Ksiądz o sytuacji w Charkowie: póki są siły, każdy walczy, ale jesteśmy przygotowani na najgorsze

"Każdy się gdzieś ukrywa, każdy jakoś walczy. Jak na razie jeszcze są siły ale powiem szczerze, ten szósty dzień myślę, że każdemu z nas podciął nogi…" - mówi ksiądz Wojciech Stasiewicz, wikariusz parafii katedralnej w Charkowie i dyrektor Caritas Spes Charków.

FOT. NEXTA @nexta_tv/Twitter

Ks. Stasiewicz opisał w rozmowie z KAI sytuację w Charkowie, we wtorek w szóstym dniu wojny. Miasto ostrzeliwane jest rakietami. Trwają w nim walki uliczne. W czasie porannych ataków ucierpiał m.in. zamieszkiwany przez księdza budynek kurii, na który spadła bomba. Kończyliśmy mszę św. Były straszne wybuchy. Nie chcę powiedzieć, że się przyzwyczailiśmy do wybuchów, ale w ciągu dnia słyszymy ich dziesiątki. Tym razem czuliśmy, że jest to w pobliżu. W czasie jednego zatrzęsły się szyby i okna. Ale skończyliśmy Mszę św. i przeszliśmy do piwnicy. Czuć było specyficzny zapach, więc po jakimś czasie zaczęliśmy szukać, co się wydarzyło. Gdy otwarliśmy pomieszczenie techniczne na trzecim piętrze, okazało się, że w dachu jest metrowa dziura – relacjonuje ks. Stasiewicz.

Jak dodaje, całe szczęście budynek został uszkodzony tylko w tym miejscu. Wyjaśnia, że całe trzecie piętro w kurii przeznaczone jest na pomieszczenia techniczne, m.in. pralnie. Ludzie przebywają na niższych piętrach lub w piwnicach.

W budynku kurii mieszka obecnie ok. 30 osób – kilku księży, dwie siostry zakonne, kilka rodzin z parafii. Dziś pojawiła się u nas Polka, która 10 dni temu przyjechała tu jako turystka. Zapłakana zrozpaczona, w bardzo trudnym stanie. Teraz dochodzi do siebie. Za jakiś czas spróbuję z nią porozmawiać – mówi kapłan.

Reklama
Reklama

W kurii mieszka też biskup Kościoła Prawosławnego Ukrainy. W jego mieszkaniu było zbyt niebezpiecznie. Sam mi dziś powiedział: „wiesz, jak ja się cieszę, że jestem z wami. Nie wiem, jak ja bym przeżył te dni , gdybym był sam w swoim domu”. Gościmy więc go i jego obecność też jest pięknym znakiem dla mnie – podkreśla ks. Stasiewicz, zwracając uwagę, że relacje z Kościołem Prawosławnym Ukrainy są bardzo dobre. – Jest jeszcze Patriarchat Moskiewski, tam też są wspaniali księża, znajomi. Zobaczymy jaką postawę przyjmą oni po tych wydarzeniach. Ale to później. Teraz najważniejsze jest, by przeżyć ten dramat – stwierdza.

„Wszystkie parafie łączą się, jednoczą, modlą”

Ks. Stasiewicz, który jest wikariuszem parafii katedralnej w Charkowie i dyrektorem Caritas Spes Charków stwierdza, że obecnie ważnym elementem posługi księży jest obecność.

Reklama
Reklama

Codziennie odprawiane są dwie msze św. – jedna poranna w domu, w kurii, druga – w katedrze. Choć katedra jest zamknięta dla wiernych ze względu na obecną sytuację, Eucharystia jest transmitowana i duchowo uczestniczy w niej wielu parafian, diecezjan a także innych wiernych z Ukrainy. Wszystkie parafie łączą się, jednoczą, modlą. Ludzie odmawiają różaniec. Budujące jest też to, że prawie wszystkie parafie w tym momencie udzielają pomocy. Największa pomocą jest umożliwienie ludziom znalezienie bezpiecznego miejsca w piwnicach – o ile parafie takie mają – stwierdza kapłan.

Mamy masę telefonów różnego rodzaju. Przede wszystkim z Charkowa, od ludzi z pytaniami, czy można zdobyć jakieś lekarstwa, produkty spożywcze, czy organizujemy transport do Polski itp. Przygotowujemy też bułeczki, drożdżówki. Dzisiaj 200 sztuk zawieźliśmy do szpitala, tam gdzie są ranni. Część też przekazaliśmy policji – jako taką minimalna formę wsparcia. Wydaję też na miejscu jedzenie z Caritas, gdy ktoś przychodzi i prosi. Przychodzą np. bezdomni. Już kontaktują się z nami wolontariusze , pytają, co można zrobić, jak można pomóc. To wszystko wygląda tu bardzo dynamicznie – opowiada ks. Stasiewicz.

„Charków coraz bardziej dopada kryzys”

Zwraca uwagę na narastające trudności z dostępem do niezbędnych artykułów. Sklepy – przynajmniej w centrum miasta – są pozamykane. Zresztą w większości to, co w nich było zostało rozprzedane. Jeszcze w poniedziałek do aptek ustawiały się ogromne kolejki. Wypiekany jest chleb, ale okazuje się, że jest problem z jego transportem i dowożeniem do różnych miejsc. Charków coraz bardziej dopada kryzys. To szósty dzień wojny, pełen takich trudnych wydarzeń. Szczególnie trudna sytuacja jest od sobotniego wieczora. I tak naprawdę – końca nie widać – mówi ks. Stasiewicz. Przygotowani jesteśmy też niestety na najgorsze – dodaje.

Reklama

Jak zaznacza, nie ma dokładnych informacji na temat liczb ofiar i rannych.

Mówiąc o osobach, które są w szczególnie trudnej sytuacji, kapłan podkreśla, że nikt się nie poddaje i każdy na swój sposób walczy.

Byłem dziś niedaleko siedziby administracji, gdzie wcześniej doszło do strasznego wybuchu. Tam na stacji metra prawosławni bracia mieli akurat modlitwę. Uczestniczyłem w niej ale poszedłem też do wagonów metra, gdzie mieszkają ludzie. Rozmawiałem z jedną rodziną – babcia z dziadkiem i troje wnuków. Jest tam bardzo zimno, oni w tych wagonach, w czapkach, w kurtkach, opatuleni w kołdrach, śpiworach. Są już tam szósty dzień. Mówią, że od trzech dni jest dobrze, bo wolontariusze przywożą jedzenie. Wcześniej była panika, bo jedzenia w ogóle nie było – relacjonuje ks. Stasiewicz. Jest tam jakaś forma toalety, ale żeby skorzystać z prysznica – nie ma mowy – stwierdza.

Każdy się gdzieś ukrywa, każdy jakoś walczy. Jak na razie jeszcze są siły ale powiem szczerze, ten szósty dzień myślę, że każdemu z nas podciął nogi… – mówi kapłan.

„My długo wytrzymamy, dużo wytrzymamy”

Jak podkreśla, w tym momencie jakiekolwiek transporty z pomocą do Charkowa w ogóle nie są możliwe. Jedyna pomoc, której jeszcze można udzielić, to przekazywanie środków finansowych. Jeszcze wczoraj można było płacić kartą bankową. Wczoraj byłem w takim ogromnym sklepie, który jest otwarty tylko dla instytucji i organizacji pomocowych. Mogłem zrobić zakupy i za nie zapłacić. Na dziś więc prosimy o modlitwę i w miarę możliwości finansowe wsparcie. Nie wiadomo, jak długo będziemy mogli z niego korzystać. Na razie można je przesyłać na konto archidiecezji lubelskiej, która przekazuje środki diecezji charkowsko – zaporoskiej – informuje kapłan.

My długo wytrzymamy, dużo wytrzymamy. To jest taki naród, że w tych najtrudniejszych, najdramatyczniejszych wydarzeniach, nikt nie myśli o tym, czy mamy co jeść, czy mamy co pić. Dzielimy się. Jakoś wystarczy. Nie myślimy o tym, na ile. Nie żyjemy taką perspektywą. Nie. Dziś jedzenie jest. Jutro ufajmy, że też będzie. Jakaś pomoc przyjdzie. Żyjemy dniem dzisiejszym, a co jutro przyniesie – Pan Bóg raczy wiedzieć – mówi ks. Stasiewicz.

Dlaczego zdecydował się zostać na Ukrainie? – z odruchu serca. Kto z nas nie myśli o swoim życiu? Ja pierwszy o tym myślę! Ale z drugiej strony – te rodziny, parafianie, Caritas. Jeszcze mamy pod Charkowem 3 domy samotnych matek z dziećmi. Bogu dziękować, że są tam siostry… I w takim momencie opuścić to miejsce, żeby mi było bezpiecznie? To nie byłby grzech, na pewno, ale nie mógłbym podjąć takiej decyzji, więc w miarę możliwości służę i pomagam – podkreśla.

kh, KAI/Stacja7

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę