Nasze projekty
Tomasz Adamski

Parówkowe święta

Jestem wychowany w katolickiej rodzinie, gdzie celebrowanie chrześcijańskich świąt nie jest pustą tradycją - wydmuszką, w którą pompuje się całoroczne niezadowolenie, a z której to, co najważniejsze dawno już uleciało. Boże Narodzenie zawsze było świętowaniem Wcielonego Boga.

Reklama

Mam to szczęście, że nigdy nie zaznałem skrajnej biedy – wigilijny stół nie pustoszał znienacka w towarzystwie dźwięków wygłodniałego żołądka. Były prezenty, choinka, spokój od obowiązków, wśród których jedyną pozostałą powinnością było wypatrywanie pierwszej gwiazdki. No i był Pan Bóg. Wszystkiego miałem więc pod dostatkiem, choć bez zbędnego przepychu. Moi rodzice nie mieli jednak tak łatwo – Święta w ich dziecięcych czasach były chwilą radości z tego, że w te dni zwyczajnie nie brakowało jedzenia i można było zaznać wyjątkowej sytości, pośpiewać kolędy oraz trochę zwolnić w pośpiechu przemęczającej pracy.

 

Wychowany pod takim kloszem skromnego, ale godnego mniemania o Uroczystości Bożego Narodzenia, w której Chrystus przychodzi i nagle przestaje wszystkiego brakować, każde wystawienie głowy za parawan rodzinnego bezpieczeństwa przyprawia mnie o dreszcze. Chłodu, pustki i wstydu.

Reklama

 

Maria Czubaszek – jedna z twarzy świątecznej kampanii EMPiKu – opowiedziała w najnowszym wydaniu Wprostu o swoich Świętach, a właściwie ich braku. Nie ma w nich bowiem miejsca na rodzinę (po cóż więc zachęcać w reklamach do przeżywania rodzinnych świąt?), prezenty, zwyczaje, radość, a przede wszystkim ­- na Boga. Na co więc jest miejsce? Chyba tylko na siebie.

 

Reklama

Parówkowe święta

Daleko mi do włażenia w butach w nieswoje życie, lecz nie potrafię pozbyć się nachalnego skojarzenia, że oto mamy rzetelny pejzaż tego, jak Święta wyglądają w wielu polskich domach – nie ma ich wcale lub stają się groteskowym festiwalem pozorów. Maria Czubaszek to bowiem nie osamotnione exemplum, ale spływająca pustką świąteczna ikona naszych sąsiadów i bliskich. Radykalnie jałowy obraz domu bez stołu, wieczerzy bez potraw, wreszcie Świąt bez Boga – to wszystko dzieje się za naszymi ścianami i poza obojętnością naszych spojrzeń.

 

Reklama

Na pytanie o grudniowe świętowanie celebrytka odpowiada, że samej wieczerzy nie ma. Gdy ktoś jest głodny – w lodówce są parówki. Czy to jedyny taki dom z Polsce? Nie sądzę. W parówkowe święta nie z biedy, ale z wyboru angażuje się sporo Polaków, a ja nie jestem w stanie rozstrzygnąć sobie, co gorsze – cyniczne omijanie Świąt, czy karkołomna próba przeżywania narodzin Zbawiciela bez Zbawiciela.

 

Prawdą jest, że święta pod takim dachem zgaszone są jak pet na brudnym chodniku, w którego przykry zapach wchodzi się i wychodzi bez zmian, niezauważalnie. Będą jednak takie za każdym razem, gdy zamkniemy się we własnej kuchni, nad własnym odkurzaczem lub przed własnym telewizorem, aby świętować narodziny własnego Boga.

 

Całe to moje pisanie nie jest bowiem ani mową oskarżycielską ani egocentrycznym nadmuchiwaniem poczucia religijnej wartości. Gdybyśmy rzeczywiście byli chrześcijanami, nie byłoby żadnych pogan – powiedział kiedyś św. Jan Chryzostom. A przy dzisiejszej, adwentowej okazji nie można powstrzymać się od parafrazy: gdybyśmy przeżywali święta właściwie, inni przyłączyliby się do pochodu szczęśliwych kolędników.

 

Parówkowe święta

Takie smutne obrazy muszą wzbudzić refleksję na temat własnej kondycji przeżywania świąt – jeśli to, co jest dla nas dobre i cenne, potrafi się spotkać z taką obojętnością, nie możemy nie zapytać sami siebie – co zrobiliśmy, by to dobro pokazać? By w całym tym zapętlonym festiwalu błyskotek i konsumpcyjnego kiczu odnaleźć i pokazać ludziom Boga. Nie takiego, jakiego chcemy i jakiego sobie wyobrażamy. Innego, Wspanialszego, Niespodziewanego. Co zrobiliśmy, żeby nie zatrzymać Go tylko dla siebie na sianku pod obrusem, w gwieździe na choince lub w uszkach do barszczu?

 

Mam ogromny szacunek do ludzi, którzy żyją zgodnie z sobą – to ich przestrzeń, do której nie mam dostępu i nie roszczę sobie prawa do umeblowania jej na własny użytek. Nie stawiam pionków na nieswojej szachownicy. A jednak jest mi niewymownie smutno, że tak radosne święta można spędzić z dala od Boga. Uważam, że jest naszym obowiązkiem zagubionych przyprowadzić do Niego. Trzeba wreszcie przynajmniej spróbować.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite