Papież Franciszek: Czuwać to oczekiwać przyjścia Pana, to nie dać się opanować zniechęceniu i żyć w nadziei

"Modlić się i miłować – to właśnie jest czuwanie. Kiedy Kościół uwielbia Boga i służy bliźniemu, nie żyje w nocy. Nawet jeśli jest znużony i ciężko doświadczony, podąża ku Panu." – powiedział papież Franciszek podczas Mszy św. w I niedzielę Adwentu, jaką odprawił w bazylice św. Piotra w Watykanie wraz z 11 spośród 13 nowo mianowanych dzień wcześniej kardynałów.

Polub nas na Facebooku!

Publikujemy polski przekład papieskiej homilii:

 

Dzisiejsze czytania proponują dwa słowa kluczowe dla okresu Adwentu: bliskość i czuwanie. Bliskość Boga i nasze czuwanie: gdy prorok Izajasz mówi, że Bóg jest blisko nas, to Jezus w Ewangelii wzywa nas do czuwania w oczekiwaniu na Niego.

Bliskość. Izajasz zaczyna od zwrócenia się do Boga przez „ty”: „Ty, Panie, jesteś naszym Ojcem” (63, 16). I kontynuuje: „Ucho nie słyszało […] żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle dla tego, co w nim pokłada ufność” (64, 3). Przychodzą na myśl słowa Księgi Powtórzonego Prawa: „Bo któryż naród wielki ma bogów tak bliskich, jak Pan, Bóg nasz, ilekroć Go wzywamy?” (4, 7). Adwent to czas, aby przypomnieć sobie o bliskości Boga, który do nas zstąpił. Ale prorok idzie dalej i prosi Boga, aby zbliżył się jeszcze bardziej: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił!” (Iz 64, 1). Prosiliśmy też o to w Psalmie: „Powróć, nawiedź nas, przyjdź nam z pomocą” (por. Ps 79, 15.3). „Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu” to często początek naszej modlitwy: pierwszym krokiem wiary jest powiedzenie Panu, że Go potrzebujemy, że potrzebujemy Jego bliskości.

Jest to również pierwsze orędzie Adwentu i Roku Liturgicznego – rozpoznać Boga bliskiego i powiedzieć Mu: „Zbliż się ponownie!”. On chce przyjść blisko nas, ale proponuje siebie a nie narzuca; to od nas zależy, czy będziemy niestrudzenie mówili do Niego: „Przyjdź!”. Adwent przypomina nam, że Jezus przyszedł między nas i ponownie przyjdzie u kresu czasu. Ale zastanawiamy się, czemu służą te przyjścia, jeśli nie przychodzi dzisiaj w naszym życiu? Zaprośmy Go. Niech w naszych ustach zabrzmią słowa typowego wezwania adwentowego: „Przyjdź, Panie Jezu” (Ap 22, 20). Możemy je wypowiedzieć na początku każdego dnia i powtarzać często, przed spotkaniami, nauką, pracą i decyzjami, które trzeba podjąć, w chwilach ważnych i w momentach próby: Przyjdź, Panie Jezu.

W ten sposób, prosząc o Jego bliskość, będziemy się ćwiczyć w naszej czujności. Ewangelia Marka zaproponowała nam dzisiaj część końcową ostatniego przemówienia Jezusa, które streszcza się w jednym słowie: „Czuwajcie!”. Pan powtarza je cztery razy w pięciu wersetach (por. Mk 13, 33-35.37). Ważne jest zachowanie czujności, ponieważ życiowym błędem jest zatracenie się w tysiącach rzeczy i nie zauważenie Boga. Święty Augustyn powiedział: „Timeo Iesum transeuntem” (Serm., 88, 14, 13), „boję się, że Jezus przejdzie i że Go nie rozpoznam”. Gdy jesteśmy pociągnięci naszymi pożytkami i rozproszeni wieloma próżnościami, ryzykujemy, że utracimy to, co istotne. Dlatego dzisiaj Pan powtarza „do wszystkich, czuwajcie!” (Mk 13, 37).

Ale jeśli musimy czuwać, to znaczy, że jesteśmy w nocy. Tak, teraz nie żyjemy w dniu, ale w oczekiwaniu na dzień, pośród ciemności i znojów. Nadejdzie dzień, kiedy będziemy z Panem. Przyjdzie, nie zniechęcajmy się. Noc minie, powstanie Pan, osądzi nas Ten, który za nas umarł na krzyżu. Czuwać to tego oczekiwać, to nie dać się opanować zniechęceniu, to żyć w nadziei. Tak jak zanim się urodziliśmy, byliśmy oczekiwani przez tych, którzy nas kochali, tak teraz jesteśmy oczekiwani przez Uosobioną Miłość. A skoro jesteśmy oczekiwani w niebie, to po co żyć roszczeniami doczesnymi? Po co uganiać się za odrobiną pieniędzy, sławy, sukcesu, wszystkich tych rzeczy, które przemijają? Po co marnować czas, by narzekać na noc, podczas gdy czeka nas światło dnia?

Trudno jest jednak trwać na czuwaniu: w nocy sen jest czymś naturalnym. Nie potrafili tego uczniowie Jezusa, którym kazał czuwać „z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem” (por. w. 35). Właśnie w tych godzinach przestali czuwać: wieczorem, podczas Ostatniej Wieczerzy, zdradzili Jezusa; w nocy posnęli; przy pianiu koguta zaparli się Go; rano pozwolili, żeby został skazany na śmierć. Ale to samo odrętwienie może spaść na nas. Istnieje niebezpieczny sen: sen mierności. Przychodzi, gdy zapominamy o naszej pierwszej miłości i bezwładnie idziemy naprzód, dbając tylko o spokojne życie. Ale bez porywów umiłowania Boga, bez oczekiwania na Jego nowość, stajemy się miernymi, letnimi, światowymi. I to niszczy wiarę, bo wiara jest przeciwieństwem przeciętności: jest żarliwym pragnieniem Boga, jest nieustanną śmiałością nawracania się, jest odwagą miłowania, jest zawsze pójściem do przodu. Wiara to nie woda, która gasi, to palący ogień; to nie środek uspokajający dla tych, którzy są zestresowani, to historia miłosna dla tych, którzy są zakochani! Dlatego też Jezus nienawidzi letniości bardziej niż czegokolwiek innego (por. Ap 3, 16).

Jak zatem możemy przebudzić się ze snu miernoty? Przez czuwanie modlitwy. Modlić się to zapalić światło w nocy. Modlitwa budzi nas ze zobojętnienia życia horyzontalnego, podnosi nasze spojrzenie ku górze i dostraja nas do Pana. Modlitwa pozwala Bogu, by był blisko nas; wyzwala nas zatem od samotności i daje nadzieję. Modlitwa daje życiu tlen: tak jak nie można żyć bez oddychania, tak też nie można być chrześcijaninem bez modlitwy. I bardzo potrzeba chrześcijan, którzy czuwaliby nad tymi, którzy śpią, ludzi adorujących, orędowników, którzy dzień i noc zanosiliby mroki historii przed Jezusa będącego światłem świata.

Jest ponadto drugi sen wewnętrzny: sen obojętności. Człowiek obojętny widzi wszystko jednakowe, jak w nocy, i nie obchodzi go ktoś znajdujący się blisko niego. Kiedy obracamy się jedynie wokół siebie i naszych potrzeb, obojętni na potrzeby innych, do naszego serca zstępuje noc. Szybko zaczynamy narzekać na wszystko, potem czujemy się ofiarami wszystkich, a w końcu wszędzie szukamy spisków. Dziś ta noc zdaje się spadać na wielu, którzy wymagają dla siebie a nie interesują się innymi.

Jak przebudzić się z tego snu obojętności? Z czujnością ofiarnej miłości. Miłość jest bijącym sercem chrześcijanina: tak jak nie można żyć bez bicia serca, tak też nie można być chrześcijaninem bez miłości. Niektórym ludziom wydaje się, że okazywanie współczucia, pomoc, służba to coś dla frajerów! W gruncie rzeczy to jedyne, co zwycięża, ponieważ jest już skierowane ku przyszłości, na dzień Pana, kiedy wszystko przeminie a tylko miłość pozostanie. To właśnie poprzez uczynki miłosierdzia zbliżamy się do Pana. Prosiliśmy o to dzisiaj w modlitwie kolekty: „Spraw, abyśmy przez dobre uczynki przygotowali się na spotkanie przychodzącego Pana”. Jezus przychodzi, a droga, by wyjść Mu na spotkanie, jest wyznaczona: są to uczynki miłosierdzia.

Modlić się i miłować – to właśnie jest czuwanie. Kiedy Kościół uwielbia Boga i służy bliźniemu, nie żyje w nocy. Nawet jeśli jest znużony i ciężko doświadczony, podąża ku Panu. Przyzywajmy Go: Przyjdź Panie Jezu, potrzebujemy Ciebie! Przyjdź blisko nas! Ty jesteś światłem: przebudź nas ze snu miernoty, zbudź nas z mroku obojętności. Przyjdź, Panie Jezu, spraw, aby nasze roztargnione serca stały się czujne: spraw, abyśmy poczuli pragnienie modlitwy i potrzebę miłowania.

 

KAI, zś/Stacja7

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Kościół ma 13 nowych kardynałów

W Rzymie rozpoczął się pierwszy w czasie pandemii konsystorz. Papież przydzielił nowym 13 kardynałom rzymskie kościoły tytularne i diakonie, włączając ich do grona duchownych diecezji rzymskiej.

Polub nas na Facebooku!

Centralnym punktem każdego konsystorza są nominacje kardynalskie. Papież zaprasza wszystkich kardynałów do Rzymu mniej więcej co roku. Obecny konsystorz jest siódmym w czasie pontyfikatu Papieża Franciszka. Nazwiska nowych 13 kardynałów znane są już od miesiąca, ale dopiero teraz poznaliśmy ich kościoły tytularne, które przydzielił im Franciszek. Jednym z nowych kardynałów został o. Raniero Cantalamessa, który nie przyjął i nie przyjmie święceń biskupich.

Nowi kardynałowie to: Mario Grech z Malty (sekretarz generalny Synodu Biskupów), Marcello Semeraro z Włoch (prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych), Antoine Kambanda z Rwandy (arcybiskup Kigali), Wilton Gregory z USA (arcybiskup Waszyngtonu), Jose F. Advincula z Filipin (arcybiskup Capizu), Celestino Aós Braco OFMCap. z Chile (arcybiskup Santiago de Chile), Cornelius Sim z Brunei (wikariusz apostolski Brunei), Augusto Paolo Lojudice z Włoch (arcybiskup Sieny-Colle di Val d’Elsa-Montalcino), Mauro Gambetti OFMConv. z Włoch (dotychczasowy gwardian klasztoru franciszkanów w Asyżu), Felipe Arizmendi Esquivel z Meksyku (emerytowany biskup San Cristóbal de las Casas), Silvano Maria Tomasi CS z Włoch (papieski delegat specjalny przy Suwerennym Zakonie Maltańskim), Raniero Cantalamessa OFMCap. z Włoch (kaznodzieja Domu Papieskiego) i Enrico Feroci z Włoch (proboszcz parafii Matki Bożej Boskiej Miłości w Rzymie). Spośród nich do Watykanu na konsystorz nie przyjechali dwaj kardynałowie azjatyccy: Advincula i Sim.

POZNAJ NOWYCH KARDYNAŁÓW: Kardynałowie-nominaci. Od ludzkiej strony

Konsystorz, który odbywał się przy ołtarzu Katedry w bazylice św. Piotra, rozpoczął się od odśpiewania hymnu „Tu es Petrus” (Ty jesteś Piotr). Następnie w imieniu nowych purpuratów podziękował Franciszkowi kard. Mario Grech, pierwszy na liście nominatów.

 

Kościół “w drodze”

Odwołując się do nauczania Soboru Watykańskiego II, przypomniał, że Kościół jako narzędzie jedności człowieka z Bogiem i całego rodzaju ludzkiego, jest powołany do bycia w drodze. Chrześcijanin to pielgrzym, zaś Kościół „w drodze” nie jest sumą jednostek, lecz „świętym ludem Bożym”. Nie zbacza wtedy z drogi, bo wszyscy ochrzczeni razem są „nieomylni w wierze”.

Sekretarz generalny Synodu Biskupów podkreślił, że Kościół jest ze swej natury synodalny. Synodalność ta jest „formą i stylem życia Kościoła”. Synod Biskupów nie jest „wydarzeniem”, ale „procesem”, w który zaangażowani są „w synergii: lud Boży, kolegium biskupów i biskup Rzymu”. Hierarcha wskazał, że synodalność obejmuje „wszystkie szczeble życia i misji Kościoła”, wyrażając „dynamikę komunii, która inspiruje wszystkie kościelne decyzje”.

Po modlitwie i odczytaniu fragmentu Ewangelii wg św. Marka (10, 32-45) o tym, że „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, ale aby służyć i oddać swoje życie na okup za wielu”, przemówił papież.

 

 

Droga Jezusa i pokusa bezdroża

Zauważył, że droga jest „środowiskiem, w którym zawsze odbywa się droga Kościoła: drogą życia, historii, która jest historią zbawienia w takiej mierze, w jakiej dokonuje się ona z Chrystusem, ukierunkowana na Jego tajemnicę paschalną”. Jerozolima jest zawsze przed nami. Krzyż i zmartwychwstanie należą do naszej historii, są naszym dzisiaj, ale zawsze są też celem naszej drogi – mówił Franciszek.

Podkreślił, że nie jest to jedynie to dla konsystorza zwołanego dla ustanowienia nowych kardynałów, „ale «wskazanie drogi» dla nas, dzisiaj idących wraz z Jezusem, który poprzedza nas w drodze. On jest siłą i sensem naszego życia i naszej posługi”, stwierdził Ojciec Święty.

Nawiązując do prośby Jakuba i Jana, którzy chcieli zająć miejsce po prawej i lewej stronie Jezusa w Jego chwale, papież zaznaczył, że „nie jest to droga Jezusa, ale inna”. To droga tych, którzy, być może nawet nie zdając sobie z tego sprawy, „wykorzystują” Pana, aby promować samych siebie – wskazał Franciszek.

Odpowiedź Jezusa: „Nie wiecie, o co prosicie”, „w pewnym sensie ich usprawiedliwia, ale jednocześnie oskarża: ֿ«Czyż nie zdajecie sobie sprawy, że jesteście na bezdrożach?». Istotnie, za chwilę właśnie dziesięciu innych apostołów okaże swoją oburzoną reakcją na synów Zebedeusza, jak bardzo wszyscy byli kuszeni, by pójść na bezdroża”.

ZOBACZ TEŻ: Kardynalskie stopnie

Drodzy Bracia, wszyscy kochamy Jezusa, wszyscy chcemy za Nim iść, ale musimy być zawsze czujni, aby trwać na Jego drodze. Możemy bowiem naszymi stopami, naszymi ciałami być z Nim, ale nasze serca mogą być daleko i prowadzić nas na manowce. Zatem, na przykład, purpura szat kardynalskich, która jest kolorem krwi, może stać się dla ducha świata, kolorem wybitnego wyróżnienia – stwierdził Ojciec Święty.

Zwrócił uwagę na kontrast między Jezusem, który jest „w drodze”, a uczniami, którzy są „na bezdrożach”. Są to „dwie trasy nie dające się pogodzić”. Tylko Pan może ocalić swoich zagubionych przyjaciół, którym grozi zatracenie się, tylko Jego krzyż i Jego zmartwychwstanie. Dla nich, a także i dla wszystkich, wstępuje On do Jerozolimy. Dla nich, i dla wszystkich, połamie On swoje ciało i przeleje swoją krew. Dla nich i dla wszystkich zmartwychwstanie, a przez dar Ducha przebaczy im i przemieni. Umieści ich ostatecznie na swojej drodze – przypomniał papież.

“Musimy spojrzeć na siebie w słowie prawdy”

Dodał, że „św. Marek – podobnie jak Mateusz i Łukasz – włączył tę historię do swojej Ewangelii, ponieważ jest ona zbawczym Słowem, niezbędnym dla Kościoła wszystkich czasów”. Nawet jeśli Dwunastu robi złe wrażenie, ten tekst wszedł do Kanonu, ponieważ ukazuje prawdę o Jezusie i o nas. Jest to słowo zbawienne również dla nas dzisiaj. Także i my, papież i kardynałowie, musimy zawsze spojrzeć na siebie w tym słowie prawdy. Jest to ostry miecz, tnie nas, jest bolesny, ale jednocześnie nas uzdrawia, wyzwala, nawraca. Nawrócenie jest tym właśnie: zejściem z bezdroży, aby wejść na drogę Boga – zakończył Franciszek.

Po przemówieniu papież dokonał nominacji nowych kardynałów i odczytał ich nazwiska. Następnie złożyli oni wyznanie wiary oraz przysięgę wierności papieżowi i jego następcom, po czym kolejno podchodzili do Franciszka, klękali, a on nakładał im na głowę biret w kolorze amarantowym, kardynalski pierścień oraz wręczał bullę nominacyjną, wyznaczającą również kościół w Rzymie, którego będą tytularnymi proboszczami.

 

O. Raniero Cantalamessa mianowany kardynałem

 

Konsystorz zakończyło odśpiewanie modlitwy „Ojcze nasz”, papieskie błogosławieństwo i śpiew Maryjnej antyfony „Salve, Regina”.

 

Konsystorz a epidemia

W związku z ograniczeniami związanymi z zapobieganiem rozprzestrzenianiu się pandemii konsystorz miał uproszczony przebieg i nie brała w nim udziału większość spośród 219 dotychczasowych członków Kolegium Kardynalskiego. Każdemu z nowo mianowanych purpuratów mogło towarzyszyć nie więcej niż 10 gości. Z powodu pandemii również nowi kardynałowie nie wymieniali pocałunku pokoju z obecnymi na uroczystości innymi członkami Kolegium Kardynalskiego. Nie odbędą się też tradycyjne wizyty kurtuazyjne u nowo mianowanych kardynałów, którzy w różnych pomieszczeniach Watykanu przyjmowali okolicznościowe życzenia.

Drugiego dnia konsystorza, w niedzielę, o godz. 10.00, przy Ołtarzu Katedry papież Franciszek będzie przewodniczył Mszy św., a koncelebrować ją będą jedynie nowo ustanowieni kardynałowie.

Po dzisiejszym konsystorzu Kolegium Kardynalskie liczy 229 członków z 86 państw. 128 kardynałów ma prawo do udziału w ewentualnym konklawe. Są wśród nich 4 kardynałowie z Polski: Stanisław Dziwisz, Konrad Krajewski, Kazimierz Nycz i Stanisław Ryłko.

CZYTAJ TAKŻE: Konsystorz w czasie pandemii

 

KAI/Stacja7

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap