Nasze projekty
Marcin Makowski

Filmy z kluczem ideologicznym? Oscary idą w złym kierunku

Chcąc narzucić pozamerytoryczne kryteria dziełom ubiegających się o Oscara za najlepszy film, amerykańska Akademia Filmowa stworzyła listę ideologicznych "dobrych praktyk". To idealny przepis na pogrzebanie tego, co w sztuce najważniejsze - nieskrępowanej swobody i wolności.

Reklama

Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej, czyli organizacja, która zajmuje się przyznawaniem najważniejszych nagród filmowych – Oscarów – opublikowała właśnie listę wytycznych, które będzie musiała spełnić dana produkcja, aby w ogóle ubiegać się o możliwość otrzymania statuetki w kategorii „najlepszy film”.

Zdziwi się ten, kto sądzi, że znajdują się wśród nich kryteria artystyczne; oryginalność scenariusza, walory wizualne, montaż, jakość gry aktorskiej. W sumie dlaczego miałyby się znaleźć – czy przez dekady nie wyróżniano właśnie w ten sposób? Czy nie szukano trudnego do ujęcia w sztywne ramy wymagań „błysku”? Poczucia, że przez chwilę byliśmy w innym świecie, żyliśmy jego problemami, smutkami i radościami? Tak w istocie było, ale jak widać, nie wystarczyło. Nowe kryteria, które będą stopniowo wprowadzane od 2022 do 2024, nie mają bowiem nic wspólnego ze sztuką. Mają za to wiele punktów wspólnych z ideologią, poprawnością polityczną i krępowaniem swobody twórczej.

Akademia postanowiła bowiem wymagać od producentów i reżysera, aby spełnił dwa z czterech standardów, które pogrupowano w kategorie reprezentacji mniejszości w filmie, obecności tych mniejszości w ekipach filmowych i zespołach twórczych, zapewnienia owym mniejszością dostępu do przemysłu filmowego w postaci płatnych staży oraz zatroszczenia się, aby w zespołach komunikacji z widownią pracownicy rekrutowani byli kluczem różnorodności.

Reklama
Reklama

Co to oznacza w praktyce? Najważniejszy „Standard A” zakłada na przykład, że aby go spełnić, należy zrealizować jedno z następujących kryteriów. Wymienię je po kolei.

Przynajmniej jeden z aktorów pierwszoplanowych lub istotnych aktorów drugoplanowych reprezentuje mniejszość rasową lub etniczną (Azjaci, Latynosi, Czarnoskórzy, Rdzenni Amerykanie, Afrykańczycy, Arabowie i inne grupy mniejszościowe).

Przynajmniej 30% aktorów w drugoplanowych i epizodycznych rolach musi reprezentować co najmniej dwie spośród tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.

Reklama
Reklama

Główny wątek fabularny musi być związany z co najmniej jedną spośród tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.

Nie wystarczy, że film będzie genialny, od teraz będzie musiał jeszcze reprezentować mniejszości, a owe mniejszości będą musiały być reprezentowane w ekipie, która go tworzy.

Tym samym tropem oceniane są wszystkie kolejne wymagania, od zespołu castingowego, przez zdjęcia, kostiumy, muzykę, reżyserię, fryzury, montaż, charakteryzację, produkcję, dźwięk, efekty specjalne, scenografię i o czym jeszcze można w sztuce filmowej pomyśleć. Wyodrębniono zatem nie tyle walor jakościowy dzieła, co stojące za nim tło „różnorodnościowe”, które uczyniono kryterium samym w sobie. Nie wystarczy, że film będzie genialny, od teraz będzie musiał jeszcze reprezentować mniejszości, a owe mniejszości będą musiały być reprezentowane w ekipie, która go tworzy. Zastanawiam się, jak w tej sytuacji czują się choćby kobiety, które zostały wrzucone do jednego worka z przedstawicielami różnych orientacji seksualnych, ras i niepełnosprawnymi. Dlaczego z góry zostały uznane za grupę słabszą, która wymaga dodatkowego wsparcia parytetowego?

Zachodzę również w głowę, w jaki sposób Akademia będzie weryfikować czyjąś orientację płciową? Czy każdy przedstawiciel społeczności LGBTQ będzie musiał od teraz – w imię sukcesu filmu – dokonać coming outu, będąc dopisanym do listy „przynajmniej 30%” aktorów drugoplanowych albo zaplecza technicznego? Co z ludźmi, którzy identyfikują się jako osoby niebinarne? Co z biologicznymi mężczyznami, którzy czują się kobietami? Pod który punkt z listy mniejszościowej podpadną? Pod oba?

Reklama

Podobnych absurdów jest więcej, w wielu filmach nie da się również spełnić żadnego z trzech kryteriów „Standardu A”, związanego z fabułą i obsadą samego filmu. Trudno bowiem, aby pasowały do niego dzieła historyczne, w których występują sami biali heteroseksualni mężczyźni, albo nie było żadnych wątków LGBTQ. Jak w takim razie tworzyć film o I wojnie światowej albo adaptację Nowego Testamentu? Można niczego nie zmieniać, ale wtedy już na starcie traci się możliwość odhaczenia kryterium, które pozwala startować w kategorii najlepszego filmu.

Zastanawiam się, jak w tej sytuacji czują się choćby kobiety, które zostały wrzucone do jednego worka z przedstawicielami różnych orientacji seksualnych, ras i niepełnosprawnymi. Dlaczego z góry zostały uznane za grupę słabszą, która wymaga dodatkowego wsparcia parytetowego?

Niestety, wbrew zapewnieniu Akademii, że chodzi o promocję otwartości branży filmowej, chodzi o coś innego. O narzucanie artystom pozamerytorycznego punktu wyjścia, który nigdy nie powinien być genezą jakiejkolwiek wolnej i nieskrępowanej twórczości. Producent ma prawo dobierać sobie ekipę przez pryzmat kompetencji, a nie rasy czy płci oraz tworzyć dzieła, które wymykają się kryteriom oraz standardom. Inaczej otrzymujemy przepis na antykulturę. Strach pomyśleć, jakim faux pass byłoby choćby nakręcenie dzisiaj „Krzyżaków”, w tak mało zróżnicowanej rasowo, seksualnie i płciowo ekipie, którą dysponował Aleksander Ford.

PS. Swoją drogą ciekawe, że wśród mniejszości wymienionych w kryteriach oscarowych, nie ma ani słowa o mniejszościach wyznaniowych. Prawda?

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite