ZE ŚWIATA

Fatima: limit wiernych na uroczystościach 13 października

Rektorat sanktuarium w Fatimie zamierza wprowadzić limity w liczbie wiernych, którzy zostaną wpuszczeni na teren miejsca kultu maryjnego podczas uroczystości 13 października - wynika z deklaracji Gracy Freitas z ministerstwa zdrowia Portugalii.

Polub nas na Facebooku!

Przedstawicielka ministerstwa zdrowia Portugalii ujawniła, że podczas rozmów z rządem władze sanktuarium fatimskiego opowiedziały się za ograniczeniem liczby pielgrzymów na obchodach zakończenia 103. rocznicy objawień maryjnych. Rozpoczną się one w Fatimie późnym wieczorem 12 października, a ich kulminacja przypadnie na następny dzień.

Freitas potwierdziła również, że fatimski rektorat nie zgodzi się na udział w tych wydarzeniach 50 tys. pielgrzymów. Liczba ta pojawiła się w wypowiedzi prezydenta Portugalii Marcelo Rebelo de Sousy, który wyraził zaniepokojenie brakiem limitów w liczbie pielgrzymów biorących udział w modlitwach w portugaliskim sanktuarium.

Deklarujący się jako katolik polityk stwierdził, że najbardziej niepokoi go liczba pielgrzymów, która może pojawić się tam 13 października i zagrozić bezpieczeństwu sanitarnemu. Podał wówczas możliwą liczbę 50 tys. wiernych, którzy mieliby przybyć do sanktuarium.

Dotychczas socjalistyczny rząd Antonia Costy zapowiedział, że nie planuje wprowadzania limitu liczby osób uczestniczących w uroczystościach 103. rocznicy objawień w Fatimie. Przypomniał jednak o konieczności przestrzegania 1,5-metrowego dystansu, a także obowiązku noszenia maseczek ochronnych na terenie sanktuarium fatimskiego, w tym również na świeżym powietrzu.

 

KAI, kh

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

ZE ŚWIATA

We Włoszech ukazała się książka krytykująca pontyfikat Franciszka

Nakładem włoskiego wydawnictwa Solferino ukazała się 24 września książka „L'Enigma Bergoglio. La parabola di un papato” (Zagadkowy Bergoglio. Przypowieść o pewnym papiestwie). Jej autor Massimo Franco na 332 stronach spróbował dokonać krytycznej oceny dotychczasowego pontyfikatu Franciszka, starając się, aby nie było to wyłącznie wytykanie mu błędów, ale także wskazywanie na jego osiągnięcia.

Polub nas na Facebooku!

Aldo Cazzullo – autor zamieszczonej w dzienniku „Il Corriere” recenzji nowej pozycji – zaznaczył, że przystępując do pracy nad nią Franco przeprowadził wiele rozmów z osobami, które uważał za przyjaciół papieża: kardynałami, biskupami, bankowcami, dyplomatami, członkami służby bezpieczeństwa. Spotykał się też z jego krytykami, a wreszcie z samym papieżem i jego poprzednikiem Josephem Ratzingerem. W efekcie „powstała książka niezbędna dla tych, którzy chcą zrozumieć tego papieża i przewidzieć to, co może się wydarzyć w Kościele w najbliższych latach” – uważa recenzent.

Przytoczył spostrzeżenie autora, iż „Bergoglio okazał się mistrzem w dekompozycji Kościoła już przeżywającego kryzys, [ale] prawdopodobnie mniej zdolnym do budowania innego”. Zarówno przeciwnicy, jak i przyjaciele papieża mówią o tym prywatnie, a ich poglądy autor zestawia z opinią publiczną.

 

Cień niedokończenia”

Jego zdaniem w ostatnich latach długa teoria „świeckich” i duchownych, promowanych, a następnie nagle odwoływanych i znikających, świadczy o sposobie zarządzania Watykanem, opartym na błyskawicznych działaniach i doborze klasy rządzącej według kryteriów niekiedy tajemniczych… Nad papiestwem rozciąga się cień niedokończenia, przypisywanego z pewnością nie tylko jemu. „Ten pontyfikat sprawia wrażenie, jakby powiedział już wszystko” – zwierzył się w zaufaniu autorowi książki pewien przyjaciel papieża.

Według Cazzullo nie jest to książka przeciw Franciszkowi. Jej autor dokonał drobiazgowej i wymiernej analizy, stworzył bardzo trudny do podważenia obraz tego siedmiolecia, a zarazem wybiegający w przyszłość. Uznając wielkie zasługi tego papieża, wskazał też na jego ograniczenia i wypływające z nich zagrożenia.

Zdaniem Franco, od tego papieża oczekiwano więcej, wszyscy bowiem byli poruszeni jego słowami, iż chciałby „Kościoła ubogiego i dla ubogich”. Wszyscy byli pod wrażeniem zmiany jego stylu, wyboru imienia, pierwszych gestów, począwszy od rezygnacji z zamieszkiwania w luksusowym Pałacu Apostolskim na rzecz pobliskiej rezydencji, przeznaczonej dla kardynałów uczestniczących w konklawe. A jednak właśnie ów wybór, tak bardzo ceniony przede wszystkim przez świeckich, naznaczył zarówno trudne stosunki papieża z Kurią, jak i nowy styl zarządzania i życia, który wystawia go na duże ryzyko.

 

Dwór papieski zastąpiony dworem domu św. Marty

„Franciszek zniósł Dwór Papieski, zastępując go dworem Domu św. Marty” – taki poważny zarzut pod adresem papieża usłyszał autor. Rzeczywiście, kardynałowie, którzy przez dziesięcioleci uczyli się, jak znaleźć się tam, gdzie są, zostali odsunięci, zepchnięci na bok, zastąpieni przez ludzi niekiedy niepewnych. Wyścig do zasiadania do stołu z papieżem i spożywania z nim obiadu stał się niemal konkurencją sportową z zawstydzającymi scenami, na dłuższą metę nużącą. A gdy pojawiło się nagle zagrożenie koronawirusem, w Domu św. Marty nie uświadomiono sobie początkowo rozmiarów tego zjawiska, nie podejmując natychmiast niezbędnych działań, aby zapewnić bezpieczeństwo Ojcu Świętemu.

Jednocześnie autor zauważył, że wybuch pandemii podkreślił wielkość postaci Franciszka. Do historii chrześcijaństwa przeszedł obraz papieża kroczącego samotnie po Placu św. Piotra w strumieniach deszczu – w chwili niepewności i kruchości cały świat, nie tylko katolicki patrzył na okna Watykanu, a papież tam był. Przez kilka tygodni stał się znów pasterzem cudownego zarania swego pontyfikatu: wielkim komunikatorem i pierwszym przywódcą planetarnym, który wyczuł, że „jeśli peryferie nie są zintegrowane i kierowane, to mają tendencję do pochłaniania od środka społeczeństw, praw i demokracji”.

 

Reformy papieża

To wszystko nie usunęło jednak jego błędów ani nie wyjaśniło pewnych niezrozumiałych cech jego charakteru, nie rozwiało wątpliwości co do jego zdolności kierowania. Autor wspomina, że w latach 2013-2020 papież Bergoglio ustanowił a potem zlikwidował szereg konferencji biskupich, instytucji finansowych Stolicy Apostolskiej, najwyższych urzędów kurialnych, mianował nowych kardynałów, wybrał a następnie doprowadził do ustąpienia biskupów i bankowców, szefów Żandarmerii i zwykłych funkcjonariuszy. Otoczył się ulubionymi współpracownikami płci obojga. „Deszcz reform i komisji powstałych i rozwiązanych w ciągu jego siedmiolecia sugeruje więc, że mamy do czynienia z wielkim zerwaniem z epopeją pontyfikatu argentyńskiego” – twierdzi autor książki.

Jego zdaniem w papieżu ujawnia się tendencja do dostrzegania w każdej krytyce oszczerstwa i w każdym zastrzeżeniu ataku personalnego. Autor wytyka Franciszkowi to, że w Domu św. Marty stale są obecni hierarchowie o wątpliwej reputacji a nawet tacy, na których ciążą poważne oskarżenia w krajach ich pochodzenia. Daje się zauważyć wyraźny spadek obecności włoskiej w jego otoczeniu, np. po raz pierwszy od wieków swoich kardynałów nie mają takie stolice arcybiskupie jak Wenecja, Turyn, Genua, Palermo czy Mediolan. Można odnieść wrażenie, że „bycie Włochem to niemal grzech” – stwierdza z sarkazmem Franco. Dochodzą do tego nie zawsze łatwe stosunki obecnego papieża z jego poprzednikiem oraz problemy medialne. Ojciec Święty mówi dużo, czasami może nawet za dużo i w efekcie następuje „inflacja jego słów, które tracą w ten sposób swą siłę, a nawet są wręcz ignorowane”.

Do słabości obecnego pontyfikatu autor książki zalicza też nominacje w sprawach finansowych: australijskiego kardynała George’a Pella, przeciw któremu w jego ojczyźnie toczyło się dochodzenie w sprawie przestępstw seksualnych czy Włoszki Franceski Chaouqui, tarapaty z nieruchomościami w Londynie oraz wyraźne napięcia w stosunkach z biskupami włoskimi, gdy protestowali oni przeciw rządowi premiera Giuseppe Contego. Nie wiadomo, dlaczego Franciszek nie odwiedził dotychczas swej ojczyzny. I przede wszystkim „wielki cień chiński”, czyli podpisanie porozumienia z rządem pekińskim, którego szczegóły do dziś nie są znane i które grozi schizmą w tamtejszym Kościele.

Ale – przedstawiając to wszystko – autor recenzji zaznacza, że książka M. Franco nie jest „procesem przeciw Bergoglio”, gdyż wynika z niej jednoznacznie, iż jest on wspaniałym papieżem. „Będzie ciekawe dowiedzieć się, co pomyśli o niej sam Franciszek, gdy ją przeczyta” – kończy swe omówienie A. Cazzullo.

KAI/Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Copy link
Powered by Social Snap