video-jav.net

Spowiedź to donos. Opary absurdu

Nie Kościół jest głównym tematem tego wywiadu, ale największym echem odbiły się właśnie jego

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Tadeusz Słobodzianek został przez redakcję Gazety Wyborczej przemaglowany z różnych tematów. Od zupełnie oczywistych w wypadku wywiadu z reżyserem teatralnym pytań o kulturę, sztukę i inspiracje, po bieżącą politykę i jej pochodne, wśród których znajduje się oczywiście (w czerskiej narracji) Kościół. I tutaj rewelacje sięgają zenitu.

Czytelnik pozwoli, że streszczę.

Być albo nie być Kościoła to podkręcanie mesjanistycznej, apokaliptycznej retoryki, której symbolem są święcące triumfy i napędzające nasz Kościół poglądy księdza Natanka. Polski katolicyzm jest kulawy, ponieważ Bolesław Chrobry nie uczynił świętym swojego ojca, ale zbrodniarza Wojciecha, który przecież nie był Polakiem, co spowodowało, że zamiast padać na twarz przed królem od setek lat padamy przed Kościołem, a on uczy jedynie donosicielstwa i przekupstwa. Pierwsze to efekt spowiedzi św., która to przez wyznawanie własnych grzechów uczy mówienia o grzechach cudzych, a drugie – skutek kultu maryjnego, który jest obliczony na przekupywanie Jezusa Chrystusa emocjonalnym stosunkiem do Matki. Dowodem na to jest fakt, że wszędzie, gdzie istnieje kult maryjny jest taca z nieopodatkowanymi pieniędzmi.

I ja naprawdę niczego nie zmyślam, nie koloryzuję i nie uśmieszniam. W tym tekście to wszystko jest.

Co symptomatyczne, natemat.pl wyciągnął z tego wywiadu tylko powyższe treści antykościelne i zrobił z nich osobny artykuł, resztę wypowiedzi (jakieś 90% wywiadu) świadomie omijając. Wniosków na tacy podawać nie trzeba.

Spowiedź to donos. Opary absurdu

Jeszcze nie opadły opary absurdu z czarnomagicznych kadzielnic gnostyka Krzysztofa Pieczyńskiego, a już okazuje się, że wysoko zawieszona poprzeczka może w tych igrzyskach na najbardziej karkołomną tezę antykościelną zostać przeskoczona. I to z taką gracją. Pogratulować.

Niestety nie dowiadujemy się, w jaki sposób ksiądz Natanek, o którym zdążyli już wszyscy zapomnieć, ma tak inspirujący wpływ na polski Kościół i czy suspensa wraz ze znikomą popularnością w sieci (wszak reżyser powołuje się na jakieś sukcesy ks. Natanka na YouTubie) nie świadczyłyby o czymś przeciwnym. Nie dowiadujemy się też, czy Bolesław Chrobry nakazujący Kościołowi kanonizację swojego ojca nie jest obrazem, który zasłużenie byłby przedmiotem krytyki jako dowód na sprzedajność Stolicy Apostolskiej. Niestety nie dowiadujemy się, jakie to prawidło psychologiczne sprawia, że wyrażanie żalu z powodu popełnionego zła prowadzi w prostej linii do publicznego obmawiania zła wyrządzanego przez bliźnich. Podobnie nie dowiadujemy się, jaki jest związek między domniemanym mariologicznym przekupstwem, a pieniędzmi na tacę, które ponoć nigdzie nie są opodatkowane.

Szkoda. Bo w skrótach myślowych i w lukach między nimi wiatr nonsensu hula i rozgaszcza się na dobre.

Krzysztof Pieczyński założył właśnie bloga, w którym będzie walczył o laickość Polski i apostazję na życzenie. Podobną drogę proponuję panu Tadeuszowi. Już dziś deklaruję zachłanną lekturę wszystkiego, co zachciałby tam napisać.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polska. Krok do iranizacji

Grunt pod nogami zadrżał antykościelnym lewicowcom już w zeszłym tygodniu, a od wczoraj drżenie to rezonuje jeszcze silniej. Otóż jesteśmy o krok od stania się republiką wyznaniową i publicyści nie wahają się wyciągać z rękawa porównań do Iranu

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Już na początku zalecałbym wzięcie głębokiego oddechu. Po pierwsze wprowadzenie takiego ustroju jest niemożliwe ze względu na społeczny sprzeciw i konieczność dokonania skomplikowanych korekt w konstytucji (w zasadzie napisania jej na nowo), po drugie – polska wersja takiej republiki z oczywistych względów musiałby przybrać inny kształt niż wersja irańska, po trzecie – Kodeks Prawa Kanonicznego (kan. 285, par. 3) zabrania duchownym sprawowania władzy świeckiej, aż wreszcie po czwarte i najważniejsze – to, przed czym antyklerykałowie tak strasznie trzęsą portkami jest intelektualną prowokacją, którą spanikowani publicyści wzięli jako prawdziwy postulat.

O co chodzi?

Prof. Szczerski, dawniej podsekretarz stanu w MSZ, jest brany pod uwagę jako współpracownik w Kancelarii Prezydenta, o ile zostanie nim przedstawiciel opozycji. Nazwisko to wyciekło w takim właśnie charakterze, więc część publicystów wzięła sobie za punkt honoru skomentować kompetencje profesora. Traf chciał, że 10 lat temu (!) w czasopiśmie Pressje profesor sugerował konieczność przekształcenia senatu w reprezentację osób zaufania publicznego, czyli m.in hierarchów. Pomijając już fakt, że zaufanie wobec biskupów jest w Polsce diametralnie inne niż wtedy, gdy umierał Jan Paweł II, należy podkreślić jedną sprawę: ten postulat to literacka fikcja.

Celem tego numeru Pressji było bowiem bajdurzenie nad alternatywami. Co by było, gdyby…? – zadawano sobie pytanie i snuto domysły. Tekst prof. Szczerskiego szedł w określonym z góry kierunku, ale bez pretendowania do miana politycznego postulatu. Dziś, po 10 latach wyciąga się ten tekst i straszy iranizacją Polski (termin ten ma zresztą długą propagandową historię, ale to temat na zupełnie inny wpis). Czy można być bardziej niepoważnym?

Polska. Krok do iranizacji

Ale dobrze się stało, bo ta z daleka ujawniona panika pokazuje nam po prostu wyższe piętro budowli, którą obserwować możemy każdego dnia – konstrukcję zabobonnego wręcz strachu przed klerykalną dyktaturą, który jest aprioryczny do tego stopnia, że nie bierze pod uwagę nawet dyskusji nad treścią. Kler w parlamencie byłby zły, bo byłby klerem. I kropka.

Ta obserwacja może nas doprowadzić do prostego pytania: czym różni się w poglądach biskup od wierzącego, praktykującego, zaangażowanego politycznie katolika, który w świetle prawa mógłby to miejsce w wyższej izbie parlamentu zająć?

Mnie też delikatnie odrzuca obrazek połowy miejsc w Senacie zajętych przez ubranych w sutanny hierarchów, więc cieszę się z wskazanego wyżej przepisu w KPK. Ale stawiam pytanie, czy ten lęk przed silną reprezentacją Kościoła i katolicyzmu w Polsce, ta wręcz alergiczna reakcja na domniemany postulat prof. Szczerskiego i wieczne zasłanianie się ponoć konstytucyjnym (gdzie dokładnie?) rozdziałem państwa od Kościoła nie są obrazem tego, kim dla niektórych środowisk stają się katolicy?

A stają się grupą reprezentującą zagrożenie, konieczną do zmarginalizowania, niegodną udziału w demokracji ze swoim wiecznym wstecznictwem i sztandarami ciemnogrodu. Czy kłamliwość medialnego opisu Kościoła, w którym prymas obraża się na wiernych, katechetka zwalniania jest po rozwodzie z publicznej szkoły, biskupi zamiatają afery pod dywan, a inkwizycyjne stosy są o krok od zapłonięcia; czy ta oszukańcza nieprzystawalność może przynosić aż tak absurdalne owoce?

Nie znam odpowiedzi. Pytam.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >