Nasze projekty
Tomasz Adamski

Mitologia rozdziału

Straszenia ciąg dalszy. Od kilku miesięcy słuchamy i czytamy, że Polsce grozi państwo wyznaniowe, cofnięcie się do średniowiecza, iranizacja i kilka innych przykrości. Dziś tę samą melodię gra się oktawę wyżej - na strunach rozdziału państwa od Kościoła

Reklama

Ostatnio egzaminu z demokracji nie zdał – przynajmniej w oczach czcicieli bożka świeckości – poseł Sellin, który wyraził zdziwienie, że współczesna polityka chce od odpowiedzialności za dobro wspólne odseparować Kościół. Nie widzę powodu, dla którego Kościół i jego ludzie nie mogliby uczestniczyć w polityce – powiedział i jak można się domyśleć, natychmiast stał się terrorystą numer jeden.

 

Bodaj najbardziej emocjonalny komentarz wyszedł spod klawiatury Elizy Michalik z natemat.pl i ukazał się pod wiele mówiącym tytułem: Wara wam politycy i księża od rozdziału kościoła od państwa (pisownia oryginalna). Niestety nie daje on odpowiedzi, kto ten rozdział ma realizować, skoro przedstawiciele obu separowanych stron nie są przy tej czynności mile widziani.

Reklama
Reklama

 

Mitologia rozdziału

Polemika publicystki jest oczywista, czyli biegunowo odległa od stwierdzenia posła Sellina i nie byłaby warta dalszego komentowania, gdyby nie to, że niejako na marginesie głównego tematu odsłania kilka dodatkowych problemów.

Reklama
Reklama

 

W telegraficznym skrócie: według dziennikarki należy nauczanie Kościoła ograniczyć do murów świątyń i poddać kontroli sprawdzającej, czy nie namawia do rzeczy sprzecznych z prawem. Przykładowo: rząd uznający dyskryminację homoseksualistów za karalną i ustanawiający ich małżeństwa jednocześnie rykoszetem zabraniałby głoszenia z ambon katolickiej nauki o seksualności. Oczywiście to wszystko w imię wolności od jakiejkolwiek dyskryminacji. Ponadto Kościół albo łamie równość obywateli wobec prawa ustanawiając kapłanami tylko mężczyzn (jeśli traktujemy go jako instytucję prywatną) albo kradnie pieniądze Polakom reprezentując obce mocarstwo Watykan (jeśli traktujemy go jako instytucję państwową). Publicystka pisze, że rozdział kościoła od państwa służy interesom obywateli i po to go ustanowiono, ale zapomina przy okazji wskazać miejsce tego ustanowienia, bo że nie jest nim konstytucja wie każdy, kto choćby pobieżnie przeczytał preambułę. Polityczne zakneblowanie Kościoła jest zatem kamieniem węgielnym, warunkiem sine qua non naszej demokracji. Wszak Kościół potrafi wzywać jedynie do nienawiści ustami biskupów i niektórych księży zamiast krzewić wartości chrześcijańskie, na które tak lubi się powoływać, jak miłość bliźniego, tolerancja, współczucie i miłosierdzie. Tak to jest, gdy znajomość katolicyzmu ograniczymy do nadstawiania drugiego policzka i nierzucania kamieniami, do biernego przyglądania się rzeczywistości dryfującej do bezwartościowego nikąd.

 

Reklama

Mitologia rozdziału

Jest tego oczywiście wiele więcej, ale nie ma potrzeby dalszego cytowania. Nie ulega wątpliwości, że poglądy zaprezentowane przy okazji oburzenia na posła niewiele mają wspólnego z równością, demokracją, czy tolerancją, bo są jawnie wymierzone w konkretny podmiot życia społecznego. Zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Podobnie jak do tego, że jawne bycie anty- można przystrajać w odświętne szaty bycia pro- i dyskryminując, zyskiwać status walczącego z dyskryminacją.

 

Problem polega na tym, że Kościół nie tyle nie ma prawa angażować się w politykę, co nie ma prawa tego nie robić! Chrześcijaństwo ma moc przemiany świata, na co wskazuje historia i współczesność. Zapytajcie Chińczyków, dlaczego wykpiwane w Polsce oazy cieszą się w ich zniewolonym kraju popularnością lub Afrykańczyków o standardy leczenia w katolickich szpitalach.

 

Zresztą historia pokazuje nam o wiele więcej. Kościół, który ugnie się i da się zagonić do kruchty będzie Kościołem, którego za sto lat nikt nie będzie szanował. Oczywiście należy w tym porównaniu zachować proporcje, ale dziwnym trafem ci sami publicyści, którzy grzmią, że Kościół nie ma prawa angażować się w politykę mają do Kościoła pretensje, że nie powstrzymał np. nazistowskiego totalitaryzmu. Historia rozlicza Kościół, bo (podobno) zrobił dokładnie to, czego współczesność od niego oczekuje.

 

Pomieszanie z poplątaniem.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite