadzi swoją ekipę z łagodnością i stanowczością. Poznałam również inne wspaniałe osoby, aktorów, zespół techniczny. Byłam trochę spięta na myśl o tym, że mam prowadzić dialog z niektórymi aktorami. Jednak gdy ich spotkałam, okazało się, że mimo, iż są sławni, pozostają ludźmi łatwo nawiązującymi kontakty, normalnymi, prostymi, z którymi pracujemy nad tym samym projektem. To było cudowne, ci aktorzy niezwykle hojnie dzielą się swoim doświadczeniem bez wywyższania się.

 

Co dziś Pani pozostało po tej przygodzie?

Chodaki, spódnica i cudowne wspomnienia. Koniec kręcenia filmu był trudny, przywiązałam się do tych ludzi i nagle oni wszyscy zniknęli. Musiałam na nowo odnaleźć rytm, inną rzeczywistość. Równocześnie pozwoliło mi to na rozwój. To była wspaniała przygoda…

 


 

  ↵

Messori_CzyBernadeta_500pcxPolecamy książkę “Tajemnica Lourdes”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.

 

 

Przez lata uznawano objawienia za efekt zmowy dziewczynki z miejscowym duchowieństwem albo za wymysł jej ubogich rodziców, liczących na korzyści finansowe. Byli i tacy, którzy utrzymywali, że tajemnicze widzenia były halucynacjami niedożywionej nastolatki. A jaka jest prawda?

Vittorio Messori poświecił 30 lat na zbadanie objawień Lourdes. W swojej książce ujawnia nieznane okoliczności, odpowiada na zarzuty, przybliża nas do tajemnicy Bernadety. Opierając się na faktach, rozstrzyga wszelkie kontrowersje na temat prawdziwości niezwykłych objawień.

>>> Kup teraz <<<

 

Wesprzyj nas
Show comments