Nasze projekty
o. Tomasz Grabowski OP

„Korona Królów”. Skąd Dominikanie na dworze króla Władysława?

Kłuje mnie w oczy sam fakt pokazania się dominikanów na dworze króla Władysława i Jadwigi. Para królewska wspierała franciszkanów, dla nich fundowała klasztory i oddawała w opiekę kościoły, im też pewnie polecała duszpasterstwo dworzan

Reklama

Osobiście nie oglądam telenowel, również tych historycznych, ani produkcji tureckiej (Wspaniałe stulecie) ani polskich. Przełamałem się jednak, ponieważ internetowe polemiki dotyczyły również spraw liturgicznych, a skoro liturgia i średniowiecze pojawiają się na ekranie, czemużby nie zresetować umysłu i przyjrzeć się osiągnięciu polskiej kinematografii. Reset podziałał połowicznie, bo zamiast wprowadzić w stan intelektualnego letargu a przynajmniej błogiej tabula rasa — w końcu tego właśnie oczekuję od wieczornej posiadówki przed ekranem — ciśnienie nieznacznie mi podskoczyło, a szczęki się zacisnęły, jakby nazbyt kurczowo. Reakcja była spowodowana dwoma wątkami prezentowanymi w serialu.

Pierwszym z nich zajmę się poniżej, a drugim, gdy serial dotrze już do zapowiadanego Triduum Paschalnego. Zirytował mnie sposób prezentacji XIV-wiecznych dominikanów. Nie pomijam, ale wybaczam kwestię czupryn, z jakimi się pojawiają na planie. Co prawda, wypadało aktorów wystrzyc w przyzwoite, wąskie tonsury. Ale co tam, niech będzie. Pewnie zabrakło w budżecie pieniędzy, by chłopakom dopłacić za niewygodę i ziąb odczuwany na szczycie głowy.

Bez większego trudu wybaczam też sprawę habitów. Nie dość, że odwzorowują krój z epoki baroku, to do tego robią to błędnie. W ekranizowanym okresie bracia kaznodzieje używali habitów skromniejszych, bez szerokiego kołnierza, a czarny kaptur był połączony z kapą, biały natomiast ze szkaplerzem. Tutaj, nie wiem dlaczego, biały kaptur zszyto z czarnym. Przez to spowiednik Anny Aldony, ojciec Wojciech, żeby przyjść do księżnej bez kapy, musi paradować w czarnym kapturze, bo białego nie ma. Wystarczyło zgłosić się do nowicjatu. Bracia pewnie i za darmo pożyczyliby kilka habitów. Choć nie odpowiadałyby tym z czasów Łokietka, przynajmniej byłyby bliższe jakimkolw jakimkolwiek habitom dominikańskim.

Reklama
Reklama

Najbardziej jednak kłuje mnie w oczy sam fakt pokazania się kaznodziejów na dworze króla Władysława i Jadwigi. Para królewska wspierała franciszkanów, dla nich fundowała klasztory i oddawała w opiekę kościoły, im też pewnie polecała duszpasterstwo dworzan. Dominikanie mogli wydawać się władcom podejrzani, ponieważ współpracowali z krzyżakami. Owszem, wraz z nimi ruszyli na północ kraju, tam stawiali klasztory w miastach lokowanych lub rozbudowywanych przez krzyżaków, spowiadali Wielkiego Mistrza zakonu rycerskiego, a Krzyżacy na swój użytek skopiowali liturgię kaznodziejów.

Reklama
Reklama

Co prawda, jest pewien plus tej dziwacznej — z punktu widzenia historii — podmiany. W kilku odcinkach serialu można posłuchać Marcina Bornus Szczycińskiego, który intonuje i z zespołem śpiewa chorał dominikański. Panowie wykonują śpiewy według rytmicznej interpretacji opartej o trzynastowieczny traktat De musica Hieronima z Moraw, dominikanina. Nieczęsto się zdarza, by do telewizji przebił się chorał w tej interpretacji. Brakuje niestety nieco pogłosu i większej liczby gardeł, ale widok Marcina w habicie zakonu, którego tradycji liturgicznej poświęcił wiele lat pracy, cieszy i wynagradza wiele.

Skąd producenci zaczerpnęli pomysł na umieszczenie dominikanów na dworze królewskim w Krakowie?

Może chodziło o malowniczy element w dość ubogiej scenografii? Biało-czarny habit w tym czy innym kroju dobrze się prezentuje na ekranie. Myślę, że chodziło o coś więcej. W serialu kler diecezjalny, czy to biskupi czy archidiakon, są konsekwentnie przedstawiani w negatywnym świetle. Religia, nazwijmy ją „urzędowa”, wyznawana przez królową Jadwigę i narzucona dworzanom, jest zlepkiem rygorystycznych przepisów, obłudy i dewocji. W tym kontekście umieszczono kilku braci zakonnych, którzy niewiele mówią, a gdy się odzywają, wydają się być pobożni. Wykorzystywani są przede wszystkim do nabożnego śpiewania antyfon i responsoriów żałobnych. Czy nie jest to stereotyp z XXI wieku przeniesiony do czasów Kazimierza Wielkiego?

Reklama

Wiele osób postrzega braci św. Dominika jako odrębny nurt w Kościele. Ma ich za „bardziej ludzkich” księży, którzy niekoniecznie jeżdżą drogimi samochodami, posługują się niezrozumiałym, nadętym, kościelnym językiem i nie zależy im wyłącznie na pieniądzach. Nie będę nikomu bronił mieć fałszywego wyobrażenia na nasz temat. Ale martwi mnie utwierdzanie negatywnego obrazu kleru diecezjalnego i sugerowanie, że wiara przeżywana przez ludzi w kręgach władzy musi być obłudna. Coraz więcej jest przykładów bardzo oddanych i życzliwych ludziom księży, pobożnych pasterzy od wikarych zaczynając a na biskupach kończąc, coraz więcej księży dobrze wykształconych. Od wielu braci w sutannach możemy uczyć się i wiary i poświęcenia, duchowości i uczciwości, pobożności i kaznodziejstwa. Sądzę, że wady u dominikanów rozdane są w podobnej ilości i mocy, jak u księży diecezjalnych.

 

Nie ma powodu, dla którego warto było wbrew faktom historycznym utwierdzać przeciwstawianie dominikanów klerowi diecezjalnemu. Również wiara przeżywana przez władców nie musi być obłudna i fanatyczna.

Wydaje się, że chociażby przykład byłej pani premier na to wskazuje. Czy wiele potrzeba wyobraźni, by stworzyć postać pozytywnie religijną? Czy dewocja musi przykrywać mordercze instynkty i niskie motywacje? Świat się zmienia, Kościół również. Mógłby też zmienić się w tych aspektach serial Korona królów.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite