Nasze projekty

Służba w dziennikarstwie

Nie ma chyba trudniejszego tematu. Wszyscy wiemy jak powinno być ale też wszyscy wiemy jak jest

Reklama

Dziś jeśli widz, słuchacz, czytelnik chce dostać informację gloryfikującą na przykład działania rządu – doskonale wie jaką stację musi włączyć, jaką gazetę powinien kupić, i na odwrót. Co więcej wszystkim się wydaje, że w informacji o to właśnie chodzi. A gdzie tu jest mowa o rzetelności?

W dziennikarstwie służba powinna być synonimem rzetelności i należytej staranności. Nic więcej, tylko tyle albo aż tyle. Składa się to bowiem na pojęcie prawdy. Jednak, żeby mówić prawdę, trzeba wiedzieć, żeby wiedzieć trzeba się bardzo dobrze przygotować. Do każdej relacji, do każdego wydarzenia, do każdej dziennikarskiej sytuacji. Nie komentować, nie interpretować (to jest najprostsze i słyszymy to prawie wszędzie w wykonaniu moich kolegów  dziennikarzy) ale przygotować się do czegoś.

To co pisze jest tak oczywiste, że aż się wstydzę a jednak…

Reklama
Reklama

EN_01213932_3207

Reklama
Reklama

Pamiętamy obrazy sprzed kilkunastu dni – 29 lipca – Papież Franciszek w Auschwitz. Po przejściu przez obozową bramę, Franciszek na dłużej zatrzymał się na Placu Apelowym, tym samym, na którym więźniowie,  rano i wieczorem, w upale i podczas mrozów stali na baczność, w szeregach. Kiedy Niemcom nie zgadzały się „rachunki”, kiedy kogoś z więźniów brakowało – stali tak całą noc.

Papież patrzył na budkę podoficera raportowego – jedyne wygodne (choć to słowo brzmi w tym kontekście tragicznie) miejsce na Placu Apelowym. Hitlerowski strażnik widział stąd wszystkich więźniów. Karał kogo chciał i jak chciał. Obok była szubienica, dziś to rekonstrukcja. Niemcy wieszali na niej niepokornych więźniów. 19 lipca 1943 roku właśnie tu powiesili 12-tu Polaków za to, że pomogli uciec z obozu trzem więźniom. To była największa publiczna egzekucja w Auschwitz. Papież ucałował słup szubienicy, po czym poszedł na niewielki trawnik tuż obok bloku nr 17. Poprosił o krzesło, usiadł na prostym, drewnianym, czarnym krześle i modlił się w ciszy. Parzył na Plac Apelowy.

Reklama
papiez-auschwitz
© CTV / youtube.com

Było to kilkanaście minut przed tym, jak wszedł do celi śmierci w bloku  nr 11. Celi, w której umierał ojciec Maksymilian Maria Kolbe – więzień Auschwitz o numerze 16670. Dlaczego papież Franciszek zatrzymał się na Palcu Apelowym? Dlaczego chciał być w tym miejscu tak długo? Dlaczego poprosił ochronę o krzesło przed blokiem nr 17? Czy znajdziecie Państwo dziennikarza, który by o tym opowiedział relacjonując papieską wizytę w Auschwitz? Zgoda. Ja też wtedy nie powiedziałam, bo nie wiedziałam.

Przygotowując się do relacji, konstruując felieton, telewizyjny news z takiego miejsca jak to – należało o Auschwitz wiedzieć wszystko. Nie tyle ile wie każdy. Dziennikarz musi wiedzieć więcej, jeszcze więcej aniżeli przewodnik, czy historyk, bo tylko wtedy jest możliwe natychmiastowe połączenie faktów i zdarzeń.  Tylko wtedy możemy wytłumaczyć widzom, co oznacza na przykład taki niespodziewany postój papieża,  dokładnie w takim miejscu, przed blokiem  nr 17.

auschwitz
© Mazur/episkopat.pl

Dzisiaj już wiem. Jednak już nie nadrobię tej zaległości w swoim newsie (chyba, że teraz…). Tego dnia – 29 lipca, wróciliśmy z ekipą Wydarzeń (TV  Polsat) do Auschwitz jakieś 6 – 8 godzin po tym jak papież odjechał do Krakowa. Obóz był zamknięty, pusty ale nasze specjalne przepustki na ŚDM jeszcze działały. Musiałam zobaczyć to miejsce przy bloku 17, to miejsce, na którym jeszcze kilka godzin temu stało proste czarne krzesło. – Dlaczego Papież przyszedł właśnie tu? – zapytałam strażnika z Muzeum, który towarzyszył mi w samotnej wyprawie „śladami papieża Franciszka w Auschwitz”. Uśmiechnął się (być może nawet z politowaniem) i wskazał dłonią na obozowy blok nr 17. Nie musiał mówić już nic. Na murze zobaczyłam niewielką mosiężną tablicę – na górze był obozowy numer, który doskonale znałam – 16670 – i dalej napis: W tym miejscu w końcu lipca 1941 roku, podczas apelu bloku 14-go wystąpił z szeregu polski franciszkanin Maksymilian Maria Kolbe, aby ponieść śmierć głodową w zamian za innego więźnia.

Zrozumiałam. To było to miejsce, w którym wszystko się zaczęło. To  z tego miejsca, na którym jeszcze kilka godzin temu stało papieskie krzesło wyszedł przed swój szereg więzień nr 16670 – ojciec Maksymilian (w Auschwitz ludzie przestawali być ludźmi – stawali się numerami). Miał wtedy 47 lat. Powiedział, że chce umrzeć za innego więźnia. Znamy te słowa  z relacji innych: jestem katolickim księdzem, jestem stary, chcę umrzeć za Niego, on ma żonę  i dzieci. Ani wcześniej, ani później podobna historia nie zdarzyła się w żadnym z 1600 niemieckich obozów koncentracyjnych. Do dziś nikt nie potrafi wytłumaczyć dlaczego Niemcy zgodzili się na tę „zamianę” więźniów.

sciana-smierci
© Mazur/episkopat.pl

Wtedy – 29 lipca – dokładnie 75 lat od owego „Cudu zamiany więźniów” w niemieckim obozie, media całego świata koncentrowały się na innym fragmencie wizyty Papieża Franciszka w Auschwitz. Na celi śmierci w bloku 11. Ja też.

Dążenie do zdobycia wszystkich informacji. Wszystkich. I opowiedzenie o nich. Nic więcej. Naprawdę tyle i aż tyle wystarczy. Tak rozumiem służbę w moim zawodzie.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę