Zakaz pokazywania symboli religijnych w czasie egzaminu online

Uniwersytet w Turynie przygotował listę zasad, jakie będą obowiązywać studentów w czasie zbliżających się egzaminów. Na ekranie komputera nie może być widać w tle krzyży ani innych symboli religijnych.

Polub nas na Facebooku!

Na czas sesji uczelnia planuje wprowadzić m.in. specjalne kontrolne oprogramowanie mające zapobiec ściąganiu, a także zakaz pokazywania w czasie egzaminu jakichkolwiek symboli politycznych i religijnych.

 

Atak na wolność religijną

Studenci uznali niemanifestowanie swych poglądów politycznych za słuszne, jednak część dotycząca symboli religijnych spotkała się z mocną falą krytyki. Pojawiły się głosy, że to ewidentny atak na wolność religijną oraz że w przyszłości może on doprowadzić do zakazu noszenia na uczelni łańcuszka z krzyżykiem czy różańca na nadgarstku. Obawy dotyczą także noszenia innych symboli religijnych.

Studenci na innych włoskich uczelniach obawiają się, że także u nich zostaną wprowadzone podobne zasady. A od tego, jak podkreślają, już tylko jeden krok do wyrugowania symboli religijnych z przestrzeni publicznej. Jednocześnie zwracają uwagę, że egzaminator, wchodząc dzięki internetowi do ich domów, nie może decydować o tym, co znajduje się w ich prywatnej przestrzeni. Przypominają też, że krzyże na ścianach włoskich domów i wiszące na nich obrazy religijne, są częścią chrześcijańskiej kultury Włoch, której nie można ignorować, a tym bardziej wymazać. Jeden ze studentów stwierdził, że nie usunie z biurka figurki świętego ojca Pio, nawet jeśli przez to nie będzie mógł podejść do egzaminu.

 

“To wstyd”

Nie zabrakło także reakcji politycznej. To wstyd, że w sytuacji totalnego nieładu, w jakim Uniwersytet znajduje się od ponad roku, priorytetem uczelni jest zakazanie na lekcjach online krzyża i innych symboli religijnych, co ogranicza wolność uczniów nawet w ich domach – powiedział Enrico Forzes, radny Fratelli d’Italia .

Posłanka z Turynu Augusta Montaruli zapowiedziała, że ​​”jeśli projekt rozporządzenia zostanie przyjęty, zapewnimy bezpłatną pomoc prawną wszystkim studentom, którzy czują się dyskryminowani”. Wiara i decyzja o zachowaniu symboli religijnych w domu należą do sfery osobistej – podkreśliła Montaruli.

Jak donosi turyńskie wydanie Corriere della sera, uczelnia w odpowiedzi na krytykę nie opublikowała jeszcze ostatecznego regulaminu sesji. Władze uczelni twierdzą, że “regulamin egzaminów zdalnych jest w trakcie opracowywania we współpracy z przedstawicielami studentów”.

ZOBACZ TEŻ: YouTube usunął największy kanał obrońców życia

 

os, KAI, il Giornale, secoloditalia.it/Stacja7

 

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

USA: Przybywa samozwańczych proroków, niektórzy przyznają się do pomyłek

Rosnącej ostatnio w Stanach Zjednoczonych liczbie „proroków” ewangelikalnych poświęciła niedawno obszerny artykuł w "New York Times" Ruth Graham, śledząca na bieżąco życie religijne w swoim kraju. Zwróciła uwagę, że zjawisko to nadal trwa, mimo że zdecydowana większość z nich przepowiadała zwycięstwo Donalda Trumpa w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich. Obecnie niektórzy kaznodzieje przeprosili swych słuchaczy za swe wcześniejsze błędne "proroctwa".

Polub nas na Facebooku!

Zdaniem autorki ostatnio, zwłaszcza w czasach Trumpa, znacznie przybyło tych [na ogół] samozwańczych proroków, wpływających na życie setek ludzi, przekonanych, że [prorocy] mogą stać się „kanałem”, przez który przepływa nadprzyrodzona energia. Wielu z nich to indywidualni ewangeliści, nie mający nawet formalnych związków z jakimś konkretnym Kościołem czy innymi instytucjami. Działają oni głównie online, ale pojawiają się też na konferencjach i bywają zapraszani do wygłaszania kazań. “Kwitnie sprzedaż tego rodzaju książek. Ma to zapewne związek z zainteresowaniem wielu ewangelików teoriami spiskowymi, np. QAnon (…), a także z szerzącymi się na świecie różnymi ruchami charyzmatycznymi, skupiającymi obecnie ok. pół miliarda ludzi – twierdzi R. Graham.

Spostrzeżenia te potwierdza Michael Brown – znany w USA komentator programów ewangelikalnych. Przyznał, że w swym 49-letnim życiu nawróconego chrześcijanina nie widział tak dużego zainteresowania ludzi proroctwami jak teraz. Zwrócił przy tym uwagę na problem odpowiedzialności „proroków” za to, co głoszą. Dotyczy to zwłaszcza ich przewidywań co do pandemii i ponownego wyboru Donalda Trumpa na prezydenta, które po prostu się nie sprawdziły.

 

Wezwanie do modlitwy o zdławienie pandemii

Cindy Jacobs, jedna z najbardziej znanych osób z tego grona (ale też kilkoro innych “proroków”) wezwała w marcu ub.r. wszystkich ludzi na świecie do “globalnego dnia modlitwy” o „zdławienie” wirusa. Na swoich stronach zapowiadali oni koniec pandemii „przed Wielkanocą”, ale – jak wiadomo – tak się jednak nie stało.

Również jesienią 2020 wielu kaznodziejów ewangelikalnych przepowiadało reelekcję Trumpa. Jeden z nich, 33-letni Jeremiah Johnson, który na swoich konferencjach internetowych gromadził tysiące ludzi, oznajmił, że w jednym ze swoich proroczych snów widział czynnego jeszcze wówczas prezydenta, uczestniczącego w Maratonie Bostońskim. „Już ma kończyć bieg, gdy zabrakło mu sił. Wówczas z obserwującego go tłumu wyszły dwie starsze i „fizycznie słabe” panie, które pomogły mu dobiec do mety” – dzielił się swymi wspomnieniami kaznodzieja. Podobne proroctwa wypowiadano także w czasie nabożeństw w megakościołach z udziałem m.in. samego Trumpa.

Ale gdy się nie sprawdziły, pod adresem Johnsona pojawiły się bardzo ostre „niechrześcijańskie” reakcje. Napisał potem z goryczą, że „w ciągu ostatnich 72 godzin otrzymałem tysiące pouczeń, kilka razy grożono mi śmiercią, dostawałem wiadomości z wulgaryzmami pod adresem mojej rodziny. Nazywano mnie tchórzem, sprzedawczykiem i zdrajcą Ducha Świętego”. Gdy “prorok” wyraził skruchę i przeprosił swych słuchaczy, wielu wybaczyło mu ten błąd. W rezultacie postanowił później rozpocząć nową serię konferencji w YouTube, zatytułowaną „Pomyliłem się” i nadal gromadzi tysiące ludzi.

Podobnie postąpił inny pastor-prorok – R. Loren Sanford. Tłumacząc swoją pomyłkę, oświadczył, iż „tak naprawdę w tym, co usłyszałem od Boga, było słowo niepewności. Nie miałem pewności co do ponownego wyboru [Trumpa]. I tak to powinno zostać”. Odwołał się przy tym do proroka Micheasza, który powiedział królowi Izraela prawdę, mimo że 400 fałszywych proroków mówiło inaczej”.

Badający zjawisko „proroków” we współczesnej kulturze amerykańskiej inny autor – Brad Christerson, socjolog na protestanckim uniwersytecie Biola w La Mirada (Kalifornia) – zwrócił uwagę na jeszcze inny powód ich popularności: Ludzie nie wierzą instytucjom, uważają je za skorumpowane. Dotyczy to uniwersytetów, nauki, rządu i mediów. Ludzie szukają jakiegoś innego, lepszego źródła prawdy.

SPRAWDŹ: Rekordowe odszkodowanie dla ofiar księży. Diecezja w stanie upadłości

 

ag/KAI/Stacja7

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Copy link
Powered by Social Snap