Zmierzyć się z Kościołem

Naprawdę ceniona reżyser akcję filmu o manipulowaniu ludźmi umieściła… w żeńskim klasztorze

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

„Następny film o Kościele zrobiony w Polsce będzie paszkwilem o pedofilii, molestowaniu, rozwiązłości i gwałtach. Obrzydliwym i dosłownym. O tak, to jest modne, ale mnie to nie interesuje” – stwierdziła niedawno w rozmowie z Robertem Mazurkiem w magazynie „Plus Minus” reżyser Barbara Sass. Chociaż jest ona laureatką wielu prestiżowych krajowych i europejskich nagród filmowych to jednak zapomina się albo kłamie. Skłamała w tej rozmowie nie w sprawie przyszłych planów Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i zarządzającej nim, zgodnie z leninowską opinią o sztuce kina, pani Odorowicz, lecz w sprawie własnych zainteresowań.

Pomińmy nawet dzisiaj jej film „Pokuszenie” ( z roku 1995) o relacjach miedzy więzionym księdzem, młodą zakonnicą i oficerem SB. Ważniejsze wydaje mi się spojrzenie na jej ostatni obraz filmowy zatytułowany „W imieniu diabła” z roku 2011. Jego promocja w swoim czasie zagnoiła ulice polskich miast plakatem starszej zakonnicy całującej namiętnie w ramię obnażoną młodą pannicę, a wszystko to okraszone napisem: ”każdy centymetr Twojej skóry poczuje Jezusa…”. Pod spodem wśród sponsorów stopka PISF-u, a jakże.

Jest ciągle do odsłuchania na stronach Polskiego Radia wywiad, jakiego niecałe cztery lata temu, udzieliła Barbara Sass.Doświadczona i ceniona w polskim filmie reżyserka podkreślała wówczas, że przygotowała film o manipulowaniu ludźmi, o zjawisku zagrażającym współcześnie zwłaszcza osobom młodych. Film ma być nawet swoistą przestrogą od wrażliwej społecznie reżyserki, która widzi skalę tego diabelskiego (tytuł filmu) procederu i jego skutki.

W wywiadzie autorce łatwo było powiedzieć, że całość scenariusza jest wymyślona. Pokazać to w kinach trudniej. Wydarzenie buntu Betanek z Kazimierza Dolnego było w zamierzeniu autorki (tak mówiła) tylko inspiracją do traktatu o zjawisku bardzo szerokim. Słuchając tego naprawdę można wpaść w zdumienie.

Reżyserka potrafiła znaleźć kościelnych konsultantów, kościelne i klasztorne wnętrza i plenery. W żadnej scenie nie poszli z aktorami za daleko, a erotyzm jest w całym filmie tylko delikatnie sugerowany. Kilku duchownych po obejrzeniu filmu było zachwyconych jej dziełem. Zastanawiam się ilu, zwerbowanych przez twórczynię, ludzi Kościoła konsultowało również plakat reklamowy… Odbyła się wówczas specjalna projekcja dla środowisk katolickich, gdyż pani reżyser świadoma była tego, iż wywoła dyskusję. Nie zamierzała jej unikać. Sama w wywiadzie przyznała, że choć wiele razy nazwała film dziełem traktującym o manipulacji, to jednak…jednak jest to też film o Kościele. Ma zatem odwagę zmierzyć się z Kościołem i zdaniem ludzi Kościoła.

Zmierzyć się z Kościołem

Rozumiem, że było wówczas, jak zawsze: bezpiecznie, modnie i z perspektywą zyskania kolejnych grantów w przyszłości umieścić akcję filmu w klasztorze, ale traktując w ten sposób o manipulacji, twórczyni perfidnie manipuluje lub…jest sama zmanipulowana.

Reżyser, będąca jednocześnie autorką scenariusza, wymyślonego „w całości” – jeżeli w ogóle dotknęła problemu Kościoła, to raczej sprawy będącej w nim wynaturzeniem, a nie normą. Jeśli traktować poważnie jej ówczesne wynurzenia, iż przygotowała traktat filmowy o niebezpiecznym tumanieniu ludzi i manipulowaniu młodzieżą, to zamiast szukać wnętrz klasztornych, trzeba było wynająć najbliższe studio radiowe lub telewizyjne. Najskuteczniej moralitety brzmiałyby z planu filmowego umieszczonego w redakcjach mediów komercyjnych. Jestem dziwnie przekonany, że zawsze tak było i świeży casus Durczoka nic nowego w całe bagno nie wnosi.

Na przekór temu, co Barbara Sass mówi obecnie, powinna zamiast w chorobliwy sposób interesować się Kościołem, zabrać się do roboty. Dziesiąta muza czeka, a może bardziej niecierpliwie muza jedenasta patronująca temu, co się wyrabia w telewizjach.


Wesprzyj nas
Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Dla “dobra” dzieci

22 maja 2013 na ulicy Londynu zamordowany został brytyjski żołnierz. Bardziej szokująca od samej zbrodni wydaje się do dzisiaj reakcja władz Imperium. Ta sytuacja jest wskazówką dla odgadnięcia przyczyn ostatniej decyzji brytyjskiego parlamentu w sprawie dzieci trojga rodziców

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Jeszcze dwa lata nie minęły od barbarzyńskiego zamachu dokonanego w stolicy Imperium Brytyjskiego. Morderca odciął głowę brytyjskiego żołnierza, wrzeszcząc o wielkości Allaha. Władze Wielkiej Brytanii zwołały sztab antykryzysowy i zdarzenie rozpatrywały wówczas w kategoriach możliwego ataku terrorystycznego. BBC podawało, że napastnicy to dwaj młodzi mężczyźni w wieku około 20 lat o nieeuropejskich rysach twarzy. Wielu myślących rozsądnie ludzi po takim sposobie przekazywania  informacji zwracało uwagę na bardzo dziwaczne i usztywnione określenie wyglądu twarzy napastników; rysy ci mieli nieeuropejskie.

Bardziej szokująca od samej zbrodni wydaje się do dziś reakcja władz Imperium: premier James Cameron wygłosił dziwaczne oświadczenie wyręczające, a nawet uzurpujące sobie prawo do wyraźnego odcięcia od tej zbrodni całego świata islamu i islamistów usprawiedliwiające. Samych wyznawców islamu i ich duchowych przywódców prawdopodobnie chwilowo zabrakło w Londynie lub całkowicie ich zatkało, tak że słowa nie mogli wypowiedzieć. Szef Imperium nie takie rzeczy robił, więc tym razem wypowiedział się za nich. Niejako przy okazji nakazał, aby brytyjscy żołnierze nie chodzili w mundurach poza koszarami.

To był dopiero szok prawdziwy. Sytuacja bezpieczeństwa wewnętrznego Anglii i Wielkiej Brytanii osiągnęła, przynajmniej w głowie przywódcy, stan tak krytyczny, że pojawił się odgórny nakaz, aby na ulicach stolicy państwa brytyjscy żołnierze nie używali mundurów brytyjskiej armii. Nie z powodów nagłej erupcji jakiegoś pacyfizmu lecz zwykłego bezpieczeństwa.

Dla

Przypominam tę sytuację, bo wydaje mi się ona ważną wskazówką do odgadnięcia przyczyn decyzji brytyjskiego parlamentu z minionego tygodnia. Dla dobra dzieci (co jest medialnie oczywiste), a nawet ludzkości, parlamentarzyści brytyjskiego Imperium starają się o dopuszczenie stosowania nowej kontrowersyjnej techniki sztucznego zapłodnienia (in vitro), w wyniku której dziecko ma troje genetycznych rodziców, w tym dwie genetyczne matki.

Są takie sprawy, w których będą znowu pierwsi, znowu na czele! To w Wielkiej Brytanii urodziło się pierwsze dziecko poczęte w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego! To w Wielkiej Brytanii ma szansę urodzić się pierwsze „dziecko trojga rodziców”!

Aby tak się stało, jedni zacisną zęby, a drudzy wykażą całą determinację i użyją wszelkiej posiadanej wiedzy oraz, co dziwne, nawet wiary. Jak bowiem jeśli nie życzeniowo traktować oświadczenia świata medycyny, że „metoda nie ma wpływu na fragmenty DNA określające indywidualne cechy, takie, jak rysy twarzy czy kolor oczu”?

Na szczęście ci, którzy powołani są do spraw wiary, usiłują apelować do rozsądku swych rodaków. Wątpliwości co do etyczności takich działań zgłosiły Kościoły, żądając społecznej debaty w tej sprawie. Przedstawiciel anglikanów zaznaczył, że aby taką technikę rozrodczości stosować, potrzebna jest absolutna pewność co do jej skutków zdrowotnych. Katolicki biskup John Sherrington zwrócił uwagę, że jeszcze żaden kraj na świecie nie zalegalizował takiej metody, a środowisko naukowe nie jest jednomyślne co do jej bezpieczeństwa. Sprzeciw katolików budzi ponadto niszczenie w ramach tej procedury tworzonych zarodków, które niezależnie od dokonywanych na nich manipulacji genetycznych, są istotami ludzkimi.


Wesprzyj nas
Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >