Papież: Jeśli gonimy za “natychmiast”, tracimy z oczu niebo

W tę przedostatnią niedzielę okresu zwykłego Jezus wyjaśnia, że upadną, przeminą rzeczy przedostatnie, ale nie ostateczne: świątynia, ale nie Bóg; królestwa i sprawy rodzaju ludzkiego, ale nie człowiek- mówił papież Franciszek w kazaniu podczas Mszy św. w III Światowym Dniu Ubogich

Polub nas na Facebooku!

Papież: Jeśli gonimy za "natychmiast", tracimy z oczu niebo
W tę przedostatnią niedzielę okresu zwykłego Jezus wyjaśnia, że upadną, przeminą rzeczy przedostatnie, ale nie ostateczne: świątynia, ale nie Bóg; królestwa i sprawy rodzaju ludzkiego, ale nie człowiek- mówił papież Franciszek w kazaniu podczas Mszy św. w III Światowym Dniu Ubogich

Oto polski tekst kazania papieskiego:

Dzisiaj w Ewangelii Jezus zaskakuje swych współczesnych, a także nas. Albowiem właśnie w chwili, gdy wychwalano wspaniałą świątynię jerozolimską, mówi, że nie pozostanie z niej „kamień na kamieniu” (Łk 21,6).

Skąd te słowa wobec instytucji tak świętej, która była nie tylko budynkiem, ale wyjątkowym znakiem religijnym, domem dla Boga i wierzącego ludu? Po co prorokować, że niezachwiana pewność ludu Bożego upadnie? Dlaczego wreszcie Pan pozwala, by runęły niektóre pewniki, podczas gdy świat jest ich coraz bardziej pozbawiony?

Odpowiedzi szukamy w słowach Jezusa, który dzisiaj mówi nam, że niemal wszystko przeminie. Niemal wszystko, ale nie wszystko. W tę przedostatnią niedzielę okresu zwykłego wyjaśnia On, że upadną, przeminą rzeczy przedostatnie, ale nie ostateczne: świątynia, ale nie Bóg; królestwa i sprawy rodzaju ludzkiego, ale nie człowiek. Przemijają sprawy przedostatnie, które często wydają się ostateczne, ale nimi nie są. Są to rzeczy wspaniałe, jak nasze świątynie, i przerażające, jak trzęsienia ziemi, znaki na niebie i wojny na ziemi (por. ww. 10-11): wydają się nam wydarzeniami z pierwszej strony, ale Pan umieszcza je na drugiej. Na pierwszym miejscu pozostaje to, co nigdy nie przeminie: żywy Bóg, nieskończenie wspanialszy od wszelkiej świątyni, jaką Mu zbudujemy, i człowiek, nasz bliźni, który jest wart więcej niż wszystkie informacje świata. A zatem, aby pomóc nam uchwycić to, co jest ważne w życiu, Jezus przestrzega nas przed dwiema pokusami.

Pierwszą jest pośpiech, natychmiastowość. Dla Jezusa nie wolno iść za tymi, którzy mówią, że kres nadejdzie natychmiast, że „nadszedł czas” (w. 8). Innymi słowy, nie należy naśladować tych, którzy szerzą niepokój i podsycają lęk przed innymi i przed przyszłością, bo strach paraliżuje serce i umysł. A jednak, ileż to razy dajemy się zwieść pośpiechowi z chęci poznania wszystkiego i natychmiast, świerzbiącej ciekawości, najnowszej wiadomości szokującej lub skandalicznej, zwieść podejrzanym opowieściom, krzykom tych, którzy wołają głośniej i gniewniej, którzy mówią „teraz albo nigdy”. Ale ten pośpiech, to wszystko i natychmiast nie pochodzi od Boga. Jeśli gonimy za “natychmiast”, to zapominamy o tym, co trwa na zawsze: to uganiamy się za obłokami, które przemijają i tracimy z oczu niebo. Pociągnięci najnowszą wrzawą, nie znajdujemy już czasu dla Boga i dla brata, który mieszka obok. Jakież to dzisiaj prawdziwe! W manii biegania, zdobycia wszystkiego i natychmiast irytuje ten, kto zostaje z tyłu. I jest osądzany jako odrzucony: ileż osób starszych, nienarodzonych, niepełnosprawnych, ubogich jest uważanych za bezużyteczne. Spieszymy się, nie martwiąc się, że dystanse się pogłębiają, że zachłanność nielicznych powiększa ubóstwo wielu.

Jako antidotum na pośpiech Jezus proponuje dziś każdemu wytrwałość: „Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie” (w. 19). Wytrwałość to podążanie naprzód każdego dnia, wpatrując się w to, co nie przemija: w Pana i bliźniego. Właśnie dlatego wytrwałość jest darem Boga, dzięki któremu zachowywane są wszystkie Jego inne dary (por. św. Augustyn, Dar wytrwania, 2,4). Prośmy dla każdego z nas i dla nas jako Kościoła o trwanie w dobru, abyśmy nie tracili z oczu tego, co się liczy. To jest błąd pośpiechu.

Istnieje drugie złudzenie, od którego Jezus chce nas odwieść, gdy mówi: „Wielu przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: «Ja jestem» oraz «nadszedł czas». Nie chodźcie za nimi” (w. 8). Jest to pokusa “ja”. Chrześcijanin, tak jak szuka nie “natychmiast”, lecz “zawsze”, tak też jest uczniem nie “ja”, lecz “ty”. Oznacza to, że podąża nie za syrenami swoich kaprysów, ale za wezwaniem miłości, za głosem Jezusa. A jak rozpoznaje się głos Jezusa? „Wielu przyjdzie pod moim imieniem”, mówi Pan, ale nie należy za nimi iść: nie wystarcza etykieta „chrześcijanin” lub „katolik”, aby być z Jezusa. Trzeba mówić tym samym językiem, co Jezus, językiem miłości, językiem “ty”. Językiem Jezusa mówi nie ten, kto rozwodzi się nad “ja”, ale kto porzuca swoje “ja”. A jednak, ileż to razy, nawet czyniąc dobro, panuje obłuda “ja”: czynię dobro, aby uważano mnie za dobrego; daję, ale aby z kolei otrzymać; pomagam, ale by przyciągnąć ku sobie przyjaźń tej ważnej osoby. Tak mówi język “ja”. Słowo Boże pobudza jednak do „miłości bez obłudy!” (Rz 12,9), do dawania tym, którzy nie mogą się odwdzięczyć (por. Łk 14, 14), do służenia, nie szukając zapłaty i wzajemności (por. Łk 6, 35). Możemy zatem zadać sobie pytanie: „Czy pomagam komuś, od kogo nie będę mógł otrzymać? Czy ja, chrześcijanin, mam przynajmniej jednego ubogiego za przyjaciela?”.

Ubodzy są cenni w oczach Boga, ponieważ nie mówią językiem “ja”: nie utrzymują się samodzielnie, o własnych siłach, potrzebują ludzi, którzy wezmą ich za rękę. Przypominają nam, że w ten sposób przeżywa się Ewangelię, jak żebracy zwracający się do Boga. Obecność ubogich wprowadza nas na nowo w klimat Ewangelii, gdzie błogosławionymi są ubodzy w duchu (por. Mt 5, 3). Zamiast więc odczuwać poirytowanie, gdy słyszymy, jak pukają do naszych drzwi, możemy przyjąć ich wołanie o pomoc jako wezwanie do wyjścia ze swego “ja”, aby przyjąć ich z takim samym spojrzeniem miłości, jakie ma dla nich Bóg. Jakże byłoby wspaniale, gdyby ubodzy zajmowali w naszym sercu miejsce, jakie mają w sercu Boga! Przebywając z ubogimi, służąc ubogim, uczymy się gustów Jezusa, rozumiemy, co zostaje, a co przemija.

W ten sposób powracamy do pytań początkowych. Wśród wielu rzeczy przedostatnich, które przemijają, Pan chce nam dzisiaj przypomnieć o tej ostatniej, która pozostanie na zawsze. Jest to miłość, ponieważ „Bóg jest miłością” (1 J 4,8), a człowiek ubogi, proszący o moją miłość, prowadzi mnie prosto do Niego. Ubodzy ułatwiają nam dostęp do Nieba: to dlatego poczucie wiary ludu Bożego postrzegało ich jako odźwiernych Nieba. Już teraz są naszym skarbem, skarbem Kościoła. Odsłaniają nam bowiem bogactwo, które się nigdy nie starzeje, które łączy ziemię z Niebem i dla którego naprawdę warto żyć, to znaczy miłość.

st (KAI) / Watykan

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Franciszek: zabiegajmy o dojrzałość świeckich

Do czucia sercem Kościoła matki i spoglądania na innych jak na braci zachęcał Papież członków i konsultorów Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Wiele miejsca poświęcił roli świeckich. Zaznaczył, że nie mogą być infantylni, lecz powinni był dojrzali, autonomiczni i pełni inicjatywy. Podkreślił, że w ich formacji kluczową rolę odgrywa modlitwa, codzienna zażyłość z Bogiem i sakramenty.

Polub nas na Facebooku!

Franciszek: zabiegajmy o dojrzałość świeckich
Do czucia sercem Kościoła matki i spoglądania na innych jak na braci zachęcał Papież członków i konsultorów Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Wiele miejsca poświęcił roli świeckich. Zaznaczył, że nie mogą być infantylni, lecz powinni był dojrzali, autonomiczni i pełni inicjatywy. Podkreślił, że w ich formacji kluczową rolę odgrywa modlitwa, codzienna zażyłość z Bogiem i sakramenty.

W Watykanie trwa pierwsza sesja plenarna Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Powstała ona przed dwoma laty. W ramach redukcji liczby watykańskich urzędów przejęła ona obowiązki dwóch papieskich rad: ds. świeckich i rodziny.

Franciszek zauważył, że dykasteria ta musi podejmować swą pracę z punktu widzenia Kościoła matki.

“Chodzi tu przede wszystkim o przejście z perspektywy lokalnej do powszechnej. Kościół nie utożsamia się z moją rodzimą diecezją, z ruchem, do którego należę, pewną szkołą teologiczną czy tradycją duchową, w której zostałem uformowany. Te nasze małe ograniczenia, tak często jesteśmy do tego przyzwyczajeni, nieprawdaż? Kościół jest katolicki, jest powszechny i ma o wiele szerszy zasięg, o wiele szerszą duszę, jest bardziej «wielkoduszny», niż mój osobisty punkt widzenia. Czuć sercem Kościoła oznacza więc czuć na sposób katolicki, powszechny, obejmując wzrokiem cały Kościół i świat, a nie jedynie jedną część”.

Papież podkreślił, że Kościół jako matka chce zgody swych dzieci, bez faworyzowania kogokolwiek. Należy więc promować współpracę i unikać jałowych antagonizmów. Odniósł się również do tematu sesji plenarnej, którym jest formacja wiernych świeckich z myślą o umocnieniu ich tożsamości i misji w świecie.

“Nie jesteście inżynierami społecznymi czy kościelnymi, przygotowującymi strategie, które potem trzeba zastosować w całym świecie, by propagować wśród świeckich jakąś religijną ideologię. Wy macie działać jak bracia w wierze pamiętając, że wiara rodzi się zawsze z osobistego spotkania z Bogiem żywym i czerpie pokarm z sakramentów Kościoła. Wszelka formacja chrześcijańska musi się zawsze opierać na tym podstawowym doświadczeniu spotkania z Bogiem i życiu sakramentalnym. Jako bracia w wierze wiecie również, że formacja nie może się skoncentrować tylko na działaniu. Jak nigdy dotąd potrzeba dziś uczyć dzieci, nastolatków, młodych i małżeństwa życia modlitewnego, codziennej i zażyłej rozmowy z Bogiem. W tym celu nie trzeba się bać powierzania samym świeckim towarzyszenia innym świeckim w ich życiu duchowym”.

Franciszek zachęcał też członków i konsultorów Dykasterii, aby starali się wczuć w sytuację świeckich na całym świecie, zwłaszcza wtedy, gdy stawiają czoła dodatkowym trudnościom na skutek ubóstwa, braku stabilizacji społecznej, prześladowań religijnych czy antychrześcijańskiej propagandy ideologicznej.

Na zakończenie w spontanicznych słowach Papież przestrzegł przed klerykalizacją świeckich. Przyznał, że w jego poprzedniej diecezji często się zdarzało, że kiedy pojawiał się jakiś zaangażowany świecki, to od raz chciano go wyświęcać na diakona. Zdaniem Franciszka zjawisko klerykalizacji dotyka też samych diakonów stałych.

“Kiedy zostają diakonami, zamiast być stróżami służby w diecezji, od razu patrzą w stronę ołtarza i kończą jako «wybrakowani» kapłani, «wpół-kapłani». Ja radzę biskupom: odsuńcie diakonów od ołtarza, niech idą służyć. Są stróżami służby, a nie ministrantami pierwszej kategorii czy kapłanami drugiej klasy”.

Papież wyraził zadowolenie, że podsekretarzami Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia są dwie kobiety. Przyznał, że on sam, kiedy podejmował ostatnio decyzję w sprawie nominacji nowego prefekta Sekretariatu ds. Ekonomii, to wśród kandydatów na to stanowisko były też dwie kobiety. Franciszek podkreślił, że Kościół musi iść dalej w tym kierunku, musi powierzać kobietom odpowiedzialne stanowiska, ale z drugiej strony nie może zredukować ich roli tylko do pewnych funkcji. Kobieta jest bowiem obrazem Kościoła matki – dodał Papież.

KAI

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7