Foto. Screen Zwiastun Filmu/ mat. prasowe Gutek Film
Piękny film o brzydkich grzechach. Nowy film Parka „Bez wyjścia” powoduje śmiech, który zaciska gardło
Park Chan-wook w filmie "Bez wyjścia" pokazuje świat, w którym człowiek najpierw redukuje siebie samego do funkcji, a potem odkrywa, że system umie tę funkcję przejąć bez reszty.
Park Chan-wook wrócił z filmem, który z pozoru wygląda jak czarna komedia o kryzysie zawodowym, ale bardzo szybko odsłania znacznie głębszy dramat. „Bez wyjścia” (No Other Choice), pokazane po raz pierwszy w konkursie głównym festiwalu w Wenecji 29 sierpnia 2025 roku, zostało po premierze odczytane jako gorzka, formalnie precyzyjna opowieść o człowieku zepchniętym na margines przez świat wydajności, konkurencji i lęku przed zbędnością. Krytycy pisali o sardonicznym humorze filmu, jego elegancji wizualnej i o tym, że Park znów potrafił połączyć styl z przenikliwą diagnozą ludzkiego zagubienia.
W centrum opowiadanej historii stoi Man-su, grany przez Lee Byung-huna (znany z serialu „Squid Game). Główny bohater ma dom, rodzinę, pracę, psy, dobrze urządzoną codzienność. Wszystko wydaje się na miejscu. A jednak Park od początku podpowiada, że ten porządek jest tylko dekoracją. Wystarczy utrata pracy w fabryce papieru, by spod mieszczańskiej kompozycji wylały się lęk, upokorzenie i rozpaczliwa walka nie tyle o życie, ile o jego pozory. Man-su nie walczy o sens. Walczy o utrzymanie roli, jaką wyznaczyło mu konsumpcyjne społeczeństwo.
Ludzie bez więzi
To nie jest tylko film o bezrobociu czy o późnym kapitalizmie. To film o człowieku, który przestał żyć od środka. Bohaterowie funkcjonują tu przede wszystkim jako role: spełniony menadżer, zadbana kobieta, dziewczynka realizująca marzenia o karierze muzycznej, choć nie wiadomo już, czyje to naprawdę marzenia. Są obok siebie, ale nie są ze sobą. Rozmawiają, lecz nie komunikują własnego wnętrza. W ich świecie nie ma spotkania. Jest tylko obieg informacji i masek.
W tym sensie „Bez wyjścia” bardzo dobrze wpisuje się w twórczość reżysera „Oldboya”, „Służącej” i „Podejrzanej”. Park od lat opowiada o ludziach uwięzionych w pragnieniach, przemocy, winie i iluzji. Tym razem jest może bardziej ludzki, ale nie mniej bezlitosny. Nie szydzi z człowieka. Pokazuje raczej, jak łatwo człowiek staje się karykaturą samego siebie, kiedy traci z pola widzenia prawdę o sobie. To właśnie dlatego ten film jest zarazem śmieszny i bolesny.
ZOBACZ TAKŻE >>> „Dobry chłopiec”. Nowy film Komasy skazuje na wybór między dwiema skrajnościami
Przeczytaj również
Groteska, która boli
Najbardziej uderzające jest to, jak Park łączy groteskę z tragizmem. Są w filmie sceny, w których widz najpierw się śmieje, a po chwili orientuje się, że ten śmiech zaciska mu gardło. Tak działa choćby scena zabójstwa Beom-mo Goo – rozpisana niemal jak osobliwy taniec nieporadności, z dobrą muzyką w tle, z ruchem ciał, które nie są ani sprawne, ani groźne. To jedna z tych scen, w których Park pokazuje coś szczególnie gorzkiego: człowiek, który utracił duchowy wymiar życia, staje się śmieszny nawet w swojej przemocy. Nie dlatego, że przemoc jest błaha. Dlatego, że człowiek nie dorasta już nawet do własnej ciemności.
Lee Byung-hun prowadzi główną postać filmu znakomicie. Nie robi z Man-su ani potwora, ani ofiary. Gra człowieka, który coraz bardziej się rozpada, a jednak kurczowo trzyma się resztek dawnej pozy. To właśnie nadaje filmowi jego szczególny ton: śmiech i wstyd, ironia i rozpacz, komizm i klęska nieustannie przechodzą tu jedno w drugie.
Człowiek, który przestał patrzeć
W filmie bardzo ważna jest przyroda. Pory roku zmieniają się jak osobny komentarz do losu bohaterów. Świat wokół nich jest piękny, nasycony barwami, chwilami wręcz olśniewający. A jednak oni nie potrafią się zatrzymać, by go zobaczyć. Nie patrzą. Nie kontemplują. Przyroda pozostaje niedostrzegalnym tłem dla ludzi, którzy utracili zdolność zachwytu.
I właśnie tutaj „Bez wyjścia” otwiera się na odczytanie głębsze niż społeczne. W pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju człowiek zostaje wpisany w porządek stworzenia nie tylko jako ten, który działa, ale również jako ten, który potrafi przyjąć świat jako dar. Bóg po dziele stworzenia odpoczywa dnia siódmego i patrzy na swoje dzieło. To nie jest bezczynność. To jest kontemplacja, która nadaje sens działaniu. Człowiek stworzony na obraz i podobieństwa Boga zostaje jako jedyne ze stworzeń powołane do kontemplacji na wzór Boga. U Parka ten wymiar zostaje utracony. Bohaterowie nie mają już w sobie miejsca na dzień siódmy. A kiedy człowiek traci zdolność kontemplacji, zaczyna żyć wyłącznie przymusem, impulsywnością i instynktem.
Muzyka, która nie ratuje
W filmie bardzo mocno pracuje muzyka, za którą odpowiada Jo Yeong-wook, wieloletni współpracownik Parka. Reżyser sięga także po utwory już istniejące. W filmie pojawiają się między innymi Mozartowski Koncert fortepianowy nr 23, „Redpepper Dragonfly” Cho Yong-pila, „Let’s Walk On” Kim Chang-wana oraz „Le badinage” Marina Marais. Muzyka nie uszlachetnia jednak bohaterów. Przeciwnie: często jeszcze mocniej odsłania ich śmieszność, ich nieadekwatność, ich tragiczną bezradność. Tam, gdzie mogłoby pojawić się wzniosłe napięcie, pojawia się ironia. Tam, gdzie człowiek chciałby zachować godność, muzyka wydobywa pęknięcie.
Papier, zysk i utrata człowieka
Mocna jest sama ironia przedmiotu walki, jaką toczy główny bohater. Wszystko rozgrywa się wokół produkcji papieru. Papier oznacza tu nie tylko przemysł i miejsce zatrudnienia, lecz także pewną logikę cywilizacji: eksploatację, wydajność, niszczenie tego, co żywe, w imię tego, co policzalne. Człowiek walczy o miejsce w systemie, który niszczy przyrodę, do kontemplacji której sam został powołany. Wszystko się tu zapętla.
W tle pobrzmiewa również temat AI i automatyzacji. Papież Leo XIV od początku swojego pontyfikatu wielokrotnie mówił, że Kościół musi odpowiedzieć na nową rewolucję przemysłową i rozwój sztucznej inteligencji. W swoich wypowiedziach podkreślał, że stawką nie jest tylko postęp techniczny, ale sama antropologia – prawda o człowieku, jego godności, pracy, relacjach i zdolności do komunikacji. W tym sensie „Bez wyjścia” może być bardzo dobrym wstępem do lektury encykliki Leona XIV o rewolucji AI, której publikacja już została zapowiedziana przez Watykan.
Jak wyrwać się ze świata bez wyjścia?
Park Chan-wook pokazuje świat, w którym człowiek najpierw redukuje siebie samego do funkcji, a potem odkrywa, że system umie tę funkcję przejąć bez reszty. Dlatego „Bez wyjścia” zostawia po sobie nie tyle moralitet, ile pytanie antropologiczne. Co dzieje się z człowiekiem, który odrzuca prawdę o sobie jako o istocie cielesno-duchowej? Park odpowiada bez pocieszania: staje się on śmieszny, a jednocześnie tragiczny. Jego instynkty rodzą śmiech, bo nie są już zakorzenione ani w wartościach, ani w autorefleksji, ani w transcendencji. Ale zaraz potem ten śmiech zamienia się w smutek, bo okazuje się, że śmieszność nie jest tutaj przeciwieństwem tragedii. Jest jej pierwszą odsłoną.
A jednak po seansie zostaje pytanie, którego nie warto zbywać zbyt szybkim pesymizmem. Jak wyrwać się ze świata bez wyjścia? Być może wyjście jest bliżej, niż się wydaje. Być może wystarczyłoby obrócić głowę o sto osiemdziesiąt stopni i naprawdę zobaczyć świat wokół siebie: drzewa, światło, zmienność pór roku, twarz drugiego człowieka. Być może wystarczyłoby podnieść wzrok ku niebu i słońcu, by obudziły się pytania, których nie da się zamknąć w logice zysku: pytania o sens, o wdzięczność, o Boga. Bohaterów filmu nie stać na ten gest. Co zrobi widz? Na to pytanie każdy musi już odpowiedzieć sam.
Notka o filmie
„Bez wyjścia” (No Other Choice), reż. Park Chan-wook, scen. Park Chan-wook, Lee Kyoung-mi, Don McKellar, Lee Ja-hye, gatunek: czarna komedia / thriller, prod. Korea Południowa, 139 min. W obsadzie m.in.: Lee Byung-hun, Son Ye-jin, Park Hee-soon, Lee Sung-min, Yeom Hye-ran, Cha Seung-won. Światowa premiera: 29 sierpnia 2025 r. na festiwalu w Wenecji. Premiera kinowa w Polsce: 13 marca 2026 r. Dystrybucja: Gutek Film.
Tekst autorstwa ks. Mariusza Marszałka SAC pochodzi ze strony Ksiądz Mariusz Sac „Ksiądz z kulturą” to seria o spotkaniach z filmem, książką i sztuką, które nie kończą się na recenzji. Szukam w nich nie tylko jakości artystycznej, ale przede wszystkim prawdy o człowieku — o jego tęsknotach, pęknięciach, pragnieniach i pytaniach o Boga. – ks. Mariusz Marszałek SAC
FB/Ksiądz Mariusz Sac/mat. prasowe Gutek Film











