Nasze projekty

Baczyński. Śmierć na co dzień

Internet huczy od informacji o śmierci gwiazdora muzyki popularnej, wszyscy zapalamy znicze na Facebooku w ramach poczucia wspólnoty pokoleniowej.

Reklama

Podobno znajomy znajomego nie żyje, trzeba uczcić jego śmierć [*]. Znowu zginęło kilkadziesiąt osób w zamachu w którymś z krajów – jako wyraz solidarności wystarczy, że wstawimy odpowiednią flagę na profilu.

I to by było właściwie na tyle, jeśli chodzi o zderzenie ze śmiercią i przeżywanie jej przez nas.

Tymczasem kilkadziesiąt lat temu pokolenie nastolatków ze śmiercią miało do czynienia na co dzień. W wierszu pt. „Poległym” Krzysztof Kamil Baczyński dał temu wyraz, oddając hołd wszystkim, którzy oddali swoje życie za Ojczyznę. Śmierć i jej żniwo ukazane zostały przy użyciu metafory nocy, ciemności, czarnego zwierzęcia, które czyha na wciąż jeszcze żywych. Po tym ataku w dzień, który jest symbolem życia, pozostaje jedynie ciągle potykać się o groby zmarłych. Skąd ich tyle?

Reklama
Reklama

https://www.youtube.com/watch?v=RrjhSAS0KR4

W czasie wojny codziennie umierają ludzie, umierają w konspiracji, w walce, ale także w egzekucjach i obozach. Każdy traci bliskich.

Ich twarze i ciała uporczywie tkwią w pamięci, są ciągle obecne, choć rozkazują, by o nich zapomnieć i żyć dalej. Jednak zapominanie i przeżywanie żałoby w czasie wojny jest szczególnie trudne. Nie jest łatwo zająć się codziennymi obowiązkami i oderwać myśli od tragedii, gdy wokół trwa okupacyjny terror, a śmierć znów zabiera kolejne osoby.

Reklama
Reklama

Tym bardziej na podziw zasługuje postawa młodych ludzi, którzy buntowniczo i na przekór tej, wydawałoby się, beznadziejnej sytuacji, nie poddają się, ale wiedzą, że „trzeba martwą broń zamienić w krzyż i płomień”, czyli walczyć.

Droga całego pokolenia, jak twierdzi Baczyński, wiodła stromo i pod górę, ale nie zabrakło młodzieży w tej sytuacji ani odwagi, ani odpowiedzialności.

Wszyscy, którzy czuli potrzebę walki o wolność, zdawali sobie sprawę ze swojego obowiązku wobec Ojczyzny. Nawet jeśli kłębiły się w nich różne gwałtowne uczucia: miłość, rozczarowanie, rozpacz, strach – obowiązek ten pozostawał na pierwszym miejscu.

Reklama

Postawa taka jest tym bardziej godna podziwu, że Baczyński, jak i wszyscy z jego pokolenia zdawali sobie sprawę, że na wojnie nie ma gwarancji przeżycia. Starali się odsuwać od siebie tę świadomość, by działać dalej. Chcieli zapomnieć, oderwać się od myśli, że „cienka struga krwi jak lont się spala – do mnie”. W każdej chwili można było zginąć. Podmiot liryczny też spodziewa się śmierci: „rano ktoś się potknie o mój dymiący grób”. A jednak chce walczyć, nie ustaje w wysiłku, by działać. Na tym polegała wówczas solidarność i wspólnota pokoleniowa.

Pokolenie Kolumbów to młodzi ludzie ukształtowani w poczuciu wspólnego patriotycznego obowiązku wobec Polski.

W trudnym czasie okupacji podjęli walkę z Niemcami, bo czuli się odpowiedzialni za losy kraju. Pragnęli powrotu normalności, zwykłego życia, wolności, a wbrew woli stali się świadkami śmierci najbliższych im ludzi. Często ta śmierć dodawała im odwagi, chcieli walczyć także za to, by utrata kolegów czy znajomych nie poszła na marne, by zakończyć to bezsensowne masowe umieranie najlepszych i najzdolniejszych ludzi swoich czasów.

Krzysztof Kamil Baczyński nie łączył się w bólu po stracie, zapalając znicz w Internecie. Śmierć tych, którzy „noc po nocy” odchodzili w czasie wojny, przeżywał naprawdę.

Miał z nią do czynienia przez kilka lat jako konspirator, a potem żołnierz, który odważnie walczy dalej mimo wszystko. Chciał krzyczeć z bólu, ale coś łapało go za gardło i po poległych kolegach pozostała tylko dzwoniąca w uszach cisza.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę