video-jav.net

Dym z elektrycznego piecyka czyli wybory nowego papieża od kuchni

Kaplica Sykstyńska wygląda identycznie jak w czasie wyboru Jana Pawła II i Benedykta XVI. Jedyna nowinka to specjalny elektroniczny piec, który wyprodukuje perfekcyjny dym ogłaszający lub nie wybór Papieża.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Co będzie się działo za zamkniętymi drzwiami?

Kartki z głosowania i wszelkie inne notatki spalone zostaną w starym żeliwnym piecyku.

Każdy z głosujących kardynałów ma stałe miejsce, którego nie może zmieniać w czasie trwania konklawe. Podłoga w kaplicy została podniesiona o 60 cm, tak by wyrównać ją do najwyższego poziomu i usunąć z drogi kardynałom wszelkie schodki.

Pod sklepieniem na którym Michał Anioł uwiecznił scenę stworzenia świata ustawiono dla głosujących 115 krzeseł z drewna wiśniowego12 stołów przykrytych czerwoną satyną. Każdy z elektorów otrzyma pióro, odpowiednie podkładki i kartki, na których wpisze imię proponowanego kandydata na papieża. Nie może wstrzymać się od głosu, ani nie może wskazać na siebie samegoGdy będzie głosował, być może spojrzy na fresk Perugino na którym Chrystus przekazuje klucze św. Piotrowi.

© Demotix/Corbis/FotoChannels

Zanim rozpocznie się głosowanie kardynałowie przysięgają m.in.: „zachować z największą wiernością i wobec wszystkich, tak duchownych, jak świeckich, tajemnicę związaną z tym wszystkim, co w jakikolwiek sposób odnosi się do wyboru Biskupa Rzymskiego i z tym, co odbywa się w miejscu wyboru i dotyczy bezpośrednio lub pośrednio liczenia głosów”. Zobowiązują się zarazem „nie dawać żadnego poparcia ani nie sprzyjać jakiemukolwiek oddziaływaniu, sprzeciwianiu lub jakiejkolwiek innej formie interwencji, przez które władze świeckie jakiegokolwiek porządku i stopnia lub jakakolwiek grupa osób czy jednostki chciałyby ingerować w wybór Biskupa Rzymskiego”.

Do głosowania przygotowano trzy srebrne urny. Do pierwszej każdy z elektorów wrzuca kartkę z oddanym przez siebie głosem; do drugiej wkładane  są już przeliczone i nawleczone na nitkę głosy. Trzecia, mająca małą kłódkę, potrzebna jest wówczas gdy któryś z elektorów zachoruje i nie może przybyć do Kaplicy Sykstyńskiej. Specjalna trzyosobowa delegacja idzie wówczas do Domu św. Marty odebrać jego głos.

Konklawe to jedna z najbardziej tajemniczych ceremonii współczesnego świata. To co dzieje się za zamkniętymi drzwiami pozostaje prawdziwym misterium. Stąd momentem, na który czeka cały świat, jest dym z komina, najlepiej jak najszybciej biały, co potwierdza wybór nowego papieża. W czasie ostatniego konklawe były z tym niemałe kłopoty. Zamiast wyjść na zewnątrz zadymił skutecznie kaplicę, potem okazało się, że jego kolor jest szary… z opóźnieniem rozdzwoniły się też dzwony Bazyliki Watykańskiej, potwierdzające wybór Papieża.

Tym razem do najsłynniejszego komina świata, mającego ponad 30 metrów wysokości, podłączono specjalny elektroniczny piecyk, który ma wytworzyć perfekcyjny dym, w zależności od potrzeby chwili czarny lub biały.

By tak się stało jest w nim system ogrzewający mający ułatwić natychmiastowe wydobycie się dymu. W starym żeliwnym piecyku w kształcie cylindra palone będą głosy kardynałów i wszelkie notatki. Ten piecyk był świadkiem wyboru, aż sześciu Papieży – od Piusa XII poczynając w 1939 r., a na Benedykcie XVI kończąc.

© Demotix/Corbis/FotoChannels

Zanim na rzymskim niebie zobaczymy biały dym nowo wybrany Papież musi odpowiedzieć na dwa pytania: „Czy przyjmujesz wybór? I jakie imię zamierzasz przyjąć?”

W czasie, gdy my widzimy wychodzący z komina biały dym, Następca św. Piotra idzie do sali zwanej popularnie „pokojem płaczu” i wybiera jedną z trzech przygotowanych dla siebie białych sutann.

Jest jeszcze jedna nowość tegorocznego konklawe. Zanim zobaczymy nowego Papieża na balkonie bazyliki watykańskiej pójdzie on do Kaplicy Pawłowej na chwilę osobistej modlitwy przed Najświętszym Sakramentem. W tym samym czasie my usłyszymy: Habemus papam!

Niebo nad Watykanem zamknięte

Watykan na czas konklawe jest jeszcze bardziej strzeżony niż zwykle.

Wybierający Papieża kardynałowie nie będą wprawdzie poddawani kontroli osobistej, jednak zarekwirowano im telefony komórkowe, tablety i komputery.

Zanim znaleźli się „pod kluczem” w Kaplicy Sykstyńskiej wszyscy zamieszkali w leżącym na terenie Watykanu Domu św. Marty. Tam też na nowego Papieża czeka specjalny trzypokojowy apartament nr 21.

Pokoje dla 115 elektorów wylosowano w czasie spotkań kardynałów poprzedzających konklawe. W wybudowanym z woli Jana Pawła II Domu św. Marty na co dzień mieszkają księża pracujący w Watykańskim Sekretariacie Stanu, czyli najbliżsi współpracownicy papieża. Są tam też pokoje gościnne dla hierarchów przyjeżdżających z całego świata. Ich standard jest jednak różny. Stąd losowanie, by ktoś nie pomyślał, że celowo dostał lepszy lub gorszy pokój.

© Demotix/Corbis/FotoChannels

Cały personel watykańskiego hotelu: od sprzątaczek, kelnerów, kucharzy po recepcjonistów złożył przysięgę dochowania tajemnicy. Jej złamanie grozi ekskomuniką.

Doliczając papieskich ceremoniarzy, zakrystianów, spowiedników, personel techniczny odpowiedzialny za powstanie dymu i porządek w Kaplicy Sykstyńskiej, a także lekarzy, pielęgniarki, kierowców autobusów, członków ochrony zarówno z gwardii jaki żandarmerii, w sumie taką przysięgę złożyło ponad 90 osób.

Zakaz rozmowy nie oznacza jednak, że kardynałowie o chleb i kawę w jadalni, czy o brakujący ręcznik do pokoju będą musieli prosić na migi. Mogą rozmawiać, byle nie o konklawe. Nie mogą jednak zupełnie kontaktować się ze światem zewnętrznym.

Dom św. Marty leży tuż obok Auli Pawła VI, gdzie papieże spotykają się z pielgrzymami na audiencji środowej. Dzieli go od Kaplicy Sykstyńskiej kilkadziesiąt metrów. Kardynałowie mogą ten dystans pokonać autobusami lub przejść pieszo. Nie wolno im jednak po drodze z nikim rozmawiać. Nad ich spokojem czuwa żandarmeria watykańska. Natomiast już wstępu do Kaplicy Sykstyńskiej strzeże Gwardia Szwajcarska, która pełni służbę w samym Pałacu Apostolskim.

Warto dodać, że zamknięto i zapieczętowano ok. 30 różnych drzwi prowadzących w okolice Sykstyny i Kaplicy Pawłowej, gdzie codziennie w czasie konklawe sprawowana będzie poranna liturgia.

Specjalne urządzenia zagłuszające sprawiają, że w tym szczególnym czasie niebo nad Watykanem jest zamknięte. Nie ma dostępu do sygnału sieci komórkowej oraz zasięgu internetu. Wszystko po to, by elektorzy nie ulegali jakimkolwiek naciskom i nie wysyłali przecieków w świat.

Nie wolno im, pod groźbą kary, czytać gazet, oglądać telewizji, słuchać radia, pisać na Twitterze czy zaglądać do Internetu.

Wszelkie pomieszczenia w których pojawią się choć na chwilę kardynałowie-elektorzy sprawdzono pod kątem ewentualnych podsłuchów. By jakiekolwiek szpiegowanie było niemożliwe zaciemniono nawet okna w Kaplicy Sykstyńskiej. Wiadomo bowiem tajemnica tajemnicą, ale ciekawość ludzka nie zna granic. A ciekawość prawie 6 tys. dziennikarzy, 63 różnych narodowości nadających w 24 językach swe relacje z konklawe, tym bardziej.

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Ostatni Anioł

„W modlitwie zawsze jesteśmy blisko siebie” - tymi słowami Benedykt XVI zakończył ostatnie spotkanie na Anioł Pański w swym pontyfikacie. Wcześniej dziękował za pamięć, dowody bliskości a szczególnie za modlitwę.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kiedy po ósmej rano zobaczyłam ludzi zmierzających z transparentami do Watykanu pomyślałam sobie: nie, to za wcześnie, by szli już na południowe spotkanie z Papieżem. Grubo się myliłam.

Grupy parafialne, wspólnoty, całe rodziny ale i pojedynczy ludzie zaczęli gromadzić się pod papieskim oknem od samego rana. Mokre od padającego w nocy deszczu kamienie Placu św. Piotra przykryły karimaty i worki foliowe. Jedni siedzieli zadumani, inni przesuwali w palcach paciorki różańca, czytali specjalne wydanie włoskiego dziennika Avvenire, w całości poświęcone Benedyktowi XVI, a jeszcze inni tańcem i śpiewem dziękowali za Papieża. Trudno było ukryć wzruszenie. Tym bardziej, że okno papieskiej biblioteki od samego rana było otwarte na oścież, jakby w geście zaproszenia.  Przed samą modlitwą na Placu nie było już nawet skrawka wolnego miejsca.

Ostatni Anioł

W tłumie można było wypatrzeć mężczyzn z krótkofalówkami. Ze względu na ogromną rzeszę wiernych, która przyszła na spotkanie z Papieżem podjęto nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. W okolice Watykanu wysłano dodatkowe odziały policji i karabinierów. W stan pogotowia postawiono służby medyczne, a na dachach rozmieszczono strzelców wyborowych. Policja finansowa czuwała, by z chodników zniknęli nielegalni handlarze oferujący podróbki papieskich pamiątek.

Przeważnie jest tak, że choć pracuję kilkadziesiąt metrów od Watykanu to Anioł Pański śledzę w watykańskiej telewizji, przygotowując z niego relację dla polskich słuchaczy. Dziś wtopiłam się tłum wiernych. Na Plac św. Piotra się już nie dostałam. Próbowałam wypatrzeć Papieża między zasłaniającymi mi widok fragmentami rusztowania okalającego kolumnadę Berniniego. Obok stały dziewczyny z Filipin, Tanzanii i Kenii oraz grupa non stop robiących zdjęcia Chińczyków. Wspólna modlitwa połączyła wszystkich. „Nie znam łaciny. Wiedziałam jednak jaką modlitwę odmawiamy, mówiłam ją więc po suahili” – wyznała jedna z Afrykanek. Nie tylko zresztą ona modliła się w swoim języku. Za plecami słyszałam Polaków

Ostatni AniołOstatni Anioł

„Czy ty sobie uświadamiasz, że dziś po raz ostatni zobaczyliśmy Benedykta XVI w oknie Pałacu Apostolskiego” – zagadnęła stojąca obok dziewczyna, która specjalnie na tę modlitwę przyjechała z północy Włoch. Jej oczy były pełne łez. O nic nie pytałam. Sama dalej mówiła: „On sprawił, że kilka dni temu się ochrzciłam. Wcześniej o tym myślałam, jednak ostateczną decyzję podjęłam na sylwestrowym spotkaniu Taizè w Rzymie. Teraz chcę mu podziękować, że pokazał mi Jezusa”. Tych słów wdzięczności pod adresem Benedykt XVI słyszałam dziś szczególnie wiele. Nie trzeba ich było zresztą mówić, wystarczała sama obecność, śmiem powiedzieć, ludzi z całego świata.

Wieczorem przechodziłam przez Plac św. Piotra. W oknach papieskiego apartamentu paliły się światła. Na dole spacerowali turyści, robili zdjęcia, codzienność. Stali też ludzie i patrząc w te rozświetlone okna – modlili się.

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >