KULTURA

Filmy z kluczem ideologicznym? Oscary idą w złym kierunku

Chcąc narzucić pozamerytoryczne kryteria dziełom ubiegających się o Oscara za najlepszy film, amerykańska Akademia Filmowa stworzyła listę ideologicznych "dobrych praktyk". To idealny przepis na pogrzebanie tego, co w sztuce najważniejsze - nieskrępowanej swobody i wolności.

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej, czyli organizacja, która zajmuje się przyznawaniem najważniejszych nagród filmowych – Oscarów – opublikowała właśnie listę wytycznych, które będzie musiała spełnić dana produkcja, aby w ogóle ubiegać się o możliwość otrzymania statuetki w kategorii “najlepszy film”.

Zdziwi się ten, kto sądzi, że znajdują się wśród nich kryteria artystyczne; oryginalność scenariusza, walory wizualne, montaż, jakość gry aktorskiej. W sumie dlaczego miałyby się znaleźć – czy przez dekady nie wyróżniano właśnie w ten sposób? Czy nie szukano trudnego do ujęcia w sztywne ramy wymagań “błysku”? Poczucia, że przez chwilę byliśmy w innym świecie, żyliśmy jego problemami, smutkami i radościami? Tak w istocie było, ale jak widać, nie wystarczyło. Nowe kryteria, które będą stopniowo wprowadzane od 2022 do 2024, nie mają bowiem nic wspólnego ze sztuką. Mają za to wiele punktów wspólnych z ideologią, poprawnością polityczną i krępowaniem swobody twórczej.

Akademia postanowiła bowiem wymagać od producentów i reżysera, aby spełnił dwa z czterech standardów, które pogrupowano w kategorie reprezentacji mniejszości w filmie, obecności tych mniejszości w ekipach filmowych i zespołach twórczych, zapewnienia owym mniejszością dostępu do przemysłu filmowego w postaci płatnych staży oraz zatroszczenia się, aby w zespołach komunikacji z widownią pracownicy rekrutowani byli kluczem różnorodności.

Co to oznacza w praktyce? Najważniejszy “Standard A” zakłada na przykład, że aby go spełnić, należy zrealizować jedno z następujących kryteriów. Wymienię je po kolei.

Przynajmniej jeden z aktorów pierwszoplanowych lub istotnych aktorów drugoplanowych reprezentuje mniejszość rasową lub etniczną (Azjaci, Latynosi, Czarnoskórzy, Rdzenni Amerykanie, Afrykańczycy, Arabowie i inne grupy mniejszościowe).

Przynajmniej 30% aktorów w drugoplanowych i epizodycznych rolach musi reprezentować co najmniej dwie spośród tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.

Główny wątek fabularny musi być związany z co najmniej jedną spośród tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące.

Nie wystarczy, że film będzie genialny, od teraz będzie musiał jeszcze reprezentować mniejszości, a owe mniejszości będą musiały być reprezentowane w ekipie, która go tworzy.

Tym samym tropem oceniane są wszystkie kolejne wymagania, od zespołu castingowego, przez zdjęcia, kostiumy, muzykę, reżyserię, fryzury, montaż, charakteryzację, produkcję, dźwięk, efekty specjalne, scenografię i o czym jeszcze można w sztuce filmowej pomyśleć. Wyodrębniono zatem nie tyle walor jakościowy dzieła, co stojące za nim tło “różnorodnościowe”, które uczyniono kryterium samym w sobie. Nie wystarczy, że film będzie genialny, od teraz będzie musiał jeszcze reprezentować mniejszości, a owe mniejszości będą musiały być reprezentowane w ekipie, która go tworzy. Zastanawiam się, jak w tej sytuacji czują się choćby kobiety, które zostały wrzucone do jednego worka z przedstawicielami różnych orientacji seksualnych, ras i niepełnosprawnymi. Dlaczego z góry zostały uznane za grupę słabszą, która wymaga dodatkowego wsparcia parytetowego?

Zachodzę również w głowę, w jaki sposób Akademia będzie weryfikować czyjąś orientację płciową? Czy każdy przedstawiciel społeczności LGBTQ będzie musiał od teraz – w imię sukcesu filmu – dokonać coming outu, będąc dopisanym do listy “przynajmniej 30%” aktorów drugoplanowych albo zaplecza technicznego? Co z ludźmi, którzy identyfikują się jako osoby niebinarne? Co z biologicznymi mężczyznami, którzy czują się kobietami? Pod który punkt z listy mniejszościowej podpadną? Pod oba?

Podobnych absurdów jest więcej, w wielu filmach nie da się również spełnić żadnego z trzech kryteriów “Standardu A”, związanego z fabułą i obsadą samego filmu. Trudno bowiem, aby pasowały do niego dzieła historyczne, w których występują sami biali heteroseksualni mężczyźni, albo nie było żadnych wątków LGBTQ. Jak w takim razie tworzyć film o I wojnie światowej albo adaptację Nowego Testamentu? Można niczego nie zmieniać, ale wtedy już na starcie traci się możliwość odhaczenia kryterium, które pozwala startować w kategorii najlepszego filmu.

Zastanawiam się, jak w tej sytuacji czują się choćby kobiety, które zostały wrzucone do jednego worka z przedstawicielami różnych orientacji seksualnych, ras i niepełnosprawnymi. Dlaczego z góry zostały uznane za grupę słabszą, która wymaga dodatkowego wsparcia parytetowego?

Niestety, wbrew zapewnieniu Akademii, że chodzi o promocję otwartości branży filmowej, chodzi o coś innego. O narzucanie artystom pozamerytorycznego punktu wyjścia, który nigdy nie powinien być genezą jakiejkolwiek wolnej i nieskrępowanej twórczości. Producent ma prawo dobierać sobie ekipę przez pryzmat kompetencji, a nie rasy czy płci oraz tworzyć dzieła, które wymykają się kryteriom oraz standardom. Inaczej otrzymujemy przepis na antykulturę. Strach pomyśleć, jakim faux pass byłoby choćby nakręcenie dzisiaj “Krzyżaków”, w tak mało zróżnicowanej rasowo, seksualnie i płciowo ekipie, którą dysponował Aleksander Ford.

PS. Swoją drogą ciekawe, że wśród mniejszości wymienionych w kryteriach oscarowych, nie ma ani słowa o mniejszościach wyznaniowych. Prawda?

 

Marcin Makowski

Marcin Makowski

Dziennikarz tygodnika “Do Rzeczy”, publicysta Wirtualnej Polski, współpracownik “Dziennika Gazety Prawnej” – wcześniej wydawca w portalu Deon. Pisał do Onetu, Forward, “Rzeczpospolitej”, “Tygodnika Powszechnego” i Stacji7. Prowadzi program “Nocna Zmiana” w Radiu Kraków. Laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Adolfa Bocheńskiego (2016) oraz Stefana Myczkowskiego (2017) nominowany do nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego (2016) oraz Stefana Żeromskiego (2017).

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >
KULTURA

Warszawa niezrównana – Włodzimierz Wysocki

Chyląc głowę w pokłonie, jadę przez Warszawę, polską Warszawę. Czuje, wierzę i śnię na jawie, że w Warszawie jestem, w Warszawie ... Oto ona - odbudowana, i ta sama, i nie ta sama, przez szaleńców z ziemią zrównana, niezrównana, nieporównana!

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Włodzimierz Wysocki

Dzienniki (fragmenty)

(…) Tam, na granicy, stanę i odetchnę,
pokażę paszport i stempelki
i żołnierz na mój widok się uśmiechnie
i szlaban w pozdrowieniu wzniesie wzwyż.

Jeszcze parę pytań
ma do mnie Kraj Rad
i ruszam z kopyta
w nieznany mi świat,
jeszcze prosi celnik
o autograf – i
tyle nas widzieli!
Wyjechaliśmy!

W lusterku z zewnątrz państwo widzę nasze.
Oj, za granicą jestem pierwszy raz!
na złość niektórym jestem i zobaczę
Warszawę, Paryż i sto innych miast!(…)

I nagle mózg rozsadzać zaczął czaszkę,
wróciło to, co wraca nie od dziś:
Powstanie przypomniało mi się Warszawskie
i polski ból w rosyjską wtargnął myśl.

Wzywali pomocy,
błagali o broń,
a nasi sztabowcy
zatrzymali front.
Chcieliśmy przez Wisłę
z marszu, jak się da …
i płakali wszyscy
słysząc wciąż:
“Nielzia! ”

Było – minęło, lecz do dzisiaj w sercu
niczym odłamek tamte sprawy tkwią:
bezsilny szloch naszych krasnoarmiejców
i ten haniebnie zatrzymany front …
Czemu stały armie
sześćdziesiąt trzy dni,
patrząc jak Powstanie
nurza się we krwi?
Ponoć był to akt,
taka nasza gra,
żeby wiedział Zachód,
kto tu rację ma.

A może sztab miał wtedy inne sprawy?
Może za późno zameldował zwiad?
Dociskam gaz – zbliżam się do Warszawy.
Nadrobić chcę spóźnienie z tamtych lat.
Koniec lasu, zmiana widoków,
coraz więcej domów i bloków,
cień za cieniem z boku,
przeskakuje miękko w samochód.
Autostrada i miasto w tle: –
Pany, zdrawstwujtie! Pani, zdrawstwujtie!
I ci co życzą nam źle –
wszyscy zdrawstwujtie, wszyscy zdrawstwujtie?

Chyląc głowę w pokłonie, jadę
przez Warszawę, polską Warszawę.
Czuje, wierzę i śnię na jawie,
że w Warszawie jestem, w Warszawie …
Oto ona – odbudowana,
i ta sama, i nie ta sama,
przez szaleńców z ziemią zrównana,
niezrównana, nieporównana!

Inne kraje i obyczaje –
strzałki, ronda, światła, tramwaje –
przed staruszką pokornie staję,
chcę zapytać jak jechać dalej.
Dukam polskie zdanie – pytanie,
a staruszka: “Prosto, kochani!”.
Potem drepcząc przez skrzyżowanie
powtórzyła: “Prosto, kochani!”.

Pańskiej, hardej Rzeczpospolitej,
Polsce twardej i Polsce sprytnej,
od zachodu i od wschodu bitej,
lecz zadziornej i niespożytej –
i Warszawie, bliskiej od dawna,
tak skrzywdzonej podczas Powstania,
legendarnej, pięknej jak panna –
do swidanja wam, do swidanja!

1973 (tłum. B. Jagiełło)

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap