I odszedł od niej anioł – nowa powieść Pino Farinottiego

Mediolan. Elena i Vanni to młodzi małżonkowie, skupieni na rozwijaniu swej zawodowej kariery. Jednakże ich codzienność odmieniają wydarzenia związane z ich siedmioletnim synem. Kiedy Massimo zaczyna mieć problemy ze zdrowiem, wszystko traci sens, rozpada się też relacja małżonków. Chłopiec choruje na raka mózgu – lekarze są bezradni.

I odszedł od niej anioł - nowa powieść Pino Farinottiego

To właśnie w tym momencie w życiu zdawałoby się samotnie zmagającej się z losem Eleny pojawia się niezwykła kobieta o imieniu Maria, aby dyskretnie zmienić jej teraźniejszość i przyszłość. Stają się przyjaciółkami. Maria ma niezwykle pozytywny wpływ na wszystkich, którzy ją napotykają. Ale Elena nie przestaje siebie pytać: Kim tak naprawdę jest ta Maria? Świętą, wróżką, czarownicą? A może…?

„I odszedł od niej anioł” to poruszająca historia rodziny dotkniętej wielkim dramatem, opowiedziana przez Elenę, matkę ciężko chorego chłopca, która sama podejmuje walkę o najbliższego jej sercu człowieka. Ta książka to szczególne duchowe katharsis, wskazujące na iskrę Bożą, tkwiącą w każdym z nas.

Powieść pod patronatem Stacji 7 ukaże się 14 września.

>>> więcej informacji o książce <<<

Od Autora:

„I odszedł od niej anioł” jest krokiem naprzód w stosunku do mojej poprzedniej książki „7 km od Jerozolimy”. Wspomnianą powieść przeczytało mnóstwo czytelników w wielu językach, do czego przyczynił się także nakręcony na jej podstawie film. W tamtej książce podjąłem się zadania nakłonienia Boga, by przemówił. Uczyniłem to z wielką prostotą i naturalnością: przemów jak zwykły człowiek. Podziękowania napłynęły od wielu osobistości, takich jak Joseph Ratzinger, Francesco Alberoni, Gianfranco Ravasi, ludzi naprawdę godnych zaufania, którzy dodali mi pewności. Sukces powieści „7 km od Jerozolimy” skłonił mnie i wydawcę do myśli o kontynuacji.

Rozważałem różne opcje. Tamta opowieść miała jednak swoją określoną równowagę i taki tok fabuły, który się kończył, nie pozostawiając pola manewru. Któregoś dnia  wydawca podsunął mi pewną wskazówkę. Pisarze niemal nigdy nie przyjmują tego rodzaju sugestii, zwłaszcza w przypadku dzieł wymagających i osobistych. Jednak ta wskazówka była kategoryczna, nie mogłem jej nie przyjąć. Abym się podjął nowego zadania, ów bodziec musiał się stać wewnętrznym, a do tego potrzeba było czasu. Obecna powieść kosztowała mnie trzy lata koniecznych starań, trudów i cierpień.

Któregoś wieczoru otwierałem kłódkę przy moim rowerze, kiedy minęła mnie jakaś para. Kilka metrów dalej kobieta się odwróciła, podeszła do mnie i powiedziała: „Pan jest Pino Farinotti, prawda? Mam  na imię Concetta, a to jest mój mąż… Przeczytałam wielokrotnie Pana książkę. Czytałam ją, potem dawałam ją mężowi, który też ją czytał i przekazywał mi ją z powrotem. I nadal tak robimy!”. Uśmiechnąwszy się, próbowałem odpowiedzieć żartem, który jednak okazał się dramatycznie niestosowny: „Może pora zmienić książkę!”. Również kobieta uśmiechnęła się, lecz bez przekonania. „Widzi pan, mieliśmy dziecko… Syna już nie ma. Z powodu raka mózgu. Miał siedem lat, kiedy umarł. Wyznam panu, że bez tej książki nie dalibyśmy rady, gdyż teraz wiemy, iż pewnego dnia znów go zobaczymy”. Zawahała się przez kilka sekund, po czym dokończyła: „Zobaczymy go ponownie, prawda?”.

Nie są to pytania, na które ma się ochotę odpowiadać. W jednej chwili musiałem zebrać wszystko – uczucie, moralność, mistykę, ponadto zaś odwagę i współczucie. Odpowiedziałem: „Tak, myślę, że znów go zobaczycie”. Kobieta była wzruszona, ja od razu potrząsnąłem głową. „Pani Concetto, jestem tylko pisarzem, który napisał książkę. Na tym moja rola się kończy”. „Oczywiście – odpowiedziała po chwili. – Proszę mi wybaczyć, że zrzuciłam na pana odpowiedzialność. Próbuję… nie płakać”. Wtedy pogładziłem ją po głowie.

Nie potrafiłem dobrać odpowiednich słów, ale znalazła je ona. „Czasem się zastanawiam, jak tam się czuje mój synek, mimo że pewnie dobrze. Jest taki mały, i bez mamy, zupełnie sam, choć to piękne miejsce…”. „Sądzę – odparłem – że tam jest wszystko inaczej, począwszy od czasu. Przyszłość, przeszłość, to są nasze kategorie. Wierzę, iż w owym miejscu nie ma wczoraj ani jutra. I równie dobrze może być tak, że pani już teraz tam jest razem z nim”. Odezwał się także mąż, aby mi podziękować. Powiedziałem: „Dla pisarza takie spotkanie jest przywilejem. To ja wam dziękuję”.

Kiedy opowiedziałem mojej żonie o tym zdarzeniu, nie pozwoliła mi poczuć się zbytnio zadowolonym. „Wciąż mówiłeś «myślę», «sądzę», jakbyś ciągle wątpił. Powinieneś był wykazać większą pewność. «Tak, zobaczycie ponownie wasze dziecko», bez żadnego «być może»”. Niniejsza powieść zrodziła się więc dzięki sugestii wydawcy i dzięki tamtemu spotkaniu. Również dzięki przytykom mojej żony.

>>> więcej informacji o książce <<<


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Ruszyły Warsztaty Ars Celebrandi

Od niedzieli 16 sierpnia w sanktuarium maryjnym w Licheniu trwają warsztaty liturgii tradycyjnej Ars Celebrandi. Jest to największe wydarzenie tego rodzaju w całej Europie centralnej, a jego specyfiką jest niespotykana kompleksowość.

Dwustu uczestników z kraju i zagranicy, w tym ponad 40 kapłanów — wśród nich powszechnie znany i lubiany ksiądz Jan Kaczkowski, a także ministranci, śpiewacy i organiści — uczy się celebrować Msze św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego (tzw. trydenckie): recytowane, śpiewane i solenne, służyć do Mszy św., śpiewać chorał gregoriański i liturgiczną muzykę polifoniczną czy grać na organach. Zadbano nawet o warsztat koronkarstwa i konserwacji szat liturgicznych. Wszystko w jednym miejscu!

Swymi umiejętnościami dzielą się z uczestnikami warsztatów doświadczeni praktycy, w tym tak znani muzycy jak śpiewak, kompozytor i chórmistrz Paweł Bębenek oraz wirtuoz organów Robert Hugo z Pragi czeskiej.

Ruszyły Warsztaty Ars Celebrandi

Warsztaty rozpoczęła Msza św. solenna celebrowana przez ks. Pawła Korupkę, duszpasterza środowiska tradycji łacińskiej w diecezji szczecińsko-kamieńskiej. W kazaniu ksiądz Korupka podkreślił, że podstawową wskazówką, jaką daje nam Chrystus, jest miłować i czcić Boga, a drugiego człowieka miłować jak siebie samego. To wezwanie ma być myślą przewodnią całych warsztatów. „Nie robimy tego dla pustego pojęcia piękna, dla jakiejś osobistej fascynacji, ale czynimy to tylko i wyłącznie ku większej chwale Pana Boga. Każdy gest, każdy krok, każda szata, każda wyśpiewana nuta są ad maiorem Dei gloriam — ku większej Boga chwale” — stwierdził kaznodzieja. Piękno zaś obecne w liturgii ma nas prowadzić do miłości i służby drugiemu człowiekowi.

W poniedziałek 17 sierpnia obchodzone jest wspomnienie (w Zakonie Dominikańskim uroczystość) św. Jacka Odrowąża, pierwszego polskiego dominikanina. Z tej okazji organizatorzy warsztatów Ars Celebrandi przewidzieli wyjątkowe wydarzenie: celebrację uroczystej Mszy św. w rycie dominikańskim, liczącym 750 lat obrządku liturgicznym odrębnym od rytu rzymskiego, cechującym się własnymi tekstami i zwyczajami liturgicznymi oraz odmiennym od powszechnie znanego śpiewem chorałowym. Sprawować Mszę św. w tym rycie mają prawo wyłącznie ojcowie dominikanie.

Ruszyły Warsztaty Ars Celebrandi

Z kolei w środę 19 sierpnia warsztaty liturgiczne Ars Celebrandi odwiedzi gość specjalny, Jego Ekscelencja biskup Athanasius Schneider z Kazachstanu. Ten znany hierarcha odprawi w Licheniu Mszę św. pontyfikalną i nieszpory pontyfikalne, a także opowie o swojej najnowszej książce pt. „Corpus Christi”.

Warsztaty Ars Celebrandi odbywają się już po raz drugi. Potrwają do niedzieli 23 sierpnia. Ich organizatorem jest Stowarzyszenie Una Voce Polonia.

Honorowy patronat nad warsztatami liturgicznymi Ars Celebrandi sprawuje Jego Ekscelencja biskup włocławski Wiesław Mering.


pra / Licheń

Ruszyły Warsztaty Ars Celebrandi


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas