Prymas Wyszyński „od siebie” o cierpieniu

„Od siebie trzeba wymagać najwięcej i nie opuszczać rąk.” Choć zmienił się kontekst historyczny, społeczny i polityczny, okazuje się, że nauczanie Prymasa Tysiąclecia wciąż jest dla nas inspirującym zadaniem do wykonania i pomocą w poszukiwaniu odpowiedzi na najtrudniejsze pytania.

Paweł Zuchniewicz
Paweł
Zuchniewicz
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Tam, gdzie często brakuje słów, kardynał Wyszyński odpowiadał swoim życiem i postawą. Co Prymas ma do powiedzenia dziś, nam Polakom, wkraczającym w trzecią już dekadę dwudziestego pierwszego wieku? Czy jest w stanie odpowiedzieć na nasze dylematy?

 

Jak „nie opuszczać rąk” z bezsilności?

Ten książę Kościoła i mąż stanu był jednocześnie człowiekiem o niezrównanym poczuciu humoru, miłośnikiem przyrody, znawcą różnorodnych gatunków roślin, a nade wszystko Ojcem – bo tak zwracały się do niego osoby z jego najbliższego otoczenia. Mądrość, którą hojnie dzielił się z rodakami nie była tylko uniwersytecką wiedzą, ale brała się z bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem, z ogromu doświadczeń.

Dokładnie 66 lat temu, 25 września 1953 roku, Prymas Polski, Stefan Wyszyński po czterech ciężkich latach prób obrony Kościoła przed szalejącym stalinizmem, został aresztowany i skazany na trzyletnią izolację. Wydawało się, że poniósł całkowitą klęskę. Jednak głęboka wiara, którą wtedy przejawiał, okazała się silniejsza niż stalinowskie więzienia i czołgi Armii Czerwonej. Także dziś, w trudnych momentach życia, gdy wydaje się nam, że wszystko się skończyło, Prymas pokazuje, jak te chwile wykorzystać na budowanie nowej, lepszej – choć nie zawsze łatwiejszej drogi.

 

„Od siebie” o sensie cierpienia

Zapytaliśmy naszych Czytelników, jakie pytania chcieliby dziś zadać Prymasowi Wyszyńskiemu. Wątki dotyczące: wiary, rodziny, historii, powołania, życiowych wyborów i współczesnych kontrowersji najczęściej pojawiały się w tych pytaniach. Wielokrotnie padało pytanie o sens cierpienia. I od tego właśnie najtrudniejszego tematu rozpoczynamy cykl „Od siebie” z odpowiedziami Prymasa, zaczerpniętymi z tekstów i wspomnień, które po sobie pozostawił.

 

Chcesz zmienić świat na lepszy? Zacznij właśnie OD SIEBIE.

Nauka Prymasa Tysiąclecia i bardzo aktualne odpowiedzi na pytania, niewątpliwie pomogą zacząć OD SIEBIE.

Więc do dzieła!

 


Prymas Wyszyński „od siebie” o sensie cierpienia


 

Dlaczego mnie to wszystko spotkało?

W czasie wojny znalazłem się przypadkiem we wsi, gdzie panował tyfus. Pojechałem tam z pasterską posługą. Znalazłem się w izbie, gdzie rodziła kobieta. Leżała bez prześcieradła, na zmielonej słomie, za poduszkę miała kapocinę. Nie było przy niej nic i nikogo, tylko ja. Co za straszne przeżycie. Nie mogłem jej nic pomóc, bo nie umiałem. Zdołałem tylko zorganizować pomoc. Długo jeszcze potem nie opuszczała mnie myśl, jak ogromny procent Polaków przychodzi na świat w takiej, stokroć gorszej niż betlejemska atmosferze.

 

Jak w takich sytuacjach odpowiedzieć na pytanie – dlaczego?

Otuchą jest dla nas świadomość, że i Chrystus cierpiał na Krzyżu.(…) Pociechą są dla nas Jego słowa, że smutek nasz w radość się odmieni.

Cierpień nigdy na ziemi nie zabraknie. I chociaż ludzie czynią wszystko, aby je zmniejszyć, są one nieuchronne. Gdy więc nieraz znużeni wiekiem, chorobami, codziennością życia, czujemy się przygnębieni – otuchą jest dla nas świadomość, że i Chrystus cierpiał na Krzyżu. A cierpiał niewinnie – za nas i za nasze grzechy. Pociechą są dla nas Jego słowa, że smutek nasz w radość się odmieni.

 

Czy takie słowa wystarczą cierpiącemu człowiekowi?

W okresie powstania byłem kapelanem AK i miałem dużo kontaktu z cierpieniem, niedolą i męką ludzką. Pamiętam operację bardzo dzielnego żołnierza, któremu trzeba było odjąć nogę. Powiedział, że zgodzi się na operację pod tym warunkiem, że przez cały czas będę przy nim stał. Złapał mnie za rękę i trzymał ją, dopóki nie zacznie działać środek usypiający. Byłem wtedy strasznie nieuczciwy, bo gdy poczułem, że jego ręka opadła, pobiegłem do innych, których trzeba było spowiadać lub przygotowywać do następnych operacji. Aby zdążyć na czas umówiłem się tylko z lekarzem, że mnie natychmiast wezwie, gdy mój żołnierz zacznie się budzić. W tym wypadku nie było innego wyjścia. Przyszedłem w porę, gdy on już budził się po operacji. Było to dla niego wielką pociechą, podtrzymaniem i otuchą. Wystarczyła sama życzliwość, współczująca obecność, jakieś dobre słowo, trzymanie za rękę. 

 

Dziś – przy wielkim postępie medycyny – wydaje się, że ludzie bardziej cierpią wewnętrznie niż z powodu fizycznych dolegliwości. W Polsce wzrasta liczba depresji i samobójstw, coraz więcej ludzi korzysta z pomocy psychiatrycznej…

Cierpienie, choroby, udręki ciała są niewątpliwie ciężkim doświadczeniem dla każdego człowieka. Ale większe jeszcze udręki, nie dające się nawet porównać z cierpieniami ciała, przeżywa Kościół i cała rodzina ludzka. Chrystus kazał nam lękać się nie tych, co zabijają ciało, ale tych, co godzą w duszę. Bo chociaż zabić jej nie mogą, to jednak mogą wielce zaszkodzić człowiekowi i stworzyć prawdziwą udrękę, nawet najzdrowszym.

Dużo jest dzisiaj na świecie takich udręk. Pomyślcie, ilu ludzi poddanych jest najrozmaitszym, niekiedy niezawinionym cierpieniom… Jak bolesne dla nas wszystkich jest to, że na całym świecie i w naszej Ojczyźnie żyje tylu ludzi nietrzeźwych, pogrążonych w nałogu pijaństwa, narażających na ogromne straty życie społeczne, zawodowe, gospodarcze; narażających samych siebie na utratę zdrowia i powodujących liczne wypadki w pracy. Tacy ludzie wyrządzają krzywdę nawet Kościołowi świętemu. Przez straszny bowiem nałóg pijaństwa zniekształcają i poniewierają Boże oblicze człowieka.

Pomyślcie o innej jeszcze udręce. Tak często pisze się dzisiaj o narkomanii, której poddaje się młodzież, odurzając się różnymi narkotykami. Narkomania staje się wielką chorobą społeczną współczesnego świata. I ona doprowadza do wielu cierpień.

Pomyślcie również o tych ludziach, którzy cierpią nędzę materialną na skutek wyzysku; o tych, którzy nawet po ciężkiej i wyczerpującej pracy nie są w stanie wypełnić wszystkich obowiązków wobec swoich rodzin. Mówi się dzisiaj dużo o udręce narodów głodnych, głodujących, niedożywionych. Mówi się o niekończącej się niemal męce ludów ogarniętych wojnami. A chociaż wszyscy walczą o pokój i pragną go – nie ma pokoju na świecie. Bo wielu zapomniało, że prawdziwy pokój może dać tylko Chrystus – nie świat! Jest jeszcze jeden rodzaj udręki, może najbardziej bolesny. To udręka ludzi, którzy nie znają Boga, którzy utracili wiarę.

 

Chyba wtedy szczególnie trudno zobaczyć sens przeciwności…

[We wrześniu 1939 pewien żołnierz poprosił mnie o spowiedź]. Spowiadałem go w okopie, a w pewnej odległości rolnik siał. Spowiadając, obserwowałem go. Żołnierz płakał i mówił: „Proszę księdza, co oni z nami zrobili? Co oni z nami zrobili?” Potem podszedłem do gospodarza, mówiąc: „Wszyscy uciekają, wszyscy się boją, a pan sieje?” On mówi: „A ksiądz też się boi?” „Na pewno, boję się.” „Proszę księdza, gdybym zostawił zboże w spichlerzu, to spłonie, a wrzucę w ziemię, to zawsze ktoś z niego chleb będzie jadł”. 

 

Ten rolnik miał nadzieję, bo wiedział, że jego praca komuś się przyda. Co Prymas powie chorym, przykutym do łóżka, nieużytecznym, gorzej jeszcze, będącym ciężarem dla innych?

Swoją wiarą i nadzieją możecie pomagać innym, którzy są wokół Was: obok – na łóżku, w innej sali czy w innym szpitalu. Wielu ludzi oczekuje waszej pociechy i pomocy, mimo, iż sami cierpicie.

Wy posiadacie skarb cierpienia, ofiarowanego Bogu. Dlatego możecie wiele pomóc innym. Chciejcie więc dołączyć wasze cierpienie do Męki Chrystusa. Nie tylko Go przez to pocieszycie, nie tylko sami doznacie ulgi, ale jeszcze pomożecie tym, którym świat już nic pomóc nie może.

Swoją wiarą i nadzieją możecie pomagać innym, którzy są wokół Was: obok – na łóżku, w innej sali czy w innym szpitalu. Wielu ludzi oczekuje waszej pociechy i pomocy, mimo, iż sami cierpicie. Pamiętajcie i na Kalwarii Chrystus nie był sam, wisiał wprawdzie w sąsiedztwie dwóch łotrów, których pocieszał i niósł im pomoc – „Dziś będziesz ze Mną w raju” – ale i On miał swoją Pomoc. Pod Krzyżem stała Jego Matka, Maryja. Widział Ją, radował się Jej obecnością. I sprawił Jej największą radość, gdy uczynił Ją Matką nas wszystkich. W Jej opiekę oddał umiłowanego ucznia, Jana. Matka i Syn wzajemnie się pocieszali, służyli sobie pomocą.

Chciejcie pamiętać, że smutek wasz w radość się obróci już tu na ziemi, gdy sobie uświadomicie, że waszymi cierpieniami możecie przynieść pomoc innym, zwłaszcza tym, którzy cierpią prześladowanie dla Chrystusa. Możecie przynieść pomoc Ojcu Świętemu, biskupom i kapłanom. Możecie też pomóc tylu ludziom, którym wydaje się, że już nikt o nich nie pamięta.

Wszystkich Was zapraszamy dzisiaj, abyście uważali się za pomocników Matki Chrystusowej, która jest Pomocnicą Jezusa, Jego Kościoła i Dzieci Bożych. Dopiero wtedy zapanuje wśród Was radość. Życie wasze nabierze nowych barw. Zapomnicie o sobie i swoich udrękach, a będziecie pamiętali o innych i o całym Kościele.

Gdy będzie Wam ciężko, pamiętajcie, że i Chrystus cierpiał. Ale idąc na Krzyż uprzedzał uczniów swoich, że trzeciego dnia zmartwychwstanie. Pamiętajcie o tym, że i przed Wami jest zmartwychwstanie i życie. „Smutek wasz w radość się odmieni”.

Przyjmijcie te słowa, Umiłowane Dzieci, jako moją pomoc, którą Wam niosę – nie swoimi, ale wziętymi z Chrystusa siłami, które rozpala w nas Matka Chrystusowa, Matka Kościoła, Wspomożycielka Wiernych.

 

Teksty wybrał Paweł Zuchniewicz 

 


“Od siebie” to cykl zawierający odpowiedzi Prymasa Wyszyńskiego na pytania zadane przez Czytelników Stacji7. Odpowiedzi pochodzą z tekstów przemówień, homilii i zapisków Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Cykl jest okazją do poszukiwań odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, wskazówek do podjęcia właściwych decyzji życiowych, czy pogłębienia swojej wiary. Zacznij więc OD SIEBIE.

Reklama
Reklama

🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️

Paweł Zuchniewicz

Paweł Zuchniewicz

Dziennikarz, pisarz, autor powieści biograficznych o św. Janie Pawle II, Prymasie Wyszyńskim (Ojciec wolnych ludzi) i innych świadkach wiary. Wicedyrektor ds. wychowawczych w szkole “Żagle” Stowarzyszenia STERNIK.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Paweł Zuchniewicz
Paweł
Zuchniewicz
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Prymas Wyszyński w Powstaniu Warszawskim

Mało kto wie, że ks. Stefan Wyszyński miał swój udział w Powstaniu Warszawskim. Gdy 1.08.1944 r. wybuchło powstanie, znajdował się w Laskach. Wspierał żołnierzy walczących w kampinoskich oddziałach, pełniąc funkcję kapelana AK okręgu wojskowego Żoliborz-Kampinos. Działał pod pseudonimem Radwan III.

Joanna
Olendzka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W domu rekolekcyjnym zamienionym na szpital powstańczy ks. Wyszyński pełnił posługę kapłańską wśród rannych żołnierzy, asystował także przy operacjach. Odwiedzał też inne szpitale powstańcze na terenie Puszczy Kampinoskiej.

Oto jego wspomnienia z tamtego czasu:

Pamiętam pierwsze dni powstania warszawskiego. Przebywałem na terenie Kampinosu. Biegnąc z komżą i stułą do miejsca, w którym właśnie zakończyła się bitwa z oddziałami niemieckimi, natknąłem się na trzech rannych żołnierzy z wyszarpanymi wnętrznościami. Zatrzymałem się przy nich. Wokół nie było nikogo. Jak im pomóc?

Stefan Kardynał Wyszyński, Z gniazda orląt… Wybór przemówień i konferencji dla młodzieży, Rzym 1972, s. 149

 

🔷 PRZECZYTAJ: Reduta sakramentek

 

W okresie powstania byłem kapelanem AK i miałem dużo kontaktu z cierpieniem, niedolą i męką ludzką. Pamiętam operację bardzo dzielnego żołnierza, któremu trzeba było odjąć nogę. Powiedział, że zgodzi się na operację pod tym warunkiem, że przez cały czas będę przy nim stał. Złapał mnie za rękę i trzymał ją, dopóki nie zaczął działać środek usypiający. Byłem wtedy strasznie nieuczciwy, bo gdy poczułem, że jego ręka opadła, pobiegłem do innych, których trzeba było spowiadać lub przygotowywać do następnych operacji. Aby zdążyć na czas, umówiłem się tylko z lekarzem, że mnie natychmiast wezwie, gdy mój żołnierz zacznie się budzić. W tym wypadku nie było innego wyjścia. Przyszedłem w porę, gdy on budził się już po operacji. Było to dla niego wielką pociechą, podtrzymaniem i otuchą. Wystarczyła sama życzliwość, współczująca obecność, jakieś dobre słowo, trzymanie za rękę”.

Prymas Stefan Wyszyński, marzec 1966 r, Warszawa, w: Idzie nowych ludzi plemię, Poznań-Warszawa, s. 281

 

 „Pamiętam pewne zdarzenie. Biegałem od jednego szpitala do drugiego. W Laskach pod Izabelinem były szpitale powstańcze; była też izba dla kobiet, które przerażone, uciekając z płonącego Żoliborza, po drodze, w rowach, rodziły przedwcześnie swoje dzieci. Zbieraliśmy je na polach jak gruszki spadające z drzew”.

Stefan Wyszyński, Droga życia, Warszawa 2001, s. 68

 

🔷 PRZECZYTAJ: Jutro już będziemy w niebie. Sakramentki w Powstaniu Warszawskim

 

Pod koniec powstania warszawskiego mieszkający w Laskach ks. Stefan Wyszyński zobaczył na niebie chmurę wirujących kartek niesionych przez wiatr od strony płonącej stolicy. Na jednej z nich widniał niedopalony fragment ze słowami: „Będziesz miłował”. Wyszyński zaniósł karteczkę do kaplicy, pokazał siostrom i powiedział:

Będziesz miłował…
Nic droższego nie mogła nam przysłać ginąca stolica.
To najświętszy apel walczącej Warszawy do nas i do całego świata.
Apel i testament…
Będziesz miłował…”

Stefan Wyszyński, Droga życia, Warszawa 2001, s. 68

 

🔷 PRZECZYTAJ: Powstanie Warszawskie. Z kroniki klasztornej sióstr benedyktynek sakramentek

 

Po latach Wyszyński wspominał:

„Chodząc dziś po ulicach Stolicy, pamiętajmy, że jest to miasto, w którym zginęło ponad 300 tysięcy warszawian. Najlepsza młodzież obmyła krwią swoją bruki tego miasta. Tak się miłuje. Nie ma miłości bez ofiary. Przez taką miłość zyskuje się prawo do Ojczyzny. Dlatego młodzież gotowa była na wszystko. Zdolna była walczyć o wolność i zarazem wybraniać się przed nienawiścią”.

Stefan Wyszyński, Droga życia, Warszawa 2001, s. 69

 

„Na warszawskim bruku zburzonego miasta – zamienionego w popioły i zgliszcza – pozostał Chrystus. Obalony wprawdzie, niemocny, leżący na swym krzyżu, ale dłonią pokazujący zburzonej Stolicy niebo, aby nie przestała wierzyć, iż może się odrodzić. Jednego tylko potrzeba – nadziei! Sursum corda – w górę serca!”.

Stefan Wyszyński, Droga życia, Warszawa 2001, s. 68, Homilia z okazji rocznicy powstania warszawskiego wygłoszona w Laskach 3.08.1960 r.

 

"Ze czcią wielką i z religijnym namaszczeniem stawiam swe stopy na warszawskim bruku, po którym biegałem ongiś w…

Opublikowany przez Stacja7.pl Sobota, 1 sierpnia 2020

 


za: Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w Warszawie


Siostry z powstania
Agata Puścikowska

Agata Puścikowska opisuje nieznane dotąd dramatyczne historie zakonnic, które brały udział w powstaniu warszawskim. Niektóre z sióstr były sanitariuszkami, inne wspierały powstańców, leczyły cywili i żołnierzy, przygarniały tysiące dzieci – sierot wojennych, organizowały modlitwy i duchowo wspierały złamanych ludzi. Do tej pory o zaangażowaniu warszawskich klasztorów niewiele się mówiło, tymczasem skala pomocy niesionej przez zakonnice skrwawionej Warszawie była ogromna i trudno ją przecenić. Książka zawiera portrety bohaterek, ale zarazem kobiet z krwi i kości.

KUP KSIĄŻKĘ NA DOBROCI.PL >>>

 

Joanna Olendzka

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Joanna
Olendzka
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap