Bp Jarecki: nauczanie kard. Wyszyńskiego wciąż inspiruje

- Chcemy podjąć namysł nad nauczaniem kard. Wyszyńskiego, by spróbować światło tego nauczania rzucić na współczesne otaczające nas problemy – podkreśla bp Piotr Jarecki, odpowiedzialny za cykl debat „Myśląc z Wyszyńskim”, które odbywać się będą co miesiąc w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Pierwsze już dziś.

Polub nas na Facebooku!

 

KAI: „Myśląc z Wyszyńskim” – ten zorganizowany z inicjatywy archidiecezji warszawskiej cykl spotkań to jedna z form przygotowania wiernych do beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego. Dlaczego to przygotowanie jest takie ważne?

Bp Piotr Jarecki: Bardzo ważne jest, by tematu świętości nie ograniczać do jakiś jednorazowych wydarzeń, ceremonii. Przygotowanie powinno nam pomóc w głębszym przeżyciu tej rzeczywistości w Kościele. Z inicjatywy archidiecezji organizowane są zasadniczo dwa, komplementarne wobec siebie cykle spotkań. Każdego 28 dnia miesiąca w katedrze, tam gdzie spoczywa kard. Wyszyński , będzie celebrowana Msza św. ze stosowną homilią. Zresztą te celebry odbywają się już od dłuższego czasu. Po Eucharystii odbędzie się wykład poświęcony konkretnemu tematowi z nauczania przyszłego błogosławionego. Te modlitewne spotkania będą okazją, by przyjrzeć się głębokiej duchowości kard. Wyszyńskiego, jego zanurzeniu w Bogu, zawierzeniu Chrystusowi przez Maryję.

Cykl „Myśląc z Wyszyńskim” rozpoczynamy już 21 listopada. Spotkania odbywać się będą w każdy trzeci czwartek miesiąca, od listopada do maja. Będzie to próba namysłu nad nauczaniem Prymasa Tysiąclecia ale nie w sensie tylko historycznym. Chodzi o to, by światło tego nauczania spróbować rzucić na współczesne otaczające nas problemy duchowe, moralne, kościelne, społeczne.

Warto wspomnieć, że wiele różnych środowisk organizuje szereg spotkań i konferencji poświęconych przyszłemu błogosławionemu po to, byśmy się właściwie – i doktrynalnie, i ideowo, i duchowo – przygotowali na te uroczystości a następnie na kult błogosławionego biskupa.

 

 

Jakie zagadnienia poruszane będą podczas spotkań „Myśląc z Wyszyńskim”?

Pierwsze spotkanie zatytułowane jest „Dlaczego Prymas Tysiąclecia? Co zawdzięczamy kard. Stefanowi Wyszyńskiemu?” Prymas Tysiąclecia – to wielki tytuł, sugeruje, że był to największy Prymas w 1000-letniej historii chrześcijaństwa w Polsce. Warto się zastanowić, co zawdzięczamy mu dziś, jakie są podstawy do nadania takiego tytułu.

Kolejne tematy „Rodzina. Wyzwania i szanse współczesnej rodziny”, „Prawda antropologiczna: mężczyzną i kobietą stworzył ich”. Męskość, kobiecość, małżeństwo i rodzina – na to też trzeba rzucić światło, choćby nawiązując do tak szeroko dyskutowanych dziś, nie zawsze w sposób właściwy, problemów związanych z gender czy LGBT.

„Czas to miłość. Społeczna krucjata miłości”– jakimi zasadami powinniśmy się w życiu kierować, by używając słów II Sob. Watykańskiego, nie zagubić człowieka, żeby w tym wszystkim, co się dokonuje w systemie politycznym i gospodarczym, w kulturze, człowiek był centrum, zasadą i celem. Człowiek się nie rozwinie, jeśli nie będzie częścią wspólnoty. Kard. Wyszyński mówi „Czas to miłość”. Niektórzy mówią: „Czas to pieniądz”… Ale nie wystarczy powiedzieć „miłość”, trzeba tę miłość właściwie rozumieć, jako zakorzenienie w Bogu Miłości.

Wreszcie wielki temat pracy – „Praca – przymus czy szansa?”. Porównując tamte realia z dzisiejszymi, bardzo wiele się zmieniło, ale istota pracy wciąż jest taka sama. O podmiotowym wymiarze pracy ludzkiej Kościół naucza od dawna. Istotny jest zewnętrzny owoc pracy ale najważniejsze jest to, co dzieje się z człowiekiem podczas procesu pracy. Ten temat, o którym wiele mówił i myślał kard. Wyszyński jest dziś niesamowicie aktualny. Chodzi o właściwe rozumienie pracy i umiejscowienie jej w całym życiu człowieka i społeczeństwa.

 

 

„W służbie dobra wspólnego. Polityka, naród, państwo” – poszukamy w myśli kard. Wyszyńskiego, czegoś, co mogłoby nas w tej kwestii ukierunkować; pewnej syntezy, która mogłaby być dla nas odpowiedzią na pytania, które pojawiają się wobec wielkiego chaosu pojęciowego w tej dziedzinie. Do listy tych pojęć być może warto by było jeszcze dodać „Kościół”. Zastanowimy się, jakie są relacje między tymi rzeczywistościami.

Ostatnie spotkanie, które przypadnie w maju, będzie nawiązaniem do obchodzonej wówczas 100. rocznicy urodzin Karola Wojtyły: „Nigdy jeden przeciw drugiemu. Kard. Karol Wojtyła i Prymas Stefan Wyszyński – komplementarność charyzmatów”. Będziemy zwracać uwagę na to, co w Kościele nazywamy jednością w wielości a co jest inspiracją Ducha św. Jego dziełem jest bogactwo i różnorodność. On też sprawia, że przy różnicach można zachować jedność. Ten fenomen pokażemy na przykładzie Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego, postaci niewątpliwie różnych, intelektualnie, duchowo, duszpastersko, a jednocześnie potrafiących się tymi różnicami wzajemnie wzbogacać i współpracować, również dla dobra Kościoła, Polski, społeczności międzynarodowej, nas wszystkich. My tego dziś nie potrafimy! Różnice nas dzielą. Potrzebujemy wzorców, jak różnic nie przekształcać w walkę, jak się różnić w jedności.

Odnosząc nauczanie kard. Wyszyńskiego do współczesności, nie bójmy się też powiedzieć, jakie elementy tego nauczania być może się zdezaktualizowały. Być może do pewnych tematów dziś inaczej powinniśmy podejść, używać innych terminów, ponieważ żyjemy w bardzo dynamicznej cywilizacji, która ustawicznie się zmienia, obserwujemy przyspieszenie historii. Temu też warto się przyjrzeć.

 

 

KAI: Beatyfikacja ma służyć tym, którzy żyją. W jakim sensie kard. Wyszyński, człowiek, który żył w innej epoce, pełnił funkcje dla większości niedostępne, ma być wzorem dla nas?

– Nie warto jest łączyć świętości tylko z konkretną epoka, czy funkcją w Kościele. Świętość to podstawowe powołanie każdego ochrzczonego. Ale my dziś potrzebujemy na nowo sobie uświadomić, o co w tym chodzi. Lubię mówić, że świętość to jest nade wszystko dzieło Boga w człowieku. Świętość przypomina nam, że człowiek sam sobie nie wystarcza. Świętość wskazuje na relację – relację człowieka do Boga. Relacja do drugiego człowieka jest tylko konsekwencją tej pierwszej relacji.

Człowieka, który liczy na własne siły nie stać na świętość. Nie stać go na to, dopóki się nie otworzy na Kogoś, kto go wyprzedza, jest o wiele mądrzejszy, mocniejszy, potrafi bardziej miłować. Niezależnie od naszego miejsca w Kościele – czy to świecki, czy zakonnik, czy biskup – wszystkich nas jednoczy chrzest święty, który jest wezwaniem i uzdolnieniem do nawiązywania głębszej relacji z Bogiem.

Czego nas uczy kard. Wyszyński? – Przeżywania swojej ludzkiej słabości, grzeszności i oddawania jej mocy uświęcającego Boga. Uczy nas bezgranicznego zawierzenia Bogu, odkrywania Jego woli i posłuszeństwa jej.

Na świętość też można patrzeć, jako na kontynuację dzieła wcielenia. Trzeba to oczywiście dobrze rozumieć. Bóg stał się człowiekiem w konkretnym człowieku, w Jezusie., który jest Chrystusem – prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. W nim raz na zawsze zbawił świat. Ale to zbawienie trwa – trwa także w człowieku i przez człowieka. Święty to jest ktoś, kto jest zjednoczony z jedynym Zbawicielem, Jezusem Chrystusem. Gdy zaczyna się z Nim utożsamiać, przez niego Jezus Chrystus zaczyna działać. W ten sposób ludzie, zjednoczeni z Bogiem pomagają Bogu kontynuować dzieło zbawienia. To dokonuje się przede wszystkim poprzez świętych. Dokonywało i dokonuje się – jak wierzymy – przez błogosławionego kard. Wyszyńskiego.

Wezwany jest do tego każdy chrześcijanin ale my mamy z tym wielkie problemy. Święci potrafią współpracować z łaską, która została im dana. Dlatego odkrywają swoją misję życiową jak najlepiej rozumianą. Życie przeżywane w kategorii misji w oderwaniu od Boga prowadzi do wielkich nieszczęść. Natomiast misja życiowa w łączności z Panem Bogiem – to pomoc w zbawianiu świata i źródło życia szczęśliwego.

 

 

Świętość, o której Ksiądz Biskup mówi dokonuje się głęboko w sercu każdego człowieka. Kościół naucza jednak, ze mamy naśladować świętych. W jaki sposób naśladować kard. Wyszyńskiego?

Pierwsza sprawa to odkrycie swojego życiowego powołania. Kard. Wyszyński tak właśnie musiał podchodzić do swojego życia. Dla nas to jest trudne. Podejrzewam, że niewielu z nas tak do tego podchodzi, pyta się, jaki jest zamysł Boga względem mojej osoby. Kard. Wyszyński uczy nas takiego podejścia. Nie oszczędzał się, gdyż miał poczucie misji, którą otrzymał od Boga.

Warto podkreślić jego wielką miłość i nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. On nie podchodził do Maryi historycznie. Wierzył, że jest obecna, prowadzi do Chrystusa i z Nim jednoczy. Jest Matką wiary, jest Matką Kościoła.

Kard. Wyszyński właściwie rozumiał Kościół – z jego blaskami i cieniami. Wierzył, że w Kościele jest Chrystus, który go nie opuści, mimo ludzkich słabości. Powiedział „Całe moje życie było jednym Wielkim Piątkiem”, ale nie załamał się w obliczu trudności, nawet w więzieniu. Swą ponadludzką zdawałoby się siłę, czerpał odpowiadając na wezwanie Boga. Nie był pesymistą, wierzył że miłość nadprzyrodzona, płynąca z Ofiary Chrystusa – jest zwycięska.

Ważna wskazówka na dzisiejsze czasy to również – nie ulegać atomizacji, indywidualizmowi, osadzać życie we wspólnocie i przeżywać jego relacyjny wymiar. Dziś obserwujemy dwie tendencje. Jedną jest indywidualizm, ucieczka do „własnej izdebki”, drugą – rozpłyniecie się w globalizmie. Kard. Wyszyński zwracał uwagę na znaczenie wspólnoty, jaką jest naród, kulturowa zbiorowość, idąca przez dzieje, przekazująca z pokolenia na pokolenie zasady, tradycje, wiarę i inne wartości. Z czwartego przykazania Bożego wyprowadzał miłość do Ojczyzny, głosił tę miłość i do niej wychowywał.

Prymas Wyszyński miał wielki szacunek dla drugiego człowieka, umiał przebaczać. Świadkowie mówią, że każdemu wybaczył i to nie tylko słownie. Modlił się za Bieruta. My mamy z tym problem. Modlimy się codziennie „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…” ale tak naprawdę, zwłaszcza, jak ktoś kilka razy nadepnie na odcisk – to jest bardzo trudne… Tego możemy się uczyć od kard. Wyszyńskiego.

Ale przede wszystkim – jak powiedziałem – uczył nas bezgranicznego zawierzenia Bogu, Jego Mocy Miłości oraz oddawania wszystkich swoich problemów, słabości, grzechów przekształcającej potędze Miłości Chrystusowej Ofiary Krzyża.

 

 

Jak wyglądać będą spotkania z cyklu „Myśląc z Wyszyńskim”?

Spotkania odbywać się będą raz na miesiąc. Przygotowywane będą przez poszczególne środowiska – UKSW, Papieski Wydział Teologiczny, Instytut Prymasowski, Centrum Myśli Jan Pawła II oraz Muzeum Jana Pawła II i Kard. Wyszyńskiego. Za każdym razem przewidziany jest udział 3 prelegentów, którzy wymienią się opiniami, by potem odpowiadać na pytania uczestników. Do udziału zaproszeni są wszyscy, a zwłaszcza środowiska uniwersyteckie i laikat katolicki. Debaty śledzić będzie można on-line na stronie archidiecezji warszawskiej.

 

Rozmawiała Maria Czerska/KAI

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Prymas Wyszyński „od siebie” o cierpieniu

„Od siebie trzeba wymagać najwięcej i nie opuszczać rąk.” Choć zmienił się kontekst historyczny, społeczny i polityczny, okazuje się, że nauczanie Prymasa Tysiąclecia wciąż jest dla nas inspirującym zadaniem do wykonania i pomocą w poszukiwaniu odpowiedzi na najtrudniejsze pytania.

Paweł Zuchniewicz
Paweł
Zuchniewicz
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Tam, gdzie często brakuje słów, kardynał Wyszyński odpowiadał swoim życiem i postawą. Co Prymas ma do powiedzenia dziś, nam Polakom, wkraczającym w trzecią już dekadę dwudziestego pierwszego wieku? Czy jest w stanie odpowiedzieć na nasze dylematy?

 

Jak „nie opuszczać rąk” z bezsilności?

Ten książę Kościoła i mąż stanu był jednocześnie człowiekiem o niezrównanym poczuciu humoru, miłośnikiem przyrody, znawcą różnorodnych gatunków roślin, a nade wszystko Ojcem – bo tak zwracały się do niego osoby z jego najbliższego otoczenia. Mądrość, którą hojnie dzielił się z rodakami nie była tylko uniwersytecką wiedzą, ale brała się z bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem, z ogromu doświadczeń.

Dokładnie 66 lat temu, 25 września 1953 roku, Prymas Polski, Stefan Wyszyński po czterech ciężkich latach prób obrony Kościoła przed szalejącym stalinizmem, został aresztowany i skazany na trzyletnią izolację. Wydawało się, że poniósł całkowitą klęskę. Jednak głęboka wiara, którą wtedy przejawiał, okazała się silniejsza niż stalinowskie więzienia i czołgi Armii Czerwonej. Także dziś, w trudnych momentach życia, gdy wydaje się nam, że wszystko się skończyło, Prymas pokazuje, jak te chwile wykorzystać na budowanie nowej, lepszej – choć nie zawsze łatwiejszej drogi.

 

„Od siebie” o sensie cierpienia

Zapytaliśmy naszych Czytelników, jakie pytania chcieliby dziś zadać Prymasowi Wyszyńskiemu. Wątki dotyczące: wiary, rodziny, historii, powołania, życiowych wyborów i współczesnych kontrowersji najczęściej pojawiały się w tych pytaniach. Wielokrotnie padało pytanie o sens cierpienia. I od tego właśnie najtrudniejszego tematu rozpoczynamy cykl „Od siebie” z odpowiedziami Prymasa, zaczerpniętymi z tekstów i wspomnień, które po sobie pozostawił.

 

Chcesz zmienić świat na lepszy? Zacznij właśnie OD SIEBIE.

Nauka Prymasa Tysiąclecia i bardzo aktualne odpowiedzi na pytania, niewątpliwie pomogą zacząć OD SIEBIE.

Więc do dzieła!

 


Prymas Wyszyński „od siebie” o sensie cierpienia


 

Dlaczego mnie to wszystko spotkało?

W czasie wojny znalazłem się przypadkiem we wsi, gdzie panował tyfus. Pojechałem tam z pasterską posługą. Znalazłem się w izbie, gdzie rodziła kobieta. Leżała bez prześcieradła, na zmielonej słomie, za poduszkę miała kapocinę. Nie było przy niej nic i nikogo, tylko ja. Co za straszne przeżycie. Nie mogłem jej nic pomóc, bo nie umiałem. Zdołałem tylko zorganizować pomoc. Długo jeszcze potem nie opuszczała mnie myśl, jak ogromny procent Polaków przychodzi na świat w takiej, stokroć gorszej niż betlejemska atmosferze.

 

Jak w takich sytuacjach odpowiedzieć na pytanie – dlaczego?

Otuchą jest dla nas świadomość, że i Chrystus cierpiał na Krzyżu.(…) Pociechą są dla nas Jego słowa, że smutek nasz w radość się odmieni.

Cierpień nigdy na ziemi nie zabraknie. I chociaż ludzie czynią wszystko, aby je zmniejszyć, są one nieuchronne. Gdy więc nieraz znużeni wiekiem, chorobami, codziennością życia, czujemy się przygnębieni – otuchą jest dla nas świadomość, że i Chrystus cierpiał na Krzyżu. A cierpiał niewinnie – za nas i za nasze grzechy. Pociechą są dla nas Jego słowa, że smutek nasz w radość się odmieni.

 

Czy takie słowa wystarczą cierpiącemu człowiekowi?

W okresie powstania byłem kapelanem AK i miałem dużo kontaktu z cierpieniem, niedolą i męką ludzką. Pamiętam operację bardzo dzielnego żołnierza, któremu trzeba było odjąć nogę. Powiedział, że zgodzi się na operację pod tym warunkiem, że przez cały czas będę przy nim stał. Złapał mnie za rękę i trzymał ją, dopóki nie zacznie działać środek usypiający. Byłem wtedy strasznie nieuczciwy, bo gdy poczułem, że jego ręka opadła, pobiegłem do innych, których trzeba było spowiadać lub przygotowywać do następnych operacji. Aby zdążyć na czas umówiłem się tylko z lekarzem, że mnie natychmiast wezwie, gdy mój żołnierz zacznie się budzić. W tym wypadku nie było innego wyjścia. Przyszedłem w porę, gdy on już budził się po operacji. Było to dla niego wielką pociechą, podtrzymaniem i otuchą. Wystarczyła sama życzliwość, współczująca obecność, jakieś dobre słowo, trzymanie za rękę. 

 

Dziś – przy wielkim postępie medycyny – wydaje się, że ludzie bardziej cierpią wewnętrznie niż z powodu fizycznych dolegliwości. W Polsce wzrasta liczba depresji i samobójstw, coraz więcej ludzi korzysta z pomocy psychiatrycznej…

Cierpienie, choroby, udręki ciała są niewątpliwie ciężkim doświadczeniem dla każdego człowieka. Ale większe jeszcze udręki, nie dające się nawet porównać z cierpieniami ciała, przeżywa Kościół i cała rodzina ludzka. Chrystus kazał nam lękać się nie tych, co zabijają ciało, ale tych, co godzą w duszę. Bo chociaż zabić jej nie mogą, to jednak mogą wielce zaszkodzić człowiekowi i stworzyć prawdziwą udrękę, nawet najzdrowszym.

Dużo jest dzisiaj na świecie takich udręk. Pomyślcie, ilu ludzi poddanych jest najrozmaitszym, niekiedy niezawinionym cierpieniom… Jak bolesne dla nas wszystkich jest to, że na całym świecie i w naszej Ojczyźnie żyje tylu ludzi nietrzeźwych, pogrążonych w nałogu pijaństwa, narażających na ogromne straty życie społeczne, zawodowe, gospodarcze; narażających samych siebie na utratę zdrowia i powodujących liczne wypadki w pracy. Tacy ludzie wyrządzają krzywdę nawet Kościołowi świętemu. Przez straszny bowiem nałóg pijaństwa zniekształcają i poniewierają Boże oblicze człowieka.

Pomyślcie o innej jeszcze udręce. Tak często pisze się dzisiaj o narkomanii, której poddaje się młodzież, odurzając się różnymi narkotykami. Narkomania staje się wielką chorobą społeczną współczesnego świata. I ona doprowadza do wielu cierpień.

Pomyślcie również o tych ludziach, którzy cierpią nędzę materialną na skutek wyzysku; o tych, którzy nawet po ciężkiej i wyczerpującej pracy nie są w stanie wypełnić wszystkich obowiązków wobec swoich rodzin. Mówi się dzisiaj dużo o udręce narodów głodnych, głodujących, niedożywionych. Mówi się o niekończącej się niemal męce ludów ogarniętych wojnami. A chociaż wszyscy walczą o pokój i pragną go – nie ma pokoju na świecie. Bo wielu zapomniało, że prawdziwy pokój może dać tylko Chrystus – nie świat! Jest jeszcze jeden rodzaj udręki, może najbardziej bolesny. To udręka ludzi, którzy nie znają Boga, którzy utracili wiarę.

 

Chyba wtedy szczególnie trudno zobaczyć sens przeciwności…

[We wrześniu 1939 pewien żołnierz poprosił mnie o spowiedź]. Spowiadałem go w okopie, a w pewnej odległości rolnik siał. Spowiadając, obserwowałem go. Żołnierz płakał i mówił: „Proszę księdza, co oni z nami zrobili? Co oni z nami zrobili?” Potem podszedłem do gospodarza, mówiąc: „Wszyscy uciekają, wszyscy się boją, a pan sieje?” On mówi: „A ksiądz też się boi?” „Na pewno, boję się.” „Proszę księdza, gdybym zostawił zboże w spichlerzu, to spłonie, a wrzucę w ziemię, to zawsze ktoś z niego chleb będzie jadł”. 

 

Ten rolnik miał nadzieję, bo wiedział, że jego praca komuś się przyda. Co Prymas powie chorym, przykutym do łóżka, nieużytecznym, gorzej jeszcze, będącym ciężarem dla innych?

Swoją wiarą i nadzieją możecie pomagać innym, którzy są wokół Was: obok – na łóżku, w innej sali czy w innym szpitalu. Wielu ludzi oczekuje waszej pociechy i pomocy, mimo, iż sami cierpicie.

Wy posiadacie skarb cierpienia, ofiarowanego Bogu. Dlatego możecie wiele pomóc innym. Chciejcie więc dołączyć wasze cierpienie do Męki Chrystusa. Nie tylko Go przez to pocieszycie, nie tylko sami doznacie ulgi, ale jeszcze pomożecie tym, którym świat już nic pomóc nie może.

Swoją wiarą i nadzieją możecie pomagać innym, którzy są wokół Was: obok – na łóżku, w innej sali czy w innym szpitalu. Wielu ludzi oczekuje waszej pociechy i pomocy, mimo, iż sami cierpicie. Pamiętajcie i na Kalwarii Chrystus nie był sam, wisiał wprawdzie w sąsiedztwie dwóch łotrów, których pocieszał i niósł im pomoc – „Dziś będziesz ze Mną w raju” – ale i On miał swoją Pomoc. Pod Krzyżem stała Jego Matka, Maryja. Widział Ją, radował się Jej obecnością. I sprawił Jej największą radość, gdy uczynił Ją Matką nas wszystkich. W Jej opiekę oddał umiłowanego ucznia, Jana. Matka i Syn wzajemnie się pocieszali, służyli sobie pomocą.

Chciejcie pamiętać, że smutek wasz w radość się obróci już tu na ziemi, gdy sobie uświadomicie, że waszymi cierpieniami możecie przynieść pomoc innym, zwłaszcza tym, którzy cierpią prześladowanie dla Chrystusa. Możecie przynieść pomoc Ojcu Świętemu, biskupom i kapłanom. Możecie też pomóc tylu ludziom, którym wydaje się, że już nikt o nich nie pamięta.

Wszystkich Was zapraszamy dzisiaj, abyście uważali się za pomocników Matki Chrystusowej, która jest Pomocnicą Jezusa, Jego Kościoła i Dzieci Bożych. Dopiero wtedy zapanuje wśród Was radość. Życie wasze nabierze nowych barw. Zapomnicie o sobie i swoich udrękach, a będziecie pamiętali o innych i o całym Kościele.

Gdy będzie Wam ciężko, pamiętajcie, że i Chrystus cierpiał. Ale idąc na Krzyż uprzedzał uczniów swoich, że trzeciego dnia zmartwychwstanie. Pamiętajcie o tym, że i przed Wami jest zmartwychwstanie i życie. „Smutek wasz w radość się odmieni”.

Przyjmijcie te słowa, Umiłowane Dzieci, jako moją pomoc, którą Wam niosę – nie swoimi, ale wziętymi z Chrystusa siłami, które rozpala w nas Matka Chrystusowa, Matka Kościoła, Wspomożycielka Wiernych.

 

Teksty wybrał Paweł Zuchniewicz 

 


“Od siebie” to cykl zawierający odpowiedzi Prymasa Wyszyńskiego na pytania zadane przez Czytelników Stacji7. Odpowiedzi pochodzą z tekstów przemówień, homilii i zapisków Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Cykl jest okazją do poszukiwań odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, wskazówek do podjęcia właściwych decyzji życiowych, czy pogłębienia swojej wiary. Zacznij więc OD SIEBIE.

🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️

Paweł Zuchniewicz

Paweł Zuchniewicz

Dziennikarz, pisarz, autor powieści biograficznych o św. Janie Pawle II, Prymasie Wyszyńskim (Ojciec wolnych ludzi) i innych świadkach wiary. Wicedyrektor ds. wychowawczych w szkole “Żagle” Stowarzyszenia STERNIK.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Paweł Zuchniewicz
Paweł
Zuchniewicz
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap