video-jav.net

Wiara i solidarność – siłą Polek w obozie Ravensbrück

Dbanie o higienę, kultura, wiara, solidarność - to "metoda", dzięki której przeżyły piekło obozu, nie tracąc ludzkiej godności. 30 kwietnia upływa 70. rocznica wyzwolenia kobiecego obozu Ravensbrück

Polub nas na Facebooku!

Co trzecia więźniarka spośród 132 tys. była Polką. Były wśród nich bł. Natalia Tułasiewicz, dr Wanda Półtawska, prof. Karolina Lanckorońska, malarki Maja Berezowska i Maria Hiszpańska.

“Ta solidarność była ewenementem, w męskich obozach nie było tak doskonałej samoorganizacji” – mówi w rozmowie z KAI Barbara Oratowska, kierownik Muzeum pod Zegarem, jedna z najlepszych znawczyń kobiecego ruchu oporu w czasie II wojny światowej.

Wanda Kiedrzyńska, była więźniarka obozu, obliczyła, że w Ravensbrück przebywało 132 tys. kobiet 27 narodowości. Polki były najliczniejszą grupą narodową. 12 tys. kobiet trafiło tu po Powstaniu Warszawskim.

W pięknych okolicach Meklenburgii, 80 km od Berlina, hitlerowcy założyli w marcu 1939 obóz Ravensbrück, który do 1942 był jedynym kobiecym obozem w systemie obozów III Rzeszy. Był to “Musterlager” – obóz szkoleniowo-wzorcowy dla przyszłych strażniczek SS, które trafiały tu na “staż” i jako wykwalifikowana kadra trafiały do innych obozów.

Pierwszy transport z polskimi więźniarkami przybył do Ravensbrück 23 września 1939 r. Były wśród nich profesorki, artystki, ziemianki, działaczki polityczne, społeczne, polonijne, z terenów III Rzeszy i ziem polskich wcielonych do niej, z terenów Niemiec i Pomorza. Niemcy mieli wcześniej przygotowane listy proskrypcyjne i w ramach likwidacji polskiej inteligencji dokonywali aresztowań.

W związku z rozwijającym się ruchem oporu na terenach okupowanych, który działał już pod koniec września 1939, dowożono do obozu kobiety związane z konspiracją i podziemnymi strukturami państwa podziemnego. “W Lublinie działał cały Zarząd Główny Komendy Obrońców Polski” – mówi Barbara Oratowska,.

Pierwszy transport więźniarek politycznych wyruszył z Zamku Lubelskiego 4 kwietnia 1941. “W sumie z Lublina do Ravensbrück było pięć transportów, najbardziej znany to ten, który wyruszył z Zamku 21 września 1941 r., a dwa dni później w Warszawie dołączono do niego więźniarki z Pawiaka – było ich 150 i była to najliczniejsza grupa. Kolejny odbył się 30 maja 1942 r., było w nim 56 kobiet, wśród nich kobiety, potraktowane później jak “króliki doświadczalne” – przeprowadzano na nich eksperymenty medyczne. Ostatni z 55 kobietami wyruszył 22 maja 1944 – był to tzw. ewakuacyjny; łącznie – 300 kobiet z Zamku Lubelskiego.

Gdy po kilku dniach podróży docierały na miejsce, wpadały w tryby ludobójczej machiny. Wyniszczający, 12-godzinny dzień pracy, bicie, terror, głodowe porcje żywnościowe. Sadystyczny personel, bijący drewnianymi pałkami na oślep, ze specjalnie wytresowanymi psami, który pilnował, by więźniarki nie miały “za dobrze”, by były udręczone zawsze zimnem i głodem.

Historię obozu można podzielić na dwa okresy – mówi Oratowska. Pierwszy, gdy trafiały tu więźniarki polityczne. Obowiązywał nadzwyczajny rygor, dyscyplina, najmniejsze uchybienia były karane chłostą aż do uśmiercenia ofiary, zamykaniem w bunkrze. Do tego dochodziła ciężka praca, ponad kobiece siły. Dodatkową udręką były skłonności sadystyczne wielu strażniczek. Budziły przerażenie, ale warto wspomnieć o wyjątku – Johanna Langelfeld pomagała więźniarkom, sprzyjała szczególnie Polkom, niektóre z nich uratowała. Po wojnie odwdzięczyły jej się, broniąc jej przed sądem w Krakowie i pomogły jej odzyskać wolność.

W obozie pilnowano porządku, pielęgnowano trawniczki i rośliny, dr Wanda Półtawska wyznaje, że do dziś nienawidzi szałwi, gdyż przy szarych, ale czystych blokach, sadzono szałwie. Nie było wszawicy, dbano o higienę.

Dr Półtawska, która do obozu trafiła za działalność konspiracyjną i patriotyczną w 1941 r. wspomina, że wielkim błogosławieństwem dla więźniarek była chwila, gdy kierownictwo obozu podzieliło je na baraki narodowe. To pomogło odnaleźć się Polkom, policzyć, zorientować, jakimi zasobami ludzkimi dysponują. Starsze więźniarki, a było wśród nich wiele nauczycielek, podjęły decyzję tajnego nauczania. Odbywało się ono w grupach, dziewczęta zdawały egzaminy, a także maturę, gdyż wśród uwięzionych był nawet komplet profesorek, uprawnionych do przeprowadzania egzaminów państwowych.

“Były wśród nich dziewczyny po konspiracji, więc wiedziały, jak się zachować” – wyjaśnia skuteczność edukacyjną w obozie Oratowska.

Starsze kobiety czuły się odpowiedzialne za młode dziewczyny i podjęły się ich wychowania, wywierały presję na młodsze, żeby się uczyły i o siebie dbały, co oznaczało poranną toaletę w lodowatej wodzie.

Wyznaczanie sobie celu, słuchanie wykładów, było też antidotum na horror obozowej rzeczywistości. “Karla Lanckorońska, znakomita historyczka sztuki i nauczycielka akademicka, opisywała dzieła renesansowych twórców tak szczegółowo, że po wojnie od razu wiedziałam, z jakim obrazem mam do czynienia” – wspomina dr Półtawska. A każda z nich mogła w każdej chwili zginąć.

– Karolina Lanckorońska początkowo nie chciała prowadzić wykładów, bo uważała, że obóz jest skrajnym zaprzeczeniem wszelkich wartości. Wykłady o sztuce w tak strasznym miejscu uznała za absurd – mówi Oratowska. – Przekonała ją do tego jej dobra znajoma, Maria Grocholska, która zwróciła jej uwagę, jak ważne jest to dla przebywających tu dziewcząt. Było to przed Wielkanocą, Maria Grocholska powiedziała, że być może to ostatnie święta dla nich, trzeba więc mówić o rzeczach najważniejszych i powiązać wykład z przezywaniem Wielkiego Tygodnia.

Nauczycielka od astronomii podczas nocnych apeli dyskretnie wskazywały gwiazdozbiory. Kontakt z kulturą, recytowanie wierszy i fragmentów utworów literatury dodawało sił, gdyż było sprzeciwem wobec wszechogarniającego barbarzyństwa. Była moda na pisanie wierszy. Nie są to wybitne utwory, choć wyróżniała się poetka Grażyna Chrostowska z transportu lubelskiego, rozstrzelana 14 kwietnia 1942 r. Do obozu trafiła też grupa harcerek. Józefa Kantor, Maria Rydarowska i Zofia Janczy, przedwojenne instruktorki założyły dla nich drużynę “Mury”. Harcerki pracowały nad własnym charakterem, troszczyły się też o morale otoczenia, pomagały słabszym i chorym.

Część więźniarek poddawanych było eksperymentom pseudomedycznym. Zdecydowaną większość stanowiły Polki – spośród 86 “królików”, jak mówiono o nich w obozie, 72 były Polkami. 120-140 kobiet poddanych było sterylizacji (były to Żydówki i Cyganki), a kat, który przeprowadzał te eksperymenty chełpił się, że w ciągu kilku godzin byłby w stanie wysterylizować do tysiąca kobiet – efektami jego bestialskich poczynań interesowały się najwyższe władze III Rzeszy. – Był niepisany zwyczaj otaczania szczególną opieką operowane dziewczyny, a gdy któraś z więźniarek dostawała paczkę z domu, nie zjadła okrucha nim nie podzieliła się z taką współwięźniarką – mówi B. Ornatowska. – Solidarność ta była ewenementem, w męskich obozach nie było takiej solidarności jak w Ravensbruck – dodaje.

Od sierpnia 1944 r. był masowy napływ więźniarek z Powstania Warszawskiego. Karolina Lanckorońska, która była wówczas “sztubową”, czyli odpowiedzialną za blok wspomina, że przez jej blok przeszło całe Powstanie Warszawskie. Do Ravensbruck przywożono kobiety, często z dziećmi, niektóre z nich rodziły w obozie, a ich dzieci przeważnie umierały – na 800 – tprzeżyło tylko 30 noworodków. W drugim okresie istnienia obozu panował chaos, brud, bałagan i jeszcze bardziej dotkliwy głód.

Starsze więźniarki czuwały także nad formacją duchową obozowej młodzieży. Było wśród nich wiele komunistek i młode dziewczyny, które nieraz traciły wiarę, zaczynały fascynować się komunizmem. I tu rolę do odegrania miały starsze nauczycielki, m.in. Maria Grocholska i Karolina Lanckorońska.

Najważniejszym źródłem siły i nadziei była wiara i intensywne życie religijne, które odróżniało Polki od pozostałych grup narodowych. Niektóre więźniarki, m.in. Józefa Kantor, znały na pamięć tekst Mszy św., niektóre znały psalmy. Urszula Wińska, późniejsza profesor, napisała w 1942 r. “Modlitwę obozową”, która była oparta na tekście “Ojcze nasz”. Co roku jest ona odmawiana w czasie uroczystości rocznicowych w obozie.

Barbara Oratowska mówi, że zachował się modlitewnik, wykonany przez ofiary eksperymentów i ofiarowane Marii Liberze, która się nimi opiekowała. – Młode dziewczyny spragnione były ciepła, a ona bardzo troszczyła się o nie, mówiły o niej “matka Liberakowa”. Po wojnie jeździły do niej do Zakopanego.

– Pytałam więźniarek, co pozwoliło im przetrwać, a każda z nich chciała żyć. Odpowiadały bez wahania – rodzina i wiara. W obozie kwitło rzeźbiarstwo miniaturowe. Joanna Szydłowska z transportu lubelskiego wykonała 800 figurek – krzyżyków, figurek Matki Bożej. Robiły też różańce. Więźniarkom, które chciały przetrwać, wiara bardzo pomagała. Dlatego bezcenne dla nich były Komunie św. przekazane przez polskich oficerów – jeńców. Kilku z nich udało się przyjąć Komunię św., a jedna z nich została rozstrzelana następnego dnia. – To dawało im siłę.

W Wielki Piątek 1945 r. w komorze gazowej zginęła Natalia Tułasiewicz, męczennica II wojny światowej, beatyfikowana w 1999 r. w grupie 108 męczenników II wojny światowej. Nazajutrz po egzekucji obozowi kaci rozebrali krematorium, a prochy ofiar rozsypali po okolicy. W symboliczny sposób Natalia Tułasiewicz, świecka apostołka głęboko zjednoczona z Chrystusem, zamknęła orszak kobiet – męczennic z Ravensbrück.


aw / Warszawa

Abp Gądecki o wstawiennictwie u Boga poprzez więźniów KL Dachau

Przez wstawiennictwo wszystkich więźniów obozu koncentracyjnego Dachau wołamy do Boga o święty dar pokoju - apelował abp Stanisław Gądecki w katedrze we Freising'u

Polub nas na Facebooku!

W ramach pielgrzymki duchowieństwa polskiego i Polonii w Niemczech w 70. rocznicę wyzwolenia tego niemieckiego obozu koncentracyjnego metropolita poznański i kard. Reinhard Marx przewodniczyli 29 kwietnia nabożeństwu z modlitwą o pokój i pojednanie.

Niemiecki purpurat, witając wszystkich przybyłych, a zwłaszcza gości z Polski, przypomniał, że uroczystość dzisiejsza odbywa się we Freising'u- duchowej stolicy Kościoła bawarskiego. Zwrócił również uwagę, że dziś przypada wspomnienie liturgiczne św. Katarzyny Sieneńskiej – współpatronki Europy.

W kazaniu gość z Polski przypomniał, że celem pielgrzymki do KL Dachau jest wyrażenie wielkiego szacunku tym, którzy tam cierpieli oraz prośba do Boga o pokój i pojednanie dla wszystkich, którzy w obecnej godzinie naszych dziejów wciąż cierpią pod panowaniem przemocy zrodzonej przez nienawiść.

Mówca podkreślił, że Dachau jest miejscem przejmującym grozą a zarazem poruszającym serca, gdy "przywołujemy na pamięć twarze poszczególnych osób, które zginęły w mrokach obozowych: członków niemieckiej opozycji antynazistowskiej, komunistów, socjalistów i chadeków, Żydów, Romów, Sinti, Świadków Jehowy i homoseksualistów, ludzi różnych grup i narodów. Wśród nich byli duchowni z Kościołów chrześcijańskich, którym – jak napisał w sprawozdaniu z wyzwolenia obozu William W. Quinn, oficer U.S. Army – obok odarcia z osobistej godności, próbowano przede wszystkim zabrać Boga". Nie wolno było im odprawiać mszy świętej, odmawiać brewiarza, modlić się i mieć przy sobie jakiegokolwiek przedmiotu kultu religijnego. Zakazano także posługi duchowej umierającym więźniom – zaznaczył abp Gądecki.

Zwrócił uwagę, że wśród 2794 duchownych różnych wyznań chrześcijańskich największą grupę stanowili Polacy. Spośród 1780 polskich duchownych zamordowano 868. "Była to Kapłańska Golgota Zachodu. Prawdziwa szkoła męczenników" – zaznaczył metropolita poznański.

Przypomniał następnie, że w czasie II wojny światowej zginęło 2801 osób duchownych z naszego kraju (w tym 6 biskupów, 1863 kapłanów i 63 kleryków diecezjalnych, 289 kapłanów, 86 kleryków i 205 braci zakonnych oraz 289 zakonnic, co stanowiło 28 procent ówczesnego duchowieństwa polskiego. "W polskiej świadomości zbiorowej nie ma wiedzy o tym, iż to polskie duchowieństwo poniosło w czasie II wojny światowej największe procentowe straty spośród wszystkich grup zawodowych w kraju" – powiedział abp Gądecki.

Zaznaczył, że przykłady heroicznej postawy polskiego duchowieństwa ukazały namacalnie procesy beatyfikacyjne i kanonizacyjne, m.in. o. Maksymiliana Kolbego, bp Michała Kozala, 11 sióstr nazaretanek z Nowogródka, księdza Stefana Frelichowskiego oraz 108 męczenników niemieckiego nazizmu. "Ich wyniesienie na ołtarze jest wystawieniem duchowego pomnika, będącego trwałym upamiętnieniem męczeństwa także pozostałych ofiar zbrodni oraz wezwaniem do ewangelicznego przebaczania prześladowcom" – powiedział kaznodzieja.

Zachęcił do refleksji nad przyczyną "misterium iniquitatis" – tajemnicy nieprawości. Przytoczył słowa św. Jana Pawła II z jego książki "Pamięć i tożsamość", w której napisał: „Skoro człowiek sam, bez Boga, może stanowić o tym, co jest dobre, a co złe, może też zdecydować, że pewna grupa ludzi powinna być unicestwiona". "Tak, to miejsce niemieckiej historii niemal namacalnie ostrzega nas przed tym, do czego jest zdolny człowiek wychowany w duchu sprzeciwu wobec Stwórcy, pragnący zapanować nad światem" – stwierdził arcybiskup.

Podkreślił, że wyzwolenie polscy księża uznali za cud a 22 kwietnia 1945 roku złożyli ślubowanie, iż ci, którzy przeżyją obóz, będą co roku pielgrzymować do sanktuarium św. Józefa w Kaliszu w podzięce za wybawienie. I temu ślubowaniu pozostali wierni.

"Wydarzenie to uzmysławia nam, że istnieje miara wyznaczona złu” – stwierdził mówca i dodał: "Jeśli jednak popatrzymy nieco wnikliwiej na dzieje ludów i narodów, które przeszły przez próbę systemów totalitarnych i prześladowań za wiarę, wówczas odkryjemy w nich wyraźną, obecność zwycięskiego krzyża Chrystusa. To zło – choć po ludzku tak potężne, wydające się złem absolutnym, zdolnym zniszczyć do cna, poddać człowieka i naród bezbrzeżnej rozpaczy – to zło ma jednak swoją granicę, poza którą traci moc. Tą granicą jest tajemnica odkupienia, ostateczne zwycięstwo Boga nad złem. Zwycięstwo, którego miarą jest krzyż i zmartwychwstanie".

Obok 44 polskich księży ogłoszonych już błogosławionymi w pierwszej grupie męczenników II wojny światowej w 1999 mówca wymienił też innych księży wyniesionych na ołtarze: bł. ks. Jerzego (Georga) Häfnera z Wűrtzburga, bł. ks. Karola Meisnera z diecezji Münster i holenderskiego karmelitę bł. Tytusa Brandsma.

"Czy tajemnica odkupienia jest również odpowiedzią na zło naszych czasów?" – zapytał abp Gądecki. Wspomniał o wojnach, toczących się obecnie na Ukrainie, na Bliskim Wschodzie, w Afryce. "Nie można osiągnąć prawdziwego pokoju bez odwołania się do prawdy o Bogu i prawdy o człowieku. Na dramatycznym tle naszych czasów tym, którzy są poddawani programowemu oddziaływaniu zła, nie pozostaje nikt inny i nic innego poza Chrystusem i krzyżem, jako źródłem duchowej samoobrony, jako rękojmią zwycięstwa" – powiedział metropolita poznański.

Zaznaczył, że pokój będzie zawsze zagrożony tam, gdzie człowiekowi nie przyznaje się tego, co mu się sprawiedliwie należy jako człowiekowi, gdy nie szanuje się jego godności, a stosunki międzyludzkie nie są ukierunkowane na dobro wspólne. "Lecz pokój jest nie tylko owocem sprawiedliwości. On jest także dziełem miłości" – podkreślił mówca.

"Przez wstawiennictwo wszystkich więźniów obozu koncentracyjnego Dachau wołamy do Boga o święty dar pokoju. O ten pokój, który buduje się dzień po dniu, zachowując porządek ustanowiony przez Boga. Najpierw o pokój przeżywany we własnym sercu, w rodzinach, w różnych formach społecznego zrzeszania się, we wspólnocie politycznej, w końcu także we wspólnocie międzynarodowej" – zaapelował przewodniczący episkopatu Polski.

Podkreślił z kolei, że obóz w Dachau ostatecznie objawił misterium misericordiae – tajemnicę miłosierdzia. "Wsłuchiwaliśmy się w mowę tego miejsca, w pieśń życia tych, którzy oddali swoje życie za nadzieję dla nas. Chcemy zamilknąć wobec straszliwego zmagania, które odnawia się także dzisiaj. Chcemy więc złożyć hołd wszystkim tym, którzy giną współcześnie jako ofiary nienawiści, wrogości religijnej, wspominamy o chrześcijanach, dzisiaj najbardziej prześladowanych, ale również o wyznawcach innych religii" – mówił abp Gądecki.

Przywołał słowa św. Jana Pawła z homilii z pielgrzymki do Polski w 1979 podczas odwiedzin w obozie zagłady Auschwitz: "Tych zaś, którzy słuchają mnie z wiarą w Jezusa Chrystusa, proszę, ażeby skupili się w modlitwie o pokój i pojednanie. Moi drodzy bracia i siostry, nie mam już nic więcej do powiedzenia. Przychodzą mi tylko na myśl słowa Suplikacji: Święty Boże, Święty mocny, Święty a nieśmiertelny!… Od powietrza, głodu, ognia i wojny … i wojny, wybaw nas, Panie!”

Na zakończenie przewodniczący KEP powiedział: "Z Fryzyngi – kolebki bawarskiego chrześcijaństwa – wołamy słowami «Pieśni słonecznej» św. Franciszka z Asyżu: «Panie, bądź pochwalony przez tych, którzy przebaczają wrogom dla miłości Twojej i znoszą niesprawiedliwość i prześladowania. Błogosławieni, którzy trwają w pokoju i prawdzie, gdyż przez Ciebie, Najwyższy, będą uwieńczeni»”.

W Modlitwie Wiernych proszono Boga o dar pokoju, zwłaszcza na Ukrainie, na Bliskim Wschodzie, w Syrii i w wielu innych zapalnych punktach świata, o Boże wsparcie dla tych wszystkich, którzy działają na rzecz pokoju na całym świecie.

Po Mszy jeszcze raz głos zabrał kard. R. Marx, dziękując wszystkim, zwłaszcza gościom i pielgrzymom z Polski, za ich przybycie i wspólną modlitwę. Przypomniał, że w tym roku biskupów, księży i wiernych z obu krajów czeka jeszcze jedno ważne wydarzenie – wspólne obchody 50. rocznicy pamiętnej wymiany listów między episkopatami Polski i Niemiec. Zapowiedział, że uroczyste spotkanie z tej okazji odbędzie się jesienią br. na Jasnej Górze.


tom (KAI Monachium) / Fryzynga