video-jav.net

Rozdział państwa od Kościoła. Co powiedział papież?

17 maja na portalu La Croix ukazał się bardzo znaczący wywiad z papieżem Franciszkiem. Rozmowa z francuskimi dziennikarzami i reakcja mediów na jedną z tez postawioną przez Głowę Kościoła pokazuje dwie rzeczy: po pierwsze tendencję prasy do desperackiego naginania myśli papieża do swoich celów, po drugie - trudną do uchwycenia precyzję myśli papieża.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Myślą śmiało podchwyconą przez polskie media są słowa Franciszka dotyczące laickości, rozdziału państwa od Kościoła. Papież powiedział: “Państwa muszą być świeckie. Wyznaniowe państwa źle kończą”. Tyle wystarczyło, by – po raz kolejny w trakcie trwającego pontyfikatu – szczuć polskich biskupów wypowiedziami Franciszka. Tymczasem – również po raz kolejny – okazuje się, że wypowiedź Głowy Kościoła nie jest tak czarno-biała, jak można się po tych reakcjach spodziewać.

 

Rzeczywiście papież wydaje się być zadeklarowanym przeciwnikiem wszelkich form republik wyznaniowych. Nie jest to zaskoczenie, bowiem trudno spodziewać się innego zdania po papieżu, który stanowczo potępia każdy przejaw niezdrowego klerykalizmu. Nie jest to jednak nic nowego w nauczaniu Kościoła – poprzednik Franciszka, Benedykt XVI również był przeciwnikiem “sojuszu tronu z ołtarzem”, ze względu na długą listę szkód, jaką taka sztuczna symbioza z zasady wyrządza ołtarzowi.

 

I w tym miejscu pojawia się klucz do zrozumienia głównej tezy argentyńskiego papieża: państwa wyznaniowe “źle kończą”, ponieważ narzucanie człowiekowi wiary przynosi odwrotny skutek, a ponadto – co w ocenie Franciszka wydaje się być jeszcze większym złem – zaprzecza wolności religijnej poszczególnych osób. Warto zwrócić uwagę na tę myśl Głowy Kościoła, ponieważ może ona łatwo umknąć, jeżeli pozwolimy nieprzychylnym komentatorom zakrzyczeć prawdziwy sens wypowiedzi jezuity.

 

Oddajmy głos papieżowi: “Delikatną krytykę skierowałbym wobec Francji w tym względzie, że przeakcentowuje laickość. (…) Francja musi zrobić krok do przodu w tej sprawie w celu zaakceptowania faktu, że otwartość na transcendencję jest prawem każdego człowieka.”

 

Pope_Francis_in_Colombo

 

Rozdział państwa od Kościoła w wydaniu francuskim, który jest bożkiem dla wielu polskich dziennikarzy oprawiających w złote ramy tezę Franciszka o pożądaniu laickości państwa, jest w rzeczywistości przedmiotem krytyki (!) Głowy Kościoła. Świeckość państwa, którą postuluje Franciszek ma bowiem zupełnie inny wymiar, niż pragnęliby tego niektórzy publicyści nad Wisłą. Chodzi bowiem o ogólne poszanowanie dla wolności religijnej drugiego człowieka (w cokolwiek ów wierzy) oraz o uniknięcie klerokracji. Wrogi rozdział tronu i ołtarza zamykający w nawach świątynnych wiarę i jej wartości stoi na antypodach intencji Franciszka.

 

Prawo do sprzeciwu sumienia musi być rozpoznane wewnątrz każdego systemu prawnego, ponieważ jest to prawo człowieka. Wliczając w to przedstawiciela rządu, który jest człowiekiem. (…) Nie można zbywać argumentów katolików po prostu mówiąc im, że gadają jak ksiądz” – przekonuje papież, zawstydzając komentatorów spłaszczających wieloaspektową myśl Wikariusza Chrystusa do chwytliwych haseł, nie mających pokrycia w rzeczywistości.

 

Zresztą, na marginesie tych rozważań, lektura tekstu przynosi remedium na kilka innych kłamstw powtarzanych w mediach nt. poglądów Franciszka. Zawiedzeni mogą być między innymi ci, którzy uwierzyli, że papież jest zwolennikiem bezwarunkowego i nieograniczonego przyjmowania imigrantów (“ktoś mógłby nierozsądnie otworzyć szeroko drzwi”) lub że jest przeciwnikiem posiadania przez poszczególne kraje broni “której produkcja może być usprawiedliwiona przez intencje obronne”.

 

Powyższe cytaty nie pochodzą z innego wywiadu niż głośne słowa papieża o upragnionej laickości państw. Mało tego, to fragment jednej (!) szerszej odpowiedzi na pytanie zadane przez francuskich dziennikarzy. Tym bardziej szkoda, że wielu polskim komentatorom zabrakło rzetelności, aby choćby tę jedną wypowiedź przeczytać do końca i uczciwie zrelacjonować ją swoim czytelnikom.

 

Któryż to już przykład bezpardonowego wykorzystywania myśli papieża do promocji własnych poglądów?

 

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Jogging między grobami

Czy tak powinniśmy oddawać cześć zmarłym?

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

verdun

fot. youtube.com

Grupa młodych Niemców i Francuzów w ramach „performansu” uczciła pamięć żołnierzy poległych pod Verdun biegając po ich grobach. Być może idea była szczytna, ale zamieniając cmentarze w miejsca eksperymentów artystycznych, naruszamy jedną z ostatnich świętości kultury Zachodu – godne oddanie czci zmarłym. Kiedy tego typu rzeczy dzieją się przy oficjalnym poparciu władzy, rodzi się zasadne pytanie: ile chrześcijańskiego etosu zostało dzisiaj w Europie?


W połowie maja miałem okazję uczestniczyć w obchodach rocznicy bitwy o Monte Cassino. Ceremonia, która się tam odbyła z udziałem weteranów i prezydenta, wyraźnie poruszyła również obecnych Włochów, którzy przywykli przecież do podobnych uroczystości. Pomiędzy rzędami białych krzyży, na baczność stały poczty sztandarowe, reprezentacje wszystkich rodzajów sił zbrojnych, harcerze oraz przedstawiciele szkół im. generała Władysława Andersa. Odbyła się msza święta, wygłoszono przemówienia, odśpiewano „Czerwone maki” i oddano salwę honorową, której echo poniosło się aż do klasztoru. Była w tym wszystkim szlachetna prostota, okazanie honoru poległym i świadomość powagi miejsca, w którym się przebywa. Nie zaburzyło jej nawet przybycie jednostki rekonstrukcji historycznej na amerykańskich jeepach Willisach, której przedstawiciele ubrani w polskie mundury z epoki, brali udział w ceremonii. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ 29 maja we Francuskim Verdun miało miejsce podobne, a jednocześnie w warstwie symbolicznej diametralnie odmienne wydarzenie – setna rocznica jednej z najkrwawszych bitew świata.

 

nagrobki

 

Od lutego do grudnia 1916 roku w brutalnym starciu o kawałek nieistotnej z punktu widzenia strategicznego ziemi, śmierć poniosło prawie 700 tys. Niemców i Francuzów, w armiach których służyli również Polacy. Aby zrozumieć skalę tego konfliktu, wystarczy sobie uzmysłowić, że każdego dnia bitwy w męczarniach konało ponad 2300 żołnierzy. Nic dziwnego, że okrągła rocznica tego wydarzenia musiała był również okazją do spotkania na szczeblu politycznym. Do bardzo wymownego gestu między prezydentem Francji Francoisem Hollandem i kanclerz Niemiec Angelą Merkel doszło w mauzoleum w Douamont, poświęconemu pamięci 130 tys. ofiar, których zwłok nie udało się zidentyfikować. Właśnie tam przedstawiciele dwóch niegdyś zwaśnionych krajów zapalili znicze i uścisnęli sobie dłonie mówiąc o bezsensie wojny. Gdyby cała historia zakończyła się w tym miejscu, nie byłoby właściwie o czym pisać. I dobrze, bo wspomnienia o wojnie nie są miejscem na skandale. Niestety poza częścią oficjalną, uroczystości w Douamont miały jeszcze swoją oprawę „artystyczną”, która oglądana z boku budziła niesmak dużego grona komentatorów i francuskich polityków konserwatywnych.

Aby uzmysłowić chaos konfliktu, niemiecki reżyser Volker Schlöndorff przy aprobacie władz obu krajów zorganizował widowisko, polegające na bezładnym bieganie po grobach poległych. Wraz z szaleńczym akompaniamentem kilkunastu bębniarzy, grupa prawie 3,5 tys. nastolatków ruszyła na siebie z obu stron cmentarza, uprawiając przedziwny jogging między krzyżami. Do całego przedsięwzięcia pierwotnie zaangażowany był również czarnoskóry raper „Black M”, którego występ w ostatniej chwili odwołano, kiedy okazało się, że w jednej ze swoich piosenek nazywa Francuzów „niewiernymi”.


Jeszcze w dniu uroczystości gromy na organizatorów posypały się nie tylko ze strony polityków Frontu Narodowego czy Republikanów, ale również samych Niemców. Jeden z bardziej znanych dziennikarzy naszych zachodnich sąsiadów Thomas Schmid, dosadnie skomentował całą sytuację w niedzielnym „Die Welt”: Cmentarze nie są zwykłym miejscem, nie są ani boiskiem sportowym, tym bardziej nie stanowią przestrzeni rozrywki, jak dodał Schmid Udawany pojedynek kolorowo ubranych młodych biegaczy nie ma niczego wspólnego z agonią i śmiercią setek tysięcy żołnierzy, która dokonała się sto lat temu. Nie wszyscy widzą jednak rzeczywistość w ten sposób. Dla polskiego pisarza Jacka Dehnela, widowisko Schlöndorff’a było bowiem udaną próbą obnażenia absurdu całego konfliktu. Jak napisał dobitnie na swoim Facebooku: (…) wojna to nie jest złota trąbka i idealnie wyprasowana francuska flaga, jak to sobie wyobraża pani Le Pen, to nie są wypolerowane buty, tylko ta gnijąca ciecz, wylewająca się z worków [rozmieszczonych przy okopach – przyp. MM]: ciała, gnój i wszy. Chaos prawdziwego starcia w jego mniemaniu usprawiedliwia zatem chaotyczność „widowiska artystycznego”. Sądzę, że trudno o lepsze podsumowanie kryzysu tożsamości, z którym zmaga się obecnie niemal cała Europa. Żyjemy w całkowitym pomieszaniu porządków, a mylenie cmentarzy ze sceną teatralną jest o tyle symboliczne, co przerażające.

 

krzyż

 

Chrześcijaństwo od zawsze otaczało czcią nekropolie, groby traktowało z szacunkiem a o zmarłych wspominało w modlitwach. Czy naprawdę musimy to zmieniać? Aby uświadomić sobie absurd „joggingu między krzyżami”, który mogliśmy zaobserwować pod Verdun, wystarczy zadać jedno prowokacyjne pytanie: jak byśmy zareagowali, gdyby w podobny sposób uczczono jedną z rocznic wyzwolenia Auschwitz-Birkenau? Jak zareagowałby świat na półmaraton między barakami i komorami gazowymi obozu koncentracyjnego? Gdzieś istnieje granica przesuwania porządków i szukania nowych form wyrazu. Nekropolie nie są miejscem na eksperymenty, to przestrzeń powagi i refleksji. I niech tak zostanie.

Marcin Makowski

Marcin Makowski

Dziennikarz tygodnika "Do Rzeczy", publicysta Wirtualnej Polski, współpracownik "Dziennika Gazety Prawnej" - wcześniej wydawca w portalu Deon. Pisał do Onetu, Forward, "Rzeczpospolitej", "Tygodnika Powszechnego" i Stacji7. Prowadzi program "Nocna Zmiana" w Radiu Kraków. Laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Adolfa Bocheńskiego (2016) oraz Stefana Myczkowskiego (2017) nominowany do nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego (2016) oraz Stefana Żeromskiego (2017).

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >